Jesoo co za koszmarny lot. Dziecko spało mi tylko poł godziny od startu...
reszta lotu okupiona była wyciem

Wszyscy mieli w koło zapalone światła,
młody nie spał i ryczał. Łep mi spuchł, wspolpasazerom tez, dziecko wypłakało
sobie oczy. Na szczescie juz w domu jestesmy. Młody w koncu zasnął, a ja
niczym cień bujam sie po domu i nie moge sie doczekac nocy, bo w koncu
pojde spac. Nie spie od poniedziałku... Oczy mam jak przekrwione piłki
pingpongowe. Wypiłam z 10 kaw i serce mi sie telepie. Ale jaka szczesliwa
jestem!

Fajnie ze jest ciepło.