przecytałam wątek bzyka o ostatkowym duszeniu bratowej (nalezało sie
suczy!)i tak sobie pomyślałam, że ja tez jestem chyba nieco
patologiczna

otóż jakiś czas temu byłam na wódeczce (co ta wóda z człowieka robi)
i był tam taki niziutki pan, który przez caływ wieczór i sporą część
nocy próbował mnie przekonać, że powinnam chodzić na basen bo mam
pampuchy. dwa razy mnie złapał za policzek ze słowami "a puci puci".
powiedziałam mu, żeby zrobił to jeszcze raz. jak zrobił, to
odstawiłam kieliszek, zajebałam mu centralnie z grzywy w łeb,
wzięłam kieliszek i sobie poszłam na druga część tarasu. hmm.
konsterna była na konkrecie. primo moja - nigdy ale to nigdy nie
uderzyłam nikogo, a tym bardziej z czoła....skad mi to łba przyszło?
secundo pozostałych - o co c'mon..
kolesia nie znałam, tym bardziej nie rozumiałam dlaczego sie do
mmnie przyperdolił. a im bardziej byłam na imprezie, tym bardziej
nie rozumiałam. żeby nie było, grzecznie parę razy poprosiłam żeby
sie odjebał.
ta, nigdy nie wiesz co sie po wódzie wydarzy..