Dodaj do ulubionych

Slowo daje - zabije promotora

04.06.10, 16:02
Jestem wsciekla tak ze chyba pojde sobie postrzelac bo inaczej naprawde go
ukatrupie.

Typ z gatunku - ja ci dam projekt - twoje pomysly nie sa takie dobre jak moje.
No wiec juz od ponad 3 miesiecy siedze na tylku nic nie robiac (no dobra
czytajac co mi sie nawinie) czekajac az wreszcie dostapie zaszczytu
przekazania probek cobym mogla zaczac robic cos konkretnego.

Na wszelkie grzeczne zapytania o ewentualny termin przekazania probek promotor
reaguje alergicznie - jak atak na jego kompetencje.

Tak wiec wymyslilam sobie sama zajecie. Napisalam proposal - ten sam temat
ktory chce rozwijac promotor, tylko inne, duuuuuzo tansze i prostrze
podejscie. Projekt pomyslany jako wstep do tego wlasciwego.

Dzisiaj mi oznajmil ze projekt bez sensu (nie musze dodawac ze proposalu nawet
nie przeczytal - a ma cale trzy strony). Jak sie zapytalam dlaczego to
powiedzial ze UWAGA musze mu po prostu uwierzyc bo on wie co mowi.

K***A!! czy ja jestem na teologii zeby jakiemus waznemu bucowi wierzyc na
slowo bo jest profesorem!? Dawno nie bylam tak wkurzona.

No i teraz w wyniku moich wrednych pytan (excuse me, do you know when can I
expect to receive the samples?) znowu mi sie odsunie czas w ktorym przestane
chciec uderzac glowa w sciane.

Grrr! krwi!!!!

Jakies sugestie co robic zeby nie popasc w konflikt z prawem?
Obserwuj wątek
    • adept44_ltd Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:08
      poczekaj, aż pojawi się na forum Lesio i podyskutuj z nim... pomoże (tzn. - nie
      Lesio, tylko mały sparing z nim) ;-)
      • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:10
        Dzisiaj pomoc mi moze wylacznie dokonanie jakiegos aktu przemocy fizycznej...
        • eeela Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:17
          Wytrzep dywany ;-)
          • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:25
            mam tylko jeden malutki dywanik z Ikeii!
            ;(
            • eeela Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 21:16
              A co z myciem okien? Też wyczerpuje złą energię, chociaż już nie tak
              satysfakcjonująco ;-)
              • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 22:02
                :P

                Okien nie mylam - az tak nie jestem zdesperowana. :P

                Ale za to kupilam farby olejne, plotno i namalowalam jak wg mnie wyglada czarna
                dziura, na chwile przed wpadnieciem w nia (i przed przerobieniem na baaaaardzo
                dlugi makaronik).
                Obraz zadedykowalam mojemu promotorowi i od razu mi sie weselej zrobilo :P
        • ford.ka Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:17
          Najpierw poproś o usunięcie tego wątku (żeby nikt Ci nie mógł udowodnić,
          że to było działanie z premedytacją) a następnie zastrzel faceta. Trochę
          odsiedzisz, ale robisz to dla dobra przyszłych pokoleń!
          Wersja mniej radykalna - zacznij się rozglądać, do kogo możesz się
          przenieść. Pokaż temu innemu kandydatowi swój projekt. On się nie zmieni,
          ale Ty jeszcze możesz coś zmienić w swoim życiu. Nawet jeśli traktuje to
          jako test Twojego charakteru, nastaw się na to, że cała Wasza współpraca
          będzie się składać z podobnych numerów. Nie warto!
          • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:23
            Ad. 1
            Moge zawsze twierdzic ze to morderstwo w afekcie - poudawac oblakana, a
            nastepnie po pol roku doznac cudownego ozdrowienia i wnioskowac o wypuszczenie.

            Ad. 2
            Problem w tym ze on jest w swojej dziedzinie bogiem. Bogiem (z duzej litery).
            Moglabym sie przeniesc wylacznie do UK lub USA.
            Jak juz dostane probki to sobie jakos poradze sama (albo z pomoca innych ludzi -
            nie boje sie prosic o wsparcie). Moge ograniczyc kontakty z nim do minimum. Ale
            niestety musze wytrzymac z nim jakos jezeli chce miec nadzieje na jakas kariere
            w tej dziedzinie. Jakos.
            • un.invited Re: Slowo daje - zabije promotora 08.06.10, 07:42
              a ilu bylych doktorantow "boga" jest teraz bozkami (tak okoloprocentowo) a ilu
              rzucilo nauke? -
              bo z tymi bogami to nie do konca tak jest, ze jak sie pod nimi pracuje, to taka
              swietlana przyszlosc czeka... no chyba ze bog ma tez ludzka twarz, czego w tym
              wypadku nie widac...

              wybierz sie na konferencje, albo wybierz na konferencje wyimaginowana kolezanke
              i zapodaj ryzyko ze-scoop-owania - od razu dostaniesz i probki i 24-godzinny
              dzien pracy
      • popisuar Re: Slowo daje - zabije promotora 05.06.10, 08:27
        Z Lesiem tu raczej nie pogadasz, gdyz jego posty wciaz
        znikaja z tego forum(a)...
    • sosjolozka Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:27
      ty przynajmniej masz ze swoim jakikolwiek kontakt. mój od dwóch tygodni na prostego, jasnego i powtórzonego już maila nie odpowiada, na którego oczekuję odpowiedzi w postaci "tak" lub "nie" :) chociaż wiem, że istnieje i ma się dobrze. jestem niewidzialna :)

      a przemoc masz tu :)



      • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:32
        Projekt przeslalam mu 2 tygodnie temu - jak wspominam nie przeczytal.

        Jak go zapytalam w kuchni o to gdzie kupic rybe to mi 15 minut tlumaczyl ktore
        sklepy sa najlepsze, gdzie najtaniej i na mapie pokazal jak tam dojsc.

        Jak go zapytam o cokolwiek zwiazanego z nauka - to jak mnie nie wywali po 30
        sekundach z biura pod pretekstem "I am busy" to mam szczescie.
        Ale na zadne odpowiedzi i tak nie ma co liczyc.
      • sawinski Re: Slowo daje - zabije promotora 05.06.10, 01:09
        Jak czytam takie rzeczy to zastanawiam sie skad wyscie tych promotorow brali:/
        Gdy ja sie rozgladalem za promotorem pracy magisterskiej to od razu za takim, zeby byl potem promotorem doktoratu. Tak mi doradzil ktos madrzejszy ode mnie i sie sprawdzilo. Wybralem wspanialego czlowieka, z ktorym na dzien dobry zlapalem kontakt. Potrafilismy przesiedziec (a widywalismy sie co tydzien przynajmniej w jeden dzien na uczelni) 8 godzin i nie rozmawiac o nauce. Albo i przesiedziec prawie tyle samo rozmawiajac tylko o moim doktoracie. Po pierwszym roku doktoratu rzecza naturalna stalo sie, ze jak jest wiekszy problem badz wakacje to jechalem do niego do domu (zapowiedziany, ale z wyprzedzeniem kilku godzin, ewentualnie 1-2 dni). Tam znowu zaczynalo sie od pizzy, ciasta itd., by po 2 godzinach dojsc do problemu. Tudziez przyjemnoscia bylo spotkac sie przy problemie innym niz naukowy (ot chociazby komputery). Zawsze na mnie u niego czekala cola i wafelki (jakby wiedzial ze lubie, hehe).
        Gdy skonczylem doktorat, to z rozpedu przez 4 miesiace jeszcze wpadalem do niego co tydzien na uczelnie... Pogadac, zjesc paczka i napic sie herbaty.
        A wy, nie ujmujac, przypominacie mi ludzi, ktorzy budowali sie 700m od rzeki i nie rozumieli, ze moze ich zalac... Mieszkac tam mozna, gdyz zona z dzieckeim obecnie wrocily po powodzi do domu, ale nie mozna miec pretensji do innych za taki stan rzeczy. I tak samo sami sobie wybraliscie promotora i teraz psy na nim wieszac (lub strzelac?!). Moze troche na wyrost, ale uwazam swojego promotora jesli nie za przyjaciela, to na pewno za osobe z ktora moge porozmawiac o wszystkim i w kazdej porze.
        Zycze Wam rowniez znalezienia takich opiekunow, jak i trafniejszych wyborow na przyszlosc!
        • sosjolozka Re: Slowo daje - zabije promotora 05.06.10, 09:11
          gratuluję dobrego wyboru, sawinski :)

          ale nie wszyscy chcą mogą trzymać się jednego profesora przez tyle lat. a mimo przeprowadzonego wywiadu wśród znajomych pewne rzeczy "wychodzą w praniu". zwłaszcza, że mój promotor przed moją immatrykulacją akurat był wzorem współpracy: żeby mnie przyjąć musiałam nie tylko przedstawić research project, dodatkowo bronić go na seminarium doktoranckim, przedyskutować z nim napisane wcześniej magisterki, czyli miałam z nim kontakt. i na wszystkie maile odpowiadał w przeciągu 2-3 godzin do doby (sic!) - dlatego go wybrałam.
          • sosjolozka Re: Slowo daje - zabije promotora 05.06.10, 09:20
            > u 2-3 godzin do doby (sic!) - dlatego go wybrałam.

            * dlatego - między innymi oczywiście. to, że w całym kraju zalazłam może ze dwie
            osoby, których zainteresowania badawcze pokrywają się w równym stopniu z tym
            czym ja się chcę zajmować odegrało jakąś rolę.
        • dala.tata back to the future 05.06.10, 10:52
          drogi sawinski, proponowalby zalozenie watku treningowego pt. wglad w przyszlosc.
          • sawinski Re: back to the future 05.06.10, 15:33
            Panie dala.tata nie znamy przyszlosci, ale chyba kazdy z nas na podstawie
            pewnych przeslanek, odczuc, poszlak i/lub obserwacji faktow stara sie
            ekstrapolowac wydarzenia, ktore moga nastapic. Oczywiscie liczba paramterow
            wplywajacych na odpowiedz jest ogromna, ale jednak kazdy (specjalnie uzywam
            kazdy, gdyz takie mam odczucie) upraszcza model i stara sobie odpowiedziec na
            pewne pytania dotyczace (blizszego badz dalszego) jutra.
            Nie znam metod ani algorytmow na dobieranie promotora, ale nalezy podejrzewac,
            ze jezeli wybor jest mierny to i metoda okazala sie w tym przypadku zawodna
            (choc znowu nie odnosi sie to do samej metody, a jedynie do zastosowania metody
            w konkretnym przypadku);)
            • sosjolozka Re: back to the future 05.06.10, 16:24
              i jaki z tego wniosek oprócz: wybierając bierze się pod uwagę różne czynniki i
              czasami wybór okazuje się trafny, czasami - suprise, suprise - nie? :^O
              • sawinski Re: back to the future 05.06.10, 16:59
                Z mojego punktu widzenia wnioski mozna wyciagnac, przy zalozeniu "suprise, suprise - nie?". Jezeli nie potrafie dokonywac dobrych wyborow, to, w zaleznosci od wagi sprawy, nalezy cos przeorganizowac w zyciu. Albo jestem nieodpowiednio przygotowany do podejmowania wyzwania (zle ocenilem szanse oraz warunki), albo bylem zbyt leniwy by podejsc do tego odpowiednio. Zona moja do dzis nie rozumie, ze ja uwazam, gdy cos zlego sie dzieje, ze jest to wynikiem albo glupoty, albo lenistwa (w obu przypadkach najczesciej mojego) - ona zyje w przekonaniu, ze czlowiek nie zawsze jest kowalem swojego losu i wplyw czynnikow niezaleznych od nas jest dominujacy. Lecz nie o tym teraz...

                Pojawia sie drugi problem: jesli nastapilo to z lenistwa, to raczej pozytywnie powinno sie skonczyc, gdyz lenistwo najczesciej doprowadza do happy end'u (tylko moje wlasne obsrwacje i 2 przyjaciol) - jest to raczej cecha pozadana, gdyz sprzyja rozwojowi. Moze byc i tak w przypadku braku kontaktu z promotorem - pisze sama (sam) prace i oddaje efekt koncowy, ktory ma przejsc bez zadnego wiekszego 'ale'. Wtedy pokazuje klase i wiedze, zas problemy po drodze tylko mnie zmobilizowaly do wysilku - wniosek: rozwinalem sie bardziej, niz gdyby lenistwa nie bylo. Jezeli zas przyczyna problemu nie jest lenistwo, to sytuacja jest wg. mnie powazna. Trzeba siasc i przemeblowac wiele (robilem to w zyciu 2 razy, zajelo mi okolo 2 dni za kazdym razem, a wyznaczalo sciezki na lata), pochylic glowe, posypac popiolem i powiedziec swiatu: 'przepraszam, nie mozna na mnie polegac poki nie wykaze sie znowu, gdyz nie potrafie podejmowac dobrych wyborow'. I pogodzic sie z tym, ze na jakis czas Twoje zdanie jest bezwartosciowe. Gdy porzucam sciezke, ktora szedlem to koszta u mnie sa zawsze (2 razy) ogromne. Nie wiem czy nastepna jest dobrym wyborem, ale jest suwerennym wyborem, nad ktorym spedzilem jakis czas i biore za ten wybor pelna odpowiedzialnosc. Podwijam rekawy, dume chowam do szafy i zapierniczam jak maly robocik, zamiast mowic o zlym swiecie (czyli czynnikach zewnetrznych). W kazdym razie zawsze przy obranej sciezce wkladam w nia pelny wysilek i jestem w stanie bronic jej cala swoja wiedza, doswiadczeniem i dostepnymi argumentami.
                • sosjolozka Re: back to the future 05.06.10, 19:09
                  czyli twierdzisz, że nie warto siedzieć z założonymi rękoma tylko wziąć sprawy w swoje ręce i czasami warto przedefiniować cele i metody.

                  bingo, odkrycie na miarę pablo coehlo.

                  tylko jak to się ma do możliwości dokładnego przewidzenia czyjegoś zachowania w przyszłości, zwłaszcza jeśli "ktoś" to nie ty sam? przewidywanie to co innego reakcja na zaistniałą sytuację.

                  anyway, ja też uważam, że jak biedny, bez pracy lub niezupełnie zadowolony z życia osobistego to głupi (albo leniwy). pozdrowienia i eot.


                  > ze ja uwazam, gdy cos zlego sie dzieje, ze jest to wynikiem albo glupoty, albo
                  > lenistwa
            • dala.tata Re: back to the future 05.06.10, 17:06
              tak, dokladnie tak, dokonujemy tego na podstawie przeroznych przeslanek. i
              czasem wychodzi, czasem nie. i to z roznych powodow. bo promotor zmienil
              zaintersowania, bo ma depresje, bo mu dziecko choruje i z tysiaca innych powodow
              moze nagle stracic zaintesowanie doktoratem swego ucznia.

              a zatem zamiast sie wymadrzac, ciesz sie pan, zes pan mial akurat szczescie.
              • sawinski Re: back to the future 05.06.10, 17:23
                Podchodzisz Pan do mnie jak do jeza (byc moze dlatego, ze w ktoryms z
                watkow ujalem sie za tym co napisal 'Lesiu', a byc moze na podstawie innych
                przeslanek). To jest forum, dzieli sie osoba (autorka watku) swoimi problemami,
                a wiekszosc osob (byc moze nawet nie na sile, ale z tzw. dobrej woli) stara sie
                ja pocieszyc. Dlaczego nie moze byc tez kogos, kto czujac inaczej napisze: bierz
                czleku sprawe w swoje rece, bo ani dala.tata, ani Keller, Sawinski czy
                najczesciej madrze piszacy sendivigius, czy pfg nie rozwiaza Twojego problemu.
                Ani przez glosowanie, ani zadna inna metoda. Co Pan moze doradzic (w tej
                konkretnej sprawie) nie znajac ewentualnych problemow promotora (jesli przyjac
                tok myslenia z Pana postu)? Stad tez uznalem, ze lepiej opisac ogolna metode
                dzialania, podejmowania decyzji i brania odpowiedzialnosci, ktora sprawdza sie u
                conajmniej 3 znanych mi osob, niz krotko odpisac: 'Szkoda mi Ciebie, chcialas
                dobrze, a zly czlowiek tego nie rozumie. Wez pistolet i sie zastrzel';)
                • dala.tata Re: back to the future 05.06.10, 17:37
                  prosze pana, nie podchodze do pana w ogole. ja rozumiem, ze fajnie sie
                  skonsturowac jako ofiary forum, jednak odnosze sie jedynie do postu, w ktorym
                  przeklada pan swojego farta na swoj gleboki racjonalny oglad rzeczywistosci.
                  miales pan szczescie i tyle. i pana wynurzenia typu: skad wy bierzecie takich
                  promotorow, nie maja najmniejszego sensu. i nie, to nie byla 'ogolna zasada
                  brania odpowiedzialnosci', bo odpwoeidzialnosc bierze sie za siebie, a nie za
                  innych.

                  jak juz poweidzialem - wybor promotora jest zawsze niewiadoma. jednemu sie
                  szczesci, innemu nie. znam promotorw, ktorzy umieraja zostajwiajac doktoratnow
                  na lodzie (gupki se wziely takiego co na raka zachorowal), znam takich, ktorym
                  sie komplikuje zycie, ktorzy zmieniaja zainteresowania. nawet promotorzy maja
                  swoje zycie i to zycie czasem sie komplikuje.

                  co do pana rad, co zrobic i brania zycia w swoje rece, sa podobnie bez sesnu.
                  znam promotora ktory trzymal dwa lata prace i jej nie czytal, bo 'ma pan jezcze
                  czas'. co bys pan proponowal? ukatrupic? znam recenzenta ktory trzymal prace dwa
                  lata - jakzez ah jakzez to bralbys pan los w swoje rece? rade wydzialu bys pan
                  przekupil, zeby zmienila recenzenta? pana rady ogolne nie maja sensu, pokropione
                  sosem wyzszosci sa po prostu bzdurne.

                  natomiast ma pan racje, zalozycielka watku nie rozwiaze swoich problemow na
                  forum. nie sadze jednak, by tego oczekiwala. ona sie wygadala, czesc ja
                  pozalilo, pan sie wymadrzales, inni jeszcze inaczej. jednak czasami po prostu
                  nie da sie wziac losu w swe rece. czasem po prostu te rece sa zwiazane.
                  • pfg Re: back to the future 05.06.10, 18:52
                    dala.tata napisał:


                    > jak juz poweidzialem - wybor promotora jest zawsze niewiadoma.

                    Nooo, technicznie rzecz biorąc, tak. Ale niepewność nie zawsze
                    rozkłada się równomiernie. *Jeżeli jest taka możliwość* (a nie zawsze
                    jest!) można się rozpytać jaki jest potencjalny promotor i podjąć
                    decyzję w zależności od wyników takiej kwerendy. W każdym bądź razie
                    wybitna pozycja naukowa człowieka nie zawsze oznacza, że ta osoba
                    będzie spolegliwym (w rozumieniu Kotarbińskiego) promotorem.
                    • dala.tata Re: back to the future 06.06.10, 01:39
                      mozna zapytac wielu innych ludzi, mozna tez sprawdzic, jak szybko sie bronia
                      dokotranci, ilu sie broni, mozna zobaczyc czy potencjalny promotor publikuje z
                      doktorantami. nie zmienia to tego, ze wybor jest niewiadoma. wszystko co mozna,
                      to obnizyc ryzyko. pewnosci miec nie mozna. i nic wiecej nie chcialem powiedziec.
                  • sawinski Re: back to the future 06.06.10, 03:48
                    dala.tata napisał:

                    > prosze pana, nie podchodze do pana w ogole. ja rozumiem, ze fajnie sie
                    > skonsturowac jako ofiary forum, (...)

                    przemilcze swiadomie

                    > przeklada pan swojego farta na swoj gleboki racjonalny oglad rzeczywistosci.
                    > miales pan szczescie i tyle. (...)

                    Specjalnie az siegne do ksiazki, by cytowac, a nie sie wymadrzac. Autor: jeden z obecnych kandydatow na prezydenta.

                    "Niektorzy ludzie maja w zyciu fart. Nie raz, nie dwa, a nieustannie sciga ich fart.
                    Zazdrosci im Pan? Zdradze Panu tajemnice: w ogromnej wiekszosci to nie jest fart, tylko umiejetnosci. (...)
                    Jesli wiec stwierdzi Pan melancholijnie, ze ludzie dziela sie na tych, co maja w zyciu widoczne szczescie, i tych, co maja pecha - to prosze sobie przypomniec, ze tylko od Pana zalezy, do ktorych Pan sie bedzie zaliczal.
                    W gruncie rzeczy wydaje mi sie, ze ludzie zazwyczaj dostaja od zycia to, czego oden chca. Sa tacy, ktorzy po prostu uwielbiaja narzekac i zazdroscic innym"

                    > co do pana rad, co zrobic i brania zycia w swoje rece, sa podobnie bez sesnu.
                    > znam promotora ktory trzymal dwa lata prace i jej nie czytal, bo 'ma pan jezcze
                    > czas'. co bys pan proponowal? ukatrupic? znam recenzenta ktory trzymal prace dw
                    > a
                    > lata - jakzez ah jakzez to bralbys pan los w swoje rece? rade wydzialu bys pan
                    > przekupil, zeby zmienila recenzenta?

                    Rady Wydzialu bym nie przekupil. cale szczescie Rada (akurat nie wydzialu, a innej jednostki) wie jak wybrac dobrze. Skad, nie wiem:) Ale dobrze, ze dokonuje trafnych wyborow i nikt nie trzyma tyle pracy (nie ma jakiegos wymogu - 3 miesiace?)
                    • pfg Re: back to the future 06.06.10, 10:26
                      sawinski napisał:

                      > nie ma jakiegos wymogu - 3 miesiace?

                      Jest - trzy miesiące. Ale co zrobisz z recenzentem, który pracę
                      przetrzymuje? Trzeba go ponaglić, drugi raz ponaglić, w końcu
                      zdecydować, że się z jego usług rezygnuje i wybrać nowego (obie te
                      czynności musi zrobić Rada Wydziału/Rada Naukowa), ryzykując, że ten
                      nowy - itd. Kłopot jest zwłaszcza wtedy, gdy specjalizacja jest wąska
                      i nie ma dużej puli potencjalnych recenzentów. To nie jest tylko
                      polska przypadłość, w cywilizacji też się to zdarza.

                      Ale największa kaplica jest wtedy, gdy pracę habilitacyjną
                      przetrzymuje recenzent powołany przez CK. Pewnemu znajomemu pani
                      profesor, autorytet w tej dziedzinie i w ogóle, przetrzymywała pracę
                      półtora roku. I co? I nic. Gość mógł tylko cierpliwie czekać.
                      • dala.tata Re: back to the future 06.06.10, 11:10
                        dodam do tego, ze ponad poltoraroczne przetrzymanie pracy przez recenzenta jest
                        autentyczne. recenzent nalezy do najpotezniejszych ludzi w dyscyplinie, nikt w
                        radzie, ani cala rada nie chciala siebie i dokotranta narazic. doktorant mogl
                        tylko czekac i rwac wlosy w bezsilnosci.
                      • charioteer1 Re: back to the future 06.06.10, 11:42
                        pfg napisał:

                        > Ale największa kaplica jest wtedy, gdy pracę habilitacyjną
                        > przetrzymuje recenzent powołany przez CK.

                        Zdaniem CK w takiej sytuacji nalezy wystapic do CK o zmiane. Ale taka operacja
                        to gwarantowane pol roku zwloki - nim CK rozpatrzy, nim przesle decyzje, nim
                        nowy przeczyta, a i tak nie wiadomo, kogo tym razem nasla.
                        • charioteer1 Re: back to the future 06.06.10, 11:43
                          Link:

                          www.ck.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=28:k-o-m-u-n-i-k-a-t-n-r-22009&catid=10:komunikaty-centralnej-komisji&Itemid=33
                          • dala.tata Re: back to the future 06.06.10, 11:47
                            bardzo dobrze ze to napisali, pewnie w wielu przypadkach zadziala, w wielu nie.
                          • tuluz-lotrek Re: back to the future 06.06.10, 14:35
                            Strasznie mi się podoba utopijny zapis o tym, iż przyjęcie pracy do recenzji
                            jest ustawowym obowiązkiem pracownika naukowego. Szkoda, że ustawa nie
                            precyzuje, ile recenzji można zwalić człowiekowi na kark, a zwłaszcza - w jakim
                            stopniu tematyka recenzowanej pracy ma być zgodna z tematyką badań recenzenta...
                            Przyczyna jest jasna - grupa osób, którym nie strach powierzyć obowiązki
                            recenzenckie, jest znacznie węższa niż grono osób z habilitacją; nie można więc
                            dać im żadnej szansy ucieczki od tych obowiązków (sowicie opłacanych, a jakże -
                            jeśli ktoś "odwala" recenzje półautomatycznie i hurtowo, to może być nawet
                            niezły dodatek do pensji; a trzeba przyznać, że takich szybkich i
                            bezproblemowych recenzentów rady wydziałów lubią i zasypują ich zleceniami),
                            nawet jeśli z tematyką recenzowanej rozprawy ostatni raz mieli pobieżny kontakt
                            w czasie własnych studiów. Proponuję dopisać jeszcze jasno, że ustawowemu
                            obowiązkowi, pod rygorem zatrzymania na granicy lub wydania międzynarodowego
                            listu gończego, podlegają także obcokrajowcy - wreszcie będzie można zmusić do
                            recenzowania polskich prac także specjalistów z Cambridge czy Berkeley.

                            Podobno jest wszelako na nadmierne zawalenie recenzjami jedna rada: zacisnąć
                            zęby i uwalić kilka rozpraw (to zawsze da się de iure zrobić, nawet jeśli są
                            świetne). Potem już żadna rada wydziału nie będzie człowiekowi głowy zawracać. Z
                            CK jest nieco gorzej, ale tę mają chyba wkrótce skasować.
                            • charioteer1 Re: back to the future 06.06.10, 15:17
                              Tia, potem jest zabawnie, jak recenzent pisze, ze go na studiach uczyli inaczej,
                              a rada oczywiscie przytakuje, bo tyle samo ze studiow pamieta.

                              > Z CK jest nieco gorzej, ale tę mają chyba wkrótce skasować.

                              Utopista.
                            • adept44_ltd Re: back to the future 06.06.10, 20:39
                              a gdzie jest taki zapis?
                              • charioteer1 Re: back to the future 06.06.10, 21:05
                                Art. 30 ust. 1 ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym.
                    • dala.tata Re: back to the future 06.06.10, 11:06
                      tak, wlasnie tak. dziele ludzi na tych, co maja fart i nie. i dlatego staram sie
                      nie wychodzic z domu.
        • niewyspany77 Re: Slowo daje - zabije promotora 05.06.10, 20:05
          > Potrafilismy przesiedziec (a widywalismy sie co tydzien przynajmniej
          > w jeden dzien na uczelni) 8 godzin i nie rozmawiac o nauce.

          > Tam znowu zaczynalo sie od pizzy, ciasta itd., by po 2 godzina
          > ch dojsc do problemu

          > Gdy skonczylem doktorat, to z rozpedu przez 4 miesiace jeszcze wpadalem do nieg
          > o co tydzien na uczelnie... Pogadac, zjesc paczka i napic sie herbaty.

          stary, zazdroszcze Ci, ze masz tyle wolnego czasu. dochodzenie do problemu po 2h
          gadania o dupie maryny powodowaloby u mnie nimilosierny wkurw, frustracje i stan
          depresyjny.
          • sawinski Re: Slowo daje - zabije promotora 06.06.10, 03:33
            Moze i troszke na poczatku nie rozumialem Jego stylu zaczynania 'pracy', choc
            sam jestem lasuchem i, z drugiej strony, sprawialo mi takie cos przyjemnosc. Z
            czasem nauczylem sie korzystac z tego czasu, a wrecz go wydluzac, by moc jak
            najwiecej dowiedziec sie od osoby starszej i doswiadczonej o zyciu. Szybko
            okazalo sie, ze praca magisterska, a potem doktorat to jest tylko jeden ze
            skladnikow wspolnie spedzonych lat. Zreszta 'po wszystkim' profesor
            promotor
            powiedzial, ze bledem byl moj pospiech by konczyc doktorat w 3 lata
            - wciaz jeszcze pozostalo wiele bym sie mogl nauczyc. Ale rozumial, ze wybralem
            taka droge i pomagal mi jak mogl. Czas spedzony z nim nie uwazam za stracony, i
            choc obecnie jestesmy po dwu stronach swiata, to wiem, ze jeszcze go do siebie
            zaprosze kiedys. Narazie pozostaja e-maile i skype.
    • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:38
      I nie zrozumcie mnie zle. Nie uwazam na 100% moj projekt jest genialny i
      doprowadzi do ustanowienia nobla w mojej dziedzinie tylko zeby mi go dac.

      Ale jezeli jest bez sensu to bylo by milo gdyby promotor przeczytal proposal i
      powiedzial:
      a) to nie ma sensu poniewaz....
      b) to ma sens ale nie zaplace bo nie mam pieniedzy/ uwazam ze pieniadze ktore
      mam mozna lepiej wydac.

      I nie mialabym najmniejszego problemu z zadna z tych odpowiedzi.
      • charioteer1 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:44
        c) mam dola jak row marianski
        • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 16:50
          co to to nie :P

          On uwaza sie za 8 cud swiata - tylko znacznie lepszy, madrzejszy ladniejszy i
          bardziej nowoczesny.

          Dola mam ja!
          • chilly Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 19:23
            On Cię po prostu uczy życia i stosunków w nauce panujących. Za co
            jesteś mu winna dozgonną wdzięczność. I nie miałabyś doła, gdybyś
            wcześniej uważnie przestudiowała prof. Betona. Ot, chociażby tu:
            www.forumakad.pl/archiwum/2010/05/22_do_zmian_trzeba_umiec_przek
            onac.html
    • pfg Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 22:03
      Pamięta ktoś opowiadanie Antek Prusa? Polskie szkoły katowały
      tym młodzież - nie wiem, czy dalej to robią, ale pewnie tak.

      W każdym bądź razie jest tam taki passus: Rodzice oddają Antka do
      terminu u kowala. Przez wiele miesięcy nauka rzemiosła polega na tym,
      że Antek wraz z innymi uczniami a to nanieśli żonie kowala wody ze
      studni, a to narąbali drew, a to pozamiatali, a to zrobili coś w
      obejściu. Jeśli akurat nie było nic do roboty, siedzieli w kuźni i
      mogli się przyglądać jak kowal ze starszym uczniem pracują. Pewnego
      razu przyjeżdża chłop, któremu gdzieś się spieszy, koniowi podkowa
      odpadła, a tu kowala ani tego starszego ucznia nie ma. Kowala nie ma
      i nie ma, chłop się piekli, więc Antek, który był bystry i zapamiętał
      jak kowal to robił, wykuł gwoździe i podkowę. Trochę były krzywe,
      chłop ponarzekał, ale że się nadawały, kazał podkuć konia, zapłacił i
      odjechał. Wrócił kowal, wysłuchał całej historii i wyrzucił Antka na
      zbity pysk.

      Masz może na imię Antek? Albo chociaż Antosia?

      Nawiasem mówiąc, czytanie "co się nawinie" nie jest takie złe, może
      się okazać, że coś z tej lektury bardzo się kiedyś przyda.
      • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 04.06.10, 22:20
        :P Antek zdecydowanie :P

        Moj ex-promotor zawsze mawial: "miesiac w laboratorium moze oszczedzic ci dzien
        w bibliotece" i sie z tym calkowicie zgadzam.
        Z pewnoscia czytanie sie kiedys przyda. Wiec staram sie jakos wykorzystac ten
        czas. Planuje rowniez dokonac gwaltu na naszym postdocku coby mnie nauczyla
        bardzo fajnej przyszlosciowej techniki. Gwalt zapowiedziany, postdock na razie
        odnosi sie bardzo przychylnie. :)

        Co nie zmienia faktu ze cala sytuacja jest dla mnie okropnie frustrujaca.
    • dala.tata Re: Slowo daje - zabije promotora 05.06.10, 10:50
      przyznam ze zdarzylo mi sie uzyc 'argumentu' typu: bo ja tak mowie. choc nigdy
      nie byl jedynym argumentem i zawsze byl zamknieciem przedluzajacej sie dyskusji.
      jesli jest jak mowisz i promotor twoj nic innego nie powiedzial, nie bylo
      wczesniejszych rozmow czy kontekstu, no to pewnie nie jest to optymalne
      dzialanie :-)

      co do siedzenia i nicnierobienia to to jest bardzo niekorzystna dzialalnosc. ja
      bym co prawda zrobil przeglad literatury, szerszy, jesli podstawowy zostal
      zrobiony, no ale to i tak jest malo korzystne.

      • dr_pitcher Re: Slowo daje - zabije promotora 07.06.10, 05:03
        1. Czy mozesz zmienic promotora?
        2. Czy mozesz udac sie "wyzej"?

        Przyznam, ze sytuacja frustrujaca ale jest to po czesci rowniez winna systemu.
        Przez piec lat bylem koordynatorem studiow doktoranckich na dosc duzym wydziale
        (200 doktorantow). Przyznam, ze sytuacji "narzekan" na podobne problemy bylo
        malo (4 przez piec lat). Powod nie do konca dlatego,z e promotorzy byli "cacy",
        ale dlatego, ze kazdy student mial (i ma) tzw. komitet skladajacy sie z trzech
        profesorow (promotor + 2). Komitet ma obowiazek spotykac sie z delikwentem dwa
        razy w roku i pomagac, sugerowac i rowniez rozwiazywac (to tych dwoch)
        potencjalne konflikty student-promotor. I w wiekszsoci przypadkow to dziala. W
        pozostalych cztrech sprawa trafiala do mnie albo dziekana i w jednym wypadku
        trzeba bylo zmienic promotora, w pozostalych dodac jedna osobe do komitetu.

        Co do recenzji - przetrzymywanie to patologia. Habilitacji i u nas nie ma, ale
        sa promocje na tenure. Te wymagaja 35 (sic) listow recenzencyjnych (na roznych
        stopniach, wydzial, uczelnia) - od roznych osob (studenci, koledzy i w koncu
        specjalisci). W wypadku gdy ktos jest poproszony o recenzje - zwykle daje sie mu
        termin 3-6 tygodni. Rzadko sie zdarza by termin nie zostal dotrzymany. Jesli tak
        to bierze sie kolejna osobe z listy (przewaznie 3 recenzentow osobowych) i
        "uprzejmie" sie prosi o zrobienie tego w krotszym terminie. Jak do tej pory nie
        slyszalem o problemach.

        Co do recenzji doktorskich - 6 tygodni od "zlozenia" pracy do obrony jest
        gwarantowany. Recenzentowi placi sie honorarium (symboliczne), zaprasza na dwa
        dni (przy okazji spotkania i seminaria). I tyz nie ma problemu. W "cywilizacji"
        (jak powiada pfg) ludzie sa chyba jednak pod tym wzgledem odpowiedzialni. Jak
        wyraza zgode na recenzje to to robia (jesli jest poslizgg to nieznaczny), a
        jesli sa zajeci lub niezainteresowani to wprost mowia nie.
        • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 07.06.10, 09:29
          Ad 1. Nie moge zmienic promotora w obrebie tego samego programu doktorskiego.
          Musialabym aplikowac na inny uniwersytet w innym kraju (USA lub UK). To naprawde
          waska dziedzina. A ogolny program studiow doktoranckich tutaj to dokladnie to co
          mnie interesuje.

          Ad 2. Wyzej jest tylko rektor. A to tez niezupelnie bo od 1 czerwca promotor
          jest dyrektorem glownego instytutu badawczego w kraju.
          • pfg Re: Slowo daje - zabije promotora 07.06.10, 10:02
            kaguya1982 napisała:

            > od 1 czerwca promotor
            > jest dyrektorem glownego instytutu badawczego w kraju.

            Doświadczenie wielu lat, wielu doktorantów i wielu krajów wskazuje,
            że osoby zaangażowane w zarządzanie nauką na wysokim szczeblu, nie
            mają czasu i są fatalnymi promotorami. Współczuję.
            • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 07.06.10, 12:42
              Tak. Sama zem sie w to wkopala, to teraz sama musze sobie jakos z tym poradzic.

              Ech. Trzeba bylo wynajac specjaliste do zrobienia profesjonalnego przeswietlenia
              kandydata na promotora, a nie samemu sie za to zabierac!
              • dala.tata Re: Slowo daje - zabije promotora 07.06.10, 13:17
                no jeszcze nie wpadalbym w rozpacz. choc pfg ma racje, ze ludzie 'na
                stanowiskach' nie maja czasu na promowanie, to jednak daja inne, byc moze
                wazniejsze, apanaze. i byc moze kiedys bedziesz obcinala kupony od tego, ze
                bylas doktorantka wlasnie Xa, a nie jakiegos Y, Zeta czy innego nieznanego.
                • kaguya1982 Re: Slowo daje - zabije promotora 07.06.10, 13:43
                  Jedyna nadzieja w tym wlasnie :)

                  Na razie zaczynam od jutra nauke modelowania. Dzieki uprzejmosci naszego postdocka.
            • dr_pitcher Re: Slowo daje - zabije promotora 08.06.10, 03:03
              pfg napisał:

              > kaguya1982 napisała:
              >
              > > od 1 czerwca promotor
              > > jest dyrektorem glownego instytutu badawczego w kraju.
              >
              > Doświadczenie wielu lat, wielu doktorantów i wielu krajów wskazuje,
              > że osoby zaangażowane w zarządzanie nauką na wysokim szczeblu, nie
              > mają czasu i są fatalnymi promotorami. Współczuję.
              >


              Niekoniecznie
              Moj szef gdy bylem post-dokiem byl wiceprezydentem duzego szpitala i mial pod
              soba 100 naukowcow, mial 6-8 studentow i byly to najbardziej produktywne dla
              niego czasy
    • kaprysowa Re: Slowo daje - zabije promotora 08.06.10, 16:56
      Jakie to probki ? Moze zacznij sobie badania na "controls", jak
      czekasz na probki takanek to sobie pohoduj komorki i mozesz wstepne
      badania na nich robic, przecwiczysz techniki i nie bedziesz sie
      nudzic.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka