Dodaj do ulubionych

Stało się

09.06.09, 11:49
kolega mi się zwierzył
ma na drugim semestrze dwie osoby, które na obu kolokwiach siedziały mężnie do
końca
lecz oddały puste kartki
po co siedziały? - oczywiście w oczekiwaniu na rozwiązania podrzucone
ale takie numery nie z tym kolegą

ale co się właściwie stało?
te kartki były PUSTE całkowicie
nawet treści zadania osoby te nie były w stanie zapisać

pierwsi analfabeci sforsowali najwyraźniej pierwszy semestr państwowej uczelni
technicznej
Obserwuj wątek
    • flamengista e, to już było 09.06.09, 12:26
      Pamiętam, jak na naszych studiach na egzaminie z ekonomii matematycznej po 5
      minutach zostaliśmy w 1/3 z początkowego składu.

      Egzamin kończyliśmy w 10 osób ze 150, którzy weszli do sali.

      Egzaminu oczywiście nie zdałem, podobnie jak 95% piszących, niemniej Szanowny
      Doktor na poprawie w dowód uznania (rozwiązałem dobrze całe jedno zadanie na 3!
      a z dwóch coś tam policzyłem, ale nie do końca) - zadał jeszcze jedno pytanie i
      wstawił tróję w pierwszym terminie.

      Tak więc wcześniej też tak było. Różnica pewnie polega na tym, że próg niższy a
      wyniki te same. Kiedyśy to naprawdę bez znajomości całek i bardziej
      zaawansowanej matematyki było bardzo ciężko.
      • 4nakin Re: e, to już było 09.06.09, 19:04
        nie rozumiemy się
        oczywiście, że zawsze zdarzali się tacy, co nic nie potrafili rozwiązać
        ale właśnie albo wychodzili po 5 minutach, albo coś tam dłubali bez sensu

        a tutaj jest silne podejrzenie o brak umiejętności pisania w ogóle
        ono nie wzięło nam się z Księżyca, to było po piątkowej publikacji w prasie,
        gdzie udział analfabetów w populacji studentów oceniono na 10%

        co do wymagań - kolega wraz z prowadzącym ćwiczenia oczywiście wymagania
        sukcesywnie obniżają od lat, jak my wszyscy
        pomijając 2 analfabetów jednakże, płaczą że gdyby uczciwie wystawili w tym roku
        oceny to 4/5 roku idzie na komis
        • eeela Re: e, to już było 10.06.09, 23:15
          > a tutaj jest silne podejrzenie o brak umiejętności pisania w ogóle
          > ono nie wzięło nam się z Księżyca, to było po piątkowej publikacji w prasie,
          > gdzie udział analfabetów w populacji studentów oceniono na 10%


          Nie do końca wierzę, aby to było możliwe, żeby w szkołach wyższych było 10%
          niepiśmiennych. Bądź co bądź, żeby iść na studia, trzeba zdać maturę - może i na
          minimum, ale zdać. Do tego trzeba umiec składać literki.
          • 4nakin Re: e, to już było 11.06.09, 12:29
            albo przerysować je ze ściągi od dobrego kolegi

            a wyobrażasz sobie, że obecnie zgodnie z procedurami Centralnej Komisji
            Egzaminacyjnej pilnujący na maturach nie mogą przechadzać się pomiędzy
            piszącymi, bo to by ich rozpraszało? najpierw musi być uzasadnione podejrzenie
            do interwencji

            nie, nie żartuję, właśnie żona pilnowała
            • eeela Re: e, to już było 11.06.09, 12:32
              Wiem, moja mama tez siedziala na maturach.

              Przerysowywanie ksztaltow liter, ktorych sie nie rozumie, w ciagu
              kilku godzin, odpowiadajac na dziesiatki pytan? I zdac przy tym?
              Gruba przesada.

              Nie wykluczam, ze maturzysci moga dukac, czytajac, ale litery
              rozumiec musza.
              • 4nakin Re: e, to już było 11.06.09, 12:39
                poczekaj, poszukam arkusza i może tego tekstu o analfabetach na studiach
                • 4nakin Re: e, to już było 11.06.09, 13:12
                  dobra, mam
                  pojęcie analfabetyzmu najwyraźniej ostatnio też się nieco rozszerzyło :)

                  Nie wiem, jaki odsetek absolwentów szkół średnich w Polsce umie napisać poprawnie kilka zdań po polsku. Wiem, że wśród studentów na pierwszych latach studiów jest to nieco ponad 50 proc. Wśród tych, którzy nie umieją pisać, większość po prostu nie zna ortografii, gramatyki i interpunkcji, ale od biedy może się wysłowić.
                  Oprócz półanalfabetów mamy jednak wśród studentów analfabetów prawdziwych. Jest ich z pewnością nie mniej niż 10 proc. Osoby te zdolne są jedynie zapisać ciąg kulfonów nieukładających się w zdania, ze szczątkową strukturą gramatyczną, bez wielkich liter i kropek, bez podmiotów i orzeczeń, bez sensu.


                  wyborcza.pl/1,75515,6485258,Szkola_buja_w_oblokach.html
                  wypracowania więc taki na maturze nie napisze, ale tam jest sporo punktów do skoszenia z wyboru, za przepisanie jakiegoś słowa z wiersza itp


                  • flamengista tak 12.06.09, 16:04
                    i dr Hartman bardzo ostrożnie szacuje ich odsetek na 10%. Ja bym powiedział, że
                    to MINIMUM 10%. Wliczając w to nie tylko marne szkółki, ale i elitarne uczelnie
                    publiczne i prywatne.

                    Są więc uczelnie, na których takich analfabetów jest i z 50%.

                    Jak jest u nas - będę mądrzejszy po tym weekendzie. Z zadowoleniem stwierdzam,
                    że w tym semestrze na dziennych nie spotkałem ani jednego. Co do
                    niestacjonarnych - mam pewne obawy.
                    • mr_kagan Re: tak 12.06.09, 18:09
                      W RP mamy dzis jakies 20% analfabetow wsrod studentow na czolowych
                      uczelniach (UW, UJ, SGH, SGGW), ok. 50 na przecietnych (srednich
                      panstwowych i najlepszych prywatnych) i do 80% na niektrych
                      prywatnych uczelniach i tzw. panstwowych WSZ.
                      Jesli chodzi za o kadre naukowo-dydaktyczna, to te odsetki beda
                      odpowiednio 10%, 25% i do 40-50%.
                      • charioteer1 Re: tak 12.06.09, 19:27
                        Kagan, a ty masz dyskalkulie, jak powszechnie wiadomo, stad te procenty.
                      • adept44_ltd Re: tak 12.06.09, 19:30
                        póki co Lesio, to ja tu widzę jednego analinteligenta, który nie rozumie, co
                        czyta i co pisze, i nie chce mi inaczej wyjść - to ty, korniszonku przeterminowany
                        • mr_kagan Re: tak 12.06.09, 20:09
                          Ja sie mam za czlowieka inteligentnego, ale nie inteligenta! ;)
                  • charioteer1 Re: e, to już było 12.06.09, 19:32
                    4nakin napisał:

                    > wypracowania więc taki na maturze nie napisze, ale tam jest sporo punktów do sk
                    > oszenia z wyboru, za przepisanie jakiegoś słowa z wiersza itp

                    Najgorsze jest to, ze oni sie nauczyli wypisywac te slowa na chybil trafil, bo
                    przeciez za pisanie bzdur nie ma punktow ujemnych.
                    • 4nakin Re: e, to już było 12.06.09, 21:17
                      najgorsze jest to, że ministerstwu się to podoba - patrz wątek osobny mój trochę
                      niżej
                      • charioteer1 Re: e, to już było 12.06.09, 21:22
                        Bo przeciez gdyby 80% polalo mature, to by minister polecial.
          • yellow_tiger Re: e, to już było 11.06.09, 12:52
            Nie do końca wierzę, aby to było możliwe, żeby w szkołach wyższych było 10%
            niepiśmiennych. Bądź co bądź, żeby iść na studia, trzeba zdać maturę - może i na
            minimum, ale zdać. Do tego trzeba umiec składać literki.

            Hmmm... kilka lat temu dawałem korki z fizyki i matmy jednemu kolesiowi w 3
            klasie liceum. W czasie pierwszych 20 min. "lekcji" doznałem takiego niemiłego
            wrażenia, że koleś ma kłopoty z czytaniem i pisaniem... Myślałem sobie pewnie ma
            dysleksje i się stresuje, ale następne 25 min. zweryfikowało moje
            przypuszczenie. On nie miał żadnej dysleksji i się nie stresował, on delikatnie
            mówiąc nie za bardzo poznał trudną sztukę czytania i pisania, a mówiąc bez
            ogródek był analfabetą. Najgorzej było gdy o tym powiedziałem jego rodzicom...
            możecie sobie wyobrazić ich minę... To nie był fajny dzień.
      • mr_kagan Ekonomia a matematyka 11.06.09, 09:17
        No i do czego ci sie pozniej w ekonomii te calki przydaly? Zaloze
        sie, ze do niczego. Ekonomia matematyczna to jedno
        wielkie oszustwo, bowiem praw ekonomii, ktora jest nauka spoleczna,
        nie da sie sprowadzic do relatywnie prostych formulek
        matematycznych. Przeciez zaden model matematyczny
        (ekonometryczny) nie przewidzial obenego kryzysu
        , podobnie jak
        kryzysow z lat 1930 i 1970. Matematyka sie sprawdza w naukach
        scislych
        , np. w astronomii pozwala przewidziec zacmienia slonca
        z sekundowa wrecz dokladnoscia, ale nie sprawdzila sie w ekonomii.
        Stad bezsens takich egazminow, ktore testuja wiedze zupelnie
        nieprzydatna na danym kierunku studiow...
        • 4nakin Re: Ekonomia a matematyka 11.06.09, 12:37
          szczerze, to nie mówiłem o całkach tylko braku umiejętności pisania; ale skoro
          drążysz ekonomię - cała ekonomia to jedno wielkie oszustwo, zaorać
          • mr_kagan Re: Ekonomia a matematyka 12.06.09, 16:52
            Bez przesady. Ekonomia to nauka o gospodarowaniu i gospodarce, czyli
            inaczej o materialnym spekcie naszej kultury. Tyle, ze to jest
            nauka spoleczna
            , wiec w ekonomii nie ma "jedynie slusznej
            szkoly"... Nie moja to wina (nie nalezalem zyciu do zadnej partii
            politycznej), ze w PRLu obowiazywala ortodksja leninowska, a obecnie
            neoliberalno-monetarystyczna, z pominieciem ekonomii
            instytucjonalnej i keynesowskiej.
            • 4nakin Re: Ekonomia a matematyka 12.06.09, 17:58
              w nosie mam
              mnie ekonomia spotyka taka, że bank pożycza ode mnie na 0,01% a pożycza mi na
              naście procent
              cała reszta jest mi do niczego nie potrzebna - jak Tobie matematyka
              zaorać
              • mr_kagan Re: Ekonomia a matematyka 12.06.09, 18:05
                Widzisz, gdybys mial bank, to by na 100% legalnie zarabial na
                lichwie. A gdybys ten sam kapital zainwestowal np. w produkcje, to
                bys mogl na 100% legalnie okradac ludzi, ktorych bys zatrudnil. A
                czemu tak jest? O tym wlasnie jest ekonomia...
                • 4nakin Re: Ekonomia a matematyka 12.06.09, 21:19
                  no widzisz, jak chcesz umiemy się dogadać: ekonomia służy do owijania w bawełnę
                  złodziejstwa
        • carnivore69 Re: Ekonomia a matematyka 12.06.09, 16:10
          Znajomosc calek u ekonomisty moze sprawic, ze bedzie on jezdzil lexusem, a nie
          volkswagenem. A rynek - jak juz wiemy - nie moze sie mylic.

          Pzdr.
          • mr_kagan Re: Ekonomia a matematyka 12.06.09, 16:57
            Luksusowym Leksusem to jezdzi ten ekonomista, ktora zna kol. Calke
            (obecnego prezesa bardzo waznego banku badz podsekretarza stanu w
            bardzo waznym ministerstwie lub prezesa bardzo waznej partii
            politycznej). Bowiem calki do niczego sie ekonomiscie nie przydaja,
            gdyz calkowac mozna tylko funkcje ciagle... A w ekonomii nie dosc,
            ze nie mamy funkcji ciaglych, to w ogole nie mamy zaleznosci
            funkcyjnych, a najwyzej korelacje (a prawie wszystkie z nich okazuja
            sie i tak pozornymi czyli spurious albo autokorelacjami)...
            Pozdr. :)
            • 4nakin Re: Ekonomia a matematyka 12.06.09, 18:00
              dobrze mówisz, tylko zatrzymujesz się w pół kroku
              ekonomia jest potrzebna wyłącznie ekonomistom
              a Maybachami jeżdżą za pieniądze kilentów
              • mr_kagan Re: Ekonomia a matematyka 12.06.09, 18:06
                Nikt, kto jezdzi Maybachem nie jest uczciwy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka