Dodaj do ulubionych

A dzieci???

    • olusimama Re: A dzieci??? 15.11.08, 18:15
      Posiadam sztukę jedną, płci żeńskiej, lat siedem za tydzień. (a tu prezent:
      fotoforum.gazeta.pl/5,2,olusimama.html )

      Jestem mamą, ale nie fanatyczką, w pełni rozumiem, że można dzieci nie mieć, nie
      chcieć i wcale nie uważam, że każdemu się po porodzie odmienia. Ja się jakoś
      przesadnie nie zmieniłam po urodzeniu Oli, nie zrobiłam się milsza ani nic
      takiego ;-)
      Kiedyś myślałam, że będę mieć dwójkę, a teraz to już coraz trudniej się
      zdecydować. Ola jest samodzielna, ja przekroczyłam magiczną granicę, za którą
      już się kobiety straszy różnymi paskudztwami, chorobami, genetyką itd, chwilowo
      z mężem żyjemy na odległość no i jakoś niespecjalnie jest teraz pora i miejsce
      na drugie dziecko. I bardzo prawdopodobne, że Olusia pozostanie jedynaczką i
      nie, wcale nie uważam, że jej tym jakąś straszną krzywdę robię. Ja mam brata
      młodszego o 9 lat, mąż siostrę o 7 starszą - żadne z nas nie ma więzi z
      rodzeństwem i jesteśmy bardziej jak jedynacy. Więc i Oli nie uszczęśliwi teraz
      pieluszkowiec a w nastolactwie upierdliwiec rysujący czołgi na zeszycie. Czy tam
      królewny. I myszkujący w jej rzeczach w poszukiwaniu pamiętnika ;-)
      • wielebnna Re: A dzieci??? 16.11.08, 11:53
        lepiej nie mieć jak się nie chce niż męczyć się z tym, że się ma
    • iwonkan Re: A dzieci??? 26.11.08, 12:47
      Moja córcia 29 grudnia skończy 4 lata. Czekałam na nią 4 lata,
      urodziła się z czwartej ciąży. wiele przeszłam, żeby móc sie cieszyć
      macierzyństwem. Ciesze się tez, że wcześnie zaczęłam sie starać o
      dziecko i koniec końców mamą nie zostałam zbyt późno. Kocham moje
      dziecko bardzo, ale nie oddaję sie cała macierzyństwu, trochę
      zostawiam dla siebie. Nie jestem słodziutka mamusią, która ciągle
      szczebiocze do dziecka.
      Jeszcze kilka miesięcy temu stanowczo mówiłam NIE, na słowo ciąża.
      Mam 30 lat, od pewnego czasu krążą mi po głowie myśli o drugim
      dziecku. Jednak jak sobie pomyślę co mnie znów może czekać, to słabo
      ze strachu mi sie robi.Przeleżałam 85% ciąży, teraz będzie to
      zdecydowanie trudniejsze. Jest córcia, którą trzeba się zająć. W
      czasie ciąży nie mogę kierowac samochodem i kto w razie potrzeby
      odbierze małą z przedszkola? Nie mogę liczyć na pomoc rodziny, bo
      wszyscy mieszkają dość daleko. Czas ucieka, a ja nie wiem co robić.
    • molowiak Re: A dzieci??? 26.11.08, 14:07
      U mnie dwójeczka. Trzylatka i roczniak (niedługo oboje mają urodziny).
      Córkę urodziłam mając 29 lat, kiedy już naprawdę bardzo chciałam mieć dziecko.
      Synek przyszedł sam, niespodziewanie :) Nie żałuję niczego. Chociaż nie
      twierdzę, ze jest różowo. Czasem moje dzieci doprowadzają mnie do rozpaczy i
      zastanawiam się, po co mi to było. Nie wyobrażam sobie jednak żebym ich nie
      miała, byłabym bardzo nieszczęśliwa.
    • twoj_aniol_stroz Re: A dzieci??? 26.11.08, 18:45
      w sumie to cztery sztuki ;) dwoje dzieci lat 6 i 10, potem jeden mąż
      i na końcu jeden pies (a właściwie suka)
    • jolka-pol-ka Re: A dzieci??? 26.11.08, 19:47
      A co mi, przyznam się (żem chyba najstarsza na forum :) Dzieci to
      już dawno nie są - dwie fajne, mądre i ustabilizowane życiowo
      kobietki. Są mi radością, wsparciem i krótko mnie trzymają. Np
      czepają się nałogu. W ogóle to strasznie fajnie widzieć co
      człowiekowi wyrosło z maleńtasów :))
    • szarsz Re: A dzieci??? 29.11.08, 20:59
      u mnie jedna sztuka - lat trzy z kawałkiem. Drugie jakoś się do nas
      nie pcha :( ale wierzę, że w końcu się uda.

      Matką polką stanowczo nie jestem, ale uważam, że uścisk małych
      rączek na szyi to cos najcudowniejszego na świecie. No i spisuję
      okrawki naszego wspólnego życia, by nie zapomnieć, jak to było i
      fajno i straszno :)

      przygodymlodego.blox.pl/html
    • bathilda Na razie sztuka 1 :) 02.12.08, 19:28
      Półtoraroczny facet z własnym zdaniem :)

      Ogólnie to jeśli chodzi o dzieci przychodzi mi do głowy taki stary dowcip. Profesor wchodzi na wykład, stawia na katedrze duuuży słoik (taki do kiszenia ogórków). I sypie do niego kamieniu. Po czym pyta studentów czy słoik jest pełny. Oni mówią że tak. No to on sypie do słoika małe kamyki, które oczywiście wypełniają luki między kamieniami. I znowu pyta czy słoik jest pełny. I znowu studenci potwierdzają. A wtedy on sypie piasek. Itd...

      I tak jest z dziećmi. Myślałam, ze moje życie było pełne, kompletne i szczęśliwe. I dopiero po urodzeniu dziecka zdałam sobie sprawę z tego że w moim życiu było jeszcze mnóstwo miejsca na szczęście. Nie twierdzę że macierzyństwo to idylla. To ciężka harówka. Ale IMHO warto. Natomiast bez cienia wątpliwości nie da się tego zrozumieć ani wytłumaczyć. To trzeba przeżyć i basta :)
      • 987ania Re: Na razie sztuka 1 :) 03.12.08, 11:41
        A mojej córeczce właśnie wyszły dwa ząbki. Z wrażenia i z dumy od wczoraj nie
        mogę dojść do siebie !!!!
    • mareczkowa Re: A dzieci??? 03.12.08, 12:36
      ja mam 18-o miesiecznego synka. Urodzilam go majac 42 lata!!!
      chcialabym miec jescze jedno dziecko, ale boje sie, ze juz za stara
      jestem. I moj synek zostanie niestety jedynakiem
    • luliluli trzymać w dłoni małą rączkę chcę;) 03.12.08, 13:11
      Nie moge się doczekać, kiedy zostaniemy rodzicami.
      Często myśle o tym, jak będzie, gdy pojawi się taki mały cżłowiek
      zlepiony z nas obojga:)
      Jak to będzie patrzeć, jak zasypia, cieszyć się pierwszym uśmiechem,
      krokiem, słowem. Czytać mu książki na dobranoc, pokazywać świat, być
      dla niego podporą i pomocą.
      Mój mąż nie od dziś o tym mówi, ja dopiero od niedawna. Nie patrzę
      na to przez pryzmat brudnych pieluch, wrzasków i hałaśliwych bajek z
      głupimi stworkami. To dla mnie coś bardzo ważnego. I może dlatego
      się boję - fizycznie, psychicznie, społecznie:(
      Mam jeszcze czas na podejmowanie decyzji (do trzydziestki czy
      jakichkolwiek nnych magicznych dat trochę mi zostało;) Chyba
      najprościej byłoby nie decydować tylko pozwolić, żeby "samo się
      zdecydowało":) eh, ale to też wymaga zgody na taki stan rzeczy
    • monissska Re: A dzieci??? 03.12.08, 13:42
      nie mam, bom młoda (21)i kandydata na tatusia nadal brak.
      Co do tego czy bym chciała...jasne,nawet bardzo - w przyszłości ,ale.. no
      właśnie ale ..( uwaga będzie bardzo egoistycznie ,ale własnej psychiki nie
      przeskoczę) ale boję się samej ciąży, karmienia piersią, o porodzie nie wspomnę,
      bo mi słabo na samą myśl i to nie jest tak,że paniusia nie chce słuchać o
      porodzie bo się trzeba będzie spocić, mnie ten wysiłek/ból przeraża do tego
      stopnia,że wywołuje odruch wymiotny. Poza tym jestem z tych przejmujących się
      wszystkim i wszystkimi dookoła, podchodzę do większości rzeczy emocjonalnie i
      nerwowo, przez to bałabym się i o własne dziecko w brzuchu czy tymi nerwami nie
      robię mu krzywdy:(

      podobno o tym bólu zapomina się zaraz po tym jak dostanie się do rąk
      dziecko...jakoś w to nie wierzę, w tym momencie mojego życia nie jestem gotowa
      na poświecenie przez 9 miesięcy, potem poród, czas po porodzie. Egoistycznie,
      ale nic na to nie poradzę,pewnie sporo osób takie myślenie potępi. Sama uważam
      ,że skoro myślę w ten sposób to nie powinnam mieć/chcieć dzieci.
      • pierwszalitera Re: A dzieci??? 03.12.08, 13:56
        monissska napisała:

        > nie mam, bom młoda (21)i kandydata na tatusia nadal brak.
        > Co do tego czy bym chciała...jasne,nawet bardzo - w przyszłości ,ale.. no
        > właśnie ale ..( uwaga będzie bardzo egoistycznie ,ale własnej psychiki nie
        > przeskoczę) ale boję się samej ciąży, karmienia piersią, o porodzie nie wspomnę
        > ,

        No to się zupełnie nie przejmuj i wyluzuj. Czas na dziecko jeszcze masz, a nie wiadomo co się jeszcze stanie. Ja w tym wieku też chciałam teoretycznie dzieci, jakoś mi się odwidziało. ;-) Tyle się jeszcze zmieni w twoim życiu. Odpowiedni albo mniej odpowiedni partner, plany zawodowe, rozwiązania na życie itd. I może kiedyś, gdy podejmiesz w końcu decyzję, obojętnie w którą stronę, konsekwencje tego wyboru, takie jak ciąża i poród przestaną być w twojej wyobraźni takie straszne. :-)
        • luliluli Re: A dzieci??? 03.12.08, 14:23
          hm, ja na przykład boję się mimo wszystko:( i podobnie jak u
          monissski - sama myśl o porodzie wywołuje u mnie reakcję straszną -
          boli mnie brzuch i wali mi serce, czytałam gdzieś o tym, można się
          nie "wyleczyć" samemu
          Ciążę pies drapał, jakoś mi nie spędza snu z powiek, a co do
          karmienia - kompletnie, absolutnie, ani trochę, nic a nic, wcale
          sobie nie wyobrażam, zebym mogła używać w ten sposób swojej piersi.
          Robi mi się niedobrze na samą myśl:(
          • jolka-pol-ka Re: A dzieci??? 03.12.08, 14:48
            Być może jestem przypadkiem jednostkowym, ale urodziłam dwoje dzieci
            BEZBOLESNIE :) Można poród nazwać skurczami, ale w moim przypadku z
            całą pewnością nie były to koszmarne bóle. Faktem jest że
            przygotowywaliśmy się do tego chodząc do szkoły rodzenia. Tam
            nauczono mnie jak panować nad swoim ciałem regulując oddech w czasie
            skurczów. Wiem, że babskie kombatanctwo jest popularne, ale gorsze
            niż sam poród były cudze o nim opowieści. Dodam tylko, że działo się
            to w czasach, w których mąż nie mógł mi towarzyszyć i o
            akcji "rodzić po ludzku" jeszcze nikt nie słyszał. Masz jeszcze
            mnóstwo czasu przed sobą. Może kiedyś Ci się zmieni :)
            • monissska Re: A dzieci??? 03.12.08, 18:23
              moja babcia do tej pory powtarza,że to był najgorszy ból w jej życiu i nigdy
              tego nie zapomni, może po części i przez to jestem tak wyczulona;/
              • bathilda Re: A dzieci??? 03.12.08, 19:37
                monissska napisała:

                > moja babcia do tej pory powtarza,że to był najgorszy ból w jej życiu i nigdy
                > tego nie zapomni, może po części i przez to jestem tak wyczulona;/

                Ja też twierdzę że to był najgorszy (i najdłuższy) ból w moim życiu. I nie
                zmienia to faktu, że planuję go przeżyć jeszcze choć raz :) Bo to że był silny
                nie znaczy że był nie do przejścia. Po 3 tygodniach od porodu wycofałam się z
                twierdzenia że kolejne dziecko rodzi mój mąż :) A wierz mi wiem co mówię bo
                rodziłam 36 godzin. I twierdzę głośno i stanowczo że było warto :p
                • monissska Re: A dzieci??? 04.12.08, 16:11
                  to świadczy o tym,że silna z Ciebie babeczka;)
                  swoją drogą faceci mogliby też trochę pocierpieć albo chociaż jakiegoś PMSa z
                  bólem jajnika mieć:P
              • vasylkova Re: A dzieci??? 13.04.09, 18:19
                moje pierwsze skojarzenie bylo takie, ze Twoja babcie nigdy zab nie
                bolal ;)
                Owszem, porod boli, a te, ktore przezyly go bez bolu to jednostkowe
                przypadki (nie mowie o znieczuleniach). Szkola Rodzenia, choc bardzo
                pomaga nie stracic glowy w tej sytuacji i kontrolowac proces na tyle,
                na ile to mozliwe, nie przeskoczy fizjologii. Jednak medycyna w
                dzisiejszych czasach oferuje takie technologie, ze naprawde mozna
                urodzic bezbolesnie.

                Ja swoje pierwsze dziecko rodzilam z znieczuleniem zewnatrzoponowym,
                przysnelam nawet jak mi zszywali naciecie.
                Drugie postanowilam urodzic bez "wspomagania", zeby wiedziec jak to
                jest. Musze powiedzic, ze jestem osoba, ktora bala sie nawet
                pobierania krwi. Na szczescie natura to tak wymyslila, ze tego bolu
                porodowego nie pamieta sie jak jakiegos traumatycznego przezycia.
                Moim zdaniem duzo gorszy jest bol pochodzacy z choroby, urazu, jak
                np. bol zeba czy sam fakt ingerencji w cialo (operacja). Przy tym
                porod to bulka z maslem :)
          • madzioreck Re: A dzieci??? 03.12.08, 16:38
            Wyjęłaś mi to z ust...
        • monissska Re: A dzieci??? 03.12.08, 18:18
          wiem,że prawie cale życie przede mną i że dużo się w nim zmieni:) Nie tak dawno
          wyobrażałam sobie,że jeśli ciąża to tylko zakończona cesarką, bo na słowa
          'rozwarcie 10 cm' czułam jak mi się w brzuchu kotłuje(oczywiście wiem jakie są
          konsekwencje cesarki, proszę tego nie odebrać,że myślę: hop siup robimy nacięcie
          i dzidzia wychodzi). Działają tak na mnie nawet kiepskie sceny w filmach;/ no
          ale rzeczywiście, jest jeszcze czas, nie ma się co martwić teraz. Tyle,że to nie
          zmienia faktu,że czuję się trochę jak egoistka. Nie wspomnę o ludziach, którzy
          pukają się w czoło słysząc takie rzeczy, przyjaciel w rozmowie kiedyś
          stwierdził,że jednak jestem nienormalna, bo wystarczy się tylko KILKA RAZY
          NAPIĄĆ i dziecko JUŻ wychodzi...szkoda słów;/
    • jud.yta Re: sztuk 2 04.12.08, 19:11
      Mam dwie prześliczne córeczki, małe aniołeczki, kocham je ponad
      życie. Długo na nie czekałam ....
    • ineska7 Re: A dzieci??? 11.02.09, 12:39
      Kocham dzieci :) Mam słodką, prawie 2,5 roczną córeczkę :)
    • agacia2025 Re: A dzieci??? 11.02.09, 12:46
      ja mam juz prawie 5-cio letnia panne:) dumnie chodzi do szkoly i zna juz nawet alfabet po angielsku:) teraz uczy sie czytac i liczyc do stu. Wszystko po angielsku, bo mieszkamy w anglii, ale jeszcze troszke i bede ja uczyc takze po polsku, tylko na razie niech nauczy sie dobrze angielskiego, bo za duzo jak na raz dla takiego maluszka:)
      A cwana jest nieprzecietnie:-) i do tego najmniejsza w szkole (urodzila sie 3 miesiace przed terminem). Ma na imie Rozyczka, taki moj maly kwiatuszek i piekna jest jak rozyczka. I nie tylko ja to dostrzeglam, bo w szkole, w swojej klasie ma juz dwoch adoratorow;p
      • yo_anka Re: A dzieci??? 18.02.09, 02:03
        piękna po mamusi :)
        • agacia2025 Re: A dzieci??? 23.02.09, 15:42
          Zawstydzilam sie:)
      • malagracja Róża 18.02.09, 15:39
        Też chce tak nazwać swoją córeczkę :)
        • agacia2025 Re: Róża 23.02.09, 15:41
          moja mama tez ma tak na imie, i mojej mamy babcia tez tak miala i tak jakos
          wyszlo ze co drugie pokolenie to Roza:)
          Taka smieszna sytuacja wyszla, gdyz moja mama nie wiedziala ze jej pierwsza
          wnuczka bedzie jej imienniczka i jak juz po fakcie dowiedziala sie o tym, to
          bylo jej glupio mowic do ludzi ze jej wnusia ma tak samo na imie jak ona aby nie
          mysleli, ze jest tak zadufana w sobie, ze az jej wnuczka musi miec takie samo
          imie jak ona:)
          • yo_anka Re: Róża 28.02.09, 00:47
            Ja tez swojej bałam imię po jaj babci (akurat mojej teściowej) Halinka :)
            Jakby był synuś to zostałby Frankiem po moim tacie :)))
    • ocisza Re: A dzieci??? 11.02.09, 14:29
      Mam synka. I jestem przykładem kobiety, dla której natura była dość łaskawa. W
      ciąży czułam się świetnie. Skurcze porodowe bolały, owszem, ale do zniesienia.
      Po porodzie nagle okazało się, że ja-leń-patentowany mam niesamowity przypływ
      energii - sprzątanie, gotowanie i zajmowanie się dzieckiem dało się pogodzić bez
      większych problemów. Dość szybko wróciłam do pracy, chociaż chętnie zostałabym w
      domu z maluchem. I ku mojemu zdziwieniu wstawałam w nocy po kilka razy do
      małego, a mimo to w pracy miałam całkiem jasny umysł i normalnie funkcjonowałam.
      Patrząc wstecz to myślę, że przez pierwszy rok czy półtora miałam siły cyborga
      ;) Teraz coraz bardziej zaczynam się rozleniwiać :P

      A i jeszcze zanim zostałam matką, to nie bardzo lubiłam dzieci. Takie
      nieprzewidywalne... A z własnym smykiem do upadłego bawimy się autkami, kolejką
      czy gumowymi zwierzakami, ganiamy się albo bawimy w chowanego i jakoś nie jest
      mi z tym źle :)
    • ametyst89 Chcę mieć :) 11.02.09, 16:54
      Uwielbiam. Co prawda po ostatniej wizycie u chrześniaka uznałam, że jestem za
      stara na dzieci :P Tyle ten 4-latek ma energii, że ciotka (ja) wysiadła po paru
      pierwszych godzinach. Jako aktualny singiel planuję sobie urodzić za jakieś 8 lat :)
    • kaga9 Re: A dzieci??? 11.02.09, 20:31
      Nie mam, nie chcę i nie będę miała. <Im bardziej Puchatek tam zaglądał, tym
      bardziej Prosiaczka tam nie było.>;)
      • agacia2025 dlaczego? 12.02.09, 10:20

        • kaga9 Re: dlaczego? 12.02.09, 18:54
          Agacia, a dlaczego TY chcesz mieć/masz?;)
        • kaga9 Re: dlaczego? 12.02.09, 18:56
          I od razu odpowiem na Twoje pytanie, żeby nie było że odpowiadam swoim na Twoje:
          bo tak, jak ludzie czują, że chcą mieć, ja czuję, że nie chcę.
          • agacia2025 Re: dlaczego? 23.02.09, 15:46
            no w sumie nie wszyscy musza miec. Mnie tylko przeraza wizja starosci, w ktorej
            nie bedzie nikogo kto sie mna zaopiekuje. Ja nie chce miec gromadki, ale jedno
            wystarczy, moze kiedys zdecyduje sie na drugie, to duza odpowiedzialnosc,
            cierpliwosc. Do poki nie mialam to nie chcialam miec ani jednego, no ale wpadlam
            i nie zaluje, choc zycie sie skomplikowalo. Jednak uwazam ze warto, choc
            rozumiem ze nie kazdy chce miec
            • kaga9 Re: dlaczego? 24.02.09, 19:55
              Agaciu, dziecko nie gwarantuje, że będzie miał się kto Tobą zająć na starość,
              choć szczerze Ci tego życzę. A jeśli dziecko zwiąże swoją przyszłość choćby z
              odległym miastem, że nie wspomnę innego kraju? Jeśli mieć dziecko, to (moim
              zdaniem) nie dla zapewnienia sobie opieki na starość. Niestety, żadne inne
              powody też do mnie nie przemawiają;)
            • madzioreck Re: dlaczego? 24.02.09, 20:47
              agacia2025 napisała:

              > no w sumie nie wszyscy musza miec. Mnie tylko przeraza wizja starosci, w ktorej
              > nie bedzie nikogo kto sie mna zaopiekuje.

              Agaciu, to co napisałaś jest dość... nie wiem... egoistyczne? Z takiego powodu
              mieć dziecko? A poza tym, jaką masz gwarancję, że dziecko się Tobą zaopiekuje?
              Ilu jest ludzi, którzy mają dzieci, a są samotni?
              • agafka88 Re: dlaczego? 24.02.09, 21:26
                madzioreck napisała:

                > agacia2025 napisała:
                >
                > > no w sumie nie wszyscy musza miec. Mnie tylko przeraza wizja starosci, w
                > ktorej
                > > nie bedzie nikogo kto sie mna zaopiekuje.
                >
                > Agaciu, to co napisałaś jest dość... nie wiem... egoistyczne? Z takiego powodu
                > mieć dziecko? A poza tym, jaką masz gwarancję, że dziecko się Tobą zaopiekuje?
                > Ilu jest ludzi, którzy mają dzieci, a są samotni?

                No ja właśnie też nie bardzo rozumiem motywację "warto mieć dzieci, bo inaczej
                na starość nie będzie miał kto szklanki wody podać". Zycie układa się różnie i
                możliwe, że przeżyje się własne dzieci, ewentualnie te dzieci mogą żyć na drugim
                końcu świata.

                Pomijając egoistyczne kwestie, to myślę, że taniej dla ludzi z tą motywacją jest
                zaoszczędzić kasę na super wypaśny dom spokojnej starości, niż wychowywać dzieci
                tyle lat ;)
                • agacia2025 Re: dlaczego? 25.02.09, 17:47
                  troche mnie zle zrozumialyscie. Nie chodzi mi dokladnie to to, ze dzicko ma sie
                  mna zaopiekowac jako, ze beda niedolazna juz staruszka. Ja teraz mieszkam w
                  anglii, moja mama w Polsce i utrzymujemy ze soba kontakt, jest od
                  nieporownywalnie lepszy od tego jaki byl kiedy mieszkalysmy razem. I moja mama
                  jest moja najlepsza przyjaciolka, a ja jej. Ona moze mi powiedziec wszystko, ja
                  jej tez. Obie natomiast przejechalysmy sie na osobach zwanych przyjaciolmi i
                  gdyby moja mama zachorowala powaznie wrocilabym aby sie nia zaopiekowac i jej
                  pomoc. Poza tym widze jaka radosc sprawia im jak przyjezdzamy z mezem i Rozyczka
                  do rodzicow. Slyszalam juz nie jedna opinie, ze jak czlowiek idzie na emeryture
                  i nie ma dzieci, to nagle okazuje sie ze jest sam i to zaczyna mu bardzo wtedy
                  doskwierac. Nie wydaje mi sie ze mysle egoistycznie (choc kazdy ma troche
                  egoizmu w sobie), staram sie dac corce wszystko co najlepsze i nieoczekuje
                  niczego w zamian, czy to egoizm? a to czy bedzie ona chciala zaopiekoac sie mna
                  czy utrzymywac ze mna kontakt jak bede juz stara to zalezy tylko od tego na ile
                  bede dobra matka.
                  • pierwszalitera Re: dlaczego? 25.02.09, 22:15
                    agacia2025 napisała:

                    Obie natomiast przejechalysmy sie na osobach zwanych przyjaciolmi i
                    > gdyby moja mama zachorowala powaznie wrocilabym aby sie nia zaopiekowac i jej
                    > pomoc. Poza tym widze jaka radosc sprawia im jak przyjezdzamy z mezem i Rozyczk
                    > a
                    > do rodzicow. Slyszalam juz nie jedna opinie, ze jak czlowiek idzie na emeryture
                    > i nie ma dzieci, to nagle okazuje sie ze jest sam i to zaczyna mu bardzo wtedy
                    > doskwierac.

                    Pewnie dlatego, że dopóki aktualny był model rodzinny, to inne możliwości zapełnienia samotności nie były brane pod uwagę. Ludzie z rodziną koncentrowali się na rodzinie, a samotność przychodziła dopiero, gdy dzieci wychodziły z domu, miały swoje życie i były na dodatek daleko. Już niejedna kobieta wpadła z tego powodu w depresję i nazywa się nawet coś takiego "syndromem opuszczonego gniazda". Takich, którzy świadomie nie chcieli dzieci było dotychczas bardzo niewielu. Teraz jest takich więcej i ci zwykle uczą się zapełniania czasu już teraz, bo mają mniej obowiązków związanych z codziennością wokół dzieci. Mają innych bezdzietnych przyjaciół, hobby, rozwijają zainteresowania, uprawiają sporty, podróżują, spotykają ciągle nowych ludzi i na pewno coś im z tego zostanie do późnej starości. Emerytura nie jest też czasem czekania na koniec, zawsze można zacząć coś nowego i wyjść do świata, by nie być samym. Są ludzie, którzy wtedy nawet jeszcze raz się zakochują. Nie wszyscy przyjaciele są też niesolidni. Często można polegać na nich więcej niż na rodzinie. Nie każda starsza kobieta odczuwa też największą radochę przy bawieniu wnuków.
                    • agacia2025 Re: dlaczego? 26.02.09, 11:47
                      Z jednej strony zgadzam sie z Toba, bo przyjscie na swiat dziecka burzy jakis
                      porzadek w zyciu, z drugiej strony jednak dla mnie dziecko nie jest
                      ograniczeniem, od kiedy nauczyla sie chodzic wszedzie jezdzi ze mna. Nie mam
                      prawa jazdy, wiec podrozowalysmy pociagami, autobusami, (po przeprowadzce do
                      anglii z mezem samochodem) i bardzo duzo pieszo, tak wiec moze ona przejsc 20km
                      i nozki jej nie bola. Jest swietna do zwiedzania. Nie przeszkadza mi takze w
                      uprawianiu sportu, chodzimy na basen, gramy w badmintona, pilke, jezdzimy na
                      nartach, itd. W szkole jest od rana do 3:15 wiec moge tez pracowac. Chodzi spac
                      o 20 wiec mam czas dla siebie, na nauke i cos jeszcze w domu ogarnac. Jako
                      jedyni ze znajomych mamy dziecko i ona wszedzie jest z nami, nawet kilka razy w
                      pubie byla z nami, bo swietnie sie bawi nawet do 12 w nocy (oczywiscie raz na
                      jakis czas) i nie jest marudna. Czy dziecko jest naprawde takim ograniczeniem?
                      Jak sobie czlowiek dobrze czas zorganizuje i dziecko przyzwyczai do aktywnosci
                      to moze prawie wszystko.

