ostatnio miewam. co noc. ale takie na maksa - z zagladą całej ludzkości. i ja
w tych snach albo staram się jak najdłużej z rodziną przeżyć, albo się
pożegnać. wczoraj było globalne tsunami, dzisiaj nieuleczalna zaraza, kilka
dni temu jądrowa apokalipsa, albo olbrzymi meteor. coś chyba we mnie siedzi