dziub_dziubasek
04.03.11, 21:25
Tak się chciałam wyżalić. Od kiedy mam dzieci ani razu nie mogłam sobie "pochorować", zawsze muszę być na chodzie, zajmować się dziećmi, latać za wszystkim...
Mną to się pies z kulawą nogą nie zainteresuje... Dzisiaj dopadło mnie jakieś paskudztwo, zimno mi, bolą mnie stawy, gardło i głowa. A szanowny mąż wybył na umówione wcześniej spotkanie, na moją sugestię, ze źle się czuję z ciężkim westchnieniem odparł że "no może odwołać ostatecznie..." ale z takim podejściem i fochem na dzien dobry to ja dziekuję. Zresztą nawet jakby został to i tak pewnie siadłby do kompa i tyle. O wszystko musze się upominać...
A ja nawet leków w domu nie mam (myslałam, ze jeszcze coś zostało) i nie mam jak wyjśc po leki, bo przecież nie zostawię 2 dzieci w domu samych. Mąż telefonu oczywiście nie wziął.
Ja już nie wiem jak mam z nim rozmawiać...
Mieliśmy jechać na urlop, teraz mi się wszystkiego odechciewa...