                      Moja wypowiedz nie jest oczywiscie naklanianiem, czy udawadnianiem komus, ze
                      musi miec rodzine itd, kazdy ma swoje zdanie i swoje zycie i powinien je przezyc
                      tak jak chce. I bardzo dobrze, ze tak jest, bo jezeli komus sprawia przyjemnosc
                      zycie bez dzieci to dlaczego ktos inny na sile ma zmuszac go do innego stylu
                      zycia, przeciez to nie jego zycie. Niektorzy smieja sie z ludzi, ktorzy
                      sprzataja codziennie na cacy mieszkanie, ale jezeli tej danej osobie ma to
                      sprawiac przyjemnosc ze jest czysto w domu to dlaczego nie? przeciez to ona
                      sprzata a nie nikt inny.

                      Zastanawiam mnie jednak jedna rzecz. Czy tacy ludzie naprawde nigdy nie dochodza
                      do wniosku, ze jednak gdyby byl taki maluch to czy zycie ich byloby
                      szczesliwsze, pelniejsze, hm... nie wiem jak to okreslic. Czy tacy ludzie nie
                      dochodza w pewnym wieku do stwierdzenia, ze jednak czegos brakuje w ich zyciu?
                      Wiecie dlaczego tak sie zastanawiam? Mam kuzykne ktora zawsze byla swietna
                      uczennica, skonczyla prawo, zrobila aplikacje sedziowska, doktorat, teraz jest
                      sedzina glownym w sadzie wojewodzkim. Podobnie jej maz zawsze byl mozgiem
                      nieprzecietnym, ma na swoim koncie kilka patentow, jezdzi po calym swiecie na
                      sympozja itd. I tak oboje gonili aby jak najwiecej osiagnac i nagle obudzili sie
                      w wieku 35 lat ze maja juz pokoj dla dziecka, ale nie maja dziecka, ktore jak
                      sie okazalo juz nie przyjdzie. Ona placze za kazdym razem jak dostanie okres, on
                      juz sie nie usmiecha i niekonczace sie wizyty u roznych specjalistow. Czy tak
                      sie to nie konczy?
                      • pierwszalitera Re: dlaczego? 26.02.09, 14:31
                        agacia2025 napisała:

                        Czy dziecko jest naprawde takim ograniczeniem?
                        > Jak sobie czlowiek dobrze czas zorganizuje i dziecko przyzwyczai
                        do aktywnosci
                        > to moze prawie wszystko.

                        Ja nie napisłam, że dziecko jest ograniczeniem, tylko, że ludzi bez
                        dzieci mają większe możliwości czasowe i mogą często dysponować nim
                        w sposób bardziej spontaniczny. Przykład najprostszy: urlop. Z
                        dzieckiem w wieku szkolnym nie wyskoczysz na tydzień poza wakacjami.
                        No i dzieci potrzebują struktury. Dziecku nie powiesz: mamusia idzie
                        się realizować na dwa dni, zrób sobie jedzonko sam i nie zapomnij
                        wstać jutro do szkoły. Bez dzieci jest po prostu organizacyjnie
                        łatwiej.


                        Zastanawiam mnie jednak jedna rzecz. Czy tacy ludzie naprawde nigdy
                        nie dochodz
                        > a
                        > do wniosku, ze jednak gdyby byl taki maluch to czy zycie ich
                        byloby
                        > szczesliwsze, pelniejsze, hm... nie wiem jak to okreslic. Czy tacy
                        ludzie nie
                        > dochodza w pewnym wieku do stwierdzenia, ze jednak czegos brakuje
                        w ich zyciu?

                        A dlaczego miałoby brakować? Przykład twojej kuzynki nie jest
                        dowodem. Poza tym granicę 35 lat przekroczyłam dobrych kilka lat
                        temu i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że podjęłam
                        właściwą decyzję. Nie wiem czy wiesz, ale istnieją badania, które
                        wskazują, że jakość związku partnerskiego u ludzi bez dzieci jest
                        wyższa niż u tych z dziećmi. Dzieci definują miłość u rodziców
                        inaczej, ale czasem też rozpraszają. I nie chodzi o robienie kariery
                        i wysokie konto w banku, tylko o pewnego rodzaju odprężenie, brak
                        rodzinnego stresu, korzystanie z małych przyjemności tego świata,
                        samorealizację, możliwość podejmowania szybkich decyzji związanych z
                        planami życiowymi, może nawet egoizm. Dla dzieci z wielu rzeczy się
                        jednak rezygnuje, nawet gdy ta rezygnacja wydaje nam się normalką i
                        robi się to z miłości. No i dzieci to nie zawsze szczęście i
                        harmonia. To też stres, troski, frustracja i kłopoty. Czyli
                        bezdzietnych nie omijają tylko te ładne rzeczy, o tym się często
                        zapomina.
                        • agacia2025 Re: dlaczego? 26.02.09, 20:05
                          Wiem o co Ci chodzi, jednak ja jestem innego zdania, co nie znaczy ze uwazam
                          Twoje za gorsze, po prostu inne, ale tak samo dobre jak i moje. To bardzo
                          dobrze, ze ludzie maja inne zdania, zawsze podobala mi sie roznorodnosc swiata i
                          nie przepadalam za ludzmi, ktorzy nasladuja innych i nie maja swojego zdania.
                          Mam inne zdanie, jednak szanuje Twoje.

                          Co do badan to musze sie z Toba zgodzic. Jednak jak jest dziecko to ludzie nawet
                          jak jest miedzy nimi zle probuja sie dogadac i czesciej wychodza z kryzysu niz
                          ludzie ktorzy nie maja dzieci, bo ich tak naprawde w czasie kryzysu nie ma co
                          trzymac razem oprocz obraczek na rekach (o ile ich nie posciagali), oraz
                          nerwowki zwiazanej z rozwodem. Jestem duzo mlodsza od Ciebie i na pewno w zyciu
                          mniej doswiadczylam i mniej wiem, jednak przeraza mnie dzisiejsza rozwiazlosc,
                          latwosc z jaka rozpadaja sie bardzo mlode malzenstwa itp. Wydaje mi sie, ze
                          dziecko bardziej trzyma ludzi przy sobie, choc prawda jest taka, ze jak ludzie
                          nie chca byc razem to i tak nie beda, wiem jednak ze dziecko potrafi zatrzymac
                          ludzi razem. Sytuacja z zycia. Moi rodzice jak moja siostra i ja bylysmy bardzo
                          male mieli kryzys, pamietam jak dzis jak mialam te 3-4 latka, plakalam i
                          pakowalam sie (tzn moje zabawki) i moja mama widziala jak bardzo nie chcemy
                          rodzicow rozstania i nie odeszla od ojca. teraz po 20 latach musze przyznac, ze
                          sa naprawde udanym malzenstwem, razem aktywnie spedzaja czas i sa szczesliwi.
                          Gdyby nie ich dzieci nie byloby ich teraz razem.

                          Rozumiem jednak, ze dzieci sa swoistym mniejszym lub wiekszym ograniczeniem i ze
                          ktos po prostu moze nie chciec ich miec. Czasy sie zmienily i ludzie maja inne
                          priorytety, jednak ja jestem strasznie staroswiecka w moich przekonaniach, wiec
                          musicie mi wybaczyc takie a nie inne podejscie
                          • pierwszalitera Re: dlaczego? 27.02.09, 00:35
                            agacia2025 napisała:

                            Jednak jak jest dziecko to ludzie nawe
                            > t
                            > jak jest miedzy nimi zle probuja sie dogadac i czesciej wychodza z kryzysu niz
                            > ludzie ktorzy nie maja dzieci, bo ich tak naprawde w czasie kryzysu nie ma co
                            > trzymac razem oprocz obraczek na rekach (o ile ich nie posciagali), oraz
                            > nerwowki zwiazanej z rozwodem.

                            Zgadzam się z tobą, że bywają podobne przypadki, jednak nie zawsze decyzja pozostania ze sobą ze względu na dzieci jest najlepsza. To nieprawda, że jest to dla dzieci zawsze najlepszym wyjściem. Jeżeli rodzicom mimo wszystko nie uda się pokonać trudności, to dzieci odczuwają dokładnie dysharmonię i na pewno nie są z tego powodu szczęśliwe. Moim zdaniem lepiej być dzieckiem rozwodników, to nie jest już hańbą, niż męczyć się w rodzinie, w której dorośli zajęci są stale własnymi problemami. Ja osobiście znam parę z dzieckiem, która się rozstała i oboje są teraz w lepszych, bardziej dopasowanych związkach, a ich dziecko nie ma najmniejszego problemu z dwoma rodzinami, bo oboje dzielą sobie obowiązki wychowania. Zapewniam cię też, że rozstania ludzi bezdzietnych też nie są proste, w końcu długiego związku nie rzuca się ot tak z pierwszego lepszego powodu. Nikt nie robi tego chętnie. Ludzie nie zostają ciągle na etapie nastolatków i nawet bez dzieci dojrzewają emocjonalnie, dorośleją i mają poczucie odpowiedzialności. Myślę też, że nie jesteś staroświecka, tylko masz po prostu inne potrzeby i to jest przecież w porządku. :-) Najważniejsze podejmować własne decyzje i znaleść partnera z podobnym spojrzeniem na życie.

                            • madzioreck Re: dlaczego? 27.02.09, 21:32
                              Znaleźć, nie znaleść. Z resztą się zgadzam, to nie jest kwestia tego, czy ktoś
                              jest staroświecki czy nie.
                              • pierwszalitera Re: dlaczego? 28.02.09, 15:44
                                madzioreck napisała:

                                > Znaleźć, nie znaleść.

                                Dziękuję za poprawę.
                            • agacia2025 Re: dlaczego? 27.02.09, 21:47
                              no tak roznie to w zyciu bywa, kwestia odpowiedniego dobrania sie, jezeli ludzie
                              maja takie same priorytety w zyciu to beda szczesliwi z dziecmi czy bez
                      • madzioreck Re: dlaczego? 27.02.09, 21:37
                        Z jednej strony masz rację - a drugiej nie: próbka sprzed pięciu minut. O 19:00
                        wróciłam z pracy i wczoraj o tej porze miałam ogarnięte nowości na forach,
                        odpisałam na maile, wykąpałam się, byłam po kolacji, z książką w łóżku czekałam
                        na męża, aż wróci z pracy.
                        Dziś - jest u mnie 17-miesięczny szkrab mojej siostry. Dziecko nagle przykleiło
                        się do cioci, spać też z ciocią, wszystko z ciocią. Chciałam też odciążyć moją
                        mamę, bo idzie jutro na 5:00 do pracy. I co? Dopiero teraz, a mamy 21:35,
                        zaczęłam cokolwiek tu porządnie czytać i pisać, jestem głodna, a mam jeszcze
                        pakowanie, bo jutro się przeprowadzam.
                        Zgadzam się, że dziecko nie wyklucza aktywności, ale święty spokój na pewno ;)
                        Ja na dziś aktywności mam po kokardę :)
                        • agacia2025 Re: dlaczego? 27.02.09, 21:45
                          Akurat w tym wypadku jest troszke inaczej, bo to nie jest Twoje dziecko i nie
                          masz wszystkiego poukladane. Kwestia wychowania (nauczenia) dziecka tak aby miec
                          na wszystko czas, aby dziecko potrafilo samo sie soba zajac nawet takie
                          17-miesieczne. Mam swiadomosc tez, ze inaczej jest u cioci, ktora jest raz na
                          jakis czas i mozna ja "wykorzystac" do cna, bo ciocia sobie na to pozwoli:)
                          przeciez dziadkowie, ciocie i wojkowie sa od rozpieszczania i to akurat jest
                          normalne:) Pewnie jakbys miala swoje juz malenstwo to inaczej to wszystko
                          wygladaloby.
                          • pierwszalitera Re: dlaczego? 28.02.09, 14:57
                            agacia2025 napisała:

                            Pewnie jakbys miala swoje juz malenstwo to inaczej to wszystko
                            > wygladaloby.

                            E tam, to też taki oklepany argument, sorry. Czy na pewno inaczej? A może nawet gorzej? To nie tylko kwestia wychowania, ale też temperamentu, osobowości, no i wieku dziecka. Nikt mi nie powie, że dzieci nie zżerają czasu i energii, i można robić jeszcze wszystko, na co miałoby się ochotę. Wiem, że z dzieckiem też można sobie trochę czasu wygospodarować, ale trochę uczciwości proszę. Ja mam sporo znajomych z dziećmi, w przeróżnym wieku i widzę codziennie, co to znaczy. W końcu dzieckiem trzeba się też trochę zająć, chyba nie po to się je dostaje, by je tylko nakarmić, przewinąć i włożyć do szuflady? ;-)
    • mefistofelia Re: A dzieci??? 13.02.09, 02:09
      nie wykluczam posiadania kiedyś w przyszłości. ale jeśli już to pewnie będą
      dziełem przypadku. nie zamierzam niczego planować, bo wiem że w moim aktualnym
      życiu absolutnie nie ma miejsca na dziecko i znając siebie mogę stwierdzić, że
      jest mała szansa, że kiedykolwiek będę poważnie myśleć o potomstwie. dlatego
      zdaję się na przypadek losowy, bo jak wiadomo dzieci happen- czasem w najmniej
      spodziewanych momentach. jak się przytrafi- zaakceptuję i poświęcę należną uwagę.


      dzieci lubię ale tylko niektóre. bynajmniej nie ze względu na jakiś tam instynkt
      czy inny macierzyński zew. cenię niektórych ciekawość świata i abstrakcyjne
      poczucie humoru. z dzieciakami często fajnie się rozmawia. udzielam korepetycji
      dwóm 11-latkom i świetnie się przy tym sama bawię :)

      zupełnie nie rozumiem argumentu o egoizmie. utożsamianie wartości kobiety z
      wypełnianiem misji zaludniania ziemi- brrr boli mnie jak słyszę (czytam) takie
      rzeczy. miejmy nadzieję, że taki pogląd niedługo odejdzie w niebyt.
      już prędzej byłabym skłonna uznać, że wydawanie dzieci na świat jest wyrazem
      egoizmu (jestem na tyle młoda by bardzo dokładnie pamiętać piekło okresu
      dojrzewania)
      • origami_21 Re: A dzieci??? 13.02.09, 13:32
        mefistofelia napisała:

        > zupełnie nie rozumiem argumentu o egoizmie. utożsamianie wartości
        kobiety z
        > wypełnianiem misji zaludniania ziemi- brrr boli mnie jak słyszę
        (czytam) takie
        > rzeczy. miejmy nadzieję, że taki pogląd niedługo odejdzie w niebyt.
        > już prędzej byłabym skłonna uznać, że wydawanie dzieci na świat
        jest wyrazem
        > egoizmu

        Wydawanie dzieci na świat JEST wyrazem egoizmu. Przynajmniej w moim
        wypadku. Ja nie urodziłam dzieci "dla świata". Nie przyświeca mi
        motywacja "kto będzie zarabiał na moją emeryturę" i "kto mi poda
        szklankę wody na starość", ale mam taki obrazek przed oczami, że jak
        już będziemy z M. zgrzybiałymi staruszkami to w naszym małym domku z
        ogródkiem z różnych okazji i bez okazji będzie się zjawiała cała
        gromada bliskich nam ludzi - dzieci z maużonkami, wnuków i prawnuków.
        No i jeszcze chodzi o powielanie własnych cech, a wspólne (moje i
        mojego M.) dzieci, w MOICH oczach doskonałe pod każdym względem,
        dobitnie świadczą o najwyższej jakości naszych genów;P
        Przecież to czysty, żywy egoizm, czyż nie?:)
    • mariareis Re: A dzieci??? 14.02.09, 09:12
      Mam dwoje, syn 14 lat, córka - prawie już 8. Urodziłam wcześnie (wpadka), drugie
      dziecko planowane, wytęsknione, wyczekane. Syna kocham i kochałam bardzo, prawie
      od razu, ale ciążę wspominam nie najlepiej, za to druga ciąża - to już była sama
      przyjemność. Piszę o emocjach, a nie o fizjologii, bo tu było różnie.
      Dzieci chciałam mieć, raczej je lubiłam, często opiekowałam się kuzynami i
      kuzynkami, no i zdecydowanie wolę psy niż koty;)
      Też uważam, że nic na siłę, jak ktoś nie chce mieć dzieci, to nie powinien ich
      mieć, ale przyznam się, że trudno wyobrazić mi sobie co czują takie osoby,
      wydaje mi się, że pozbawiają się jakiegoś ważnego doświadczenia. Ale tak jest
      zawsze, podejmując jakiekolwiek decyzje, jednocześnie automatycznie odrzucamy
      ileś tam ścieżek własnego rozwoju.
      Macierzyństwo wiąże się z tak silnymi i głębokimi emocjami, że chyba nie każdy
      jest na to gotowy. I nie zawsze są to emocje pozytywne.
      • joankb Re: A dzieci??? 14.02.09, 12:14
        Przepraszam bardzo - ale pisząc "nie gotowy" wartościujesz i automatycznie
        uważasz się za tę lepszą i "gotową".
        A to zupełnie nie tak. To, że TY tego nie rozumiesz - ok. To, że inni rozumieją
        swoje życie inaczej jest tak samo ok i pora żeby to zaakceptować.
        • mariareis Re: A dzieci??? 14.02.09, 16:22
          Nie uważam się za lepszą, akceptuję inny od mojego pomysł na życie, ja raczej
          pisałam o odczuciach i emocjach. Chodziło mi bardziej o to, że nie potrafię
          wczuć się w psychikę takich osób. Pewnie zawsze jakoś tam wartościujemy i z
          punktu widzenia spełnionej matki osoba odrzucająca macierzyństwo wydaje się
          niespełniona, choć ona sama tak siebie nie postrzega. I vice versa, osoba, dla
          której ważna jest praca zawodowa i duży stopień niezależności, nie jest tak do
          końca w stanie zrozumieć, czy odczuć, co czuje spełniona matka.

          Mam też takie wrażenie, że macierzyństwo, jako potrzeba biologiczna (niektórzy
          twierdzą, że taki jest sens naszego istnienia - reprodukować się) jest taką
          platformą porozumienia pomiędzy ludźmi, których często nic nie łączy (z innych
          kultur, lub tylko innych środowisk)i dlatego, między innymi, wydaje mi się tak
          ważnym doświadczeniem.
          Zaczynam się rozpędzać w rozważaniach;)

          Nie chciałabym nikogo urazić,nie oceniam cudzych wyborów, tylko przymierzam je
          do siebie.Zresztą, odnosząc się jeszcze do Twojej wypowiedzi, ja wcale nie byłam
          "gotowa", po prostu zaliczyłam wpadkę i na początku wcale nie byłam tym
          zachwycona. Przy drugim dziecku wiedziałam już co mnie czeka, nie podejmowałam
          ryzyka (choć, jak się okazało, ryzyko jest zawsze, ale nie takie, o jakim wtedy
          myślałam). Wcześniej miałam i takie dylematy, jakie tu się pojawiły w
          wypowiedziach dziewczyn (ale krótko;).
          • madzioreck Re: A dzieci??? 14.02.09, 16:30
            mariareis napisała:

            > Nie uważam się za lepszą, akceptuję inny od mojego pomysł na życie, ja raczej
            > pisałam o odczuciach i emocjach. Chodziło mi bardziej o to, że nie potrafię
            > wczuć się w psychikę takich osób. Pewnie zawsze jakoś tam wartościujemy i z
            > punktu widzenia spełnionej matki osoba odrzucająca macierzyństwo wydaje się
            > niespełniona, choć ona sama tak siebie nie postrzega. I vice versa, osoba, dla
            > której ważna jest praca zawodowa i duży stopień niezależności, nie jest tak do
            > końca w stanie zrozumieć, czy odczuć, co czuje spełniona matka.

            Domyślam się, ze nie chciałaś nikogo urazić :) Tylko wiesz, takie wypowiedzi
            mnie trochę... smucą? Nawet nie denerwują, bo masz prawo do własnego zdania, tak
            jak ja do własnego. Tylko po prostu ręce opadają. Co to znaczy, że ktoś nie jest
            "gotowy"? Że nie dojrzał, czy co? Wychodzi, że coś tam w mojej głowie zostało
            niedorobione, bo nie chcę mieć dzieci, a normalny stan to chcieć i być gotowym?

            Tak na marginesie, ja z kolei rzeczywiście nie rozumiem, jak to jest "spełniać
            się" przy dziecku, bo dla mnie macierzyństwo nie jest kuszącą wizją.
            • mariareis Re: A dzieci??? 14.02.09, 16:50
              Już odpowiadam. Być gotowym wg mnie to godzić się na ryzyko posiadania dzieci,
              na konsekwencje z tego wynikające. Część osób, która nie chce mieć dzieci,
              podaje takie motywacje, jak przywiązanie do dotychczasowego stylu życia czy
              strach przed zaangażowaniem emocjonalnym, zatraceniem siebie, swojej osobowości,
              lub cierpieniem, gdy dziecku coś się stanie. I ja to rozumiem, nie potępiam, co
              więcej, uważam, że decydowanie się na dziecko w takiej sytuacji (np z powodu
              presji społecznej)byłoby złym wyborem, niosącym możliwość skrzywdzenia w
              przyszłosci i tego dziecka, i tej kobiety.
              Staram się zrozumieć, poczuć czyjś stan ducha, gdy mówi, że nie ma potrzeby
              posiadania dziecka i stwierdzam, że jest to dla mnie trudne i nie w pełni
              możliwe.I myślę, że tak samo takie osoby mają problem ze zrozumieniem kobiet,
              które chcą mieć dzieci.
              Co uznamy za normę? Czy w ogóle możemy coś tak określić, jednocześnie nie
              wartościując? Skąd nacisk i niewybredne uwagi pod adresem kobiet deklarujacych
              niechęć do macierzyństwa? Myślę, że są to pytania retoryczne.
              • joankb Re: A dzieci??? 14.02.09, 17:03
                Ależ dziękujemy za zrozumienie :)).
                Powiem Ci, że bardzo rzadko motywem jest strach przed zaangażowaniem,
                przywiązanie do dotychczasowego itd...
                Nic z tego nie rozumiesz i co najwyżej nie potępiasz. Ślicznie.
                Ja nie mam absolutnie, totalnie i nigdy problemu ze zrozumieniem kobiet, które
                chcą mieć dzieci.
                • mariareis Re: A dzieci??? 14.02.09, 17:32
                  Niepotrzebna ironia. Staram się przedstawić, to co myślę i czuję jak najlepiej,
                  widać średnio mi to wychodzi.

                  Motywacje, o których pisałam przedstawiły kobiety, które nie chciały mieć dzieci
                  z jakiegoś konkretnego powodu, i taki umiały podać. Zdaję sobie sprawę, że nie
                  zawsze można innym wytłumaczyć powody swojej decyzji, tak samo trudno jest
                  odpowiedzieć, dlaczego właściwie chcę mieć dzieci. To nie znaczy, że zawsze jest
                  to niemożliwe.

                  Mam wrażenie, że nie odczytujesz wszystkiego, co napisałam.Rzeczywiście, ja nie
                  rozumiem, co czują kobiety podejmujące decyzje inne niż moje, ale nie uważam, że
                  z tego powodu ich decyzje są złe. Nie muszę wszystkiego rozumieć(choć się
                  staram), a moje opinie nie są wiążące czy choćby tylko ważne dla obcych osób,
                  szczególnie w tak intymnych sprawach.

                  Jeśli chodzi o słówko "nie potępiam" - może lepiej zabrzmiałoby: "nie oceniam
                  jako złe, niekobiece, niepatriotyczne, samolubne, wygodne, puste itd". Chodziło
                  mi o to, że z takimi zarzutami spotykają się kobiety, które otwarcie mówią, że
                  nie chcą mieć dzieci, a ja tak NIE UWAżAM. Uważam za to, że każdy ma prawo
                  wybrać dla siebie swój własny sposób na życie i ponieść tego konsekwencje, jakie
                  by one nie były.
                  Nie wiem, jak to jaśniej napisać.

                  Czuję się ustawiana w roli, która niespecjalnie mi się podoba, i która, co
                  więcej, nie pasuje do mnie.
                  • pierwszalitera Re: A dzieci??? 18.02.09, 14:56
                    mariareis napisała:

                    > Czuję się ustawiana w roli, która niespecjalnie mi się podoba, i która, co
                    > więcej, nie pasuje do mnie.
                    >

                    Pewnie dlatego, że zbyt usilnie próbujesz decyzje o macierzyństwie opierać na konsekwencjach. A to nie o problem konsekwencji chodzi. Wiele kobiet rezygnujących świadomie z macierzyństwa, w tym i ja, nie miałoby najmniejszych problemów z konsekwencjami posiadania dzieci. To nie one nas odstraszają. Potrafię nawet wyobrazić się w roli matki, na pewno nie cierpiałbym aż tak bardzo z tego powodu. Dzieci kiedy już są, zwykle się akceptuje i kocha, podobnie jak przy twojej wpadce. Jednak coś mocniejszego, w głębi duszy mówi mi po prostu NIE. To nie jest tak, że my najpierw siadamy i na zimno liczymy, co stracimy, albo zyskamy, gdyby pojawiło się w naszym życiu dziecko, robimy jakiś bilans i wtedy podejmujemy decyzję. Może i ktoś tak robi, ale zwykle nie mamy tylko a-priori potrzeby posiadania dzieci, a moim zdaniem od tej potrzeby trzeba zaczynać, a potem kalkulować, czy nas na takie, czy inne emocjonalne decyzje stać.
                    • pierwszalitera mariareis 18.02.09, 15:14
                      I jeszcze zapomniałam dodać, że wspominając, że te konsekwencje posiadania dzieci nie zawsze są tak pozytywne, wychodzisz trochę na cierpiętnicę, która wprawdzie nikogo nie potępia i nie wartościuje negatywnie, ale jednak uzależniając u kogoś decyzję o macierzyństwie od tych konsekwencji, insynuuje, że ten trud i poświęcenie są wartością wyższą, a inni idą na łatwiznę. Na pewno robisz to bez świadomego zamiaru, ale być może dlatego dziewczyny reagują z lekką irytacją. :-)
                      • mariareis Re: mariareis 24.02.09, 22:31
                        O, myślałam że dyskusja już wygasła:)
                        Zgadzam się z Tobą, że pierwsza jest potrzeba, później racjonalizacja, tak w
                        każdym razie ja często funkcjonuję. Ponieważ jestem osobą emocjonalną, kierującą
                        się w życiu jednak uczuciami, a nie rozsądkiem, zawsze z ciekawością
                        obserwowałam osoby inne ode mnie, bardziej wyważone, opanowane, umiejące
                        narzucić sobie jakiś racjonalny wybór, sposób postępowania. Takich dyskusji w
                        sieci już parę było, więc wyrobiłam sobie pewien pogląd na możliwe powody
                        niechęci do posiadania dzieci, niektóre moje znajome, czy kobiety z rodziny też
                        dzieci nie mają z wyboru i zawsze zastanawiało mnie, co czują i jak czują takie
                        osoby, i trudno mi było to sobie wyobrazić.I tylko tyle, nic więcej nie miałam
                        na myśli.
                        Co do niezbyt przyjemnych konsekwencji rodzicielstwa - tu trochę niejasno
                        napisałam, wiąże się to z moją obecną osobistą sytuacją życiową. Nie chodziło mi
                        o zwykłe życie, że będzie trochę ciężej itp. Bez przesady,myślę, że jak ktoś
                        chce mieć dzieci, to posiadanie ich raczej sprawia mu przyjemność, ten wysiłek
                        włożony w opiekowanie się dzieckiem i wychowanie go jest tym, czego pragnie.
                        Chodziło mi o ryzyko utraty i związane z tym cierpienia.
                        A gdy tak sobie myślę nad całą tą dyskusją, która mnie zdumiała, bo nigdy nie
                        sądziłam, że znajdę się w takiej roli (Matka-Polka na barykadzie;), to sądzę, że
                        muszę popracować nad swoim stylem, bo to trochę dziwne, co chwilę tłumaczyć, co
                        miałam na myśli. Sądzę też, że miało tu miejsce przeniesienie doświadczeń
                        (przykrych) z innych rozmów. Na małą afirmację instynktu macierzyńskiego w
                        indywidualnym wydaniu wytoczono trochę nieadekwatne działa;)

                        • pierwszalitera Re: mariareis 24.02.09, 23:04
                          mariareis napisała:

                          > O, myślałam że dyskusja już wygasła:)
                          > Zgadzam się z Tobą, że pierwsza jest potrzeba, później racjonalizacja, tak w
                          > każdym razie ja często funkcjonuję. Ponieważ jestem osobą emocjonalną, kierując
                          > ą
                          > się w życiu jednak uczuciami, a nie rozsądkiem, zawsze z ciekawością
                          > obserwowałam osoby inne ode mnie, bardziej wyważone, opanowane, umiejące
                          > narzucić sobie jakiś racjonalny wybór, sposób postępowania.

                          Oj, ja chciałam ci właściwie dać do zrozumienia, że u nas decyzja nieposiadania dzieci nie wynika koniecznie z wyważonych przemyśleń i narzuconych racjonalnych wyborów. To byłoby przecież wbrew samemu sobie. Niektórych potrzeba popycha do mniej lub bardziej świadomej decyzji na TAK w stronę dziecka, a inni takiej potrzeby nie odczuwają. Co więcej, nie odczuwają żadnej straty z powodu nieposiadanie tej potrzeby. Pewnie tego nie potrafisz sobie wyobrazić, ale tak jest. To nie jest zimna kalkulacja przeciwko macierzyńskim instynktom, tylko po prostu ich brak. A oprócz tego można być nawet bardzo emocjonalnym, to żadna sprzeczność.
                          • mariareis Re: mariareis 25.02.09, 14:47
                            Ok, rozumiem, zaczęłam od tego, o czym mówisz, a potem dałam się ponieść znowu
                            rozważaniom i dygresjom;)
                            Moje wnioski wynikały może z tego, że osoby, które nie chcą mieć dzieci są
                            często pytane o powody takiej postawy i zastanawiają się nad tym, szukają
                            argumentów lub właściwych przyczyn i mają już sprecyzowane poglądy,które mogą
                            szybko przedstawić, stąd wrażenie, że to była jakaś wykalkulowana decyzja,
                            natomiast bardzo rzadko obcy ludzie pytają: A właściwie dlaczego chcesz mieć
                            dzieci? zmuszając tym samym do refleksji nad tą potrzebą.
                            Wszystkie osoby spotkane przeze mnie w realnym życiu deklarujące niechęć do
                            posiadania dzieci były bardzo poukładane, rozsądne i zdyscyplinowane do bólu,
                            zupełne moje przeciwieństwo, stąd może taki schemat myślenia mi się włączył.
                            • madzioreck Re: mariareis 25.02.09, 20:25
                              Hmmm, no i tacy się zdarzają. Ja sama jestem wariat, absolutnie niepoukładana,
                              emocje mną rządzą, a rozsądek często śpi, jestem wrażliwa do bólu, aż czasem mam
                              przez to problemy. A jak ktos pyta, czemu nie chcę dzieci, odpowiadam po prostu,
                              że nie odczuwam takiej potrzeby :)
                              • mariareis Re: mariareis 25.02.09, 20:45
                                No i ok:)Świat stoi na różnorodności, a ja, dzięki stanikom, nieustannie się
                                dokształcam w różnych dziedzinach:)(to taki trochę off topic na Offtopach -
                                wróciłam niedawno z leroya z ogromniastymi nożycami do blachy - jakoś wcześniej
                                nie łączyłam siebie, tego typu narzędzi i tiulowych staników w jedną całość
                                czasoprzestrzenną, ciągle mnie to śmieszy:)
                                • juannita Re: mariareis 27.02.09, 00:02
                                  Ciekawa dyskusja.
                                  Ciekawe jest to co piszesz Mariareis o obawach przed zaangazowaniem emocjonalnym.
                                  Ja tez nie mam dzieci i podejrzewam, ze sie nigdy nie zdecyduje. Nie odczuwam instynktu macierzynskiego: male dzieci mnie dosc szybko nudza i strasznie trudno mi sobie wyobrazic moje zycie na co dzien z takim malym potworkiem:)
                                  Ale to nie jest tak, ze ja ktoregos dnia zdecydowalam, ze nie bede miec dzieci - to raczej wyglada tak, ze ja nigdy nie zdecydowalam sie na posiadanie dzieci.
                                  Jakos tak trudno jest mi podjac swiadoma decyzje o powolaniu do zycia istoty, po to zeby byc potem zobowiazana przez cale zycie do jej kochania.
                                  Z mezczyzna zawsze mozna wziac rozwod - z dzieckiem nie.

    • lenuuusia Re: A dzieci??? 17.02.09, 08:43
      jestem w lekkim szoku że tak wiele z Was nie chce dzieci:) ja ostatnio zaczęłam dużo czytać o ciąży etc. i najbardziej przeraża mnie sama ciąża poród i okres po porodzie, chyba błędem było czytać tak wiele opinii o bólu, o myśleniu mężczyzn i o tym jak drastycznie się wszystko zmienia... i dzieci pewnie kiedyś będą bo jednak podświadomie tego chce ale na razie musze zająć się stabilizacją głównie finansową:)

      • kotbert Re: A dzieci??? 17.02.09, 13:12
        Ja też bardzo nie chcę mieć dzieci i mam nadzieję, że żadne okoliczności nie
        zmuszą mnie do ich posiadania. Natomiast to co mnie w nich przeraża to nie jest
        ciąża (9 miesięcy i po krzyku) czy poród (to jeszcze krócej trwa), ale ta cała
        reszta potem, zmieniająca nieodwracalnie moje życie, które bardzo lubię as it is
        now.
    • malagracja A ja się boje. 18.02.09, 15:44
      Jak czasami mysle o ciazy, dziecku to czuje najzwyczajniej w swiecie strach ze
      je skrzywdze. I psychicznie i fizycznie. Nigdy zadnego dziecka nie dotknelam, bo
      bym chyba umarła ze strachu.
      Ale w glebi serca czuje, ze kiedys bym bardzo chciala miec duzo dzieci. Ale to
      dopiero, gdy przezwycieze strach...
      • agacia2025 Re: A ja się boje. 23.02.09, 15:56
        ja tez nie bylam w stanie dotknac malego dziecka zanim sama nie mialam, to
        znaczy takiego niemowlaka, jeszcze w beciku. Ale z takimi wiekszymi to sie
        bawilam. Najsmieszniejsze jest to, ze ja nigdy nie lubilam dzieci (nawet tych
        juz kilkuletnich), a one do mnie lgnely;p
        U mnie sa teraz kilka obaw:
        1) boje sie ze nie beda wystarczajaco dobra matka dla mojej corci, ze nie bede
        wystarczajaco jej wspierac, a bardzo chcialabym byc jej przyjaciolka tak jak
        moja mama byla dla mnie, pamietam nocne rozmowy i zwierzanie z rzeczy, ktorych
        nigdy nie powiedzialabym nawet najlepszej przyjaciolce
        2) pokusy dzisiejszego swiata, tzn narkotyki, napoje %-owe, papierosy, sekty,
        sex w wieki 12 lat!
        3)bardzo boje sie kolejnej ciazy (o ile kiedykolwiek nadejdzie). moja corcie
        rodzilam przez 5 dni:( wspominam beznadziejnie i do tej pory mam koszmary po
        nocach:(
        • agacia2025 Re: A ja się boje. 23.02.09, 15:57
          yyyyyyy...tam mialo byc "jest teraz kilka obaw"
          • malagracja Re: A ja się boje. 25.02.09, 15:06
            Poród to jest bohaterska rzecz :-) Chociaz w moim przypadku napewno bedzie to
            cesarka, bo mam bardzo waskie biodra. Hm..
            • agacia2025 Re: A ja się boje. 25.02.09, 17:53
              waskie biodra nie determinuja z gory tego, ze musisz rodzic poprzez cesarke.
              Znam sporo kobiet ktore rodzily naturalnie a byly bardzo waskie w biodrach (nie
              chodzi mi tu bynajmniej o waskie biodra spowodowane wychudzeniem tylko takowym
              typem sylwetki), wiec nie martw sie tym na zapas, bo teraz jest tendencja do
              zachecania kobiet do rodzenia silami natury
              • malagracja Re: A ja się boje. 26.02.09, 20:25
                Ja mam 83 w biodrach, moja matka jak byla ze mna w ciazy miala 87 i powiedziala
                tyle, ze mi tego nie zyczy.
                • agacia2025 Re: A ja się boje. 26.02.09, 22:39
                  Wiesz co, ja przed urodzeniem dziecka bylam waskobiodrzasta, mialam tak okolo 88-90cm, ale wazylam o 7-8 kg wiecej niz teraz, a teraz mam 90-92cm w biodrach (roznie to wychodzi) i uwiez mi ze te kilogramy przy wzrosci 162cm to duuuuzo. po porodzie wazylam duzo mniej niz przed zajsciem w ciaze, a potem jeszcze spadlam na wadze i okazalo sie ze w biodrach mam wiecej niz kiedy bylam pulchniejsza. Tak sie jakosc to uksztaltowalo. Natomiast moja siostra ma sporo wiecej w biodrach niz ja (pewnie tak 93-95) ale ogolenie jest duzo chudsza ode mnie i ona rzeczywiscie miala 2-godzinny porod. Porod z pewnoscia bedzie trudniejszy niz u mojej siostry, ale da rady silami natury, oczywiscie nie moge dac Ci pewnosci, ale wydaje mi sie ze zbyt przejelas sie tym co Twoja mama powiedziala, a i tak uwazam ze nie powinna takich rzeczy mowic corce, bo to ze ona tak miala nie znaczy ze kazdy inny tez. Poza tym powinna zwazyc na to ze wszystko jeszcze przed Toba i niepotrzebnie bedziesz sie stresowac przez cala ciaze jak to bedzie w czasie porodu, a nerwy tylko dziecku moga zaszkodzic.
                  A teraz historia z zycia:))) mam kolezanke ktora miala problem taki jak ty, waskie biodra, ale ona to juz wybitnie, miala ponizej 80cm. I kiedy zaszla w ciaze od poczatku szukala jakiegos lekarza ktory zrobi jej cesarke na zyczenie, ale ze nie miala pieniedzy a na zyczienie w PL nie praktykuje sie takich rzeczy (chyba ze dasz gruba koperte) to musiala urodzic silami natury. Urodzila jedno, za 2 lata drugie i zyje i dzieci maja sie dobrze:) glowa do gory i naprawde nie martw sie na zapas
                  • malagracja Re: A ja się boje. 27.02.09, 20:38
                    Dzieki :) Uspokoilas mnie :)
            • adamantia Re: A ja się boje. 27.02.09, 20:30
              Nieistotne są "wąskie biodra", a wewnętrzne wymiary miednicy zmierzone przez
              lekarza albo położną.

              Problemem może być tzw. niewspółmierność porodowa (pomiędzy główką a
              miednicą) ale i to jeżeli chodzi o CC jest tylko tzw. wskazanie względne, a nie
              bezwzględne. A to dlatego, że i główka dziecka i miednica w czasie porodu
              potrafią się dostosowywać, i najczęściej tak się dzieje.
              • malagracja Re: A ja się boje. 27.02.09, 20:38
                Dobrze wiedziec, powinnam zaglebic temat :)
    • blizniaki14 mam trójkę dzieci n/t 28.02.09, 09:23

    • abere8 Forum Bezdzietni z wyboru 01.04.09, 11:08
      Przepraszam, ze wyciagam stary watek, ale moze niektore z Was beda chcialy sie
      dolaczyc do forum Bezdzietnych z wyboru:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49416
      Milo mi sie zrobilo, jak zobaczylam, ile stanikomaniaczek nie chce miec dzieci.
      Przyzwyczailam sie, ze BzW to zadkosc, a tu prosze, tyle nas.

      A w odpowiedzi na glowny post w tym watku: nie mam dzieci, nie lubie i nie chce
      - bo nic mnie do tego nie pcha, zero instrynktu, moze nie te hormony mi sie
      trafily :-) Potrafie podac wszystkie argumenty na nie - ciaza, porod, brak snu,
      halas, utrata wolnosci, odpowiedzialnosc do konca zycia, itd, itp, ale tak
      naprawde, gdybym chciala miec dzieci, to bym je miala (czy tez miala je w
      planach/staralabym sie o nie), argumenty by mnie nie przekonaly :-)

      W tym roku koncze 30 lat (az mi sie nie chce samej w to wierzyc!), a instynkt
      macierzynski znam tylko z opowiadan.
      • madzioreck Re: Forum Bezdzietni z wyboru 02.04.09, 14:18
        Nie ma za co przepraszać, to są offtopy i można wszystko wyciągać :)
        A prawdę mówiąc, jeszcze milej by było, gdyby ludzie podejmowali decyzję o
        rodzicielstwie w pełni świadomie - nie mam tu na myśli czy ciąża była planowana,
        tylko to, że wiele ludzi ma dzieci, bo trzeba, bo taka kolej rzeczy i nawet nie
        pomyślą, że może być inaczej.
    • clarisse Mam 01.04.09, 15:36
      Młody ma 6,5 miesiąca, próbuje raczkować i gaworzyć.

      Troje starszych miauczy, gubi kłaki po całym domu i ucieka przed Młodym ;)

      Jako stara kociara powiedziałabym, że małe dzieci są zupełnie jak koty. Ale ponieważ teraz jestem młodą mamą, trzymam się wersji, że to koty przypominają zachowaniem małe dzieci :):):)
    • idziejoannaoch Re: A dzieci??? 08.04.09, 20:20
      ja sobie absolutnie nie wyobrażam dziecka teraz, dziwi mnie jak ktoś pyta, czy
      myślę o dziecku. Ludzie, ja mam niecałe 20 lat! to nie jest wiek dzieciowy! A
      poza tym, to nie bardzo sobie wyobrażam, jak bym miała z tym dzieckiem
      funkcjonować w tym momencie mojego życia. Mieszkam z dala od rodziny, w małym
      pokoju ze współlokatorką, mój chłopak codziennie spędza po 10 godzin na uczelni,
      ja całe dnie spędzam latając z uczelni na kurs, z kursu do pracy, z pracy gdzieś
      tam. Musiałabym to chyba rzucić wszystko i wracać do rodziców na wieś, gdzie nie
      miałabym absolutnie nic do roboty... a do jakieś pracy wypadałoby iść, zważywszy
      na to, że u moich rodziców się nie przelewa i kolejnego dziecka w domu by nie
      byli w stanie sfinansować :/ generalnie zawsze jak myślę o potencjalnym dziecku
      teraz, to nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego inaczej niż, że muszę
      zabierać manatki z warszawy i rzucać wszystko co sobie poukładałam tutaj w
      cholerę... to bardzo smutna perspektywa :(
      A w przyszłości może tak, nie wiem... wszyscy mi mówią, że mi się odwidzi, jak
      mi się faktycznie kiedyś odwidzi, to pogadamy :p najpierw bym chciała sama coś
      mieć, żeby móc temu dziecku coś dać
      • agmani Re: A dzieci??? 08.04.09, 20:30
        No bo jeszcze u Ciebie nie pora na dzieci. Wszystko w swoim czasie, teraz masz
        inne wyzwania zyciowe.
        W wieku 20 lat tez nie chcialabym miec dziecka, tzn. wiedzialam, ze kiedys tak,
        ale w odleglej przyszlosci.
        W wieku lat 26 myslalam juz zupelnie inaczej, a z kolei wiedzialam, ze jak sie
        rzuce w rozpedzajacy sie wir kariery, to na dlugo bede musiala mysl o dziecku
        odlozyc. Do tego wiedzialam, ze jestem w TYM zwiazku i chlop tez bardzo chcial
        miec dziecko. Urodzilam majac odpowiednio 27 i 28 lat.A teraz z powrotem
        pracuje, znalazlam troche inna dzialke (w gruncie rzeczy - dzieki dzieciakom) i
        sobie nie wyobrazam, ze mogloby byc inaczej. Chociaz to oczywiscie niezly
        szpagat ;). Ale po prostu trzeba wyczuc moment i bedzie dobrze.
        • idziejoannaoch Re: A dzieci??? 08.04.09, 20:47
          Też podejrzewam, że w okolicach paru lat przed 30 zacznę rozważać ewentualne
          dziecko.. Mój kolega z klasy w liceum jest w moim wieku i ma już dziecko ze
          swoją, rok młodszą, dziewczyną. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że
          oni to dziecko zaplanowali. To mnie właśnie dziwi.. Ale ta dziewczyna za mądra
          nie jest i na studia się raczej nie wybiera, ani żadnej dalszej edukacji w ogóle
          nie planuje, natomiast pan kolega jest już kierowcą ciężarówek :p to jest
          niesamowite, mieć ustabilizowaną sytuacje życiową w wieku 20 lat
    • kulki Re: A dzieci??? 09.04.09, 11:20
      Nie będę nikogo przekonywać, bo trzeba robić tak jak się czuje :)
      I moment w życiu musi być odpowiedni - sytuacja ustabilizowana, ukochana osoba
      przy boku.

      Jedna tylko uwaga - dzieci są często postrzegane jako "coś" co się "ma". A to
      nie tak. To trochę jakbyśmy dyskutowały czy warto "mieć mężczyznę" i część
      głosów by była "nie, bo widziałam u kuzynki, że mąż rozrzuca brudne skarpetki po
      salonie i ja sobie nie wyobrażam, żeby mi ktoś tak rozrzucał" :)

      Dziecko to jeszcze jedna ukochana osoba w związku. I tak jak o swojej drugiej
      połówce myślicie bardzo ciepło, podziwiacie w nim wiele rzeczy, widzicie jego
      zalety, kochacie go, tak samo myślicie o swoim dziecku. O wspaniałej osobie,
      która darzy Was uczuciem.

      Ktoś obcy powie "ale ten bachor się wydziera, to ja już wolę kota", a ja myślę
      "on jest sfrustrowany, bo go nie rozumiem, ciągle nie potrafi mi wszystkiego
      powiedzieć, spróbuję jeszcze raz" itd. :)
      • vasylkova Re: A dzieci??? 13.04.09, 19:11
        Mam dokladnie takie same odczucia. Dlaczego nikt nie mowi o wiezi z
        czlowiekiem, jakim jest dziecko, tylko wlasnie o "posiadaniu"
        dzieci"?
        Ja sama mam dwojke dzieci, i taki wybor jest dla mnie abstrakcyjny.

        Poza tym taki wybor, wydaje mi sie, wywoluje tyle emocji, bo jest to
        dzialanie wbrew naturze, z biologicznego punktu widzenia dzialanie na
        wlasna szkode.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka