tropem_misia1
18.03.10, 11:12
W błogim półśnie będąca,leniwie ruszając jednym palcem co by kanały w TV
przestawiać już już miałam wkroczyć w krainę snu,gdy wtem poczułam straszliwe
ugryzienie w głowę.
Zerwawszy się z łózka z rykiem zranionego bawołu wzrokiem oszalałym potwora
szukałam.
Cóz ,gdy ten przyznając sie do winy umknął co sił w tłustych nóżkach pod
łóżko.Siedziałam i dyszałam chęcią zemsty w myślach wyrywając każdą z
łapek!!Jednocześnie dumałam nad technika ugryzienia.Jak taka mała paszczęka
mogła objąć taki obszar na czaszce?
Po chwili wylazło toto,lecz ja zerwawszy sie do ataku stwora spłoszyłam,który
znów umknął pod łózko.
Wreszcie udało mi sie dopaść winowajczynię i zamknąć w WC.Taka kara.Bo jakaż inna?
Skrobało toto i skrobało ,a ja po kilkunastu minutach wypuściłam aresztantkę.
Wlazła na łózko,bo śpi tam w nocy.
-Won gadzino-zawyłam- spać ze mną nie będziesz.No potwora wychowałam.
Znikła pod łóżkiem.
A ja dalej spać nie mogłam,bo głupia miłość i przywiązanie do stwora lament w
mej duszy czyniły.
Już miałam zawołać,by przyszła ,że wystarczy,a wtem patrzę: sama na łózko
wlazła - tak chytrze ,że za zasłoną,która nadobnie na me łoże spływała
,schowana była- ot skubana- znowu postawiła na swoim.
pogłaskałam po tym neurotycznym łebku,no to wlazła mi na brzuch i sie
wtuliła.I takżeśmy wespółzespół zasnęły ok. drugiej w nocy.