Gość: irek
IP: *.chello.pl
04.01.04, 22:42
Nie wiem jeszcze kto tę edycję wygrał; Kęsy czy Brodka, ale mam małą,
pozytywną refleksję. Wydaje mi się, że coś się zaczyna zmieniać na lepsze, że
gusta muzyczne młodych Polaków wyewoluowały w kierunku ździebko abmitniejszej
muzy.
Pierwszej edycji w ogóle nie oglądałem, gdyż autorytarnie uznałem (bez
przyjrzenia się jej), że to badziewie straszne, festyniarstwo i tandeta.
Polsat to TV dla debili, więc wszystko wydawało sie być jasne. Drugą edycję
zacząłem oglądać od mniej więcej połowy, zupełnie przypadkowo, no i po prostu
dałem się tej edycji wciągnąć. Nie posiadałem się z radości, gdy okazało się,
że widzowie tego programu uznali za najlepszego Krzycha Zalewskiego, który w
jakiś tam sposób lansował fajną, gitarową muzę. Nie był oryginalny, w dość
pretensjonalny sposób naśladował Dickinsona, ale mimo wszystko przebił sie do
samego końca z muzyką w Polsce nie najpopularniejszą i przez rozmaite
wiejskie stacje radiowe nie rozpowszechnianą.
Trzecia edycja to już wyraźna tendencja, a nie przypadek. Nędzna artystycznie
ale bogata wytwórnia BMG zmuszona jest wyłożyć kolejne grube pieniądze na
produkcję i promocję muzyki, której szczerze nie znosi, a która z Natalią
Kukulską na szczęście nie ma nic wspólnego.
Może to poruszy jakąś lawinę, może się raptem okaże, że renesans rocka jest
faktem, że jest popyt na taką twórczość, że to się wreszcie będzie dobrze
sprzedawać i to w wykonaniu krajowym.
W Polsce jest mnóstwo fajnych, dobrze zapowiadających się wykonawców rocka,
którzy z róźnych powodów nie wypływają na szerokie wody. Może teraz trafią na
nieco bardziej sprzyjające okoliczności. Idol to - mam nadzieję - jakiś
zwiastun tego trendu.
Na marginesie wyrażę obrzydzenie tym co zobaczyłem w światowym Idolu. Na tym
tle druga i trzecia edycja polska wydaje się naprawdę czymś interesującym, a
właściwie wydaje się zupełnie innym programem, do kogo innego adresowanym.