zmija_w_niebieskim
06.08.16, 21:14
Temat może z pogranicza s-v i socjologii, ale...czy zauważyliście, że w Polsce istnieje jakieś ogólne przyzwolenie na wyśmiewanie osób o jasnej karnacji? Sama miałam z tym problem w liceum i na studiach - zawsze latem jakiś diabeł wtępował w osoby normalnie życzliwe i kulturalne, które nigdy w życiu nie skomentowałyby czyjejś nadwagi, braku higieny, braku urody itd... i nagle bez najmniejszych oporów szafowały one epitetami takimi jak córka młynarza, wymoczek, białas, bledziuch, kurczak z lodówki, a nawet g..no owsiane.
I było to przez wszystkich przyjmowane zupełnie naturalnie, jakby nigdy nic. Zaatakowana osoba mogła się tylko blado (hehe) uśmiechać i udawać, że jest OK.
Gdybym na uwagi koleżanki z grupy typu: Biała jestes jak ten trup, biała jesteś jak ta ściana...odpowiedziała: A ty masz małe oczy i krzywy nos - to cała grupa uznałaby mnie za chamkę i rzuciła się pocieszać koleżankę...
A gdybym na kolejne pytanie wuja: No czy ty nie mogłabyś się chociaż trochę opalić? odpowiedziała: A wujek by nie mógł wejść pod prysznic od czasu do czasu - to już nie wiem, co by się działo...
Ciekawe, że na temat mojej nadwagi, z którą borykałam się w liceum, nie usłyszałam ani słowa krytyki. Najwyżej jakieś fałszywe, chóralne zapewnienia : Ale ty wcale nie musisz się odchudzać - kiedy odmawiałam kolejnej porcji ciasta...
Jak myślicie, dlaczego tak jest? W końcu krytyka nadwagi miałaby więcej sensu niż krytyka bladości - grubemu łatwiej schudnąć niż białemu uzyskać piękny odcień skóry.
Spotkaliście się z czymś takim?