kaguya1982
04.06.10, 16:02
Jestem wsciekla tak ze chyba pojde sobie postrzelac bo inaczej naprawde go
ukatrupie.
Typ z gatunku - ja ci dam projekt - twoje pomysly nie sa takie dobre jak moje.
No wiec juz od ponad 3 miesiecy siedze na tylku nic nie robiac (no dobra
czytajac co mi sie nawinie) czekajac az wreszcie dostapie zaszczytu
przekazania probek cobym mogla zaczac robic cos konkretnego.
Na wszelkie grzeczne zapytania o ewentualny termin przekazania probek promotor
reaguje alergicznie - jak atak na jego kompetencje.
Tak wiec wymyslilam sobie sama zajecie. Napisalam proposal - ten sam temat
ktory chce rozwijac promotor, tylko inne, duuuuuzo tansze i prostrze
podejscie. Projekt pomyslany jako wstep do tego wlasciwego.
Dzisiaj mi oznajmil ze projekt bez sensu (nie musze dodawac ze proposalu nawet
nie przeczytal - a ma cale trzy strony). Jak sie zapytalam dlaczego to
powiedzial ze UWAGA musze mu po prostu uwierzyc bo on wie co mowi.
K***A!! czy ja jestem na teologii zeby jakiemus waznemu bucowi wierzyc na
slowo bo jest profesorem!? Dawno nie bylam tak wkurzona.
No i teraz w wyniku moich wrednych pytan (excuse me, do you know when can I
expect to receive the samples?) znowu mi sie odsunie czas w ktorym przestane
chciec uderzac glowa w sciane.
Grrr! krwi!!!!
Jakies sugestie co robic zeby nie popasc w konflikt z prawem?