poledownunder
16.10.06, 22:21
www.stuff.co.nz/stuff/0,2106,3830721a11,00.html
Po raz kolejny tutejszy odpowiednik GOPR-u musial sciagac beztroskich
turystow z gor w okolicach Arthurs Pass. Co roku takich przypadkow jest
kilkanascie, niektore koncza sie smiertelnie. Dwa lata temu odlawiali pare
Polakow z jaskini w Southlandzie, bo ci nie wzieli pod uwage przyplywu i
morze ich zamknelo w jaskini. Jezeli wiec wybieracie sie na wakacje do NZ i
planujecie chodzic po gorach czy lesie, chodzcie ostroznie i nie lekcewazcie
wskazowek DOC. Tutejsza pogoda jest nieprzewidywalna, deszcz w ciagu godziny
potrafi zamienic niewinny strumyk w rwaca rzeke i zredukowac widocznosc do
zera, nie wszystkie trasy sa dobrze oznakowane, wiele zaklada umiejetnosc
czytania mapy tudziez jej posiadanie, trzeba byc przygotowanym na to ze
jednodniowa wycieczka stanie sie wycieczka dwudniowa i nic na to sie nie da
poradzic, wiec zawsze trzeba miec spiwor, survival blanket i cos do
rozpalenia ognia. No i przede wszystkim wpisywac w biurze DOC przy wyjsciu
gdzie sie idzie i kiedy sie planuje powrot, zeby w razie czego brak powrotu
zostal zauwazony od razu. Czasem jak czytam o kolejnej akcji ratowniczej,
zastanawiam sie czy ci turysci z ksiezyca spadli czy im po prostu na wlasnym
zyciu nie zalezy.