Dodaj do ulubionych

NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie

13.04.15, 14:28
Zaczęłam o tym pisac w innym wątku. Mam prawo jazdy od 17 lat - niemal nie używane. Kilka kilometrów po kursie, a później nic. Teraz mam samochód i zapisałam się na jazdy doszkalające. Chciałabym umieć, ale boję się, że znowu mi nie będzie szło i rzucę. Kierowca w domu jest, do pracy nie będę jeździła, bo to bez sensu (metro i płatne parkowanie).
Patrzę, ile jeździ samochodów i myślę sobie, że chyba nie jestem głupsza od tych wszytskich ludzi, ale jak się przekonać, że mogę to opanować, skoro mam tak złe doświadczenia i strasznie się boję.
Zanim zaczęłam się uczyć, marzyłam o jeździe samochodem, rodzice jeździli wszędzie, oboje dobrze. Czasem mi się śni, że jeźdżę.
Obserwuj wątek
    • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 13.04.15, 15:26
      Watek dla mnie. Zrobilam prawo jazdy w 2001, potem, podobnie jak Ty przejechalam moze pare kilometrow i na tym sie skonczylo. Teraz jestem w ciazy z drugim dzieckiem i powoli sama dochodze do wniosku, ze umiejestnosc jazdy samochodem by mi sie przydala.
      Zmotywowana Twoim watkiem wlasnie zadzwonilam do instruktora i mamy sie umowic na jazdy doszkalajace.
      Od mniej wiecej miesiaca jezdze troche z mezem naszym samochodem. Rany, za pierwszym razem trzeslam gaciami. Moj maz uwaza, ze az za nadto "respektu i odpowiedzialnosci" na drodze. Poza tym moj generalny problem to kompletny brak wyczucia odleglosci, wiec sie zastanawiam, czy dam sobie rade na drodze.
      Zeby nie bylo za latwo, to termin porodu mam za dwa miesiace, wiec teraz albo za min. pol roku.
      • mela1 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 13.04.15, 15:33
        Cieszę się, że Cię zmotywowałam. Ja też nie oceniam odległości:) Mam wadę wzroku, a może to tylko wymówka, bo mój ojciec nie widzi na jedno oko, a jeździ doskonale i zaparkuje wszędzie. Ciąża była dla wielu moich koleżanek dobrym pretekstem, bo z dzieckiem łatwiej jednak samochodem.
        • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 13.04.15, 16:37
          Tez mam wade wzroku. Moj ojciec, bez wady wzroku, jezdzi fatalnie.
          Wlasnie umowilam sie na pierwsza jade doszkalajaca, w srode o 9:00. Bede jezdzic z instruktorem mojego meza, ktorego on wychwala pod niebiosa, wiec mam nadzieje, ze bedzie dobrze.

          No wlasnie dwojke dzieci jednak latwiej ogarnac samochodem. Z drugiej strony odpowiedzialosc za dwojke dzieci w samochodzie jest ogromna. Do tego moja obecnie prawie czteroletnia corka gada bezustannie, co przeszkadza w skupieniu sie.
          • kk345 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 14:08
            > No wlasnie dwojke dzieci jednak latwiej ogarnac samochodem. Z drugiej strony od
            > powiedzialosc za dwojke dzieci w samochodzie jest ogromna.
            Z trzeciej strony odpowiedzialność za dwójkę dzieci w komunikacji publicznej jest jeszcze większa, stres chyba też
            • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 14:25
              > Z trzeciej strony odpowiedzialność za dwójkę dzieci w komunikacji publicznej je
              > st jeszcze większa, stres chyba też.

              Jeszcze nie wiem jak z dwojka, ale z czterolatka jezdzi sie komunikacja calkiem OK. Zreszta z Celina jezdzilam glownie rowerem, ale teraz ona wazy 16 kg, wiec mala przyjemnosc. Gdybym miala dwoje dzieci w malym odstepie czasu kupilabym przyczepke do roweru i rower elektryczny. Mieszkam w Danii, sciezki sa wszedzie.

              Przyznam, ze mnie troche paralizuje strach, ze "cos sie stanie" i dlatego nie chce jezdzic. Egzamin zdalam za drugim razem (w 2001), ale za pierwszym razem uslyszalam, ze jestem "niebezpieczna na drodze". Chyba jakos mi to utknelo w pamieci.
              No nic, jutro pierwsza jazda z instruktorem. Mam nadzieje przede wszystkim nabrac wiecej pewnosci siebie bo wtedy tez odwaze sie jezdzic sama.
              • kk345 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 17:56
                Spokojnie- dasz radę! To nie jest fizyka kwantowa, a wygoda i niezależność są warte wysiłku.
                • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 20:33
                  kk345 napisała:

                  > Spokojnie- dasz radę! To nie jest fizyka kwantowa, a wygoda i niezależność są w
                  > arte wysiłku.

                  Czasem mam wrazenie, ze fizyke bym szybciej ogarnela;) Naprawde mam fatalne albo zadne wyczucie odleglosci. W domu wchodze na meble, bo zle wyczuje odleglosc. Przynajmniej na rowerze sobie dobrze radze;)
                • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 11:54
                  Skoro sie juz dopisalam do tego watku, to napisze jak bylo dzis.
                  1. Ciesze sie, ze nasz samochod jest z automatyczna skrzynia biegow, bo sprzeglo mnie rozprasza. To pewnie efekt braku rutyny i wyczucia, ale na skrzyzowaniu sprzeglo i skrzynia "kradnie moja uwage" z tego co sie dzieje na drodze.

                  2. Instruktor byl zadowolony, samochod po mojej poltoragodzinnej jezdzie nadal sprawny, a ja nie bylam spocona jak mysz, jak mi sie wydawalo i nawet pod koniec sie troche zrelaksowalam.

                  3. Mam wrazenie, ze moge sie tego nauczyc, wiec nic tylko jezdzic. Za tydzien znow mam jazde:)
                  • sylwiastka Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 12:03
                    Skoro twoj jest z automatyczna skrzynia begow, to popros o taki do cwiczen i doskonalenia. Niedlugo zalapiesz te biegi przyzwyczaisz sie do sprzegla i ruchu lewa stopa. Przy automacie to moze przeszkadzac, bo trzeba zapomniec o lewej nodze. Nie ma potrzeby teraz byc mistrzem kierownicy we wszystkich pojazdach.
                    Trzymam kciuki!
                  • kk345 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 15:15
                    > 3. Mam wrazenie, ze moge sie tego nauczyc, wiec nic tylko jezdzic. Za tydzien z
                    > now mam jazde:)
                    I to jest właściwe podejście, tak trzymaj!
                  • zawsze_zielona Kolejna jazda 22.04.15, 18:50
                    Dzis poszlo znacznie lepiej, niz tydzien temu. Mam tez wrazenie, ze bylam bardziej uwazna i instruktor mniej mowil, co robic (procz tego oczywisice gdzie jechac). Za tydzien mam cwiczyc autostrade a potem mamy jechac w najwiekszy tlum, czyli do centrum Kopenhagi z tysiacem rowerow, pieszych i turystow. Rany, kiedys mi sie wydawalo, ze skrecanie w prawo jest latwe. Niestety, nie w Kopenhadze, gdzie na kazdym skrzyzowaniu czai sie rowerzysta, ktory zawsze ma pierwszenstwo, jesli jedzie prosto a ja w prawo.
                    • magdalaena1977 Re: Kolejna jazda 22.04.15, 20:43
                      a:
                      zawsze_zielona napisała:

                      > Dzis poszlo znacznie lepiej, niz tydzien temu. Mam tez wrazenie, ze bylam bardz
                      > iej uwazna i instruktor mniej mowil, co robic (procz tego oczywisice gdzie jech
                      > ac).

                      Super!

                      > Rany, kiedys
                      > mi sie wydawalo, ze skrecanie w prawo jest latwe. Niestety, nie w Kopenhadze,
                      > gdzie na kazdym skrzyzowaniu czai sie rowerzysta, ktory zawsze ma pierws
                      > zenstwo, jesli jedzie prosto a ja w prawo.

                      W Polsce też grasują te strusie pędziwiatry - jedziesz normalnie, chcesz skręcić, rozglądasz się - pusto, jedziesz, a tu nagle tuż przed maską przemyka ci rozmazany kształt przypominający rowerzystę.
                      • zawsze_zielona Re: Kolejna jazda 23.04.15, 12:50
                        magdalaena1977 napisała:

                        > W Polsce też grasują te strusie pędziwiatry - jedziesz normalnie, chcesz skręci
                        > ć, rozglądasz się - pusto, jedziesz, a tu nagle tuż przed maską przemyka ci roz
                        > mazany kształt przypominający rowerzystę.

                        Optyka tez sie zmienia;) Bo ja glownie rowerem sie poruszam i oczywiscie wtedy samochody mnie denerwuja;)
                  • zawsze_zielona Hm... jezdze:-o 14.05.15, 18:58
                    Jak na razie po miescie, autostrada jeszcze mnie przeraza, ale jutro pocwicze z instruktorem. Ruch na miescie w ogole mnie nie denerwuje. Wytlumaczylam sobie, ze w najgorszym wypadku bedzie stluczka, ale ucierpi na niej tylko samochod, bo w miescie jezdzi sie wolno. Przy predkosci +70 km/h juz nie czuje sie pewnie, ale mam nadzieje, ze to tez mozna wycwiczyc. Nadal nie sprawia mi to wielkiej przyjemnosci i wysysa cala energie, ale nie ma nic za darmo;)
                    • turzyca Re: Hm... jezdze:-o 14.05.15, 19:15
                      Przejdzie i to, zautomatyzujesz sobie czynności i przestaną wysysać energię. A w ogóle to serdeczne gratulacje, zrobiłaś kawał dobrej roboty!
                    • yaga7 Re: Hm... jezdze:-o 14.05.15, 19:28
                      Gratulacje :)))

                      Szkoda, że w polskich miastach nie jeździ się w wolno, bo gdyby tak było, pewnie sama chętniej bym jeździła.
                      • anna-pia Re: Hm... jezdze:-o 14.05.15, 23:00
                        yaga7 napisała:

                        > Szkoda, że w polskich miastach nie jeździ się w wolno, bo gdyby tak było, pewni
                        > e sama chętniej bym jeździła.

                        Zapraszam do stolycy, w centrum jeździ się powoli :P
              • kaga9 @Zawsze_zielona 14.04.15, 20:48
                Przepraszam, że nie na temat, ale bardzo mi się podoba imię Twojej córki. Wreszcie muszę Ci to napisać;)
                • zawsze_zielona Re: @Zawsze_zielona 14.04.15, 21:04
                  Dziekuje😀
    • yaga7 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 13.04.15, 16:19
      Ja wróciłam do prowadzenia auta po 12 latach od egzaminu. Też brałam jazdy doszkalające i uważam, że to był super pomysł. Sama czytałam wcześniej o przepisach, instruktor też mi parę rzeczy powyjaśniał, w końcu trochę rzeczy przez kilkanaście lat się zmieniło, moim zdaniem taki kontakt z instruktorem jest bardzo przydatny.

      Tylko dobrze jest trafić na fajnego instruktora, ja przerabiałam dwóch, bo jeden nie mógł zrozumieć, że po 12 latach nie jestem perfekcyjnym kierowcą i niewiele pamiętam.
    • caroline.1 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 13.04.15, 18:16
      Po zrobieniu kursu na prawko w wieku 17 lat jeździłam okazjonalnie samochodem taty, dopiero po kilku latach kupiłam własny pojazd. Oczywiście, też jazdy doszkalające były, ale instruktor po pierwszym spotkaniu mi powiedział, że skoro mam własny pojazd, to mam wsiadać i jeździć. Na początek w okolicy, którą znam i gdzie nie ma dużego ruchu (10 lat temu takie miejsca były ;), właśnie po to, żeby "poczuć odległości". Miałam "bawić się w parkowanie" pod własnym domem, na parkingu pod hipermarketem, wreszcie w wąskiej uliczce. Bawiłam się tak chyba ze trzy tygodnie, zanim wreszcie się odważyłam i pojechałam do miasta. Był stres, oj był! I jeszcze wiele razy. No ale nie odpuściłam i jestem z tego bardzo zadowolona.
      Pytanie: skoro nie będziesz jeździć samochodem na co dzień, do pracy (czy nawet co drugi dzień), to jaki jest sens reaktywowania tego prawka? "Nie będziesz głupsza od tych wszystkich ludzi" pod warunkiem, że będziesz jeździć. Moim zdaniem wsiadanie za kółko w dzisiejszych czasach i w dużym mieście okazjonalnie, to po prostu spore ryzyko. O przyjemności z jazdy raczej nie będzie mowy ;) Powiem szczerze, że po półrocznym pobycie w Australii, gdzie jeździłam po małym mieście i bezdrożach, potrzebowałam chwili na przywyknięcie do natężonego ruchu, wyczynowego parkowania i cwaniaków jadących prosto z pasa dla skręcających w lewo. No ale to była kwestia poukładania w głowie, nie techniki.
      • mela1 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 13.04.15, 18:48
        Chcę reaktywować, bo już nie chcę, żeby mnie ktoś musiał wozić. Niby się nauczyłam radzić sobie komunikacją, ale jak było zimno/daleko itp. to wołałam "tata taxi". Teraz mamy w domu samochód, może mnie wozić facet, poprzedni woził. Ale czasem mogłabym go zmienić, pojechać gdzieś sama, dać mu się napić na imprezie. Wiem po moim ex, który miał samochód w garażu i uważał, że jest zbędny, że jak kupił lepszy, to juz zapomniał, że mieszka blisko metra:) Cztery lata dojeżdżałam komunikacją do pracy, samochodem byłabym o wiele szybciej, bo połączenie średnie. "Pech" chciał, że równoczesnie z zakupem samochodu przeniosłam się z pracą w odległości 2 stacji metra od domu i to w miejsce, gdzie zaparkować ciężko i parkowanie płatne. Więc do pracy mi się nie opłaca.
        • magdalaena1977 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 13.04.15, 20:58
          A próbowałaś już pojechać z facetem na w miarę pusty parking i pojeździć dookoła?
          • mela1 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 08:28
            Jeszcze nie, chwilowo samochód się dopieszcza w warsztacie po zakupie. Problem w tym, że facet też kilka lat nie jeździł, tzn. okazjonalnie i nigdy nie jeździł po Warszawie, tylko po malym miasteczku. W Warszawie jest spanikowany, ja robię za pilot i podpowiadacza, więc nie chcę go jeszcze obciążać odpowiedzialnością za siebie. On jeździć umie, tylko musi się wyćwiczyć w większym mieście, ja mogę miec problem z ruszaniem:) Poza tym nie znam go od strony nauczyciela, a ja się stresuję przy "swoich". Rzeczy trudne dla mnie wolę robić z obcą osobą. ale na pewno w końcu się z nim przejadę. Hmm, może żona ojca, ona spokojniejsza od ojca, a jeździ od zawsze i dobrze. chyba wpadłam na niezły pomysł:)
            Jakiś czas temu jeździłam po małym miasteczku z ex, też ma dobry charakter do uczenia, ale nie wiem, czy pomimo dobrych kontaktów z nim, proszenie o lekcje nie nadszarpnie mojego związku;)
            Czekam aż tan samochód wróci, wymuszę zainstalowanie czujników parkowania i porwę kogos na wycieczkę po osiedlu. Chociaż uliczki są tak wąskie i tak obstawione samochodami, że czasem mam wrażenie, że Marszałkowska z wyznaczonymi pasami jest łatwiejsza:)
    • grecz Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 13.04.15, 22:05
      Jakbym czytała o sobie...
    • dar61 Jazda po dłuższej przerwie 14.04.15, 00:44
      W terenie - czy na osiedlu/ w małym mieście - to niewiele daje. Wyzwaniem jest ruch drogowy w najgorętszy czas ścisku - tam decyduje naprawdę ułamek sekundy.
      Dalej - wdrożenie się do nowych zasad ruchu [ronda etc.], w nowych przepisach. Nawet zanalizowanie różnic w stosunku do rowerzystów na drogach.
      Mnie swego czasu, jeszcze na studiach, pomogło przesiądnięcie się na ... rower - i jazda po głębokiej wodzie, w gąszczu spalin, z wczuwaniem się w rolę kierowcy. W mieście półmilionowym wówczas. Bo szkoliłem się w minimetropolii. tamze egzamin zdając.
      Dziś to nieco trudniejsze, w metropoliach przybyło / ubyło miejsc dla rowerów.
      Kwestia parkowania i wyczucia odległości to w zasadzie przyzwyczajenie się do danego pojazdu. W nim trzeba będzie, oczywiście, poznać nieco tajników techniki.
      Jeśli już, podpowiadałbym - bo to rzadka umiejętność - wzięcie kilku godzin lekcji jazdy w poślizgu [trening w specjalnych pojazdach ze zdemontowanymi kołami, w których miejscu są specjalne rotory, wózki]. Jazda jest w miejscach wtedy szerszych, lotniskopodobnych.
      Warto wziąć nieco doszkoleń w jeździe nocnej, szczególnie o zmierzchu [kurza ślepota częsta u zaokularzonych]. Bywa, że w ten czas mamy trudności z oceną właśnie odległości, znaków, wręcz z widzeniem.

      A sam przestrach też się przyda. W innej postaci: „zasada ograniczonego zaufania"
      Powodzenia!
      • katriel Re: Jazda po dłuższej przerwie 14.04.15, 03:11
        Nie znam się, to się wypowiem.
        A serio: ja też mam tak, że długo nie jeździłam, po czym uznałam, że najwyższa pora coś zrobić, więc wzięłam kilka lekcji i spróbowałam jeździć. Mój problem jest taki, że nie mam motywacji: nie mamy drugiego auta, więc i tak nie mam czym jeździć; mąż jeździ do pracy przez pół miasta, podczas gdy ja łażę z dzieckiem po osiedlu; a upieranie się na siłę "dziś ja jadę, bo muszę ćwiczyć" jakoś mi nie wychodzi. W efekcie zapewne zaraz znów zapomnę.
        W każdym razie jakieś doświadczenia mam, to napiszę co myślę.

        > W terenie - czy na osiedlu/ w małym mieście - to niewiele daje.

        Jeśli dziewczyna panikuje nawet przed jazdą po osiedlu, to może niech jednak nabierze trochę pewności siebie, zanim wskoczy w ruch miejski? Przecież nikt nie mówi o ograniczeniu się na stałe. (Ewentualnie w wersji: z mężem trenujemy jazdę po opłotkach, z instruktorem walimy do centrum - bo tam faktycznie decyduje ułamek sekundy i pomyłka bez zabezpieczenia w postaci dodatkowego kompletu pedałów grozi konsekwencjami.) Nie mówiąc już o tym, że poza miastem to się jeździ szybciej, co też może być barierą psychiczną.

        > Dalej - wdrożenie się do nowych zasad ruchu [ronda etc.], w nowych przepisach.

        Tak. Z tym, że jeśli się regularnie jeździ jako pasażer - a to zdaje się jest ten przypadek - to do pewnego stopnia można mieć przepisy przyswojone. Nie wiem jak wątkodawczyni, ale ja w roli pasażera jeżdżę aktywnie: rozglądam się, czytam znaki i drogowskazy, zwracam uwagę na samochody którym musimy ustąpić pierwszeństwa, no ogólnie wiem co się dzieje na drodze (i czasem podpowiadam). Nie mówiąc już o tym, że pilotuję - co w moim wydaniu oznacza też uwagi typu: "na następnym skrzyżowaniu będziesz skręcał w lewo, lepiej zmień pas wcześniej bo tu straszny tłok". Oczywiście nie widzę wszystkiego tak jak kierowca powinien, zwłaszcza że nie mam lusterek więc to co z tyłu często mi umyka, ale jednak nie jeżdżę jak worek kartofli i zmianę zasad ruchu na rondach zauważyłam.

        > Kwestia parkowania i wyczucia odległości to w zasadzie przyzwyczajenie się do d
        > anego pojazdu.

        Dokładnie tak. (W szczególności: spędzanie wykupionych jazd z instruktorem na placu manewrowym jest stratą czasu i pieniędzy.)

        > Jeśli już, podpowiadałbym - bo to rzadka umiejętność - wzięcie kilku godzin lek
        > cji jazdy w poślizgu

        Tu nie mam zdania, bo nie przerabiałam. Myślisz, że to jest coś, co każdy kierowca powinien? (Jeśli tak, to dlaczego?) Bo my tu chyba rozmawiamy o programie minimum, ewentualne lekcje zaawansowane zostawiając na lepsze czasy.

        > Warto wziąć nieco doszkoleń w jeździe nocnej,

        A tu już zdecydowanie powiedziałabym: zależy. Sam piszesz "bywa, że mamy trudności" - niektórym ciemność przeszkadza bardziej, innym mniej. Ja na przykład mam akurat dobry wzrok i nie robi mi specjalnie różnicy, czy jadę w słoneczny dzień, o zmierzchu, czy w środku nocy przez miasto oświetlone latarniami. Jazda w kompletnej ciemności (przez las, pochmurna noc, reflektory mojego auta jako jedyne źródło światła) już mi trochę przeszkadza, ale w takich warunkach to jeździmy raz na 10 lat, nie wiem czy to usprawiedliwia branie w tej sprawie specjalnych doszkoleń. Choć oczywiście znowu: zależy, niektórzy pewnie regularnie jeżdżą nocą przez las.
        • mela1 Re: Jazda po dłuższej przerwie 14.04.15, 08:30
          Jestem aktywnym pasażerem, jeszcze zanim się nauczyłam jeździć, wciskałam niewidoczny hamulec.
          O co chodzi z rondami? bo zastanawiam się, o jaką zmianę zasad chodzi?
          • dar61 Jazda po i przed 27.04.15, 20:22
            {Mela1}:
            ... O co chodzi z rondami? bo zastanawiam się, o jaką zmianę zasad chodzi ...
            To temat na dłuższą ... kłótnię.
            Na rondach mamy wiele spornych sytuacji, szczególnie przy zmianie pasa drogowego. Pamiętam w swej lokalnej prasie dłuższy cykl wymiany zdań między specjalistami, w tym policjantami różnego szczebla, w których oni sami się ze sobą spierali w interpretacji danych zasad jazdy po rondach. Nadal znajomość prawidłowych tam zachowań nie jest powszechna.

            Ogólniej mówiąc - w mej poradzie chodziło mi o zwykłe porównanie starszych, nam znanych jako ostatnie, zasad ruchu drogowego z tymi najaktualniejszymi. Nawet zwykłe porównanie aktualnych i ... nieaktualnych kodeksów drogowych. Ale tam nie ma wszystkich rozporządzeń. Czasem zmiana jest typu „podpunkty x.y. zmienione" - i człek sie głowi, jakie one dotąd były, bo pewniem je sobie wkodował[a].
            Np. taka znajomość zasady, kiedy już, a kiedy jeszcze nie należy montować na nadkola chlapacze, nie jest dostępna łatwo [jest specjalny wzór zależny od ...]. Widać potem na drogach takie pojazdy, za którymi jazda po mokrej szosie to męka.
            Z ciekawszych nowych zmian to te, jakie zafundowano rowerzystom, samochodziarzom w danej sytuacji każąc im ustępować w ruchu drogowym. Zwykle samochodziarze te nowostki pomijają i zbywają, bo to przecież nie dla nich...
            Temat rzeka.
            • violent_green Re: Jazda po i przed 28.04.15, 09:52
              Dużo słów, mało treści. Gdzie są te konkretne przykłady zmian w przepisach w jeździe na rondzie???
              • dar61 szczegół a ogół 28.04.15, 20:34
                {violent_green}:
                ... Dużo słów, mało treści ...
                Miłe.
                Nie pisałem, że to problem na dłuższą kłótnię? Ale beze mnie. Jedne tu mnie łajają, że przecież o minimum mowa, inne, że za skrótowo. Miło się tu dyskutuje...

                ... Gdzie są te konkretne przykłady zmian w przepisach w jeździe na rondzie ...
                Są rozrzucone w kilku miejscach Kodeksu, trzeba je zgrywać w jedno przy interpretacji danego manewru na rondzie - np. zmianie pasa ruchu - a o tym spierają się nawet specjaliści. Trudno by mi było tę wspomnianą przeze mnie - bo sprzed lat - prasową polemikę przytaczać w szczegółach. Trwała ona przez dłuższy czas.
              • magdalaena1977 Re: Jazda po i przed 28.04.15, 20:41
                Mam prawko od 1999 r., samochód od 2001 r. i cały czas jeżdżę po rondach tak samo. W ogóle nie pamiętam żadnych istotnych zmian przepisów drogowych, może poza zmianami dopuszczalnych prędkości.
                • dar61 Jazda po i przed łubudu 29.04.15, 18:39
                  Czułem, że się skończy uściślaniem i dociekaniem...
                  Powtórzę - moim, i nie tylko chyba moim zdaniem, warta jest uwagi np. jazda w rondach, bo kierowcy i ich manewry oceniacze nieco się spierają (i „stłuczkują").
                  Co się tu zmieniło? Interpretacja przepisów.
                  ?
                  Ad zmiana pasa ruchu:
                  - ... pierwszeństwo przy jeździe po rondzie ma pojazd poruszający się po danym pasie...
                  [np.] kontra:
                  - ... przy zmianie pasa ruchu w jeździe po rondzie zastosowanie ma „zasada prawej strony" ...
                  [bździąąg-krrrt!]
                  • magdalaena1977 Re: Jazda po i przed łubudu 29.04.15, 21:52
                    @dar61 - nie jestem pewna, co masz na myśli stosując te nawiasy i kursywy, ale ja nadal nie wiem o jakich zmianach PRZEPISÓW mowa.
                    Po rondach jeżdżę patrząc na światła, znaki drogowe i paski na jezdni.
                    • dar61 Re: Jazda po i przed łubudu 01.05.15, 23:48
                      {Magdalaena1977}:
                      ... nadal nie wiem, o jakich zmianach przepisów mowa ...

                      Kładłem nacisk w rondowej sprawie nie tyle na zmiany w przepisach, lecz na ich interpetacje. Podpowiadałem, że to wg mnie drogowa bolączka dzisiejszych czasów.

                      ... nie jestem pewna, co masz na myśli, stosując te nawiasy i kursywy ...

                      Nie wiem, czy takie odchodzenie od tematu pozytywnie oceni Gospodyni wątku.
                      Nie do końca rozumiem, o które moje zapisy też samej {M.} chodzi. Nawias tu obok to moja forma szacunku do pseudonimów Waszych, na wzór kartusza.
                      A kursywy są podpatrzonym przeze mnie sposobem na cytat. Stosowany - przez tutejszą redakcję [algorytm] - system cytatów jest nie do końca praktyczny. A ewentualny w cytatach począteczny niepolski cudzysłów - forsowany przez tutejszą redakcję - sekuję, degraduję ku koszowi i deklasuję.
                      ;-)
                      [...]
        • dar61 po dłuższej przerwie 27.04.15, 20:49
          {Katriel}:
          „... Nie znam się, to się wypowiem ..."
          Miłe.

          „... Z tym że, jeśli się regularnie jeździ jako pasażer ..."
          Na słowie 'jeśli' mało kto się oprze w wydaniu wyroku sądowego.

          [jazda w poślizgu] „... to jest coś, co każdy kierowca powinien? (Jeśli tak, to dlaczego?) Bo my tu chyba rozmawiamy o programie minimum ..."
          Miałem znajomą. Wystarczyło dla niej, by na drodze pojawiała się namiastka lodu i lekki śnieżek, a już nie miała nawet chęci jechać po tym do pracy.
          Umiejętność takiej jazdy w warunkach świeżej zimy w klimacie niektórych krajów jest wymagalna, i w PL powinna być wymagana. Zimowe opony są przereklamowane w swej omnipotencji.

          Są do ćwiczeń jazdy w poślizgu nawet dwa typy trenażerów - dla pojazdów z napędem na tylną lub przednią oś pojazdu - inaczej się w obu typach wychodzi z samochodowego poślizgu.

          W mej poradzie nie chodziło tylko o minimum, a o bolączki codziennego dnia - i nocy - w jeździe samochodem. Jakie mi się skojarzyły wtedy.
          Mile się w tym zakątku dyskutuje.

          Przepraszam za poślizg ... czasowy w replikach.
          Dar61
    • turzyca Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 09:13
      Sama idea jazd doszkalajacych jest bardzo sensowna, ja bym tylko dorzucila zastrzezenie, ze warto do nich starannie wybrac instruktora - ja mialam fajna szkole, ale bralam tuz przed egzaminem jazde w jakiejkolwiek szkole tuz pod WORDem, bo chcialam sie w dniu egzaminu troche rozgrzac (w efekcie przyjechalam elka na egzamin, bardzo dobry pomysl), i pod koniec wykupionego czasu chcialam panu instruktorowi napluc na buty, bo jego talenta pedagogiczne zmierzaly szybko w kierunku Rowu Marianskiego. Na szczescie ja od niego potrzebowalam tylko wozu, wiec gadanie staralam sie zignorowac, ale mysle, ze po jego jazdach nie mialabym tego wewnetrznego spokoju, ktora dali mi moi instruktorzy.
      Z moimi instuktorami odswiezala prawo jazdy znajoma, ktora przez 25 lat nie jezdzila samochodem w ogole, a dostala warunkowy awans (obowiazki wiaza sie z przemieszczaniem po miescie, albo zacznie jezdzic albo przepadlo), i okazalo sie, ze z dobrym wsparciem mozna uwierzyc we wlasne sily i zaczac sie rozkoszowac tym, co nas do tej pory przerazalo. Jezdzi teraz od 5 lat i zastanawia sie, co ja przez poprzednich 25 lat powstrzymywalo. Bo ona nawet miala samochod sluzbowy... :D





      PS Dla wszystkich innych: nigdy przenigdy nie probujcie jezdzic z ojcem lub mezem. To zazwyczaj konczy sie wielka klotnia, niemoznoscia uzywania samochodu i podkopaniem wiary we wlasne sily. Oczywiscie zdarzaja sie wyjatki, ale jesli macie ten wyjatek, to wiecie, ze go macie. Testowo wyobrazcie sobie, co sie stanie, jesli samochod zgasnie Wam na najwiekszym skrzyzowaniu w miescie, blokujac wszystkim przejazd. Jesli nie jestescie granitowo pewne, ze bedzie to powiedziane spokojnym tonem "nie przejmuj sie, kazdemu sie zdarza, wcisnij teraz sprzeglo", to w ogole pod zadnym pozorem nie zastanawiajcie sie nad wspolnym jezdzeniem.
      • mela1 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 09:25
        turzyca napisała:

        > Sama idea jazd doszkalajacych jest bardzo sensowna, ja bym tylko dorzucila zast
        > rzezenie, ze warto do nich starannie wybrac instruktora

        Zrobiłam risercz, mam nadzieję, że na internetowych opiniach można polegać:)

        > PS Dla wszystkich innych: nigdy przenigdy nie probujcie jezdzic z ojcem lub mez
        > em.

        Ojciec to tragedia. Nie wiem, co by było teraz, ale jak byłam nastolatką, to cała jazda skończyła się właśnie trzaśnięciem drzwiami. on krzyknął, ja trzasnęłam, więcej nie wsiadłam. Za to ojciec mojej koleżanki, która nawet ciężarówką pojedzie, jak ucząc się z nim rozbiła samochód, dopytał tylko, czy nic się jej nie stało, powiedział, że się zdarza i ma się uczyć dalej.
        obecnego faceta trochę się boję sprawdzać w tych okolicznościach, bo on ma świra na punkcie samochodów. A że to jedyna wada, jaką zauwazyłam, to boję się odkryć kolejną:)
        • kk345 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 14:20
          > obecnego faceta trochę się boję sprawdzać w tych okolicznościach, bo on ma świr
          > a na punkcie samochodów. A że to jedyna wada, jaką zauwazyłam, to boję się odkr
          > yć kolejną:)

          To sobie go daruj w roli doszkalacza- będziesz tak zestresowana, ze prowadzisz jego ukochany samochód, ryzykując zadrapanie lakieru, ze się w sobie totalnie zamkniesz:D
      • mankencja Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 10:07
        Mój ojciec w sferze werbalnej zachowywał kamienny spokój i anielską łagodność, ale zdarzało mu się nagle zacząć wyrywać mi kierownicę (a ja wtedy odruchowo szarpałam w drugą stronę). Z matką jeszcze gorzej, jadę spokojnie, a ona nagle "Czerwone, uważaj!!!", po czym okazywało się, że to czerwone, to ona widzi na następnym skrzyżowaniu.

        Teraz nie jeżdżę i nie mam na to najmniejszej ochoty.
      • miss-alchemist Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 18:15
        > PS Dla wszystkich innych: nigdy przenigdy nie probujcie jezdzic z ojcem lub mez
        > em. To zazwyczaj konczy sie wielka klotnia, niemoznoscia uzywania samochodu i p
        > odkopaniem wiary we wlasne sily. Oczywiscie zdarzaja sie wyjatki, ale jesli mac
        > ie ten wyjatek, to wiecie, ze go macie. Testowo wyobrazcie sobie, co sie stanie
        > , jesli samochod zgasnie Wam na najwiekszym skrzyzowaniu w miescie, blokujac ws
        > zystkim przejazd. Jesli nie jestescie granitowo pewne, ze bedzie to powiedziane
        > spokojnym tonem "nie przejmuj sie, kazdemu sie zdarza, wcisnij teraz sprzeglo"
        > , to w ogole pod zadnym pozorem nie zastanawiajcie sie nad wspolnym jezdzeniem.

        Ja akurat dobrze wspominam jazdę z moim tatą na samym początku mojej kariery kierowcy ;). Sam wcisnął mi kluczyki i kazał się wozić, ciesząc się niezmiernie, że po 20 latach przestał być jedynym kierowcą w rodzinie. Tłumaczył mi też wszystkie dziwne zwyczaje swojego auta.

        Natomiast wszystkim doświadczonym kierowcom, których wożę, a co do których obawiam się, że będą mi dogadywać, na samym początku jazdy mówię, że kto ma kluczyki, ten ma władzę, a kto gada, ten wysiada. Tata zaprzestał jakichkolwiek prób komentowania po tym, jak po paru docinkach po prostu zatrzymałam się, włączyłam awaryjne i kazałam mu wysiadać. Polecam ten sposób na każdego dogadywacza, który utrudnia jazdę zamiast pomagać (oczywiście w granicach rozsądku, nie na autostradzie czy podczas ruszania ze skrzyżowania ;)).
        • turzyca Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 09:35
          > Ja akurat dobrze wspominam jazdę z moim tatą

          Ja tez, ale tez wiedzialam, ze jak sie bedzie dzialo cos nie tak, to najpierw uslysze instrukcje, jak sie z problemow wykaraskac (jeslibym przypadkiem zglupiala i zapomniala, gdzie jest sprzeglo), a dopiero potem ewentualnie omowimy, skad sie wzial blad. Trafilam juz na instruktorow jazdy obdarzonych mniejsza cierpliwoscia.
          I w calej duzej grupie osob, z ktorymi jezdzilam, to byl rzeczywiscie wyjatek, wiekszosc ludzi czujac zagrozenie, reaguje dosc agresywnie i malo konstruktywnie. A ci, ktorzy sa wylacznymi kierowcami, maja jeszcze inne widzenie drogi - sa tak przyzwyczajeni do widoku z lewego miejsca, ze gdy siedza na prawym, caly czas maja wrazenie, ze samochod jest za bardzo na prawo, wiec dosc czesto czuja sie zagrozeni.


          Polecam ten sposób na każdego dogadywacza, któr
          > y utrudnia jazdę zamiast pomagać

          O ile nie strzeli focha, ze w takim razie nie bedzie w ogole uzyczal samochodu.
        • nelamela Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 17.04.15, 17:59
          > PS Dla wszystkich innych: nigdy przenigdy nie probujcie jezdzic z ojcem lub mez
          > em. To zazwyczaj konczy sie wielka klotnia, niemoznoscia uzywania samochodu i p
          > odkopaniem wiary we wlasne sily. Oczywiscie zdarzaja sie wyjatki, ale jesli mac
          > ie ten wyjatek, to wiecie, ze go macie. Testowo wyobrazcie sobie, co sie stanie


          100/100.
          Pamiętam jazdy z moim tatą,kiedy zrobiłam prawko.Miałam 18 lat,no ale nie miałam samochodu.Masakra.
          Po dwóch latach kupiłam swój pierwszy własny samochód no i wybrałam się z nim na przejażdżkę po mieście.On wrócił piechotą ;).Pozdrawiam.

          > , jesli samochod zgasnie Wam na najwiekszym skrzyzowaniu w miescie, blokujac ws
          > zystkim przejazd. Jesli nie jestescie granitowo pewne, ze bedzie to powiedziane
          > spokojnym tonem "nie przejmuj sie, kazdemu sie zdarza, wcisnij teraz sprzeglo"
          > , to w ogole pod zadnym pozorem nie zastanawiajcie sie nad wspolnym jezdzeniem.
      • kotwtrampkach Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 17.04.15, 18:39
        turzyca napisała:

        > PS Dla wszystkich innych: nigdy przenigdy nie probujcie jezdzic z ojcem lub mez
        > em. To zazwyczaj konczy sie wielka klotnia, niemoznoscia uzywania samochodu i p
        > odkopaniem wiary we wlasne sily

        z mężem się strasznie kłóciliśmy, ojciec jest aniołem ale jego pomoc dobrze wspominam tylko na placu manewrowym, podobnie jak z kolegą. Główny problem? Jak zaczynają doradzać przestaję sama słuchać, widzieć, myśleć. a to nie pomaga w jeżdżeniu :)
    • kasica_k Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 12:54
      Dla mnie najgorszym problemem z jazdą samochodem była konieczność zdania egzaminu. Potem człowiek się uczy jeżdżąc samodzielnie i to jest najważniejszy kawałek nauki, tak naprawdę. Uważam, że każdy, no prawie każdy, jest w stanie opanować jazdę samochodem, jednym to idzie szybciej, innym wolniej, ale jest to wyłącznie kwestia ćwiczeń, ćwiczeń i ćwiczeń, nie jakichś mitycznych nie wiadomo jakich predyspozycji. Więc jeździć, najpierw można sobie co nieco przypomnieć z instruktorem albo niehisteryzującym mężem, ale potem jak najszybciej zacząć samodzielnie, żeby nikt wam nie mówił co chwila, co macie robić. Cisza, skupienie i podejmowanie własnych decyzji na drodze. Dacie radę. I samodzielna jazda daje najwięcej satysfakcji.
    • kaga9 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 18:02
      mela1 napisała:

      Mam prawo jazdy od (...) lat - niemal nie używ
      > ane. Kilka kilometrów po kursie, a później nic. Teraz mam samochód (...). Chciałabym umieć, ale boję się, że znowu mi nie będz
      > ie szło i rzucę. Kierowca w domu jest, do pracy nie będę jeździła, bo to bez se
      > nsu (...)
      > Patrzę, ile jeździ samochodów i myślę sobie, że chyba nie jestem głupsza od tyc
      > h wszytskich ludzi, ale jak się przekonać, że mogę to opanować, skoro mam tak z
      > łe doświadczenia i strasznie się boję.

      Jakbym to sama pisała:D Prawko od 11 lat, praca 15 minut piechotą, więc jeżdżenie bez sensu (choć czasem dobrze by było, bo niosę ciężkie rzeczy), ale już fitness, lekarze...przydałoby się. Samochód stoi, staruszek, poobijać nie żal...
    • sbarazzina Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 14.04.15, 22:00
      Ja tylko dopiszę, bo chyba nikt nie wspominał (ale to może oczywiste), że te lekcje z instruktorem możesz mieć w swoim własnym samochodzie.
      • magdalaena1977 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 06:29
        sbarazzina napisała:

        > Ja tylko dopiszę, bo chyba nikt nie wspominał (ale to może oczywiste), że te le
        > kcje z instruktorem możesz mieć w swoim własnym samochodzie.

        To byłby super pomysł!

        Mam prawo jazdy od 16 lat (i jeżdżę), ale jazda nieznanym samochodem jest dla mnie w pierwszej chwili stresująca - inne zmiany biegów, inne wyczucie gazu, inny kształt na parkingu.
      • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 11:51
        W Danii nie spotkalam sie z takim systemem, wiec to chyba zaleze gdzie i jak bardzo instruktor Cie zna. IMO nikt o zdrowych zmyslach nie wsiadzie do samochodu bez dodatkowych pedalow z zupelnym zoltodziobem.
        • yaga7 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 12:09
          Taka opcja jest możliwa tylko w przypadku jazd doszkalających z osobą, która ma prawo jazdy, więc żółtodziobem nie jest, tylko normalnym uczestnikiem ruchu drogowego - jak będzie wypadek, to przecież normalnie ponosi konsekwencje.
          Jak ja się doszkalałam, nie jeździłam z Lką u góry, tylko normalnie bez.
          • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 12:16
            yaga7 napisała:

            > Taka opcja jest możliwa tylko w przypadku jazd doszkalających z osobą, która ma
            > prawo jazdy, więc żółtodziobem nie jest, tylko normalnym uczestnikiem ruchu dr
            > ogowego - jak będzie wypadek, to przecież normalnie ponosi konsekwencje.
            > Jak ja się doszkalałam, nie jeździłam z Lką u góry, tylko normalnie bez.

            OK, w Danii sie z tym nie spotkalam. Jak mowie, jestem cykor, wiec wlasnie ze wzgledu na te dodatkowe pedaly zdecydowalam sie na jazdy doszkalajace z instruktorem.
            • sylwiastka Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 12:29
              Skoro twoj samochod to automat i to nim bedziesz jezdzic na co dzien, to nie doszkalaj sie na manualnej skrzyni. Jezdzij swoim samochodem. Tak jak napisala Yaga, masz prawo jazdy i uprawnienia aby kierowac pojazdem innym niz L :)
              • mela1 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 13:06
                Jak poznam instruktora, przejadę się z nim kawalek i uzna, że może ze mna pojechać bez dodatkowego hamulca, to chcę to zaproponowac. Odpadnie mi sprzęgło, przyzwyczaję się do automatu i do rozmiarów auta (szkoleniowe mniejsze).
              • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 16:46
                sylwiastka napisała:

                > Skoro twoj samochod to automat i to nim bedziesz jezdzic na co dzien, to nie do
                > szkalaj sie na manualnej skrzyni. Jezdzij swoim samochodem. Tak jak napisala Ya
                > ga, masz prawo jazdy i uprawnienia aby kierowac pojazdem innym niz L :)

                Ale nie mam pewnosci siebie, by wyjechac na droge i dlatego chce pojezdzic z instruktorem. Mam wozic dwojke dzieci, musze byc pewna, ze nie zrobie babola na srodku drogi.
                • sylwiastka Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 17:03
                  To moze popros o samochod doszkalajacy z automatem. Nie masz pewnosci teraz to rozumiem, ale z takim podejsciem wcale nie nabierzesz pewnosci do jazdy swoim samochodem i bez instruktora. Taryfa ulgowa na poczatek jest OK, ale ta manalna skrzynia jest niepotrzebnym zawracaniem glowy :)
                • turzyca Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 16.04.15, 08:53
                  > Ale nie mam pewnosci siebie, by wyjechac na droge i dlatego chce pojezdzic z in
                  > struktorem. Mam wozic dwojke dzieci, musze byc pewna, ze nie zrobie babola na s
                  > rodku drogi.

                  Ja wlasnie dlatego wzielabym choc czesc lekcji we wlasnym samochodzie. Nawet jesli cudownym zbiegiem okolicznosci jezdzisz identycznym modelem samochodu, to jednak poszczegolne egzemplarze sie miedzy soba tez roznia. A modele czy marki to juz w ogole, maja inny promien skretu, inne martwe pole widzenia (nie tylko lusterka, ale i slupki), inne rozmiary, inna zrywnosc. I inna odpornosc na wiatr... Ja przez pewien czas jezdzilam na zmiane toyota yaris i oplem vectra kombi i w sumie jedyne, co sie powtarzalo, to uklad pedalow. Przesiadanie sie bylo dosc stresujace.
                  A podczas jazd we wlasnym samochodzie instruktor nadal Cie szkoli, zwraca uwage na bledy, poprawia technike jazdy, jedyne czego nie moze za Ciebie zrobic to zahamowac/wcisnac sprzegla. Ale jak bedziesz wozila dzieci, to tez nikt za Ciebie hamulca nie wcisnie.
                  • zawsze_zielona Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 16.04.15, 09:56
                    Jak na razie mialam tylko jedna 1.5 h lekcje, wiec to dopiero poczatek. To na czym mi zalezy, to nabranie pewnosci siebie w samochodzie. Mam tez nadzieje uslyszec od instruktora "nie mam obaw spotkac sie z Toba na drodze";)
                    Poza tym jezdze troche naszym samochodem z chlopem obok. Akurat mam to szczescie, ze chlop jest cierpliwy i sie nie denerwuje. Poza tym samochod wspolny, wiec ewentualne naprawy karoserii i lakieru tez pojda ze wspolnego konta;)
            • yaga7 Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 12:31
              W Polsce możesz się doszkalać z instruktorem na własnym aucie i na aucie instruktora, jak sobie człowiek chce.
        • sbarazzina Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 15.04.15, 22:30
          zawsze_zielona napisała:

          > W Danii nie spotkalam sie z takim systemem, wiec to chyba zaleze gdzie i jak ba
          > rdzo instruktor Cie zna. IMO nikt o zdrowych zmyslach nie wsiadzie do samochodu
          > bez dodatkowych pedalow z zupelnym zoltodziobem.

          Przecież można wziąć 2 lekcje w samochodzie szkoleniowym i kolejne we własnym. Albo co tam komu pasuje.

          Poza tym ktoś temu żółtodziobowy prawo jazdy dał i żółtodziób jakby miał fantazje mógłby całkiem legalnie sam pojechać na miasto.
    • kotwtrampkach Re: NJauka jazdy samochodem na serio :) 17.04.15, 19:06
      zaczęłam jeździś po ok 10 latach od zdania egzaminu ( w ubiegłym roku :) )
      Próbowałam wczesniej, zazwyczaj z kimś obok i dziś myślę, ze było to zupełnie bez sensu, niepotrzebny stres i narażanie sie na głupie komentarze, a i tak nie pomagało samej myśleć.
      Zaczęłam jeździć, bo nagle zrobiło mi się "muszę". i niejeden raz miałam ochotę zostawic auto na środku drogi i wrócić na piechotę :) Ale było warto, dziś to lubię. tylko pupa rośnie :)

      Opiszę mój sposób, może nadaje się do wykorzystania :)
      Miałam problem z odległością i wyczuciem "wielkości samochodu" (jak ja się tu zmieszczę) i opanowaniem wszystkich koniecznych ruchów jednocześnie (kierunkowskaz, pedały, lewarek, lusterko, widzieć znaki, widzieć innych kierowców).
      Nie brałam dodatkowych lekcji. Wyszło mi tak, że po prostu muszę "poczuć" samochód, jego wielkośc, przyzwyczaić się gdzie/co/jak się włącza, a w tym instruktor mi nie pomoże, tylko praktyka. Najbardziej żałowałam, ze nie mieszkam w jakiejś małej wiosce, gdzie są dwa auta na krzyż :)
      Przepisy sobie przypomniałam i poświęciłam kilka lub kilkanaście nocy na przejażdżki po mieście. To mi dało bardzo dużo, wracałam do tego potem jeszcze, jak sie okazywało, ze mam problem z jakims skrzyżowaniem w dzień - na pustym można było pojeździc w kółko, przećwiczyć różne manewry , sprawdzić czas, odległość.
      Potem układałam trasę jazdy "dziennej" zanim wsiadłam do auta - np. jak dojechać w miejsce "X" nie skręcając w lewo :):)
      Długo nie ruszałam samochodu w godzinach szczytu, kiedy wszyscy się spieszą i są nerwowi.

      Ale najważniejsze było to ułożenie sobie w swojej głowie, że drobna stłuczka nie zagraża życiu, a inni kierowcy wcale nie chcą rozbijać swoich samochodów.
      Zdarzyło mi się zrobić coś głupiego (ciągle mi się zdarza..), Zajechac komuś drogę, o czymś nie pomyśleć, ruszac z trójki i tym samym blokowac ruch na dłuższą lub krótszą chwilę.. Nauczyłam sie patrzeć kierowcom w oczy, uśmiechać, przepraszać , dziękować - to bardzo pomaga :)
      Wierzcie mi, ja dziś też nie mam ochoty rozbijać mojego auta i spędzać kolejnych dni w warsztatach, jak ktoś mi zajeżdza drogę, to zwyczajnie hamuję. inni trąbią albo patrzą z politowaniem. Da się przeżyć :):)
    • mela1 Niefajnie było 04.05.15, 08:59
      Poszłam do pana, którego chyba cały internet wychwalal i nie zagrało. Tłumaczenie wszystkich kontrolek, ustawienia fotela, lusterek - chyba godzina. Ruszanie i zatrzymywanie na placu. Z pół godziny tłumaczenia biegów, kiedy, jak zmieniac redukowac. Ruszanie pod górkę. Niestety, nie mam motywacji do uczenia się biegów, skoro mam samochód z automatem. Przyjmuję argument, że mając prawo jazdy warto umiec pojechać normalnym samochodem, ale teraz chciałabym się nauczyć gdzieś pojechać. skupić się na drodze, a nie na biegu. W końcu z jakiegoś powodu ten samochód ma taką, a nie inną skrzynię biegów
      Poszukam szkoły, która uczy na automatach albo na własnym samochodzie. Uczyc się zmainy biegów mogę tez jak będe już się czuła pewniej na ulicy. Takie moje podejście, może sie nie podobać, ale inaczej stracę ochotę.
      W dodatku pan sława internetowa powiedzial kilka rzeczy, z którymi ja się absolutnie nie zgadzam i sam powiedział, że są niezgodne z przepisami, ale tak mam robić.
      • anna-pia Re: Niefajnie było 04.05.15, 18:14
        mela1 napisała:

        > Poszłam do pana, którego chyba cały internet wychwalal i nie zagrało. Tłumaczen
        > ie wszystkich kontrolek, ustawienia fotela, lusterek - chyba godzina. Ruszanie
        > i zatrzymywanie na placu. Z pół godziny tłumaczenia biegów, kiedy, jak zmieniac
        > redukowac. Ruszanie pod górkę.

        Objawy naciągacza, moim zdaniem.

        > Niestety, nie mam motywacji do uczenia się bieg
        > ów, skoro mam samochód z automatem. Przyjmuję argument, że mając prawo jazdy wa
        > rto umiec pojechać normalnym samochodem,

        E tam. Moje autko ma manualną, a mnie wmawiano, że koniecznie musze nauczyć się jeździć na automacie. Nauczyłam się przy okazji, trwało to jakieś 2 minuty ;)
        Jeśli prawko robiłaś na manualnej, to tego się nie zapomina, bez przesady.

        > ale teraz chciałabym się nauczyć gdzie
        > ś pojechać. skupić się na drodze, a nie na biegu. W końcu z jakiegoś powodu ten
        > samochód ma taką, a nie inną skrzynię biegów
        > Poszukam szkoły, która uczy na automatach albo na własnym samochodzie.

        Popieram. Nie zmieniasz samochodu co 2 miesiące i nie jeździsz codziennie innym, każdego samochodu człowiek się uczy od początku. Jeżdżę od ponad 10 lat, mam trzeci samochód i nie ma bata, za każdym razem trzeba się przyzwyczaić. Nie ma sensu uczyć się zupełnie innego samochodu, jeżeli masz swój konkretny model.

        /ciach/
        > W dodatku pan sława internetowa powiedzial kilka rzeczy, z którymi ja się absol
        > utnie nie zgadzam i sam powiedział, że są niezgodne z przepisami, ale tak mam r
        > obić.

        Uciekaj od faceta.
    • indigo-rose Re: NJauka jazdy samochodem po długiej przerwie 04.06.15, 09:06
      Ja się dopiszę, bo też właśnie zaczynam jeździć po przerwie 5-6-letniej. Powód - bo trafiła mi się super okazja zakupu auta (od dziadka, bardzo zadbane i z naprawdę małym przebiegiem) i chętnie zamieniliśmy na nie starą hondę Lubego, która w USA mogłaby już pić alkohol.
      Hondą próbowałam się przejechać raz, ale poszło mi średnio, bo w ogóle jej nie czułam przy ruszaniu pod górkę, i przez to trochę zniechęciłam się do próbowania od razu na mieście.
      Własnym autem jednak wypada umieć jeździć, więc jeździmy - raz zaczęłam od parkingu i bardzo bocznych uliczek, po czym przejechałam się przez mało ruchliwe osiedle, a za drugim razem już przejechałam normalnie przez miasto, zaliczając spokojnie kilka rond, i tylko jeden moment był trochę paniczny - nie wiedziałam, czy to auto na prawym pasie aby na pewno mnie wpuszcza ;)
      Nie zgodzę się, że z chłopem nie ma jeżdżenia - mój twierdzi, że jeżdżę nieźle, a ja po prostu jeszcze potrzebuję jego spokojnego "wrzuć sobie trójkę, jedziesz, masz wolne" potwierdzającego moje zamiary :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka