andre3b
11.08.05, 09:14
W nadmorskich miejscowościach sprzedawcy i prowadzący ośrodki są załamani. -
Praca u nas jest, tylko nie ma kto się za nią wziąć - mówią. Pracowników
sezonowych jak na lekarstwo.
Tegoroczny sezon jest zupełnie inny od wszystkich. Tego lata to właściciele
punktów gastronomicznych i stoisk szukają na gwałt chętnych, a nie - jak
zwykle - na odwrót. - Problem jest nieprawdopodobny - nie może się nadziwić
Wojciech Szadkowski, prowadzący ośrodek wypoczynkowy w Mielnie, ogródek piwny
i stoisko z grochówką. - Kelnerki szukam od początku, ogłoszenie wywiesiłem
już 10 lipca. I nic! Czasem nawet jakaś dziewczyna przyjdzie, ale pracuje tak,
jakby wcale nie chciała. Wciąż więc mam wolne miejsce. Próbuję ściągnąć kogoś
z Wrocławia, skąd pochodzę, bo tu naprawdę nie idzie kogoś znaleźć.
Można zarobić
W barze u Wojciecha Szadkowskiego kelnerka dostaje 4 zł netto na godzinę i
wyżywienie.
- Przy czym wszystkie napiwki są dla niej. W takich najlepszych dniach dostaje
nawet po 70 złotych, ale średnia to 30-40 złotych, czyli też całkiem
przyzwoicie - wylicza kierownik. W ciągu miesiąca dziewczyna stojąca w barze
może więc zarobić do 1,8-2 tys. zł! Chętnych jednak nie ma.
Zarobki ustalane są w zależności od zajęcia: inaczej wynagradzane są osoby w
barach, inaczej na stoiskach. Średnia dniówka sezonowego pracownika w Mielnie
czy Unieściu to 30 zł, czasem dochodzi do tego premia od sprzedanego towaru.
Bywa jednak i lepiej. Handlujący biżuterią gwarantują swoim sprzedawcom 40 zł
dziennie, obiad i zwrot kosztów dojazdu z i do Koszalina. Za to jednak
wymagają 11-12 godzin pracy przez 7 dni w tygodniu.
Michał Krzemiński z Koszalina pracuje w Mielnie przy stoisku z pocztówkami.
Chce uzbierać pieniądze na skoki spadochronowe, które od dawna są jego wielką
pasją. Nie chce wyjawić wysokości wynagrodzenia. Wypłata jest najczęściej
rozłożona w czasie i składa się z tygodniówek, do których doliczana jest
prowizja od sprzedanego towaru. Trudno było wydobyć od naszych innych
rozmówców informacje o konkretnych sumach. Przeważnie wynika to z faktu, że
sami dokładnie nie wiedzą ile dostaną na koniec miesiąca.
Pouciekali na wakacje
Prawdziwy problem z pracownikami zaczął się 2-3 tygodnie temu. - Młodzież
sobie przez lipiec popracowała, zarobiła - i stwierdziła, że czas na
wypoczynek - zauważa właściciel stoiska w Mielnie. - Wielu z nas zostało z
dnia na dzień bez ludzi.
Pracowników szukają teraz i domy wczasowe, i handlowcy. - Potrzebują pomocy
kuchennych, recepcjonistek, sprzedawców pamiątek - wskazuje Bronisław
Olenkowicz, szef Ochotniczego Hufca Pracy w Koszalinie. - Rzeczywiście,
kilkanaście dni temu znalezienie chętnych wcale nie było takie proste i wielu
pracodawców musiało czekać lub szukać na własną rękę. Zdaniem Olenkowicza
problem już został zażegnany. Tym bardziej, że sezon nad polskim morzem
właśnie się kończy. - Ruch będzie jeszcze w najbliższy weekend, bo
poniedziałek jest wolny, ale potem już mało kto tu zajrzy - twierdzą zgodnie
pracodawcy z Mielna.