wiecie, idę w sobotę na pogrzeb

we wtorek popoł umarł na zawał mąż koleżanki, z której córką chodzi maja starsza do przedszkola. lat 35, raczej okaz zdrowia, osierocił 2dzieci rocznik 2005 i 2007.
wiadomo, z etakie rzeczy się zdarzają, ale zawsze "gdzie indziej/komuś innemu"
tysiąc razy bardziej w człowieka to uderza, gdy się osobę znało.
Tak mi smutno

No i jeszcze najgorsze to, ze upadł na ziemie przy dzieciach, nie było żony, nie miał mu kto pomóc, bo może jeszcze by był. Biedne dzieciaczki

takie małe, a już tyle za nimi.
Oj ale zapodałam temat, ale jest mi tak smutno.