100op 15.03.06, 20:42 Przejżyjcie na oczy!!!: www.pis.org.pl/multimedia.php#wideoframe Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
100op Przypomnijcie sobie prof. Pańko i insp. Falzmana. 15.03.06, 21:31 Resztę dopiszcie sami, pozwalam. Odpowiedz Link Zgłoś
jakobitka Przypomnijcie sobie trochę faktów: 15.03.06, 22:01 Akuszer wielkich afer Autorem programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej i nieoficjalnym kandydatem tej partii na ministra finansów jest Stefan Kawalec, matematyk- ekonomista, były członek KOR, współautor i reżyser scenariusza przekazania polskich banków i instytucji finansowych w ręce kapitału zagranicznego, człowiek, którego nazwisko przewijało się przy okazji wszystkich największych afer w sektorze finansowym. Nie ma praktycznie żadnej większej afery w systemie finansowo-bankowym w ciągu ostatnich 16 lat, w której nie przewijałoby się nazwisko Stefana Kawalca, prawej ręki Leszka Balcerowicza, w czasach gdy jako wicepremier i minister finansów wprowadzał w życie słynny plan transformacji polskiej gospodarki. Okrągły Stół w pigułce - tak można określić charakter związku, jaki połączył Kawalca, działacza KOR, z Balcerowiczem - długoletnim pracownikiem Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu i Leninizmu. Przy Okrągłym Stole, jak wiadomo, lewica PZPR-owska dogadała się z własnymi dysydentami z lat poprzednich, a ich wspólnym mianownikiem na gruncie gospodarki stał się doktrynalny neoliberalizm. Prawa ręka Balcerowicza Kawalec już w 1989 r. został dyrektorem i doradcą w Ministerstwie Finansów, a od 1991 r. wiceministrem. Z Balcerowiczem związał się jeszcze podczas studiów, a potem, w latach 80., podczas pracy w Instytucie Funkcjonowania Gospodarki Narodowej SGPiS (dziś SGH). Jako działacz "Solidarności" w stanie wojennym był internowany i właśnie w więzieniu zajął się studiowaniem ekonomii. Wcześniej, w latach 70., ukończył Wydział Matematyki na Uniwersytecie Warszawskim. - To był taki czwórkowy student, nie wybitnie uzdolniony, ale dobry, a przy tym spokojny, solidny, rzeczowy - mówi o nim jeden z ówczesnych pracowników naukowych. Kawalec od początku zaangażował się w KOR, przynosił na uczelnię "bibułę". Mówiło się, że był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Niektórzy ostrzegali go, że KOR w rzeczywistości znajduje się pod parasolem SB, że nie jest to taka do końca uczciwa opozycja. - Nie komentował tych ostrzeżeń. On w ogóle więcej słuchał, niż mówił - twierdzi nasz rozmówca. Kariera Kawalca w resorcie finansów rozwinęła się błyskawicznie. To jemu wszechpotężny wtedy wicepremier Balcerowicz powierzył koordynację negocjacji Polski z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. On także otrzymał zlecenie kierowania przygotowaniem i wdrożeniem programu restrukturyzacji i prywatyzacji banków państwowych. Z ramienia Balcerowicza odpowiadał też za przeprowadzenie liberalizacji rynku ubezpieczeniowego. Czy tylko nagonka? Zaczęło się od słynnej afery Art B, czyli wyprowadzenia z polskiego systemu bankowego przez panów Bagsika i Gąsiorowskiego - pod okiem wszechwładnego Balcerowicza - blisko pół miliarda dolarów za pomocą tzw. oscylatora. Winowajcy, uprzedzeni zawczasu, zbiegli za granicę. Jak ujawniła wówczas prasa, wiceminister Kawalec doskonale znał obu aferzystów. Gdy wokół sprawy Art B zrobił się szum, media otwarcie wysunęły wobec niego zarzut wzięcia 150 tys. USD łapówki od Bagsika i Gąsiorowskiego. Nie dane mu jednak było oczyścić się z tych zarzutów - być może niesłusznych - przed sądem. Korupcyjne spekulacje umarły śmiercią naturalną, nie doczekawszy się większego zainteresowania ze strony prokuratury. Skok "elit" na kasę O ile przy aferze Art B nazwisko Kawalca pozostało w cieniu, o tyle już przy kolejnej aferze finansowej - związanej z prywatyzacją Banku Śląskiego - trafiło wprost na czołówki gazet. Rzecz miała miejsce w początkach rządów premiera Waldemara Pawlaka (1994/1995). Opinią publiczną wstrząsnęła informacja, że akcje BŚ, wycenione przez resort finansów na 500 tys. starych złotych za jedną akcję, w pierwszym notowaniu na giełdzie osiągnęły 13,5-krotne przebicie. Posiadacze akcji po "preferencyjnej" cenie z dnia na dzień zostali miliarderami i multimiliarderami. Skarb Państwa stracił krocie. A kto zarobił? Oczywiście inwestor strategiczny - holenderski ING-Bank, wybrany przez resort finansów pod kierunkiem Marka Borowskiego, i zarząd oraz pracownicy Banku Śląskiego, którzy, za zgodą resortu finansów, mieli możliwość zakupienia trzy razy większej puli akcji po cenie wyjściowej, niż dopuszczało prawo (otrzymali na to preferencyjny kredyt w... Banku Śląskim!). Prawdziwy jednak skandal wybuchł, kiedy okazało się, że duże ilości akcji poza kolejnością zakupiły powszechnie znane osobistości ze świata polityki i mediów. To był po prostu skok "elit" na kasę! Nie ma mocnych I właśnie osobą, która przygotowywała i nadzorowała tę prywatyzację, był... Stefan Kawalec, wiceminister, tym razem u boku nowego szefa - Marka Borowskiego. Jego nazwisko obiegło czołówki wszystkich gazet, dzienników radiowych i telewizyjnych, a premier Pawlak natychmiast zdymisjonował wiceministra. I wtedy stała się rzecz zdumiewająca: pryncypał Kawalca - Marek Borowski, ten sam, który dziś chce reprezentować w wyborach prezydenckich tzw. "lewicę o czystych rękach" - zamiast w obronie interesów Skarbu Państwa - stanął w obronie swego wiceministra. Użył nawet argumentu ostatecznego - zagroził podaniem się do dymisji! I dał głowę, bo Pawlak się nie ugiął, Kawalca wyrzucił, a dymisję ministra finansów skwapliwie przyjął. Nie nastąpił potem żaden "koniec świata", rząd Pawlaka (PSL - SLD) utrzymał się, a tylko w resorcie finansów miejsce Borowskiego zajął Grzegorz Kołodko. W tym czasie NIK, na wniosek sejmowej komisji przekształceń własnościowych kierowanej przez Bogdana Pęka, przeprowadziła kontrolę prywatyzacji BŚ, w wyniku której stwierdzono szereg rażących uchybień i przestępstw. Jeszcze w toku czynności NIK skierowała wnioski do prokuratury przeciwko Kawalcowi i kilku innym osobom. Pojawiły się pogłoski o tzw. liście Pęka, na której mieli się znajdować politycy i dziennikarze, którzy nieuczciwie dorobili się na aferze prywatyzacyjnej (w posiadaniu tej listy był w rzeczywistości Lesław Paga, przewodniczący Państwowej Komisji Papierów Wartościowych). To wtedy właśnie Pęk przyznał przed kamerami, że obawia się o swoje życie i w związku z tym nosi broń... Zmowa milczenia O tym, jak wysoko umocowani byli autorzy złodziejskiej prywatyzacji Banku Śląskiego, może zaświadczyć pewien incydent: otóż kontrolerzy NIK - rzecz niesłychana - zostali wyrzuceni z Banku Śląskiego przez obsługę. Po prostu odmówiono im wglądu w dokumenty dotyczące prywatyzacji, a to pod pretekstem... ochrony tajemnicy bankowej (!). Ani Dom Maklerski Banku Śląskiego, ani... minister finansów nie udostępnili kontrolerom listy akcjonariuszy, marszałek Sejmu zaś utajnił raport NIK w tej sprawie. Szefem NIK był wtedy Lech Kaczyński. Mimo kłód rzucanych pod nogi w połowie 1995 r. warszawska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie Kawalca i drugiego wiceministra - Henryka Chmielaka. Niestety, do dzisiaj nie wiadomo, co się z tą sprawą stało. Może zawędrowała na dno szuflady, a potem umorzono ją na takiej zasadzie jak postępowanie przeciwko prezydenckiemu ministrowi Markowi Ungierowi? Jedynym skazanym w aferze Banku Śląskiego okazał się... szef banku Stefan Rajczyk... Pozostali nie tylko nie odpowiedzieli za przekręt, ale zostali nawet wynagrodzeni dobrymi posadami. Chmielak poszedł pracować do Polisy-Życie. Kawalec trafił do Commercial Union i Banku Handlowego. A następca Borowskiego w resorcie finansów - Grzegorz Kołodko, cisnął raport NIK do kosza i dokończył prywatyzację Banku Śląskiego, przekazując kontrolę nad nim inwestorowi zagranicznemu. Przehandlowali bank W Banku Handlowym Kawalec został szefem doradców przy prezesie BH Cezarym Stypułkowskim, zaufanym Aleksandra Kwaśniewskiego. Bank Handlowy to nie był taki sobie zwyczajny bank. Trzeba wiedzieć, że w czasach PRL to właśnie Bank Handlowy prowadził wszystkie transakcje dewizowe komunistycznego państwa ze światem za Odpowiedz Link Zgłoś
tyka5 Re: Przypomnijcie sobie trochę faktów: 16.03.06, 10:22 Jakobitko, pociągnij ten artykuł do końca, bo jest bardzo, ale to bardzo interesujący. O jego wadze świadczy natychmiastowe przysypanie go wątkami na tym forum przez "plotkarzy". Warto odświeżyć pamięć o złodziejach i przekrętach. Mam nadzieję, że w artykule znajdzie się też wątek Big Banku Gdańskiego, dziś Millenium. Odpowiedz Link Zgłoś
jakobitka Na życzenie Tyki5 16.03.06, 11:58 Afera PZU” jest kolejną, która pokazuje jak głęboko sięgają macki biznesmenów z komunistycznym glejtem w kieszeni PZU i chciwe komuchy Prywatyzacja po roku 1989 była przede wszystkim źródłem finansowo-politycznego kapitału lewicy. Przy prywatyzacji PZU w roku 1999 ekipa Mariana Krzaklewskiego usiłowała nieudolnie przerwać trwający od 10 lat mechanizm nie przekraczając przy tym zasad prawa. Jednak posłużono się do tego zadania ludźmi o podwójnej lojalności, a ostatecznymi zwycięzcami zostali towarzysze od “prezia”. Komisja badająca kulisy prywatyzacji PZU, prześwietlając działania liderów AWS, nie powinna tracić z pola widzenia zasadniczego mechanizmu rządzącego polskim “biznesem politycznym” po roku 1989. Mechanizmem, który doprowadził nas do obecnego stanu rozprzężenia: państwo przegniłe korupcją, szarpane przez grupy przestępczo-polityczne i poddane niekontrolowanym naciskom lobbystów zagranicznych oraz krajowych. W tych warunkach dochodzenie do prawdy wymaga szczególnej uwagi i rozwagi, by, jak to próbuje się obecnie robić z PZU, nie dać zagonić się w ślepą uliczkę, w której z pomocnika kieszonkowca zrobimy wielkiego bandytę, a gangstera puścimy wolno. W tym kierunku zdają się zmierzać wstępne interpretacje sporu o prywatyzację PZU. Na plan pierwszy wydobywa się sprawę Telewizji Familijnej i skandalicznych żądań finansowych Władysława Jamrożego, który negocjując oficjalnie pensję dla siebie, zażądał rocznych wynagrodzeń w wysokości miliona dolarów (rocznie kwoty zbliżonej do miesięcznych zarobków prezesów największych spółek obsadzanych prze układ nomenklaturowy - jak banki czy Orlen). Nie piszę tego w obronie tandemu Jamroży - Wieczerzak lub dlatego, by usprawiedliwić naciski, jakich dopuszczali się politycy AWS żądając od spółek Skarbu Państwa finansowania Telewizji Familijnej. Wskazuję jedynie na skalę tych “przestępstw” w porównaniu z bezczelnymi żądaniami łapówek, furami “full wypas” czy obsadzaniem zarządów spółek kolegami - co stanowi normę polityczno- biznesowego postępowania lewicy. Dramat w kilku aktach Co zatem stało się na przełomie roku 1990 i 2000 podczas prywatyzacji PZU S.A.? Dziś główna wiedza na ten temat pochodzi z ujawnionych częściowo przez “Rzeczpospolitą” zeznań byłego prezesa konsorcjum Eureko Portugalczyka Joao Luisa Ramalho de Carvalho Talone. Przypomnijmy zatem, że od marca 1998 roku Skarb Państwa przygotowywał się do prywatyzacji największego polskiego towarzystwa ubezpieczeniowego PZU, dzierżącego 60% rynku ubezpieczeń w Polsce (co stanowi ponad 24% całego rynku ubezpieczeń w Europie środkowej). Ostatecznie po kilku rundach negocjacji, w listopadzie 1999 roku, umowę o nabyciu od Skarbu Państwa 30% akcji PZU - podpisuje konsorcjum portugalskie Eureko oraz kontrolowany przez postkomunistyczną nomenklaturę BIG Bank Gdański (obecnie Bank Millenium). Inwestor budzi nieufność z dwu powodów: jego siła kapitałowa jest ponoć mniejsza od wartości podmiotu, do którego przejęcia się przygotowuje, a ponadto... głównym udziałowcem PZU staje się za przyzwoleniem AWS-owskiego rządu typowy bank komunistycznej nomenklatury. W tym czasie na we władzach PZU pierwsze skrzypce gra kolejny “złoty tandem” polskiego biznesu: Władysław Jamroży i Grzegorz Wieczerzak. Podobnie jak tandemy Bagsik-Gąsiorowski czy Kuna-Żagiel, szczycili się oni dobrymi kontaktami we wszystkich siłach politycznych, podczas gdy ściśle współpracowali z biznesmenami nomenklaturowymi. Wiadomo na przykład, że za prezesury Jamrożego PZU wsparło dwie spółki zależne od BIG Banku ratując tym samym bank, który znalazł się w trudnej sytuacji finansowej (odpowiednie porozumienie w tej sprawie zawarli Jamroży i prezes BIG-u Bogusław Kott). Uwłaszczenie nomenklatury BIG Bank jest modelowym przykładem nomenklaturowego banku powstałego na przełomie lat 80-tych i 90-tych w ramach masowo prowadzonego po roku 1989 procesu samouwłaszczenia się nomenklatury. Kapitał założycielski twórcy BIG-u czerpali między innymi z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego i z PZU. Oczywiście publicznych pieniędzy z “wkładu założycielskiego” na długo nie wystarczało. Dlatego między bankami a przedsiębiorstwami państwowymi (następnie spółkami skarbu państwa) powstała zawiła struktura wzajemnych zależności, udziałów, spółek pośrednich, wpłat i wypłat, nad którymi nikt nie był w stanie, a raczej nie chciał zapanować. System ten (lekko zmodyfikowany - wzrasta rola fundacji) działa sprawnie do dziś i służy do przepompowywania publicznych pieniędzy na konta firm, w których utrzymanie znajdują koledzy i rodziny lewicowych baronów. Czasem na systemie tym pożywi się też jakiś usłużny polityk centroprawicy (dobrym przykładem jest tu osławiony układ warszawski), jednak zasadniczo system ten powstał i funkcjonuje, chciałoby się rzecz, “na zamówienie” lewicy. Postkomunistyczna dojarka I tak o wspomnianym BIG-u wiadomo, że - tu cytujemy za “Życiem Warszawy” - finansowe wsparcie z państwowego PZU płynęło na konta dwu spółek. Były to Industry Equipment Contracts - Inec Services sp. z o.o. oraz Transportation & Business Machines Leasing - TBS Leasing sp. z o.o. Obie powstały w 1996 r., a ich kapitał założycielski wynosił po 500 tys. zł. Przedmiotem ich działalności było m.in. pośrednictwo w operacjach finansowych - zajmowały się obrotem papierami wartościowymi. Jak wynika z dokumentów, kupowały głównie akcje BIG BG S.A. We wrześniu 1997 r. w odstępie kilku dni udziały w obydwu spółkach nabył BIG SA. Firmy stały się też zależne od siebie - w TBM udziały miał Inec Services, a w niej TBM. Z akt, które są w Krajowym Rejestrze Sądowym, wynika, że pełnomocnikiem wspólników Inec Services był Andrzej Kratiuk, dziś prezes “Fundacji Jolanty Kwaśniewskiej Porozumienie bez Barier”. Kratiuk był równocześnie współwłaścicielem kancelarii prawnej KNS, która od 1998 r. do końca stycznia 2000 r. obsługiwała m.in. PZU Życie. Komuniści starali się jednocześnie z gorszym lub lepszym skutkiem podnieść efektywność ekonomiczną firm pasożytujących na społeczeństwie. Dokonywali w tym celu ich prywatyzacji - w przypadku BIG-u realizowano pomysł akcjonariatu rozproszonego, który umożliwiał zarządowi i radzie nadzorczej złożonej z “właściwych ludzi” utrzymanie kontroli nad zarządzanym podmiotem. Wszystko to ubierano w piórka “polskiego patriotyzmu”. Obok rzeczywistych prywatyzacji część akcji przekazywano publicznym “darczyńcom” by uwiarygodnić jakoś wsparcie finansowe, jakiego spółki uliczne udzielały prywatnym firmom nomenklaturowym. W ten sposób między innymi PZU i PZU Życie weszły w posiadanie pakietów akcji BIG-u. Dobry statysta Jakie zamiary powodowały kierownictwem AWS, gdy godziło się ono, by najpoważniejszym i docelowo większościowym udziałowcem tak potężnej firmy jak PZU stało się konsorcjum dosyć słabej firmy Eureko i nomenklaturowego banku? Z punktu widzenia biznesowego za konsorcjum przemawiały dwa argumenty: był to podmiot na tyle słaby, że nie powinien łatwo zdominować Skarbu Państwa we władzach PZU, ponadto Eureko gwarantowało zachowanie znaku firmowego i odrębności PZU (czego nie gwarantowali duzi inwestorzy - np. francuska Axa wprost zapowiadała likwidację podmiotowości PZU i zmianę Zakładu na lokalną filię własnego przedsiębiorstwa). Ponadto w żadnej wersji kolejnych umów prywatyzacyjnych (za wyjątkiem ostatniej przygotowanej przez Aldonę Kamela-Sowińską) ekipa Buzka-Krzaklewskiego nie wyraziła zgody na większościowy udział Eureko. Mieliśmy do czynienia raczej z łudzeniem i obłaskawianiem inwestora (obietnice oraz równy podział miejsc w Radzie Nadzorczej i zarządzie) niż rzeczywistym zamiarem oddania Odpowiedz Link Zgłoś
elmek ile razy mam prosić??? 16.03.06, 12:08 Proszę nie wklejać takich tasiemców, tylko linki! Ostatni raz upominam :-/ Odpowiedz Link Zgłoś
tyka5 Re: ile razy mam prosić??? 16.03.06, 12:43 Tak jest. Kto śmie podważać jedyną słuszną linię? Mie życzymy sobie tu prawdy, co nie Elmek? Tak samo z obrażaniem. Obrażać można jedynie prawicowych oszołomów. Odpowiedz Link Zgłoś
elmek Re: ile razy mam prosić??? 16.03.06, 13:41 Jedyną słuszną linię to Ty tu serwujesz od kilku tygodni w dziesięciu wątkach o jednym i tym samym. Można dostać mdłości od Twoich politycznych agitek. PiS to, PiS tamto, PO to, PO tamto i w tym zalewie politykierstwa ginie jakakolwiek informacja o Złotowie i sprawach jego mieszkańców. Nie mówię, że nie należy umieszczać tu wiadomości ponadregionalnych, ale znaj proporcję! Odpowiedz Link Zgłoś
tyka5 Re: ile razy mam prosić??? 16.03.06, 13:55 Ja tu pracuję nad tobą i takimi jak ty. Ale widzę, że to orka na ugorze. Odpowiedz Link Zgłoś
elmek Re: ile razy mam prosić??? 16.03.06, 14:20 Ja się tylko zastanawiam z czego wynika Twoja troska o mnie? Poza tym, nie nazywaj indoktrynacji "pracą nad ludźmi", bo to przewrotne. Mimo wszystko wiedz, że widzę różnicę między tym co robisz a np. działalnością Jakobitki umieszczającej na wielu forach te same teksty rodem z jakiejś partyjnej broszury :-/ Odpowiedz Link Zgłoś
sjd Re: ile razy mam prosić??? 17.03.06, 08:33 Ja osobiście głosowałem na PiS oraz na na Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. I drugi raz zrobiłbym to samo. I nawet z większą pewnością, niż za pierwszym razem. Jednak i mnie odrzucają wklejane tutaj artykuły, które nijak sie mają do Złotowa. Od tego prawdopodobnie są jakieś fora tematyczne? Dobrze byłoby, aby dyskusje na forum złotwskim, nawet jeśli dotyczą polityki ogólnoposkiej, miały coś wspólnego z naszym miastem. Szkoda, że nic nie znalazłem o działalności PiS w naszym regionie... :/ Nie wiem jak inni, ale ja gdy zaglądam na to forum, to po to aby dowiedzieć sie co dzieje się u nas - w Złotowie. Tymczasem otwieram topic o tajmniczym tytule, ktory bardziej kojarzy mi się z tematyką zakrzewskiego bluessa i znajduję artykuł o przkrętach w Banku Gdańskim... :/ Odpowiedz Link Zgłoś
sjd Re: ile razy mam prosić??? 17.03.06, 08:35 Tyka5 - z całym szacunkiem, ale czy wdawanie się w takie dyskusje nie powoduje efektu odwrotnego od zamierzonego? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
elmek Re: ile razy mam prosić??? 17.03.06, 09:44 Dokładnie tak, "na złość mamie odmrożę sobie uszy"... Odpowiedz Link Zgłoś
antykomunista11 Re: ile razy mam prosić??? 17.03.06, 11:36 nie znajdujesz informacji o działalności złotowskiego PiSu bo on w praktyce nie istnieje.......... Odpowiedz Link Zgłoś
sjd Re: ile razy mam prosić??? 17.03.06, 12:01 A szkoda. Byłoby lepiej, gdyby zamiast artykułów skopiowanych z serwisów ogólnokrajowych pojawiły się KONKRETNE propozycje co można zrobić u nas, na tzw naszym podwórku. Jeśli u nas dalej będą rzadzić stare tzw układy, to choćby skopiować na tym forum najmądrzejsze teksty, to nic się nie zmieni. Co najwyżej niektórzy będą mogli się anonimowo powyzywać i poobrażać. Szkoda. Jako przedstawiciel elektoratu PiS oczekiwałbym czegoś więcej... Odpowiedz Link Zgłoś
flatower Re: ile razy mam prosić??? 17.03.06, 12:18 Co do programu to tez Tyka. Jednak uważam że przyjdzie na to czas.On już praktycznie istnieje ale po co się śpieszyć. Odpowiedz Link Zgłoś
flatower Re: ile razy mam prosić??? 17.03.06, 12:15 Na ten temat najbardziej kompetentną osobą jest Tyka. Odpowiedz Link Zgłoś
galicjanka1 Re: bez Tyki ani rusz! 21.03.06, 22:52 Od programu Tyka, "na ten temat najbardziej kompetentną osobą jest Tyka". Tu Tyka tam Tyka i co z tego wynika? Odpowiedz Link Zgłoś
antykomunista11 Re: bez Tyki ani rusz! 22.03.06, 09:38 na razie tylko tyle że Tyka tyka wszystko i wszystkich co się rusza (czytaj ma inne poglądy)...... ale spoko to tylko czcza gadanina Odpowiedz Link Zgłoś