marii51 26.02.09, 11:59 Dzieci rodzone od jednej matki... a wyczuwają i mają żal o niesprawiedliwą miłość- ponoć w genach przekazujemy ? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
cieplanata Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 12:05 jak byłam dzieckiem to tak myślałam, bo mnie rodzice częściej w pupę klapsa dawali niż siostrze, częściej miałam "poważne rozmowy" Ale jak już sama zostałam matką to sobie przypomniałam, ze moja siostra nigdy nie weszła w błoto, nigdy nie przyniosła złej oceny, zawsze jak mama kazała wrócić przed 21 to wracała, a ja? a ja byłam wiecznym urwisem, stale coś przeskrobałam.............. i teraz już jak jestem starszą panią to wiem, ze mama musiała jednak mnie więcej kochać, więcej poświęcać czasu, szczególnie, ze właśnie tak oceniła te rodziców kochanie moja siostra, która powiedziała mi "ciebie zawsze więcej kochali, zawsze więcej się tobą zajmowali" Odpowiedz Link
agat-a52 Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 12:31 Moja siostra ma od zawsze do mnie pretensje, że byłam bardziej kochana przez ojca. Byłam tzw córeczką tatusia do końca jego dni. Ja tak nie uważam, myślę, że rodzice nas bardzo dobrze wychowali i żadnych różnic nie było. Odpowiedz Link
annrez Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 12:37 po prostu kazde dziecko kocha sie inaczej . Ja mam 2 corki , mlodsza jest osoba niepelnosprawna i od urodzenia wymagala o wiele wiecej uwagi i czasu niz ta zdrowa . Trzeba znalezc zloty srodek zeby zadna nie czula sie skrzywdzona a to baaardzo trudne . Odpowiedz Link
cieplanata Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 12:55 oj .. bardzo trudne, ja mam już dorosłe dzieci, syna i córkę. Fakt, ze jakoś tak kiedyś się podzieliło, że syn to synek mamusi a córka to córeczka tatusia, aż nie podrośli, wtedy to córka ze mną miała dużo do "obgadania" chodzimy sobie niekiedy na "babskie popołudnia" czyli spotykamy się gdzieś w restauracji (pomimo, ze wszyscy mieszkamy razem) później zakupy, łażenie po sklepach itp, a mąż teraz ma o czym rozmawiać z synem no i............... własnie on dostał od męża nasz stary samochód, a córka nie............ i znów zazdrość Odpowiedz Link
agat-a52 Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 13:09 Ja mam córkę jedynaczkę, którą strasznie rozpieszczaliśmy my i moi rodzice. Ale wbrew opiniom, że jedynacy są trudni, my nie mieliśmy problemów. Odpowiedz Link
jaga_22 Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 13:07 Jako mała byłam wyróżniona przez ojca,bo byłam dziewczynką,miałam 2 braci starszych Zajmowali się mną wszyscy i nigdy nie słyszałam skargi z ich strony. Ja moją czwórkę kocham jednakowo.Usłyszałam jednak od nich każdego z osobna,że Jarusia,czy Przemusia,to bardziej kochasz.To znaczy,że chyba nikogo nie faworyzuję,tylko im się tak wydaje.Nigdy bym nie skrzywdziła jednego dziecka na korzyść drugiego. Odpowiedz Link
kasia1500 Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 13:38 Jestem późną mamą sześciolatków bliźniaków.Ten starszy o 2 minuty to taki dyzio, który w drodze po coś tam ląduje zupełnie gdzie indziej. Jak już mu się uda wykonać polecenie i z rozpędu dostaje pochwałę, to ten młodszy o dwie minuty, dobrze zorganizowany, robi jak to nazywam oczy spaniela i mówi: nikt mnie nie kocha, spakuję się i wyprowadzę do kogoś kto mnie będzie chciał. Dostaje od razu milion całusów i wtedy drugi zaczyna tę samą melodię, że to jego nikt nie kocha... I tak to całujemy się na okrągło. Czego i wam życzę Odpowiedz Link
tesunia Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 13:45 trudna sprawa w ocenie, ja z blizniacza siosrta(widze,ze duzo blizniakow wsrod nas) wiecznie "darlysmy " sie o cos, ona opanowana/zrownowazona,ja "wiatrem podszyta" pupilka tatusia, czasami mi wymawia,ze mialam lepsze wzgledy u taty, z mamy strony nie wyczulismy zadnej faforyzacji,kocha nas jednakowo do tej pory. Odpowiedz Link
marii51 Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 14:30 Wątek założyłam , bo widziałam kolejne łzy mojej koleżanki- nie może pogodzić się z przeogromną niesprawiedliwą miłością jej matki -calutkie życie tak ma... Brat uwielbiany- nawet stary pryk utrzymywany przez matkę- Od niej się wymaga- wszystkiego, LEKI. WIKT I OPERUNEK ITP -emeryturę matki syn przetraca tylko na swoje widzimisie- Odpowiedz Link
marii51 Re: moje miłości...:) 26.02.09, 14:35 Prawda moja. Moja mateńka to wogóle wzór cnoty i miłości i wrażliwości ogromnej - mi przekazała przeogromnie dużo spokoju odporności na pokonywanie trudnych spraw- Uczyła mnie - nas- nie martwić się- jutro obudzisz i postanowisz-co dalej -Chroniła nas przed zamartwianiem się na zapas- Ze stoickim spokojem- ale jestem inna troszke niz mamusia-geny taty ale miłości do dzieci to już mam identycznie jak mama sp- Wszystkich kochała jednakową miłością .. I ja też - TAK KOCHAM- mam czterech synów- w tym -bliżniacy -nie wyrożniam- nie przypominam nic sobie , żeby byli o mnie zazdrośni- ale podpytam kiedyś - niech sami mi powiedzą Zdaje mi sie, że nadal prześcigają jak bardziej wyrożnić się w miłości do mnie Tacy śmiesznie dorośli .. NIE nonstop- nie oni mają już swoje żoneczki do największej miłości Życia A kto? JAK MOJA MAMA mająć 27 lat odważyłby się poślubić wdowca z pięciorgiem dzieci? To poprostu raczej wyjątek...Dlatego - chyba to poprostu geny .. Odpowiedz Link
tesunia Re: moje miłości...:) 26.02.09, 14:41 *Marii odwazna Twoa Matenka byla, nagle pokocha tyle dzic ta sama milosci to nielada balans zycia, ale czytajac CI,spelnia sie super w swojej milosci/wrazliwosci zaszepiajac w dzieci. Odpowiedz Link
jaga_22 Re: moje miłości...:) 26.02.09, 14:53 Znajoma Twoja Marii ma rzeczywiście sytuację nie do pozazdroszczenia. Ta miłość ze strony matki jest nie tylko ślepa,ale i chora Co do jej brata,to szkoda słów....czarna owca. Matula Twoja Marii miała wielkie serce.Mało kto decyduje się na takie życie od początku bogate. Odpowiedz Link
tesunia Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 14:37 o jejaaaaaaaaaaaaaaaa...ale smutna sprawa. a syn to faktycznie bez serca , moze to byla wina matki na pocztku,ze tak sobie pozwolila,teraz bedzie ciezko odwrocic wszystko...syn sie przyzwyczail do "wygod" Odpowiedz Link
ktosia57 Re: niejednakowo kochani.... 26.02.09, 21:33 mam ten problem na żywo,starszy syn uważał i chyba nadal uważa,że kocham bardziej młodszego,poświęcałam młodszemu więcej czasu ponieważ był chorowity.Duża różnica wieku między nimi,też utrudniała mi ich wychowanie.Syndrom zazdrosnego-pierworodnego jest mi bardzo znajomy. Odpowiedz Link
marii51 Re: niejednakowo kochani.... 16.03.09, 17:13 Jest sporo w prasie- o sądach i odbieraniu ojcowstwa-- w rodzinie Olbrychskich- wygląda na to, że syn mowiąc o swoich kłopotach chce odnależć sprawiedliwośc wśród społeczeństwa...? Odpowiedz Link