sendivigius
12.02.18, 03:03
Taki tytul:
krytykapolityczna.pl/kraj/prekariusze-na-uczelniach/
A oto fragmenty:
W listopadzie zostałem profesorem w Polskiej Akademii Nauk. Moja profesorska pensja wynosi 3300 zł brutto miesięcznie, co przekłada się na 2574 zł spływające co miesiąc na konto.
Naukowcy w Polsce zawsze mieli niskie pensje, chociaż nie zawsze było tak źle, jak dziś. Profesor-senior w moim zakładzie wspominał ostatnio, że kiedy sam został docentem w 1980 roku, jego pensja była odrobinę wyższa od średniej krajowej. To oznacza, że PRL płacił naukowcom relatywnie lepiej niż III RP. Według GUS w grudniu 2017 roku średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 4973 zł, a więc zarabiam – jako profesor – blisko 1700 zł mniej.
W retoryce i w praktyce reformy naukowcy traktowani jednak byli jak lenie i nieroby, których trzeba nieustannie bodźcować, dyscyplinować i nadzorować – ponieważ inaczej będą tylko markować pracę. W tym celu zmieniono zasady zatrudniania, wprowadzając umowy terminowe, regularne oceny dorobku oraz wycenę pracy naukowców w punktach.
Państwo polskie zachowuje się więc jak klasyczny Janusz polskiego biznesu. Chce płacić grosze i mieć za to „światowy poziom”. Część polskiego biznesu już zrozumiała, że rzeczywistość działa na innych zasadach: za małe pieniądze dostaje się kiepski produkt. Do ministra jeszcze nie dotarło.
No comments chcialoby sie powiedziec. Z tym ze moim zdaniem kiepska sytuacja nauki wynika w duzej mierze z braku dobrego sektora R&D ktory bedacy w jednym lozku z biznesem musi placic i ma z czego placic. Wyalienowanie sie nauki w gronostaje, a zapomnienie o tym ze to biznes jak kazdy inny (o tyle o ile) spowodowalo to co spowodowalo. Nie ma ratunku droga pokrzykiwnia i odwolywania sie do etosu etc. Madry rzad powinien budowac (przez polityke nie wlasnorecznie) madry biznes a dalej juz pojdzie.