chodzi o mojego starszaka. od poczatku czerwca, czyli od momentu gdy syn
zaczal spedzac 100% swojego czasu tylko ze mna (wczesniej opiekowali sie nim
tesciowie) i dowiedzialam sie o przyjeciu do przedszkola, zrobilam drastyczne
odpieluchowanie. wczesniej juz kilka razy probowalam, ale dzieciak jakos nie
chcial zalapac, a naczytawszy sie madrych poradnikow, ze nie wolno w tych
sprawach dzieci stresowac, bo sie zniecheca, nie naciskalam. wiadomo, po
drodze pojawila sie mlodsza siostrzyczka, potem mialam ostatnia sesje, potem
byla brzydka pogoda, no i jakos wypadlo na ten czerwiec.
i wiecie co? dupa. ponad dwa miesiace moj syn robi w gacie. nie wola, nie
idzie sam, chowa sie gdzies przede mna i po chwili serprajs w majtach. szlag
mnie trafia powoli, on nie chce za chiny ludowe na nocnik, zawsze jest draka i
darcie japy jakby go kto ze skory obdzieral. probuje go od poczatku pozytywnie
motywowac, za pomyslne nocnikowanie dostaje swoje ulubione zelki, ale i to
daje jak na razie marny skutek. co dwie doby czyszcze obkupione majtki. a
najgorsze jest to, ze puszczaja mi nerwy. za trzy tygodnie przedszkole, a my w
ciagu dwoch miesiecy praktycznie nie zrobilismy zadnych postepow. jak tak
bedzie dalej, to go z tego przedszkola wyrzuca!
nie wiem co robic, juz zaczynam sobie wkrecac, ze z moim dzieckiem cos nie
hallo. w koncu ma ponad trzy lata, powinien juz panowac nad fizjologia, a tu
klapa na calej linii.
prosze doradzcie mi, co robie nie tak. albo chociaz pocieszcie, bo po
wczorajszej kupie w gaciach myslalam, ze smarka rozniose - 15 minut probowalam
go posadzic na nocnik, bo widzialam, ze zbliza sie kupa, a on darl sie i darl,
i skonczylo sie tak jak sie skonczylo. i to jeszcze w gosciach u ciotki