Na zebraniu semestralnym w styczniu, na zarzuty rodziców, że nie
można z nią wogóle porozmawiać, bo wszystko trzeba załatwiać przez
zeszyt korespondencji pani z uśmiechem na ustach powiedziała, że jak
najbardzie można do niej przychodzić codziennie, byle nie przed
samymi lekcjami i że jest właściwie codziennie od 7 rano w szkole.
A w piątek zawisła na tablicy ogłoszeń przy wyjściu kartka
następującej treści:
"Rodzice żegnają się z dziećmi na dole. Dzieci samodzielnie udają
się do klasy" (tu zgadzam się z panią w 100%). Dalsza część
informacji "wszelkie informacje do wychowawcy lub innego nauczyciela
wpisujemy do dzienniczka ucznia". No i tutaj zonk. Bo jak to się ma
do tego co pani mówiła na zebraniu. Myślę, że wtedy powiedziała tak,
żeby rodzice już jej więcej "nie atakowali" na ten temat...
W każdym razie mam fotkę tej karteczki. Cholera wie czy się kiedyś
nie przyda...
Aaa, pisałam wam, że była wizytacja dyrektorki na jednej lekcji?
Czyżby ktoś się w końcu wkurzył i poszedł do dyrektorki