Dodaj do ulubionych

doktorat w usa

10.01.11, 12:13
Jestem obecnie na ostatnim roku studiów magisterskich (fizyka) i chciałbym robić doktorat za granicą. Marzy mi się UK lub USA, a konkretnie te uniwersytety z najwyższej półki. Jak na polskie realia jestem dobrym studentem, jakieś staże zagraniczne, stypendium ministra, ale mam raptem dwie publikacje i to w mizernych czasopismach. Problem przed jakim stoję jest następujący: obudziłem się za późno. Okazało się, że podania powinienem skompletować w zeszłym roku. Najwcześniej mógłbym aplikować na przyszły rok (zdać testy GRE i językowe), to oznacza rok przerwy po magisterce. Pytanie, które się automatycznie to, czy warto? Dlaczego chcę atakować od razu na najwyższą półkę? Z trzech powodów: 1) uważam, że powinno się zmieniać co jakiś czas środowisko, popatrzeć jak pracują inni, uczyć się od wielu osób, 2) pieniądze na naukę, chcę robić doktorat z fizyki doświadczalnej, więc muszę mieć dostęp do sprzętu, 3) najlepsi profesorzy z mojej dziedziny są właśnie tam.
Czy warto mieć rok przerwy i próbować aplikować? Może się zdarzyć, że nie dostanę się nigdzie... Może lepiej zrobić doktorat na polskiej uczelni, w przyzwoitej grupie?
Obserwuj wątek
    • pfg Re: doktorat w usa 10.01.11, 17:10
      Piszesz zbyt mało, żebym mógł udzielić precyzyjnej odpowiedzi, z konieczności ograniczę się więc do ogólników.

      Po pierwsze, po co chcesz robić doktorat? Chcesz zostać naukowcem? W porządku. Z dowolnych innych powodów? Zapomnij o tym. Przeczytaj to:
      pfg.blox.pl/2010/05/Po-co-doktorat.html
      ale także to: www.economist.com/node/17723223

      Po drugie, wybierając program doktorancki - przy założeniu, że chcesz zostać naukowcem! - powinieneś się przede wszystkim kierować tym, co cię interesuje i co ci się wydaje perspektywiczne. Pod tym kątem szukaj *ludzi*, z którymi chciałbyś współpracować i projektów, w których chciałbyś uczestniczyć. Wbrew pozorom, także w Polsce jest sporo projektów dla doświadczalników (przynajmniej z pewnych dziedzin, ale nie wiem, jaka jest twoja dziedzina), które są na wysokim poziomie (pomiary na ogół przeprowadza się za granicą, ale pamiętaj, że w wielkich "kolaboracjach" można robić pożyteczne i ciekawe rzeczy nie uczestnicząc przy pomiarach *bezpośrednio*).

      Po trzecie, "gap year" akurat w wypadku fizyki wydaje mi się kiepskim pomysłem. Już raczej zapisz się na jakieś studia doktoranckie w Polsce (jakieś, ale nie byle jakie, tylko takie, które odpowiadają twoim zainteresowaniom) - w ten sposób nie stracisz kontaktu z dyscypliną, będziesz ćwiczył umysł, a może się nawet czegoś nauczysz :-) W ciągu pierwszego roku można z nich "bezkarnie" zrezygnować, a polski promotor-fizyk zapewne to zrozumie.
      • snapshot123 Re: doktorat w usa 10.01.11, 17:51
        Tak, chce zostać naukowcem. Robienie doktoratu w innym przypadku (do tego z fizyki) jest bezsensowne. Podobną opinie prezentują zresztą podane przez Ciebie teksty.
        Przy wybieraniu programu doktoranckiego kieruję się tylko i wyłącznie moimi zainteresowaniami, inaczej nie mógłbym wytrzymać spędzania tak dużej ilości czasu w laboratorium robiąc coś, co mnie nudzi.
        Ja nie chciałbym przesiedzieć bezczynnie tego roku. Nieustannie, mimo pięciu lat fizyki i dobrych ocen, odczuwam, że tak naprawdę umiem bardzo niewiele. Zależy mi na tym, żeby uczyć się jak najwięcej. Jest kilka kursów, które chciałbym zrealizować (chociażby dokształcić się nieco z matematyki - w zasadzie moje drugie studia(matematyka) są rozgrzebane i nie zakończone żadnym tytułem). Nie jest tak, że po prostu zamarzyło mi się posiadanie tytułu dr z MIT... Chcę się uczyć, badać, dyskutować z ludźmi. Będąc kilka razy za granicą na stażach (Francja, Niemcy) widzę, że podejście do nauki jest bardzo różne. O swojej macierzystej uczelni (czołowej w Polsce) nie myślę, ponieważ większość profesorów jest jakaś taka zmęczona, nie chce im się, na każdy nowy pomysł reagują alergicznie, mam tylko wykonywać ich polecenia i realizować ich plany, czyli podążać ciągle tymi samymi utartymi ścieżkami. Może trochę przesadzam... To nie tyczy się konkretnie Polski, a chyba po prostu grup (w Niemczech też się spotkałem z bezmyślną produkcją publikacji).
        Biorę jeszcze jeden fakt pod uwagę. Mianowicie w przyszłości chciałbym być wykładowcą, ale nie takim smętnym i umęczonym tym, że musi się pofatygować na zajęcia, ani takim, który na każde pytanie reaguje alergicznie. Przez 5 lat spotkałem takiego jednego. Byli też dobrzy, skrupulatni, ale ten jeden miał tę pasję w oczach i potrafił zarazić studentów. Co za tym idzie doktorat mi potrzebny:) by być naukowcem i wykładowcą
        • larusse Re: doktorat w usa 10.01.11, 19:16
          Wiem, że nie na temat ...
          Ale nie mogę nie wyrazić ogromnego "wow!", kiedy czytam taką wypowiedź.
        • zimnozimno1 Re: doktorat w usa 10.01.11, 20:55
          ozen sie ze mna...
          • larusse Re: doktorat w usa 10.01.11, 21:12
            nie ma tak... byłam pierwsza :)
            • zimnozimno1 Re: doktorat w usa 10.01.11, 21:43
              ahh...;))
          • tocqueville Re: doktorat w usa 10.01.11, 21:49
            • kardla Re: doktorat w usa 10.01.11, 23:00
              Heheh - ale sie watek towarzyski zrobil - a tak powaznie sie zapowiadalo! :P
        • pfg Re: doktorat w usa 11.01.11, 20:13
          snapshot123 napisała:

          > większość profesorów jest jakaś
          > taka zmęczona, nie chce im się, na każdy nowy pomysł reagują alergicznie, mam
          > tylko wykonywać ich polecenia i realizować ich plany, czyli podążać ciągle tymi
          > samymi utartymi ścieżkami. Może trochę przesadzam... To nie tyczy się konkretn
          > ie Polski, a chyba po prostu grup (w Niemczech też się spotkałem z bezmyślną pr
          > odukcją publikacji).

          Ale jeśli wybierzesz sobie promotora w UK czy US, *nie masz gwarancji*, że na kogoś takiego nie trafisz. Człowiek może być wybitnym naukowcem, ale promotorem fatalnym. Zobacz na przykład ten wątek. Powinieneś sporo wiedzieć o człowieku, żeby czegoś takiego uniknąć. Przy czym gdzie jak gdzie, ale w US w naukach ścisłych doktoranci *służą* do "produkcji publikacji" w trybie pół-niewolniczym.

          A poza tym - powodzenia :-) Ofert matrymonialnych, z racji (braku wiadomych) skłonności, nie wysuwam.
          • tocqueville Re: doktorat w usa 11.01.11, 20:20
            Ofert matrymonialnych, z racji (braku wiadomych) skłonności, nie wysuwam.

            a co tyś taki nienowoczesny?
          • zitterbewegung Re: doktorat w usa 11.01.11, 20:38
            Panie Pawle, w USA jest niewolnictwo a w Polsce co jest? Niewolnictwo poganiane klasztorem, czyli taki gułag. W USA student dosteje płene stypendium z którego co prawda nic nie zaoszczędzi, ale takę dostaje dach nad głową o standardzie jak na Polskę luksusowym.

            Natomiast kultura poznawcza, poziom dyskursu w całym otaczającym środowisku, w ogóle jego istnienie, jest zupełnie inny. W Polsce o podejmowaniu studiów nawet z dobrym promotorem słyszę teksty "chyba bym sie udusił".
            • zitterbewegung Re: doktorat w usa 11.01.11, 20:43
              Trzech moich kolegów doktoryzuje sie w USA, dwóch w Caltech, jeden w Pinceton, czyli drukarniach papieru, i na razie, przez trzy lata, jeden z nich opublikował jedną rzecz. Co nie oznacza, ze nie ma napięcia, ale tez nikt nikogo nie bije i nie wyrzuca.
            • pfg Re: doktorat w usa 11.01.11, 20:48
              Wiadomo, że u nich Murzynów biją.

              A poważnie, nie mam najmniejszych wątpliwości, że w wiele miejsc w Stanach jest naukowo o niebo wyżej, niż najlepsze miejsca w Polsce. Tylko ja nie o tym pisałem. OP chciałby, zdaje mi się, "przyjaznej, twórczej atmosfery", a tego mu nie zagwarantuje naukowa ranga promotora i prowadzonego przezeń projektu.
          • dr_pitcher Re: doktorat w usa 12.01.11, 03:24
            pfg napisał:


            >Przy czym gdzie jak gdzie, ale w US w naukach ścisłych doktoranci *służą* do "produkcji publikacji" w trybie pół-niewolniczym.
            >

            Z tym sie nie zgodze - owszem ciezko pracuja, ale nie jest to niewolnictwo, raczej partnerstwo
          • marialisboa Re: doktorat w usa 12.01.11, 08:23
            Ja powinnam chyba założyć wątek: mój niesamowity promotor tylko. Nie dlatego, że jest chodzącym koszmarem tylko jednym z najlepszych promotorów o których słyszałam :)

            Z własnego doświadczenia wiem, że doktorat na zagranicznej uczelni to świetny pomysł. Warto wyrwać się chociaż na chwilę z polskiego środowiska i zobaczyć trochę świata, poznać ciekawych ludzi i mieć dzięki temu mnóstwo inspiracji.

            Co się zaś tyczy wspomnianej celowości robienia dr to z czasem to również się zmienia...ja na początku chciałam uczyć, spory zapał pedagogiczny etc...z czasem stwierdziłam, że wolę jednak działalność badawczą od pedagogicznej...a jest jeszcze opcja biznesowego wykorzystania mojego dr;)

            Myślę, że zaczynając przygodę z pisaniem dr warto sobie stworzyć kilka opcji i tzw wyjść awaryjnych...tak dla spokojności ;)
    • mamartha Re: doktorat w usa 11.01.11, 22:25
      Zrob sobie doktorat w Polsce, a jesli uda Ci sie ugruntowac w nauce, pojedz na staz podoktorski dokad chcesz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka