Dodaj do ulubionych

Eksodus adiunktów, brak asystentów, brak ludzi

01.11.12, 13:01
Właściwie chodzi w tej informacji tylko o Łódź, i łódzkie uczelnie publiczne.
Nie ma komu prowadzić zajęć, eksodus adiunktów, brak asystentów, brak ludzi do prowadzenia zajęć, a samodzielni też pryskają do szkół prywatnych lub do praktyki.
Adiunkci i asystenci najczęściej do własnych biznesów uciekają, i zbyt dużo biurokratycznych zabaw - przełomowe było w tym względzie KRK, ale nie tylko, wywołało to, że nawet fakt pokrywania przez uczelnię stałych świadczeń publicznych itp. nie rekompensuje już uwikłania w system a straszenie terminami w habilitacjach wpływa na to, że ludzie sami za w czasu coś sobie znajdują a nie mogąc pogodzić obu rzeczy - wybierają lepiej płatną - poza uczelnią. Bo wysiłek włożony w zwiększenie premii o 1500 zł w pracy poza uczelnią jest mniejszy niż wysiłek włożony w utrzymanie sobie drugiego etatu na uczelni.
Nawet już się pojawiły dramatyczne apele władz uczelnianych. Jest też zerowanie liczników dla zbyt długo robiących habilitację adiunktów i zbyt długo robiących doktorat asystentów, doktoranci pojawiają się niechętnie i najczęściej deklarują, że po doktoracie w żadnym wypadku nie będą się wikłać w pracę o zarobkach poniżej średniej krajowej bo obecnie po studiach na pół etatu lub tam gdzie są, mają podobnie lub więcej a wysiłku mniej...
Jak wprowadzano te zmiany - to rok temu była to podstawa do strachu.
Teraz okazuje się, że pozycja negocjacyjna się odwraca i władze czują, że jak my odejdziemy - przestarzali adiunkci bez habilitacji a jeszcze z mianowania - i nasi koledzy, przestarzali asystenci bez doktoratów - to nie będą mieli kim robić, nie wyślą habilitowanych na ćwiczenia, zresztą większość habilitowanych już nie umie prowadzić zajęć, bo od lat mieli tylko seminaria i jakieś 30 godzin rocznie zajęć na które było przyzwolenie aby się bimbali i mieli je tylko pro forma. Oni już odwykli od prowadzenia wykładów.
W tym całym stanie jest jedna opcja - władze chcą, łudzą się, że będą ściągać do Łodzi ludzi z zewnątrz.
Chcę wiedzieć - jak to oceniacie?
Czy poza Łodzią jest podobnie? I władzom się nie uda, czy raczej właśnie się uda i wtedy ich pozycja negocjacyjna z nami się wzmocni.
Nie chce mi się robić habilitacji bod taką sztuczną presją, że już do 2021 mam się wyrobić, najlepiej jeśliby ją odrygorowali. Lubię to co robię, i coraz więcej czasu mam na naukową zabawę - gdyż ilość studentów spada. Wreszcie odzyskuję zainteresowanie tym co motywowało mnie kilkadziesiąt lat temu w czasie podejmowania decyzji o związaniu się z nauką - a lata ogłupiającej masowej dydaktyki dla AHE i przyssawek - wypłukały tę pasję i radość. Ale również widzę, że nie zdążę do 2021. To już nie ten wiek i zdolności umysłu. Dzieci wychodzą niedługo z domu i może wtedy, ale przecież pojawią się wnuki - w ilości wykładniczej jeśli moje dzieci utrzymają rodzinną tradycję (a deklarują, że zamierzają). Nie zdążę.
Obserwuj wątek
    • kramka1 Re: Eksodus adiunktów, brak asystentów, brak ludz 01.11.12, 14:42
      "Ale również widzę, że nie zdążę do 2021. To już nie ten wiek i zdolności umysłu. Dzieci wychodzą niedługo z domu i może wtedy, ale przecież pojawią się wnuki - w ilości wykładniczej jeśli moje dzieci utrzymają rodzinną tradycję (a deklarują, że zamierzają). Nie zdążę."
      No przyznam, ze mnie te słowa załamują. Nie zdążysz przez kolejnych 9 lat? To co, za przeproszeniem, robisz w nauce?
      I kwestia wieku: albo ma się predyspozycje do pracy naukowej albo nie. Albo, uzywajac Twojego stwierdzenia, ma się zdolności umysłu albo nie. A jak sie nie ma, to nie powinno sie blokować etatu, który z pozytkiem mogliby wykorzystać zdolniejsi.
      • karlorina Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 16:38
        Habilitacja nie zależy od habilitanta a od tego co sobie ubzdrzą członkowie komisji habilitacyjnej
        obecne postepowania na stronach CK - zakonczone - pokazuja, ze nawet przy grze w ruletce są jakieś regóły, że jak spadnie kulka na czerwone i obstawiłaś czerwone, to wygrywają czerwone
        postępowania zakończone, pokazują, że ci co nic nie obstawili wychodzą czasem lepiej niż ci, którzy obstawili prawidłowo
        do tego te tabelki
        mam dorobek naukowy ale mam też kilku wrogów w tym jednego osobistego wroga w prezydium CK, nie z własnej winy, po prostu mój szef kilkadziesiąt lat temu tego człowieka upokorzył i wkazał mu, że jest naukowym zerem, mój były szef jest na emeryturze, kontakty się pokończyły, kolejka przede mną była realizowana i dopóki szef był aktywny zawodowo - swoich bronił, ale teraz nie mam żadnych szans, nie zdążę, bo teraz ten uprzedzony zawistny człowiek ponownie będzie w CK, i pewne jest, że znowu będzie w prezydium i wśród VIPów, no chyba, że stanie się cud. Ale nawet wtedy w garściach będzie miał sporo sznurków. Wszystkich od mojego emerytowanego szefa niszczy. Nie tylko m jesteśmy w takiej sytuacji. Instytut obok, szef instytutu, też już emerytowany, temu zeru wtknął plagiat w jego pracy habilitacyjnej, jego ludzie mają gorzej. Poza naukowymi trudnościami - pozostaje czekać i trwać.
        Gdyby faktycznie było się kimś - o niekwestionowanym warsztacie, to można poza łódzkim piekiełkiem. Ale sił starcza tylko na to aby u siebie zrobić - a u siebie się nie da. Ludzie próbujący na zewnątrz, są z zasady negatywnie oceniani bo panuje ogólna polityka w środowisku, że kto ma uprawnienia u siebie a próbuje nie u siebie, to się go dla zasady blokuje, chyba, że jest to wyjątkowo wybitna habilitacja. Na wyjątkowo wybitną habilitację mnie nie stać, stać mnie na standardową - ale ta nie wystarczy.

        Ale wróćmy do diagnozy ogólnej - jak to wygląda u Was, bo nie po to aby Was zajmować swoimi troskami piszę a po to aby się na ten konkretny ważny dla mnie temat dowiedzieć.
        • kramka1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 17:37
          Taka oto historyjka... Spacer, idzie pani z duzym psem, naprzeciwko jakis gośc. Pies go mija bez reakcji, a pan zaczyna wrzeszczć na panią, że pies powinien chodzic na smyczy, bo go może capnąc. Na to pani, ze pan jest bardzo zadufany w sobie, skoro mu się wydaje, ze dla jej psa jest takim interesujacym obiektem, by warto go było zaatakowac lub pogryźć.
          Czy naprawdę Ci się wydaje, ze dla tego potencjalnego wroga jesteś na tyle interesujacym obiektem, że pofatyguje sie, by kiwnąc palcem i Ciebie usadzic?
          Pomijajac cała resztę, moze warto spojrzec na siebie we właściwych proporcjach...
          • ewa_65 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 18:06
            nie wypowiem się co do eksodusu asystentów ale mogę powiedzieć, ze polskie piekiełko istnieje i faktycznie to, co opisano powyżej bywa aż nadto prawdziwe. Kramka1, jesteś albo młoda albo po prostu o wielu rzeczach nie wiesz. Ja w sumie też nie sledzę plotek ale.. kilka razy w życiu się niespodziewanie potknęłam i zupełnie nie rozumiałam, skąd ta ściana. Wyjaśniło się po 20 latach!!!... Beznadziejne polskie piekiełko...
          • karlorina Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 18:25
            Fajna bajka z psem.
            To tylko pokazuje jak bardzo szczęśliwe są okolice gdzie psy szczekają a te które szczekają, nie gryzą. Ten niestety nie szczeka a gryzie.
            I nie chodzi o ważność obiektu a o to, że jeśli pozwoli sobie na to aby "niewłaściwi ludzie" uzyskali przewagę na radzie, a niewłaściwi, to ci, którzy nie są bezgranicznie lojalni i nie mają genetycznie zakodowanej lojalności, to politycznie straci wpływy.
            A habilitacje nieprzyznane, gdzie większość profesorów twierdzi, że negatywne recenzje są "w oczywisty sposób pozamerytorycznie negatywne", są faktem, i wszyscy wiemy dlaczego, zresztą nawet się nie kryje z tym główny rozgrywający. "Nie będę współpracował z X", "Nie poprę habilitacji Y" wypowiadane są otwarcie, i potem sobie wystarczy wyobrazić posiedzenie CK, gdzie koledzy z CK siedzą przy stole i rozpatrują sprawę X lub Y. W naturalny sposób, gdy jest wniosek osoby z instytucji członka CK, pada pytanie o opinię, a opiniujący mówi: "nie popieram", albo tylko zwyczajnie się tylko lekko skrzywi, nie musi nawet specjalnie tracić energii na zabieganie o to aby habilitanta uwalili. Nasz szef dopóki był aktywny opowiadał nam jak to się odbywa, i zawsze oczekiwano, gdy habilitant był z uczelni z której byli też jacyś członkowie CK, aby owi członkowie słownie zaopiniowali osobę habilitanta. Brak pozytywnego odzewu ze strony każdego z nich, lub choćby mało aktywne zabieganie o habilitanta, było odbierane jako wyrok i recenzenci wybierani do oceny dorobku też się pytali, "w CK jest profesor z tej uczelni z której jest habilitant, czy coś o nim mówił", jak było, że nie ma zastrzeżeń, to recenzent też ich nie miał, a jak było: "profesor nieszczególnie kojarzy habilitanta" lub wypowiedź o podobnym nacechowaniu, to habilitant miał negatywną recenzję.
            Z tego co się mówi, niewiele się zmieniło.
            Wracając do bajeczki o psie, w przewodach habilitacyjnych, jeśli pies nie będzie się łasił i okazywał gorącej życzliwości przechodniowi, to obserwujący z ukrycia seryjny psychopata - snajper odstrzela każdego przechodnia do którego pies nie zamerda ogonkiem.
            Na mnie i moich kolegów ten pies nie merda.
            A służalczy snajperzy odczytują to jako rozkaz do odstrzału.
            • adept44_ltd Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 18:41
              to ja poproszę o przykład takich habilitacji... gdzie jednoznacznie zarżnięto geniusza, bo była zmowa.
              • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 18:50
                adept44_ltd napisał:

                > to ja poproszę o przykład takich habilitacji... gdzie jednoznacznie zarżnięto g
                > eniusza, bo była zmowa.

                Jezeli byla zmowa, to nikt nie byl na tyle glupi, zeby mu przewod otwierac. A jezeli nawet udalo sie taka rade znalezc, to i tak jej czlonkowie nie wiedza, kto sie z kim zmawial.
                • adept44_ltd Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 18:57
                  jak z trotylem...

                  no, ale pod nową ustawą, to jakby nie powinno się zdarzać.
                  • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 19:06
                    Adept, daj spokoj z trotylem. To jest taki tryb myslenia wyniesiony z malych uczelni - jak ktos jest dobry, to habilitacje zrobi. Pewnie, ze zrobi, bo nikomu nie bedzie zawadzal. Tam, gdzie idzie walka o wladze, wycina sie bezpardonowo ludzi, ktorzy nie beda posluszni jako samodzielni. Nie zapomne sledztwa, kto glosowal na nie w pewnej jednostce, z ktora los mnie zetknal i wzywania na dywanik samodzielnych, na ktorych ciazyl choc cien podejrzenia, ze mogli zaglosowac nie po mysli wladzy. Habilitacja i ck to jest orez w walce o wladze. Jak ktos nie umie wprowadzic swojego czlowieka do ck, to jest maly pikus, z ktorym nikt sie nie liczy.
                    • adept44_ltd Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 19:21
                      no patrz, jakoś się z tym, na znanych mi uczelniach nie spotkałem... przykro mi (nitrogliceryna? ;)
                    • adept44_ltd Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 19:28
                      a mówiąc serio, to ja też słyszałem o wycinaniu spiskowym, ale po przyjrzeniu się zazwyczaj okazywało się, że dorobku ni ma, rozprawa też nie za bardzo, pozostaje tylko poczucie genialności i skrzywdzenia... (ewentualnie jak w tym przypadku poczucie, że się jest niezastąpionym przy jednoczesnej deklaracji, że nauką się nie będzie zajmowało...). tak jak to widzę dookoła, na różnych uczelniach i z różnych perspektyw - jest solidny dorobek, jest dobra rozprawa, nie ma lewara na Mariolę...
                      • dala.tata Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 19:45
                        Mysle podobnie. I oomimo wielu prosb nigdy tu nie uslyszelismy o tych wielkich odrzuconych.

                        Nie mam watpliwosci, ze zdarzaja sie problemy w procesie recenzyjnym, co tu juz omawialismy, ale do tej pory nie pokazano ani jednego potepowania, co do ktorego mozna sie z pewnoscia zgodzic, ze swietny dorobek zostal uwalony. Byle jaki dorobek, ktory zostal przepchniety, tego widzimy za duzo, o wielkich odrzuconych slyszymy tylko, ze sa. Ale nikt ich nie widzial.

                        Na temat pierwszego postu autorki watku nadal moja narzucona sobie autocenzura dziala dzielnie. Jednak naprawde dzekuje autorce za pokazanie polskiej nauki jak w soczewce.
                        • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 19:55
                          Nie ma wielkich odrzuconych, poniewaz nie ma tez wielkich, ktorzy przeszli. Prosze o jeden udokumentowany na stronie CK przyklad habilitacji wybitnej w naukach humanistycznych.
                          • dala.tata Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 19:59
                            Chario, a co ma piernik do wiatraka? Autorka watku mowi o spiskach przeciw ludziom. O odrzuconych habilitacjach, bo kogos nie lubimy. To sa bujdy na kolkach uzasadniajace wlasne lenistwo i 'dzieci jeszcze w domu' a potem szybciutko wnuki.

                            A ze nie ma wielkich habilitowanych to inna historia. I niestety prawdziwa.

                            charioteer1 napisał:

                            > Nie ma wielkich odrzuconych, poniewaz nie ma tez wielkich, ktorzy przeszli. Pro
                            > sze o jeden udokumentowany na stronie CK przyklad habilitacji wybitnej w naukac
                            > h humanistycznych.
                            >
                            • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 20:21
                              dala.tata napisał:

                              > Chario, a co ma piernik do wiatraka?

                              To ze brak jakichkolwiek kryteriow oceny, a ogolne wytyczne sa solidarnie olewane, bo my wiemy, kto ma przejsc.

                              > Autorka watku mowi o spiskach przeciw ludziom.

                              O autorce watku sie nie wypowiadam.

                              > O odrzuconych habilitacjach, bo kogos nie lubimy. To sa bujdy na kolkach u
                              > zasadniajace wlasne lenistwo

                              Recenzent, ktory napisal dwie recenzje, bo nie otrzymal wytycznych odnosnie biezacej polityki personalnej rady, to tez bujda na kolkach?
                              • dala.tata Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 20:40
                                Wybacz chario ale nie chce mi sie tak gadac. Ty swoje ja swoje. Ja mowie ze z wielolrtniego ogladu swiata wynika ze nie ma habilitacji uwalonych przy 'obiektywnie' duzym dorobku. Zmienie zdanie jak zobacze takie zwierze. Przyzwoity miedzynarosowy dorobek i negatywne recenzje.
                                • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 21:05
                                  Dala, wybacz, ale nie przyjmujesz czegos do wiadomosci. Nie znam nikogo, kto uzyskalby "obiektywnie" solidny dorobek habilitacyjny pracujac w Polsce. Takie zwierze nie wystepuje w niczym w przyrodzie, a przynajmniej w niczym, co nie jest fizyka, albo chemia. Jak sie kogos specjalnie sciaga do Polski, zeby go tu zatrudnic, to nie po to, by mu habilitacje uwalic. Recenzent musialby byc nieskonczenie glupi, w koncu w autoreferacie ma podane miejsca pracy, aczkolwiek nawet w takich sytuacjach zdarzaja sie polemisci, ktorzy potrafia stwierdzic, ze dorobek marny i do piet nie dorasta.
                                  • dala.tata Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 21:19
                                    Nie chario. To ty nie rozumiesz ze jesli jest jak mowisz kazda habilitacja jest uznaniowa. I nie moze nie byc spisku czy ukladu. I caly twoj argument nie ma sensu.

                                    W rzeczywistosci zachecam cie do zagladniecia na strony ck. znajdziesz tam w naukach hum i spol. Kilka habilitacji na bardzo przyzwoitym poziomie. Ci ludzie nie mieli by wiekszych trudnosci ze znaleziemiem pracy na swiecie, rowniez z pewna doza szczescia na poziomie readera. Zaklinasz rzeczywistosc chario zeby ci pasowala do tej strasznosci jaka jest habilitacja.
                                    • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 21:41
                                      dala.tata napisał:

                                      > Nie chario. To ty nie rozumiesz ze jesli jest jak mowisz kazda habilitacja jest
                                      > uznaniowa. I nie moze nie byc spisku czy ukladu.

                                      Kazda jest uznaniowa, co nie oznacza, ze przy kazdej jest uklad albo spisek.

                                      > W rzeczywistosci zachecam cie do zagladniecia na strony ck. znajdziesz tam w na
                                      > ukach hum i spol. Kilka habilitacji na bardzo przyzwoitym poziomie.

                                      Prosze o przyklady, moga byc na mejla.
                                      • dala.tata Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 21:57
                                        Psycholog i dwie lingwistki.
                                        • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 21:59
                                          Co najmniej jedna z tych habilitacji padla w starym trybie.
                                          • ling-stos Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 22:13
                                            nie wiem ktora padla w starym, ale akurat dwie lingwistki z lodzi sa mi osobiscie znane i sa to za... dobre habilitacje...
                                            • dala.tata Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 22:14
                                              bardzo sie ciesze, ze sie zgadzamy.

                                              ling-stos napisał:

                                              > nie wiem ktora padla w starym, ale akurat dwie lingwistki z lodzi sa mi osobisc
                                              > ie znane i sa to za... dobre habilitacje...
                                          • dala.tata Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 22:16
                                            byc moze tych osob, nie habilitacji (zakladam, ze mowimy o tych samych). jesli padla wczesniej, zakaldam, ze jednej z lingwistek (i chyba domyslam sie ktorej), to moze wczesniej to nie byla jeszcze habilitacja. teraz to jest dobra habilitacja. wszystko gra.
                                            • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 22:51
                                              > , to moze wczesniej to nie byla jeszcze habilitacja. teraz to jest dobra habil
                                              > itacja. wszystko gra.

                                              Dala, nie wciskaj. Przedtem byl inny sklad ck, inni recenzenci i inna komisja procedowala.
                                              • dala.tata Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 22:58
                                                Niczego nie wciskam. Dorobek sie zmienia chario. Habilitacja 2 lata temu to nie habilitacja teraz itd. Itd. I ostatecznie warto zauwayc, ze skonczylo sie nadaniem stopnia.
                                                • charioteer1 Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 23:42
                                                  Dala, nie prowokuj, bo w samej tylko dokumentacji przewodu widze troche wiecej. W praktyce bywa tak, ze pani X bardzo nie podoba sie katedra pana Y. Poniewaz 100-osobowa rada nie bardzo wie o co chodzi, a o pani X kazdy slyszal, recenzja pani X ma moc razaca jak bomba nad Hiroszima. Tu nie chodzi o to, czy jakas tam Kowalska zrobi habilitacje, tylko o to, zeby pan Y, ten od katedry, przypadkiem za duzy nie wyrosl. Mozemy sie przepychac argumentami za i przeciw habilitacji do bialego rana, a naprawde ten sam mechanizm dziala przy przyjeciach na studia doktoranckie i przy wnioskach profesorskich. Im scislej cala struktura jest zhierarchizowana, tym bardziej jest podatna na tego typu manipulacje.
                                        • adept44_ltd Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 02.11.12, 01:17
                                          i jedna literaturoznawczyni
                                  • flamengista proszę bardzo 01.11.12, 23:45
                                    "Nie znam nikogo, kto uzyskalby "obiektywnie" solidny dorobek habilitacyjny pracujac w Polsce"

                                    Osobiście nie znam, ale tu jest autoreferat Tekst linka

                                    decyzja pozytywna. Między innymi dlatego, że dorobek był tak solidny, że wstyd było podjąć inną decyzję.

                                    Na razie jedyny przypadek powyżej średniej i - dziwnym trafem - przeszedł bez problemu nową procedurę habilitacyjną.

                                    A przypadków uwalonych geniuszów nie znam. W każdym razie nie w ekonomii.
                                    • charioteer1 Re: proszę bardzo 02.11.12, 00:32
                                      Zatrudniony w UG od 2012.
                                      • charioteer1 Re: proszę bardzo 02.11.12, 00:32
                                        Typo, mialo byc 2010.
                                        • flamengista tak, ale 02.11.12, 09:22
                                          Doktorat w Polsce, praca od 2005 na polskiej uczelni (choć była to uczelnia prywatna).
                          • adept44_ltd Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 20:02
                            "Nie ma wielkich odrzuconych, poniewaz nie ma tez wielkich, ktorzy przeszli"


                            hm...
                          • sambor7 a propos habiltacji "wybitnych" 02.11.12, 15:21
                            @ charioteer1

                            wprawdzie jestem tylko doktorantem (już na szczęście niedługo), ale wydaje mi się, że przykładem takiej habilitacji w naukach humanistycznych jest:
                            www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-humanistycznych/186-kopinski-krzysztof
                            nie ma tu ani wysokopunktowanych artykułów, ani "książki habilitacyjnej" jest natomiast olbrzymia, wieloletnia praca edytorska (wraz z krytyką źródeł), która ułatwi pracę całkiem sporej grupie mediewistów. Być może dla przedstawicieli nauk technicznych, przyrodniczych etc. wydaje się to dziwne, ale zarówno recezje uznanych historyków jak i uznanie w środowisku świadczą o tym, że habilitant ma dorobek wybitny...
                            Na marginesie dodam, że jest on bardzo słabo "mierzalny" za pomocą wskazanych narzędzi takich jak Web of Science czy Publish or Perish, co raczej świadczy o niedoskonałości baz danych służących obliczaniu wskaźników w naukach humanistycznych, niż o słabym dorobku tego akurat habilitanta (wg mojego PoP indeks Hirscha 0)...
                            • charioteer1 Re: a propos habiltacji "wybitnych" 02.11.12, 15:32
                              W przypadku tej pani dzialalnosc edytorska stanowila kamien u nogi.
                              • adept44_ltd Re: a propos habiltacji "wybitnych" 02.11.12, 15:55
                                hm, recenzje pokazują, że kamieniem u nogi... była rozprawa hab... ze wszelakimi możliwymi mankamentami.
                                • charioteer1 Re: a propos habiltacji "wybitnych" 02.11.12, 17:05
                                  Po pierwsze, nie zgadzam sie, ze u nogi. Po drugie, o rozprawach mam wyrobione zdanie i nie ma potrzeby go tu przytaczac. Po trzecie, zdania na temat tej rozprawy byly podzielone. Po czwarte, edycja zrodel to dla mnie kompletna abrakadabra i nie rozumiem zupelnie, dlaczego w jednej dziedzinie edycja jest cacy w przypadku habilitanta, a w innej jest be. Po piate, tamta pani pisala biografie, a uwalili ja za to, ze nie znala sie na architekturze - tu tez mam dysonans poznawczy. Co wszystko razem wziete i tak nie wyklucza, ze to ty masz racje. Ja tylko stwierdzam fakt, ze jako edytorke potraktowali ja jako zwierze gorszego gatunku, co bezczelnie z tych recenzji wyziera.
                                  • adept44_ltd Re: a propos habiltacji "wybitnych" 02.11.12, 17:27
                                    odnoszę wrażenie, że mówimy o różnych rozprawach, chario i różnych recenzjach... nie wiem, skąd bierzesz to, że pani pisała biografię... i też nie za bardzo widzę, jak ją położyła edycja źródeł... nb. edycja edycji nie jest równa i pewnie dlatego przez lata to historycy blokowali możliwość przyznawania stopni na takiej podstawie... nie łapiąc, że niektóre edycje mogą być popisem warsztatu naukowego, od jakiegoś czasu odpuścili...

                                    a to, ze nie zgadzasz się ze sobą :), no co ja mogę na to... (to o tym 'u nogi')
                                    • charioteer1 Re: a propos habiltacji "wybitnych" 02.11.12, 18:10
                                      adept44_ltd napisał:

                                      > odnoszę wrażenie, że mówimy o różnych rozprawach, chario i różnych recenzjach..
                                      > . nie wiem, skąd bierzesz to, że pani pisała biografię...

                                      Z autoreferatu.

                                      > a to, ze nie zgadzasz się ze sobą :), no co ja mogę na to... (to o tym 'u nogi')

                                      Ale to twoj problem, ze nie pomyslales o innych czeswciach ciala ;)
                                      • adept44_ltd Re: a propos habiltacji "wybitnych" 02.11.12, 18:14
                                        średnio mój, zacytowałem ciebie ;-)

                                        hm, z autoreferatu to nie wynika, co mówisz... w każdym razie to, co nazywa się biografią jest standardowo czymś innym niż to, co pani napisała.
              • karlorina Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 20:02
                A od kiedy jest wymóg aby habilitacje otrzymywali tylko geniusze?
                Wyrżnięto zwykłych dojrzałych do habilitacji habilitantów, którzy habilitację otrzymaliby, gdy nie zagrały czynniki pozamerytoryczne. I jest z tym zgoda. Zresztą sam wspomniany profesor na to wskazuje, że jeśli on kogoś nie poprze, to z habilitacji nici tak długo jak on jest w CK, chyba, że właśnie się jest geniuszem. Ale geniuszem trzeba się najpierw urodzić a potem dbać o rozwój swego geniuszu i potem jako geniusz zrobić z tego użytek. Raczej będąc geniuszem geniusz już dawno byłby za co najmniej jednym oceanem, minimum za jednym. Fakt pozostawania tu, w Polsce, dowodzi braku genialności albo co najmniej braku szacunku do niej.
                Nie mam szans być geniuszem - do 2012 nie zdążę być geniuszem. Na woo doo się nie znam - pozostaje więc przeczekać.
                Ten akurat profesor mógł być na pokładzie TU w dniu 10 kwietnia 2010 i infekcja wirusowa uratowała mu życie, gdyż z tego powodu nie przyjął zaproszenia. To pokazuje, że ma chłop w życiu farta.
                • karlorina errata 01.11.12, 20:02
                  do 2021
          • mr.mud Re: Exodus adiunktów, brak asystentów 01.11.12, 23:37
            oh hohoho naprawdę nie znasz takich przypadków? W naszej pseudonauce zdarzało się, ze waśnie trwały / trwają i lat 40. W świecie to norma, że dobry naukowiec jest wyrazisty, u nas chcesz robić karierę to musisz przede wszystkim pamiętać komu nie podpaść a broń borze łba nie zadzierać za wysoko...


        • grawdhaga regóły dla nieudaczników 04.11.12, 15:25
          dla nie twoje "regóły" świadczą o tym, że juz dawno z uczelną powinnaś / powinieneś się pożegnać - ty i uczelnia to nieporozumienie
          • adept44_ltd Re: regóły dla nieudaczników 04.11.12, 15:56
            uuu, cuż ;))) za ortografista...
    • adept44_ltd Re: Eksodus adiunktów, brak asystentów, brak ludz 01.11.12, 17:35
      no, raczej tego tak nie widzę... może w dyscyplinach, gdzie rzeczywiście nic nie trzeba robić naukowo i są studenci... no ale to patologia...
    • flamengista całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 01.11.12, 18:36
      Obstawiam, że chodzi pewnie o nauki społeczne, a najpewniej o nauki ekonomiczne. Podobne spostrzeżenia mieliśmy na ten temat z bumcykcykiem. Może nie tak dramatyczne jak ty, ale podobne.

      U nas już się skończyło piętnowanie "wiecznych adiunktów", bo okazało się że są gorsi. Wieczni adiunkci jednak zaciskają zęby i trzepią tyle godzin, ile im się zleci. 350 w zakładzie, dodatkowe 120 w prywatnej szefa - nie ma problemu. Jest robota, to ją wykonują. Nie tylko dydaktyczną z resztą.

      Natomiast młodzież... Cóż, młodzieży nie ma co oferować - doktoranckie to śmiech na sali. Profesorowie mocno się na tym przejechali. Liczyli, że na doktoranckich będą mieć tabuny darmowych pracowników. Okazuje się jednak, że na jakieś 80-100 osób na roku może 2-3 rokują na pracowników naukowych. 20% to totalne niewypały, które przedłużają sobie młodość. Zaś zdecydowana większość pracuje na pełny etat i chce kolejnego dyplomu. Nie kiwną nawet palcem, jeśli im się nie zapłaci.

      Pisałem już o przypadku asystenta, który przyszedł do nas i po 2 tygodniach pracy zrezygnował. Bo chciał mieć zajęcia tylko raz w tygodniu - w piątek, a udało się tylko na czwartek i piątek. A przecież on miał drugi etat z którego ani myślał rezygnować.

      Tak, młodzież się nauczyła od profesorów że na uczelni można być gościem i chcą od razu tak samo. Więc nie ma komu robić.

      Natomiast co do habilitacji to jednak pojechałaś po bandzie. Do 2021 nie zdążyć? Przecież to 9 lat. Chyba że przez ostatnie 10 nie robiłaś nic naukowo. Cóż, dość częste zjawisko w ekonomii, u nas też występujące. W takiej sytuacji jestem w stanie uwierzyć, że i 50 lat to za mało.
      • karlorina nie da sie 01.11.12, 20:22
        Dla mnie jedynym ograniczeniem przed składaniem wniosku, jest fakt szacha.
        Dorobek mam, kilka monografii mam, rocznie kilka konferencji zagranicznych za swoje i kilka krajowych za katedralne. Lepsza ode mnie koleżanka złożyła - i poległa. Wisi na stronie CK w zakończonych. Nie jestem geniuszem. Nagrody rektora za działalność naukową od czasu powołania na stanowisku adiunkta mam co roku, bo to 2 pensje dodatkowo potrzebne w czasie gdy dzieci zaczynają kolejny rok szkolny i też towarzyszą temu wydatki na zimowe zakupy, ale to też dowód, że punktowo nie można mówić o obijaniu się, bo nagrody są za punkty, punkty za publikacje i aktywność naukową mierzoną według kryteriów ministerialnych i określających kierunek rozwoju polskiej nauki według kryteriów z ministerialnej perspektywy. Przenieść się gdzie indziej nie dam rady. Podania za granicę wysyłam, zwłaszcza do krajów UE, ale dostaję pisma z podziękowaniami i informacją, że albo mimo dostania się na short list - jestem w części nie zaproszonej na rozmowę albo, że w ogóle nie wciągnęli mnie na short list.
        Już wiem, że habilitacji nie mam szans w obecnym układzie i zdrowiej będzie jeśli to sobie wpiszę w strategię działania - łudzenie się jest niepoważne.
        • flamengista dwie różne sprawy 02.11.12, 09:10
          Pierwsza to specyfika twojej działki. Nie wiem, może faktycznie jest na tyle wąska że jeden uprzedzony facet w CK może cię uwalić. Mi się to w głowie nie mieści - takie rzeczy były za poprzedniej procedury, teraz jednak jest trochę trudniej. Na razie nie widziałem żadnej uwalonej kandydatury, która byłaby dobra, nie mówiąc o bardzo dobrej. W ekonomii był jeden przypadek przyzwoitej kandydatury, który okazał się przyzwoity tylko z pozoru, do przeczytania recenzji.

          No, ale jeśli faktycznie nie masz szans na habilitację - to może się pora z tym pogodzić? Z pełnymi konsekwencjami: a więc wystąpić o zmianę etatu na dydaktyczny, co będzie się wiązało z brakiem wymogu habilitacji, ale też z wyższym pensum. Wiem, że fajnie mieć dodatkową kasę z nadgodzin, ale jeśli rzeczywiście oceniasz że po ptokach i rezygnujesz - to wypadałoby być uczciwym przed pracodawcą. Szczególnie, że jak sama piszesz nie ma kto prowadzić zajęć, więc starsi wykładowcy są potrzebni.

          Choć jeśli chodzi o pedagogikę, to nie wiem jakim cudem macie wciąż studentów: w Krakowie na UP są bardzo nerwowe ruchy, niż dotknął ich najbardziej.

          Po drugie, jestem bardzo wdzięczny za ten wątek. Bo widzę, że niektórymi wstrząsnął, a moich opowieści (wspieranych przez bumcykcyka) nikt nie traktował poważnie. Dyskutujemy o reformach polskiej nauki, a wielu nie ma nawet pojęcia jaka jest realna sytuacja na niektórych uczelniach.

          U nas gorączka związana z reformą - i przyspieszeniem terminów na habilitacje - zakończyła się dość spektakularnie. Jeszcze w zimie urzędujący rektor spotkał się z adiunktami i asystentami, a na pytania czy uczelnia pomyśli o przedłużeniu terminów (co ustawa dopuszcza - wspomniany w twoim poście 2021) - powiedział, że trzeba było pracować naukowo, a nie martwić się w ostatniej chwili. Doprowadziło to do rewolucji: choć miał sporo racji, to ludzie nie lubią słuchać, że są sami sobie winni. Doszło do przedłużenia terminów o 9 lat, ale to nie pomogło i wybrano nowego rektora.

          Obecni "starzy adiunkci" de facto rządzą mają spory wpływ na to, co się na uczelni dzieje. To są osoby, które załapały się na hossę w szkolnictwie wyższym z końca lat 90tych i początku 2000nych. Były wtedy młodymi doktorami - myśleli o dodatkowych fuchach i etatach, nie o tym co będzie później. W efekcie od ponad 10 lat nie zajmują się badaniami. Obecnie, mając 40-50 lat zupełnie nie widzą się w roli habilitanta - nie mają na to czasu, ochoty i niestety umiejętności. Chcą dotrwać w miarę wygodnie do emerytury, a to jeszcze sporo czasu! 9 lat pozwoliło oddalić problem, ale ci ludzie są przekonani że z czasem przepisy ulegną zmianie. I mogą mieć rację: jak słusznie wspomniałaś, następców brak a ktoś musi uczyć.
          • karlorina dziwne sprawy 02.11.12, 12:03
            Ciekawe o ktory wniosek chodzi:
            > W ekonomii był jeden przypadek przyzwoitej kandydatury, który okazał się przyzwoity tylko z
            > pozoru, do przeczytania recenzji.

            zasadniczo - przyklad z 2 recenzjami, jedna entuzjastyczna na TAK i jedna bardzo wybrzydzajaca na NIE tego samego autora - pokazuje, ze recenzje sa takie jakie zamowienie - niezaleznie od zawartosci

            w nowej procedurze byl jeden taki wniosek - jeden z pierwszych - u nas komentowany i obserwowany - bo byl jednym z pierwszych, i juz na wczesnej jesieni - przed wyznaczeniem komisji - wszyscy mowili, ze on nie przejdzie z powodow pozamerytorycznych

            potem dobrano recenzentow znanych z tego, ze czesciej pisza negatywne lub jesli pozytywne to slabo pozytywne - spoza dziedziny habilitanta, bo ani jeden recenzent nie byl z jego dziedziny - jesli habilitant pisal o zyciu pszczół (przykład) to jeden był z kowalstwa, drugi z chirurgii okulistycznej a trzeci z równie odległej sfery rozważań. Smaczku dodało to, że habilitant sam jeden miał więcej publikacji na ERIH/ISI niż cała komisja razem. Oczywiście recenzje nie pozostawiają wątpliwości - to habilitant jest ten zły. Już przed powołaniem komisji wszyscy u nas wiedzieli jaki będzie tego koniec - bo wtajemniczeni wiedzieli i nawet uspokajano, aby się nie przejmowano - bo ta sprawa z powodow pozamerytorycznych musiala sie tak skonczyc, po pierwsze - wniosek do nie swojej rady gdy habilitant mial w swej radzie uprawnienia - to podobno jednego zyczliwego mu profesora zmienilo na neutralnego z lekkim zabarwieniem na nie, po drugie, rada do ktorej skierowal, znana jest z tego, ze tam sie nie kieruje wnioskow o ile nie ma sie dokladnie wszystkiego obgadanego - a ten habilitant wyslal jak mowi ustawa - nie uzgadniajac z nikim, bedac jedynie zadufany w swoim dorobku, ktorzy wszyscy w branzy uwazaja za dobry - takze po negatywnych recenzjach ta opinia sie nie zmienila i wszyscy, którzy coś o tym mówią, twierdzą, że wystarczy aby habilitant startował od siebie, za trzy lata, przez ten czas starając się naprawić stosunki, które zniszczył błędem taktycznym.

            We wspomnianej ekonomii - w dziale skandaliczne recenzje - najbardziej porusza mnie sprawa Staniec (bo z Łodzi a dorobek lepszy - znacznie lepszy niż wielu, którzy przeszli) i Poteraja (bo z małego ośrodka - a dorobek lepszy niż niejeden z SGH który przeszedł).
            • dala.tata Re: dziwne sprawy 02.11.12, 12:12
              oj daj se spokoj z tymi teoriami spiskowymi! Mysmy tu przypadek Staniec (a i ona sama tu sie pojawila - chyba) omawiali dlugo i bardzo watpie, ze ona nie dostala stopnia 'bo byla z Lodzi'. Co za kompletne banialuki.

              karlorina napisał:

              > We wspomnianej ekonomii - w dziale skandaliczne recenzje - najbardziej porusza
              > mnie sprawa Staniec (bo z Łodzi a dorobek lepszy - znacznie lepszy niż wielu, k
              > tórzy przeszli) i Poteraja (bo z małego ośrodka - a dorobek lepszy niż niejeden
              > z SGH który przeszedł).
            • charioteer1 Re: dziwne sprawy 02.11.12, 13:11
              karlorina napisał:

              > We wspomnianej ekonomii - w dziale skandaliczne recenzje - najbardziej porusza
              > mnie sprawa Staniec (bo z Łodzi a dorobek lepszy - znacznie lepszy niż wielu, k
              > tórzy przeszli) i Poteraja (bo z małego ośrodka - a dorobek lepszy niż niejeden
              > z SGH który przeszedł).

              Szanowni ekonomisci! Zrobcie tabelke z zestawieniem, kto i co mial w dorobku i jaka byla konkluzja, bo mowienie, ze cos bylo lepsze, albo gorsze, w sytuacji, gdy mozna to przyrownac tylko i wylacznie do opublikowanych recenzji, naprawde nikogo nie przekona.
            • flamengista ale ten skandal jest relatywny 02.11.12, 13:18
              Dla ciebie to skandal, bo przeciętna habilitacja nie przeszła, a przecież przeszły nieco słabsze.

              Dla mnie niesmak, że przeszły te słabe. Ale nie oburzenie, że przepadła przeciętna.

              Skandal to wtedy, gdy ktoś z naprawdę dobrym dorobkiem i cyklem/książką jest odrzucany z powodów pozamerytorycznych.

              Nie chcę bronić CK, ale po prostu w nowym trybie jeszcze nie trafiłem na taki haniebny przypadek. Wręcz przeciwnie - jedyny kandydat w ekonomii o naprawdę bardzo dobrym dorobku przeszedł bez problemu, z entuzjastycznymi recenzjami.

              Może się różnimy tym, że mnie przeczołganie się z dziadowską habilitacją nie podnieca. Albo będę miał solidny dorobek i solidną książkę, których nie będę się musiał wstydzić, albo dam sobie spokój. Habilitowanie za "zasługi" albo z litości mnie nie interesuje.
              • karlorina relatywny skandal 02.11.12, 13:50
                relatywny może i jest - ale z dokładnie odwrotnych powodów

                jeśli do komisji oceniającej habilitację przemyca się nieudaczników bez renomy międzynarodowej - a ani jedna komisja w wybranej przez Ciebie ekonomii nie była taka - to to jest skandal.

                Aby mówić o renomie międzynarodowej - to nie tylko każdy członek komisji powinien mieć dorobek z WoK (JCR) solidnie cytowany o indeksie H nie niższym niż średni indeks H wszystkich ośrodków w Europie zajmujących się ekonomią, ale również powinien przed umieszczeniem go na liście "godnych" do powoływania do komisji habilitacyjnej dla konkretnych kodów JEL i słów kluczowych, które habilitant podawać powinien we wniosku habilitacyjnym - aby otrzymać właściwych recenzentów (tak jak to się dzieje w dobrych czasopismach Elseviera, Willeya, Palgrave, Routledge...), to przed takim umieszczeniem na liście "zasobu recenzentów" sam recenzent powinien być objęty recenzją kilku o międzynarodowej renomie fachowców z zakresu konkretnych słów kluczowych.
                Tego nie ma.
                Recenzują osoby przypadkowe bez kompetencji wymienionych w ustawie - nie mają renomy międzynarodowej, a ta jest warunkiem koniecznym. Nie ma recenzji czy ekspertyzy potwierdzającej renomy - nie ma renomy. Nie ma publikacji zagranicznych cytowanych za granicą - nie ma podstaw do wnioskowania o wciągnięcie na listę recenzentów.
                Powinna w takim razie wnioski habilitacyjne rozpatrywać urzędniczka lub sprzątaczka z ministerstwa - co prawda też nie ma kompetencji jak wszystkie obecnie powołane komisje - ale za to jest tańsza i obiektywna.

                I teraz w tym kontekście - która habilitacja jest dobra, mocna, a która słaba - skoro nie została oceniona. Nie została oceniona - bo ocena przez osoby powołane z naruszeniem ustawowego wymogu międzynarodowej renomy jest bezprzedmiotowa - nie ma jej - choć ktoś niekompetentny na jej podstawie przedrzeźniał proces habilitacyjny udając, że jest to to co ma być.

                I to jest skandal - chyba zamierzony. W końcu odmówią komuś kto się zna na prawie - na tyle nie związanemu układami że nie będzie się bał - albo komuś z rakiem - i posprząta.
                • flamengista czemu aż tak ostro 02.11.12, 15:26
                  Pomiędzy profesorami z "dorobkiem z WoK (JCR) solidnie cytowany cho indeksie H nie niższym niż średni indeks H wszystkich ośrodmków w Europie zajmujących się ekonomią" a "nieudacznikami" jest jednak spora różnica.

                  Owszem, w polskiej ekonomii praktycznie nie ma tej pierwszej grupy. To są jednostki, które wolą zajmować się prawdziwą nauką niż być urzędnikami. A reszta wybitnych ekonomistów pracuje poza Polską i na pewno nie chcą oceniać naszych habilitacji - nie mają na to czasu i ochoty.

                  Natomiast ci ludzie, którzy zasiadają w CK mają jednak solidny dorobek krajowy. Może to dla niektórych brzmi śmiesznie - bo liczy się tylko WOK - ale to jednak jakiś miernik jakości jest. Żeby publikować w Banku i Kredycie, Ekonomiście, Gospodarce Narodowej etc. trzeba jednak coś sobą reprezentować.

                  Swoją drogą, większość uwalonych o których tak ciepło się wypowiadają niektórzy na tym forum w tych czołowych polskich czasopismach w ogóle nie publikowała, lub były to pojedyncze publikacje. Więc prezentowali jednak o wiele niższy poziom, niż recenzujący ich profesorowie.

                  Podkreślam: jakoś w polskiej ekonomii nie widać kandydatów do habilitacji z wybitnym dorobkiem i mega-indeksem H, którzy są uwalani przez recenzentów prezentujących dużo niższy poziom.

                  Podany przez ciebie jednostkowy przykład dotyczy chyba pedagogiki, nie ekonomii.

                  Oczywiście, gdyby trzymać się ściśle zachodniej miary jakości, to polską ekonomię należałoby zlikwidować - razem z socjologią, politologią, medioznastwem, dziennikarstwem, kulturoznawstwem, historią i geografią. W tych dyscyplinach 90% profesorów nie ma żadnej publikacji w solidnym jużrnalu.
                  • kfaszka międzynarodowa RENOMA nie krajowa 02.11.12, 18:07
                    fla: > Natomiast ci ludzie, którzy zasiadają w CK mają jednak solidny dorobek krajowy.
                    > Może to dla niektórych brzmi śmiesznie - bo liczy się tylko WOK -

                    nie moja droga fla - liczy się ustawa, która mówi, że mają mieć RENOMĘ MIĘDZYNARODOWĄ - nie krajową - krajowej mogą nie mieć

                    jest to kpina - gdy ludzie bez kompetencji - bez renomy międzynarodowej - zajmują miejsce dla osób o renomie międzynarodowej
                    • flamengista nie kpina a rzeczywistość 02.11.12, 18:27
                      nie jest winą ekonomistów, że ministerstwo zaproponowało nierealne kryteria przy wyborze członków CK. W przypadku ekonomii naprawdę brakuje ludzi, którzy spełniają takie warunki. Może w całym kraju znalazłoby się 20, góra 30 osób - ale czy akurat ci profesorowie mają ochotę zasiadać w CK?

                      Natomiast zasadą podstawową jest to, że oceniać powinni lepsi od ciebie. I w ekonomii jest to spełnione - większość kandydatur jest tak słaba, że w zasadzie nie ma znaczenia czy oceniają ją uczeni z H=30, czy z tym równym 0.

                      Moim zdaniem odchodzimy od meritum w tej dyskusji. Wygląda na to, że część osób twierdzi, że skoro jedni słabi przeszli, a inni słabi zasiadają w CK, to każdy słaby powinien się przez procedurę prześliznąć. Moim zdaniem taka argumentacja kupy się nie trzyma. Sito nigdy nie będzie w 100% skuteczne, zawsze prześliźnie się jakiś "cienias". Szczególnie że poziom doktoratów spada i jest presja, by słabiaków przepuszczać wyżej, bo muszą mieć etat. Chodzi tylko o to, by nie uwalać dobrych kandydatur z powodów niemerytorycznych. Tu akurat na razie nowa procedura działa bez zarzutu i jest to chyba jedyny sukces BK.

                      Polska ekonomia jest faktycznie w dołku, ale powoli się odbija. Za 20 lat oceniający habilitację będą mieli całkiem przyzwoity dorobek naukowy. Cierpliwości:)
                      • charioteer1 Re: nie kpina a rzeczywistość 02.11.12, 18:35
                        flamengista napisał:

                        > ale czy akurat ci profesorowie mają ochotę zasiadać w CK?

                        Przede wszystkim trzeba by zapytac, czy tzw. srodowisko zechcialoby ich do CK wybrac.
                        • flamengista wbrew pozorom 02.11.12, 19:08
                          to nie jest tak, że wszyscy się palą do zasiadania w CK.
                      • charioteer1 Re: nie kpina a rzeczywistość 02.11.12, 18:36
                        flamengista napisał:

                        > Może w całym kraju znalazłoby się 20, góra 30 osób

                        No to jest z czego wybierac. W takim razie dlaczego wybrano osoby o mniejszym dorobku?
                      • pfg Re: nie kpina a rzeczywistość 02.11.12, 18:50
                        flamengista napisał:

                        > Za 20 lat oceniający habilitację będą mieli całkiem przyzwoity dorobek naukowy. Cierpliwości:)

                        Trzymamy kciuki, fla :-)
                  • kfaszka pochwała miernoty 03.11.12, 09:21
                    Szanowny Flamenfigto, był Pan łaskawy napisać:
                    > Żeby publikować w Banku i Kredycie, Ekonomiście,
                    > Gospodarce Narodowej etc. trzeba jednak coś sobą reprezentować.
                    >

                    "Bank i kredyt" = 8 punktowiec, za: www.bip.nauka.gov.pl/_gAllery/20/10/20109/20120917_CZESC_B_WYKAZU_CZASOPISM_NAUKOWYCH.pdf
                    "Ekonomista" = 15 punktowiec, znany z czarnej listy czasopism na tym forum
                    "Gospodarka Narodowa" = 8 punktowiec za: www.bip.nauka.gov.pl/_gAllery/20/10/20109/20120917_CZESC_B_WYKAZU_CZASOPISM_NAUKOWYCH.pdf
                    To już nasze wydziałowe pokonferencyjniaki:
                    ACTA SCIENTIARUM POLONORUM. SERIA: OECONOMIA 1644-0757, mają 9.
                    Wiesz co trzeba zrobić by być w naszym pokonferencyjniaku?
                    W 8 punktowych trzeba mniej aż o 12,5%
                    A Ekonomista - z zakupionym i opłaconym miejscem na półce (jak w hipermarkecie - tak i w komercyjnym prywatnym Thomson Reuters wystarczy zapłacić by być na JCR/ISI, nie ma to nic wspólnego z jakością a zwalnia z wymogów narzucanych przez Ministerstwo - i od razu ma się 15 punktów, ot taki prosty, choć trochę kosztujący pieniędzy zabieg), ma poziom jeszcze niższy - gdyby nie zapłacono za jego umiesczenie na liście Thomsona, to podobnie jak jego odpowiednik "Finanse" miałby 2 punkty ministerialne, 4,5 raza mniej niż pokonferencyjniaki ekonomiczne ze szkoły wyższej zajmującej się głównie rolnictwem a mimochodem ekonomią - i nasze pokonferencyjniaki są lepsze i mają więcej punktów, i do publikowania w nich zachęcam.
                    kpefpim.wne.sggw.pl/publikacje/
                    Zapraszamy do publikowania prac w naszych czasopismach naukowych:
                    Zeszyty Naukowe Polityki Europejskie, Finanse i Marketing (ISSN 2081-3430) – 9 pkt
                    https://kpefpim.wne.sggw.pl/wp-content/uploads/ikona_pefim.jpg
                    Acta Scientiarum Polonorum. Seria: Oeconomia (ISNN 1644-0757) – 9 pkt
                    https://kpefpim.wne.sggw.pl/wp-content/uploads/ikona_acta.jpg
                    9 punktów - więcej niż tuzowie z CK zachwalani przez Flamengistę
            • pfg Re: dziwne sprawy 02.11.12, 16:22
              karlorina napisał:

              > Ciekawe o ktory wniosek chodzi:
              > We wspomnianej ekonomii - w dziale skandaliczne recenzje - najbardziej porusza
              > mnie sprawa Staniec (bo z Łodzi a dorobek lepszy - znacznie lepszy niż wielu, k
              > tórzy przeszli) i Poteraja (bo z małego ośrodka - a dorobek lepszy niż niejeden
              > z SGH który przeszedł).

              Oba te postępowania były dość szczegółowo omawiane na tym forum. Z panią Staniec sytuacja jest o tyle dziwna, że miała dwie recenzje pozytywne i jedną negatywną, a jednak habilitacja padła. Widać autorka recenzji negatywnej miała dużą siłę przekonywania członków komisji habilitacyjnej. Tam był ponadto problem czy dorobek kandydatki należy do dyscypliny zarządzanie, czy też raczej do finansów. Wreszcie Senat ALK (po raz kolejny pytam czemu Senat?) nie odważył się głosować inaczej, niż komisja habilitacyjna. Co ciekawe, jednym recenzentów, którzy pozytywnie ocenili wniosek pani Staniec, był rektor ALK. Widać albo nie potrafił przekonać własnych kolegów, że to on miał rację, albo też komisja habilitacyjna przekonała jego, iż to jego recenzja była nieuzasadniona.

              Pan Poteraj natomiast to specjalista od "katalaktyki", który otrzymał trzy praktycznie jednobrzmiące recenzje: znaczny dorobek dydaktyczny i popularyzatorski, ale bardzo słaby dorobek naukowy. W szczególności książka przedstawiona przez tego kandydata jako "osiągnięcie habilitacyjne" w ocenie recenzentów nie stanowiła "znacznego wkładu" NAUKOWEGO - ba, recenzenci stwierdzili, że naukowo nie wnosi ona nic nowego.

              Jeśli więc pan dr Poteraj miałby być kandydatem o znacznym dorobku, którego habilitacja padła z powodów pozamerytorycznych, aż strach pomyśleć, jaki musi być dorobek *słabszych* kandydatów marzących o habilitacji z ekonomii.

              Na argument, że "dawniej przechodzili słabsi", odpowiedź - jeśli argument ten jest prawdziwy - jest tylko jedna: Być może korzystając z wprowadzenia nowej, znacznie bardziej jawnej procedury, ekonomiści postanowili podnieść poziom habilitacji w swojej dyscyplinie. Czemu, jak mi się wydaje, należy tylko przyklasnąć.
              • flamengista myślę, że możesz mieć rację 02.11.12, 18:34
                "Być może korzystając z wprowadzenia nowej, znacznie bardziej jawnej procedury, ekonomiści postanowili podnieść poziom habilitacji w swojej dyscyplinie"

                Chyba tak się dzieje. I to nie dlatego, że nagle ekonomiści zaczęli dbać o jakość swoich badań i stali się cool. Przy starej habilitacji była znacznie większa arbitralność w ocenie. To dawało nie tylko możliwość uwalenia niewygodnych, o czym tłucze się w tym wątku - ale przede wszystkim było okazją do przepchnięcia bardzo słabych kandydatur. Przy jawności recenzji jednak trudno przepchnąć gniota i zwyczajnie trochę wstyd. W każdym razie trzeba się mocno napracować, by namieszać w recenzji i kupkę nazwać czekoladą...

                Z tego co widzę w moim środowisku - ci dobrzy czekali na nową procedurę, ci słabi (model BMW) rzucili się na ostatnią chwilę by skorzystać ze starej opcji.
            • h_hornblower co Cię tak oburzyło w Poteraju? :) 05.11.12, 04:24
              karlorina napisał:

              > We wspomnianej ekonomii - w dziale skandaliczne recenzje - najbardziej porusza
              > mnie sprawa Staniec (bo z Łodzi a dorobek lepszy - znacznie lepszy niż wielu, k
              > tórzy przeszli) i Poteraja (bo z małego ośrodka - a dorobek lepszy niż niejeden
              > z SGH który przeszedł).

              To ten kolega od "katalaktyki"? Tak? Która recenzja Cię tak oburza? Serio pytam.

              pzdr
              horny
          • gruszka_wierzbowa Re: dwie różne sprawy 02.11.12, 16:15
            > Obecni "starzy adiunkci" de facto rządzą mają spory wpływ na to, co się na ucze
            > lni dzieje. To są osoby, które załapały się na hossę w szkolnictwie wyższym z k
            > ońca lat 90tych i początku 2000nych. Były wtedy młodymi doktorami - myśleli o d
            > odatkowych fuchach i etatach, nie o tym co będzie później. W efekcie od ponad 1
            > 0 lat nie zajmują się badaniami. Obecnie, mając 40-50 lat zupełnie nie widzą si
            > ę w roli habilitanta - nie mają na to czasu, ochoty i niestety umiejętności. Ch
            > cą dotrwać w miarę wygodnie do emerytury, a to jeszcze sporo czasu! 9 lat pozwo
            > liło oddalić problem, ale ci ludzie są przekonani że z czasem przepisy ulegną z
            > mianie. I mogą mieć rację: jak słusznie wspomniałaś, następców brak a ktoś musi
            > uczyć.
            >

            Zachowanie tych ludzi na uczelniach może stanowić gwóźdź do trumny polskiej nauki. Bo dając im przedłużenie jeśli są poważne wątpliwości co do ich szansy na habilitację, to jednoczesne odebranie szansy na etat młodym rokującym doktorom. U nas w kuluarach szepcze się o tym, że dziekan nie ma przysłowiowych jaj aby zrobić porządek z takimi ludźmi i w efekcie odprawia się z kwitkiem świetnych, świeżo obronionych doktorów. Chyba doskonale wiemy co oznacza dla wydziału pozostawienie w gronie pracowników ludzi nie pracujących naukowo.
            Rozumiem, że często poświęcili oni sporo dla pracy na uczelni. Rozumiem tych, którzy pracują tylko na uczelni i jest to dla nich jedyne źródło dochodu. Ale jak to powiedział były już rektor Falmengsity - mogli pracować naukowo. W przypadku mojego wydziału ludzi, których byłoby mi szkoda jest niewielu. Zazwyczaj większość przeterminowanych rozwija swoje kariery praktyków. Co niektóre gwiazdy trzeba ścigać w ich kancelariach, bo na wydziale w czasie sesji nie raczą się pojawić.
            Taka sytuacja to dramat nie tylko młodych odsyłanych z kwitkiem po obronie z powodu braku rotacji na etatach adiunktów, ale dramat nauki.
            • dala.tata Re: dwie różne sprawy 02.11.12, 16:27
              ufff, wreszcie to ktos napisal! dokladnie tak!

              jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem mowienie wiecznym adiunktom: to teraz juz nie musicie nic robic, bo jestescie potrzebni. do czego???

              gruszka_wierzbowa napisała:

              > jawić.
              > Taka sytuacja to dramat nie tylko młodych odsyłanych z kwitkiem po obronie z po
              > wodu braku rotacji na etatach adiunktów, ale dramat nauki.
            • flamengista jest jeszcze gorzej 02.11.12, 18:48
              "Zachowanie tych ludzi na uczelniach może stanowić gwóźdź do trumny polskiej nauki. Bo dając im przedłużenie jeśli są poważne wątpliwości co do ich szansy na habilitację, to jednoczesne odebranie szansy na etat młodym rokującym doktorom"

              U nas każdy student cokolwiek rokujący jest niemal siłą wciskany na doktoranckie, a każdy doktorant mający sprawne obie półkule - jest skupowany na pniu. Niestety, prawdziwych kandydatów na naukowców jest jak na lekarstwo. Nie dlatego, że mamy złych studentów... Po prostu ci najlepsi są podkupywani przez biznes i nie mamy szans z nimi konkurować. Mój brat jeszcze studiuje, a w korporacji dostaje tyle co nasi asystenci. W finansach jest jeszcze gorzej - czołowe firmy płacą początkującym pracownikom tyle, co u nas dostają adiunkci. Więc kolejki na konkursach nie ma. Jest natomiast masa cwaniaków gotowa łaskawie przyjść, dostać etat i szyld uczelni, by kręcić prywatne biznesy. A w pracy pojawiać się raz w tygodniu na parę godzin. Jest też mnóstwo kandydatów z innych uczelni, ale to nie są ekonomiści - to prawnicy, politolodzy, socjologowie - na ogół po jednej, jedynej uczelni;)

              Więc niekoniecznie wszędzie masz masę młodych, marzących tylko o tym by zająć twoje miejsce.

              "Chyba doskonale wiemy co oznacza dla wydziału pozostawienie w gronie pracowników ludzi nie pracujących naukowo".
              Może oznaczać tyle, że dwóch maniaków nadgodzin wyrabia 4 etaty i więcej. Rekordziści mieli i po 800 godzin rocznie. Dla wydziału to znaczne oszczędności.

              "Ale jak to powiedział były już rektor Flamengisty - mogli pracować naukowo"
              Rektor wszystkich mocno zdenerwował, bo:
              a) sam pracował u prywaciarzy
              b) jego katedra zawsze, z uwagi na pewną niszowość - miała problemy z pensum, więc mnóstwo jego pracowników od lat nie było przywalonych dydaktyką.
              Gdyby coś takiego powiedział jakiś Profesor ze sporą renomą i wielkim dorobkiem, to byłoby coś innego.

              "W przypadku mojego wydziału ludzi, których byłoby mi szkoda jest niewielu. Zazwyczaj większość przeterminowanych rozwija swoje kariery praktyków"
              Ano właśnie. Prawo - tu macie zupełnie inną specyfikę.

              Z resztą wasi młodzi doktorzy masowo się do nas zgłaszają po etat. Tyle że my tylu prawników nie potrzebujemy. Za to dobrych, młodych ekonomistów jest jak na lekarstwo.
              • gruszka_wierzbowa Re: jest jeszcze gorzej 02.11.12, 19:08
                > Więc niekoniecznie wszędzie masz masę młodych, marzących tylko o tym by zająć t
                > woje miejsce.

                Po raz kolejny przekonuję się, że każda działka ma swoją specyfikę i bez współpracy przedstawicieli wszystkich działek nie da się stworzyć nic sensownego. Choćby tu - prawo i ekonomia mają w znacznej mierze inne problemy kadrowe. U nas nie ma jak zatrudniać, u was nie ma kogo zatrudniać.

                Jest natomiast masa cwaniaków gotowa łaskawie przyjść, dostać
                > etat i szyld uczelni, by kręcić prywatne biznesy. A w pracy pojawiać się raz w
                > tygodniu na parę godzin

                Jak bym widziała co niektórych pracowników od nas.

                >Dla wydziału to znaczne oszczędności.

                I spadek w rankingach itd.

                > Gdyby coś takiego powiedział jakiś Profesor ze sporą renomą i wielkim dorobkiem
                > , to byłoby coś innego.

                hehe. Nie zmienia to faktu, że za brak dorobku naukowego z powodu lenistwa albo robienia "innej" kariery, odpowiadają sami zainteresowani. Znaczne przepensowanie w ramach swojego etatu jako powód nie wyrobienia się jestem w stanie w pełni zaakceptować. Ale chyba widać, kto i dlaczego ma taki dorobek jaki ma.

                • flamengista co do tego nie mam wątpliwości 02.11.12, 23:47
                  "za brak dorobku naukowego z powodu lenistwa albo robienia "innej" kariery, odpowiadają sami zainteresowani"

                  Do tej pory dziwię się niektórym moim kolegom, którzy wolą wziąć kolejne 200 godzin zajęć za grosze, zamiast przysiąść nad badaniami. Przecież to droga donikąd.

                  PS. I w przeciwieństwie do niektórych oni wcale nie MUSZĄ tych zajęć wziąć. Szef ich do tego nie zmusza, sami chcą zarobić.
            • bumcykcyk2 Re: dwie różne sprawy 06.11.12, 18:57
              gruszka_wierzbowa napisała:

              > Zachowanie tych ludzi na uczelniach może stanowić gwóźdź do trumny polskiej nau
              > ki. Bo dając im przedłużenie jeśli są poważne wątpliwości co do ich szansy na h
              > abilitację, to jednoczesne odebranie szansy na etat młodym rokującym doktorom.

              Reprezentujesz myślenie magiczne. Że niby jest oto jakiś mityczny legion "młodych i świetnych", którzy tylko przebierają nogami aby lecieć do roboty na naukowych galerach za 1500 zł miesięcznie (albo i mniej). Otóż wyjaśniam Ci łaskawie, że takich asów w realu NIE MA. Ćwiczył to u siebie na wydziale flamengista, ćwiczyłem i ja. Co innego dumne tokowanie i prężenie muskułów w wersji werbalnej, a co innego przychodzenie i codzienne wykonywanie roboty. Ciężkiej i wybitnie słabo płatnej.
              • gruszka_wierzbowa Re: dwie różne sprawy 07.11.12, 14:57
                Jak to już zauważyłam odpowiadając Flamengiście - widać każdy wydział ma swoje problemy kadrowe. Jednym brakuje zdolnych chętnych do pracy, innym brakuje pracy dla zdolnych i chętnych. U nas brakuje etatów nawet dla naprawdę zdolnych i chętnych, wszystko wskazuje na to, że przejście na emeryturę pracownika katedry nie rozwiąże problemu w wielu wypadkach, ponieważ tnie się zajęcia ze studentami. Nie wyskakuj mi zatem z "myśleniem magicznym". Tym bardziej, że ja piszę właśnie o sytuacji, kiedy są chętni do pracy. W innej sytuacji jest logiczne, że trzyma się tego kogo się ma, skoro nie ma go kim zastąpić.
      • ling-stos Re: całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 01.11.12, 21:07
        diagnoza autorki watku tylez interesujaca, co bulwersujaca, choc mozna uwierzyc, ze prawdziwa. mysle, ze wiele zalezy od dyscypliny - w tej w ktorej ja siedze, jest malo samodzielnych, i kazdego habilitanta na poziomie wita sie z otwartymi rekami (co oczywiscie nie znaczy, ze nie ma wyzysku adiunkta przez habilitowanych - to jest chyba nieodzowna cecha hierarchii akademickiej). akurat wiem co mowie, bo za 2 tygodnie mam kolokwik i jak na razie same najlepsze odczucia (niebywale, n'est-ce pas?)
        ja z kolei podejrzewam rowniez nauki spoleczne, ale nie ekonomie, a inna dziedzine, zaczynajaca sie na p... z kolei bohater watku za bardzo przypomina mi pewnego profesora-blogera-celebryte-showmana-czlonka CK, z ktorym rowniez tu mielismy ciekawa utarczke slowna...
        z tego co slyszalem, rowniez na moim uni w dyscyplinie na p... sa bardzo dziwne uklady, moze nie az tak drastyczne jak w lodzi...
        • dala.tata Re: całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 01.11.12, 21:21
          Powodzenia na kolokwium u koniecznie daj znac jak poszlo! Zakladam ze recenzje sa piekne jak jutrzenka nad zatoka...
          • ling-stos Re: całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 01.11.12, 21:24
            dzieki za zyczenia powodzenia - nie powiem, recenzje sa dosyc przychylne mowiac eufemistycznie, ale tez i obiektywnie mowiac bylo z czego je napisac.
            BTW, nasz luminarz-celebryta rowniez sie ostatnio wypowiedzial o sytuacji polskich habilitantow - Tekst linka
            • adept44_ltd Re: całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 01.11.12, 21:29
              w zasadzie wystarczy mi już początek z luminarza:

              "Młodzi doktorzy skierowali do mnie pytania związane z ogólną procedurą awansów naukowych. Odpowiadam na nie w tym miejscu"...
              • kramka1 Re: całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 01.11.12, 22:17
                A mnie w tym watku intryguje taki problem, czy nie mozna po prostu aplikowac do innej rady naukowej? Jezeli we własnej sa takie niezdrowe układy... Bo jakos nie chce mi się wierzyć, że cała polska naukowa z tej branzy jest podporzadkowana temu panu X.
                Z ciekawościa czekam na rozstrzygniecia dwójki moich znajomych, którzy z przyczyn personalnych aplikuja do obcych rad. Obaj mają dyskusyjny dorobek i przy okazji złe układy z własnymi radami. Więc w tych obcych moze pójśc im zarówno na plus (brak starych wrogów) jak i na minus (kiepski dorobek). Za kilka miesiecy sie to wyjasni....
                • charioteer1 Re: całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 01.11.12, 22:55
                  kramka1 napisała:

                  > Bo jakos nie chce mi się wierzyć, że cała polska naukowa z tej branzy jest podporzadkowan
                  > a temu panu X.

                  Moze w duzych dyscyplinach jest inaczej. W mniejszych dziedzinach jest po jednej osobie i scisly podzial tematyczny. Wtedy mozna liczyc tylko na zmiane od nastepnej kadencji, albo szukac szerokich plecow.
                • karlorina własna rada 02.11.12, 11:36
                  paradoks polega na tym, ze na wlasnej radzie ma sie najwieksze szanse na sukces - wszystkie wnioski przechodza przez CK, czyli przez wiadomą osobę, która poza wlasna rada wystepuje w, jak to powiedzial pewien zyczliwy profesor: "w duzo wiekszym stezeniu poza rada, w CK i w Warszawie" niz na wlasnej radzie - bo kazdy ma na tego pana jakas prywatna szpile.
                  Jednak te szpile sa po to aby dbac o swoich.
                  Na opuszczonych przez emerytowanych bylych kierownikow nikt nie zuzyje nawet centa politycznego kapitalu - zwlaszcza, ze jesli bestia pozre kilku nie swoich, to moze dla swoich bedzie mniej zlosliwa i lepiej ten polityczny kapital trzymac dla swoich

                  jest tez efekt taki, ze nowy dyrektor nam nie ufa - chcialby wymienic na swoich a nas spuscic z kanalizacja - nie ma pewnosci, czy bedziemy bezgranicznie lojalni i to oczywiste, ze czesc posuniec moze byc mu znana ale nie bedzie nas bronil, bo w ramach instytutu on ma swoich o ktorych chce zadbac a nie nieswoich
                  i nie da sie tego braku zaufania niczym zalatac - spolegliwosc jest komentowana tak, ze sie podlizujemy aby omotac, ci z jego starej gwardii nawet jak nawala, to "jest to dran - ale jest to jego dran"... i te jego dranie maja po zero lub pol publikacji i nic nie robia - lub niewiele, i zrobia habilitacje - bo kolejni robia i przechodza i nie prowadza zajec, tylko seminaria - juz jako doktorzy malo zajec prowadzili, majac po 80 (40) seminarzystow rocznie... pogrobowcy wczesniej wspomnianych dwoch profesorow - moze nie wszyscy - ale wiekszosc - publikacji po kilka, w tym z ISI/ERIH, jakies konczace sie granty - zalatwione jeszcze za starych ukladow, przy obecnym sie nie da - bo w NCN wtyki ma i znajomych z recenzentow tez ma - wspomniany czlowiek... brr.
                  Nawet wprost powiada - kto moze skladac wniosek o grant i kto dostanie a czyj wniosek nie przejdzie - i od 3-4 konkursow wstecz to sie sprawdza.
                  Starsi pracownicy i co bardziej gadatliwi profesorowie mówią na nich: SPÓŁDZIELNIA i wykazują, że jak z W jest wniosek, do ma dwoch recenzentow z kilkuosobowej waskiej spoldzielni z miasta X, jak z miasta X jest wniosek to z pewnoscia recenzowac becie znany recenzent z Z i jego kolega tez z Z ale z innego wydzialu. Zreszta na nowych wnioskach to dokladnie widac - sklad spoldzielni jest znany - wystarczy nie przypasc jednemu ze spoldzielni do gustu lub nawet przypasc ale nie pasowac do wymyslonej przez nich polityki kadrowej, to i habilitacji centralnie ocenianej nie bedzie - bo recenzentow 2 wyznacza spoldzielnia - i ani w NCN niczego sie nie wskóra - bo spoldzielcy tez tam sa i rozgrywaja po swojemu...
                  tyle opinie tych, co juz sie niczego nie boja bo albo sa profesorami albo maja raka.
        • chilly Re: całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 02.11.12, 16:55
          We wspomnianej "dyscyplinie na p..." (to musi być naprawdę brzydkie słowo!) nie ma chyba problemów z doktoratem. Ale habilitacja... Współczuję. Na szczęście, z tego co słyszałem, sa co najmniej trzy konkurujące ze sobą (a nawet zwalczające się) ośrodki. Przypuszczam więc, że najważniejsze jest w porę przyłączyć się do jednej z grup, załatwić sobie przychylność niedźwiedzia i przez kilka lat demonstrować uniżenie swoją lojalność. Dorobek też się przyda :)
          A autorka wątku w jednym ze swych postów źle interpretuje słowo "spolegliwość". Tak, jak je rozumieją omawiani "luminarze"...
          • dala.tata Re: całą Łódź czy tylko konkretne dyscypliny? 02.11.12, 17:13
            ty to masz wymagania! moze jeszcze chcesz, zeby o Kotarbinskim slyszeli!

            chilly napisał:

            > A autorka wątku w jednym ze swych postów źle interpretuje słowo "spolegliwość".
            > Tak, jak je rozumieją omawiani "luminarze"...
    • oluuu Re: Eksodus adiunktów, brak asystentów, brak ludz 02.11.12, 00:57
      Ten wątek toczy się niby o odchodzeniu ludzi z nauki, ale dotyczy czegoś innego - jak zwykle habilitacji.

      Czym ona ma być? Polskim Noblem (łowienie geniuszy itp.), czy pewnym szczeblem w administracyjnej karierze (bo chyba nie naukowym szczeblem patrząc na wymogi w rozporządzeniu MNISW)?

      A jak już się człek przeczołga w przedzawałowym stanie przez tor przeszkód złożony z braku funduszy na konferencje, żmudnych wniosków do NCN z beznadziejnym wynagrodzeniem, sprawami pseudoorganizacyjnodziekanatowymi, setką seminarzystów, muchami w nosie tego i owego... i przejdzie całą procedurę, to straci świeżość i entuzjazm, które w nauce są równie potrzebne, jak pieniądze. A potem się słyszy, że taki to już nic nie musi...

      Ten kto będzie mógł, znajdzie pracę gdzie indziej, ale nie z powodu intelektualnego ograniczenia.
      • flamengista no właśnie 02.11.12, 09:19
        na razie mamy chorą ścieżkę kariery akademickiej - każdy ma przejść idealną drogę od asystenta (doktoranta?) do profesora belwederskiego. A przecież wiadomo, że nie każdy nadaje się na naukowca, a nawet spośród tych z ciągotami naukowymi nie wszyscy okażą się dość dobrzy.

        Nie ma sensownej alternatywy - dydaktyczni traktowani są jak trędowaci, albo co najmniej jak nieudacznicy, których się od biedy toleruje na uczelni - póki są godziny.

        Ja myślę, że wybór ścieżki zawodowej na uczelni powinien następować wcześniej, niż na przymiarkach do habilitacji. Ale do tego potrzebne są narzędzia motywujące pozytywnie, a nie tylko kij w postaci terminu wiszącego nad głową pracownika.

        Z drugiej strony nie widzę innej możliwości jak to, że habilitacja jest po prostu kolejnym szczeblem, koniecznym do utrzymania się na stanowisku naukowo-dydaktycznym. Już w nowej ustawie habilitacja nie daje żadnych gwarancji dalszego zatrudnienia. Myślę, że habilitacja powoli stanie się nie etapem wchodzenia do elity akademickiej która trzyma władzę, tylko niezbędnym szczeblem zawodowym. Jest to też związane ze stopniowym obniżaniem poziomu doktoratów. Prawdziwym etapem uznania naukowego pozostanie więc dopiero profesura belwederska.
        • herr7 zdobywanie stopni 02.11.12, 10:45
          to jest droga, przede wszystkim nie dla geniuszy, a dla średniaków. Czyli dla 98-99% pracowników naukowych. Geniusze nie są w stanie się w Polsce przebić i jeżeli chcą osiągnąć to na co ich stać powinni nasz kraj jak najszybciej opuścić. Czyli pójść w ślady Marii Curie.

          Mam podejrzenie, że w CKK nie zasiadają najlepsi polscy naukowcy, a jedynie tacy których tego rodzaju działalność podnieca. Są to więc przede wszystkim osobnicy z odpowiednim ego, które nie ma jednak zwykle odzwierciedlenia w osiągnięciach naukowych. Wnioskuję to na podstawie znajomości osób z własnego środowiska, które w CKK zasiadały lub zasiadają.

          Prawdą jest, że ludzie mający bardzo dobry dorobek raczej w CKK nie przepadają. Ale prawdą też jest, że większość habilitacji i profesur uzyskiwanych jest na podstawie raczej średniego dorobku. Gdyby było inaczej mielibyśmy w kraju zamiast 20 tys, jedynie 1-2 tys doktorów habilitowanych i profesorów.

          Zdarzają się też habilitacje słabe. Kiedy cztery lata temu składałem swoje "papiery" habilitacyjne na uczelni, którą kończyłem próbowałem zasięgnąć informacji, jak powinien wyglądać mój dorobek, żeby został zaakceptowany. Podano mi przykład odrzuconej na wstępnym etapie habilitacji, w skład w której chodziło pięć publikacji, z czego habilitant był autorem korespondencyjnym lub pierwszym jedynie w jednej czy dwu. Dla wyjaśnienia, chodziło o nauki przyrodnicze i habilitacja była "składanką" prac, a nie jednym "dziełem".

          • dala.tata Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 12:00
            ano wlasnie. habiltacji pewnie nie moze zrobic kazdy, ale kazdy, kto naprawde chce. obesrwuje habilitacje w naukach spolecznych i humanistycznych. przepadaja ludzie z dorobkiem dramatycznym, przechodza niewiele lepsi. Dla mnie adiunkt w srednim wieku, ktorym mowi, ze nie zdazy z habilitacja przez nastepne 9 lat oznacza, ze przez te ostatnie lata nie robil nic i planuje nadal nie robic. zero.
            • charioteer1 Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 13:06
              dala.tata napisał:

              > przepadaja ludzie z dorobkiem dramatycznym, przechodza niewiele lepsi.

              Roznice miedzy tym, co przeszlo, a tym, co padlo, sa czesto tak subtelne, ze nie wiadomo, czy przeszlo, bo bylo lepsze, czy moze dlatego, ze recenzenci byli przychylni.
              • dala.tata Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 14:01
                spoko, zgadzam sie z tym. tym bardziej zaetm nalezy miec porzadny dorobek. i nie liczyc na lut szczescia.

                nawiasem mowiac, nie ma systemu recenzji, ktory jest obiektywny. zawsze jest przestrzen, w ktorej konkretny doobek bedzie oceniony inaczej przez innych recenzentow. tego uniknac sie nie da.

                charioteer1 napisał:

                > Roznice miedzy tym, co przeszlo, a tym, co padlo, sa czesto tak subtelne, ze ni
                > e wiadomo, czy przeszlo, bo bylo lepsze, czy moze dlatego, ze recenzenci byli p
                > rzychylni.
                >
                >
            • oluuu Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 20:25
              Ale "robienie habilitacji" to nie jest wyjście na lody, bo "mi się chce, a jak mi się chce, to mogę". Jest bardzo dużo czynników, które wpływają, czy otrzymanie tego stopnia jest możliwe. Oprócz ich ilości oraz skali, jest jeszcze jeden aspekt: zmienność tych czynników w czasie. Jeśli ktoś zrobił doktorat np. 7 lat temu, to zaczynał iść w zupełnie innym kierunku, niż dziś musi. Można się zgodzić, że obecny kierunek na umiędzynarodowienie nauki polskiej jest słuszny, ale to nie w tym rzecz. Chodzi o to, że reguły się zmieniają w czasie gry, która trwa kilka lub kilkanaście lat.

              Ale weźmy częsty statystycznie przypadek: świeży doktor, lat 30, przed nim 8 lat na habilitacje i cała litania kryteriów w rozporządzeniu do ustawy do spełnienia. Na ile z nich ma wpływ? Powiedzmy, że ma szczęście i jest adiunktem w jakieś w miarę dobrej uczelni. 2500 zł netto (no no), perspektywa zerowych funduszy na konferencje w ramach instytutu (to jak ma mieć te publikacje i punkty?), żmudna walka z administracją nad wnioskiem do NCN i wielka szansa na porażkę (właściwie pewność), jeśli ma pecha, to nadal jest wynieś-przynieś-pozamiataj, seminaria, ciągle nowe przedmioty, sprawy organizacyjne, KRK, oceny okresowe (zawsze może zapłacić za zagraniczną konferencję przeznaczając na to 2 swoje pensje), itp. itd. Gdzie ta nauka? Czas szybko płynie, 8 lat to jest bardzo mało. A właściwie 7, bo rok jednak trzeba na papierologię przeznaczyć, a gdyby tak realnie planować, to 6 - rok na nieprzewidziane sprawy.

              Na razie ustawa zaczęła działać na starszych doktorów, młodzi doktorzy jeszcze nie zdają sobie sprawy, że jest naprawdę mała szansa na kolejną umowę na czas określony (rarytas!). Po habilitacji...

              • dala.tata Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 20:56
                Mowilem o adiunktach w srednim wieku, ludziach, ktorzy pracuja od dawna.

                Rozwazmy jednak: naszego swiezo upieczonego doktora w szerokiej humanistyce. Pierwsze 3 lata po doktoracie to jeden rok stracony na odpoczynek itd. pozostale 2 lata to publikowanie na podstawie doktoratu, pierwsza wspolpraca w jakims malym projekcie, wykorzystanie danych nieuzytych w dokotracie. Razem wszystkiego 5 na LF, plus jakies nierelwantne lokalne. to sa 3 lata na budowanie dorobku. Po tych 3 latach pisania i planowania mozna zaczac myslec o badaniach hab, na ktore potrzeba, powiedzmy roku, moze troche wiecej (najlepiej w ramach grantu). jestesmy 4 lata po doktoracie z rosnacym dorobkiem miedzynardowym. ze wzgledow praktycznych habilitcja to ksiazka po polsku (a. latwo napisac. b. latwo opublikowac c. recenzenci nie beda sie przypieprzac). w tym czasie mozna nadal publikowac z danych, ktore nie wejda do hablitacji. w miedzyczasie podania o granty, zaprojektowane tak, zeby dane zbieral kto inny itd itd (z tymi problemami w pisaniu grantow troche jednak przesadzsz - walka jest upierdliwa, ale to nie sa dlugie miesiace)

                Nie da sie? da sie. przynajmniej w naukach, gdzie nie potrzeba sprzetu, maszyn, teleskopow i czolgu.

                tak, problme jest z forsa na konferencje. jednak jako ze ja mysle o konferencjach jako o turystyce, nie widze tu wiekszej przeszkody.

                Natomiast tak, ja widze szefa, ktory jest sukinsynem, obarcza doktora obowiazkami nie z tej ziemi itd. bez watpienia tacy sa. Mam jednak wrazenie, ze to nie jest problem ustawodawcy, ale rektora czy dziekana. I rozumiem, ze habilitant ma probmem, ktorego nie jest w stanie rozwiazac sam, jednak poza tym, ze mi szczerze zal takich ludzi, niespecjalnie wiem, dlaczego system mialby sie tym przejmowac. Ba, powiedzialbym, ze moze wreszcie warto by sie zastanowic nad szefami-kretynami, ktorzy lamia ludziom kariery.
                • oluuu Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 21:20
                  Opisałeś idealną sytuację, a idealne sytuacje rzadko się zdarzają. To jest droga teoretyczna, ale wszystko dzieje się w jakimś środowisku, a konkretnie w jakimś instytucie, pokoju...
                  Trochę rozbawiła mnie wizja prostego napisania i wydania książki. Pisanie? Co najmniej rok... a wydanie? Jeśli nie za swoje, to drugie tyle...

                  W baaaaaaaaardzo sprzyjających warunkach da się, ale co z tego?

                  Jest jeszcze jeden szczegół: obecna procedura nie zakłada popełnienia żadnego błędu np. przy wyborze kierunku badań albo nawet technicznych problemów przy prowadzeniu badań. Nie zakłada też czasu na naukową refleksję.
                  • dala.tata Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 21:44
                    No wiec, nie mam poczucia, ze to jest idealna sytuacja. To jest sytuacja wymagajaca znacznego wysilku, bez watpienia. jednak nie jest to sytuacja, ktora jest jakos szcegolnie uwarunkowana niezwyklymi zbiegami okolicznosci. jedynie ciezka praca. bez waptliwosci, nie kazdey jeste w stanie i ma ochote tak pracowac.

                    Oluu, zakladam, ze kandydat na habilitanta jest w stanie napisac ksiazke w pol roku (po przeprowadzeniu badan, analizie, przygotowaniu sie) i wydac ja w nastepne 6-9 miesiecy. niech ksiazka ma 5 rozdzialow empirycznych. napisanie takiej ksiazki jest znacznie prostsze, nieporownywalnie prostsze, niz napisanie i wydanie tyluz artykulow na LF. dlatego mowie o ksiazce po polsku.

                    Nie jestem pewien, czy procedura nie pozwala na bledy. Troche tez nie wiem, jakie to bledy w badawcze w szerokiej humanistyce mialyby miec konsekwencje w miesiacach, nie mowiac o latach. Zeby nie bylo. ja akurat nie uwazam, ze 8 lat habilitacje jest czyms pozadanym i sensownym. akceptuje jednak, ze wyznaczenie jakiegos czasu jest sensowne.
                    • kramka1 Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 22:12
                      dala.tata napisał:
                      " zakladam, ze kandydat na habilitanta jest w stanie napisac ksiazke w pol roku (po przeprowadzeniu badan, analizie, przygotowaniu sie) i wydac ja w nastepne 6-9 miesiecy. niech ksiazka ma 5 rozdzialow empirycznych. napisanie takiej ksiazki jest znacznie prostsze, nieporownywalnie prostsze, niz napisanie i wydanie tyluz artykulow na LF. dlatego mowie o ksiazce po polsku."

                      No to zazdroszczę pracy w dziedzinie, gdzie można machnąc ksiązkę w takim tempie. Tam, gdzie do napisania czegokolwiek trzeba wyników badan, a do ich uzyskania dużo pieniedzy, 8-letni termin brzmi szczególnie groźnie. Bo w praktyce tak to wygląda: lipiec, składam wniosek grantowy na ponad 200 tys. (suma nieporażajaca), niestety, jestem w tych ~75%, którzy grantu nie dostaną. Nowy termin aplikacji:grudzień, jeżeli miałabym dostać grant, to dowiem się o tym późną wiosną, a jak nie, to zabawę powtarzam się po raz n-ty (w międzyczasie temat się starzeje i szanse na wysokopunktowaną publikację maleją). Czy te 75% odrzuconych grantów oznaczaja, ze 75% aplikantów nie powinno pracowac w nauce? Nie, raczej oznacza to, że pieniądze do podziału są marne, a wymagania awansowe wysokie. Ciekawi mnie, czy ustawodawca, wpisujac w przepisy ten termin, myslał o wiekszym finansowaniu polskiej nauki czy o wiekszej rotacji adiunktów?
                    • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 22:42
                      nie w każdej działce książkę pisze się pół roku...

                      weź przy tym pod uwagę, że to, co opisujesz, staje się procedurą robienia stopni, a nie uprawiania nauki...

                      ale ogólnie w pełni się zgadzam z tym, że te 8 lat to jest co dość, jeśli się wie, czego chce i nie ma konieczności zarabiania na życie.
                      • dala.tata Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 23:06
                        adepcie, ale ja to rozumiem. ty piszesz dluzej, cyzelujesz, ale nie musisz znajdowac informatorow, latac po wywiady czy ankiety. i sie wyrownuje.

                        i masz racje oczywiscie. z pensji ciezko zyc.
                        • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 23:40
                          niekoniecznie myślałem o sobie, co do wyrównywania, hm... to zależy, bo tak mniej więcej by było w przypadku historyka literatury najnowszej... (choć też w wielu przypadkach ma on do ogarnięcia taką bibliotekę, że bieganie za wywiadami, ankietami to mały pikuś...), tak czy siak, nie chodzi mi o licytowanie się, tylko o realia różnych dyscyplin....
                          • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 23:43
                            aaa, i to, co pisałem - książki robione na stopień będą dennymi książkami, najczęściej, no ale w statystykach będzie wszystko ok ;)
                    • podworkowy Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 23:32
                      teraz już wiem, czemu Pan tak protestował kiedyś tam przy moim zniesmaczeniu faktem, że tematy doktoratów w działkach, o których mam jakieś pojęcie, się niebywale prymitywizują i nawoływał, by doktoranci się "nie mądrzyli". Jak widzę, teraz zakłada Pan to samo w stosunku do habilitantów... Poważna, przemyślana książka, ugruntowana b.dobrą orientacją w literaturze przedmiotu, na ambitny temat w 6-9 miesięcy, np. z historii, politologii czy nauk prawnych. Po prostu ROTFL...
                      • dala.tata Re: zdobywanie stopni 02.11.12, 23:43
                        dosc wyraznie napisalem, ze te 6 miesiecy to na samo pisanie, do tego dochodza 2 (?) lata przygotowan. mnie samo pisanie mojej ostatniej ksiazki zajelo niecaly miesiac (potem jeszcze trzeba bylo wygladzic i bylo gotowe). moja obecna ksiazke pisze troche dluzej (choc niestety ten miesiac z okladem nie jest jednolity).

                        Oczywiscie prawnicy, znani z precyzyjnego jezyka, cyzeluja.... wiec ile Panu potrzebne? dodatkowe 3 miesiace?
                        • podworkowy Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 00:27
                          widzę dokładnie, co Pan napisał - rzeczywiście powinienem być bardziej precyzyjny, za co przepraszam.
                          Nie zmienia to ogólnej wymowy mojego postu. Mój problem z Pana wypowiedziami jest generalnie taki, że nader często używa Pan wielkich kwantyfikatorów (np. "szeroko pojęta humanistyka").
                          O sobie konkretnie na razie nie będę pisał, ale wyjmuję z półki habilitację znajomego z historii (ponad 400 stron). Praca dotyczy II RP i pozbawiona jest ambicji syntetycznych - ot, po prostu, omówienie ówczesnej myśli politycznej pod pewnym kątem (ważnym historycznie).
                          Patrzę na bibliografię i widzę gruntowną kwerendę kilkudziesięciu ówczesnych czasopism, wizyty w archiwach (m.in. Lwów i Wilno), ok. 200 książek i broszur z epoki plus ok. 300 książek naukowych dotyczących II RP, myśli politycznej i teorii polityki.
                          Jak Pan sądzi, ile czasu potrzeba na przeczytanie i przemyślenie takiej ilości materiału? Naprawdę uważa Pan, że rok-dwa lata wystarczą??
                          Nadmieniam, że ta habilitacja nie jest żadnym wyjątkiem (na tyle, na ile mogę to oceniać), nie jest też szczególnie wybitna (ot, elegancko napisane i bardzo solidne - to jest komplement - dzieło).
                          Ja rozumiem i w znacznym stopniu podzielam krytyczny stosunek Pana do nauki polskiej, ja nawet rozumiem, że wydłużanie terminów czy brak obowiązku habilitacji stwarza furtkę dla leni do wiecznego trwania na uczelni i dlatego nie powinno być praktykowane, mnie też załamuje (a właściwie rozśmiesza) "nie zdążę w 9 lat się habilitować" autorki wątku (zwłaszcza, że ona już trochę pracuje), ale mimo to apeluję po raz kolejny o stonowanie ocen (co - z perspektywy scjentysty - zrobiła też kramka). Rygorystyczne stosowanie wymogu 8 lat doprowadzi do tego samego, co stało się po zastąpieniu asystentur studiami doktoranckimi tj. liczbowej inflacji prac o generalnie dużo niższym poziomie niż poprzednio.
                          P.S. U mnie od doktoratu do habilitacji upłynęło ca. 7 lat, ale 1 badania nad książką zacząłem prowadzić już rok po doktoracie, a pierwsze strony powstały 6 miesięcy później (oczywiście nie skupiałem się potem tylko na niej, ale artykuły powstawały niejako przy okazji badan glównych). Mam jednak tyle zdrowego rozsądku, by nie sądzić innych po moich wynikach. Pomijając już moją intelektualną wybitność ;) oraz specyfikę mojego tematu badawczego, ja mam na tyle szczęścia, że mam znakomitego szefa, brak konfliktów w środowisku, docelowe mieszkanie, nie posiadam kredytu, mam jedno zdrowe dziecko, poukładane relacje rodzinne, dobrze zarabiającą małżonkę itp. Co więcej, uwielbiam czytać i robię to b. szybko oraz mam lekkie pióro. Słowem - szczęśliwy zbieg rozmaitych okoliczności. I byłbym skończonym palantem, gdybym teraz opowiadał ludziom takim, jak np. oluu, że "ja zdążyłem w 7 lat, to wy zdążycie w 8". Ja już kiedyś cytowałem tu prof. Samsonowicza, który ubolewał nad przenoszeniem doświadczeń z jednej dziedziny na drugą i akcentował fakt, że w historii (w przeciwieństwie do np. matematyki) uczony bardzo często osiąga szczyt swoich możliwości w szóstej dekadzie życia. To wtedy ma takie tempo publikacyjne, o jakim Pan pisze, i wybijającą się jakość prac (wlaśnie dlatego, że mniej więcej dopiero wtedy osiąga dojrzałość badawczą, wynikająca choćby z przeczytania tych tysięcy książek, przekopania dziesiątek archiwów czy przestudiowania setek czasopism)
                          • podworkowy Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 00:58
                            na potwierdzenie mich słów proszę sprawdzić sobie życiorysy najwybitniejszych polskich historyków, np. łojek, baszkiewicz, tazbir. To IM uzyskanie stopnia dr hab. zajęło już to 10, już to 11 lat, i to w zupełnie innych czasach. Proszę również odnotować, jak wielkiego przyspieszenia nabrała ich aktywność publikacyjna później. All in all, 4 lata na doktorat plus 8 na habilitację to naprawdę w niektórych dziedzinach tempo ekspresowe. A ponieważ polskie środowisko naukowe nie z takimi reformatorami, jak p. Minister sobie radziło, to konsekwencją tego tempa będzie obniżenie wymogów stawianych habilitantom, a co za tym idzie poziomu ich prac (co stało się już z doktoratami - kilkanaście lat temu w mojej działce nie sposób było orzec po tytule, czy dana książka to doktorat czy habilitacja. Dzisiaj niestety tytuły wydanych doktoratów są najczęściej łatwo identyfikowalne i często analogiczne do tematów prac magisterskich sprzed lat kilkunastu - nie wspominając już o merytorycznym poziomie refleksji)
                            • charioteer1 Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 02:29
                              Konsekwencja bedzie zatrudnianie doktorow na etatach asystenckich. Do CK trafiaja habilitacje, ktore padly z powodow pozamerytorycznych w starym trybie i ustawiaja poprzeczke na troche wyzszym poziomie niz bylo w starym trybie. Stary tryb za rok sie skonczy. Obnizenia poziomu nie bedzie. Logicznym rozwiazaniem jest zatrudnianie doktorow na etatach asystenckich. W ten sposob beda mieli tyle samo czasu na habilitacje, co do tej pory, tylko gorsze warunki pracy. Juz w tej chwili wiele uczelni zatrudnia doktorow na etatach asystenckich z oszczednosci.
                              • podworkowy Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 09:20
                                zobaczymy za kilka lat, gdy nastąpi wysyp habilitacji osób, którym będą kończyć się terminy. Ja jestem sceptyczny. Co do asystentur - zgoda, jest to wyjście. Ja jednak sądzę, że wiele osób (zwłaszcza w dyscyplinach nieparametrycznych) podejmie próbę habilitowania się z dorobkiem, który jeszcze nawet dziś nie predestynuje do otwarcia postępowania hab. - i zobaczymy, jaki będzie odsetek odrzuconych prac.
                                • charioteer1 Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 10:25
                                  Byc moze sie myle, ale wydaje mi sie, ze bedzie troche inaczej. Oczywiscie wszystko pod warunkiem, ze przepisy sie do tej pory nie zmienia. Za 8 lat nastapi kumulacja. O habilitacje beda wystepowac starzy adiunkci, ktorym wszystkie mozliwe terminy poprzedluzano i mlodzi, zatrudnieni za nowej ustawy. Mlodzi beda padac, poniewaz starzy wykasuja ich doswiadczeniem.
                                  • dala.tata Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 11:16
                                    bardzo w to watpie. sadze, ze za 8 lat dorobek miedzynarodowy u mlodych zacznie byc norma. ci starzy nie beda go w stanie uzyskac. ja naprawde nie sadze, ze ci wieczny adiunkt to ktos, kto sir powstrzymuje z publikacjami miedynarodowymi. i jak sie czas mu skonczy to raz dwa napisze je szybciutko.

                                    charioteer1 napisał:

                                    > Byc moze sie myle, ale wydaje mi sie, ze bedzie troche inaczej. Oczywiscie wszy
                                    > stko pod warunkiem, ze przepisy sie do tej pory nie zmienia. Za 8 lat nastapi k
                                    > umulacja. O habilitacje beda wystepowac starzy adiunkci, ktorym wszystkie mozli
                                    > we terminy poprzedluzano i mlodzi, zatrudnieni za nowej ustawy. Mlodzi beda pad
                                    > ac, poniewaz starzy wykasuja ich doswiadczeniem.
                                    >
                                    • charioteer1 Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 11:52
                                      dala.tata napisał:

                                      > bardzo w to watpie. sadze, ze za 8 lat dorobek miedzynarodowy u mlodych zacznie
                                      > byc norma.

                                      Nie podzielam optymizmu, choc byc moze sie myle. Na razie nic nie wskazuje, by tak mialo byc.
                                      • dala.tata Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 12:03
                                        przekonamy sie. jednak mysle, ze powoli, bardzo powoli, zaczynamy to jednak widziec, pewie bardziej w swiadomosci niz w dorobkach, jednak dzisiaj coraz wiecej ludzi wie, ze musi pubikowac miedzynarodowo. a to juz cos. .
                                        • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 12:06
                                          dala.tata napisał:

                                          > przekonamy sie. jednak mysle, ze powoli, bardzo powoli, zaczynamy to jednak wid
                                          > ziec, pewie bardziej w swiadomosci niz w dorobkach, jednak dzisiaj coraz wiecej
                                          > ludzi wie, ze musi pubikowac miedzynarodowo. a to juz cos. .
                                          >


                                          myślę, że masz rację, podstawą jest wszakże to, by ci młodzi przestali patrzeć na swoich "mistrzów"... to jest głównie sprawa świadomości... to jednak nie jest tak, że my tu mamy kolonie, a w białym świecie robią nie wiadomo co...
                                          • dala.tata Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 12:59
                                            nie. w bialym siwecie rowniez sa miernoty. tylko proporcje sa inne.

                                            adept44_ltd napisał:

                                            > myślę, że masz rację, podstawą jest wszakże to, by ci młodzi przestali patrzeć
                                            > na swoich "mistrzów"... to jest głównie sprawa świadomości... to jednak nie jes
                                            > t tak, że my tu mamy kolonie, a w białym świecie robią nie wiadomo co...
                                            >
                                        • charioteer1 Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 12:35
                                          Paradoksalnie, te swiadomosc maja mlodzi (duchem, nie wiekiem) habilitowani, czyli srednie pokolenie. Mlodzi, czyli doktoranci i mlodzi doktorzy tej swiadomosci nie maja. W praktyce instytucjonalnej zas obie strony, czyli mlody narybek i ich potencjalni promotorzy, widza, ze oplaca sie publikowac duzo, szybko i byle jak. W koncu ten habilitowany musi wyprodukowac trzech doktorow jak najszybciej, jezeli chce awansowac. Opor instytucjonalny przed wymaganiem od doktorantow prawdziwej pracy jest fantastyczny. W rezultacie mlody doktor jest jak dziecko we mgle - calkowicie niezdolny do wejscia w obieg naukowy na poziomie wyzszym niz lokalny.
                                          • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 12:42
                                            no, niestety masz rację... dlatego też uważam, że nacisk np. NCN na rodzaj publikacji jest dobrą robotą.
                              • bumcykcyk2 Re: zdobywanie stopni 06.11.12, 19:19
                                charioteer1 napisał:

                                > Konsekwencja bedzie zatrudnianie doktorow na etatach asystenckich.

                                Nie sądzę. Na etacie asystenckim masz bardzo niskie górne widełki ministerialne, które powodują obligatoryjną obniżkę pensji do poziomu absolutnie nieakceptowalnego (czy jak wolisz, głodowego). Przećwiczone na moim wydziale.
                                • chickeien Re: zdobywanie stopni 06.11.12, 20:16
                                  czy są jeszcze górne widełki?
                                  • bumcykcyk2 Re: zdobywanie stopni 06.11.12, 21:02
                                    U mnie są. 2700 brutto dla asystenta. Uczelnia zasłania się ministerstwem, więc mniemam, że i stamtąd wzięte.
                                  • ford.ka Re: zdobywanie stopni 06.11.12, 21:13
                                    Nie ma żadnych widełek, ustawa je skasowała, są wyłącznie stawki minimalne - polecam do wglądu od strony 9: www.bip.nauka.gov.pl/_gAllery/15/67/15671/20111005_rozporzadzenie_wynagrodzenia.pdf
                                    • bumcykcyk2 Re: zdobywanie stopni 07.11.12, 13:47
                                      Czyli moi milusińscy kłamią.
                          • dala.tata Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 11:11
                            Nie mam pojecia, ile czasu zajmuje przeczytanie 300 ksiazek. Watpie jednak, ze czytajac do ksiazki znajomy czyta wszystkie od deski do deski. nie sadze tez, zeby wszystkie musial przeczytac, bo zaczynal od zera. w ostatniej mojej ksiazce bibliografia to 650 pozycji (naprawde), chociaz w wiekszoci to artykuly.

                            z moich 'forumowych' wyliczen, ze na wydanie ksiazki potrzeba okolo 3 lat, z czego 2.5 roku na calosc przygotowan. czy to starczy? mnie i wielu innym starcza, choc nastepna moja ksiazka wyjdzie po 5 latach od poprzedniej, ale to ze wzgledu na to, ze pracowalem nad nia mniej intensywnie. Czy moze byc inaczej? bez watpienia moze. Mam znajomego, kotry wsyla do druku 10ta wersje. ja wysylam 3cia. ja pisze ksiazki raczej krotkie, sa i ksiazki 500 stronicowe.

                            jednak warto pamietac o czym tu rozmawiamy. o tych 8 latach na habilitacje. one wystarcza. tyle ze trzeba pracowac intensywnie. natomiast rzeczywiscie moze byc tak, ze habilitanci zaczna wybierac tematy, z ktorymi zdaza, a nie tematy, ktore ich interesuja, a to jest czyms raczej negatywnym.

                            Zyjemy w czasach intensyfikacji pracy naukowej, czy nam sie to podoa czy nie.nie ma czasu na refleksje naukowa, o kotrej pisze oluu, na lezenie na lace i reflektowanie. ma to swoje wady i zalety. Nie ma tez sensu przwyolywac prac ludzi zyjacych w innych czasach.
                            • kramka1 Re: okreslmy, skąd jestesmy 03.11.12, 11:38
                              Czytam, czytam, i coraz wyraźniej widze, ze bez okreslenia, z jakiej dziedziny jest dyskutant, nie będzie mowy o rzetelnej dyskusji. Na forum dominują wszelkiej masci humanisci, ale sa też ściślacy. Dla takich jak ja książka nie wchodzi w grę. U nas trzeba opublikowac iles tam artykułow, by była i składanka, i pozostały dorobek. Fajnie, ze można sobie siąśc nad jednym tematem, posiedzieć tak ze trzy lata i wiekszość do habilitacji jest gotowa. Niestety, w eksperymentalnych jeden temat to za mało do zdobycia właściwego dorobku. Więc czasem czytając dalę i innych wartych czytania dyskutantów, mam wrazenie, że czytam o innym naukowym świecie.
                              Oczywiscie, nie znaczy to, że powinno się robić habilitację przez dekady. Przy dobrze działającym otoczeniu idzie to szybciej, przy wietrze w oczy dłużej, ale mozna się wyrobić w jakies 10 lat. Pytane, czy można w 8 lat? No nie wiem... Ja się nie wyrobiłam i w 10-ce, choc niewiele zabrakło (oczywiscie plus to, co mi zajmie produkcja kwitów do CK).
                              Dala pisze: "natomiast rzeczywiscie moze byc tak, ze habilitanci zaczna wybierac tematy, z ktorymi zdaza, a nie tematy, ktore ich interesuja, a to jest czyms raczej negatywnym". Pewnie, ze jest negatywnym, lecz w eksperymentalnych czasem tak byc musi, bo na wykonanie nowatorskich i tym samym bardzo frapujacych badan trzeba zarówno czasu jak i pieniedzy. Więc mając habilitacyjny nóż na gardle, lepiej zrobic cos mniej ambitnego, ale za to na miarę recenzentów grantów jak i mozliwości finansowych jednostki.
                              • adept44_ltd Re: okreslmy, skąd jestesmy 03.11.12, 11:51
                                to kramko może być jeszcze bardziej skomplikowane... z moich obserwacji wynika, że część ścisłowców robi hab. dużo krócej niż humaniści... ten podział idzie według poszczególnych dyscyplin...
                                niemniej myślę, że te 8 lat to jest jak najbardziej akurat.
                                • dala.tata Re: okreslmy, skąd jestesmy 03.11.12, 12:01
                                  ano wlasnie. omawiany tu niedawno bardzo mlody psycholog, z niezlym dorobkem naukowym, nie przypadkiem jest znacznie blizej przyrody niz spoleczenstwa.

                                  adept44_ltd napisał:

                                  > to kramko może być jeszcze bardziej skomplikowane... z moich obserwacji wynika,
                                  > że część ścisłowców robi hab. dużo krócej niż humaniści... ten podział idzie w
                                  > edług poszczególnych dyscyplin...
                                  > niemniej myślę, że te 8 lat to jest jak najbardziej akurat.
                              • dala.tata Re: okreslmy, skąd jestesmy 03.11.12, 11:56
                                oczywiscie, ze czytasz o innym swiecie. w dyscyplinach, gdzie ksiazek sie nie pisze, sprawy wygladaja zupelnie inaczej. jesli jednak wezmiesz psychologie, ktora siedzi okrakiem miedzy naukami spolecznymi a przyrodniczymi, to ci blizej przyrodniczych publikuja znacznie wiecej (laboratoria, grupy badawcze itd) i wydaje sie, ze im latwiej jest uzbierac sotosowny dorobek. .
                              • herr7 komu wiatr wieje w oczy... 05.11.12, 11:42
                                Z doświadczenia wiem, że jedynie znikoma mniejszość ma zapalone zielone światło i to oni szybciej robią habilitacje a potem zajmują kierownicze stanowiska. W Polsce decyduje zasada kooptacji, czyli czyjegoś subiektywnego wyboru. Mającego zwykle niewiele wspólnego z kompetencjami naukowymi.

                                To co w procesie zdobywania stopni naukowych mnie szczególnie mierzi to uzależnienie od stojących wyżej w hierarchii, którzy zapisują na swoje konto cudze sukcesy, ale nie ponoszą żadnej odpowiedzialności gdy komuś podwinie się noga i nie obroni się na czas.

                                Uważam, że do zdobywania stopni naukowych powinny zachęcać jedynie zarobki. Ale to musi oznaczać dość istotne różnice pomiędzy pensją adiunkta a doktora habilitowanego, i pensją tego ostatniego a pensją profesora.
                            • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 11:40
                              Zyjemy w czasach intensyfikacji pracy naukowej, czy nam sie to podoa czy nie.nie ma czasu na refleksje naukowa, o kotrej pisze oluu, na lezenie na lace i reflektowanie. ma to swoje wady i zalety. Nie ma tez sensu przwyolywac prac ludzi zyjacych w innych czasach


                              no tak, bo jesteśmy bezrefleksyjni i mamy tylko produkować, nie? obawiam się, że popadasz w pułapkę... o intensyfikacji pracy naukowej można pewnie mówić tam, gdzie to się przekłada na wymierne skutki technologiczne... intensyfikacja pracy naukowej w humanistyce prowadzi głównie do marnowania papieru....
                              • dala.tata Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 12:00
                                Nie adpecie. po prostu refleksja naukowa musi przyjsc w tzw. miedzyczasie. Nikt nam nie bedzie juz placil za siedzenie i patrzenie (refleksyjne) w sufit. To oczywiscie wynik 'scislizacji' humanistyki, jednak bardzo watpie, zeby ona odeszla.

                                ale to nie jest tak, ze to tylko zle. bez watpienia mnostwo nas wykorzystywalo cas refleksje na zbijanie bakow. Poza tym, owa intensyfikacja w humanistyce nie oznacza publikowania 12 tesktow rocznie. ona oznacza raczej odejscie od pubikowania jednego dziala na 12 lat.

                                adept44_ltd napisał:

                                > no tak, bo jesteśmy bezrefleksyjni i mamy tylko produkować, nie? obawiam się, ż
                                > e popadasz w pułapkę... o intensyfikacji pracy naukowej można pewnie mówić tam,
                                > gdzie to się przekłada na wymierne skutki technologiczne... intensyfikacja pra
                                > cy naukowej w humanistyce prowadzi głównie do marnowania papieru....
                                • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 12:04
                                  wiem, o co ci chodzi... niemniej (i mieliśmy tu taki przykład) pewnie niejeden raz będzie tak, że to jedno dzieło raz na 12 lat jest czymś lepszym niż 12 artykułów rocznie...
                                  i to nie jest żadna ściślizacja humanistyki, w naukach ścisłych istnieje prostsze i skuteczniejsze kryterium weryfikacji osiągnięć, wprowadzanie kryterium ilościowego do humanistyki jest zabójcze...
                                  • dala.tata Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 12:57
                                    tyle ze te kryteria sa wprowadzane i to jest ta scislizacja. probem w tym, ze humanistyka nie ma lepszych.

                                    bez watpienia tak jest, ze czasem warto czekac na to dzielo. nie sadze jednak, ze warto z tego robic regule.

                                    adept44_ltd napisał:

                                    > wiem, o co ci chodzi... niemniej (i mieliśmy tu taki przykład) pewnie niejeden
                                    > raz będzie tak, że to jedno dzieło raz na 12 lat jest czymś lepszym niż 12 arty
                                    > kułów rocznie...
                                    > i to nie jest żadna ściślizacja humanistyki, w naukach ścisłych istnieje prosts
                                    > ze i skuteczniejsze kryterium weryfikacji osiągnięć, wprowadzanie kryterium ilo
                                    > ściowego do humanistyki jest zabójcze...
                                    • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 13:06
                                      dala.tata napisał:

                                      > tyle ze te kryteria sa wprowadzane i to jest ta scislizacja. probem w tym, ze h
                                      > umanistyka nie ma lepszych.


                                      pewnie nie, ale jeśli wprowadzamy kryteria tylko po to, by one istniały, no to to jest pomyłka... co do ściślizacji... no nie, nie można sobie wziąć części kryterium... pomijając jego istotę, a istotą nie jest ilość... a rozwiązanie problemów... w humanistyce raczej się stawia problemy...

                                      > bez watpienia tak jest, ze czasem warto czekac na to dzielo. nie sadze jednak,
                                      > ze warto z tego robic regule.


                                      oczywiście, podobnie jak i trudno robić regułę z tego, że wszyscy mają przyspieszać i produkować dorobek... dla dorobku... i pewnej wirtualnej rzeczywistości, którą się powołuje w ten sposób do istnienia, a która nikogo nie obchodzi... poza tymi, którzy z niej żyją... ale to chyba nie o to chodzi.




                                      > adept44_ltd napisał:
                                      >
                                      > > wiem, o co ci chodzi... niemniej (i mieliśmy tu taki przykład) pewnie nie
                                      > jeden
                                      > > raz będzie tak, że to jedno dzieło raz na 12 lat jest czymś lepszym niż 1
                                      > 2 arty
                                      > > kułów rocznie...
                                      > > i to nie jest żadna ściślizacja humanistyki, w naukach ścisłych istnieje
                                      > prosts
                                      > > ze i skuteczniejsze kryterium weryfikacji osiągnięć, wprowadzanie kryteri
                                      > um ilo
                                      > > ściowego do humanistyki jest zabójcze...
                                      >
                                      >
                                      • dala.tata Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 13:09
                                        tak, ale ja mysle, ze dobrze miec kryteria. nie wiem, jakie one maja byc, jednak powinny jakies byc.

                                        produkowanie dla produkowania nie ma wiekszego sensu, ale to dotyczy wszystkich dyscyplin. humanistyka niczym tu sie nie rozni.
                                        • adept44_ltd Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 13:19
                                          oczywiście, że dobrze mieć, i oczywiście, że problem produkowania dotyczy wszystkich dyscyplin. Jak jednak pisałem, te ścisłe mają swoje mechanizmy wykluczania takiej działalności, humanistyka ich nie ma (czy też ma inne, eliminowane wtedy, kiedy zasadą staje się ilość), gdyż w dużej mierze jej istotą jest właśnie produkowanie znaczeń...
                        • oluuu Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 17:32
                          W jakiej to dziedzinie naukowej pisze się tak szybko książkę habilitacyjną?

                          Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę te "2 lata przygotowań" (cokolwiek to znaczy), to nadal jest mało czasu. Dobra książka wymaga nie tylko przeglądu baz danych z artykułami i wklejenia wyników badań. Wymaga przemyślenia tematu, języka, który zaciekawi czytelnika, spojrzenia na książkę po pół roku i naniesienie poprawek.
                          Można oczywiście wyprodukować książkę dla rady wydziału i recenzentów, ale to jest właśnie psucie nauki, a nawet - dosłownie - jej zaśmiecanie. Choć czasami jest to skuteczne.

                          No i jeszcze raz wrócę do cyklu wydawniczego. Za własne pieniądze można wydrukować książkę w każdym wydawnictwie. W Polsce w najbardziej prestiżowych w danej dziedzinie wychodzi 100-120 zł od sztuki (min. nakład 100). Zajmuje to 3 do 5 miesięcy z recenzjami (a książka habilitacyjna musi być recenzowana przez dwóch recenzentów). W wydawnictwie uczelnianym 2 razy dłużej.

                          8 lat to dużo?
                          • dala.tata Re: zdobywanie stopni 03.11.12, 19:18
                            oluu, wybacz, ale jak dlugo ty chcesz przegladac te bazy danych? Ja najwyrazniej pisze jakies strasznosci, bo mi to nie zajmuje miesiecy. Nie wiem, co to znaczy 'przemyslec temat' jesli to ma wplyw na to, ile lat pisze sie ksiazke. Nie wiem, czy zauwazyles, ze dwa razy dluzej u ciebie to 6-10 miesiecy. wydaje mi sie, moje pol roku to nadal jest 6 miesiecy. wolisz, zeby usrednic do 8?
                            • dala.tata PS 03.11.12, 19:42
                              I jeszcze drobna uwaga. Nie chce powiedziec, ze ksiazki pisze sie latwo i przyjemnie i oczywiscie kazdy z nas pisze ksiazki inaczej. Ale warto pamietac, ze nabiera sie doswiadczenia w pisaniu.I tak, pisanie doktoratu to cos zupelnie innego niz pisanie habilitacji.

                              Warto tez pamietac, ze mowimy o ludziach, ktorzy sa kandydatami na profesorow, a nie mlodymi niedoswiadczonymi w pisaniu i badaniach zoltodziobach, ktorzy ledwo sobie radza z 'autorskim blokiem'. Od habiltantow mozna i nalezy wymagac wiecej: zarowno w efektywnosci, jak i umiejetnosci planowania, refleksji itd.

                              Czy 8 lat to 'tak duzo'. Nie to nie jest 'tak duzo', to czas, ktory trzeba sensownie spozytkowac. jednak nie mam watplwisoci, ze to sie da zrobic. Przy wydajnej pracy to czas, ktory bez problemu wystarcza. Powtarzam: mowie jedynie o szerokiej humanistyce, dyscyplinach, o ktorych mam jakies tam pojecie (takich jak lingwistyka, socjologia, antropologia, psychologia). Jak bym doal ze litraturoznawstwo, to by mnie adept poplul, wiec nie mowie.
                              • adept44_ltd Re: PS 03.11.12, 19:57
                                oj tam od razu popluł, jak napisałem 8 lat to jest naprawdę sporo czasu... dodaj literaturoznawstwo :)
                    • ling-stos ksiazka hab w 6-9 miesiecy 02.11.12, 23:47
                      nie, no kolega dala wyraznie przesadzil. mojej ksiazce habilitacyjnej zajelo 6 miesiecy zebranie danych empirycznych, dokumentow zrodlowych, ankiet, wywiadow od informantow, przeanalizowanie i napisanie tego w 3 rozdzialy empiryczne. plus wczesniej 1 rok na napisanie 4 rozdzialow teoretycznych. plus 4 miesiace na wydanie tejze ksiazki w wydawnictwie. plus 8 miesiecy na przejscie calej procedury do kolokwium. 2,5 roku jak w morde strzelil, i to przy maksymalnie szybkiej akcji ze wszystkich stron (zyczliwy recenzent wydawniczy, redaktorka techniczna, szybka sciezka na poszczegolnych radach wydzialu itd.). tak wiec 8 lat od zera, jeszcze w tym odpoczynek podoktoratowy (lub konsumpcja doktoratu w prywatnej szkole) to naprawde malo, nawet w naukach humanistycznych.
                      • dala.tata Re: ksiazka hab w 6-9 miesiecy 02.11.12, 23:55
                        kolego ling-stos, bardzo prosze o przeczytanie mojego posta, co? kolega znajdzie tam nawias, w ktorym pisze o tym, ze 6 miesiecy to 'samo pisanie'. Kolega najwyrazniej pisze wolniej niz ja kiedykowliek pisalem, z drugiej storny badania w 6 miesiecy nie mieszcza mi sie w glowie, ale spoko.

                        i jak kolega policzy dokladnie to, co napisalem, to mi wyszlo wszystkiego okolo....2.5 roku.
                  • h_hornblower mnie bardziej rozbawiło 05.11.12, 04:47
                    oluuu napisał:

                    >Trochę rozbawiła mnie wizja prostego napisania i wydania książki.

                    Mnie bardziej rozbawiło "publikowanie z danych". Najpierw publikujemy na podstawie "danych" niewykorzystanych w doktoracie, potem publikujemy na podstawie "danych" niewykorzystanych w habilitacji.

                    Dane pewnie z książki telefonicznej? Wartość dodana publikacji też zapewne wysoka - "Wszyscy blondyni na C". Abstrakt: Blondynów na C jest więcej niż blondynek na C. Co więcej, część blondynek jest farbowana. W kolejnym artykule autor poruszy temat wpływu problemu zmiany nazwiska (PZN) po zamążpójściu na charakterystykę tego ciekawego zjawiska.

                    pzdr
                    horny



                    • dala.tata Re: mnie bardziej rozbawiło 05.11.12, 09:57
                      No prosze, horny po raz pierwszy wypowiada sie merytorycznie.

                      ja chentie podejmuje taka rozmowe i pytam: to z czego ty publikujesz horny, jesli nie zbierasz danych? z glowy? siadasz, sufitujesz i juz? Choc wiem, wiem, ty przyjmujesz postawe pewnej polskiej profesor polonistyki, ktora mi powiedziala, dosc rozbrajajaco, w rozmowie "Jestem teoretykiem, bo ja nie zbieram danych." Ku mojemu rozbawieniu, ja nawet tak zaczynalem. Nie wiedzialem, jak jest, ale od razu chcialem mowic, jak ma byc! Niestety, nie starczylo intelektu! Musialem zaczac zbierac dane!

                      Widzisz, Horny, ja zawsze chcialem byc teoretykiem, ale rozumu nigdy nie starczalo. I zawsze przed teoretykami czapke zdejmuje i chyle czola. Horny, jak ja ci zazdroszcze, ze ty publikujesz z niczego, znaczy z glowy, ale to znaczy z niczego, nie?
                    • charioteer1 Re: mnie bardziej rozbawiło 05.11.12, 18:43
                      h_hornblower napisał:

                      > Mnie bardziej rozbawiło "publikowanie z danych". Najpierw publikujemy na podsta
                      > wie "danych" niewykorzystanych w doktoracie, potem publikujemy na podstawie "da
                      > nych" niewykorzystanych w habilitacji.

                      To jest mozliwe przy niektorych rodzajach badan jakosciowych. Jedno badanie generuje tyle danych, ze nie sposob wszystkiego wykorzystac w jednej publikacji. W naukach eksperymentalnych nie da sie w ten sposob, bo nie-da-sie i juz. Poza naprawde specyficznymi przypadkami publikowanie "z tych samych danych" to murowany autoplagiat.
                      • dala.tata Re: mnie bardziej rozbawiło 05.11.12, 19:15
                        Zdecydowanie zbyt powaznie potraktowalas metodologiczne watpliwosci hornyego.

                        Co do nauk eksperymentalnych, to tez tak nie jest do konca, chocby w psychologii, ale tam jest to duzo barsziej skomplikowane niz w badaniach jakosciowych.
                        • charioteer1 Re: mnie bardziej rozbawiło 05.11.12, 19:30
                          Zalezy, o jakiej dziedzinie psychologii sie wypowiadasz. W psychologii eksperymentalnej na jedna publikacje skladaja sie czesto 3-4 eksperymenty i tych danych nie opublikujesz wielokrotnie, a dzielenie proby na kilka czesci, by wyprodukowac wiecej publikacji jest nieetyczne i po prostu niepowazne. Jedyny przyklad wielokrotnego wykorzystania tych samych danych, jaki mi przychodzi do glowy, to publikacja opisujaca populacje na podstawie zebranych informacji o czlonkach prob badawczych z roznych eksperymentow wykonanych w tym samym laboratorium w ciagu ok. 20 lat. Poza tym sa jeszcze meta-analizy, ale ogolna zasada jest taka, ze wyniki jednego eksperymentu mozna opublikowac tylko raz. Natomiast w jakosciowce faktycznie tak jest, ze przy odpowiednim zaplanowaniu procedury generuje sie wiecej danych niz mozna przerobic - tworzysz w ten sposob baze, ktora mozna analizowac na rozne sposoby. Przy metodach ilosciowych taka opcja nie wchodzi w rachube.
                      • h_hornblower teges 10.11.12, 10:05
                        charioteer1 napisał:

                        > To jest mozliwe przy niektorych rodzajach badan jakosciowych.

                        Oczywiście, że jest to możliwe w NIEKTÓRYCH przypadkach i oczywiście nie tylko w badaniach jakościowych. Zalecanie tego jako reguły, co robi wyżej dala, jest jednak hm... niepoważne. Nie wątpię, że dala zbudowałby dorobek habilitacyjny w dajmy na to dziedzinie historii sztuki w oparciu o "dane" pozyskane przy przygotowywaniu pracy doktorskiej pt "Treści ideowe wystroju nieświeskich powozów konnych". Cóż - innym niestety może brakować jego geniuszu.

                        Co do "publikowania z głowy", to dala, stosujący na co dzień (i zapewne również w nocy) wysublimowane metody wielokrotnie tu opiewanej "analizy podłużnej" na samą myśl o tym dostaje wysypki. Byłoby oczywiście czystą złośliwością z mojej strony stwierdzić, że to typowy objaw u kogoś, kto liznął trochę narzędziowej statystyki, pozwalającej na brylowanie na "humanistycznych" konferencjach w krajach rozwijających się. To zapewne chwilowe jedynie zaćmienie spowodowało, że w swej wykładni dala zapomniał, że w wielu dziedzinach można uprawiać zarówno naukę "empiryczną", jak i "formalną". Tę drugą uprawia się "z głowy" (wiem, wiem... to straszne). Oczywiście giganci nie mają czasu na byle wspomnienia, ale innych zachęcam do sięgnięcia po autobiografię Ulama. M.in. jest tam fajne zdjęcie zatytułowane "Matematyk przy pracy".

                        Inną kwestą jest wyciskanie to ostatniej kropelki "setów" danych, w oparciu o analizę których uzyskano często wartościowe wyniki. W niektórych dziedzinach prowadzi to do znacznej "inflacji" badań, co pozwoliłem sobie żartobliwie skomentować wyżej (przykład z książką telefoniczną).

                        pzdr wesoło
                        horny

              • herr7 to prawda... 03.11.12, 09:11
                Większość ludzi ubiegających się o habilitację ma "pod górkę" i nie jest to takie proste, jak niektórzy tu twierdzą. Najlepszą sytuację mają ludzie, którzy byli w stanie uzyskać publikacje przebywając zagranicą na tzw. postdoku. Jeżeli ktoś był w bardzo dobrym laboratorium na Zachodzie i opublikował kilka dobrych publikacji to zwykle ma materiał na habilitację. Takim ludziom się obecnie w Polsce sprzyja. Poszkodowani są ci co z różnych względów zostają po doktoracie w kraju lub podczas wyjazdu zagranicę nie uzyskali znaczącego dorobku.
        • dala.tata Re: no właśnie 02.11.12, 12:04
          Ja mysle, ze flamengista ma racje. nie ma sesnownj alternatywy wobec sciezki badawczej. problem jednak w tym, ze wcael nielatwo ja wymyslic. Bo przeciez nie moze to byc sciezka: w cholere uczenia i zero badan. To, to jest liceum.

          warto tez pamietac przy tym, ze nauczyciele akademiccy nie sa uczeni uczyc. Nie sprawdzamy, co wiecej, jak ludzie ucza, nie ma zadnego wsparcia merytorycznego w tej kwestii itd itd.
          • flamengista a może spróbujmy? 02.11.12, 13:11
            dobry dydaktyk powinien rozwijać różne metody dydaktyczne. I nie chodzi tu tylko o to, by na zajęciach nie klepał tylko z folii lub ze slajdów, by były projekty grupowe, laboratoria, prezentacje, odgrywanie ról etc.

            Ale tu chodzi o pozalekcyjne formy dydaktyczne. Projekty badawcze ze studentami, organizację szkół letnich, seminariów międzynarodowych, międzynarodowych projektów e-learningowych, współpracę z biznesem i pracodawcami (w tym organizacja sensownego systemu praktyk + połączenie ich z pracami dyplomowymi), wyjazdów szkoleniowych czy terenowych etc.

            I na te extra-formy powinny być dodatkowe pieniądze na poziomie centralnym, również pozyskiwane w trybie konkursowym.
            • dala.tata Re: a może spróbujmy? 02.11.12, 14:10
              Zgadzam sie calkowicie. Ja mam pewne trusnosci z osobami, ktore tylko ucza na uniwersytetach, jednak tska jest rzeczywistosc i tyle. I skoro tak, to rownie dobrze mozemy wspierac tych, ktorzy chca sie poswiecic dydaktyce na uczelniach. A przy okazji mozna tez ich, i nas, sensownie oceniac.
        • gruszka_wierzbowa Re: no właśnie 02.11.12, 16:24
          > Nie ma sensownej alternatywy - dydaktyczni traktowani są jak trędowaci, albo co
          > najmniej jak nieudacznicy, których się od biedy toleruje na uczelni - póki są
          > godziny.

          Takie traktowanie dydaktycznych wynika z sytuacji na uczelni, gdy walczy się o każdą godzinę, gdy rozlicza się wydział z pracy naukowej i dydaktyczny zaniża wyniki.
          I przyznam, że mnie nie dziwi taka postawa wobec dydaktycznych. Tym bardziej, jeśli są to słabi dydaktyczni. Niestety, ale znaczna większość dydaktycznych których znam, to osoby nie do ruszenia, które mają kiepskie opinie wśród studentów ale za to wysokie mniemanie o sobie.
          Z pewnością dla studentów lepszy jest świetny dydaktyk niż słaby dydaktyk-naukowiec. Ale tych pierwszych wciąż brakuje, a poza tym jak zauważyłeś, w Polsce mamy tylko jeden model ścieżki.
          • dala.tata Re: no właśnie 02.11.12, 16:31
            'z pewnoscia' to z pewnoscia nie jest. tak moze byc. jednak wiem, ze studenci cenia i szanuje dorobek swych wykladowcow.

            gruszka_wierzbowa napisała:

            > Z pewnością dla studentów lepszy jest świetny dydaktyk niż słaby dydaktyk-nauko
            > wiec. Ale tych pierwszych wciąż brakuje, a poza tym jak zauważyłeś, w Polsce ma
            > my tylko jeden model ścieżki.
            • chilly Eksodus adiunktów, brak asystentów, brak ludzi... 02.11.12, 17:01
              Syn koleżanki, po politechnice, z pewnym juz doświadczeniem (około 30.), ale nie wybitny, w mieście średniej wielkości otrzymał ostatnio pracę z wynagrodzeniem 11 tys. zł miesięcznie. Plus dodatek za częste wyjazdy delegacyjne.
              W kwestii więc tytułowej: zacznijmy rozmawiać poważnie...
    • bumcykcyk2 Re: Eksodus adiunktów, brak asystentów, brak ludz 06.11.12, 19:15
      Bardzo mi się podoba post otwierający autorki wątku, bo przekazuje czystą prawdę.

      Prawda podobno wyzwala, choć jakoś dala.taty nie wyzwoliła i dalej peroruje, że skoro fakty przeczą jego wyobrażeniom to "tym gorzej dla faktów, zresztą na pewno zmyślonych."

      Fakty karloriny bynajmniej zmyślone nie są i tak faktycznie przedstawia się obraz polskiej nauki (przynajmniej w humanistyce, bo o fizyce i chemii pojęcia nie mam żadnego).

      Ja dopowiem następującą glosę:

      1. Potwierdzam ucieczkę co bardziej łebskich osób. Zostają ludzie od mycia szklanek po konferencji - dosłownie i w przenośni. KRK faktycznie wywołało przełomowy efekt negatywny, choć myślałem, że skończy się tradycyjnie na jałowym utyskiwaniu, względnie rzucaniu w przestrzeń qrwami. Jednak nie, u wielu osób ten biurokratyczny shit wywołał refleksję pod tytułem "po jaki ch*j jeszcze siedzę w tym bajorze?"
      2. Potwierdzam też, że straszenie terminami w habilitacjach nie przyniosło spodziewanego efektu, bo -zacytuję karlorinę- wysiłek włożony w zwiększenie premii o 1500 zł w pracy poza uczelnią jest mniejszy niż wysiłek w łożony w utrzymanie sobie drugiego etatu na uczelni.. Różnica tylko jest taka, że u mnie jednak są przerosty zatrudnienia, i to duże, więc na razie można wywalać do woli. Co prawda nie tych co trzeba ('zasłużeni nieprzepracowani' dostali już dawno temu docentury bez habilitacji), ale kto by się przejmował takimi drobiazgami. Wszak najważniejszym motto wszelkiego sprawczego działania na państwowych uczelniach było i jest divide et impera oraz budowanie feudalnego dworu wokół poszczególnych kacyków.

      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka