Gość: manzana
IP: *.acn.waw.pl
25.06.03, 23:10
jeden z komentarzy na wp.pl:
Czy z ewolucyjnego punktu widzenia, pytanie, "kiedy zaczyna się człowiek (czy
dowolny osobnik jakiegoś gatunku)", ma w ogóle jakikolwiek sens?
Czy termin "osobnik" nie jest przypadkiem czysto umownym, sztucznym pojęciem,
mającym zastosowanie jedynie po przyjęciu pewnych arbitralnych przybliżeń?
Weźmy pod uwagę takie fakty, jak "koncepcja samolubnego genu" czy "fenotypu
rozszerzonego". A także: endosymbiotyczną naturę komórki eukariotycznej,
organizmy kolonijne (Volvox, rurkopławy), rozmnażanie wegetatywne
(fragmentacja: gąbki, grzyby, glony; rozłogi poziomek, kłącza paprotników;
regeneracja roślin, szkarłupni, płazińców; pączkowanie parzydełkowców itp.),
skrajny mutualizm: helotyzm porostów, rozdzielanie (poliembrionia) zarodków i
ich ewentualne ponowne łączenie się, powstawanie chimer
(osobnik "poliparentny" powstały w wyniku fuzji kilku różnych genetycznie
zarodków), czy wreszcie technika klonowania somatycznego metodą
transplantacji jąder, opracowaną przez Willmuta.
Przyznam, że do tych refleksji skłoniła mnie publiczna dyskusja w kwestii
aborcji, która ostatnio ponownie rozgorzała. Jednak te rozważania mają chyba
nieco szersze znaczenie: bioetykę i prawo do badań i eksperymentów na
ludzkich embrionach (np. tak ostatnio superważne komórki macierzyste i
progenitorowe). W USA, podobno kongres zakazał jakichkolwiek zabiegów
naukowych na zarodkach ludzkich. Ponoć konsekwencje tego ograniczenia są dla
amerykańskiej nauki opłakane.
Obrońcy życia poczętego upierają się, żeby za początek życia ludzkiego (co ma
być tożsame z przyznaniem pełnej protekcji prawnej) uznać "moment
zapłodnienia". Jednak doskonale wiadomo, że "zapłodnienie" jest relatywnie
długim i wieloetapowym (z "etapami" płynnie w siebie przechodzącymi)
procesem. Załóżmy, że w ramach jakichś badań obserwuję "przyżyciowo" pod
mikroskopem proces zapłodnienia ludzkiego oocytu. Kiedy, wg. obrońców życia
poczętego, powinienem przerwać eksperyment, żeby "z czystym sumieniem" móc
wywalić badany materiał do zlewu?
POWYZSZA CZESC JEST SKIEROWANA DLA LUDZI MAJACYCH POZADNE ROZEZNANIE W
BIOLOGII.
Ustalenie, czy mozna postawic biologiczna granice, od ktorej zaczyna sie
zycie osobnika, ma fundamentalne znaczenie. w przeciwnym razie, moment, od
ktorego "rozpoczyna sie czlowiek" bedzie CZYSTO ARBITRALNA UMOWA SPOLECZNO-
PRAWNA.
Ponizsza czesc jest skierowana DO WSZYSTKICH ZWOLENNIKOW "KONCEPCJI
ZAPLODNIENIOWEJ".
Zakladaja oni, ze pelnoprawna istotą ludzką jest juz zaplodniona komorka
jajowa (zygota). swoje (laickie) przekonanie opieraja na "kompletnosci
materialu genetycznego" zygoty oraz jej "potencjale rozwojowym" (zdolnosci do
rozwiniecia sie w "klasyczna" istote ludzka, o ile zostana jej
zapewnione "odpowiednie warunki", czyli min. implantacja w macicy). nizej
podam kilka paradoksow logicznych, zwiazanych z przyjeciem "koncepcji
zaplodnieniowej" (wybralem te prostrze) 1) blisko 60procent wszystkich
poczetych zarodkow ulega naturalnemu poronieniu (zatem na kazdego narodzonego
czlowieka przypada 1,5 trupa!). wiekszosc poronien (polowa wszystkich poczec)
ma miejsce, zanim matka w ogole zda sobie sprawe, ze jest w ciazy. jesli juz
zygote mamy traktowac jako zywego czlowieka, to jest to tozsame z objeciem
jej wszystkimi prawno-moralno-tradycyjnymi przywilejami i obowiazkami. zatem,
oprocz prawnej ochrony zycia powinny obowiazywac ja takze inne przepisy np:
rejestracja (po nadaniu imienia), akt zgonu, prawo spadkowe; a takze normy
tradycyjne: zaloba, pogrzeb. z oczywistych przyczyn natury praktycznej,
sprostanie temu jest niemozliwe. dlaczego zatem dla "prawa do zycia"
mielibysmy robic wyjatek? rowniez kobieta, ktora z wlasnej winy (alkohol,
leki itp.) doprowadzi do poronienia (albo uszkodzenia) plodu, powinna
odpowiadac, jak za normalne morderstwo. 2) "kompletna informacje genetyczna",
taka jak zygota, posiada KAZDA JADRZASTA KOMORKA SOMATYCZNA ludzkiego ciala.
odkad istnieje metoda klonowania somatycznego Willmuta (tego od dolly),
komorki te maja rowniez "potencjal rozwojowy". procedura klonowania stanowi
jedynie "odpowiednie warunki", analogicznie, jak dla zygoty implantacja w
macicy. praktycznie kazda komorka ludzkiego ciala moze stac sie "klasyczna"
istota ludzka! zatem, usmiercenie jakiejkolwiek ludzkiej komorki powinno
zostac uznane za morderstwo, wg. kryteriow jakimi kieruja sie "obroncy zycia
poczetego". trywialne drapanie sie po glowie usmierca setki komorek naskorka,
dajacych sie potencjalnie sklonowac w pelnoprawnego czlowieka. to, do czego
prowadzi konsekwentne trzymanie sie "koncepcji zaplodnieniowej" jest chyba
oczywistym paradoksem nakazujacym jej odrzucenie! 3) bliznieta jednojajowe
NIE POWSTAJA W WYNIKU ZAPLODNIENIA, lecz poprzez klonowanie zwane
poliembrionia: podzielenie sie pierwotnego zarodka na kilka czesci, z ktorych
kazda rozwinie sie w identycznego blizniaka. mimo, ze nie powstaja w wyniku
zaplodnienia (tak samo, jak "klony" typu dolly), lecz chyba nalezy uznac je
za zywe? ale pojawia sie tutaj pewien problem: skoro pierwotny zarodek byl
juz czlowiekiem (mial dusze), to czy w wyniku podzialu zostal usmiercony (co
sie stalo z jego dusza)? 4) wyobrazmy sobie, ze in vitro otrzymalismy zarodek
(kilkukomorkowy). w celach np. diagnostycznych pobieramy z niego jedna
komorke i niszczymy ja. reszte zarodka wszczepiamy do macicy, gdzie rozwija
sie w czlowieka. jednak, gdybysmy identycznie postapili z odseparowana przez
nas komorka, to ona rowniez stalaby sie normalna istota ludzka. zatem, czy
usmiercajac ja zabilismy czlowieka? czym ta operacja rozni sie od zdrapania
komorki naskorka czy zabicia jednego z blizniat tuz po urodzeniu? ale gdy od
pojedynczego zarodka NIE ODZDZIELAMY pojedynczych komorek (czyli de facto nie
powodujemy poliembrionii), UNIEMOZLIWIAJAC NARODZENIE SIE KOLEJNEGO
CZLOWIEKA, to czy rowniez popelniamy morderstwo? 5) metoda in vitro
otrzymujemy zarodek. rozwija sie on przez jakis czas, po czym rozdzielamy go
na dwie czesci (powodujemy poliembrionie). oba zarodki rozwijaja sie pare
godzin, po uplynieciu ktorych PONOWNIE LACZYMY JE W JEDEN ZARODEK, ktory
wszczepiamy do macicy i czekamy na narodzenie sie dziecka. czy tutaj
zabilismy jakiegos czlowieka? formalnie najpierw unicestwilismy pierwotny
embrion (dzielac go) a nastepnie uniemozliwilismy rozwuj pary blizniat
(laczac ja w jednosc). co (wg. osob wierzacych) dzialo sie z duszami zarodkow
poddanych takim manipulacjom? [DLA WSZYSTKICH NIEZORIENTOWANYCH: PODOBNE
ZJAWISKA ZACHODZA ROWNIEZ IN VIVO! "bliznieta syjamskie" sa skrajnym
przypadkiem poznego sfuzjowania zarodkow monozygotycznych]. 6) metoda in
vitro otrzymujemy dwa zarodki, KAZDY OD INNEJ PARY RODZICOW! rozwijaja sie
one przez jakis czas, po czym LACZYMY JE W JEDEN ZARODEK! nastepnie
wszczepiamy go do macicy i po 9miesiacach rodzi sie CHIMERA: osobnik majacy
ok. 50proc. komorek pochodzacych z jednego zarodka (od jednej pary rodzicow)
a pozostalych 50proc. - z drugiego zarodka (od drugiej pary rodzicoe).
chimera moze miec np. laciata skore i wlosy, ale poza tym nie bedzie
spacjalnie roznila sie od normalnych ludzi. w przypadku gdy laczone zarodki
byly roznej plci, moga byc z tego smieszne efekty (hermafrodyta/interseks).
czym wg. zwolennikow "koncepcji zaplodnieniowej" jest chimera? co sie stalo z
duszami tworzacych ja wyjsciowych zarodkow? czym rozni sie chimera od osoby,
ktora otrzymala przeszczep (serca, nerki, watroby, szpiku itp.) allogeniczny?
[DO WSZYSTKICH NIEZORIENTOWANYCH: OPISANY WYZEJ PROCES MOZE ZACHODZIC ROWNIEZ
IN VIVO! z tym, ze naturalne chimery sa diparentne, najwyzej triparentne a
nie tetraparentne, jak ta tutaj opisana]. prosze osoby wyznajace "koncepcje
zaplodnieniowa" o ustosunkowanie sie do wymienionych tutaj paradoksow.
zignorowanie ich w ewentualnej dyskusji uznam za INTELEKTUALNA KAPITULACJE,
tozsa