snapshot123
10.01.11, 12:13
Jestem obecnie na ostatnim roku studiów magisterskich (fizyka) i chciałbym robić doktorat za granicą. Marzy mi się UK lub USA, a konkretnie te uniwersytety z najwyższej półki. Jak na polskie realia jestem dobrym studentem, jakieś staże zagraniczne, stypendium ministra, ale mam raptem dwie publikacje i to w mizernych czasopismach. Problem przed jakim stoję jest następujący: obudziłem się za późno. Okazało się, że podania powinienem skompletować w zeszłym roku. Najwcześniej mógłbym aplikować na przyszły rok (zdać testy GRE i językowe), to oznacza rok przerwy po magisterce. Pytanie, które się automatycznie to, czy warto? Dlaczego chcę atakować od razu na najwyższą półkę? Z trzech powodów: 1) uważam, że powinno się zmieniać co jakiś czas środowisko, popatrzeć jak pracują inni, uczyć się od wielu osób, 2) pieniądze na naukę, chcę robić doktorat z fizyki doświadczalnej, więc muszę mieć dostęp do sprzętu, 3) najlepsi profesorzy z mojej dziedziny są właśnie tam.
Czy warto mieć rok przerwy i próbować aplikować? Może się zdarzyć, że nie dostanę się nigdzie... Może lepiej zrobić doktorat na polskiej uczelni, w przyzwoitej grupie?