Dodaj do ulubionych

A dzieci???

09.11.08, 19:01
Było o serialach, aerobiku i kawie. A macie dzieci? W jakim wieku?
Ja mam prześliczną 4 miesięczną córeczkę, którą część osób (np. madzioreck)
widziała na spotkaniu w Łodzi.
Obserwuj wątek
    • martvica Re: A dzieci??? 09.11.08, 19:24
      Nie lubię,
      Nie chcę,
      Nie odmieni mi się :)

      Cudze toleruję, krótko i jak są cicho. Moją siostrzenicę to nawet lubię, odkąd
      skończyła 3 lata, umiała samodzielnie korzystać z toalety i dawało się z nią
      pogadać na rożne tematy ;)
    • siamese67 Re: A dzieci??? 09.11.08, 19:48
      Nie mam, nie mogę, może bym się i postarała ze wspomaganiem, ale nie
      ma odpowiedniego kandydata na współautora. Trudno. Na siłę nie będę.
      Mam zastępcze dziecko czyli kota.
    • agnesp76 Re: A dzieci??? 09.11.08, 21:44
      Potwierdzam - też widziałam :) U mnie 11-letnia panna i synek 3 latka - miłośnik
      między innymi moich piersi :D (choć już od dawna nie jako ssak ;) )
    • kuraiko Re: A dzieci??? 09.11.08, 22:08
      ja chcę mieć kiedyś kilkoro, ale z drugiej strony jeszcze nie teraz
      i nie wiem kiedy do tego dojrzeję, sukcesywnie przekładam datę
      ewentualnego starania się o potomka, zaczynałam od 27-28, teraz
      możeeee 30 ;)
      • balbina_alexandra Re: A dzieci??? 09.11.08, 22:22
        Och ja myślę, że właśnie po 30 to dopiero jest ciężko się zdecydować i właśnie
        zaczynasz tę granicę coraz bardziej przesuwać :D człowiekowi jest coraz
        wygodniej, ma święty spokój ustabilizowaną sytuację finansową i zawodową i masz
        coraz mniej chęci by ten porządek ustalony burzyć :D
        Ja tak naprawdę nie lubiłam nigdy dzieci od lat najmłodszych i w sumie nie
        przepadam za nimi nadal. Już za młodych lat wywoływałam skandale rodzinne
        komentując niemowlęta jako brzydkie i podawałam jako przykład szczenięta mojej
        pudlicy jako o wiele śliczniejsze :D na pytanie (idiotyczne zresztą) różnych
        pociotków zawsze odpowiadałam, że za dzieci to ja dziękuję, wolę psy i koty...
        Nie miałam nigdy parcia na założenie rodziny i posiadanie potomstwa, nie znoszę
        niemowląt i ten okres życia dziecka mnie przeraża, lubię dzieci już starsze i
        komunikatywne. Przeraża mnie też aspekt uwiązania, choćby krótkotrwałego, w
        domu, ja jestem strasznie aktywna, dużo pracuję i mam masę zajęć, poza domem
        spędzam większość czasu...
        Od paru lat mam coraz mniejszą ochotę na zakładanie rodziny a jam już po 30 :)
        zmieniło mi się trochę ostatnio, z różnych względów; może jednak... daję sobie
        czas do 35 roku życia teraz, później nie mam zamiaru już ryzykować.

        I czasem sobie myślę, że może lepiej jest zaliczyć wpadkę na studiach kiedy
        człowiek ma jeszcze sporo energii i jest mniej wygodny, niż zaplanować świadomie
        potem... Powiedziałam mojemu aktualnemu towarzyszowi życia (który jak większość
        mężczyzn, bardzo chce), że nie potrafię się świadomie zdecydować, że zawsze będę
        mieć milion wątpliwości i każdy moment będzie zły, więc jeśli mam się rozmnożyć,
        muszę w pełni nieświadomie zaliczyć wpadkę. Innego wyjścia nie widzę.
        • siamese67 Re: A dzieci??? 09.11.08, 22:43
          balbina_alexandra napisała:

          > więc jeśli mam się rozmnożyć, muszę w pełni nieświadomie zaliczyć
          wpadkę. Innego wyjścia nie widzę.

          A to mi sie podoba. Podobnie miałam. Coś w stylu: jak chcą - to
          proszę bardzo, bylebym to nie ja zdecydowała, a potem - niech się
          dzieje wola nieba...
        • kuraiko Re: A dzieci??? 10.11.08, 00:35
          wpadka mnie przeraża... wpadka teraz to byłby koszmar :/
          a co do małych dzieci/niemowląt, to też uważam wszystkie
          szczeniaczki, kocięta itd za ładniejsze od ludzkich młodych ;)
          do tego kuzynka (w moim wieku) ma już dwójkę maluchów i jak nas
          ostatnio odwiedzili, to stwierdziłam, że najlepiej jakby się
          człowiek rozmnażał przez pączkowanie, a dziecko od razu było w wieku
          2-3 lata ;)
          z drugiej strony opiekowałam się dwójką dzieci w wieku przedszkolnym
          i łatwo nie było (bo i dzieci były "trudne"), ale potrafiłam się na
          ogół z nimi dogadać, trzeba się po prostu "zniżyć" do ich poziomu i
          przyjąć sposób myślenia dziecka.
          na pewno z własnym dzieckiem jest łatwiej niż z cudzym, tylko te
          pierwsze dwa lata mnie przerażają, jak i inne aspekty (że np nie
          będę już na pierwszym planie, przestanę być sobą tylko stanę
          się "matką" itd)

          aha to co pisałam o mojej mamie - w sferze jej marzeń nigdy nie było
          faceta, dzieci, rodziny, za mąż wyszła późno, dzieci jeszcze trochę
          później, nigdy nie była "matką Polką", to u niej jakoś naturalnie
          przyszło. ja jednak zawsze chciałam być w związku, a myśli o
          dzieciach pojawiły się oczywiście przy stabilizacji uczuciowej. ale
          im jestem starsza tym większe mam wątpliwości. mam czasem wrażenie,
          że to najłatwiej przychodzi młodym, świeżo zakochanym dziewczynom,
          które nie przejmują się np brakiem zabezpieczenia finansowego.
          • ganbaja Re: A dzieci??? 10.11.08, 10:02
            Tak czytam i dochodzę do wniosku, że macie za mało wiary w matkę naturę :-)
            Po uogólniam troszkę:
            Naprawdę nie staje się w sytuacji wyboru: ja i moje zajęcia, aktywność zawodowa
            i towarzyska a dziecko.
            Tak to wygląda z perspektywy kogoś kto dziecka nie ma.
            Natomiast natura jest mądrzejsza niż rzesza filozofów.
            9 miesięcy przemian fizjologicznych, hormonalnych, potem poród i świat się zmienia.
            Wcale się nie myśli o życiu towarzyskim, a na pewno nie w takich ilościach jak
            kiedyś, wcale się nie tęskni do pracy, hormony potrafią wykrzesać z nas
            nieprawdopodobne pokłady sił.
            Macierzyństwo to magia. Czasem oczywiście bywa ciężko a nawet bardzo ciężko, ale
            to wszystko mija.
            Piszecie, że lepsze są te komunikatywne kilkuletnie dzieci. Otóż to nie prawda
            :-) Te są najgorsze a jeszcze gorsze są nastolatki :-)
            Najfajniejsze są te najmniejsze.


            Posiadam 12 letniego syna i 6 letnią córkę.
            • joankb Re: A dzieci??? 10.11.08, 22:36
              Bajki - jak dla mnie. Mam. Jedno, egzemplarz raczej udany, dorosły :)).
              Zmiany świata nie doświadczyłam, magii też nie bardzo. Kocham moje dziecię, ale
              najbardziej to to przypominało ciężką harówę, z przebłyskami lepszej pogody..
              Pogodzenie wychowywania dziecka i nie tyle kariery, co robienia zawodowo i
              zarobkowo, tego co się lubi to bieganie na linie nad przepaścią.
              Prawdopodobieństwo rozbicia sobie nosa z jednej lub z drugiej strony jest duże.
              Gdybym miała więcej niż jedno to ten nos rozbiłabym sobie na pewno.
              Kto czuje, że nie chce niech się nie daje przekonać na siłę, bo "jak urodzisz to
              pokochasz" Nie takie to proste, a nuż nie zadziała?
              Kto się tylko waha powinien sobie wiele rzeczy przemyśleć i pewnie w końcu powie
              TAK. Ale na stereotypy o matce naturze to temat jest zbyt poważny.
              • 987ania Re: A dzieci??? 10.11.08, 23:12
                joankb mądrze prawisz a ja każdej wahającej polecam książkę "Pierwsze dziecko
                zmienia wszystko". Uważam, że nie ma co zachodzić w ciąże jak człowiek niepewny.
                Pierwsze trzy miesiące to było jak jazda bez trzymanki na kolejce górskiej.
                Teraz trochę się uspakaja ale ja nikogo na dziecko namawiać nie będę. Nie będę
                też mówić jakie to piękne poświęcenie - macierzyństwo (by moja teściowa).
                  • 987ania Re: A dzieci??? 11.11.08, 00:15
                    dla niej może i piękne poświęcenie bo jednego syna do 3 roku życia wychowywała
                    jej mama (nawet nie mieszkali razem, synek mieszkał u babci) a drugiego mąż bo
                    był na dłuższym zwolnieniu.
                • joankb Re: A dzieci??? 10.11.08, 23:43
                  Baby to mają przerąbane czasem...
                  Dobre życie to kwestia harmonii, dostrajasz jeden ton do drugiego, ten do
                  następnego. Kto czuje, że dziecko to pożądany, potrzebny składnik harmonii w
                  jego życiu, ten nie powinien w nieskończoność odkładać na później i na później,
                  często z powodów tak sobie istotnych. Ważnych dziś, mniej ważnych jutro.
                  Kto czuje, widzi to inaczej - nie powinien.
                  Jak każdy życiowy wybór - ten też niesie ryzyko pomyłki, w każdą stronę. Tyle,
                  że ten jest ważniejszy niż inne. Z dzieckiem się nie rozwiedziesz :)), ani nie
                  urodzisz go po 50-tce.
              • ganbaja Re: A dzieci??? 11.11.08, 11:19
                joankb napisała:

                Ale na stereotypy o matce naturze to temat jest zbyt poważny.


                U mnie tak było. Do 25 roku życia uważałam, że dzieci to za nóżki i głową o
                parapet. Sorry za dosłowność. Ale nie znosiłam dzieci.
                Nadal nie lubię dzieci, nie cierpię się z nimi bawić.
                Ale przyszło i na mnie. I choć wylałam wiele łez to dałam radę bez pomocy
                absolutnie kogokolwiek z rodziny, nie mając najmniejszego pojęcia o dzieciach a
                w szczególności noworodkach czy niemowlętach. Wykarmiłam piersią.
                I nadal twierdzę, że jest w tym magia, jest matka natura bo w przeciwnym wypadku
                nie dałabym rady i rzuciłabym to wszystko w cholerę już dawno. A na pewno nie
                zdecydowałabym się na drugie dziecko. Nie jestem typem Matki Polki. Cenię sobie
                swoją swobodę i wolność.
                Nie należę do osób, które będą namawiały na siłę kobiety by rodziły dzieci bez
                względu na wszystko. Absolutnie nie.
                • kotwtrampkach Re: A dzieci??? 02.12.08, 14:54
                  dziękuję ganbaja (do 25 r.ż....). Czasem dobrze się poczuć ze swoimi uczuciami
                  "normalnie" ;-)

                  Chociaż u mnie ta matka natura dawała głównie w kość, a bezwarunkowej miłości to
                  ja się musiałam długo uczyć.. Mogę powiedzieć, ze reklamowany instynkt to
                  "przyszedł" do mnie ok.2-3 r.ż.małej A przez pierwsze trzy miesiące pomagał
                  tylko zrozumieć zachowanie, mieć siłę,energię i cierpliwość, karmić i
                  wytrzymywać ból, płakać na info o krzywdzeniu dzieci(np.filmy,wiadomości) itp..

                  U mnie to była ciężka praca, zakończona sukcesem wprawdzie,ale nieziemsko
                  zazdroszczę tym matkom, które zakochiwały sie w dziecku zaraz po porodzie..
          • pierwszalitera Re: A dzieci??? 10.11.08, 11:31
            kuraiko napisała:

            aha to co pisałam o mojej mamie - w sferze jej marzeń nigdy nie było
            > faceta, dzieci, rodziny, za mąż wyszła późno, dzieci jeszcze trochę
            > później, nigdy nie była "matką Polką", to u niej jakoś naturalnie
            > przyszło. ja jednak zawsze chciałam być w związku, a myśli o
            > dzieciach pojawiły się oczywiście przy stabilizacji uczuciowej.

            Nawet przy stabilizacji uczuciowej, małżeństwie, świetnym partnerze i warunkach, życzenie posiadania dziecka nie musi przyjść automatycznie. Bronię się przed pojęciem naturalnej konsekwencji. To nie u każdego tak jest. ;-)
            • kuraiko Re: A dzieci??? 10.11.08, 23:48
              toteż nie twierdzę, że u każdego ;)
              ale znam dziewczyny, które zarzekały się, że nie chcą mieć męża i
              dzieci (bo np pochodziły z rodziny patologicznej i miały złe
              doświadczenia), a w związku z odpowiednim partnerem nagle zaczynały
              pragnąć dziecka.
              ogólnie dość powszechnie się zdarza, że kobieta w romantycznej fazie
              związku (kwiatki, ptaszki, tęcza na niebie, tak to TEN, jak ja go
              kocham, świat jest piękny) zaczyna odczuwać silne pragnienie
              dziecka, zaczyna się rozczulać nad niemowlętami i małymi dziećmi.
              czasem ten etap mija i przychodzi głos rozsądku (tak było w moim
              przypadku), a czasem nie mija i młodzi szybko stają się rodzicami ;)
              widziałam takie przypadki na własne oczy, sama tego doświadczyłam,
              czytałam wypowiedzi dziewczyn w tej fazie na forach internetowych,
              więc wydaje mi się że to dość powszechne zjawisko (z tym, że dotyczy
              raczej jednostek nieszczególnie uprzedzonych do posiadania
              potomstwa, raczej nastawionych na dzieci "kiedyś")
              • pierwszalitera Re: A dzieci??? 11.11.08, 12:39
                kuraiko napisała:

                > toteż nie twierdzę, że u każdego ;)
                > ale znam dziewczyny, które zarzekały się, że nie chcą mieć męża i
                > dzieci (bo np pochodziły z rodziny patologicznej i miały złe
                > doświadczenia), a w związku z odpowiednim partnerem nagle zaczynały
                > pragnąć dzieck

                Na wszystko ok. ;-) Prawie na wszystko, bo nie podoba mi się, kiedy podajesz podobne, lekko kontrowersyjne przykłady. ;-) By nie chcieć mieć dzieci, nie trzeba mieć urazu przed związkiem z mężczyzną, ani złych doświadczeń, ani pochodzić z rodziny patologicznej. To właśnie taki często podawany argument. Nie masz dzieci, to znaczy, że coś w twoim życiu emocjonalnie poleciało nie tak. Przed tym się właśnie bronię, bo można być "normalną" kobietą, w cudownym, stabilnym, ciepłym związku z mężczyzną, wcale nie wypaczoną uczuciowo i nie odczuwać biologicznego instynktu mnożenia się. Ani w romantycznej fazie, ani później. To, że macierzyństwo było normalną koleją rzeczy w życiu kobiety, nie świadczy jeszcze o tym, że babki się specjalnie nad tym zastanawiały, w pełnej świadomości możliwych alternatyw. Te alternatywy nie były też specjalnie atrakcyjne społecznie. Nawet teraz patrzy się czasem na kobiety bez dzieci jak na dziwolągi.
                • kuraiko Re: A dzieci??? 11.11.08, 15:15
                  hehe, bo takie przykłady znam osobiście ;) znam kilka osób z
                  patologicznych rodzin, całkiem sporo osób z rodziny niepełnej, tzn
                  wychowywanych tylko przez ojca, ale w większości przypadków tylko
                  przez matkę, oraz osób z rodzin pełnych, ale gdzie jeden rodzic to
                  rozwodnik (a to też w pewien sposób wpływa na myślenie o związku).

                  nie miałam jednak zamiaru stawiać tezy, że tylko osoby "z
                  problemami" nie chcą mieć dzieci, bo przecież tak nie jest :)
                  wymieniałam raczej czynniki, które wpływają na taką decyzję i
                  czynniki które wywołują zmianę decyzji.

                  wydaje mi się, że kobieta z "normalnej" rodziny, która nie chce mieć
                  dzieci (bo nie lubi, nie ma instynktu, nie odczuwa potrzeby, brzydzi
                  się itd) nie jest podatna w taki sposób na zmianę sposobu myślenia,
                  jak osoba, której "nie chcenie" wynika np z tego, że boi się że
                  skrzywdzi swoje dziecko jak rodzice skrzywdzili ją.
                  no babki rzeczywiście nie miały wielkiego wyboru :D

                  a co do społeczeństwa, to masz rację - jak ktoś nie chce mieć
                  dziecka, to pada pytanie "a czemu" i nawet jakaś wrogość,
                  doszukiwanie się czegoś więcej :/
                  • madzioreck Re: A dzieci??? 12.11.08, 19:29
                    kuraiko napisała:

                    a co do społeczeństwa, to masz rację - jak ktoś nie chce mieć
                    > dziecka, to pada pytanie "a czemu" i nawet jakaś wrogość,
                    > doszukiwanie się czegoś więcej :/

                    Masz rację. Ja już przestałam szczerze odpowiadać na pytania "To kiedy
                    dzieciątko?". Właśnie dlatego, ze się nasłucham zawsze. Że "przecież każda
                    kobieta chce mieć dzieci", że "jesteś egoistką" i że coś mam chyba z głową. Tu
                    też bałam się napisać prawdę, ale widzę, że nie jestem sama i nikt mi z tego
                    powodu nie nawrzucał :)
                    • madzioreck A tak swoją drogą... 12.11.08, 19:34
                      ... ciekawe, czy brak chęci posiadania dzieci ma jakiś związek ze stanikowym
                      uświadomieniem... Bo powiem Wam, że w realu nie spotkałam drugiej dziewczyny,
                      która by otwarcie o tym mówiła, i chyba niedługo uwierzyłabym, że jestem
                      nienormalna i bez serca. A okazuje się, że to też normalne.
                      • pierwszalitera Re: A tak swoją drogą... 12.11.08, 20:34
                        Zupełnie normalne. :-) Autentycznie nie jesteś sama. Ja nawet wcześniej nie zapierałam się, że nie chcę dzieci. Po prostu czekałam na zaproszenie natury i liczyłam nawet na pojawiający się kiedyś, jak myślałam u każdej kobiety, instynkt macierzyński. Ale nie przychodził. Więc odsuwałam decyzję ode mnie, aż nadszedł czas, kiedy zegar biologiczny zaczął niebezpiecznie tykać i trzeba było to pytanie postawić sobie na poważnie. Żeby nie przegapić. Polskie koleżanki ze szkoły mają już bowiem dzieci, które robić będą niedługo maturę. No i musiałam przyznać się sama przed sobą, że wcale nie chcę dzieci, nigdy nie chciałam i pewno już chcieć nie będę. Mieszkam w Niemczech i tu jest coś takiego całkiem normalne. 40 procent kobiet między 18 a 40-tym rokiem życia i z wyższym wykształceniem, nie ma tu dzieci. To wcale nie jest tak mało. Mam wprawdzie nieco ponad 40 lat, ale mam zamiar chamsko wcisnąć się w tą grupę. A co! ;-)
                        • madzioreck Re: A tak swoją drogą... 12.11.08, 20:54
                          Ja też się nie zapieram, teraz nie chcę, a skąd mogę wiedzieć, co będę chciała
                          za 2 lata na przykład. To, co napisałaś, jeszcze bardziej utwierdza mnie w
                          przekonaniu, że wiele osób ma dzieci, bo "trzeba", "bo już czas", bo nie mieści
                          im się w głowie, że można się nad tym w ogóle zastanawiać. I może właśnie
                          dlatego właśnie ci, którzy nie przywykli myśleć, tylko bezkrytycznie przyjmują
                          "co trzeba", reagują tak a nie inaczej na wieść, że można nie chcieć mieć
                          dzieci. Inni znów traktują jak osobistą obrazę takie szczere wyznanie, jak np.
                          moja znajoma, która bardzo chce mieć dzieci, ale jakoś jej się nie układało w
                          życiu ku temu. A teraz roi sobie, że jest coraz później, i płacze, że nie ma, a
                          chciałaby, i jak ja mogę takie rzeczy wygadywać. Ręce opadają. Jakby przez to,
                          że ja nie chcę, ona nie miała...
                        • madzioreck Re: A tak swoją drogą... 12.11.08, 20:56
                          A, i jeszcze można usłyszeć "a jak ci się zachce i będzie za późno?!" Zawsze
                          pytam wtedy, czy mam sobie urodzić dziecko na wszelki wypadek, gdyby mi się
                          kiedyś zachciało?! To dopiero byłby egoizm...
                          • winter76 Re: A tak swoją drogą... 12.11.08, 21:03
                            Ja mam jedno i nie chcę więcej,co otwarcie mówię.I też słyszę komentarze,że 2 lepiej się razem wychowuje,że synek powinien mieć rodzeństwo itp Mnie tak odpowiada,nie mam żadnych wyrzutów sumienia,że będzie jedynakiem i tyle.
                            • heliamphora Re: A tak swoją drogą... 12.11.08, 21:52
                              Moja koleżanka, bardzo ciężko chora, w toksycznym związku i z naprawdę trudną
                              sytuacją finansową ma jedno dziecko i ostatnio stwierdziła, że planuje drugie.
                              Dlaczego? Ano dlatego, że "synek pomału staje się egoistą,a jak będzie miał
                              rodzeństwo, to może mu to przejdzie".

                              Rozumiem, że jeśli rodzice nie dali rady wychować jednego dziecka w rozsądny
                              sposób, to na pewno dadzą radę wychować dwoje... :/
                              • kotwtrampkach Re: A tak swoją drogą... 02.12.08, 14:44
                                heliamphora napisała:
                                > Rozumiem, że jeśli rodzice nie dali rady wychować jednego dziecka w rozsądny
                                > sposób, to na pewno dadzą radę wychować dwoje... :/

                                heh, za podobny tekst (wypowiedziany tylko w obecności rodziców i
                                rodzeństwa,zeby było śmieszniej) zostałam odsądzona od czci i wiary. Ciągle
                                jestem zaskoczona tamtą reakcją
                          • martvica Re: A tak swoją drogą... 12.11.08, 21:42
                            O tak, uwielbiam ten tekst :)
                            Zawsze słyszę że 'jak będziesz miała własne, to Ci przejdzie', więc wytrzeszczam
                            oczy i pytam jakie własne, przecież jak dzieci nie lubię organicznie, to sobie
                            nie zrobię. Bo poza wszystkim jak mi nie przejdzie, to co? Namawiacz weźmie i
                            wychowa?
                            A np do takiej depresji poporodowej jestem murowaną kandydatką. Nie mówiąc o tym
                            ze bym dostała świra podczas ciąży i wylądowała w psychiatryku, mało rzeczy w
                            zyciu jestem aż tak pewna.
                      • aadrianka Re: A tak swoją drogą... 12.11.08, 20:51
                        Ja się z kolei zastanawiam, czy to ma związek z preferencją "pies a
                        kot". Z luźnych obserwacji wynika, że zdeklarowani zwolennicy psów
                        częściej mają/chcą mieć dzieci. Osobiscie zresztą dostrzegam wiele
                        podobieństw między zachowaniem psa a dziecka:)
                      • heliamphora Jak najbardziej normalne... 12.11.08, 21:49
                        ...jak każda przemyślana decyzja, która nie łamie prawa ani niczyich dóbr
                        osobistych :) I ja zawsze mówię o niej otwarcie :)

                        Po zachowaniach niektórych ludzi wobec ich własnych dzieci widzę, że gdyby po
                        pierwsze wpadli na pomysł żeby zastanowić się, czy naprawdę chcą mieć dzieci, po
                        drugie, mieli tyle samoświadomości by dojść do tego, że jednak może nie chcą,
                        oraz, po trzecie, mieli tyle odwagi społecznej, by faktycznie tych dzieci sobie
                        nie sprawić, to z tego samego powodu co ja, jednak by ich nie mieli.
        • aadrianka Re: A dzieci??? 10.11.08, 10:04
          balbina_alexandra napisała:
          nie znoszę
          > niemowląt i ten okres życia dziecka mnie przeraża, lubię dzieci
          już starsze i
          > komunikatywne.

          Ja mam dokładnie odwrotnie - niemowlęta mnie rozczulają swoją
          bezbronnością i całkowitym uzależnieniem od otoczenia (aczkolwiek
          znacznie większe rozczulenie wywołują szczeniaczki i kocięta;)),
          dziecko, które zaczyna chodzić oraz mówić budzi we mnie wyłącznie
          irytację - i tak, póki nie skończy mniej więcej 15-16 lat:)
          Dzieci nie lubiłam nigdy, chociaż zawsze zakładałam, że będę
          posiadać własne. Ostatnio coraz częściej myślę, że chyba nie byłby
          to najlepszy pomysł.
          • turzyca Re: A dzieci??? 10.11.08, 17:33
            aadrianka napisała:


            > Ja mam dokładnie odwrotnie - niemowlęta mnie rozczulają swoją
            > bezbronnością i całkowitym uzależnieniem od otoczenia (aczkolwiek
            > znacznie większe rozczulenie wywołują szczeniaczki i kocięta;)),
            > dziecko, które zaczyna chodzić oraz mówić budzi we mnie wyłącznie
            > irytację - i tak, póki nie skończy mniej więcej 15-16 lat:)
            > Dzieci nie lubiłam nigdy, chociaż zawsze zakładałam, że będę
            > posiadać własne. Ostatnio coraz częściej myślę, że chyba nie byłby
            > to najlepszy pomysł.

            Wiesz, ja mam tylko nadzieje, ze jesli juz sie tych dzieci dorobie, to ze z
            wlasnymi bedzie szlo lepiej niz z cudzymi o tyle, ze nie bede musiala akceptowac
            cudzych bledow wychowawczych. Bo tak ogolnie zauwazylam, ze dobrze sie dogaduje
            z dziecmi, ktorych rodzicow moglabym zaakceptowac jako moich. Ale jesli metody
            wychowawcze rodzicow sa dla mnie nie do zaakceptowania, to dzieci zazwyczaj tez.
        • pierwszalitera Re: A dzieci??? 10.11.08, 11:27
          balbina_alexandra napisała:

          Powiedziałam mojemu aktualnemu towarzyszowi życia (który jak większość
          > mężczyzn, bardzo chce), że nie potrafię się świadomie zdecydować, że zawsze będ
          > ę
          > mieć milion wątpliwości i każdy moment będzie zły, więc jeśli mam się rozmnożyć
          > ,
          > muszę w pełni nieświadomie zaliczyć wpadkę. Innego wyjścia nie widzę.
          >

          Nie wiem gdzie ta większość facetów, co chce dzieci, ja spotkałam się raczej z tym, że większość facetów, myśli, że większość kobiet chce dzieci. Paranoja jakaś. ;-) Każdy sobie coś tam myśli o większościach, a moim zdaniem trzeba pomyśleć, czego chce się samemu. :-)
          • heliamphora Re: A dzieci??? 11.11.08, 02:44
            Nie chcę mieć dzieci - lubię je (w umiarkowanej dawce), rozumiem i darzę
            sympatią, ale nie chcę mieć.

            Ale co do facetów, to właśnie chciałabym zobaczyć tych, co to nie chcą mieć
            dzieci (i nie są przy tym sami dużymi, niedojrzałymi dziećmi), bo jednak z moich
            doświadczeń wynika, że zdecydowana większość chce :)
            • pierwszalitera Re: A dzieci??? 11.11.08, 12:50
              No to ja jestem z takim właśnie facetem. Najdojrzalszy emocjonalnie facet, którego w moim życiu poznałam. On bardzo lubi dzieci, ale obce i tylko na chwilkę. Swoich sobie nie życzy, bo rodzinny model nie pasuje absolutnie do jego (naszego) życia. Mom zdaniem, to bardzo odpowiedzialne, bo wiele facetów chce mieć wprawdzie dzieci, ale z całą praktyczną resztą ma potem niewiele wspólnego. Dla mnie to właśnie takie dziecinne życzenia. Sprawienie sobie dziecka jest często większym egoizmem, niż rezygnacja.
              • heliamphora Re: A dzieci??? 11.11.08, 14:51
                To gratuluję faceta :) Tym bardziej, że wydaje mi się, że to jeden z pozytywnych
                wyjątków.

                Zgadzam się, że większość facetów chce, bo nie wie, jakie to obciążenie (i nigdy
                się nie dowie, bo jednak w bardzo wielu przypadkach większość tego obciążenia
                spoczywa na kobiecie). Myślę, że z tego powodu faceci są bardziej bezrefleksyjni
                w tym chceniu - bo nawet gdyby dziecko nie okazało się aż takim szczęściem i
                cudem świata, to co im szkodzi spróbować...
              • plica Re: A dzieci??? 11.11.08, 15:34
                Mom zdaniem, to bardzo odpowiedzialne, bo wiele facetów chce mieć wpr
                > awdzie dzieci, ale z całą praktyczną resztą ma potem niewiele wspólnego. Dla mn
                > ie to właśnie takie dziecinne życzenia. Sprawienie sobie dziecka jest często wi
                > ększym egoizmem, niż rezygnacja.

                moim zdaniem, to tez bardzo rozsadne i w pelni popieram takie wybory.
                co do czesci drugiej, niestety czesto to prawda. moim głównym życzeniem (hm. żądaniem?) przy planowaniu potomstwa z mężem jest:

                "tylko błagam, nie pomagaj mi !"

                niestety u przewazajacej wiekszosci moich swiezo dzieciatych znajomych, tatusiowie wlasnie swoim zonom pomagają, zamiast po prostu wziac na siebie dokladnie tyle samo obowiazkow i odpowiedzialnosci
                • heliamphora Re: A dzieci??? 11.11.08, 15:37
                  O właśnie, muszę kiedyś sprawdzić, jak się zachowa facet, któremu powiem
                  "uważam, że dobrze jest, jak kobieta pomaga facetowi w obowiązkach domowych i w
                  wychowywaniu dzieci" ;)
        • agacia2025 Re: A dzieci??? 12.02.09, 10:34
          bardzo podoba mi sie to co mowisz. Ja zaliczylam wpadke jak mialam 17 lat:( bylo kijowo, bo zawsze bylam bardzo ambitana i chcialam najlepiej zdac mature i dostac sie na studia dzienne itd... no i jak urodzilam corcie bylo strasznie ciezko. Mama mi duzo pomagala. Dalej chodzilam do szkoly dziennej, po szkole zajmowalam sie maluchem a pozniej do 2 w nocu uczylam sie po to aby rano o 6 wstac i isc do szkoly ledwie zywa:( do tego bylam pierwszym rocznikiem z nowa matura, wiec wszystko bylo co chwila przekrecane i zmieniane, a my musielismy sie do tego dostosowywac i uczyc co chwile czego innego, wiec mialam wiecej nauki niz poprzednie roczniki. Mature udalo sie zdac dobrze. Na studia poszlam zaoczne (rodzice chciali abym poszla na dzienne, ale nie moglam zostawic malucha), po dwoch latach wyjechalam do anglii i zostawilam studia, bo dziekan nie zgodzil sie na studiowanie eksternistyczne i teraz biore sie tu za studia i kontynuuje te ktore zostawilam w PL, wiec nie stracilam duzo.

          No i konkluzja. Gdybym nie miala dzicka w wieku 18 lat to pewnie i nie zdecydowalabym sie do 30, bo nawet teraz jak sie mnie pytaja kiedy nastepne (smieszne bo mam 22 lata, studia, praca, dom i dziecko, a oni chca juz nastepnego malucha) to odpowiadam jak sobie wszystko poukladam, a to jeszcze kuuupe lat
        • kulki Re: A dzieci??? 09.04.09, 10:33
          > Już za młodych lat wywoływałam skandale rodzinne
          > komentując niemowlęta jako brzydkie i podawałam jako przykład szczenięta mojej
          > pudlicy jako o wiele śliczniejsze :D

          Oj, nie cierpię jak ktoś dzieci z psami porównuje - pierwsza oburzona bym była ;) :)
          Ostatnio na spacerku "zobacz Azorku, chłopiec płacze całkiem jak Ty"
          :)
          • balbina_alexandra Re: A dzieci??? 13.04.09, 11:03
            kulki napisała:

            > Oj, nie cierpię jak ktoś dzieci z psami porównuje - pierwsza oburzona bym była
            > ;) :)
            > Ostatnio na spacerku "zobacz Azorku, chłopiec płacze całkiem jak Ty"
            > :)

            Och nie o takim porównywaniu mówię, w cytowanym przez Ciebie fragmencie
            wypowiadałam się wyłącznie o kwestiach czysto estetycznych :) a tekst
            przytoczony przez ciebie jest śmieszny i po prostu głupi, parsknęłabym śmiechem
            jak nic :)
            Chodziło mi bardziej o traktowanie zwierza jak żywej istoty, ktora ma swoje
            uczucia, odczuwa pewne wrażenia w sposób nie odbiegający od ludzkiego. Prosty
            przykład: kiedy wracalismy z wyjazdowego Sylwestra - oczywiście odczekawszy do
            poznego popołudnia aż wszyscy dojdą do siebie - strasznie zależało mi żeby nie
            siedzieć do wieczora tylko jechać do domu tak szybko jak tylko się da, bo moje
            kotki były same. Zostawiłam im sporo jedzenia, nie boją się huku, niemniej
            jednak są przyzwyczajone do obecności czlowieka i po prostu się denerwowalam.
            Towarzystwo zmieszało mnie z blotem, jako przeciwwagę podając inną koleżankę,
            która zostawiła dzieci...
            Dla mnie moje zwierzęta są równie ważne jak dla kogoś dzieci. Ale niektórym
            ciężko to zrozumiec.
    • the_mariska Re: A dzieci??? 10.11.08, 01:00
      Dla mnie dzieci to temat odległy jak koniec świata, jako żem młodziutka, wolna i
      z mojej wolności nie zamierzam szybko rezygnować. Wiem na pewno jedno - jak już
      się dorobię kiedyś dzieciaka, to na pewno sprezentuję mu w szybkim czasie
      braciszka lub siostrzyczkę. Sama wychowałam się z 4 (tak, czterema!) młodszymi
      braćmi i naprawdę się z tego powodu bardzo cieszę. Tak wesoło nie było w domu
      żadnych znajomych, a moja matka jest kobietą o stalowych nerwach że nas jakoś
      przeżyła, sama nie dałabym rady z taką dzieciarnią ;)

      Inna sprawa, że już teraz przy nich wymiękam, bo wytrzymanie wspólnego obiadu z
      czterema wariującymi wyrostkami w wieku mniej lub bardziej nastoletnim jest dla
      mnie prawie niemożliwe. Na całe szczęście nie widuję ich na co dzień, więc może
      do czasu posiadania własnych dzieci mi przejdzie ;)
    • elayne_trakand Re: A dzieci??? 10.11.08, 12:53
      Helena lat 3 i 3 m-ce
      Michelle 21 m-cy

      Planowalismy jedno dziecko i odkladane bylo przez wiele lat z powodu warunkow
      najpierw na 26 lat, potem 28 az w koncu samo zadecydowalo ze 30 lat mamusi to
      odpowiedni wiek na dziecko ;)
      A ze jest towarzyska to zaraz zawolala druga :D
    • kwiatek04 Re: A dzieci??? 10.11.08, 13:32
      Dzieci jeszcze nie mam, ale coraz czesciej mysle, ze juz do nich dojrzalam.
      Szkoda tylko, ze brak tego, ktory moglby byc tata, choc i to sie powoli zmienia ;)
      • masza.s Re: A dzieci??? 10.11.08, 14:28
        Uwielbiam. Przyszło mi to teraz, mając lat 17. Nie jestem typem od
        "ciuciuciuciu", ale odkryłam, że bycie z dziećmi naprawdę sprawia mi
        przyjemność. Dużą. Nie piszczę, dzieci mnie onieśmielają, ale chyba lubią.
        Zastanawiam się, jaki wpływ ma na to fakt, że od dziecka pracowałam z psami w
        formie szkoleń i tak dalej ;). Bobasy lubię. Pomagam w Domu Dziecka, chociaż
        moim celem było pomaganie w Domu Małego Dziecka.
        Dziecko najchętniej bym urodziła na studiach, biorąc poprawkę na fakt, że w tym
        czasie mój mąż mógłby mnie utrzymać i zapewnić mi to, bym mogła skupić się na
        dziecku i naucę. Moja mama urodziła mnie mając lat 17, tyle, co ja teraz. I
        dostrzegam plusy, jakie z tego tytułu wyniosła, mimo wszystko.
        I sądzę, że karierę i dziecko da się pogodzić. Ja spróbuję, bo chciałabym tego i
        tego. Być spełnioną żoną, matką oraz spełnić się w zawodzie.
        • madzioreck Re: A dzieci??? 10.11.08, 18:54
          Są plusy z posiadania dzieci wcześniej, zgadzam się. Ale nie zgodzę się, że
          karierę i macierzyństwo da się pogodzić. NIE DA SIĘ. Można co najwyżej "jakoś"
          to ciągnąć. Widzę, jak moje koleżanki z pracy "godzą" karierę i dzieci. Są
          wiecznie zmęczone i na nic nie mają czasu, wpadają z jednego kieratu w drugi.
          Dzieci co chwilę chorują, i rób tu człowieku karierę. Wracasz do domu o 19:00,
          wychowuj tu dziecko... Babcie wychowują i nianie. Takie jest moje zdanie.
    • ja_joanna Re: A dzieci??? 10.11.08, 14:46
      Dzieci nie mam jeszcze, ale baaardzo bym chciała, najszybciej, jak będzie to
      możliwe we w miarę rozsądnych warunkach - myślę, że w przeciągu 2-3 lat. Mój
      Narzeczony kończy wkrótce 30, ja 27. On ma niemal łzy w oczach widząc małe
      dzieci - uwielbia. Ja też uwielbiam.
      Wiem tylko, że moje psychiczne problemy ostatnio (nerwica itp.) nie są najlepszą
      podstawą do macierzyństwa + nieskończone jeszcze studia. Więc chwilowo skupiam
      się na tymże właśnie, żeby te studia skończyć i z nerwicą się uporać.

      Gdyby doszło do "wpadki" (w co jednak wątpię) to chyba oboje skakalibyśmy pod
      sufit, mimo "niewystarczających warunków".
    • tinoola Re: A dzieci??? 10.11.08, 18:37
      nie mam i poki co nie planuje, byc moze kiedys, jednak na chwile
      obecna swiadomie nie zdecydowalabym sie na dziecko, nie czuje sie
      gotowa, aby brac odpowiedzialnosc za zycie drugiej osoby

      a jesli wpadne ... no coz nie mam juz 15 lat i tragedi nie bedzie ;)

      pzdr
      t.
    • madzioreck Re: A dzieci??? 10.11.08, 18:56
      U mnie to nie jest tak, że nie lubię dzieci czy coś. Lubię. Siostrzeńców kocham
      nad życie, rozczulają mnie wyciągnięte do mnie rączki 14-miesięcznego kajberka.
      Naprawdę. Ale własnych nie chcę. Nie wiem, co będzie za kilka lat, może zechcę.
    • calineczka793 Nie mam... 10.11.08, 20:26
      ...pragnę...

      ...odwlekałam...

      ...teraz tego straszne żałuję...czasu nie można cofnąć...

      ...jestem pod dwóch poronieniach, ale mam nadzieję, że kiedyś się pojawią
      maluchy w naszym domu:-)

      D.
      • joankb Re: Nie mam... 11.11.08, 00:22
        Z całego serca Ci tego życzę :))
        Mam nadzieję, że jesteś pod dobrą opieką lekarską, masz wokół siebie życzliwe
        osoby. I mam nadzieję, że przekonałaś samą siebie, że ważny jest spokój i dobre
        nastawienie.
        • monika_i Re: 11.11.08, 03:29
          mam syna, rocznego. chlopak sliczny jak malowany, wesoly, pogodny i
          cholernie absorbujacy. przez rok siedzialam z nim w domu, jutro
          idzie do zlobka a ja wracam do pracy.
    • jaagna Re: A dzieci??? 11.11.08, 09:47
      Mam nieludzkie dzieci czyli kota i dwie myszy. Kocham je, karmię, sprzątam, chodzę z nimi do lekarza.
      Dzieci ludzkich nie miałam, nie mam i nie planuję. Lubię niektóre dzieci znajomych: najlepiej już odchowane, z którymi można pogadać - a potem wrócic do swojego domu.
      I jestem już mocno dorosła (moja koleżanka z liceum ma syna na studiach, młodszy w tym roku szkolnym zdaje maturę), więc nie sądzę, by to sięe miało zmienić.
    • velika Re: A dzieci??? 11.11.08, 11:36
      Na razie jestem za młoda(mam 22 lata), ale za parę lat na pewno się zdecyduję.
      Za dziećmi nie przepadam, nie mam żadnego doświadczenia w kontakcie z nimi, a
      pierwszy raz małe dziecko miałam na rękach w wieku 19 lat:P Nie rozczulają mnie
      wcale i staram się trzymać od nich z daleka. Mimo wszystko gdzieś podświadomie
      mam zakodowaną chęć posiadania potomstwa-sztuk jeden najlepiej, choć wiem, jak
      fajnie jest mieć rodzeństwo, zwłaszcza zbliżone wiekowo. Mam bardzo
      prorodzinnego chłopaka, który pewnie dzieci chciałby mieć już:) Uważam, że na
      wszystko w życiu jest czas-teraz na naukę i imprezowanie, kiedyś na rodzinę.
      Poczekam sobie jeszcze, nigdzie mi się nie spieszy;)
    • anna.michal Re: A dzieci??? 11.11.08, 22:21
      Posiadam. :) Michał 6,5 i Piotruś 3,5
      I ostatnio ich choroby doprowadzają mnie do szaleństwa. BO ciągnie się to i
      ciągnie. A miałam nadzieję, że wyrobili już normę i się uodpornili.
          • kasienka.b Re: A dzieci??? 15.11.08, 21:17
            czyżby Twój luby miał na imię tak jak mój? ;) Jak będę miała kiedyś synka, to
            będzie Adaś, córka będzie Amelka :) Na razie nie mam, i chciałabym i boję się...
            Chyba jeszcze nie jestem do końca gotowa :)
            • kuraiko Re: A dzieci??? 15.11.08, 21:24
              hehe zapewne ;))) od małego mi się podobali chłopcy o tym imieniu.
              no ja też mam imiona dla synów, ale dla dziewczynek nie za bardzo :/
              po pierwsze dlatego, że nie podobają mi się imiona żeńskie, po
              drugie że jak mi się podoba, to mojemu facetowi nie, a po trzecie
              mój facet wymyślił Julię po córce kuzynki, która jest mu bliska, ale
              jak na każdym kroku widzimy/słyszymy/czytamy że małe dziewczynki to
              w większości Julki to już mamy dość tego imienia ;/ to jakaś plaga
              (tak samo jak Kuba, Kacper, Wiktoria i Oliwia itd)
              • kasienka.b Re: A dzieci??? 15.11.08, 22:01
                ha, ja też zawsze miałam słabość do Piotrusiów, nawet moja pierwsza "miłość" z
                podstawówki tak się nazywała ;)
                Odnośnie imion dla dzieci to na szczęście męzowi też się Amelka i Adaś podoba,
                chociaż małą Amelkę mamy w bliskiej rodzinie, ale co tam, ja sobie już dużo
                wcześniej to imię wymyśliłam ;)
                Ja natomiast zauważyłam jakiś wysyp Jasiów, Antosiów i Oliwii...
              • agacia2025 Re: A dzieci??? 12.02.09, 10:51
                ja uwielbiam zenskie imiona. Kiedys tez podobalo mi sie Julia, ale tego naprawde
                jak plaga. Najbardziej podoba mi sie imie mojej corci- Rozyczka. Tam ma na imie
                tez moja mama i miala moja prababcia, wiec tak co drugie pokolenia:) nawiasem
                mowiac moja mama nie wiedziala ze moja corcia bedzie miec na imie tak jak ona i
                jak juz po fakcie dowiedziala sie o tym to zatkalo ja i glupio jej bylo mowic
                ludziom jak jej pierwsza wnuczka ma na imie aby nie pomysleli ze tak zadufana
                jest w sobie ze wyegzekwowala na corce aby swoje dziecko tak nazwala:))) moja
                siostra ma dwie corcie, jedna Dobrusia, druga Zuzia (moja slodka chrzesnica).
                Podoba mi sie jeszcze imie Anitka (takie slodkie):)
                Co do imion meskich to no idea;/ kiedys podobalo mi sie Ziemowit, takie
                staropolskie imie, no ale ogolnie to nie bardzo podobaja mi sie meskie imiona;/
    • moonlight80 Re: A dzieci??? 12.11.08, 15:59
      Mam Oliwię która w Wigilię skończy 3 lata.
      Planowałam mieć już drugie ale mąż sie buntuje wiec na razie pozostanie jedynaczką.
      Łatwo nie jest szczególnie jak sie nie ma rodziny na miejscu i trzeba sobie
      radzić ze wszystkim,ale kocham ją bardzo bardzo,zawsze chciałam mieć dzieci i
      zdecydowałam sie dość szybko jak na te czasy bo w wieku 25 lat na dziecko
    • paskudek1 Re: A dzieci??? 12.11.08, 17:47
      mam czteroletniego synka, w marcu skończy pięć:) jest niesamowity i rzeczywiście wywrócił nasze życie do góry nogami, ale zdecydowaliśmy sie na tę wywrotkę świadomie. Co dziwne wcześniej nawet niespecjalnie loubiłam dzieci tzn. tolerowałam ale zeby mi się ręce wyciągały do każdego maluszka to nie. teraz sama mi się gęba śmieje do każdego brzdąca, świat widzę inaczej i z perspektywy dziecka. Ale dobrze mi z tym. Tylko chyba świadomie juz nie zadecyduję o powiększeniu rodziny, chyba ze mimo wszystko się przydarzy.
      Co wcale nie znaczy że moe własne, ukochane i uwielbione dziecie nie potrafi mnie wkurzyć jak jasna cho..ra . Po prostu musiałam nauczyć się hamować:)))))
      Ale wszystkie które nie chcą mieć dzieci rozumiem, niech KAŻDA ma prawo do własnych wyborów i realizacji.
    • wielebnna Re: A dzieci??? 15.11.08, 12:21
      mam 2 sztuki męskie:) jeden trzylatek i jeden siedmiomiesięczniak
      zanim się pojawili wydawało mi się, że nie lubie dzieci i nie dam rady i że nie
      zmieszczą mi się w życiorysie - a teraz sobie myślę, że dostałam nową inną
      jakość życia
      • pierwszalitera Re: A dzieci??? 15.11.08, 12:56
        wielebnna napisała:

        > mam 2 sztuki męskie:) jeden trzylatek i jeden siedmiomiesięczniak
        > zanim się pojawili wydawało mi się, że nie lubie dzieci i nie dam rady i że nie
        > zmieszczą mi się w życiorysie - a teraz sobie myślę, że dostałam nową inną
        > jakość życia

        Ja ci wierzę. :-) Jak dzieci są, to się je kocha i nie można sobie wyobrazić, że ich nie ma. Ale skoro masz dwójkę, to pewnie i życzenie macierzyństwa miałaś, a te wątpliwości były całkiem innej natury. Ja jestem przekonana, że dałabym sobie jako matka radę, prowadzę życie, w którym miejsce dla dziecka by się teoretycznie znalazło, znajomi mówią też, że byłabym dobrą matką, bo dzieci mnie lubią i wiem jak do nich podejść. A jednak życzenia posiadania dzieci nie mam. Więc, to nie o wątpliwości chodzi, a o coś bardziej głębszego.
        • wielebnna Re: A dzieci??? 15.11.08, 16:15
          masz rację - lepiej podążać za głosem serca/rozumu a nie robić coś wbrew sobie
          (choć wbrew biologii - zadanie przedłużenia gatunku) a zgodnie ze społecznym
          oczekiwaniem; lepiej chyba jest jednak zyć zgodnie z własnym pomysłem na zycie
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka