Dodaj do ulubionych

naprodukcja doktorów

16.02.04, 22:29
zgadzacie sie? robi sie powoli fabryka
Obserwuj wątek
    • fotto Re: naprodukcja doktorów 16.02.04, 22:52
      tak zgadzam się, ale zrobić doktorat u mnie na uczelni(politechnika Gdańska) nie
      jest tak prosto. Zgadzam się jest duzo doktorantów, ale poziom tez jest zachowany.
      O innych i inne uczwelnie się nie martwię, tytuł tytułem liczy się wiedza!!!
    • dyndu_dyndu Re: naprodukcja doktorów 17.02.04, 12:40
      Poniekąd masz rację. Podobnie zresztą jest z magistrami.
      Mimo wszystko jednak uważam to za pozytywny objaw, chyba lepiej mieć za dużo
      doktorów w społeczeństwie niż za mało, nie sądzisz?
      W końcu wiedza jakby nie było jest motorem napędowym wszelkiego rozwoju.
      A uzyskać tytuł doktora na państwowej uczelni nie jest znowu tak łatwo, jakby
      się mogło wydawać.
      • agricola Re: nadprodukcja doktorów 17.02.04, 12:52
        << lepiej mieć za dużo doktorów w społeczeństwie niż za mało, nie sądzisz?

        to może zacznijmy rozdawać tytuły, bedziemy mieć jeszcze wiecej ;)

        > W końcu wiedza jakby nie było jest motorem napędowym wszelkiego rozwoju.

        wiedza tak, ale sam tytuł jej nie gwarantuje... uprzedzam że wypowiadam sie
        jako humanista...

        > A uzyskać tytuł doktora na państwowej uczelni nie jest znowu tak łatwo, jakby
        > się mogło wydawać.

        e tam, w humanistyce nie jest trudno
        • dyndu_dyndu Re: nadprodukcja doktorów 17.02.04, 13:17
          Rzeczywiście masz rację, w życiu nie chodzi przecież o to, żeby sobie wzajemnie
          nadawać tytuły :)
          Wypowiadasz się z punktu widzenia humanisty! A gdzie medycyna, biotechnologia?
          Gdzie nauki ścisłe? Tam też jest tak łatwo?

          Ludzie, nie bądźmy małostkowi. Często jest tak, że osoby z tytułem magistra w
          życiu nie przeczytały z własnej woli żadnej książki ( niestety), wiedzą ogólną
          i człowieczeństwem nie dorównują tym z wykształceniem zawodowym. I nie dla
          takich osób jest to forum, zaznaczam.
          W końcu dyplom można też kupić na bazarze, nie? :):):)

          • 2kidydes łatwo napisać doktorat? 18.02.04, 11:44
            nie zgadzam się, że napisanie "humanistycznego" doktoratu jest szczególnie
            łatwe. Dobry doktorat z historii to więcej pracy, niż z nauk przyrodniczych
            (wiem co mówię, bo sam taki napisałem i miełem porównanie z kolegami - fizykami
            i biologami).

            Inna sprawa, że można napisać kiepsko... ludzi bronią habilitacje, które
            wyglądają jak słabe doktoraty.

            Ważniejszy niż liczba doktorów, jest poziom ich prac i jakość wykształcenia,
            jakie zdobywają
            • rolka5 Re: łatwo napisać doktorat? 18.02.04, 12:43
              Sluchajcie, chyba nie ma co sie licytowac, latwo czy nie latwo i z jakiej
              dziedziny latwiej :) Szanujmy nawzajem inne dziedziny nauki, bo chyba dobry (!)
              doktorat nie jest 'latwo' nigdzie napisac, prawda?

              Swoja droga, to mam szczescie, bo u mnie na roku nie ma zbyt wielu doktorantow,
              ale rozmawialam ze znajomymi, u ktorych jest 100 (chemia, dzienne!) albo nawet
              wiecej... nawet sie wszyscy nie maja okazji poznac. Czy u was tez tak jest???
            • vicca-magda Re: łatwo napisać doktorat? 18.02.04, 23:27
              tak? - czylo ile godzin dziennie Ci zajmowala praca nad tym "dobrym doktoratem
              z historii"? - 8?, 10?, 12?, 15?...

              "Dobry doktorat z historii to więcej pracy, niż z nauk przyrodniczych" - juz
              myslalam, ze masz i taki... - szkoda, bo wtedy wiedzialbys o czym mowisz, a
              tak? -

              M.
              • 2kidydes Re: łatwo napisać doktorat? 24.02.04, 11:09
                z pięciu i pół roku, które poswięciłem na napisanie go, pracowałem intensywnie
                przez jakieś dwa i pół roku (poza tym okresem - kilka godzin dziennie). Z tego
                pół roku spędziłem w mieście innym, niż moje, siedząc 9 godzin dziennie w
                archiwum i pracując wieczorami i nocami. Pozostałe dwa lata zajęło mi
                opracowanie materiału i pisanie - wyszło mi 550 stron.
                Ty pewnie nie napisałaś tyle przez całe życie, a przeczytałaś może z połowę
                tego, co ja musiałem (przez całe życie, oczywiście).

                pzdr.
                • vicca-magda Re: łatwo napisać doktorat? 29.02.04, 12:43
                  padam na kolana przed szanowną jego Doktorskością Humanistyczną - nie tylko do
                  tego momentu, ale i życia mi braknąć może na przeczytanie i napisanie tylu
                  stron, tylu słów, co pan doktor zdołał...
                  wszelkie prace z innych dziedzin nic warte nie są... nauki ścisłe? - kto by
                  takimi sobie głowę zawracał - nic nie zmienią, nic nie znaczą, nikt tego nie
                  czyta i z nich nie korzysta - zresztą! - na pracę doświadczalną i opracowanie
                  wyników byle półgłowkowi (który i tak nie czyta...) - jedynie 3-4 lat
                  potrzeba...
                  ave! boski historyku,
                  gdybyś zszedł na chwilę na nasz przyrodniczy (pa)dół - może szansa na jakieś
                  nowe źródło energii, nową terapię w końcu przed ludzkością by rozbłysła....
                  a tak - jedynie Twoim "pzdr" po wybuchu urażonego ego musimy się zadowolić...
                  przykro mi bardzo,
                  eM
                  • 2kidydes Re: łatwo napisać doktorat? 01.03.04, 00:50
                    przecież nie pisałem, że nauki ścisłe są niepotrzebne (nie myślę tak). Chylę
                    czoła przed Waszymi eksperymentami, chociaż chyba nie w każdym wypadku trwają
                    aż 3-4 lata). Nie sądzę też, żeby doktoraty z nauk przyrodniczych pisały
                    wyłącznie półgłówki.
                    O ile pamiętam to Ty napisałaś, że napisać doktorat humanistyczny to jak
                    odkręcić butelkę wody mineralnej. Że to łatwe, odtwórcze i krótko trwa. Nie
                    zawsze tak jest, moim zdaniem nie częściej, niż w przypadku nauk
                    przyrodniczych, w których też się zdarzają kiepskie badania i niedobre prace.
                    Nie chodzi o moje urażone ego (nie tak łatwo mnie urazić... wiesz, w
                    przeciwieństwie do "przyrodników", dużo czytam :), tylko o zaprzeczenie głupim
                    stereotypom.
                    Nie gniewaj się.

                    pozdrowienia,
                    2

                    PS. jeszcze się nie obroniłem, czekam na ostatnią recenzję.
                    • arcykr Re: łatwo napisać doktorat? 26.03.04, 19:12
                      2kidydes napisał:

                      > przecież nie pisałem, że nauki ścisłe są niepotrzebne (nie myślę tak). Chylę
                      > czoła przed Waszymi eksperymentami, chociaż chyba nie w każdym wypadku trwają
                      > aż 3-4 lata).
                      Tylko czasem 30 godzin bez przerwy... Ale przy 5 wypitych kawach to nic
                      takiego. :-)
            • agricola Re: łatwo napisać doktorat? 19.02.04, 10:36
              Pisanie doktoratu z historii jest na pewno bardzo czasochłonne (siedzenie po
              archiwach, szperanie w źródłach, czasem siedzisz cały dzień i nic ciekawego nie
              znajdujesz) ale jest łatwiejsze niż napisanie dotkratu z fizyki teoretycznej
              czy biochemii... amator miałby mniej problemów z napisaniem...

              uważam ze napisanie doktoratu z historii jest porównywalne z napisaniem
              doktoratu z filozofii (w stylu: proble "czegoś tam" w filozofii "kogoś tam"_,
              politologii, itd.

              • dyndu_dyndu Re: łatwo napisać doktorat? 19.02.04, 12:28
                Nie wiem, może się mylę, ale doktoraty "odtwórcze","kompilacyjne" (nazwijcie je
                jak chcecie) łatwiej jest napisać niż te opierające się na badaniach. Sama
                piszę taką pracę i nie uważam jej za szczególnie trudną. Podobnie prace moich
                kolegów z wydziału. Owszem, może i są pracochłonne, ale łatwe. Jasne, że
                stawiamy swoją tezę i cała filozofia polega na tym,żeby ją właściwie obronić,
                ale nie jest to nic odkrywczego (na ogół). Jasne, że jeśli ktoś pisze np
                doktorat z historii i odkrywa dotąd nieznane fakty, to będzie to praca
                odkrywcza. Ale już prace np prawników są czysto odtwórcze. Kopiujemy siebie
                nawzajem, chociaż pewnie teraz spadnie na moją głowę grom obelg :)
                Wydaje mi się, że przeciętnie inteligentna osoba jest w stanie napisać pracę,
                choć może już być gorzej z obroną :)
                Trochę mi głupio, jak porównuję swoją grzebaninę z np. medykami, którzy
                naprawdę robią coś dobrego dla ludzkości.
                Co o tym sądzicie?
                • r.richelieu Re: łatwo napisać doktorat? 19.02.04, 15:50
                  Tylko szkoda, że odkrywczość przesunęła się tak bardzo w górę, że teraz już
                  nawet doktor nie jest w obowiązku silić się na oryginalność.

                  Co do licytacji, hihi, nie wiem jak porównywać długie ślęczenie w archiwach u
                  historyka z 2000 ankiet o 60-70 pytaniach, które trzeba przeprowadzić samemu.
                  Kiedy przypomi się sobie jak omija się szerokim łukiem panny ankieterki na
                  ulicach, które w końcu też pracują dla jakiejś organizacji.. A każda z nich
                  jest w stanie na dzień góra 3 osoby skutecznie zaczepić.
                • rolka5 Re: łatwo napisać doktorat? 19.02.04, 16:51
                  Doktoraty odtworcze i kompilacyjne? :))) Bardzo fajnie to brzmi :)))

                  Moje wrazenie: niestety w Polsce juz podczas studiow nie wymaga sie od studentow
                  specjalnie wielkiego wysilku zeby napisac cos oryginalnego, od siebie
                  (przepraszam jesli kogos uraze - to wynik jedynie osobistych obserwacji i nie
                  znaczy to, ze troche bardziej ambitni studenci tego nie robia). Tamczasem np. w
                  Anglii, czy Holandii na zajeciach 'tepi' sie studentow od pierwszego roku przy
                  jakimkolwiek podejrzeniu plagiatu (takie sprawy sa wlasciwie ciagle...). Jesli
                  doktorat nie bedzie oryginaly i nie udowodnisz, ze wnosisz cos nowego swoja
                  praca to raczej nie masz szans sie obronic... Wiekszosc osob ktore znam prowadzi
                  wlasne 'badania' w naukach humanistycznych.
                  • dyndu_dyndu Re: łatwo napisać doktorat? 20.02.04, 15:51
                    Teoretycznie w Polsce jest tak samo, Twoja praca musi wnosić coś nowego. A w
                    praktyce...szkoda gadać! Wystarczy poczytać choćby książki pisane przez
                    niektórych pracowników uczelni, wszędzie to samo, tylko w różny sposób ujęte.

                    Myślę jednak, że nie jest to do końca wina doktorantów, którzy
                    najczęściej "gonią własny ogon", żeby zarobić kasę, bo stypendium jest
                    śmiesznie niskie. A - jak sama wspominalaś - stypendium w Anglii wystarcza
                    spokojnie na utrzymanie i jeszcze zwiedzanie.
                    Jeśli ktoś nie musi poświęcać swojego czasu na dorabianie do pensji, to może
                    więcej energii poświęcić na pracę.
                    Ale wymyśliłam argument, nie?
                    Zaraz mnie zjedzie loża szyderców :):):)
                    • rolka5 Re: łatwo napisać doktorat? 20.02.04, 17:24
                      Tak, oczywiscie, ze jest to inna sytuacja, kiedy mozna calkowicie pozwiecic sie
                      "nauce" i nie myslec za duzo o tym, czy starczy pieniedzy... Dlatego mysle, ze
                      jest to duze poswiecenie, pisac doktorat w takiej sytuacji, o ktorej mowisz.
                      Wiem, ze czasem jeszcze i uczelnia nie bardzo pomaga... Cale szczescie, ze
                      znajduja sie ludzie, ktorym mimo wszystko sie "chce" :) Trzymajcie sie :)))
                • agricola Re: łatwo napisać doktorat? 19.02.04, 20:44
                  <<Jasne, że jeśli ktoś pisze np. doktorat z historii i odkrywa dotąd nieznane
                  <<fakty, to będzie to praca odkrywcza.

                  etam odkrywcza, po co komu nowe, nieznane dotad fakty np. o wsi "Zapiecek" w
                  końcu XVII wieku
                    • agricola Re: łatwo napisać doktorat? 21.02.04, 10:15
                      > No na przykład mnie, może moja pra-pra-prababcia stamtąd pochodzi? :):):)

                      ;) to wtedy wynajmujesz sobie specjalistę i on ci szuka informacji na temat
                      babci...
                      nauka powinna byćużyteczna... przecież naukowcy utrzymuja się w duzej części z
                      pieniędzy podatników... niech udowodnia swa przydatność
                      • 2kidydes Re: łatwo napisać doktorat? 26.02.04, 12:15
                        "Przydatne" są nie tylko prace , których efekty można wykorzystać w przemyśle.
                        Fizyka teoretyczna tez jest przydatna, miomo, że nie ma zastosowań. A badania
                        historyczne są potrzebne, bo wzbogacają kulturę. Mogą się przydawać także w
                        sensie dosłownym, ale trudno to przewidzieć.
                        Wracam do przydatności polegającej na wzbogacaniu kultury: jak wstąpimy do Unii,
                        będzie różnica między nami, a Bułgarią, której historia jest mniej zbadana, a
                        "kultura słabsza". Będą dostawać mniej pieniędzy unijnych na cele kulturalne -
                        takie ma to np. znaczenie finansowe, jeśli o tego rodzaju "efektywność" Wam chodzi.

                        pzdr.,
                        2.
              • filip.melanchton Re: łatwo napisać doktorat z filozofii ? 25.03.04, 15:18

                >
                > uważam ze napisanie doktoratu z historii jest porównywalne z napisaniem
                > doktoratu z filozofii (w stylu: proble "czegoś tam" w filozofii "kogoś tam"_,
                > politologii, itd.



                No i właśnie- wychodzi ta "ogólna erudycja" o której było na początku. "Problem
                czegoś tam w filozofii kogoś tam" to historia filozofii, wymaga szerokiego
                ujęcia, a więc obeznania w CAŁEJ filozofii i niekoniecznie musi być odtwórcza
                (i zwykle nie jest) bo często stawia pytania żywe dziś.Wymaga to nie tylko
                kopania w literaturze, ale i solidnego ruszenia głową, czasem nie pozwalającego
                zasnąć.
                Swoją drogą przyrodnicy mogliby zajrzeć do kilku pozycji z filozofii nauki,
                żeby w ogóle wiedzieli czym się zajmują i co robią :)
                >
    • miriammiriam Re: naprodukcja doktorów 01.03.04, 20:00
      żenująca jest dyskusja o wyższości nauk przyrodniczych nad humanistyką i na
      odwrót. jeśli na takim poziomie są teraz doktoranci to faktycznie mamy
      nadprodukcję.....
      o tym, czy ktoś napisze twórczą pracę nie decyduje dziedzina, którą się
      zajmuje, lecz indywidulane zdolności. poza tym ów sztywny podział na
      przyrodnicze i humanistyczne jest dość toporny i w wielu obszarach się zaciera,
      należy tutaj choćby szeroko rozumiana kognitywistyka.
      • vicca-magda Re: naprodukcja doktorów 05.03.04, 00:57
        ... która zresztą też jest dzielona na humanistyczną i ścisłą...
        ...gratuluję poczucia wyższości nad "żenująco" niski poziom reprezentującymi
        przyszłymi doktorami...
        tym bardziej, że (o dziwo!) - nie ma w żadnej rozmowie wzmianki o "wyższości
        świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy" - a jedynie o trudności
        napisania pracy doktorskiej..
        bolesne..
        • miriammiriam Re: naprodukcja doktorów 05.03.04, 14:51
          vicca-magda napisała:

          > ... która zresztą też jest dzielona na humanistyczną i ścisłą...
          > ...gratuluję poczucia wyższości nad "żenująco" niski poziom reprezentującymi
          > przyszłymi doktorami...
          > tym bardziej, że (o dziwo!) - nie ma w żadnej rozmowie wzmianki o "wyższości
          > świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy" - a jedynie o trudności
          > napisania pracy doktorskiej..
          > bolesne..

          widze, że bardzo cierpisz mecząc ten swój doktorat....:P
          • vicca-magda Re: naprodukcja doktorów 05.03.04, 20:17
            dziekuje za wspolczucie - potrafie docenic plynacy prosto z serca wybuch
            empatii..
            musze Cie jednak rozczarowac - przymiotnik przeze mnie uzyty odnosil sie do
            Twojego braku umiejetnosci analizowania slowa pisanego -
            a zatem ponownie komentarz okazal sie nieuzasadniony...
      • agricola Re: naprodukcja doktorów 05.03.04, 19:00
        > żenująca jest dyskusja o wyższości nauk przyrodniczych nad humanistyką i na
        > odwrót. jeśli na takim poziomie są teraz doktoranci to faktycznie mamy
        > nadprodukcję.....

        nie zauważyłem żeby ktoś tu dyskutował o wyższości nauk humanistycznych i
        przyrodniczych... coś nie doczytałaś...

        > o tym, czy ktoś napisze twórczą pracę nie decyduje dziedzina, którą się
        > zajmuje, lecz indywidulane zdolności.

        > poza tym ów sztywny podział na
        > przyrodnicze i humanistyczne jest dość toporny i w wielu obszarach się
        zaciera, należy tutaj choćby szeroko rozumiana kognitywistyka.

        nie można porównywać historii do chemii, całkowicie inny przedmiot badań...
        historia to taka literatura, chemia to nauka ekperymentalna... pokaż mi
        eksperyment w historii
        • miriammiriam Re: naprodukcja doktorów 05.03.04, 21:06
          niestety moi drodzy zaproszenie do obrzucania się piachem z piaskownicy zostało
          rozpatrzone negatywnie.
          nawiasem mówiąc: rurznica miendzy chistoriom a hemiom jezd taka że jedno sie
          pisze pżez "ch" a drógie przez "samo h" - tylko holera nie wiem nigdy kture
          jezd kture
            • miriammiriam Szacowna Pani vicca-magda 06.03.04, 20:38
              Przewodnicząca komisji ds Pisakowinicy,
              Cosik sie paniusi pokiełabasiło we łbie, gdyż ja niżej podpisana Alojza
              Piźdikowiczówna żadnego podania do waszej komisji nie składała. Była ja tylko
              naocznym świadkiem jakieśta sie błotem obrzucali, nazwała was durniami, bo
              takie duze a jak dziecioki sie przezywajom i nieczego za ta trafna diagnoza od
              was nie chca. Żadnych roszczyń do was ni mom.
              krzyz na droga
              +++
              • vicca-magda Re: Szacowna Pani vicca-magda 09.03.04, 11:22
                ano!

                a nikt sie blotem nie obrzucal, jeno piaskiem jak juz - az tu przyszla jedna
                pani Piźdikowiczówna i dzieciom sie bawic zabronila - bo nie wypada, bo to nie
                tak, etc.

                a zatem juz domyslne podanie li odrzucone zostalo - nikt "wiedzacych-lepiej"
                nie lubi bowiem...

          • agricola Re: naprodukcja doktorów 06.03.04, 10:12
            miriammiriam

            wybacz wydaje mi sie ze obyczaje z piaskownicy, to ty wprowadzasz...
            ze stwierdzenia faktu, iż historia w sposób zasadniczy różna od chemii (inny
            przedmiot badań, całkowicie inne metody badawcze) robisz aferę...

            zupełenie nie wiem o co ci chodzi

            Nie rozumiem, dla czego nie mozna dyskutować na temat, która z dziedzin jest
            łatwiejsza dla człowieka z ulicy...
            daj amatorowi doktorat z chemii (czy fizyki) i doktorat z historii. ten
            pierwszy bedzie dla niego jak czarna magia, ten drugi bedzi przypominał po
            prostu ksiażke, tylko żze o wiele nudniejsza... ;)

            PS: jestem historykiem
            • rilian Re: naprodukcja doktorów 06.03.04, 13:29
              Panie i Panowie!

              To parragone nauk do niczego nie prowadzi!... Jeśli ktoś ma kompleksy, nie musi
              ich leczyć rzucaniem kupy w naukowców z innych dziedzin!... Ja na przykład
              zajmuję się czymś zupełnie chyba niepotrzebnym z punktu widzenia społeczeństwa
              (ale nie mam oporów, bo ono mnie w żadnym stopniu nie utrzymuje - zabrakło dla
              mnie stypendium i zajęć). Atakuje mnie (również za tę niepotrzebność) masa
              różniastych osobistości - mniejszych i większych, ale mi i tak jest wesoło.
              Choć czasem mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę!...

              pozdrawiam serdecznie,

              kazik :)
        • filip.melanchton naprodukcja przyrodników 25.03.04, 15:25

          >
          > nie można porównywać historii do chemii, całkowicie inny przedmiot badań...
          > historia to taka literatura, chemia to nauka ekperymentalna... pokaż mi
          > eksperyment w historii

          Czytałeś Poppera? Albo Flecka?
          Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć o "eksperymentach" i co za tym
          idzie ""literaturze" np. chemicznej
          • vicca-magda Re: naprodukcja przyrodników 25.03.04, 23:08
            teoria teorii, teoria nauki - nie jest nauką samą w sobie - nie mozna tylko
            siedziec i myslec - "czy moja formula i sposob sprawdzenia wystarczjaco
            dopuszczaja negacje" - w filozofii - w porzadku; w praktyce - trzeba w koncu
            przejsc do doswiadczenia... nie jest moze doskonale, ale jakies pojecie
            o "niefilozoficznej" rzeczywistosci daje...
            • justa_79 Re: naprodukcja przyrodników 26.03.04, 09:50
              sama nie wiem, czy się śmiać czy nie, jak czytam Waszą dyskusję... myślałam, że
              osoba z doktoratem, to człowiek w jakiś sposób mądrzejszy, na wyższym
              poziomie... Wasze przedszkolne przepychanki temu stanowczo zaprzeczają. to może
              ja na razie sobie poczekam ze zdobywaniem tego papierka... nie takie szacowne
              to grono. ktoś miał rację mówiąc, że dyplom nie świadczy o wiedzy. o
              inteligencji, kulturze i poziomie człowieka widocznie też nie. a szkoda.
              • dyndu_dyndu Re: naprodukcja przyrodników 26.03.04, 15:27
                Wiesz co, masz rację, rzeczywiście się wstrzymaj. Skoro miałabyś to robić z
                pobudek czysto "prestiżowych", dla dyplomu, a nie po prostu z pasji, to daj
                sobie spokój.
                Ludzie są różni, niezależnie od tego, czy są profesorami czy robotnikami na
                budowie. Tytuł nie świadczy o klasie, racja, ale klasa to również tolerancja
                dla cudzych poglądów. Nawet jeśli ich nie akceptujesz.
                Czasem z jałowych, bezsensownych na pierwszy rzut oka dyskusji mogą wyniknąć
                bardzo ciekawe wnioski. Jeśli tego nie rozumiesz, to rzeczywiście daj sobie
                spokój z doktoratem. Jeszcze do niego nie dorosłaś. To tak, jakby zrezygnowac
                ze swoich zainteresowań tylko dlatego, że np. nie odpowiadają nam ludzie daną
                działalnością się zajmujący. Śmieszne i dziecinne.

              • agricola justa w krainie doktorów 30.03.04, 19:31
                > myślałam, że osoba z doktoratem, to człowiek w jakiś sposób mądrzejszy, na
                > wyższym poziomie...

                Ludzie trzymajcie mnie... dowcip roku...

                > ktoś miał rację mówiąc, że dyplom nie świadczy o wiedzy.

                to był pewnie jakiś wybitny myśliciel ;)

                • zdzichu-nr1 Re: justa w krainie doktorów 30.03.04, 19:41
                  He he, procent kompletnych idiotów wśród profesorów jest mniej więcej taki jak
                  średnia w społeczeństwie.

                  Patrząc na 'profesurę emerycką' która pałęta się po uczelniach mimo
                  siedemdziesiątki i osiemdziesiątki na karku - jeszcze większy!
    • jerzor Re: naprodukcja doktorów (?) 25.03.04, 16:16
      agricola napisał:
      > zgadzacie sie? robi sie powoli fabryka.

      Wygląda na to, że pogwałcę regułę logiki. Ale odpowiem na to: i tak i nie.

      Nie mamy wcale jako kraj aż tak wiele doktoratów. Natomiast gospodarka,
      szkolnictwo etc, nie wchłaniają ludzi z tytułami (stopniami?) doktorskimi.
      A z drugiej strony kandydujący do tego stopnia szukają w większości tematów
      bardzo naukowych, którymi się przemysł nie interesuje.

      Jestem chemikiem. Doktoryzowałem się w latach siedemdziesiętych XX wieku.
      Studia doktoranckie trwały 4 lata. Stypendium doktoranckie było relatywnie
      wyższe niż teraz: 3000 zł. Obserwuję teraz sytuacje, gdy doktorant po prosto
      musi gdzieś pracować - zwłaszcza, jeśli założył rodzinę.

      Po uzyskaniu doktoratu już wtedy odczuwało się tytułową "nadprodukcję". Mój
      doktorat nie był nikomu specjalnie potrzebny. Ale była ważna różnica: Było
      sporo pracy, można ją było wszędzie znaleźć: w instytucie, w szkole, w muzeum
      techniki, w przemyśle. Można było nawet wybierać. Kto wyjechał na Zachód
      pracować naukowo, wracał jako człowiek zamożny.

      Prawie wszyscy, którzy ze mną robili doktorat na tym samym roku studiów
      doktoranckich wyjechali do krajów zachodnich: do USA, Kanady, jeden nawet do
      Turcji. Są tam wykładowcami wyższych uczelni.

      Obecne problemy doktoranckie - to brak pracy. Czyli można mówić
      o "nadprodukcji".

      Jestem człowiekiem optymistycznie nastrojonym do życia, ale niestety nie widzę
      perspektyw poprawy, przynajmniej na razie. Głupi Jasiu wodę sitem nosi i
      znajdzie coraz więcej naśladowców. Będzie tu coraz ciemniejsza noc pod tym
      względem.

      Pozdrawiam,
    • donna_scabrosa_macabrescu Re: naprodukcja doktorów 27.03.04, 13:38
      Przeczytałam wszystkie posty w tym wątku i jestem zaszokowana. Nie wiem, czy
      zdajecie sobie sprawę, że prowadzone przez Was dyskusje do złudzenia
      przypominają rozmowy uczniów na przerwach. Sama jestem licealistką,
      rocznik '86, więc czuję się jak najbardziej uprawniona do formułowania takich
      opinii. Powiedzmy jednak, że to można by Wam jeszcze wybaczyć - ot, towarzyskie
      pogawędki polskiej inteligencji w czasie wolnym od zajęć. Nie pojmuję natomiast
      zupełnie, jak to się dzieje, że człowiek chełpiący się swoją bardzo dobrą pracą
      doktorską popełnia elementarne wręcz błędy stylistyczne. Nawet jeśli nie
      wszyscy w tym gronie zajmują się zgłębianiem wiedzy stricte filologicznej, to
      przecież pewne normy obowiązują niezależnie od osobistych preferencji. A może
      się mylę?

      "Czasem z jałowych, bezsensownych na pierwszy rzut oka dyskusji mogą wyniknąć
      bardzo ciekawe wnioski" (dyndu_dyndu) Wybaczcie, ale z takiej dyskusji jak ta
      absolutnie nic ciekawego wyniknąć nie może. Sama dziwię się z powodu
      kategoryczności własnego sądu. To, co tu czytam, skutecznie leczy mnie
      widocznie z kompleksów.
      • vicca-magda Re: naprodukcja doktorów 28.03.04, 19:17
        same glosy krytyki - od studentow i nie-studentow - jstescie "be", "nie-na-
        poziomie" -
        cisza mi tu! uczyc sie! tworzyc nauke! prowadzic badania!
        niniejszym zakazana zostanie jakakolwiek wymiana zdan!
        "nie-ludzie" jestescie bowiem - lecz "doktoranci"...
        farsa...
      • agricola Re: naprodukcja doktorów 30.03.04, 19:29
        > Przeczytałam wszystkie posty w tym wątku i jestem zaszokowana.

        zaszkowana? co to za słowo

        > Nie wiem, czy
        > zdajecie sobie sprawę, że prowadzone przez Was dyskusje do złudzenia
        > przypominają rozmowy uczniów na przerwach.

        czy uczniowie na przerwach rozmawiaja o nadprodukcji doktorów?

        < Sama jestem licealistką,
        > rocznik '86, więc czuję się jak najbardziej uprawniona do formułowania takich
        > opinii.

        o co ci chodzi?

        > Powiedzmy jednak, że to można by Wam jeszcze wybaczyć

        ooo dzięki

        >w czasie wolnym od zajęć. Nie pojmuję natomiast
        > zupełnie, jak to się dzieje, że człowiek chełpiący się swoją bardzo dobrą
        pracą doktorską popełnia elementarne wręcz błędy stylistyczne. Nawet jeśli nie
        > wszyscy w tym gronie zajmują się zgłębianiem wiedzy stricte filologicznej, to
        > przecież pewne normy obowiązują niezależnie od osobistych preferencji. A może
        > się mylę?

        co za piekny styl
        >
        > "Czasem z jałowych, bezsensownych na pierwszy rzut oka dyskusji mogą wyniknąć
        > bardzo ciekawe wnioski" (dyndu_dyndu) Wybaczcie, ale z takiej dyskusji jak ta
        > absolutnie nic ciekawego wyniknąć nie może. Sama dziwię się z powodu
        > kategoryczności własnego sądu. To, co tu czytam, skutecznie leczy mnie
        > widocznie z kompleksów.

        no i dobrze
    • wkpzs Re: naprodukcja doktorów 15.07.04, 18:36
      A ja wlasnie obronilem. Z humanistyki, ale co tam. Cztery lata ciezkiej pracy.
      Grant z KBN-u. Badania wlasne. Stypendium, pól etatu w Instytucie. Praca
      wyrózniona i rekomendowana do druku. I co? Niestety nie mozemy zatrudnic, bo
      idzie niz demograficzny, kadre mamy raczej mloda. I zegnamy oraz zyczymy
      szczescia. Z moich znajmych, na moim Uniwerku, przez ostatnie dwa lata nikt nie
      dostal pracy. Nawet konkursy na adiunktów sa przeszloscia. Pewnie objaw
      nadprodukcji o której piszecie. Szkoda, ze dotknela wlasnie mnie. Niech to
      trafi szlag. Sa gdzies jakies konkursy na adiunktow w Polsce? Bede wdzieczny za
      informacje.
      • kas.ia Re: naprodukcja doktorów 15.07.04, 22:48
        Kultura europejska jako jedyna wykształciła model zdobywania wiedzy dla wiedzy,
        a nie dla innych celów. A praca doktorska powinna odpowiadać na pytanie co
        wnosi nowego do nauki a nie gospodarki czy polityki.
        Wielki przyrodniku, krytyku nauk humanistycznych, model nauki współczesnej
        zakłada interdyscyplinarność bo świat juz jest tak złożony, ze nie da się pisac
        pracy tylko z historii, tylko z biologii itd. Zaś jeśli tego nie uważasz, to
        marny z ciebie przyrodnik.
        A w ogóle mówiąc, że badania (eksperymenty) dotyczą jedynie nauk
        przyrodniczych, to nie masz pojęcia o metodach humanistyki.
        Z szacunkiem
        • rilian Re: naprodukcja doktorów 15.07.04, 22:52
          ot co, nie ma to jak eksperymenty z dziedziny historii sztuki - czy raczej
          krytyki artystycznej, przeprowadzane między kielonkami w knajpie albo przy
          stole na jakimś artyście.... hihihihi
      • scand Re: naprodukcja doktorów 22.09.04, 09:33
        Niż demograficzny jest faktem. Teraz rodzi się już 2 razy mniej dzieci niż
        15-20 lat temu. Może powinno więcej doktoratów powstawać na temat
        "jak posiadać większą liczbę dzieci w warunkach kapitalizmu" ? ;)
    • breneka Re: naprodukcja doktorów 04.11.04, 12:37
      Skoro juz sie zalogowalam to dorzuce swoje trzy grosze.
      Moze i jest nadproducja. Ale i magistrow nadprodukcja jest i to byle jakich
      magistrow. Coz zycie to wszystko zweryfikuje, nie ma sie czym przejmowac.
      Co do wyzszosci doktoratow jednych nad drugimi, to PROSZE WAS.
      Jeden sie bulta ile to on godzin przesiedzial po archiwach. Inna ile nad
      eksperymentem. A prawda jest taka, ze chyba sie robi doktoraty z tego co nas
      interesuje. I normalne, ze kazdy broni swojej dziedziny. Moj doktorat tez sie
      opiera na eksperymentach. I tez siedze nad zwierzetami, preparatami i w
      laboratoryjnym smrodzie i ryzukuje, ze moze sie NIE UDAC. Ale nie bede tu
      gardlowac, ze moj doktorat wlasnie dlatego jest lepszy. Wole siedziec i 40
      godzin nad szczurami niz 4 godziny w zakurzonym archiwum. Dlatego, ze moja
      dziedzina mnie INTERESUJE. A np: historia, polonistyka czy filozofia nie. Ale
      to nie znaczy, ze czyjs doktorat z historii jest do dupy. Zwlaszcza jak sie
      bierze pod uwage ilosc spedzonego nad nim czasu a nie wartosc merytoryczna. Bo
      kochani mozna i dziesiec lat, pietnascie godzin na dobe, bubla produkowac. Jak
      ktos do tego iskry bozej nie ma.

      Aha a panience od piaskownicy radze, zeby pooddychala w torebke. Bo to
      uspakaja :)
      • aniutka77 Re: naprodukcja doktorów 04.11.04, 12:52
        I o to chodzi, o to chodzi!
        Współczuję ze szczurami. Ja kiedyś pracowałam nad zwierzętami, i choć mogę
        powtarzać na 20 zwierzetach nawet w jednym dniu (jeśli to niezbyt czasochłonne)
        to warunki jednak ciężkie. Teraz siedzę nad ludzką tkanką, ale też nie jest
        lepiej, bo ...jej nie ma! Szpitale świecą pustkami, ludzi nie przyjmują,
        operacji nie robią, ja nie mam tkanki. Czy szanowne studium doktoranckie wzięło
        pod uwagę, że nasz NFZ ma nas gdzieś?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka