kwintesencja_patologii
02.07.11, 09:23
Kurtyzanajegomać...
Jest piątek, godzina coś ok. 21.40, jadę sobie rowerem jezdnią, przy której stoją zaparkowane równolegle samochody. Jeden z nich ma zamontowany tylny bagażnik rowerowy, wystający w kierunku jezdni, a ja go nie zauważyłam w ten ciemny i ponury wieczór, zahaczyłam o niego, po czym wykonałam widowiskowy lot nad kierownicą i wylądowałam twarzą na asfalcie. Bilans: rozcięta warga, otarta broda, rozbite kolano i prawdopodobnie złamanie jednej z kości nadgarstka. Grrrrrr, co za pacan zostawił kawał żelastwa wystający z samochodu...
Chyba sobie golnę z tej rozpaczy w kropki. Przyłączycie się?