8 miesięcy temu wprowadziliśmy się do naszego domu. To, na co była kasa
wykończyliśmy, resztę mieliśmy zrobić z tzw. czasem.
Bilans 8 miesięcy: podrapana samochodami, pobrudzone brudnymi łapami ściany,
wyglądają jak u meliniarzy (droga farba). Pomalowane kredkami ściany na klatce
schodowej (dowiedzieliśmy się, że córka potrafi rysować twarze

). Tak
okropnie brudne kanapy (okrycia zmieniane już 4 raz w ciągu tych 8 miesięcy),
że nie chciałybyście na nie spojrzeć. Porysowane panele. Ujebane (sorki, ale
na pewno nie ubrudzone) szyby we wszystkich oknach. A przed chwilą.... przed
chwilą odkryłam, że kran w łazience jest... nie wiem co. Odkręcony??
Ukręcony????? Kiwa się i wisi. I umywalka się kręci.
Ja mam dosyć.
Palcem nie tknę przez najbliższe 5 lat, będę mieszkała w melinie, a nie ruszę
palcem.,
Aha, abażur od lampki nocnej młodszych właśnie wykopałam spod schodów,
schodząc z góry.
Czy tylko ja mam takie dzieci?????? Bo mi się wydaje, że TAK.
O BOŻE.