migotka-2
29.04.10, 12:01
Dzisiejsza luźna rozmowa telef. ze Żmijkowym mężem:
Przelałabyś mi podatek, bo nie mam jak do banku jechać, tu padła kwota.
Na co ja przy telefonie zrobiłam wielkie ze zdziwienia oczy i zadałam pytanie:
Jak to podatek? Przecież dach zmienialiście, internet macie i jeszcze ulga na rehabilitację?
Na co Zmijkowy:
No JC liczyła i wyszło do płacenia.
Zaklęłam szpetnie mówiąc: Niemożliwe!
Jedyniecudna wyjechała końcem kwietnia za mężem do dalekiego kraju. Zdążyła jednak PIT spierdolony na maxa wysłać.
Jedyniecudna po studiach w kierunku ekonomia i rachunkowość.
Krew mnie zalała bo do zwrotu ok 3000 PLN.
Nakazałam Żmijce przywieźć dokumenty ale nie ręczę, że żywa wyjdzie.
A i jakby chodziło tylko o nią to za skarby świata nie tknęłabym tego PITa.
Ale zrobię to z dziką rozkoszą! Bo odzyskany podatek dzielimy z mężem Żmijkowym na połowę.