karlorina
01.11.12, 13:01
Właściwie chodzi w tej informacji tylko o Łódź, i łódzkie uczelnie publiczne.
Nie ma komu prowadzić zajęć, eksodus adiunktów, brak asystentów, brak ludzi do prowadzenia zajęć, a samodzielni też pryskają do szkół prywatnych lub do praktyki.
Adiunkci i asystenci najczęściej do własnych biznesów uciekają, i zbyt dużo biurokratycznych zabaw - przełomowe było w tym względzie KRK, ale nie tylko, wywołało to, że nawet fakt pokrywania przez uczelnię stałych świadczeń publicznych itp. nie rekompensuje już uwikłania w system a straszenie terminami w habilitacjach wpływa na to, że ludzie sami za w czasu coś sobie znajdują a nie mogąc pogodzić obu rzeczy - wybierają lepiej płatną - poza uczelnią. Bo wysiłek włożony w zwiększenie premii o 1500 zł w pracy poza uczelnią jest mniejszy niż wysiłek włożony w utrzymanie sobie drugiego etatu na uczelni.
Nawet już się pojawiły dramatyczne apele władz uczelnianych. Jest też zerowanie liczników dla zbyt długo robiących habilitację adiunktów i zbyt długo robiących doktorat asystentów, doktoranci pojawiają się niechętnie i najczęściej deklarują, że po doktoracie w żadnym wypadku nie będą się wikłać w pracę o zarobkach poniżej średniej krajowej bo obecnie po studiach na pół etatu lub tam gdzie są, mają podobnie lub więcej a wysiłku mniej...
Jak wprowadzano te zmiany - to rok temu była to podstawa do strachu.
Teraz okazuje się, że pozycja negocjacyjna się odwraca i władze czują, że jak my odejdziemy - przestarzali adiunkci bez habilitacji a jeszcze z mianowania - i nasi koledzy, przestarzali asystenci bez doktoratów - to nie będą mieli kim robić, nie wyślą habilitowanych na ćwiczenia, zresztą większość habilitowanych już nie umie prowadzić zajęć, bo od lat mieli tylko seminaria i jakieś 30 godzin rocznie zajęć na które było przyzwolenie aby się bimbali i mieli je tylko pro forma. Oni już odwykli od prowadzenia wykładów.
W tym całym stanie jest jedna opcja - władze chcą, łudzą się, że będą ściągać do Łodzi ludzi z zewnątrz.
Chcę wiedzieć - jak to oceniacie?
Czy poza Łodzią jest podobnie? I władzom się nie uda, czy raczej właśnie się uda i wtedy ich pozycja negocjacyjna z nami się wzmocni.
Nie chce mi się robić habilitacji bod taką sztuczną presją, że już do 2021 mam się wyrobić, najlepiej jeśliby ją odrygorowali. Lubię to co robię, i coraz więcej czasu mam na naukową zabawę - gdyż ilość studentów spada. Wreszcie odzyskuję zainteresowanie tym co motywowało mnie kilkadziesiąt lat temu w czasie podejmowania decyzji o związaniu się z nauką - a lata ogłupiającej masowej dydaktyki dla AHE i przyssawek - wypłukały tę pasję i radość. Ale również widzę, że nie zdążę do 2021. To już nie ten wiek i zdolności umysłu. Dzieci wychodzą niedługo z domu i może wtedy, ale przecież pojawią się wnuki - w ilości wykładniczej jeśli moje dzieci utrzymają rodzinną tradycję (a deklarują, że zamierzają). Nie zdążę.