Dodaj do ulubionych

I znowu komuś puściły nerwy...

11.05.13, 19:44
wyborcza.pl/1,95892,13888998,Akademickie_dziadowanie__list_.html
Obserwuj wątek
    • flamengista zadziwiający zbieg okoliczności 11.05.13, 20:08
      ofensywa publicystyczna środowiska akurat ma miejsce w momencie, gdy koalicja przeżywa właśnie największy kryzys, a partia opozycyjna zrównała się w sondażach z PO.

      Widać ludzie wierzą, że coś się może zmienić. Ja na razie tej nadziei nie mam.
      • salzburg Re: zadziwiający zbieg okoliczności 11.05.13, 20:12
        Oby się nie zmieniło na gorsze....
        A tak na marginesie o ile się orientuje to Autor podobne opinie wygłasza od paru lat.
      • pfg Re: zadziwiający zbieg okoliczności 11.05.13, 20:36
        flamengista napisał:

        > ofensywa publicystyczna środowiska akurat ma miejsce w momencie, gdy koalicja p
        > rzeżywa właśnie największy kryzys, a partia opozycyjna zrównała się w sondażach
        > z PO.

        Tobie się, fla, wszystko z chusteczką kojarzy? Tak, odkryłeś prawdę: Hartman, choć stoi za plecami Kwaśniewskiego i Palikota, stoi tam na pasku PO!
        • flamengista Re: zadziwiający zbieg okoliczności 11.05.13, 21:19
          nie, raczej chodzi mi o to że ci piszący widzą szansę na zmiany w ministerstwie. I to jest w jakiś sposób interesujące.

          Z tego co pamiętam, to Hartman chyba flirtował z lewicą, więc nigdy nic nie wiadomo:)
    • sendivigius Re: I znowu komuś puściły nerwy... 11.05.13, 20:42
      A ty Adepcie jestes gotowy na zmiany? Naprawde chcialbys? Mowie o wszyskich innych zmianach niz podwyzka pensji.

      A jakby cie szurneli, to co?

      NIMBY
      • adept44_ltd Re: I znowu komuś puściły nerwy... 11.05.13, 20:56
        sendivigius napisał:

        > A ty Adepcie jestes gotowy na zmiany? Naprawde chcialbys? Mowie o wszyskich inn
        > ych zmianach niz podwyzka pensji.
        >
        > A jakby cie szurneli, to co?
        >
        > NIMBY

        szurneli, hm... jak ciebie?
        • sendivigius Re: I znowu komuś puściły nerwy... 11.05.13, 21:10
          Moja noga Adepcie nie stanela w murach polskiej uczelni ani razu po dyplomie. A na wczesniejsze "sugestie" odparlem ze na kustosza ani taksydermiste sie nie nadaje, tym mniej na siostre hospicjum ani na mistrza ceremonii zgonu i pogrzebu.

          Tym niemniej rola obserwatora "takiej pieknej katastrofy", jakby ujal to niezapomniany Antony Quinn bawi mnie calkiem niezle.
          • adept44_ltd Re: I znowu komuś puściły nerwy... 11.05.13, 21:15
            sendivigius napisał:


            > Tym niemniej rola obserwatora "takiej pieknej katastrofy", jakby ujal to niezap
            > omniany Antony Quinn bawi mnie calkiem niezle.

            a to zapewne dlatego, że to scenariusz czysto fantazmatyczny ;-)
          • whiteskies Re: I znowu komuś puściły nerwy... 12.05.13, 13:12
            Ale dyplom się przydał....
            • adept44_ltd Re: I znowu komuś puściły nerwy... 12.05.13, 13:31
              bluźnisz, człowieku... przez polski dyplom sendi kariery w świecie nie zrobił...
              • sendivigius Re: I znowu komuś puściły nerwy... 12.05.13, 14:09
                adept44_ltd napisał:

                > bluźnisz, człowieku... przez polski dyplom sendi kariery w świecie nie zrobił..
                > .

                Wrecz przeciwnie. Choc przyznam wpierw bylo pod gorke, ale gdy bylem juz w desperacji, na dnie i nad przepascia to powiedzialem ze znam Adepta. Wtedy wszyscy padli na kolena i wolali "Efendi, mysmy bluznili przeciw tobie ale tys z najznakomitszego pochodzenia, wstaw sie u niego i o laske dla nas". A potem obdarowali mnie honorami, kosztownosciami oraz palacem pelnym sluzby i niewiast nadobnych. Siedli kregiem i mowili "mow ah, mow nam o Adepcie, jego mysli oswiecaja nasza droge a jego czyny slawia nasi piesniarze". Dalem im wiec kilka wydrukow z forum DNU z wpisami Adepta, a ci je wzieli i rzekli "to bedze zaczyn wielkiej naszej wielkiej skarbnicy wiedzy, niech wszyscy znaja ze to od niego kazda mysl sie bierze a jego sady kazdy konflikt rozstrygaja".

                Gdy wiesc o tych wydarzeniach dotarla do krola tej krainy. Ten nadal mi tyle tytulow ze moja wizytowka jest formatu A0, a pierwszym z nich i najzaszczytniejszym jest "Ten ktory znal Adepta"

                • adept44_ltd Re: I znowu komuś puściły nerwy... 12.05.13, 14:23
                  bardzo ładnie, ale całość powinna zachować składnię parataktyczną... popracuj jeszcze...
    • niewyspany77 "około 80 proc. nauczycieli akademickich"... 11.05.13, 23:32
      ...pracuje na dwóch etatach.

      Tekst w którym już drugie ;) zdanie jest bzdurą, nie buduje jego wiarygodności.

      • sendivigius Re: "około 80 proc. nauczycieli akademickich"... 11.05.13, 23:41
        niewyspany77 napisał:

        > ...pracuje na dwóch etatach.
        >
        > Tekst w którym już drugie ;) zdanie jest bzdurą, nie buduje jego wiarygodności.

        Tez uwazam ze uzycie slowa "pracuje" jest bzdura. Lepiej "bierze pieniadze za bycie zatrudnionym".
        • niewyspany77 Re: "około 80 proc. nauczycieli akademickich"... 11.05.13, 23:46
          Etam, to już wolę "się sprzedaje", aka profestytutkowanie Hartmana.
      • flamengista też na to zwróciłem uwagę 12.05.13, 08:55
        powiedziałbym, że może 80% jakoś dorabia do etatu, ale niekoniecznie na drugim i w drugim miejscu pracy.
    • trzy.14 Re: I znowu komuś puściły nerwy... 12.05.13, 00:27
      Wolałbym, żeby tak opiniotwórcza gazeta, jak GW, zamiast płaczów spauperyzowanej szlachty akademickiej, przedrukowała np. taki tekst: biotechnologia.pl/biotechnologia-portal/info/biotechnologia/21_aktualnosci/481876,_polsce_grozi_niewiarygodny_zalew_pieniedzy____rozmawiamy_z_prof__jerzym_langerem__prezesem_wcb_eit_.html
      Tu przynajmniej jest jakaś świeża myśl, jest nad czym się zastanowić.
      • flamengista no i też są bzdury 12.05.13, 09:05
        "Pieniędzy jest bardzo dużo. Pieniądze są za łatwe w zdobyciu i to jest jednym z powodów dlaczego np. Polska nie odzyskuje swojej składki do 6 czy 7 programu ramowego.(...) A wszystko dlatego, że znacznie łatwiej było „sięgnąć po pieniądze unijne” w Polsce z grantów i funduszy strukturalnych, zwłaszcza w mniejszych, mało konkurencyjnych miejscowościach, gdzie samorząd przekazywał środki finansowe lokalnym profesorom, którzy w iluzorycznych konkursach uzyskiwali gigantyczne pieniądze"
        Po pierwsze, te pieniądze się już praktycznie skończyły.
        Po drugie, te pieniądze nie były "przekazywane lokalnym profesorom", tylko krewnym i znajomym królika, którzy zatrudniali ewentualnie profesora w roli Murzyna, pardon - eksperta wiodącego.
        Po trzecie, to na ogół były pseudobadania i z prawdziwymi miały niewiele wspólnego. Bardzo krótki okres realizacji i na rozliczenia, tematyka od sasa do lasa, zamawiający nie mający zielonego pojęcia o metodologii badań (np. zamówienie prognozy w oparciu o dostępne dwa okresy z szereg czasowego danych).

