dragica
23.02.10, 11:28
W marcu jade z corka na miesiac do Polski,maz zostaje w domu.I wczoraj pyta
mnie zona mezowego brata na ile jade i zdziwiona-a jak ty mozesz zostawic go
samego na tak dlugo?Ja bym nie mogla swojego zostawic samego...Tesciowa zas
zawsze pyta mnie jak jestem w Poslce-czy jest mi jakos smutno i dziwnie bez
meza-nie jest.
Ja moge.Potrzebuje od czasu do czasu samotnosci,rozlaki z mezem,nie uwazam,ze
malzenstwo musi spedzac kazda chwile razem.Trudniej by mi bylo zniesc rozlake
z corka, z mezem zas nie.Malzonka kocham,ale takie okresowe rozstania dobrze
wplywaja na nasz zwiazek.
Wspomniana zona mezowego brata nie potrafi sie rozstac z rodzicami,musi ich
widziec conamniej raz na tydzien,do meza w pracy dzwoni po kilkanascie razy w
czasie 10 godzin pracy.Kiedys mi powiedziala,ze zwiazek z mezem nalezy w ten
sposob "pielegnowac",bo jak dzieci dorosna oni zostana sami...Latem,w 2
tygodnie po cieciu cesarskim,przejechali 1400km autem z noworodkiem po to,aby
dojechac na wesele jej brata-w przeciwnym razie brat by sie obrazil/choc to
bylo tylko wesele,slub wlasciwy odbyl sie kilka miesiecy wczesniej/.
Jaki jest wasz stosunek do takich samotnych podrozy,do wyjazdow bez partnera?