tropem_misia1
07.01.18, 12:51
Idę sobie z pracy utyrana z nosem przy ziemi prawie. Pokonuje ciemność bo pora roku taka. Nagle patrzę biegnie w moim kierunku wielkie bydlę z uśmiechem od ucha do ucha. Taka rasa z tych groźnych. Szukam wzrokiem lapczywie właściciela. Nie ma !!! Pies pobiegł do mnie. Widzę że ogon reaguje dobrze. Merda sobie. Poklepalam to heroicznie po łbie i mówię: dobry piesek...a gdzie twój Pan? Z ciemności dotarl radosny głos podszyty alkoholem: hello..tu jestem hello tu.....