        Ale biotechnolog zazdrości, bo tej kasy nie powąchał. Więc tworzy kolejne mity.

        Tak się składa, że biotechnologia jest jedną z działek które w Polsce są na poziomie światowym - ale są takie od dawna. Łatwo się wymądrzać, jak najgorsze własne czasopismo zakładowe ma i tak solidny IF. Wszystko jest zbudowane: renoma, kontakty, mistrzowie. Wystarczy tylko solidnie pracować i są efekty. Jakbym słyszał prezesa Bayernu, upominającego działaczy Piasta Gliwice - dlaczego jeszcze nie gracie w Lidze Mistrzów?

        Jedno zdanie ma sens:
        CytatPrzykro to mówić, ale przez blisko 20 lat, przez jedno pokolenie, w Polsce dominowała negatywna selekcja kadr w nauce. Bardzo mało mówi się na ten temat, mówi się za to dużo i głośno o braku pieniędzy.
        I to jest niestety prawda. Przez tą negatywną selekcję młodzi mają teraz problemy.
        • trzy.14 Re: no i też są bzdury 12.05.13, 11:09
          1. Wg różnych danych w kolejnej perspektywie finansowej UE będzie naprawdę morze pieniędzy na R&D.
          2. Te pieniądze, które były w tej perspektywie, zostały w większości przejedzone. Te, które wydano z jako takim sensem wydano na zakup technologii.
          3. O te pieniądze naprawdę było dotąd nietrudno - wystarczyło być doktorantem trochę wybijającym się ponad przeciętność (dyscyplina bez znaczenia, historycy też rozwijają "gospodarkę opartą na wiedzy" lub - nie zmyślam tylko cytuję: "powinni mieć takie same możliwości dorobioenia do stypendiów jak nauki techniczne i ścisłe"), albo innym juwentusikiem, albo wiedzieć, gdzie złożyć papiery. U nas jest jeszcze realizowany projekt z IG na współpracę nauki z przemysłem, dobre pieniądze w formie niewidzialnego dla fiskusa stypendium (a potem co niektórzy mordy drą, że mało zarabiają), zgłoszeń było mniej niż miejsc).
          4. Nikt tych pieniędzy nie dzielił dla profesorów, bo te pieniądze wyjątkowo nie zależały od widzimisię profesorskiego. Większość - z moich obserwacji - trafiła do "młodzieży" niehabilitowanej.
          5. Zgoda: krótkie terminy, tematyka od sasa do lasa, ale w sumie efektywność na tym samym poziomie co z grantów finansowanych centralnie.
          6. Ten gość, który to pisze, pisze tak naprawdę o mentalnym zacofaniu polskiej hmmm nauki. On kieruje wielkim przedsięwzięciem, które ma się zacząć samofinansować, przy czym towarem jest wiedza. To w Polsce przewrót Kopernikański. I gość widzi, że w dużym mieście w którym jest kilka dużych i kilkanaście mniejszych uczelni nie bardzo ma na kim polegać. W każdym bądź razie na jego miejscu w ogóle nie liczyłbym na współpracę instytucjonalną z jakąkolwiek polską uczelnią. Moim zdaniem losy EIT+ są bardzo ważne i on ma rację pisząc, że to jeden z najważniejszych projektów w Polsce właśnie dlatego, że łamie stereotypy. U nas bowiem każdy po pieniądze na badania wyciąga łapę do państwa, w zamian oferując może publikację, może tylko swój tytuł naukowy. Tymczasem głównym partnerem do rozmów dla uczelni oraz głównym odbiorcą absolwentów, w tym doktorów, powinien być przemysł. A jest urzędnik państwowy.
          7. Te pieniądze, o których piszę, mają być przeznaczone na badania, rozwój własnych technologii we współpracy z przemysłem. Coś, do czego ani przemysł, ani uczelnie w swej skostniałej, zbiurokratyzowanej, feudalenej strukturze, są całkowicie nieprzygotowane. Zresztą istnieje fundamentalna różnica interesów między uczelnią a biznesem (jawne-tajne, publiczne-prawnie chronione, brak odpowiedzialności finansowej-pełna odpowiedzialność finansowa, awans za publikacje-pieniądze za sprzedany produkt). Ja też nie wierzę, że tych pieniędzy nie przejemy, pozorując badania naukowe.
          • sendivigius Re: no i też są bzdury 12.05.13, 12:05
            trzy.14 napisał:

            U na
            > s jest jeszcze realizowany projekt z IG na współpracę nauki z przemysłem, dobre
            > pieniądze w formie niewidzialnego dla fiskusa stypendium (a potem co niektórzy
            > mordy drą, że mało zarabiają), zgłoszeń było mniej niż miejsc).


            Profesor nie ma az tylu bratankow i zieciow ?


            > 4. Nikt tych pieniędzy nie dzielił dla profesorów, bo te pieniądze wyjątkowo ni
            > e zależały od widzimisię profesorskiego. Większość - z moich obserwacji - traf
            > iła do "młodzieży" niehabilitowanej.


            Pisala o tym jakis czas tem pewna profesor chemii z UW. Mowila ze wielosc i dostepnosc roznych funduszy "dla mlodych" powoduje ze niektorzy bardziej obrotni doktoranci zarabiaja wiecej od niej. No comments. ...ale nauka nie idzie w las.
            • trzy.14 Re: no i też są bzdury 12.05.13, 13:53
              1. Pisząc "U nas" - miałem na myśli województwo, w praktyce jego stolicę. Pieniędzmi dysponuje Urząd Miasta. Urzędnicy są raczej nieufni wobec profesury, naprawdę! I tak organizują te konkursy, by jak najszerszym łukiem ominąć administrację uczelnianą (co samo w sobie jest chore, acz całkowicie zrozumiałe).

              2. Łatwość zdobywania grantów przez "młodzież" to poważny problem dla takich staruchów jak ja. To, że mój doktorant kasuje więcej ode mnie mnie nie martwi. Martwi mnie to, że te pieniądze pozbawiają mnie grupy badawczej. Otóż (prawie) każdy młody uczestniczy w kilku (!) grantach, które niemal na siłę im się wpycha. Ba! Bez tych "własnych" grantów oni nie dostaną awansu, np. habilitacji. Jeżeli ja wystąpię o swój grant, to albo w nim zatrudnię NOWYCH MŁODYCH (studentów???), albo tych, co już są w kilku grantach. Tylko - po cholerę mi taki "dwuetatowiec"? Chyba że upowszechni się zwyczaj, żeby brać pieniądze z różnych źródeł za to samo.

              • oluuu Re: no i też są bzdury 12.05.13, 15:24
                To tak z ciekawości, zupełnie bez ironii: w jakiej dyscyplinie naukowej jest tak, że doktoranci mają po kilka grantów i się im wpycha? Serio pytam.
                • trzy.14 Re: no i też są bzdury 12.05.13, 17:59
                  Nauki ścisłe. W technicznych pewnie jest jeszcze więcej mamony.
                  Granty "wpychane" mogą pochodzić z programów PO KL (np. uczelnia dostała ponad sto (!) stypendiów na semestr do wykorzystania przez kilka lat i trzeba te stypendia "skonsumować"), PO IG (tu trzeba znaleźć przedsiębiorcę, który wystawi papier, że to, co robi doktorant, jest ważne dla tego przedsiębiorstwa), ewentualnie staże w przedsiębiorstwach (to te pieniądze są poza wzrokiem fiskusa, nawet PITu nie dostajesz). W pewnym sensie iuventus plus - pierwsza edycja (o ile ktoś się dowiedział na czas). Na wydziale co roku są też specjalne pieniądze na zadania badawcze "dla młodych" - nie są tak duże jak te wcześniej wymienione i podlegają zwyczajowym obostrzeniom, ale są i "starzy" nie mogą się do nich dobrać.
                  Znam przypadek (nie mojego) doktoranta, który miał jednocześnie 3 granty (doskonały dorobek + złożenie wniosków wszędzie gdzie się dało, potem "głupio zrezygnować"); inny doktor wykonywał jednocześnie grant NCN (3 lata), grant NCBiR (3 mies.) i lokalny Urzędu Miasta (rok) po którym miał "wepchnięte" stypendium PO KL (2 semestry); więc w żaden sposób nie szło namówić go na te iuventusiki i inne dobra, które leżą i czekają...
                  Inny przypadek z W-wy to adiunkt realizujący 4 granty "ogólnopolskie lub międzynarodowe" wykonywane jednocześnie z zakładką znacznie przekraczającą rok (znowu zdecydował doskonały dorobek naukowy).
                  Gdzie jest górna granica chyba nikt nie wie - nikt tego nie kontroluje, nikt nie koordynuje.
                  Uwaga: nie wszyscy tak mają; zdecydowana większość biduje na stypendium doktoranckim lub pensji podstawowej adiunkta.
                  W środkach z PO KL (wynagrodzenia za pracę administracyjną) dopiero rok temu weszła zasada, że opłacane z nich aneksy do umów o pracę nie mogą przekracać 40% pensji podstawowej.
                  Tyle na temat "zalewu pieniędzy" unijnych, a przecież nie jestem osobą szczególnie dobrze poinformowaną, rzeczywisty bajzel musi być znacznie większy niż to pojedynczej jednostce się wydaje.
                  • flamengista a to wszystko tłumaczy 12.05.13, 20:51
                    CytatNauki ścisłe

                    Pięknie, ale w humanistyce i naukach społecznych tak nie jest. I przyjmij to proszę do wiadomości:)
                  • juventusik_plus Re: no i też są bzdury 19.05.13, 13:00
                    Szanowny trzy.14!
                    Widzę ze cie bardzo boli, ze niektorzy mlodzi niehabilitowani potrafia zdobywac fundusze, wyjezdzac na stypendia i cos znaczyc w nauce miedzynarodowej, w przeciwieństwie do niektorych starszych osiedzialych, ktorzy chyba z zazdrości wytykają na forach, że dostaja mniej od nich i ze jest 'za duzo pieniedzy'. Prawdopodobnie 'za duzo pieniedzy' jest tam, gdzie sie ją rozdaje swoim, bez rzetelnych procesów recenzyjnych. Z tych miejsc rzeczywiście pieniadze nalezy zabrac (nie bede juz pisac co mam konkretnie na mysli, bo mnie wytniecie), gdyż są tam marnowane.

                    Pozwol, ze wyjasnie Tobie dlatego tak sie dzieje, ze niektorzy mlodzi dostaja duzo. Dzieje sie tak, bo mlodzi duzo pracuja, maja świeży umysł i nowe pomysly. Mlodzi nie boja sie wyjazdow w nowe srodowiska, czestych przeprowadzek i wspolpracy z nieznajomymi. Mlodzi maja wiekszy zapal i duzo wiecej checi niz starsi, dlatego nie przeraza ich praca w kilku grantach jednocześnie i aplikowanie o nowe fundusze.

                    A jesli chodzi o 'zalew kasy z UE' to mam pare pytan do Ciebie: czy zaaplikowałeś o grant unijny? co zrobiles aby Polska nie bylo platnikiem netto w środkach na nauke?

                    Jako fizyk masz całą masę możliwości o aplikowanie o kase z unii.

                    Zarzut ze jest 'za duzo pieniedzy' powinni podnosic ci, ktorzy rzeczywiście maja dużo kasy na badania, a nie ci, którzy im tego zazdroszczą, sami nic nie robiąc.
                    • trzy.14 Re: no i też są bzdury 19.05.13, 22:00
                      Pudło! Młodzi MUSZĄ wyjeżdżać; dobrze by było, żeby też czasem wracali (i żeby mieli *gdzie* wracać!!! Nie mają!).

                      Zazdroszczę młodzieńczej wiary w rzetelność procesów recenzyjnych. Tu nie o doskonałość dorobku chodzi tylko o mocne łokcie. W wolnej amerykance młodzi faktycznie przewyższają starych.

                      "mlodzi duzo pracuja, maja świeży umysł i nowe pomysly.
                      Mlodzi nie boja sie wyjazdow w nowe srodowiska, czestych przeprowadzek i wspolpracy z nieznajomymi. Mlodzi maja wiekszy zapal i duzo wiecej checi niz starsi,
                      dlatego nie przeraza ich praca w kilku grantach jednocześnie i aplikowanie o no
                      we fundusze."

                      1. Generalizujesz. To, co napisałeś dotyczy niektórych młodych i równie dobrze niektórych starych. Wątpię, byś pracował więcej ode mnie. Ja za to pozwolę sobie na inną generalizację: młodzi rzucają się jak wesz na grzebieniu, ale niczego nie potrafią zrobić dobrze. Bez prowadzenia za rączkę lub wsparcia zespołu są - znów generalizuję - w większości infinitezymalnymi kandydatami nauk.

                      2. Praca w kilku grantach mnie nie przeraża, podobnie jak brak wolnych sobót i urlopów. Przeraża mnie, że gdy mam kilka grantów, to rozliczam je tymi samymi dziełami lub zawalam w nich swój udział, bo doba ma tylko 24 godziny. Przeraża mnie, że oszukuję - biorę kasę za nic. Oszukuję, gdy biorę nowy grant, nie zakończywszy poprzedniego, bo nie rozliczyłem istniejących zobowiązań i wiem, że ani starego, ani nowego grantu nie rozliczę tak, jak bym rozliczył, gdym poświęcił się tylko jednemu. Przeraża mnie, że zawalam dydaktykę, zajęcia prowadzę z pożółkłych notatek, a robotę administracyjną zwalam na wydziałowych frajerów. Przeraża mnie, że
                      nie mam czasu dla rodziny.

                      Aby Polska nie była płatnikiem netto w wydatkach na naukę, trzeba rozwijać polski (= zarejestrowany w Polsce i tu płacący podatki) przemysł wysokich technologii. Aby Unia miała kasę na Twoje hobby, potrzebny jest unijny przemysł, który to zasponsoruje swoimi podatkami. Co zrobiłeś dla Unii, aby jej wydatki na naukę zwróciły się z naddatkiem?

                      "Dużo pieniędzy" to nie to samo, co "za dużo pieniędzy". Ich jest za dużo jak na nasze możliwości wykorzystania ich z sensem. I będzie z tym jeszcze gorzej. Problem z dystrybucją środków jest w wielu miejscach, nie tylko na uczelniach, ale i choćby w ustawie, a nawet naszej konstytucji. Przede wszystkim w mentalności.

                      Co zrobiłem dla Polski? Kształcę młodzież. Niczego lepszego zrobić nie można. Wątpię, byś zdążył to zrozumieć - prędzej zgorzkniejesz i winę za swoje niepowodzenia znajdziesz wszędzie, tylko nie w sobie.

                      • ethelfeld Re: no i też są bzdury 21.05.13, 19:23

                        > Przeraża mnie, że gdy mam kilka grantów, to rozliczam je tymi samymi d
                        > ziełami lub zawalam w nich swój udział, bo doba ma tylko 24 godziny.

                        Chwileczkę - piszesz rzeczywiście o sobie czy to tylko taka figura retoryczna ?
                        Mnie z kolei przeraża że niektórzy nie widzą niczego złego w finansowaniu tego samego badania w dziesięciu różnych grantach.
                        • trzy.14 Re: no i też są bzdury 22.05.13, 20:17
                          Gdy piszę o zawalaniu, to może lekko przesadzam, ale piszę o sobie, oczywiście, i wszystkich innych w takiej sytuacji.

                          Wchodzę na stronę młodej osoby, o której wiem, że ma lub miała 3 granty. Pierwsza publikacja - 2 autorów, podziękowania: "The work was supported by grants XXXXX and YYYYY and by the European QQQQ Program.
                          Autorów dwóch, granty 3, zasada szufladkowa Dirichleta.

                          W kolejnej publikacji autor1 rozlicza 1 grant, autor2 - 3 granty.
                          Jedna praca "załatwia" 4 projekty!!!

                          Jeżeli weźmiesz 2., 3. grant, to twoja produktywność od tego nie wzrośnie.
                          Albo dzielisz swoje prace na 2 czy 3 części i rozliczasz nimi w miarę po równo 2, 3 granty, albo rozliczasz tymi samymi pracami różne granty. Tertium non datur. (chyba, że jesteś cwany i kolejne granty dostajesz na utworzenie grupy badawczej - wtedy teoretycznie jesteś w stanie zwiększyć swoją produktywność).

                          Potem mamy takie kwiatki, że kierownik o fantastycznym dorobku (to nie o mnie :-) ) rozlicza 3-letni grant 3 pracami. Choć miał ich w tym czasie pewnie z 10.
                          I w tym sensie można mówić o zawalaniu grantu.
                          • ethelfeld Re: no i też są bzdury 23.05.13, 21:43
                            Ja mam na myśli z kolei taką sytuację - pewien pan wydał książkę na podstawie swojego doktoratu. We wstępie wymienia instytucje które go wspomagały finansowo w realizacji tego jednego zadania. Tych programów jest z dziesięć począwszy od wydziałowego grantu na publikację książki przez kwerendy w różnych uniwersytetach zachodnich po jakieś programy europejskie. Z tego co sam pisze we wstępie do książki sprzedał tę samą rzecz dobrych kilka razy. Może się nie znam, ale dla mnie to nieuczciwość.
                      • juventusik_plus Re: no i też są bzdury 22.05.13, 18:49
                        > Pudło! Młodzi MUSZĄ wyjeżdżać; dobrze by było, żeby też czasem wracali (i żeby
                        > mieli *gdzie* wracać!!! Nie mają!).

                        Teraz ludzie jada tam gdzie im lepiej, wiec nie zawsze "muszą wracać",
                        do Polski wracaja glowni Ci ktorzy znajda sobie dobre warunki i znajomych w okolicy, ktorzy moga ich wspomoc.

                        > Zazdroszczę młodzieńczej wiary w rzetelność procesów recenzyjnych. Tu nie o dos
                        > konałość dorobku chodzi tylko o mocne łokcie. W wolnej amerykance młodzi faktyc
                        > znie przewyższają starych.

                        Procesy recenzyjne sa dobre tam gdzie decyzje podejmowane sa kolegialnie, na podstawie recenzji kilku osob (w tym zagranicznych) i dyskusji. Gorzej jesli recenzenci sa brani z lapanki i maja ocenic w pare dni kilkaset wnioskow.
                        Nierzetelne recenzje moga pojawic sie wszedzie, jednak mozna temu przeciwdzialac. Przykladowo, ostatnio aplikowalem o pewne fundusze (nie w Polsce). We wniosku moglem napisac osoby ktorych chcialbym wukluczyc z grona potencjalnych recenzentow mojego wniosku.

                        > 1. Generalizujesz. To, co napisałeś dotyczy niektórych młodych i równie dobrze
                        > niektórych starych. Wątpię, byś pracował więcej ode mnie. Ja za to pozwolę sobi
                        > e na inną generalizację: młodzi rzucają się jak wesz na grzebieniu, ale niczego
                        > nie potrafią zrobić dobrze. Bez prowadzenia za rączkę lub wsparcia zespołu są
                        > - znów generalizuję - w większości infinitezymalnymi kandydatami nauk.

                        Zgadza sie, jesli chodzi o produkcje komentarzy an forum to Tobie nigdy nie dorównam. Jednak, jesli dobrze kojarze miejsce z ktorego jestes, nie jestem pewien co do efektywnosci pracy, gdyz teraz mlodzi habilitacje musza zrobic w pare lat, a nie w 20 lat jak to bywalo kiedys.
                        Ja bym Tobie radzil "infinitezymalnych mlodych" zrozniczkowac, to co zostanie lepiej bedzie sie nadawac. Nikt nie wymaga pracy z kiepskimi doktorantami. Chyba ze Twoim celem jest 3 wypromowanych i kolejny level u prezydenta.

                        > 2. Praca w kilku grantach mnie nie przeraża, podobnie jak brak wolnych sobót i
                        > urlopów. Przeraża mnie, że gdy mam kilka grantów, to rozliczam je tymi samymi d
                        > ziełami lub zawalam w nich swój udział, bo doba ma tylko 24 godziny. Przeraża m
                        > nie, że oszukuję - biorę kasę za nic.

                        Praca w ten sposob jest oszustwem. Gdy mowilem o kilku grantach nie mialem na mysli rozliczanie ich tymi samymi wynikami. Grant dostaje sie na zrobienie konkretnych badan. W sprawozdaniu wpisuje sie osiagniete wyniki.

                        Ludzie z "przemyslu wysokich technologii" maja swoje zabawki, ja mam swoje, ty masz swoje, kazdy ma swoje. Na tym swiat polega aby kazdy robil dobrze to, na czym sie znam i co lubi robic.
          • flamengista no ale w meritum się niestety zgadzamy 12.05.13, 20:48
            facet jest uznanym naukowcem, któremu się udało. Bez dwóch zdań i chwała mu za to.

            Jednak nie ma pojęcia o warunkach pracy polskich naukowcach, a więc i o przyczynach że jest taka bryndza. Reprezentuje dziedzinę, która nigdy nie była u nas zacofana, do tego świetnie wpisuje się we współpracę z przemysłem - więc jest git.

            Git jest, ale dla niego. Świetnie, że facet sobie radzi ale z jego diagnozy nic nie wynika dla przeciętnego Kowalskiego pracującego na polskiej uczelni.

            Wielki Profesor mówi mi, że "sky is the limit" a kasy jest jak lodu. Może dla Niego, nie dla mnie.

            Równie dobrze można mi zarzucić, czemu nie publikuję w QJE, w końcu Alesina właśnie tam opublikował artykuł. A też jest z Europy.

            Reasumując: syty głodnego nie zrozumie!
      • sendivigius Re: I znowu komuś puściły nerwy... 12.05.13, 09:26
        trzy.14 napisał:

        > Tu przynajmniej jest jakaś świeża myśl, jest nad czym się zastanowić.


        I owszem. Jest sie NAPRAWDE nad czym zastanowic. Cytat:

        Poza tym niestety w polskiej nauce nadal istnieje system feudalny, a w systemie badawczym zamkniętość, brak otwarcia na świat i krytykę. Jeżeli młody człowiek ma możliwość zarobienia szybkich pieniędzy i zdobycia dobrej pozycji społecznej, to dlaczego ma się męczyć za marne pieniądze w laboratorium feudała? Przykro to mówić, ale przez blisko 20 lat, przez jedno pokolenie, w Polsce dominowała negatywna selekcja kadr w nauce. Bardzo mało mówi się na ten temat, mówi się za to dużo i głośno o braku pieniędzy. Co jest jawną nieprawdą. Pieniędzy jest bardzo dużo.
        • ethelfeld A jak to się robi konkretnie 12.05.13, 11:08
          Pewien młody uczony, ceniony w środowisku wielokrotny grantobiorca, napisał raz artykuł, z którym ktoś zechciał polemizować. Polemika, która powstała była krytyczna, zwrócono w niej np. uwagę na to, że uczony ten zaczerpnął swoją oryginalną tezę z hasła encyklopedycznego, którego nie zacytował. Polemika została wysłana do czasopisma wydawanego przez jednostkę administracyjną, w której ów uczony jest zatrudniony - dodajmy, czasopisma renomowanego, wpisanego na listę ERIH i wiele innych. Polemika została zrecenzowana, pozytywnie zaopiniowana przez recenzenta, przyjęta do druku i zaplanowana do publikacji w natępnym numerze. Jednak się nie ukazała. Autor polemiki dostał z redakcji recenzję dodatkową tym razem negatywną - i tu uwaga - napisaną przez owego młodego uczonego. Redakcja wyjaśniła, że przeprasza za zamęt informacyjny, ale zleciła dodatkową recenzję ponieważ poprzednia była niewystarczająco gruntowna. Tożsamość dodatkowego recenzenta została ujawniona z uwagi na to, że sobie tego życzył.

          Nie obrażajmy feudalizmu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka