ahendi
08.10.09, 12:53
Witajcie
Postanowiłam założyć tutaj profil i napisać,bo wariuję.Moja sytuacja
wydaje się być tak cholernie skomplikowana,że nie jestem w stanie
nikomu w realnym życiu o niej opowiedzieć.Wciąż duszę wszystko w
sobie.Pewnie mnie potępicie po tym liście,jak zrobiłby to cały
świat.I tak chyba już gorzej ze mną być nie może,choć w środku mam
nadzieję,że zamiast potępienia może jakimś cudem objawi mi się
wsparcie.
Wyszłam za Daniela 9 lat temu.Od początku nasze małżeństwo przeżywało
różne kryzysy,a kiedy po 2latach pojawił się na świecie nasz
autystyczny synek kryzysów przybywało.Ale jakoś dawaliśmy sobie
radę.Bardzo się kochaliśmy mimo różnych złości.Daniel był uzależniony
od amfetaminy o czym dowiedziałam się dopiero będąc w ciąży z
synkiem.Ale pokonał 4 lata temu ten nałóg dla mnie,dla nas.Zanim
jednak udało Mu się z tego wyjść było bardzo ciężko.Zdradzałam Go.Nie
raz.Szukałam chyba ciepła jakie Daniel dawał mi na początku,a później
już nie.Tylko kurcze nawet kiedy już przestał ćpać,ja Go dalej od
czasu do czasu zdradzałam.Kochałam i kocham Go całą sobą i sama nie
wiem dlaczego to robiłam.Może dlatego,że głupia Adusia czyli ja,wciąż
chciała żeby jej ukochany mąż ją zdobywał,a on tylko głaskał mnie po
główce i kochał i wybaczał moje jak to nazywał dziecinne
wygłupy.Zawsze był.Zawsze.W listopadzie ubiegłego roku
przeprowadziliśmy się z woj.kujawsko-pomorskiego na lubelszczyznę.We
wrześniu przez net poznałam Marka właśnie z tych rejonów.Idiotka już
szykowałam sobie "grunt" do swoich idiotyzmów.Po przeprowadzce
zaczęłam spotykać się z Markiem.Po jakimś czasie powiedziałam
Danielowi o tym,że ktoś jest.On na to:"no to życzę szczęścia".Ja do
Daniela:"Nie będziesz o mnie walczył?Przecież wiesz,że masz nad nim
przewagę".On na to:"nie,nie będę walczył".W marcu tego roku zabrałam
dzieci i wprowadziłam się do Marka wciąż czekając kiedy Daniel po nas
przyjedzie.Za każdym razem kiedy byłam u Niego z dziećmi miałam
nadzieję,że mnie przytuli,że poprosi żebym wróciła.A On tylko patrzył
na mnie z taką miłością i politowaniem,z uśmiechem.Nawet kiedy na
początku kwietnia złożyłam po raz kolejny pozew o rozwód był ze mną i
podpisał go.Boże jaka byłam zła,że nie prosi mnie żebym wróciła.Tak
bardzo na to czekałam.16 kwietnia trafił do szpitala z jakimś dziwnym
paraliżem.Mieszkaliśmy z Jego ojcem i od niego się dowiedziałam,że
Daniel jest w szpitalu.Natychmiast pojechałam.14 kwietnia się
widzieliśmy i wszystko było ok.17 kwietnia kiedy pojechałam do
szpitala mój wielki,wspaniały ukochany mąż leżał na łóżku,bełkotał i
był sparaliżowany.Płakał.Patrzył na mnie i płakał a ja z Nim.Lekarze
powiedzieli,że ma zapalenie płuc.Poza tym mimo jak twierdzili różnych
badań,one nic nie wykazywały.Po 3 tygodniach,kiedy już wyleczyli Mu
zapalenie płuc zaczęły nie funkcjonować nerki,po raz pierwszy stanęło
Mu serce,reanimowali Go i przenieśli na OIOM bo nie odzyskał
przytomności.Już nigdy jej nie odzyskał.Nigdy.Leżał tam popodłączany
do wszystkiego co możliwe.Lekarze od początku mówili,że z tego nie
wyjdzie,ale ja wierzyłam.Tyle razem przeszliśmy.Kurcze,tyle różnych
rzeczy.27 maja pojechałam jak codzień.Pielęgniarka przy wejściu
kazała mi pójść do lekarza.Kilka dni temu odłączyli Mu respirator i o
połowę zmniejszyli dawkę adrenaliny,bo Daniel zaczął sam
oddychać.Miał mieć jakiś zabieg wstawienia rurki w krtań żeby było Mu
łatwiej oddychać.Pomyślałam w pierwszej chwili,że coś im nie poszło z
tym zabiegiem i może trzeba go powtórzyć.Kiedy szłam przez korytarz i
zobaczyłam puste łóżko moje serce już wiedziało,tylko głowa jeszcze
nie dopuszczała tej myśli.26 maja o 18:15 przestało bić serce,które
tak bardzo kochałam!!!!Sekcja zwłok wykazała niby SEPSĘ.Gówno.To
dlaczego ja jej nie dostałam niby?Niby dlaczego się nie zaraziłam tą
SEPSĄ kiedy go całowałam?????
No i egzystuję sobie tak płacząc i męcząc się ukradkiem no bo
przecież cały czas jestem z Markiem.Wspierał mnie cały czas,ale nigdy
nie dowie się prawdy,że miał być tylko na chwilę.Że miał być tylko
zabawką w moich rękach.Że ja miałam wrócić do Daniela.Marek jest
dobrym mężczyzną,kocha mnie i dzieci.Dba o nas.Ja za to jestem chyba
wcieleniem zła,bo dopiero teraz uświadomiłam sobie jak bardzo od
kilku lat krzywdziłam Daniela i tych mężczyzn-zabawki.To ja powinnam
zginąć z tej ziemi.Obiecałam Danielowi,że zostanę już do końca z
Markiem,że nie będę z nim postępowała tak jak z moim ukochanym
mężem.I kiedy sobie myślę,że już może jakoś powoli zaczynam w miarę
normalnie funkcjonować to znów przychodzą wyrzuty sumienia i tęsknota
do bólu.I znów po kryjomu przed Markiem uciekam gdzieś i
wyję,dosłownie wyję z bólu.Tak bardzo chciałabym umrzeć.Tak bardzo
wciąż kocham Daniela.Miał być zawsze...