Dodaj do ulubionych

Prekariusze na uczelniach

12.02.18, 03:03
Taki tytul:

krytykapolityczna.pl/kraj/prekariusze-na-uczelniach/

A oto fragmenty:

W listopadzie zostałem profesorem w Polskiej Akademii Nauk. Moja profesorska pensja wynosi 3300 zł brutto miesięcznie, co przekłada się na 2574 zł spływające co miesiąc na konto.

Naukowcy w Polsce zawsze mieli niskie pensje, chociaż nie zawsze było tak źle, jak dziś. Profesor-senior w moim zakładzie wspominał ostatnio, że kiedy sam został docentem w 1980 roku, jego pensja była odrobinę wyższa od średniej krajowej. To oznacza, że PRL płacił naukowcom relatywnie lepiej niż III RP. Według GUS w grudniu 2017 roku średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 4973 zł, a więc zarabiam – jako profesor – blisko 1700 zł mniej.

W retoryce i w praktyce reformy naukowcy traktowani jednak byli jak lenie i nieroby, których trzeba nieustannie bodźcować, dyscyplinować i nadzorować – ponieważ inaczej będą tylko markować pracę. W tym celu zmieniono zasady zatrudniania, wprowadzając umowy terminowe, regularne oceny dorobku oraz wycenę pracy naukowców w punktach.

Państwo polskie zachowuje się więc jak klasyczny Janusz polskiego biznesu. Chce płacić grosze i mieć za to „światowy poziom”. Część polskiego biznesu już zrozumiała, że rzeczywistość działa na innych zasadach: za małe pieniądze dostaje się kiepski produkt. Do ministra jeszcze nie dotarło.


No comments chcialoby sie powiedziec. Z tym ze moim zdaniem kiepska sytuacja nauki wynika w duzej mierze z braku dobrego sektora R&D ktory bedacy w jednym lozku z biznesem musi placic i ma z czego placic. Wyalienowanie sie nauki w gronostaje, a zapomnienie o tym ze to biznes jak kazdy inny (o tyle o ile) spowodowalo to co spowodowalo. Nie ma ratunku droga pokrzykiwnia i odwolywania sie do etosu etc. Madry rzad powinien budowac (przez polityke nie wlasnorecznie) madry biznes a dalej juz pojdzie.
Obserwuj wątek
    • dystansownik Re: Prekariusze na uczelniach 12.02.18, 06:40
      sendivigius napisał:
      > Państwo polskie zachowuje się więc jak klasyczny Janusz polskiego biznesu. Chce
      > płacić grosze i mieć za to „światowy poziom”. Część polskiego biznesu już zroz
      > umiała, że rzeczywistość działa na innych zasadach: za małe pieniądze dostaje s
      > ię kiepski produkt. Do ministra jeszcze nie dotarło.


      Pytanie tylko jak to osiągnąć. Dorzucić więcej kasy do dziurawego wiadra? Smutna rzeczywistość ustroju kapitalistycznego jest taka, że albo robi się coś tanio i masowo, ale złej jakości, albo drożej, lepiej, ale też w mniejszym nakładzie.
      Zmiany miałyby sens gdyby uczelnie/instytuty/PAN nie tylko zaczęły płacić lepiej profesorom (czy w ogóle wszystkim pracownikom naukowym), ale też ograniczałyby ich ilość, aby wymóc walkę o stanowiska. Tu dochodzi kolejna sprawa, czyli konieczność pozbawienia naukowców "dożywotniej" profesury po osiągnięciu której 90% naukowców nie robi już nic, bo nic nie musi robić.

      > No comments chcialoby sie powiedziec. Z tym ze moim zdaniem kiepska sytuacja na
      > uki wynika w duzej mierze z braku dobrego sektora R&D ktory bedacy w jednym loz
      > ku z biznesem musi placic i ma z czego placic. Wyalienowanie sie nauki w gronos
      > taje, a zapomnienie o tym ze to biznes jak kazdy inny (o tyle o ile) spowodowal
      > o to co spowodowalo. Nie ma ratunku droga pokrzykiwnia i odwolywania sie do eto
      > su etc. Madry rzad powinien budowac (przez polityke nie wlasnorecznie) madry bi
      > znes a dalej juz pojdzie.

      Środowiska biznesowe nie są głupie. Od środowisk naukowych trzymają się z daleka i tylko co lepsze rodzynki ściągają do siebie, podkupując zdolnych aczkolwiek sfrustrowanych doktorantów/doktorów do swoich działów R&D.

      Brak współpracy nauki z biznesem to często efekt błędnego spojrzenia na role. Nam naukowcom wydaje się czasem, że jesteśmy tacy wspaniali, że to biznes powinien się bić o możliwość współpracy z nami (mam kolegów, którzy mocno w to wierzą). Niestety w praktyce jest odwrotnie, to my powinniśmy pokazać swoją wartość dla biznesu i zabiegać o względy firm komercyjnych.
      • sendivigius Re: Prekariusze na uczelniach 13.02.18, 03:31
        dystansownik napisał:

        > Środowiska biznesowe nie są głupie. Od środowisk naukowych trzymają się z dalek
        > a i tylko co lepsze rodzynki ściągają do siebie, podkupując zdolnych aczkolwiek
        > sfrustrowanych doktorantów/doktorów do swoich działów R&D.
        >
        > Brak współpracy nauki z biznesem to często efekt błędnego spojrzenia na role. N
        > am naukowcom wydaje się czasem, że jesteśmy tacy wspaniali, że to biznes powini
        > en się bić o możliwość współpracy z nami (mam kolegów, którzy mocno w to wierzą
        > ). Niestety w praktyce jest odwrotnie, to my powinniśmy pokazać swoją wartość d
        > la biznesu i zabiegać o względy firm komercyjnych.

        Aby podkupywac to R&D musi byc, i to dwutorowo, czesciowo finanasowany przez budzet a czesciowo przez firmy. Popatrz ile rzeczy zrobiono w takim ATT czy DuPont, czy obecnie w firmach bio-tech, o IT nawet nie wspomne.

        Ale w ogole idzie o to ze swiat sie zmienil. Te "fulbrajty" to juz nie te czasy i dodatkowo wiele dziedzin nauki ulega wyekpolatowaniu. To co bylo dobra publikacja za moich studenckich czasow dzis robi student na labie wstepnym, wystarczy ze wie w co kliknac. Natomiast naukowcy sa troche jak generalowie co najlepiej wiedza jak wygrac wojne ktora juz byla. W Polsce ten problem jest szczegolnie silny poprzez brak mobilnosci i jak to nazywam "ugronostajowienie" nauki. Wpuszczenie powietrza (= rynku) na pewno spowoduje zwezenie sie krzywej Gaussa. Ja jestem zwolennikiem roznicowania sie uniwersytetow, ale to wymaga wlasnie zdjecie ograniczen adminsitracyjnych w tym tej nieszczesnej habilitacji. Dobra, probowalismy miec "wielka nauke" wyszlo tyle ze nagrod Nobla = 0. Wiec nie udawajmy dalej. A to ze sa ludzie gotowi byc profesorami za 2540 PLN... Robi sie w ten sposob Ameryka Lacinska, niby cywilizacja europejska ale zadupie ze rozpacz.

        • dystansownik Re: Prekariusze na uczelniach 13.02.18, 07:42
          sendivigius napisał:
          > Aby podkupywac to R&D musi byc, i to dwutorowo, czesciowo finanasowany przez bu
          > dzet a czesciowo przez firmy.

          Niekoniecznie. Jeśli firma ma swój dział R&D i jest gotowa poświęcić część swoich zysków na prowadzenie badań, to może prowadzić je bez udziału państwa, dotacji budżetowej i uczelni. Nie jest takich przypadków dużo, ale są. Jeśli potrzebują kogoś z wiedzą ekspercką, to znajdują zdolnego człowieka z odpowiednia wiedzą, dają 2-3x tyle co uczelnia, albo i więcej, a większość takich osób jest gotowa zmienić pracę, choćby dla prowadzenia badań o praktycznym zastosowaniu, uniknięciu skostniałych uczelnianych układów, biurokracji, oraz oczywiście dla pieniędzy.

          > A to ze sa ludzie gotowi byc profesorami za 2540 PLN... Robi sie w ten
          > sposob Ameryka Lacinska, niby cywilizacja europejska ale zadupie ze rozpacz.

          Pytanie co ludzi motywuje. Znam naprawdę niewielu naukowców, których motywuje rzeczywista chęć odkrycia czegoś lub zgłębieni jakichś zagadnień. Większość szuka kasy i poklasku. Nie mówię, że kasa nie jest ważna, ale ci którzy jej poszukują, zwykle zarabiają ją na boku robiąc fuchy, a naukę spychają na boczny tor.
        • bumcykcyk2 Re: Prekariusze na uczelniach 15.02.18, 00:15
          sendivigius napisał:

          > A to ze sa ludzie gotowi byc profesorami za 2540 PLN... Robi sie w ten
          > sposob Ameryka Lacinska, niby cywilizacja europejska ale zadupie ze rozpacz.

          No tak, ale przecież to jest farsa. Tam się nie przychodzi codziennie do roboty, tylko podpisuje listę raz na jakiś czas. A wymagania to jest jakieś żenadne złożenie iluś tam stron rocznie do druku. Kumpel kiedyś "pracował" w INE PAN, tam ludzie mieli porejestrowane jakieś niby-wydawnictwa, jeden drugiemu wystawiał papier, że niby złożył u niego jakieś tam dzieło. Instytut sprzedawał też za kasę jakieś odznaki dla biznesu (były w różnych cenowych kategoriach, złote, srebrne czy podobnie...) i na tym trzepali dodatkowe pieniądze. Takie miejsca to synekury dla ludzi, których model życia wygląda jak u Żyda z przedwojennych opowiastek sądowych Wiecha. "Czym się oskarżony zajmuje? Sze kręcę, Wysoki Sądzie" :D
          • kardla Re: Prekariusze na uczelniach 15.02.18, 16:58
            Najbardziej właśnie nie lubię w Polsce konieczności tego nieustannego "załatwiania", "organizowania", "kombinowania".

            Przez to właśnie na uczelniach (i w innych miejscach, choćby NGO-sach), nawet osoby które naprawdę chciałyby i mogłyby robić dobrą robotę, marnują czas i możliwości swoich szarych komórek na obchodzenie głupiego systemu. Systemu, który jest zaprojektowany z myślą o tym że wszyscy kłamią, oszukują i organizują, a więc konieczne jest nieustanne dodawanie dodatkowych poziomów zabezpieczeń, co powoduje konieczność spędzania coraz większej ilości czasu na kombinowanie jak tu je obejść.
            W takich warunkach nic nie może działać poprawnie, bo po prostu nikt nie poświęca właściwym działaniom prawie żadnego czasu i wysiłku. :(
    • trzy.14 Re: Prekariusze na uczelniach 12.02.18, 18:30
      sendivigius napisał:

      > No comments chcialoby sie powiedziec. Z tym ze moim zdaniem kiepska sytuacja na
      > uki wynika w duzej mierze z braku dobrego sektora R&D ktory bedacy w jednym loz
      > ku z biznesem musi placic i ma z czego placic. Wyalienowanie sie nauki w gronos
      > taje, a zapomnienie o tym ze to biznes jak kazdy inny (o tyle o ile) spowodowal
      > o to co spowodowalo. Nie ma ratunku droga pokrzykiwnia i odwolywania sie do eto
      > su etc. Madry rzad powinien budowac (przez polityke nie wlasnorecznie) madry bi
      > znes a dalej juz pojdzie.

      Tak, tylko że to wszystko ma swoje głębokie, chciałoby się powiedzieć, korzenie historyczne. Na przykład Kulczycki publikuje taka mapę czasopism z listy B Wklejam poniżej). Gdzie tam jest chemia i fizyka, gdzie matematyka - czyli dziedziny, które są międzynarodową wizytówką polskiej nauki? NIE MA. Jest za to sekcja nauk ekonomicznych CK, jest NPK Śliwerski, są automatycy i robotycy przemalowani na informatyków od Taduusiewicza i Janiaka.

      To że fizyki nie ma w ogóle, chemia i matematyka pojawiają się zaś dopiero na wykresie szczegółowym (por. ekulczycki.pl/warsztat_badacza/raport-o-polskich-czasopismach-naukowych-stan-na-grudzien-2017-r/) to pokłosie stanu tych nauk w latach 70. ubiegłego wieku. 50 lat pracy!!!!!!! W tamtych czasach PRAWDZIWE PIENIĄDZE były na zagranicznych stypendiach, fundowanych wyłącznie przez zachodnie uniwersytety. Trzeba było być kimś, żeby się na nie załapać (a i konkurencji z Chin czy Iranu nie było). Dlatego ja mam wbite w głowę, że publikacje krajowe liczą się tyle, co papier, na którym je wydrukowano.

      To jednak przekłada się na obecne zamknięcie się "prawdziwej nauki" w wieży z kości słoniowej. Stara profesura (mat fiiz chem) nie wyrosła na kontraktach z wojskiem czy przemysłem, tylko na wyjazdach na Fullbrighty i tym podobnych atrakcjach. Stara profesura wyrosła na zamkniętych granicach, reglamentowanych towarach, telewizji z dwoma rządowymi kanałami i czarnorynkowym kursie dolara. Potrzeba co najmniej jednego pokolenia, może dwóch, by to jakoś postawić na nogi.

      Nie można bowiem być jednocześnie blisko przemysłu i mieć w CV artykuły w Nature i granty ERC, ja w każdym razie tego nie widzę. Jak chłopaki zaczynają robić pod biznes w systemie 1-2 dni w biznesie, reszta na uczelni, to uczelnia zawsze przegrywa, a na liście publikacji robi się wyrwa - odwrotnie proporcjonalna do dodatkowych przychodów na koncie.

      Cały czas żyjemy w okresie, w którym dokonuje się przewartościowanie tego, co w nauce (polskiej) jest potrzebne i godne wsparcia.

      https://ekulczycki.pl/wp-content/uploads/2018/02/all.png
      • dystansownik Re: Prekariusze na uczelniach 12.02.18, 20:06
        trzy.14 napisał:
        > Nie można bowiem być jednocześnie blisko przemysłu i mieć w CV artykuły w Natur
        > e i granty ERC, ja w każdym razie tego nie widzę. Jak chłopaki zaczynają robić
        > pod biznes w systemie 1-2 dni w biznesie, reszta na uczelni, to uczelnia zawsze
        > przegrywa, a na liście publikacji robi się wyrwa - odwrotnie proporcjonalna do
        > dodatkowych przychodów na koncie.

        Większość grantów ERC opiera się o badania podstawowe, zero praktycznego zastosowania. Tak samo publikacje, te punktowane u nas po 30 pkt wzwyż to w zdecydowanej większości efekt badań podstawowych. Podejrzewam, że niezależnie od dziedziny nauki.
      • sendivigius Re: Prekariusze na uczelniach 14.02.18, 01:32
        trzy.14 napisał:

        > Nie można bowiem być jednocześnie blisko przemysłu i mieć w CV artykuły w Natur
        > e i granty ERC, ja w każdym razie tego nie widzę. Jak chłopaki zaczynają robić
        > pod biznes w systemie 1-2 dni w biznesie, reszta na uczelni, to uczelnia zawsze
        > przegrywa, a na liście publikacji robi się wyrwa - odwrotnie proporcjonalna do
        > dodatkowych przychodów na koncie.

        Ta karczma Rzym sie nazywa. Przyjmujesz za absolutny i nienaruszalny pewnik ze ilosc publikacji jest zasadniczym celem nauki. Otoz nie - i, znowu idomem, tu jest pies pogrzebany. Od tego po prostu trzeba odejsc. Pytanie wiec jak oceniac prace zatrudnionych? Po prostu ocene z jakiegos CK przeniesc na poziom dziekana a nawet katedry. Tam golym okiem widac kto i do czego jest potrzebny. Natomiast panstwo (budzet) ocenia uniwersytet calosciowo - jest dobrze, czy jest zle. Jest dobrze = jest kasa i nie pytamy o szczegoly i durne administracyjne wyliczanki, jest zle = nie ma kasy = zamykamy wasz teatrzyk. De facto tak dzialaja uniwersytety prywatne w USA, a publiczne bedac na tym samym rynku w duzej mierze musza nasladowac. Uwazam ze nie ma szans na utrzymanie obecnego etatystycznego systemu. On dziala na sztucznym oddychaniu ale butelka z tlenem sie konczy. Zreszta, nikt nie mysli jej napelniac bo tlen potrzebuja tez inni. Tak sie kolko zamyka.
        • dobrycy Re: Prekariusze na uczelniach 14.02.18, 08:10
          sendivigius napisał:

          Po prostu ocene z jakiegos CK przeniesc na poziom dziekana
          > a nawet katedry. Tam golym okiem widac kto i do czego jest potrzebny.

          Profesor Marian to gorąco popiera! Polska nauka odeszła za daleko w punkty i publikacje
          a przecież w nauce chodzi o to aby profesor był jak król!

          >Natomias
          > t panstwo (budzet) ocenia uniwersytet calosciowo - jest dobrze, czy jest zle. J
          > est dobrze = jest kasa i nie pytamy o szczegoly i durne administracyjne wylicza
          > nki, jest zle = nie ma kasy = zamykamy wasz teatrzyk.

          No i tak w PL jest, Uczelnia dostaje kase za całość.


          De facto tak dzialaja uni
          > wersytety prywatne w USA, a publiczne bedac na tym samym rynku w duzej mierze m
          > usza nasladowac. Uwazam ze nie ma szans na utrzymanie obecnego etatystycznego s
          > ystemu. On dziala na sztucznym oddychaniu ale butelka z tlenem sie konczy. Zres
          > zta, nikt nie mysli jej napelniac bo tlen potrzebuja tez inni. Tak sie kolko za
          > myka.

          Obecny system to hybryda - wolny rynek jak w USA dla maluczkich i
          PRL dla wybranych.
          • sendivigius Re: Prekariusze na uczelniach 14.02.18, 16:48
            dobrycy napisał:

            > sendivigius napisał:
            >
            > Po prostu ocene z jakiegos CK przeniesc na poziom dziekana
            > > a nawet katedry. Tam golym okiem widac kto i do czego jest potrzebny.
            >
            > Profesor Marian to gorąco popiera! Polska nauka odeszła za daleko w punkty i pu
            > blikacje
            > a przecież w nauce chodzi o to aby profesor był jak król!

            Zauwaz ze jest tez wersja wydarzen ze prof. Marianowi mozna zamknac teatrzyk. Nie da sie stworzyc systemu ktory bedzie sie wylacznie opieral na algorytmach i twardych wyliczankach. Gdyby sie dalo to juz by byl dawno wszedzie.

            Kiedys czytalem w branzowym pismie porady pewnego profesora (z wiezy z kosci sloniowej). Pisze do niego licealista i nie wie jaki uniwersytet wybrac, bo moze taki albo taki albo owaki i tu jest taka klasyfikacja, a tu jest inna. Profesor mu odpowiada - zapytaj swojej babci z ktorego by najbardziej byla dumna i ten wybierz.
            • dobrycy Re: Prekariusze na uczelniach 14.02.18, 17:09
              sendivigius napisał:


              > Zauwaz ze jest tez wersja wydarzen ze prof. Marianowi mozna zamknac teatrzyk. N
              > ie da sie stworzyc systemu ktory bedzie sie wylacznie opieral na algorytmach i
              > twardych wyliczankach. Gdyby sie dalo to juz by byl dawno wszedzie.
              >
              Teraz też można jak prof. Marian pójdzie nie po politycznej linii. Punkty i papióry
              miały być lekarstwem na uznaniowość profesorów Marianów. Kiedyś profesur mówił
              niczym nasz diament, że ktoś jest gej i nieuk i to wystarczyło. A odkąd są punkty
              to już tak łatwo nie jest spuścić do kibla niewygodnego. To co proponujesz do powrót
              do stanu sprzed punktozy.


              > Kiedys czytalem w branzowym pismie porady pewnego profesora (z wiezy z kosci sl
              > oniowej). Pisze do niego licealista i nie wie jaki uniwersytet wybrac, bo moze
              > taki albo taki albo owaki i tu jest taka klasyfikacja, a tu jest inna. Profesor
              > mu odpowiada - zapytaj swojej babci z ktorego by najbardziej byla dumna i ten
              > wybierz.

              Proponuje iść z duchem czasu i zaprząc do tego DNN (głęboką sieć neuronową) która
              bedzie ewaluować polskich uczonych. Co prawda pewnie bedzie robić głupoty
              większe niż CK razem z Marianem na czele, ale przynajmniej bez własnego interesu.
              • bumcykcyk2 Re: Prekariusze na uczelniach 15.02.18, 00:22
                dobrycy napisał:

                > A odkąd są punkty to już tak łatwo nie jest spuścić do kibla niewygodnego.

                To zależy. Można na przykład dać mu umowę na rok, a potem nie przedłużyć. "Ależ nikt Pana nie wyrzuca, Panu po prostu skończyła się umowa!" :D
    • whiteskies Re: Prekariusze na uczelniach 12.02.18, 23:19
      On nie napisał że tyle zarabia. Napisał ze tyle wynosi pensja. Tak długo jak pensja nie będzie odzwierciedlać zarobków i jednocześnie nie będzie godziwa będziemy mieli w nauce cwaniaków zamiast naukowców.
    • dobrycy Re: Prekariusze na uczelniach 13.02.18, 22:35
      lightsmyth napisał(a):

      > Jak ktoś w polskiej nauce zarabia miesięcznie 2500 to jest lewus a nie naukowie
      > c, tym bardziej profesor. :D
      Hmm a Ty ile w polskiej nauce zarabiasz?
    • dobrycy Re: Prekariusze na uczelniach 13.02.18, 22:46
      sendivigius napisał:

      > Taki tytul:
      >
      > krytykapolityczna.pl/kraj/prekariusze-na-uczelniach/
      >
      > A oto fragmenty:
      >
      > W listopadzie zostałem profesorem w Polskiej Akademii Nauk. Moja profesorska pe
      > nsja wynosi 3300 zł brutto miesięcznie, co przekłada się na 2574 zł spływające
      > co miesiąc na konto.
      >
      Wie ktoś gdzie są opublikowane widełki dla PANu? Bo jeżeli to prawda to suchy chleb i bułki które odkładam dla kur wyślę kolegom z PANu.

      > Naukowcy w Polsce zawsze mieli niskie pensje, chociaż nie zawsze było tak źle,
      > jak dziś. Profesor-senior w moim zakładzie wspominał ostatnio, że kiedy sam zos
      > tał docentem w 1980 roku, jego pensja była odrobinę wyższa od średniej krajowej
      Jak sie PRL kończył to byłem nastolatkiem, więc niech mnie ktoś poprawi
      ale wydaje mi się że pensja i pieniądze to wtedy nie był problem. Bardziej
      szło o to że jak ktoś pracował na uczelni, to nie miał co wynieść z pracy
      ani jak załatwić deficytowego towaru, który był wart więcej niż pieniądze.
      Co taki pracownik uczelni mógł załatwić poza egzaminami na modnych kierunkach?


      > . To oznacza, że PRL płacił naukowcom relatywnie lepiej niż III RP. Według GUS
      > w grudniu 2017 roku średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 4
      > 973 zł, a więc zarabiam – jako profesor – blisko 1700 zł mniej.

      Ta wysokość wypłaty to zakamuflowany komunikat, że praca profesora nie jest nikomu
      potrzebna, a na razie nie wypada go zwolnić (ale jakiś fortel już sie pewnie szykuje)


      >
      > W retoryce i w praktyce reformy naukowcy traktowani jednak byli jak lenie i nie
      > roby, których trzeba nieustannie bodźcować, dyscyplinować i nadzorować – poniew
      > aż inaczej będą tylko markować pracę. W tym celu zmieniono zasady zatrudniania,
      > wprowadzając umowy terminowe, regularne oceny dorobku oraz wycenę pracy naukow
      > ców w punktach.

      Patrz punkt wyżej.

      >
      > Państwo polskie zachowuje się więc jak klasyczny Janusz polskiego biznesu. Chce
      > płacić grosze i mieć za to „światowy poziom”. Część polskiego biznesu już zroz
      > umiała, że rzeczywistość działa na innych zasadach: za małe pieniądze dostaje s
      > ię kiepski produkt. Do ministra jeszcze nie dotarło.

      >
      Światowy poziom to tylko pretekst aby sie pozbyć uczonków. Akurat polscy
      politycy wiedzą że polscy uczeni są głupi jak but (w sensie społecznym) i wystarczy
      im powiedzieć ze jak będą mieli nobla albo wejdą do pierwszej setki rankingu
      to sie im dzwignie pensje (ale najpierw trzeba sie pozbyć ich kolegów, nierobów).
      To coś jakby obiecywać świni że sie jej nie przerobi na kotlet jak sie nauczy latać.


      > No comments chcialoby sie powiedziec. Z tym ze moim zdaniem kiepska sytuacja na
      > uki wynika w duzej mierze z braku dobrego sektora R&D ktory bedacy w jednym loz
      > ku z biznesem musi placic i ma z czego placic. Wyalienowanie sie nauki w gronos
      > taje, a zapomnienie o tym ze to biznes jak kazdy inny (o tyle o ile) spowodowal
      > o to co spowodowalo. Nie ma ratunku droga pokrzykiwnia i odwolywania sie do eto
      > su etc. Madry rzad powinien budowac (przez polityke nie wlasnorecznie) madry bi
      > znes a dalej juz pojdzie.

      Rząd nie jest głupi, tylko jego cele są często inne niż się ludziom zdaje.
    • anonimka.7 Re: Prekariusze na uczelniach 14.02.18, 00:04
      Podejrzewam, że część osób wybrała pracę na uczelni, aby uciec przed wojskiem. Jeszcze kilka lat temu była zasadnicza służba wojskowa.
      • dobrycy Re: Prekariusze na uczelniach 14.02.18, 08:04
        anonimka.7 napisał(a):

        > Podejrzewam, że część osób wybrała pracę na uczelni, aby uciec przed wojskiem.
        > Jeszcze kilka lat temu była zasadnicza służba wojskowa.
        Zasadnicza służba wojskowa była limitowana do 28 lat. Natomiast SPR był bez limitu, więc praca na uczelni tylko odwlekała nieuniknione, no i dawała szanse
        na SPR, chociaż do tego wystarczyło skończyć studia, praca na uczelni tu nic nie dawała.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka