Dodaj do ulubionych

Lobbystki w ruchu;)

16.02.12, 19:37
Dzisiaj nastrój pączkowy, więc może dla równowagi porozmawiamy o sporcie? :)
Jaką formę ruchu lubicie najbardziej? Bieganie, rower, siatkówka? Chodzicie może na siłownię, fitness, spinning, pływalnię? A może wolicie bardziej nietypowe sporty, typu wspinaczka skałkowa? Wolicie chodzić do zamkniętych obiektów, czy może jednak w grę wchodzi jedynie sport na dworze? Preferujecie zajęcia grupowe, czy jesteście samotnikami? :)

Druga sprawa - po co uprawiacie sport? Dla dobrego samopoczucia, a może ze względu na figurę? :)

No i ostatnia kwestia - bardzo mnie intryguje ile z Was po przeczytaniu tego wątku postanowi się poruszać :P
Obserwuj wątek
    • urkye Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 19:46
      To może zacznę:)

      Osobiście uwielbiam sport, źle się czuję, jak nie mogę wyjść i się poruszać. Jak jestem chora, to choruję podwójnie;)
      Kocham bieganie i jazdę na rowerze. Lubię też grać w badmintona i się wspinać (ale tutaj częstotliwość wygląda kiepsko;)). Chyba jestem typem samotnika, lubię w trakcie uprawiania sportu się wyłączyć i myśleć o różnych sprawach. Co ciekawe, bardzo często w trakcie uprawiania sportu wpadam na ciekawe pomysły:) Najbardziej lubię bieganie między polami i lasami, jak dookoła nie ma nikogo oprócz mnie... :)

      Ostatnio przekonałam się do sportu w budynku - chodzę sobie na bieżnię (całkiem fajne ustrojstwo, ma ten plus, że nie ma na niej śniegu i lodu, nie jest ciemno i zimno i nie muszę się przejmować bieganiem po chodnikach) oraz ostatnio odkryłam spinning. Na początku wydawało mi się, że jeżdżenie na rowerze stacjonarnym musi być mega-hiper-giga nudne, a okazało się, że w niczym nie przypomina to poczciwych rowerków, które można sobie ustawić przed tv;)) Można się nieźle spocić :P

      Pytanie po co... Chyba jednak przede wszystkim dla dobrego samopoczucia i świadomości, że robię coś tylko dla siebie. No i uwielbiam ten stan "wyłączenia", który aktywuje się po kilkudziesięciu minutach biegu. Ale byłabym hipokrytką, gdybym nie wspomniała, że dbanie o figurę też ma znaczenie;)

      A jak to u Was wygląda?
      • mszn Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 22:11
        A jakie masz doświadczenia w temacie "bieżnia vs. kolana"? Ja po 2-3 miesiącach lekkich i miesiącu intensywnych treningów zaczęłam mieć problemy, kolana bardzo bolały w ciągu dnia, przeszkadzały w zasypianiu. Mam nadzieję, że powrót do biegania na trasie to cofnie, chociaż nie ukrywam, że jedzenie żelków w dużych ilościach (dla stawów :)) było fajne ;)
        • maggianna Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 01:00
          Przepraszam ze strasze ale polecam wybrac sie do lekarza, u mnie podobne objawy (po ok 2 miesiacach intensywnej jazdy na rowerze) okazaly sie calkiem powaznym, choc na szczescie uleczalnym schorzeniem.
          Moze byc tez tak ze biegnac zle ustawiasz nogi zwiekszajac nacisk np na rzepke, czy rozciagasz sie prawidlowo po kazdym bieganiu?
          To co u mnie zdiagnozowano to konflikt rzepkowo-udowy i jest czesty u kobiet i u biegaczy, nie leczony moze prowadzic do trwalego uszkodzenia kolana (najwiecej info dotyczacych tego schorzenia znalazlam wlasnie na stroniach o bieganiu). Wiekszosc mlodych wysportowanych ludzi ktorych spotykam na rehabilitacji, sa fanami biegania lub nart. Moj ortopeda uwaza ze bieganie jest bardzo dobre, ale trzeba to robic umiejetnie.
          • mszn Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 01:25
            Na razie pobiegam trochę nie na bieżni i zobaczę, czy przejdzie - nigdy wcześniej nie bolały mnie kolana, a miałam już kilka dość intensywnych sezonów, dlatego póki co winię bieżnię, nie samo bieganie. Rozciągam się rzetelnie, jak jest z techniką - nie wiem, bo oczywiście w szkołach tego nie uczą, a nie ma na mnie kto popatrzeć.
            • urkye Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 07:04
              A jakie masz buty? Sama dobierałas, czy doświadczony sprzedawca?
              Na szczęście nie mam problemów z kolanami, a jestem już po artro, więc niby powinnam bardziej uważać. Ostatnio kupiłam sobie nowe buty, bo zaczęły mi masowo pojawiać się pęcherze na palcach - okazało się, że przez dwa lata cała amortyzacja się zużyła. Dodam, że wizualnie buty wyglądały bardzo dobrze;) Różnicę tak na prawdę poczułam dopiero w sklepie, biegnac w nowych butach na bieżni. Może u Ciebie to też jest wina butów?
              • maggianna Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 10:18
                Dodatkowo dobrze dobrane buty powinny pomagac w utrzymaniu prawidlowej pozycji nog w czasie biegu - mimo ze nie biegam a tylko szybko chodze, ortopeda nawet do tego kazal dobrac odpowiednie buty do biegania, u mnie klopoty z kolanami powoduje to ze mam tendencje do ustawiania kolan do srodka, buty z odpowiednim podparciem w stopie wymuszaja inne ustawienie nog, wiec posrednio zapobiegaja uszkodzeniom kolan.
              • mszn Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 11:42
                Do butów typowo biegowych zraziłam się, kiedy kupiona za jakieś ciężkie pieniądze para przy pierwszym bieganiu obtarła mnie do krwi w 10 minut. Przez pięć lat biegałam w adidaskach z bazarku za 60 zł, niedawno kupiłam jakieś trochę lepsze, napisane na nich, że Puma, ale nie są specjalne do biegania.

                Buty to dobry trop, ale przeraża mnie ilość wiedzy, jaką musiałabym posiąść, żeby je poprawnie dobrać, oraz to, ile będę stratna, jeśli buty jednak będą niewygodne.
                • maggianna Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 12:54
                  Moze sprobuj zdac sie na profesjonalistow - poszukaj sklepow dla biegaczy a nie standardowych sportowych - zazwyczaj w sklepie pomoga dobrac buty, w Warszawie jest sklep gdzie dostaje sie buty neutralne, nalezy w nich sie przebiec przez pare minut na biezni, krecony jest filmik ktory jest analizowany przez komputer i na tej podstawie dobierane sa buty. Potem w takich dobranych butach wraca sie na bieznie zeby sprawdzic czy sa odpowiednie i wygodne. Spedzilam w sklepie 2 godz ale buty sa idealne. Zazwyczaj mozna tez trafic na dobre promocje, buty z zeszlego sezonu sa czesto o polowe tansze (a ze nie sa zlote a zolte bo w tym sezonie zloty juz niemodny, to co za roznica :-)
                  • mszn Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 13:07
                    Fajny pomysł. Wyguglałam nawet jakiś hiper sklep w Amsterdamie, piszą o sobie, że flagowy sklep (głupio to brzmi po polsku :)) firmy Asics, z labem, kamerami i 3D modelem własnej stopy. Da się nawet znaleźć buty za 80-90 euro bez przeceny, ale pewnie to nie będą te, których będę potrzebować, jak znam życie. Może w przyszłym tygodniu znajdę trochę czasu, żeby się tam przejechać.
                    • urkye Re: Lobbystki w ruchu;) 18.02.12, 11:14
                      Zdecydowanie warto zainwestować w dobre buty. Jak podjedziesz do tego sklepu firmowego, to na pewno będą tam sensowni sprzedawcy znający się na rzeczy;)) Imo dobre buty to podstawa, tutaj nie można oszczędzać.
                  • ciociazlarada Re: Lobbystki w ruchu;) 18.02.12, 18:51
                    Miałam buty dobierane w sklepie na filmowanej bieżni i tak mnie skrzywdziły, że od dawna ich nie noszę a w korygowanie nadpronacji/supinacji przestałam wierzyć.

                    Moje najwygodniejsze na świecie buty kupiłam w ciemno przez internet i trzymam się po prostu tej firmy, bo wiem już jakiego dopasowania/zachowania buta mogę się spodziewać.
                    W każdym razie "siły" sklepowego dobierania bym nie przeceniała. W wątku biegowym Wodadobra wkleiła o ile pamietam o tym artykuł w odpowiedzi na moje problemy z butami - polecam zajrzeć przy okazji.
                    • mszn Re: Lobbystki w ruchu;) 18.02.12, 19:29
                      Dzięki za przypomnienie tamtego wątku, latem mi umknął, bo byłam zajęta innymi ćwiczeniami.
                      • ciociazlarada Re: Lobbystki w ruchu;) 18.02.12, 19:50
                        A proszę bardzo:) W każdym razie jeśli biegasz odbiając się/lądując na przedniej części stopy, buty "korekcyjne" mogą Cię naprawdę solidnie skrzywdzić, nawet jeśli są Ę Ą dobrane w sklepie.

                        Jeśli jesteś wysoka i dość ciężka, polecam buty z dużą ilością pianki. Mój chłop skarżył się bardzo na kolana i kręgosłup przy bieganiu, przeszło jak ręką odjął od Nike'ów z Lunarlonen, który jest fajny elastyczny, ale też mięciutki jak poduszka i nieźle amortyzuje zderzenie wielu kilogramów z betonem.
                        Dla mnie dla odmiany najlepsze okazały się prawie "łyse" buty, biegam na trailowych kolcach także po betonie i póki co jest OK.
            • maggianna Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 10:47
              Gdzie biegasz na biezni? Jezeli jest tam trener lub instruktor to popros zeby spojrzal jak stawiasz nogi, a w dobie wszeobecnej techniki moze daj mu komorke, niech nakreci jak biegniesz i objerzyj siebie - nie jestem specjalista od techniki biegania ale po rehabilitacji i rozmowach z ortopeda wiem jak mam stawiac nogi zeby nie robic sobie krzywdy.
              Nie zdawalam sobie wczesniej sprawy ze jak maszeruje dosc szybko (czyli min 6.5 km/h) to nie dosc ze zaczynam stawiac stopy do srodka to i kolana sciagam do srodka, wiec zmienia mi sie ustawienie rzepki i potem boli mnie kolano.
      • tfu.tfu Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 08:59
        też wolę solo :-)
        joga z elementami pilatesu mi robi najlepiej, latem rzeka i pływanie (jak mam rzekę zdatną do kąpieli, w Wiśle bym nie zaryzykowała jednak ;-))
        przez choróbska zarzuciłam i czuję się jak nieruchawa klucha, jak tylko zwalczę ten wredny kaszel to wracam do codziennej porcji wysiłku (trzymajcie kciuki!)
    • yaga7 Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 20:10
      W sumie to nie lubię sportu :P

      Są wyjątki - lubię jeździć na nartach i dlatego poza sezonem nartkowym trochę się ruszam, czasem bardziej regularnie, czasem mniej. Odkąd mamy auto, w sezonie letnim częściej wyjeżdżamy w góry i pagórki, więc podejrzewam, że wiosnę i lato spędzę już bardziej aktywnie niż rok temu.
      Lubię pływać, ale tylko latem i tylko na wakacjach, na basen w mieście nie chce mi się chodzić.
      Co parę lat napada mnie na siłownię czy fitness i chodzę przez parę miesięcy, potem przestaję.
      Nie znoszę i nigdy nie znosiłam sportów grupowych. Wizja grania w siatkówkę czy w cokolwiek innego jest dla mnie przerażająca ;)

      Od jakiegoś czasu mamy Playstation i kontroler Move i gramy w pingponga tudzież inne gry sportowe, gdzie nawet trzeba się ruszać :P Dość nietypowa forma ruchu, ale jak pewnie można wywnioskować z tego, co napisałam wcześniej, jestem leniwa ;) Ale planuję sobie kupić jakąś grę typu fitness i może wtedy będę się ruszać w domu.

      > No i ostatnia kwestia - bardzo mnie intryguje ile z Was po przeczytaniu tego wą
      > tku postanowi się poruszać :P

      Lol ;) Może na wiosnę.... ;)

      Aha, ja należę do osób, które raczej zawsze wybiorą pracę niż ruch, a ponieważ mam nienormowany czas pracy i sama wybieram, kiedy pracuję, przekłada się to też na to, że się nie ruszam, tylko siedzę przed kompem ;)

      > Druga sprawa - po co uprawiacie sport? Dla dobrego samopoczucia, a może ze wzgl
      > ędu na figurę? :)

      Na nartach jeżdżę dla przyjemności, tak samo dla przyjemności łażę w góry czy na spacery.
      Natomiast ćwiczenia przednartkowe robię po to, żeby mi się lepiej jeździło na nartach, przyjemności na pewno nie sprawiają.
      • the_pipeline Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 14:31
        > W sumie to nie lubię sportu :P

        Mam podobnie:P Ale są wyjątki, pozwolę sobie powtórzyć:

        > Lubię pływać, ale tylko latem i tylko na wakacjach, na basen w mieście nie chce
        > mi się chodzić.

        > Nie znoszę i nigdy nie znosiłam sportów grupowych. Wizja grania w siatkówkę czy
        > w cokolwiek innego jest dla mnie przerażająca ;)

        Natomiast jakiś czas temu postanowiłam wziąc się za siebie, bo w zdrowym ciele zdrowy duch itd a tu lata lecą i czlowiek coraz bardziej skostnialy i zasiedziały. Moj wybór padł na joge bo to spokojne jest i nie trzeba sie forsować, a chodziło mi o ogólne utrzymanie się w jako-takiej formie, uelastycznienie i rozciągniecie ciała i "prostowanie" kręgosłupa. Leniwa jestem i cięzko mi się zmotywować wiec nie ćwicze bardzo regularnie, ale jestem bardzo zadowolona. Można się naprawde zmęczyć, ale cięzko zrobić sobie krzywde (w sensie uraz), odkrywam isnienie mięsni, ścięgien i kości, których nigdy nie czułam; gibkość, elastyczność i figury pań instruktorek budzą moją zazdrość. No i relaks na koniec sesji. Prawdziwie odpręza, regeneruje i poprawia nastrój.
    • zawsze_zielona Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 20:15
      Lubie jazde na rowerze, chodzenie i aerobik. To ostatnie raczej w grupie, w domu nie mam jakos motywacji i glupio sie czuje machajac konczynami przed TV;) Rowerem jezdzilam z chlopem, ale zalozenie bylo, ze ma byc to jazda szybka i intensywna, zadnego gadnia i zwiedzania. Poza tym jezdze do pracy rowerem, zwykle kolo 5-7 km w jedna strone. Od maja zeszlego roku nie siedzialam w siodelku, ale mam nadzieje, ze to sie szybko zmieni. Teraz za to chodze duzo z wozkiem albo z dzieckiem w chuscie, zwykle wycieczki 1-1,5 godz. Nie narzekam na brak kondycji;)

      Dlaczego? Bo lubie paczki;) A tak serio, dlatego, ze lubie sie ruszac, byc na powietrzu, poza tym niestety mam tendencje do tycia, wiec takze dla figury.

      Co do ostatniego pytania, to dzis sie nabiegalam z Celina, wiec nalezy mi sie odpoczynek (i paczek).
    • kaga9 Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 20:24
      urkye napisała:

      > Jaką formę ruchu lubicie najbardziej?

      Pojęcie ruchu nie występuje w moim osobistym słowniku z epitetem "ulubiony".;) Nie znoszę aktywności fizycznej, zawsze szybko się męczyłam i koszmarnie się czuję po jakiejkolwiek próbie ćwiczeń. Chodziłam na aerobik zrywami, ale nigdy dla przyjemności. Nie umiem pływać, jeździć na rolkach, łyżwach, nartach, mam zerowe poczucie rytmu (więc taniec odpada, na aerobik chodziłam tam, gdzie nie było układów choreograficznych). WF w szkole zawsze obniżał mi średnią ocen.

      Wcale mi nie jest z tym dobrze, dla jasności.
    • madzioreck Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 20:31
      Lubię łyżwy (ale tylko z jakąś energiczną ekipą, np. 11-letni siostrzeniec i jego zgraja, dostojne jeżdżenie w kółko to nie jest dla żaden fun ;)) i pływanie. Lubię też wszelkie zorganizowane zajęcia - znaczy, jeśli jest instruktor, który mówi, co i jak robić, rodzaj ćwiczeń mniej istotny, może być pilates albo program "płaski brzuch" albo jakieś podskoki z elementami choreografii, byleby ktoś mówił, co i jak :)
      • mszn Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 22:14
        Też przez jakiś czas miałam fazę, że muszę mieć instruktora (choćby i na płycie czy kartce). Wydawało mi się, że inaczej zacznę sobie odpuszczać. Teraz chyba już całkiem wyprałam sobie mózg ;), bo potrafię zasiedzieć się na macie przez godzinę i nie znudzić samodzielnym wymyślaniem, co następne.
        • madzioreck Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 22:30
          Tu rzecz nie tyle nawet w odpuszczaniu sobie, co w tym, że instruktor jak wymyśli ćwiczenie, to czuję, że mam mięśnie, o jakich mi się nie śniło ;) Ale może, jakbym grzeszyła częściej wysiłkiem fizycznym, to bym sama takie znała ;) Poza tym na zajęciach zorganizowanych jestem często upominana, że coś tam robię nie tak i obciążam, przeciążam i zrobię sobie kuku, w domu nie ma mnie kto skorygować.
        • turzyca Re: Lobbystki w ruchu;) 18.02.12, 22:46
          mszn napisała:

          > Też przez jakiś czas miałam fazę, że muszę mieć instruktora (choćby i na płycie
          > czy kartce). Wydawało mi się, że inaczej zacznę sobie odpuszczać.

          A ja wlasnie sobie te faze wytworzylam. Chodzilam w tym semestrze na kurs kraula i zastanawiam sie, czy nie zapisac sie do jakiegos zwiazku sportowego i nie chodzic na zajecia zorganizowane. Fakt ze trafilam na swietna instruktorke, kurs byl znakomity, mnostwo sie nauczylam i moje wlasne cwiczenia sa znacznie efektywniejsze, ale jednoczesnie stwierdzilam, ze tesknie za tym, zeby ktos raz, dwa razy w tygodniu mi powiedzial, co mam robic, wiedzac dokladnie, ze w ten sposob poprawia sie kondycje, koordynacje czy co tam jeszcze, pozostale 3-4 razy moge sobie sama robic za nadzorce. No ale sama nie bede cwiczyla z gumowa tasma na kostkach nog, a fajne to bylo bardzo. :)

          I chyba faktycznie to sa fazy - moze czlowiek dochodzi do jakiegos etapu, gdzie moze mnostwo zrobic sam i nie potrzebuje stalego nadzoru trenera, moze doskonalic sie samodzielnie, a za jakis czas potrzebuje go znow, zeby znow sie nieco rozwinac?
    • maith Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 20:52
      Taniec irlandzki, taniec brzucha, narty...
    • ochanomizu Basen i badminton 16.02.12, 21:12
      Chodzę (a właściwie chodzimy z Lubym) na basen dwa razy w tygodniu, przez 45 minut przepływam średnio 1750 metrów (czyli tygodniowo 3.5km).
      Pływam, bo mi to poprawia samopoczucie, lubię zdrowo się zmęczyć, no i mimo żywieniowych grzeszków pomaga mi utrzymywać wagę.
      Czasem z Lubym chodzimy pograć w badmintona w hali - dawno nie byliśmy, chyba czas znowu się wybrać ;)
      • 100krotna Re: Basen i badminton 17.02.12, 20:15
        ochanomizu napisała:

        > Chodzę (a właściwie chodzimy z Lubym) na basen dwa razy w tygodniu, przez 45 mi
        > nut przepływam średnio 1750 metrów (czyli tygodniowo 3.5km)

        Jesteś dla mnie pływackim, basenowym guru :)
        Dla mnie, przy największych staraniach, namachaniu się, zgrzaniu i wymęczeniu osiągalne jest maksymalnie 1000m w około 50-55 minut. A później wracam do domu i idę spać na 12 godzin, śmierdząc chlorem ;)
    • mszn Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 21:50
      Dzięki za ten wątek, to jeden z moich ulubionych tematów :) Jestem uzależniona od ćwiczeń i ruchu, i bardzo dumna z tego, że udało mi się tak silny nawyk wypracować, bo to inwestycja na całe życie.

      W-f w szkole to oczywiście był koszmar, ale jak miałam 15 lat, zaczęłam tańczyć flamenco i złapałam bakcyla. Od początku studiów ciągle coś robię - flamenco, basen, wszystkie możliwe rodzaje zajęć fitnesowych, pilates w domu, bieganie, siłownia. Prawie nie korzystam z komunikacji miejskiej, więc i rower. W tej chwili biegam ok. 30 km tygodniowo (zaczęłam pisać o tym sporo na blogu w sygnaturce), raz w tygodniu pilates i raz 40-50 minut ćwiczeń siłowych na macie.

      Dlaczego? Teraz już się nad tym nie zastanawiam, to po prostu część mojej natury. Lubię mieć kontrolę nad swoim ciałem, widzieć, jak zmienia się na lepsze, czuć siłę mięśni. Poza tym im więcej ćwiczę, tym mniej jestem zmęczona na co dzień - i łatwiej o dobry nastrój. Tylko poważna choroba mogłaby sprawić, że przestałabym tyle się ruszać.
    • smallfemme Re: Lobbystki w ruchu;) 16.02.12, 22:18
      Ruch pokochałam na 5 semestrze studiów (teraz zacznę 8 ;) ). Trafiłam na świetną prowadzącą aerobik. Wcześniej zawsze byłam tą która nic nie umiała - nigdy w życiu nie zrobiłam gwiazdy czy mostka, nie umiem grać w siatkówkę ani biegać na krótkie i średnie dystanse (dłuższe były znośne). Aż wreszcie trafiłam na dobrze poprowadzony aerobik - na którym nie chodzi tylko o to, żeby się zmachać (raczej nie mam tendencji do tycia, więc nie pasjonuje mnie pocenie się bez sensu). Prowadząca zwracała uwagę na najdrobniejsze szczegóły ustawienia ciała podczas ćwiczeń i wreszcie wiem w którą stronę prostuje się plecy ;) Nie umiem ćwiczyć sama, bo zapominam o tych wszystkich szczegółach. I wolę ćwiczenia bez choreografii do zapamiętania - bardziej mnie relaksują.
      Trochę wcześniej odkryłam snowboard - głównie dzięki temu, że uparłam się uczyć u pewnego przystojnego instruktora, a na nartach już stałam całkiem w miarę, choć nie sprawiało mi to radości. Niestety nie mam kiedy pojeździć, bo najbliżsi znajomi nie podzielają pasji, a ja nie przepadam za jeżdżeniem w pojedynkę.
      Uwielbiam długie spacery - 20-30 km po obcym mieście to dla mnie spełnienie marzeń o ile sama nadaję tempo.

      Dlaczego? Bo lubię, sprawia mi to przyjemność. Jak chcę się odchudzić wprowadzam zasadę mniej żreć albo żreć połowę, ruch nie jest mi do tego potrzebny :)
    • maggianna Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 00:50
      Kiedys przez kilka lat trenowalam plywanie, potem matura, studia, praca i poza zamilowaniem do spacerow kazda proba regularnych cwiczen konczyla sie po paru miesiacach.

      Postawilam sie odchudzic i 15 miesiecy temu zaczelam cwiczyc z trenerem, na poczatek 3 razy w tyg, po 3 miesiacach 4 razy w tyg. Niestety efektow na wadze nie widac, do tego w ramach oszczedzania kolan jezdzilam na silowni na rowerze, okazalo sie ze dawne problemy z kolanami zostaly zle zdjagnozowane i rower mi niesety zaszkodzil. Do treningow musialam wiec "dorzucic" rehabilitacje.

      W tej chwili cwicze 4 razy w tyg z trenerem osobistym (godzina cwiczen, bez korzystania z maszyn i ok godziny na biezni, czyli robie ok 25-30 km tygodniowo), do tego 2 razy w tyg cwicze po 2 godz pod nadzorem rehabilitanta i jak bylo cieplo raz w tyg chodzilam na nordic walking.
      Cwicze indywidualnie, bo wtedy robie dokladnie to co jest odowiednie dla mnie, potrzebuje trenera bo nie mysle tylko wykonuje polecenia, motywuje mnie tez do wiekszego wysilku, no i pilnuje ze trening uwzglenial wszystkie mozliwe miesnie. Zarowno trener jak i rehabilitant sa calkiem fajni, nie nudze sie, czas szybko mija. Jak jestem zestresowana czy wkurzona to trener to widzi i potrafi wymyslec takie cwiczenia ze wychodze zupelnie umeczona ale zrelaksowana. Nie opuszczam tez zajec bo wiem ze ktos na mnie czeka i na poczatku glupio mi bylo zadzwonic i powiedziec ze mi sie nie chce, teraz odwoluje zajecia tylko jak jestem tak chora ze nie moge wstac z lozka, cwiczylam nawet po zastrzykach przeciwzapalnych w noge po ktorych mialam problemy z chodzeniem - wiec cwiczylam na lezaco ;-)

      Uzaleznilam sie od cwiczen, czuje sie duzo lepiej, jak nie cwicze to nie moge spac, majac mniej czasu jestem tez duzo lepiej zorganizowana bo musze gdzies w ciagu dnia zmiescic 3 godz na cwiczenia (bo musze dojechac i wrocic). Z kolanami lepiej, wiec teraz zamierzam zamienic rehabilitacje na basen. Zastanawiam sie nawet czy nie chodzic przed praca na basen a po pracy na treningi....

      U mnie przymus ruchu byl tak duzy ze mimo nakazu lekarza dot ograniczenia chodzenia i tak potrafilam przejsc pare kilometrow (w dzien wolny od cwiczen) bo meczyl mnie brak ruchu? Zastanawiam sie gdzie sie konczy sport dla przyjemnosci a zaczyna obsesja? Czy organizm moze sie uzaleznic od ruchu?
      • urkye Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 07:01
        Jak najbardziej można się uzaleznić od ruchu i ma to takie same objawy, jak każde inne uzależnienie... Jak trenowałam do maratonu i czułam się pewnego dnia szalenie źle (choróbsko brało), na dworze lało i nie powinnam iść na trening, miałam potworne wyrzuty sumienia... ;)
    • miss-alchemist Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 10:09
      Zawsze byłam wyjątkowo nieruchliwa, leniwa od dziecka :P Tzn łaziłam po drzewach i te sprawy, ale żeby uprawiać jakikolwiek sport... Nienawidziłam WF, bo mam BEZNADZIEJNĄ koordynację ruchową i po prostu nie potrafię trafić w piłkę czy tego typu rzeczy (mogło też wynikać z tego, że od dzieciństwa byłam ślepawa, ale rodzice zorientowali się dopiero, jak byłam w 5 klasie podstawówki i nic nie widziałam z tablicy z pierwszej ławki). I jak moja klasa w podstawówce cieszyła się z dwóch godzin tenisa po lekcjach, to ja szczerze tych zajęć nienawidziłam (zwłaszcza, że zdarzały mi się złe oceny, co u dziecka, które ze wszystkich innych przedmiotów miało same piątki i szóstki mogło wywołać złość, szczególnie, że nic nie mogłam w tej materii zrobić). I w sumie do samego końca szkoły miałam głęboki uraz do WF (chociaż miałam zwykle niezłych nauczycieli, którzy na tych zajęciach oceniali nie za wyniki, ale za postępy i zaangażowanie w zajęcia). Na studiach zapisałam się na łyżwy, bo to był najmniej wymagający wf ze wszystkich do wyboru :P

      Natomiast od małego nieźle radziłam sobie wytrzymałościowo - rodzice zabierali mnie i siostrę na piesze wędrówki, długie jak na takie małe brzdące. A potem wstąpiłam do harcerstwa i chyba tylko to uratowało moją kondycję fizyczną, bo na zbiórkach i biwakach było dużo biegania i wysiłku ;)

      Raczej nie przepadam za ruszaniem się, ale ciągle szukam sportu, który mogłabym polubić i uprawiać z wielką radością, bo wiem, że zasiedzenie szkodzi zdrowiu i figurze ;) Na dzień dzisiejszy kręcę codziennie hulahop i to jedyna regularna aktywność fizyczna w moim wykonaniu. Czasem chodzę na basen i uczę się pływać - wstyd, nie umiem, ale boję się wody i pływanie sprawia mi trudności. Poza tym za namową TŻ kupiłam w listopadzie narty biegowe, a tu wałek, nie było śniegu całą zimę, a jak się teraz pojawił, to jestem w domu, 300 km od moich nart :P Pewnie jak wrócę do Łodzi, to odwilż przyjdzie. Czasem wybieram się na łyżwy (łyżwy bardzo lubię ;)), no i dość dużo chodzę. Często wybieram autonogi zamiast MPK.
    • anulla1974 Biegówki :) 17.02.12, 10:10
      Biegówki i jeszcze raz biegówki. A jak nie ma śniegu :( to nartorolki. Oprócz tego pilates. Jazda na rowerze jest dla mnie sposobem dotarcia z punktu a do punktu B więc nie wiem czy można to traktować w kategorii "lubienia ruchu". Wole jednak ruch na powietrzu i raczej sama. I robię to dla przyjemności.
      • urkye Re: Biegówki :) 18.02.12, 11:17
        Chciałabym kiedyś spróbować pobiegać na takich nartach:) Ale jakoś nigdy nie ma okazji:P
        • anulla1974 Re: Biegówki :) 19.02.12, 21:43
          W Warszawie okazja była przez ostatnie 5 dni :) Na początek starczy kawałek trawnika, park, lasek itp. Zresztą od kilku lat powstaje coraz więcej wypożyczalni tego sprzętu.
    • ciociazlarada Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 11:02
      Czy to rzepkowo-udowe cos nazywa sie po angielsku ilotibial band syndrome?
      Jesli tak, po bardzo polecam rozciaganie bokiem oraz bieganie w terenie na powierzchniach nachylonych w rozne strony - np. jesli biegamy po jezdni, to nie caly czas w jednym kierunku, poniewaz jezdnia jest ma taki: ^ ksztalt, sprzyjajacy zuzywaniu jednej nozki bardziej:)

      Co do odpowiedzi na glowne pytanie: bardzo lubie biegac i cwiczyc przed ekranem. Lubie tez sporty zimowe - na nartach jezdze od 3 roku zycia, troche pozniej zaczelam biegac (oczywiscie na nartach). Na 29 urodziny przerzucilam sie na snowboard i jestem mu wierna do tej pory, daje mi duzo wiecej radosci i adrenaliny.

      Bardzo lubie tez grac w tenisa, ale odkad przeprowadzilam sie do Danii, wypisalam sie z lokalnego klubu i mam bardzo malo okazji do grania.

      Nie lubie bardzo silowni i sportow "salowych" - aerobik czy bieznia zima odpada. Do tej pory udalo mi sie kontynuowac bieganie na zewnatrz, takze w czasie mrozow (z drugiej strony tutaj najmniej bylo -15), ale wiekszym od temperatury problemem okazaly sie dla mnie krotkie dni, musialam zrezygnowac z biegania w lesie i z bykami:). Snieg rowniez mi nie przeszkadza, tak sie szczesliwie zlozylo, ze jedyne buty ktore nie robia mi krzywdy to Inov8, a wiec buty terenowe.

      Natomiast dosc kiepsko plywam i nie znosze basenow. Chodze w zasadzie tylko kilka razy do roku i to jedynie dla towarzystwa.
      • maggianna offtop kolanowy 17.02.12, 11:53
        Nie, ITBS jest zwiazany z miesniami i stawem biodrowym, zespol (konflikt) rzepkowo-udowy to problem z kolanem i nieprawidlowym przemieszczaniem sie rzepki wzgledem kosci udowej w trakcie ruchu. Nie leczone prowadzi do chondromalacji czyli uszkodzenia chrzastki. U mnie napierw zdjagnozowano chondromalacje i usilowano to leczyc ale leczono objawy zamiast przyczyny schorzenia a tak jak pisalam jest ono czeste u kobiet i u osob biegajacych (bo przyczyna moze byc zarowno anatomiczna jak i przeciazeniowa) - w moim przypadku jedynym objawem byl niezbyt mocny trwaly bol kolana (taki ogolny a nie punktowy), wieczorem na tyle meczacy ze mialam problemy z zasypianiem.
      • mszn Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 11:56
        A właśnie, Ciociu, gdzie po angielsku czytasz o bieganiu?
        • ciociazlarada Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 17:07
          Tutaj forum.fellrunner.org.uk/ i tutaj www.runnersworld.co.uk/forum/forum.asp?sp=&v=8 Papierowy Runner's World UK normalnie mozna kupic w Danii w markecie.
    • tfu.tfu taniec orientalny na gruponie 17.02.12, 16:35
      tak a propos, może ktoś będzie miał czas oraz fundusze:
      w stolicy
    • 100krotna Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 17:53
      Trenowałam kiedyś lekkoatletykę - biegi krótkie - sprint + skok w dal. Najpierw 5 lat w klubie sportowym i później, już bardziej jako hobby i roztrenowanie 2 lata na AZS-ie. Później skończyłam, bo przy marnych wynikach trenowanie zawodowe mijało się z celem ;)
      Po skończonej przygodzie z bieganiem przerzuciłam się na rower i kolarstwo amatorsko-terenowe, robiłam kilka 2-3 tys kilometrów rocznie, z tym, że większość z nich w wakacje.

      Teraz, to jako zasiedziana parówka sama siebie podziwiam za wcześniejszą wytrwałość ;) Sport i ruch lubię, ale zanim się zbioooręę... moja regularność kuleje strasznie. Od czasu do czasu basen (jestem w stanie zrobić 20-40 basenów stylem "dużo machania-mało efektu", ale jestem całkowitym samoukiem), częściej siłownia (lubię) lub "pobieganie" (bardzo lubię).
      Lubię trenować z osobą towarzyszącą, ale musi być w kondycji podobnej lub lepszej od mojej, i nie być marudą. Aerobiku nie cierpię, gubią mi się przy nim ręce i nogi. Ze sportów grupowych ewentualnie siatkówka, cała reszta mnie irytuje.

      Co mi daje sport? Spalam nadmiar gdzieniegdzie, mam fajne samopoczucie "mogę wszystko" i dużo dużo satysfakcji. Za to uzależniona od ruchu zupełnie nie jestem, bez wyrzutów sumienia robię sobie dwu-trzy tygodniowe lub miesięczne przerwy...
    • joankara Re: Lobbystki w ruchu;) 17.02.12, 21:34
      Zimą: narty zjazdowe i biegowe, kiedyś próbowałam bojerów, bardzo mi się to podobało, niestety nie mam okazji, a chętnie bym polatała.
      Latem: rower, pływanie, ale tylko w otwartych zbiornikach, baseny odpadają bom uczulona na chlor, żagle, chociaż tu ruchu akurat dużo nie ma, bo pływam po morzu, to raczej człowiek siedzi lub leży (z przewagą tego drugiego). Nie biegam, nie skaczę, bo kolano po urazie nie pozwala, na narty zakładam stabilizator.
      Nie lubię sportów zespołowych (siatkówka - brr!) ani takich zajęć, co w pomieszczeniu w grupie instruktur mówi co robić i wszyscy jednocześnie na komendę fikają nogami. Ani ćwiczeń na maszynach, więc żadne siłownie. W ogóle wszelkie gimnastyki mnie nudzą. I jak lubię jeździć na normalnym rowerze, tak na stacjonarnym nie wytrzymuję 10 minut.
      Ale chętnie jeżdżę na rowerze czy nartach w towarzystwie. Zawsze wtedy jest element współzawodnictwa. Na rowerach jeździmy na wycieczki z przyjaciółmi - nazywamy się dumnie "sekcja rowerowa" i czasem całkiem liczny się tworzy peleton - fajnie jest potem usiąść razem na popas w Tyńcu nad Wisłą. Podobnie na nartach - też wolę w towarzystwie, jak można pogadać na wyciągu i na biegówkach też - jak biegam z kolegą, to zawsze się więcej upocę, bo większe tempo nadaje, a sama się trochę obijam.

      A po co mi sport? Bo lubię i dla dobrego samopoczucia. A korzyści zdrowotne i dla figury są przy okazji. Mam jednak świadomość, że moje kolano stabilizują głównie mięśnie i muszę utrzymywać je w dobrej kondycji (rower, rower i jeszcze raz rower), żeby mi się nie rozchybotało, więc rower jest nie tylko dla przyjemności, ale też z konkretnej potrzeby.
    • balbina11 Re: Lobbystki w ruchu;) 18.02.12, 00:02
      Wychodzi, że trenuję 4 godziny 4x w tygodniu i 3x po 2 godziny. Ćwiczę fitness z elementami siłowymi, oprócz tego marszobiegi w terenie. Pies mnie do tego zmobilizował. Gdyby nie on pewnie nie ruszyłabym się z kanapy.
    • mszn "Kobiece bieganie" 18.02.12, 19:32
      Spójrzcie na to: kobiece bieganie (trzeci od końca paragraf). Prawda, że wygląda to jak opis kobiety bez sportowego stanika, która próbuje ramionami przytrzymywać biust? Szkoda, że autor tekstu tego nie zauważył.
    • po.rzeczka Re: Lobbystki w ruchu;) 18.02.12, 21:40
      Najbardziej lubię się przemieszczac na wszelkie możliwe sposoby, czyli chodzic, jeździc na rowerze,na łyżwach, rolkach, konno. Wyjątek-nie cierpię biegac. Poza tym jestem wierna jodze, mam też zamiar włączyc na stałe pilates( na razie byłam 3 razy, ale w przyszłym tygodniu idę kolejne 2). W praktyce ostatniej zimy była to jazda konna, joga i rowerek stacjonarny po 2-3 razy w tygodniu. Wiosną i jesienią chodzę po kilkanaście kilometrów 4 razy w tygodniu, głównie po lesie. Większosc tej dawki zawdzięczam specyfice pracy.
      Najbardziej lubię sport w grupie, ale bez interakcji, tzn. absolutnie nie gry zespołowe ani wyścigi, tylko towarzystwo pomagające się zmobilizowac i w którym jest raźniej.
      Dla sylwetki, przyjemności, wyciszenia i poczucia,że dbam o siebie.
    • urkye Szpagat 19.02.12, 08:43
      Umie ktoś może? ;) Ostatnio mam ochotę się nauczyć, ale nie mam pojęcia od czego zacząć i czy w ogóle mi się kiedykolwiek uda:D Ktoś doświadczony może coś doradzić? :)
      • tfu.tfu Re: Szpagat 19.02.12, 10:21
        od rozciągania ;-)
        • mszn Re: Szpagat 19.02.12, 11:42
          Miałam kiedyś koleżankę, która tańczyła w jakiejś przyteatralnej grupie i uczyła się szpagatu. Rozciągała się praktycznie cały czas, pamiętam stanie z nią na przystanku autobusowym ;) Ale w którą stronę i w jakiej kolejności, to nie mam pojęcia.
        • po.rzeczka Re: Szpagat 19.02.12, 15:18
          Ja o rozciąganiu wiem tyle,że odeszło się już od tzw. pompowania, takiego energicznego pogłębiania np. skłonów. Zwracają na to uwagę na jodze, na lepszym pilatesie, na który teraz trafiłam, czytałam też gdzieś o tym i gadałam z koleżanką z ostatniego roku fizjoterapii. Tzn. znacznie bezpieczniej i skuteczniej jest wytrzymac w pozycji, na którą pozwala nam ciało i poczekac chwilę,aż samo się rozluźni i pozwoli zwiększyc zakres ruchu. Kiedyś słyszałam, że takie niewłaściwe cwiczenie moze nam nawet wtórnie skrócic te cwiczone mięśnie, koleżanka teraz stwierdziła,że to po prostu grozi urazami, naderwaniem i takie pogłębianie wykonuje się tylko trenując sporty, w których potem występuje podobny ruch.
          • tfu.tfu Re: Szpagat 19.02.12, 16:46
            o, właśnie! :-)
      • sbarazzina Re: Szpagat 20.02.12, 14:20
        Ja umiem:-) Ale posiadam ta umiejetnosc bodajze od urodzenia, wiec nie wiem czy Ci pomoge. Mama twierdzi, ze jako niemowlak wsadzalam zawsze nozki miedzy szczebelki lozeczka pod katem 180° :-)
        Z wiekiem ta umiejetnosc powoli zanika, tzn teraz zeby zrobic szpagat musze sie troche rozciagnac. W trakcie studiow chodzilam na joge i balet (nie rownoczesnie) na ktorych bylo przygotowanie do szpagatu. Tak jak ktos pisal, absolutnie nie wolno pompowac i energicznie poglebiac rozciagniecia. Moge Ci opisac kilka cwiczen, jesli bedziesz chciala. Aha pytanie, jakiego chcesz sie nauczyc szpagatu? Poprzecznego (tzw meski) czy podluzny (tzw zenski)? W przypadku podluznego, zazwyczaj kazdy ma preferencje na ktora noge mu sie latwiej robi, tzn ktora noga jest z przodu. Moze zacznij od tej , na ktora Ci latwiej:-)
        • urkye Re: Szpagat 20.02.12, 17:36
          Bardzo chętnie poczytam:) Zdecydowanie wolę ten damski i z lewą nóżką z przodu:)
      • marta_monika Re: Szpagat 20.02.12, 14:42
        Ja umiem ale tylko tzw zenski i najlepiej mi wychodzi prawa noga do przodu. Ja zawsze bylam taka rozciagnieta, nawet gdy przestaje regularnie cwiczyc to ta elastycznosc zostaje. Moja kolezanka nauczyla sie robic szpagat na zajeciach z capoeiry, pewnie dzieki tym zamaszystm wykopom. Podpytam sie jej w jaki sposob i ile jej to zajelo.
    • kaga9 Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 11:57
      Do tych z Was, które deklarują wybór zajęcia, na które trzeba regularnie chodzić (typu joga, aerobik itp.), a które dostają się na nie autem: czy gdybyście musiały dojeżdżać tam komunikacją za każdym razem, powiedzmy 3x w tygodniu, zdecydowałybyście się na uczęszczanie na taki wf? Szukam przyczyn swojego lenistwa;) Aerobik, który względnie najbardziej mi odpowiadał, mam ponad pół godziny drogi autobusem od domu (plus dojście na/z przystanku, co daje łącznie ponad godzinę samego dostania się tam i powrotu). Uznałam to za stratę czasu, pytanie: słusznie czy wymówka?
      • violent_green Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 12:30
        Moim zdaniem to wymówka i lenistwo :) Mnie udało się je pokonać - na jogę 2 razy w tyg. dojeżdżam mpk w jedną stronę 45min-1h, ale uważam, że warto.

        Witam się z lobby, ja, skryta podczytywaczka :)

        • scarlet_agta Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 12:50
          violent_green napisała:

          > Witam się z lobby, ja, skryta podczytywaczka :)

          Cześć! Przypomniałaś mi, że mamy wątek dla podczytywaczy i może warto go reaktywować. ;)
      • yaga7 Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 12:32
        Doskonale Cię rozumiem.

        Ja chodziłam do klubu fitness, który miałam 5 min drogi na piechotę od domu. Jeżeli miałabym dojeżdżać czymkolwiek i trwałoby to pół godziny, nie chciało by mi się. Jestem leniwa i się przyznaję ;)
      • mszn Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 12:42
        Wymówka. Tzn. rozumiem niechęć do długich dojazdów, sama byłabym gotowa spędzić tyle czasu na dojazdach tylko na jakieś specjalne zajęcia np. taniec, ale nie na zwykły aerobik. Zwykły aerobik jest łatwo zastępowalny. Jeśli jest w Twojej bliższej okolicy jakieś miejsce, gdzie da się ruszać (klub, park), to idź tam.
      • kry0 Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 12:56
        Ja chodzę regularnie na siłownię, na którą jadę z pracy 40 minut tramwajem. Tyle, że jest to na trasie praca->dom. Po prostu wysiadam wczesniej, a po ćwiczeniach jadę dalej już tylko 3 przystanki. Buty mam w szafce na siłowni, a strój (w tym freya active) upycham w torebce rano.
        Podejrzewam, nie zdecydowałabym się na siłownię, która nie byłaby na trasie do domu.

        A na zumbę chodzę obok domu wieczorem.
      • besame.mucho Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 13:06
        Ja zaczęłam regularnie chodzić na basen po zrobieniu prawka. Wcześniej mi się nie chciało tłuc komunikacją, tachać ciężkiej torby, wracać z katarem, przez niedosuszone włosy i przewiany łeb, itd. Najchętniej chodziłabym na basen, który mam w budynku, gdyby był większy i tańszy, wtedy mogłabym pływać codziennie, bo samo pływanie bardzo lubię, ale nie znoszę tego, co się z tym wiąże - nie chce mi się nigdy pakować suszarki, szamponu, i innych rzeczy, myć się pod prysznicem, z którego woda cieknie jak krew z nosa, przez co spłukanie głowy zajmuje 10 minut, stać w przebieralni i próbować się dokładnie wytrzeć i dosuszyć włosy w megawilgotnym pomieszczeniu, itd - a tak bym sobie wracała niedosuszona prosto do domu, kąpała się pod własnym prysznicem, itd.

        Na spacery też teraz chętniej chodzę - jak mogę wsiąść w samochód, podjechać 20 minut czy pół godziny i pójść na spacer do lasu, to to dla mnie znacznie większa przyjemność niż chodzenie w kółko po polach mokotowskich po alejkach, albo potykanie się o psie kupy na trawnikach ;).

        Na rolkach też mi się fajniej jeździ, bo nie muszę ograniczać się albo do parku koło domu, który w 20 minut objadę trzy razy, ani dojeżdżać dalej autobusem i jeździć z buciorami w łapie, mogę sobie podjechać w dowolne miejsce, buty, butelkę wody, itd zostawić w samochodzie i spokojnie pojeździć.

        Także dla mnie nie wymówka, dużo milej mi się ćwiczy od kiedy jeżdżę samochodem.
        • kry0 Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 13:13
          Ja na basen też tylko samochodem z TŻ.
          No i samochodem na kije (nordic walking) do Lasku Sobieskiego.
        • kry0 Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 13:14
          Besame! A pamiętasz, że raz mnie zawiozłaś na siłownię ze Złotasów? Super prowadzisz, a ja w Warszawie nie jeżdzę.
          • besame.mucho Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 13:16
            Pamiętam :) !
            Bardzo dziękuję, ja jestem od samochodu uzależniona tak, jak część dziewczyn w tym temacie od sportu, jak sobie co jakiś czas nie pojeżdżę, nawet bez celu, tylko tak po prostu się nie posnuję samochodem po ulicach, to jestem chora ;).
            • kry0 Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 13:27
              Ja próbowałam, ale tu mi to nie wychodzi, wolę jeździć w górach. A w ogóle to bardzo późno zrobiłam prawo jazdy i chyba nie nabrałam wprawy. A teraz mam TŻa, więc mnie wozi, zwłaszcza na imprezy (lubię piwo). A z powrót z pracy samochodem to byłaby masakra - pracuję obok budowy metra.
            • 100krotna Re: Pytanie w okolicach tematu:) 20.02.12, 12:49
              besame.mucho napisała:

              > Pamiętam :) !
              > Bardzo dziękuję, ja jestem od samochodu uzależniona tak, jak część dziewczyn w
              > tym temacie od sportu, jak sobie co jakiś czas nie pojeżdżę, nawet bez celu, ty
              > lko tak po prostu się nie posnuję samochodem po ulicach, to jestem chora ;).

              Siostro!! Mnie (to nawet w temacie sportowym) zdarzało się jechać na basen nie po to, żeby sobie popływać, tylko po to, żeby mieć pretekst do przejechania się samochodem ;)
      • maggianna Re: Pytanie w okolicach tematu:) 19.02.12, 16:57
        wymowka :-) dojazdy są męczące ale przyzwyczaiłam się - jeżdzę komunikacją miejska na ćwiczenia 6 razy w tyg, potrzebuje min 45 min żeby dotrzeć na ćwiczenia i kolejne 30 żeby wrócić do domu, ale ważne dla mnie jest że to miejsce mi najbardziej odpowiada. Mam szczęście że korzystam z tramwaju, więc czas dojazdu jest stały bo nie stoje w korkach.
        • kaga9 Dzięki za odpowiedzi:) 20.02.12, 18:31
          Mieszkam na całkiem sporym osiedlu sąsiadującym z innym sporym osiedlem i na żadnym z nich nie ma fitnessu, co mnie w sumie dziwi, bo jest gdzie go zorganizować (mieszkam w pobliżu klubu osiedlowego). Stosunkowo najbliższy mi klub fitness jest niestety dość drogi, a i tak musiałabym tam dojeżdżać kilka przystanków. Ten, o którym pisałam wcześniej, odpowiadał mi, bo aero nie miał układów choreograficznych, sala była czysta, ale za to dojazd średni (1 autobus i to 2-3 razy na godzinę) plus brak możliwości odrobienia zajęć (bo są tylko 2 terminy).

          Wiosna idzie, trzeba coś postanowić;)
      • zenobia44 Re: Pytanie w okolicach tematu:) 21.02.12, 17:29
        > Aerobik, który względnie najbardziej mi odpowiadał, mam ponad pół godziny drog
        > i autobusem od domu (plus dojście na/z przystanku, co daje łącznie ponad godzin
        > ę samego dostania się tam i powrotu). Uznałam to za stratę czasu, pytanie: słus
        > znie czy wymówka?
        Jeśli dojazd zajmuje godzinę w jedną stronę to uważam, że rezygnacja z takiego klubu to tylko rozsądek - po pierwsze człowiek normalnie pracujący (8 godz.+1,5-2 godz. na dojazd do pracy) ceni sobie swój wolny czas, po drugie dźwiganie całego osprzętu przez taki czas to niepotrzebne obciążenie kręgosłupa, po trzecie wychodzenie rozgrzanym i mokrym do autobusu i długa podróż to gwarantowane przeziębienia czy bóle korzonkowe.
        Takie coś może zniechęcić do sportu na długo, męczysz się za trzech, ale w 2/3 to zmęczenie nie jest zmęczeniem zdrowym, wynikającym z wysiłku fizycznego, tylko miejskim znużeniem idiotyczną podróżą autobusem z mokrym plecami i tachaniem siaty.
        Mój pomysł - poszukaj innego klubu lub jeśli nie ma spróbuj ćwiczyć w parku lub w domu. Oszczędzisz czas i poczujesz się lepiej.
    • zooba Geny vs. środowisko 19.02.12, 21:11
      W sprawie uprawiania sportów i ruszania się w ogóle naszła mnie ostatnio refleksja, że od jakichś 20 lat walczę z moimi nieruchliwymi genami lub spuścizną wychowywania się w rodzinie, gdzie nikt sportu nie uprawiał. Nigdy nie lubiłam się ruszać, jestem 'niegramotna', zupełny brak koordynacji ruchowej - na aerobiku mylą mi się ręce i nogi, nie trafiam w piłkę, nie łapię piłki; nie jestem wytrzymała na długie dystanse, a na krótkie biegam powoli - ogólnie masakra. Moi rodzice nigdy się uprawiali sportu i nie bardzo nas (mnie i brata) zachęcali. Nie nauczyli nas pływać ani jeździć na rowerze, łyżwach - następna masakra.
      Teraz w dorosłości staram się rozruszać, wbrew sobie, z wysiłkiem i bez szczególnej przyjemności - robię to z rozsądku. Dla mnie sport to orka na ugorze - 'jeżdżę' na nartach od 20 lat, ciągle pługiem ze strachem w oczach - raz na jakiś czas odczuwam sekundy przyjemności ze zjeżdżania. Chodzę na aqua-aerobic wbrew strachowi przed wodą i na spinning wbrew niechęci do spocenia się. Widzę inne znajome osoby, którym to wszystko przychodzi łatwo, łapią kroki, pozycje, a ja z trudem łapię równowagę.
      Jedyne, co mi sport daje to satysfakcję, że się nie poddaję i nie jestem takim mięczakiem, na jakiego mnie wychowano :-)
      • maggianna Re: Geny vs. środowisko 19.02.12, 21:35
        Mam podobnie tzn nie lubiłam się ruszać, koordynacji ruchowej nie mam zupełnie, dodatkowo nie rozróżniam prawej od lewej wiec na wszelkich zajeciach grupowych typu aerobik czy step (gdzie są jakies układy, kroki do powtórzenia głownie stoję zagubiona) i takich ćwiczeń unikam bo zamiast się relaksować jestem tylko zestresowana.
        Dla mnie świetne są zajęcia typu pilates, power ball - czyli powtarzam ćwiczenie ale nie kroki/układ do powtórzenia. Może wybróbuj inne rodzaje ruchu - rozumiem przełamywanie lęku przed woda, ale może znajdziesz coś, co sprawi Ci więcej przyjemności i nie będzie wywoływało lęku, bo jedno to przezwyciężanie niechęci do ruchu ale walka ze strachem zamiast skupianie się na ćwiczeniach raczej nie bedzie przynosiło dobrego efektu.
        • zooba Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 10:10
          Już teraz nie jest mi źle w wodzie, przecież ćwiczę w pasie piankowym, ale jak zaczynałam nawet to wymagało ode mnie samozaparcia. Aqua-aerobik bardzo lubię, bo mimo wycisku nie jestem spocona (przy AZS-sie swędzi mnie straszliwie skóra od potu).
          Moja refleksja około-sportowa naszła mnie po wyjeździe zeszłorocznym ze znajomymi na narty. Oni - rodzina wysportowana przynajmniej od dwóch pokoleń - my komputerowcy/mole książkowe z rodzin bez nawyków ruszania się. Ich dzieci złapały narty od razu, moje z bólem, wysiłkiem i 3 razy wolniej. Mimo wszystko wierzę, że właśnie ja i mąż sprowadzimy nasze rodziny na inną ścieżkę.
          • maggianna Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 10:30
            Co do sportow to moze niekoniecznie geny ale raczej talent czy tez predyspozycje do danej dyscypliny i duzo checi - ja tez z rodziny prawie zadnymi tradycjami ruszania sie (tata jezdzil niezle na nartach ale na studiach, mama nawet nie umie plywac, nie mowiac o jezdzie na rowerze). Rodzice zapisali mnie jak bylam mala na basen (nauczylam sie plywac w wieku 4 lat), plywam rewelacyjnie, uprawialam windsurfing, wszystkie sporty wodne sprawiaja mi przyjemnosc i jestm w tym dobra.
            Siostra w wodzie sobie radzi ale srednio.
            Rowery obie dostalysmy jak bylysmy male, ja w tej chwili nie moge jezdzic ale siostra nadal uzywa roweru jako podstawowego srodka lokomocji.
            Za to narty mnie zawsze stresowaly i jezdze srednio, moja siostra zaczela przygode w podobnym wieku z nartami co ja, nauczyla sie jezdzic w 2 dni, jezdzi rewelacyjnie, startowala w zawodach, specjalizowala sie w bardzo ekstremalnej wersji narciarstwa zjazdowego, skonczyla AWF, w trakcie studiow kazda wolna chwile spedzala na stoku, jezdzila tez w lecie na lodowiec.
            Ten sam dom, te same geny i wychowanie - to ze Twoje dzieci poradzily sobie na nartach gorzej moze wynika z tego ze ten sport ich akurat nie zachwycil - kto wie moze basenie poradzilyby sobie duzo lepiej od dzieci znajomych?
            • felisdomestica Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 11:18
              No nie nie nie. Geny to macie inne, chyba że jesteście bliźniaczkami jednojajowymi, ale nawet wtedy może być zróżnicowane epigenetycznie.
              • maggianna Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 11:43
                Fakt, troche uogolnilam :-( geny rozne, ale rodzice ci sami :-)
                • pierwszalitera Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 12:26
                  maggianna napisała:

                  > Fakt, troche uogolnilam :-( geny rozne, ale rodzice ci sami :-)

                  Geny grają na pewno jakąś rolę, ale geny potrzebują korzystnych warunków i nigdy nie wiesz, w jakim momencie życia się uaktywnią. U mnie w rodzinie też sport jako taki mało kto uprawiał. Owszem, na wakacjach sporo się chodziło po okolicy, więc bakcyl mi pozostał i chodzenie po górach zostanie już chyba moją pasją na zawsze. Ale inne sporty? Gdyby pływać nie nauczyła mnie koleżanka, to pewnie do dzisiaj bym nie umiała. Moja mama zaczęła uprawiać sport dopiero po 60-tce (nordic walking) i bardzo szybko się uzależniła, więc coś genetycznego musi w tym być, bo ja też muszę się ruszać i u mnie wyszło tylko trochę wcześniej. Źle wspominam jednak lekcje wychowania fizycznego ze szkoły i dziękuję mojej genetycznej konstelacji, że wiele po mnie spływa i te niedobre doświadczenia nie spowodowały u mnie traumy i niechęci do sportu na zawsze. Mam wprawdzie leniwe fazy, w których trudno mi się zmobilizować do czegokolwiek, ale potem przychodzi moment, gdzie czuję się coraz gorzej, fizycznie i psychicznie, i wiem, że znowu jest pora na ruch, dla poprawy samopoczucia przede wszystkim. Sportów zimowych mimo wszystko nie lubię. Nie lubię śniegu, od mrozu wysuszają mi się śluzówki, dostaję uporczywego kaszlu. To już wolę maszerować w deszczu i błocie. ;-) Genetycznie jestem wytrzymałościowcem, takim zającem Duracella, raz mnie nakręcić, nakierować na prostą drogę, nastawić na autopilota. Sport nie musi być jakiś specjalnie pobudzający, nalepiej jak po 15 minutach mogę się mentalnie trochę wyłączyć, więc nadaje się pływanie, rower, szybki marsz, pilates, bezmyślnie powtarzanie tych samych ruchów, koncentracja na oddechu. ;-) Sporty zespołowe i rywalizacja mnie tylko stresują. Jedynym wyjątkiem jest taniec orientalny, trzeba zapamiętać jakąś choreografię i uważać na takt, często w grupie, ale przypuszczam, że tu też działa ta sama zasada, im dłużej tańczę, tym lepiej się czuję i przestaję odczuwać wysiłek, i kogokolwiek obok siebie.
                  • kis-moho Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 12:50
                    Źle w
                    > spominam jednak lekcje wychowania fizycznego ze szkoły i dziękuję mojej genetyc
                    > znej konstelacji, że wiele po mnie spływa i te niedobre doświadczenia nie spowo
                    > dowały u mnie traumy i niechęci do sportu na zawsze.

                    No właśnie, czy jest ktoś, kto WF wspomina pozytywnie? Ja szczerze nienawidziłam, sport (poza górskimi wycieczkami) polubiłam dopiero na studiach.
                    • 100krotna Ja lubiłam WF 20.02.12, 13:04
                      Aż do ostatniej klasy liceum uwielbiałam wf, chodziłam, mimo, że z racji trenowania w klubie sportowym, mogłam być z niego zwolniona :) Przestałam lubić w ostatniej klasie liceum, bo przyszła nowa nauczycielka z nakierowaniem na miłość swojego życia, aerobik.
                      Aerobiku nie cierpię, ożywiałam się tylko, jak wprowadzała elementy sztuk walki i boksu, ewentualnie na sprawdzianach z biegania ;)
                      • besame.mucho Re: Ja lubiłam WF 20.02.12, 13:56
                        Ja lubiłam dopóki było dużo gimnastyki, dużo biegania i przede wszystkim dużo koszykówki. Później przyszła pani, która uważała, że dziewczynki powinny grać w siatkówkę, więc wf szczerze znienawidziłam.

                        Ale ogólnie wolę sporty jednoosobowe niż grupowe ćwiczenia. Lubię jeździć na rowerze, na rolkach, pływać, spacerować. Nie znoszę zajęć grupowych, jakiegoś aerobiku i innych takich. Wyjątkiem był aqua-aerobik, ale to dlatego, że był dla mnie tak zabawny, że nawet obecność grupy mi nie przeszkadzała ;).
                    • zooba Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 14:25
                      Kto może mi wytłumaczyć po co w szkole jest nieszczęsny rzut piłką lekarską? Albo skok przez kozła i skrzynię? Jeszcze pamiętam przez mgłę wymachy na drążku - totalna masakra, mój tyłek ważył tonę.
                      Ale, dobra, byłam beztalencie i było to dawno temu. Ale teraz widzę w szkołach moich dzieci, że podejście wuefistów do nauczani/zachęcania dzieci do ruchu jest niewiele lepsze. Dużo dzieci ma całoroczne zwolnienia lekarskie z wf, bo po co mają sobie obniżać średnią albo narażać się na docinki rówieśników? Nie widzę też wyjścia z impasu - nie da sie zaproponować każdemu dziecku odpowiadającej mu/jej formy sportu (sama nie wiem, jaki jest 'mój' sport).
                      • besame.mucho Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 14:59
                        Piłki lekarskiej nie lubiłam, ale skakanie przez skrzynię i kozła uwielbiałam! Teraz też bym sobie mogła poskakać jakbym taką skrzynię miała pod ręką ;).
                        • zooba Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 15:01
                          Moja mama wspomina kozła jako koszmar, mówi, że wolała się zderzyć z kozłem niż na niego wskakiwać - obie mamy 156 wzrostu i ten kozioł był zdecydowanie za wysoki...
                      • urkye Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 17:38
                        Wymieniłaś moje ulubione zajęcia na w-fie:P Rzut piłkami wszelkiego typu to był jeden wielki dramat, nigdy nie miałam wystarczająco dużo siły. Przez kozła nawet skakałam, ale przez skrzynię już kompletnie nie umiałam. Tzn. niską owszem, ale taką wysoką to no-way. A odmyk i wymyk to była katorga, wszystko miałam poodbijane i poobcierane... Cieszę się, że mam to już za sobą:P
                        Jeśli chodzi o zwolnienia - moją prywatną paworytką jest koleżanka, która miała zwolnienie napisane przez kosmetyczkę. Nie mogła ćwiczyć, bo -uwaga- miała założone świeże tipsy:PPP
                      • kaga9 Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 18:44
                        zooba napisała:

                        > Kto może mi wytłumaczyć po co w szkole jest nieszczęsny rzut piłką lekarską?

                        Pewnie po to, żeby nieszczęsna Kaga wyciągnęła z wf-u na tróję (w czasach jej podstawówki, przy skali ocen 2-5).;) Miałam dwóje z wszystkich biegów, skoków przez skrzynię i kozła, odbijania piłki siatkowej, zwisów, ratował mnie rzut piłką lekarską i skok w dal.
                    • mszn Re: Geny vs. środowisko 20.02.12, 20:51
                      W żadnej z moich szkół nie mieliśmy szans na wzięcie prysznica po wuefie (poza basenem), raz, że nie było łazienek, dwa, że do kolejnych lekcji było 10-15 minut. No i jak tu lubić wf?
      • zenobia44 Re: Geny vs. środowisko 21.02.12, 17:36
        > W sprawie uprawiania sportów i ruszania się w ogóle naszła mnie ostatnio reflek
        > sja, że od jakichś 20 lat walczę z moimi nieruchliwymi genami lub spuścizną wyc
        > howywania się w rodzinie, gdzie nikt sportu nie uprawiał. Nigdy nie lubiłam się
        > ruszać, jestem 'niegramotna', zupełny brak koordynacji ruchowej - na aerobiku
        > mylą mi się ręce i nogi, nie trafiam w piłkę, nie łapię piłki; nie jestem wytrz
        > ymała na długie dystanse, a na krótkie biegam powoli - ogólnie masakra. Moi rod
        > zice nigdy się uprawiali sportu i nie bardzo nas (mnie i brata) zachęcali. Nie
        > nauczyli nas pływać ani jeździć na rowerze, łyżwach - następna masakra.
        > Teraz w dorosłości staram się rozruszać, wbrew sobie, z wysiłkiem i bez szczegó
        > lnej przyjemności - robię to z rozsądku. Dla mnie sport to orka na ugorze - 'je
        > żdżę' na nartach od 20 lat, ciągle pługiem ze strachem w oczach - raz na jakiś
        > czas odczuwam sekundy przyjemności ze zjeżdżania. Chodzę na aqua-aerobic wbrew
        > strachowi przed wodą i na spinning wbrew niechęci do spocenia się. Widzę inne z
        > najome osoby, którym to wszystko przychodzi łatwo, łapią kroki, pozycje, a ja z
        > trudem łapię równowagę.
        > Jedyne, co mi sport daje to satysfakcję, że się nie poddaję i nie jestem takim
        > mięczakiem, na jakiego mnie wychowano :-)

        Siostro!!!!
    • yaal Re: Lobbystki w ruchu;) 20.02.12, 14:09
      W dzieciństwie jeździłam na nartach, ale to sport sezonowy, poza tym niestety z czasem przeprowadzałam się dalej i dalej od gór, w tej chwili najbliższe sensowne het, za morzem.
      Szkoła bardzo skutecznie zniechęciła mnie do lekkoatletyki, bo np. kazali latać w kółko, ale nigdy nie wytłumaczyli, jak to zrobić efektywnie i bez szkód dla siebie.
      W liceum grałam w siatkówkę.

      W tej chwili staram się regularnie chodzić na basen - póki co udaje mi się trzymać 2x w tygodniu, mój aktualny rekord to 2400 m w 68 minut, limitowany bardziej czasem niż moimi możliwościami.
      W miarę możliwości jeżdżę na rowerze, od czasu do czasu chodzę na siłownię, ale bez większego przekonania. Rozważam spróbowanie jogi oraz, po latach, może bieganie - tym razem na moich warunkach, a nie pod gwizdek.

      Tak ogólnie to jestem typem wytrzymałościowym, ale leniwym (mól książkowy); nie mam tradycji rodzinnego uprawiania sportu, więc lenistwo muszę pokonywać siłą woli. Ostatnio pomaga mi w tym Fitocracy - serwis, gdzie się loguje wykonane ćwiczenia i dostaje za to punkty/poziomy/odznaki, są też np. zadania do wykonania itp, więc mój wewnętrzny gracz trochę się daje na to nabrać (:
      Dajcie znać, jeśli chciałybyście spróbować, zrobię grupę lobbową i grupowe zaproszenie (bo póki co dostęp do serwisu jest limitowany).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka