migotka-2
03.03.10, 16:41
Jadąc dziś do pracy pomyślałam, że może Andrzej, mający pomagać Zbychowi
przyjechałby już dzisiaj bo jest co robić mimo pogody, a i ja mając kilka
luźniejszych godzin zaznajomię się z nim i poprzyglądam w czym będzie się
sprawdzał. Ale najpierw postanowiłam ze Zbychem się rozmówić i przy okazji
poinformować go jakimi ciepłymi uczuciami darzą go magielki. Przyjechałam,
odnalazłam Zbycha przy pracy, a jakże siedliśmy na skrzynkach w graciarni i
mówię: "Wiesz Zbychu chciałabym żeby Andrzej przyszedł i coś z Tobą
popracował", Zbych wyraził aprobatę. No to ja kontynuuję temat: Wiesz Zbychu w
komputerze to jest internet i ja tam mam takie koleżanki i one bardzo Cię
lubią i pozdrawiają. Na co Zbych: A skąd mnie znają? Na co ja: A ja im czasem
opowiadam o Tobie. To dobrze, odparł Zbych i powrócił do pracy.
Poszłam do biura zadzwoniłam, że jak ktoś od nas z miasta będzie jechał niech
weźmie Andrzeja i temat myślałam został zakonczony. Andrzej przyjechał,
przedstawił się: Andriu jestem został zaprowadzony do Zbycha celem zapoznania
z przynależnymi obowiązkami. Za jakiś czas pytam innych pracowników jak tam?.
No dobrze pracują, padła odpowiedź. Po 15 skończyłam swoje i zaczęłam się
zbierać. Wyszłam i idę do socjalnego się pożegnać ze wszystkimi, ale zatrzymał
mnie odgłos rozmowy:
Wisz Andriu tu bedziesz miał dobrze! Bić Cie nie bedo, jedzenie se bierz. Ale
robić musisz, bo derektorka nie lubi jak się nie robi ino łazi, wtedy krzyczy,
na mje nie, bo jo robie! A jak bedziesz dobrze robił to cie baby w INTERNACIE
bedo lubić. Myślę ki czort jaki internat. Ale pożegnałam się i nagle
oświecenia doznałam INTERNAT= INTERNET!!! A o Andriu to chyba trzeba będzie
też oddzielnie pisać. Jak znajdę czas to Wam go opiszę ale to wieczorem albo
jutro dopiero!