Zainspirowana wątkiem Annbetki chciałam zapytać jak wasze dzieci uczyły się samodzielności. Mój jest na tym etapie i ja już nie mam siły. Jak coś wychodzi - jest git. Gorzej jeśli nie może sobie z czymś poradzić.
Wczorajszy dzień:
Młody chce położyć na stoliku duży samochód. Nie wychodzi - syn wyje
Chcę mu pomóc - syn wyje, bo on chce sam
Robi dalej sam - wyje, nie wychodzi
Chcę mu pokazać jak to zrobić - wycie
Chcę położyć mu rączki w taki sposób by mógł to zrobić sam - wycie.
I tak przez 40 minut. Przerwa i po jakimś czasie zaczynamy od nowa.
Ja wiem, że to wycie i walenie ze złości głową w ścianę oznacza,że on nie umie sobie poradzić ze złością.
Ale jak JA mam to wytrzymać? Wczoraj siadały mi nerwy. Chyba muszę się zaopatrzyć w jakiś nervosol czy coś tego typu
Ludzie, jak dawaliście sobie radę??????