tak sobie wczoraj gawedziłam w nocy z moim slubnym o naszych byłych
bardziej i mniej powaznych, porywach serca i ciała.i doszłam do
wniosku ze tak naprawde nigdy nie miałam dobrego seksu bez
zaqangazowania.zawsze potem jakis wyrzut sumienia i spojrzenie z
lekkim obrzydzeniem na padalca

spiacego obok.niby była namietnosc
nawet orgazm sie zdazył ale takie to wszystko nijakie jakby bez
kolorów i ten brak takich swiderków w brzuchu po.jednak faceci maja
inaczej

niby ze dla nich seks z uczuciem tez lepszy ale taki bez
milosci tez satysfakcjonujacy .byle tylko z krzyza spuscic