Dodaj do ulubionych

Jestem złym ojcem

06.10.14, 13:58
Jestem złym ojcem, jeszcze gorszym niż mój własny. Wstydzę się tego, cierpię wewnętrznie nie mogąc znaleźć siły aby odmienić ten "zły urok".

Bardzo czekaliśmy na dziecko. Oboje bardzo dziecka chcieliśmy i bardzo córeczkę kochamy. Ale na bardzo odmienny i inaczej rozumiany sposób. Nie chcę oceniać swojej żony jako matki tutaj, nie w tym mam cel.

W moim rodzinnym domu matka troszczyła się o wszystko. Robiła zakupy, płaciła rachunki, zarabiała na dom, na nasze wspólne utrzymanie. Ojca musiała wręcz zmuszać do pójścia do pracy, ale jego i tak nic nie interesowało. Nigdy nie miałem z nim więzi - bo jego emocjonalnie w moim życiu po prostu nie było. Zawsze siedział tylko w swoich "zainteresowaniach" a dla rodziny nigdy nie miał czasu. Nie wiem nawet czy ów czas chciał mieć. Wolał - i czas i zarobione pieniądze wydawać na siebie, wpędzając matkę w długi. Nigdy nie interesował się moją nauką, rozwojem emocjonalnym. Nigdy ze mną o niczym nie rozmawiał. Wydawał mi się obcym człowiekiem. Pojawiał się tylko wtedy kiedy trzeba było mnie zwyzywać od debili, kretynów, pasożytów albo przylać mi pasem po twarzy albo w dupę, rzucić matką o ścianę albo któreś z nas kopnąć. Kiedy były problemy - potrafił kazać nam "spier*****" i zamknąć się w pokoju. Tak spędziłem dzieciństwo....

Kiedy urodziła się córeczka - którą przecież kocham, obiecywałem sobie, że taki nie będę! Nie chciałem! Spędzałem z rodziną wiele czasu, próbowałem uczestniczyć we wszystkich wyborach. Bardzo aktywnie spędzałem z małą czas, w głównej mierze to ja dbałem o lekarzy, chętnie chodziłem z nią na spacery, spędzanie z nią czasu, zajmowanie się malutką było dla mnie bardzo ważne. Ale gdzieś tam - głęboko w środku siedział "mój ojciec" - "Piotruś Pan". Zawsze ciężko pracowałem a po pracy biegłem prosto do domu i szkoda mi było czasu na kolegów albo wyjścia z pracy - pędziłem do rodziny. Ja sam dbam o wszystkie zobowiązania finansowe rodziny, pilnuję kredytów, dbam o rachunki, staram się być aktywny w domu, dzielić z żoną obowiązki opieki nad domem.

Coraz mniej czasu spędzam z córką, coraz więcej "sam ze sobą". Coraz bardziej tracę z nią więź i bardzo mnie to boli, choć wiem, że sam jestem temu winny i nikt inny. Nie uciekam od problemów i jeśli trzeba zostanę w domu, pójdę z córeczką do lekarza, z dosłowną przyjemnością angażuję się w zawożenie jej do przedszkola, lubię ją usypiać wieczorem - ale coraz częściej na nią krzyczę, złoszczę się kiedy mała nie może spać w nocy i robię awantury krzycząc na żonę i dziecko o byle pierdoły - nawet o taką głupotę jak bałagan w kuchni albo jakąś rzecz leżącą gdzieś gdzie nie powinna.

Czuję, że wychodzi ze mnie mój własny ojciec. Robię dokładnie to samo co on i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Zawodzę nie tylko swoją żonę, ale przede wszystkim córkę - której głęboko w duchu obiecałem, że dam lepsze dzieciństwo niż moje własne.

Trudno mi nawet o tym pisać i mówić, ponieważ na własnym dziecku zaczynam powtarzać te okrucieństwa jakie dał mi mój własny ojciec. Nie wszystkie, ale... Cóż z tego, że dbam o nią, że jak trzeba to pojadę do lekarza, pójdę do przedszkola, polecę do sklepu po lizaka - skoro na drugi dzień na nią wrzasnę o byle gó...?!?!?

Tak, jestem złym ojcem i nie chcę tutaj rozgrzeszenia. Posłuchajcie mojej przestrogi, tak łatwo powielić wzorce swoich rodziców....
Obserwuj wątek
    • gosia891712 Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 14:21
      Nie jest pan złym ojcem, powinien pan dociec czemu dziecko nie może spać w nocy, może śnią mu się koszmary albo coś mu dolegaWięcej cierpliwości do dziecka i żony, niech się pan postara nie wrzeszczeć z byle powodu na córeczkę
    • verdana Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 14:24
      A nie masz Ty czasem zbyt idealistycznych wyobrażeń o "dobrym ojcu". Bo oddalanie się od dziecka to problem. Ale sporadyczne krzyknięcie na dziecka, za "byle g..", to może nie powód do chwały, ale i do samobiczowania sie też nie. Dzieci bywają najukochańsze i wyprowadzają nas regularnie z równowagi. Jesli dziecko nie śpi, to byc może jesteś zwyczajnie zmęczony. No i pytanie - czy z córką spędzasz nadal czas? Bo wyobrażenie, ze rodzic nie ma mieć czasu sam dla siebie, bo wtedy jest złym rodzicem - jest co najmniej błędne.
      • xsqr Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 14:26
        Może trochę idealistyczne mam - bo stawiałem sobie bardzo wygórowane oczekiwania wobec siebie. Ale na pewno mógłbym być lepszy, mniej się denerwować. Nie krzyczeć na małą - bo przecież mogę jej tym zafundować nerwicę, przestraszyć ją.
        Na pewno jestem zmęczony - nawet nie tyle fizycznie - co psychicznie bo "na moim garbie" są wszystkie zmartwienia o dom, kredyty, stabilność finansową - ale to nie jest żadne usprawiedliwienie, żeby pyskować na dziecko, które nie może spać albo jest chora i złorzeczyć na nie.
        • amb25 Re: Jestem złym ojcem 07.10.14, 06:45
          A czy nie mozesz tych zmartwien dzielic z zona? Ona powinna cie wspierac.
          Taki stress moze wyssac z czlowieka wszystkie sily, wiec nic dziwnego ze nie dajesz rady psychicznie i pewnie daltego zamykasz sie w sobie i denerwujesz.
          Jesli nie zona, to moze rozmowa z dobrym psychoterapeuta pomoze.
    • mamrot3 Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 14:32
      Masz świadomość, jakie popełniasz błędy, więc na pewno uda Ci się je wyeliminować. Pomocna byłaby Ci terapia dla DDA.
      • xsqr Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 14:36
        DDA to akurat dla mojej żony, bo ma ojca alkoholika i ma zasadniczy problem z szacunkiem do mężczyzn - w tym mnie jako ojca i męża. Nie potrafi wyrażać uczuć, jest do mnie chłodna i zdystansowana.
        Dla mnie raczej DDD (Dorosłe Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych), bo moi rodzice chyba nigdy do swojej roli nie dorośli. Kocham ich szczerze, ale teraz kiedy mam "własne" dziecko widzę jak wiele popełnili błędów. Nie było ich nigdy kiedy ich naprawdę potrzebowałem.
        • mamrot3 Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 14:45
          Oczywiście że się pomyliłam. Przepraszam.
          Swoją drogą, czy nie jest tak, że żale do żony rozładowujesz na córce? Może to stanowi oś Twoich problemów w stosunkach z Małą?
          • xsqr Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 14:47
            mamrot3 napisał:

            > Oczywiście że się pomyliłam. Przepraszam.
            Każdy się myli, pewnie codziennie więc nie ma za co przepraszać. Nie obrażam ani nie obruszam się o wszystko.

            > Swoją drogą, czy nie jest tak, że żale do żony rozładowujesz na córce? Może to
            > stanowi oś Twoich problemów w stosunkach z Małą?
            Nie myślałem o tym w ogóle w takim kontekście, mam do żony pewne żale o jej zaangażowanie w związek, chłód. Mamy pewne nieprzepracowane problemy, ale - musiałbym to chyba łączyć nieświadomie.
            • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 15:04
              Wszyscy rodzice maja czasami ochotę wrzasnąć na marudzące dziecko, to naturalne jednak spora część ludzi potrafi powściągnąć emocje i wyluzować. Najwidoczniej nigdy nikt Cie nie uczył JAK to robić. Poszukaj terapii radzenia sobie ze złością i kontrolowania gniewu, zrozumienie, że sobie z tym nie radzisz to początek drogi. A co do dzieci - zrób to dla swej córeczki, pomyśl jaka będzie denerwująca jako przemądrzała dziesięciolatka, czy jęcząca nastolatka, a Twoją rola będzie wtedy wspierać ją, rozmawiać i tłumaczyć, nie dając się wyprowadzić z równowagi. W rodzicielstwie zatem też jesteś dopiero na początku drogi.
              Jest nawet powiedzenie, że dzieci są tak słodkie po urodzeniu, że miałoby się je ochotę zjeść, a potem człowiek tylko żałuje, ze tego nie zrobił..
              Pamiętaj tez o drugim bardzo mądrym powiedzeniu - mężczyzna najlepiej dba o swoje dziecko szanując jego matkę.
              • nowy99 Re: Jestem złym ojcem 15.11.14, 00:00
                I drugą stronę: kobieta dbająca o swoje dziecko powinna szanować jego ojca.

                Tutaj jednak chyba mamy klasyczny przypadek męża skutecznie upupionego (besztanego) przez żonkę.
    • ortolann Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 14:59
      Nie jesteś złym ojcem. Jesteś po prostu, bardzo zmęczonym, zapracowanym człowiekiem. Nikt nie jest aniołem i nawet najlepszy tatuś krzyknie czasem na dziecko, obsztorcuje żonę, wścieknie się na cały świat. Nie można dźwigać wszystkiego i jeszcze się uśmiechać.
      Masz prawo do bycia zmęczonym, zdenerwowanym, rozdrażnionym - daj sam sobie przyzwolenie na to. Co więcej, taki brak cierpliwości jest zdrowym odruchem, bo jeślibyś pozwolił "wejść sobie na głowę", to w szybkim tempie mógłbyś w ogóle nie podołać niczemu a może i zdrowie też by zaszwankowało. Poza tym, Twoje dziecko też musi czasem dostać wyraźny komunikat, gdzie jest granica Twojej wytrzymałości i w ten sposób zdobywa cenną naukę.
      Nie gań sam siebie za naturalne odruchy. Nie katuj się wizerunkiem ojca. Masz dokładnie połowę jego genów, ale to nie odpowiada za stosunek do świata. Ty jesteś bardzo wrażliwym, świadomym człowiekiem, którego rodzice skrzywdzili. Nie jesteś siłaczem, nie jesteś aniołem. Jesteś mężczyzną, zwykłym człowiekiem.
      No, to teraz idź sam na spacer, pobiegaj, spotkaj się z kumplami. Jednym słowem: zrób sobie krótkie, intensywne wakacje od obowiązków. Sport, czy w ogóle wysiłek fizyczny bardzo dobrze się nadaje do tego celu. A potem możesz spokojnie, z czystym sumieniem i spokojną głową wrócić do roboty.
    • vilez Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 15:50
      Jesteś człowiekiem bardzo świadomym siebie i problemu, który z sobą masz. To naprawdę dużo. Nazwanie problemu to ponoć połowa sukcesu.
      Teraz idź dalej- zacznij pracować nad rozwiązaniem tego problemu.
      Po pierwsze- przestań już siebie winić (skoro nazwałeś problem).
      Po drugie, zadbaj o swój wypoczynek. śpisz wystarczająco dużo? Nie masz lekkiej depresji? W depresji zdarza się pobudzenie agresywne.
      Po trzecie, zacznij czytać o bezpiecznych -dla siebie i innych- sposobach rozładowywania napięcia.
      Po czwarte, uwierz, że utracić więź z dzieckiem nie ejst tak łatwo, jeśli wcześniej byłeś wystarczajaco dobrym ojcem, a z tego co piszesz, wynika że byłeś. Poza trym, dziewczynki mają jakby zdefinicji silną więź z ojcem, więc korzystaj z tego.
      Po piate, zastanów się, czy np. nie ma na to wszystko wpływu sfera Twoich problemów na linii TY- żona. Spróbuj się mimo wszystko rozdzielac te sfery: związku i ojcostwa. wiem, że to trudne, ale trzeba próbować.
      Po szóste- pracuj nas zmianą schematu wyniesionego z rodziny, jesli to naprawdę o to chodzi. Może chodzi, moŻe nie chodzi. Ja raczej watpię, że o to chodzi (własnei ze wzgledu na Twoją wysoką samoświadomość), ale pracowac zawsze warto.
      I po siódme- chyba kazdy z rodziców miewa chwile zwątpienia w swoje kompetencje jako rodzica. Każdy też ma słabsze momenty czy nawet fazy. Bywa, trzeba to umiec sobie wybaczać i iść dalej.
      Trzymaj się! :-)
    • marsylvik Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 17:17
      xsqr napisał(a):

      > Jestem złym ojcem, jeszcze gorszym niż mój własny. Wstydzę się tego, cierpię we
      > wnętrznie nie mogąc znaleźć siły aby odmienić ten "zły urok".

      Surowa ocena.
      Nie liczyłabym na to, że "forum" potrafi się trafnie do niej odnieść, ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. Choć konkretni ludzie stąd mogą próbować i to, i to. Ja też spróbuję ;)
      Twój własny opis czynów ojca i Twoich czynów przeczy temu co powyżej napisałeś.
      No ale nie wnikam już bardziej, sam sobie tę sprzeczność przemyśl.

      > W moim rodzinnym domu matka troszczyła się o wszystko. Robiła zakupy, płaciła
      > rachunki, zarabiała na dom, na nasze wspólne utrzymanie. Ojca musiała wręcz zmu
      > szać do pójścia do pracy, ale jego i tak nic nie interesowało. Nigdy nie miałem
      > z nim więzi - bo jego emocjonalnie w moim życiu po prostu nie było.

      Był, był... I jest do dziś. Przecież piszesz o nim. Dość emocjonalnie.

      > Coraz mniej czasu spędzam z córką, coraz więcej "sam ze sobą". Coraz bardziej t
      > racę z nią więź i bardzo mnie to boli, choć wiem, że sam jestem temu winny i ni
      > kt inny. Nie uciekam od problemów i jeśli trzeba zostanę w domu, pójdę z córecz
      > ką do lekarza, z dosłowną przyjemnością angażuję się w zawożenie jej do przedsz
      > kola, lubię ją usypiać wieczorem - ale coraz częściej na nią krzyczę, złoszczę
      > się kiedy mała nie może spać w nocy i robię awantury krzycząc na żonę i dziecko
      > o byle pierdoły - nawet o taką głupotę jak bałagan w kuchni albo jakąś rzecz l
      > eżącą gdzieś gdzie nie powinna.

      "Oczekiwanie, że można tworzyć związek/przejść przez życie bez konfliktów i przeżywania trudnych emocji jest nierealistyczne" - nie masz przypadkiem nierealistycznych oczekiwań wobec siebie, zbyt wyidealizowanego obrazu ojcostwa?
      Jak często zdarzają Ci się takie wybuchy, regularnie, od czasu do czasu? Są wyjątkowo silne, albo trwają bardzo długo? Może rzeczywiście masz jakiś problem ze swoją własną złością, z tego co piszesz, to jak najbardziej mogło Ci w domu rodzinnym zabraknąć nauki, pozytywnego przykładu na to jak sobie z takimi emocjami radzić, możesz nie czuć pewności co jest normalne, prawidłowe, zdrowe, a co nie jest.
      Zajrzyj też może do tego starego wątku, zwróć uwagę na to, jak sytuację oceniła tam psycholog: forum.gazeta.pl/forum/w,898,151197643,151197643,Czy_ja_naprawde_potrzebuje_pomocy_.html

      > Czuję, że wychodzi ze mnie mój własny ojciec. Robię dokładnie to samo co on i n
      > ie wiem jak sobie z tym poradzić.

      Tak sobie myślę... Praca psychologa ma służyć właśnie właśnie takim ludziom jak ja czy Ty. Tobie psycholog potrafiłby pomóc (nie każdemu potrafi, bo nie każdy chce być lepszy niż jest).

      > Tak, jestem złym ojcem i nie chcę tutaj rozgrzeszenia. Posłuchajcie mojej przes
      > trogi, tak łatwo powielić wzorce swoich rodziców....

      Hmm... Ja nie jestem w stanie na podstawie tego co piszesz stwierdzić, czy jesteś złym ojcem, czy takim sobie, dość przeciętnym, czy może wyjątkowo dobrym. Jedyne czego jestem pewna, to że sam się źle ze swoją oceną własnego ojcostwa czujesz. I prawie pewna, że swoją żonę oceniasz jako niewystarczająco dobrą matkę, to raczej wyczuwam, niż odczytuję wprost.
      Przestrogi nie potrafię dla siebie w tym odnaleźć. Potrafię tylko Ci życzyć, żebyś się lepiej poczuł sam ze sobą, bez względu na to, czy przez urealnienie obrazu ojcostwa, czy przez pracę nad swoimi emocjami i poprawienie w ten sposób swojego funkcjonowania jako ojciec. A może jedno i drugie.
      • xsqr Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 21:33
        marsylvik napisała:

        > Hmm... Ja nie jestem w stanie na podstawie tego co piszesz stwierdzić, czy jest
        > eś złym ojcem, czy takim sobie, dość przeciętnym, czy może wyjątkowo dobrym. Je
        > dyne czego jestem pewna, to że sam się źle ze swoją oceną własnego ojcostwa czu
        > jesz. I prawie pewna, że swoją żonę oceniasz jako niewystarczająco dobrą matkę,
        > to raczej wyczuwam, niż odczytuję wprost.

        Tutaj jest akurat odwrotnie aniżeli myślisz, lub w ogóle inaczej. Nie uważam swojej żony za złą matkę. W ogóle jej w ten sposób nie oceniam. Jednak to właśnie ona na niemal każdym kroku mnie ocenia i ignoruje moje zdanie. Niemal codziennie wypowiada pod moim adresem jakieś niezbyt przyjemne słowa - a to krytykując, że czegoś nie kupiłem albo kupiłem nie to co trzeba, a to że źle dziecko ubrałem zamiast dać wskazówki skoro sam się przyznaję, że mam kłopot z dobraniem ubrania dla małej. Podobnie ze stawianiem granic w życiu codziennym. Postawiłem sobie pewną zasadę - że będę dziecku zawsze tłumaczył dlaczego czegoś nie może, jeśli jej czegoś zabronię (dla przykładu, kiedy sięgnie do szuflady i zamiast łyżeczki wyjmie obieraczkę - tłumaczę małej (mimo, że ma 2,5 roku), że to jest niedobre dla niej i może się skaleczyć, że tego mogą używać tylko rodzice) zaś moja żona przyjęła sobie niemal za punkt honoru zarzucać mi, że bronię dziecku wszystkiego i je ograniczam, choć tak nie jest. Nie pozwalam oglądać telewizji przed zaśnięciem, upieram się przy kładzeniu małej spać o regularnej godzinie, bronię biec z psem na smyczy po korytarzu (kiedyś się wywróciła i uderzyła głową o podłogę więc teraz bardzo tego pilnuję).

        Kiedyś, kiedy mała miała nie więcej jak pół roku powiedziałem swojej żonie, że jeśli będzie mnie krytykowała jako ojca a nie będzie szanowała tego, że się angażuję i jestem odpowiedzialny - to zacznę się wycofywać z życia rodzinnego. Nie, nie zwalam winy na nią, ale czuję się w tej relacji, jakby "gorszy".
        • marsylvik Re: Jestem złym ojcem 07.10.14, 13:14
          xsqr napisał(a):

          > Tutaj jest akurat odwrotnie aniżeli myślisz, lub w ogóle inaczej. Nie uważam sw
          > ojej żony za złą matkę. W ogóle jej w ten sposób nie oceniam. Jednak to właśnie
          > ona na niemal każdym kroku mnie ocenia i ignoruje moje zdanie.

          No to źle przeczytałam "między linijkami" ;)
          Może nie odwrotnie, bo tam rzeczywiście jest jakiś żal do żony, tylko że nie o to, jaką jest matką, a o to, jak Ciebie jako ojca ocenia.
          Widzę, że tu masz taki sam zgryz ze swoją babą, co ja ze swoim chłopem :D

          Z ciekawości, tak dla mnie, czy Twoja żona prócz skłonności do oceniania też jest nadmiernie wyczulona na cudze oceny?

          Wydaje mi się, że taka postawa żony plus to, co pisałeś o własnym ojcu może mieć większy wpływ na to, jak siebie jako ojca postrzegasz, niż to, jakim rzeczywiście jesteś. To musi być naprawdę trudne.

          > Kiedyś, kiedy mała miała nie więcej jak pół roku powiedziałem swojej żonie, że
          > jeśli będzie mnie krytykowała jako ojca a nie będzie szanowała tego, że się ang
          > ażuję i jestem odpowiedzialny - to zacznę się wycofywać z życia rodzinnego. Nie
          > , nie zwalam winy na nią, ale czuję się w tej relacji, jakby "gorszy".

          Rozumiem.
          Może być tak, że żona nie tyle ma lepszą pozycję w związku, co ma zupełnie inny od Twojego sposób myślenia i porozumiewania się. Bardzo możliwe, że przy tym wszystkim ona się czuje jako rodzic tak samo jak Ty: gorsza w tej realacji.

          Bo już tak mamy, że znamy zazwyczaj swoje własne motywy, znamy swoje uczucia. Cudzych nie znamy. Możemy być o nich poinformowani i wierzyć w to albo nie, możemy też się ich domyślać, trafnie, albo nie.
          Jak ja w tej chwili z Tobą rozmawiam, to wierzę (tu jest komunikacja), ale też się domyślam. Jak widać powyżej, nie zawsze trafnie.
          Więc może tu wcale nie o szacunek do Ciebie chodzić, ani uznawanie Twoich praw jako rodzica, tylko o komunikację i zaufanie.
          • xsqr Re: Jestem złym ojcem 07.10.14, 13:24
            marsylvik napisała:

            > Z ciekawości, tak dla mnie, czy Twoja żona prócz skłonności do oceniania też je
            > st nadmiernie wyczulona na cudze oceny?
            Moja żona nie tyle jest wyczulona, ale jej w ogóle trudno o cokolwiek zwrócić uwagę lub poprosić żeby zrobiła coś inaczej - bo od razu traktuje to jako atak na jej osobę, dlatego też rozmowy z nią są bardzo trudne albo nawet nerwowe.
            • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 07.10.14, 13:47
              xsqr napisał(a):

              > Moja żona nie tyle jest wyczulona, ale jej w ogóle trudno o cokolwiek zwrócić u
              > wagę lub poprosić żeby zrobiła coś inaczej - bo od razu traktuje to jako atak n
              > a jej osobę, dlatego też rozmowy z nią są bardzo trudne albo nawet nerwowe.

              A spróbuj po prostu zamiast zwracać jej uwagę i wytykać błędy w postępowaniu ustalić wspólnie z nią jakiś w miarę spójny front wychowawczy w stosunku do dziecka. Tak, żebyście sobie nawzajem nie podrywali autorytetu i popierali się wzajemnie nawet w tych sytuacjach kiedy nie jesteście na 100% przekonani o racji drugiej strony. Pokaż żonie, że Ty idziesz na ustępstwa, ale wobec tego i ona też może. To dużo lepsze niż obrażanie się i wycofywanie z życia domowego, albo nieustanna krytyka.
              • ola_dom Re: Jestem złym ojcem 07.10.14, 13:56
                aqua48 napisała:

                > A spróbuj po prostu zamiast zwracać jej uwagę i wytykać błędy w postępowaniu ustalić
                > wspólnie z nią jakiś w miarę spójny front wychowawczy w stosunku do dziecka. Tak, żebyście
                > sobie nawzajem nie podrywali autorytetu i popierali się wzajemnie nawet w tych sytuacjach
                > kiedy nie jesteście na 100% przekonani o racji drugiej strony.

                Jak pamiętam z wcześniejszego wątku, właśnie na "tym polu" pojawiały się grube problemy. W których brali udział także teściowie autora wątku, którzy opiekują się wnuczką i "nie wyobrażają sobie inaczej", ale dziewczynka wraca od nich pełna złości i agresji.
                Wydaje się, że ta kwestia została nierozwiązana - taką mam czutkę z nowego wątku xsqr.
            • marsylvik Re: Jestem złym ojcem 07.10.14, 14:45
              Brzmi znajomo, oj, znajomo!

              Ty zamiast przestrzegać tu na forum innych namawiaj żonę na wspólną wizytę u psychologa. Jak się nie da jej przekonać, to idź sam. Masz trudną sytuację.

              Mnie się udało przekonać swojego chłopa, poszliśmy, tam stwierdził, że on nie ma problemów, to ja jestem przewrażliwiona. Chodziłam więc sama. Niewielka poprawa, przynajmniej zmniejszyły się różne moje wątpliwości, trochę się wzmocniłam... Przeprowadzka, poprawa w rodzinie, duża, potem znów problemy. Przekonałam go do wspólnej wizyty, znowu, tym razem stawiając sprawę na ostrzu noża. Teraz chodzimy oboje, każde oddzielnie, w planach wspólna terapia dla pary. Poprawa jest, wyraźna tym razem.

              Co ciekawe, nabrałam przekonania, że psycholog to nie lekarz. Nie leczy.
              To bardziej nauczyciel. Chwilowy rodzic, na zastępstwie.
              Uczy tego, czego powinni nas nauczyć rodzice, a czego w swoim czasie nie zrobili. Sytuacja w rodzinie leczy się wtedy sama, przy okazji.
              Wy oboje mieliście dzieciństwo, które nie zapewniło Wam odpowiedniej nauki. Jak teraz to nadrobicie, z psychologiem, to nie tylko możecie się nauczyć rozumieć się nawzajem, nie ranić, być ze sobą szczęśliwi, ale i swojemu dziecku będziecie mogli sami wszystko w życiu pokazać, wtedy jako dorosła osoba uniknie Waszych problemów, nie będzie musiała sama chodzić do psychologa, żeby móc być szczęśliwą kobietą.
              Myślę, że takie spojrzenie pomogło mi namówić moją drugą połówkę do pójścia na tę drugą wspólną wizytę i pomóc mu zobaczyć sens dalszego chodzenia, udziału w tym procesie. Może Tobie też się uda?
    • edw-ina Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 17:56
      Jeżeli wiesz, czym jesteś obciążony, jeżeli uważasz, że zaczynasz powtarzać scenariusz wyniesiony z domu (niezależnie od tego czy tak jest, czy nie, nie będę oceniać), to nie czekaj na rozwój wydarzeń, tylko zajmij się uzdrawianiem swojej duszy, by nie skrzywdzić kolejnej duszy. Fakt, że o tym myślisz, nie wypierasz się złych zachowań, dostrzegasz gdzie możesz popełniać błędy, jest najlepszą drogą do rozpoczęcia terapii. Nie zwlekaj.
      A swoją drogą - naprawdę nikt nie jest idealnym rodzicem. A ci, którzy twierdzą, że są, przypuszczalnie albo nie wiedzą, co mówią, albo sami próbują coś przed sobą zataić.
    • pade Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 19:52
      Wow! Przede wszystkim to gratulacje! Za wnioski.
      Ale nie przeginaj, ok?:) Bo potępiasz się tak, jakbyś przylał córce, co najmniej.
      No i jest kwestia tego, że dzieci mają radary i córka Twoj lęk wyczuwa, tylko nie wie, czego on dotyczy.
      Dlatego im bardziej będziesz się bał, tym bardziej córka może się "gorzej" zachowywać.
      Na Twoim miejscu nie pozwoliłabym, żeby "demon" ojca wisial mi nad głową. Wiem, że łatwo się mówi. Pracuję nad tym od lat...
      Wzorce się powiela, owszem, ale to jest "wyleczalne":)
      To, co musisz zrobić, to zaufać sobie. Odkryć, kiedy, w jakiej sytuacji odzywają się pewne emocje, nazwać je, ocenić, czy nie są nadmiarowe a jeśli tak to trzeba sobie przypomnieć, kiedy wcześniej się pojawiały. I wtedy krok po kroku pojawią się schematy. I niezaspokojone potrzeby. I stłumione emocje. I ból.
      Polecałabym to jednak przerobić na terapii. Będzie łatwiej i szybciej niż samemu.
      Skoro naprawdę chcesz być dobrym ojcem (którym pewnie jesteś), czy jest lepszy dar, który można ofiarować dziecku jakim jest dojrzałość rodzica?
    • 71tosia Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 20:47
      przede wszystkim zadbalabym o odpoczynek, a w sprawy rodziny, takze finansowe, bardziej angazuj zone. Ciagle poczucie ze za wszystko jestes odpowiedzialny (ty i tylko ty) zapewne dziala bardzo przygniatajaco i stresujaco. Jezeli mozesz to staraj sie nie zajmowac dzieckiem jak jestes na granicy wybuchu.
      • xsqr Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 21:37
        Ją bardzo trudno w to zaangażować. Zawsze ma wymówkę - a to, że nie potrafi, nie ma czasu. Ja zaś czuję się psychicznie bardzo zmęczony - co przekłada się też na samopoczucie fizyczne - ciągłym dbaniem o "budżet" i wydatki, pilnowaniem spraw urzędowych, rachunków, dbaniem o karty i płacenie rat. Czasem mam takie gorsze dni, kiedy dosłownie chce mi się w kącie ryczeć (-płakać) żeby przez jeden miesiąc móc w ogóle nie myśleć o tym ile jest pieniędzy, czy rata jest zapłacona albo czy starczy na wyjście gdzieś razem.

        Szczerze - od 7 lat sam zupełnie o to dbam i w tym obszarze nie mam żadnego wsparcia od żony - ale to moja wina, bo nigdy od niej tego nie oczekiwałem, więc mogła myśleć, że jest mi dobrze w takim układzie.
        • vilez Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 22:09
          Czyli największy problem to relacje z żoną. To się przekłada na wszystko inne. Tak podejrzewałam.
          Na szybko tego nie rozwiążesz. Ale na teraz możesz sobie odpuscić mysli o tym, że jesteś złym ojcem. NIE JESTEŚ. I tego się trzymaj.

          1. Musicie przemodelować obowiązki domowe.
          2. Żona nie udziela Ci wsparcia. To bardzo źle.
          3. Spisz sobie Twoja wizję Waszego lepszego zycia. I daj jej przeczytać.

          Dobrze, że tu napisałeś.
    • koronka2012 Re: Jestem złym ojcem 06.10.14, 23:44
      Jesteś nerwowy, co niestety najbardziej odczuwa rodzina. Tylko mam wrażenie, że rodzina "obrywa" za twoje frustracje, których źródła są gdzie indziej... i pora je przepracować, pogodzić się z tym, że na pewne rzeczy nie masz wpływu (kredyt) i po prostu trzeba nauczyć się z tym żyć. Żonę wybrałeś świadomie, na dziecko zdecydowałeś się świadomie.

      Wiem, że chłód ze strony partnera rani - ale to co możesz zrobić, to zmienić swoje myślenie o tym fakcie. To nie jest wymierzone przeciwko tobie, to nie znaczy, że żonie nie zależy - ona tylko nie potrafi wyrażać emocji, ale nie jest to brak zaangażowania.
    • default Re: Jestem złym ojcem 07.10.14, 07:48
      Czasem czujemy, że boli nas czwarty ząb u góry , a na wizycie u dentysty okazuje się, że z czwórką wszystko w porządku, natomiast dziura jest w dolnej szóstce :)
      U Ciebie (moim zdaniem) wystąpiło podobne zjawisko - coś Ci doskwiera, tylko że w innym miejscu niż Ci się wydaje. Być może wisząca nad Tobą "klątwa" dysfunkcyjnego ojca spowodowała, że upatrujesz żródło frustracji w poczuciu niewywiązywania się należycie z roli ojca, ale z dalszych Twoich wpisów wynika, że przyczyną są raczej narastające żale i pretensje do żony. Za jej chłód, krytykanctwo, niedocenianie Ciebie, "oranie" w Ciebie... itd.
      Więc chyba od uporządkowania relacji z żoną, wyjaśnienia sobie swoich żalów i oczekiwań należy zacząć - kwestia relacji z dzieckiem sama się wyprostuje, choć moim zdaniem nic w niej do prostowania nie ma, bo ojcem jesteś dobrym. Za to mężem - ZA dobrym, a ponieważ nikt tego nie docenia to popadasz we frustrację.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jestem złym ojcem 07.10.14, 08:41
      Jeśli gdzieś upatrywałabym reliktów relacji z ojcem, to w relacji z żoną. Przynajmniej taką jak Pan ją opisuje. Podobnie jak Pana ojciec jest wymagająca, krytyczna,chłodna, nie zwracająca na Pana uwagi. Wybrał Pan na żonę osobę, stwarzającą być może podobny klimat emocjonalny, jaki Pan czuł w relacji z ojcem.
      Natomiast, wnioskując z Pana opisu relacji z córką, nie nazwałabym Pana złym ojcem. Być może Pan niepokój co do swoich zachowań wzbudza fakt, że córka dorastając wyzwala w Pani inne emocje i wymaga innych zachowań i decyzji niż niemowlak. Więc czasem trzeba stanowczości, która Pan być może myli z agresją, a czasem dziecko w tym wieku bywa irytujące swoimi zachowaniami, które dla niego są naturalne, a le tez i zmienne wraz nową fazą rozwoju.
      Jeśli nie lubi Pan niektórych swoich zachowań wobec córki, to proszę się lepiej kontrolować, pamiętać o tym, coś poczytać na temat rozwoju dziecka czy o rodzicielstwie, co pomoże Panu wprowadzić korektę do swojego postępowania.
      Myślę, że dobrze byłoby aby pomógł Pan sobie krótką pomocą psychologiczną. Polecałabym jakąś formę grupową. Proszę sprawdzić na stronie Laboratorium Psychoedukacji Grupę Otwarcia. To pięciodniowe intensywne doświadczenie interpersonalne. Polecam, bo będzie tam Pan mógł zająć się sobą, skoncentrować na swoim stanie emocjonalnym, zrozumieć źródła swoich zachowań,ale jednocześnie skonfrontować swoje przeżycia z innymi. No i Grupa Otwarcia jest dostępna dla każdego, nawet dla osób spoza Warszawy czy mieszkających poza Polską.
      Jednocześnie chce powiedzieć, ze to dobrze, ze stara się Pan być refleksyjny w sprawie relacji z córką. Bo dzięki temu jest Pan w stanie wprowadzać ewentualne korekty czy poprawiać swoją relację z nią czy po prostu dowiadywać się czegoś więcej o niej i o sobie.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
    • twojabogini Re: Jestem złym ojcem 08.10.14, 00:08
      Już przede mną napisano - większy problem masz w relacji z żoną i unikasz problemu szukając go w relacji z córką. ja jednak zajmę się relacją z córką. Bo z twojego opisu wynika, że podchodzisz do niej bardzo zadaniowo. Zawieźć bodajże do przedszkola, czy na wizytę do lekarza.
      Dobry pomysł na relację z dzieckiem to zbudowanie autentycznej więzi - a nie realizowanie "zadań rodzica". Tak więź buduje się gdy spędzacie czas razem - na nic nierobieniu, albo gdy pokazujesz małej coś nowego i albo obserwujesz jej zachwyt, albo okazuje się, że kompletnie nie trafiłeś i mała w ogóle nie jest zainteresowana. Albo gdy uczysz ją czegoś nowego, albo wspierasz gdy nie umie jeszcze wejść na drabinkę. Z tak poznanym człowieczkiem relacja jest inna - i nie tak łatwo rozładować na nim swoją frustrację - czy to z powodu kiepskiej relacji małżeńskiej, dużego kredytu czy stresu - bo to nie kolejne zadanie i pozycja w rozkładzie dnia - tylko mała osóbka. Spróbuje w ten sposób.
      Być może taką małą osóbką jest też twoja żona - po jej trudnych relacjach rodzinnych. Może uda ci się poznac także i ją - i lepiej z nią współpracować.
      Może do wszystkiego podchodzisz zbyt zadaniowo - starając się uniknąć emocji, prawdziwego zaangażowania, miłości. Takiego momentu, gdy lezysz z rodzina na łące i jest po prostu dobrze, a kredyty, oczekiwania, klopoty sa daleko? Do tego nie trzeba łaki - wystarczy poranek, chwila przed snem gdy wspólnie oglądacie bajkę, albo robicie razem zakupy.
      • ola_dom Re: Jestem złym ojcem 08.10.14, 09:57
        twojabogini napisała:

        > Bo z twojego opisu wynika, że podchodzisz do niej bardzo zadaniowo. Zawieźć bodajże do
        > przedszkola, czy na wizytę do lekarza.
        > Dobry pomysł na relację z dzieckiem to zbudowanie autentycznej więzi - a nie realizowanie
        > "zadań rodzica".

        Mnie uderzył ten tekst:
        powiedziałem swojej żonie, że jeśli będzie mnie krytykowała jako ojca a nie będzie szanowała tego, że się angażuję i jestem odpowiedzialny - to zacznę się wycofywać z życia rodzinnego.

        Wydaje się bardzo pasować do "diagnozy" o zadaniowym traktowaniu rodzicielstwa i braku AUTENTYCZNEJ więzi - a nie "więzi", jaka zdaje się być w tej chwili - czyli "ja zrobię wszystko, żeby jak najlepiej spełnić swoją rolę, ale jak Wam się nie będzie podobać, to się obrażę i zabiorę d..ę w troki, BO TAK!".
        Pytanie - czy większym problemem jest faktycznie relacja z żoną, czy relacja z córką, która jest w dużym stopniu uzależniona od uznania żony, a nie faktycznej więzi.
        Ale czy można mieć do kogoś pretensje o brak autentycznej więzi????

        A z innej strony - bo przecież xsqr wcale nie prosił nas tu o rady ani diagnozy - tylko przestrzegał przed powielaniem złych wzorców - ja sama właśnie także z tego powodu nie mam dzieci. Bo nie wierzę, że udałoby mi się wychować szczęśliwego człowieka.
        Ale wiem też, że są tacy, którym udało się przełamać wzorzec - i to jest bardzo budujące, no i daje nadzieję, że SIĘ DA.
        • xsqr Re: Jestem złym ojcem 13.10.14, 12:42
          Traktuję życie i wychowanie nieco zadaniowo i to na pewno jest problem. Z kolei moja żona dopuszcza się przesadnej krytyki i takie wycofywanie się następuje mimowolnie - ja się po prostu już obawiam ubierać dziecko - bo za grubo i ją przegrzeję albo za lekko.
          Wczoraj mieliśmy incydent. Byliśmy u znajomych, ja mam prawo jazdy więc wożę moje kobiety wszędzie. Żona piła drinka z koleżanką a dziewczynki się bawiły. Kilka razy kiedy żona postawiła drinka na stole w zasięgu dzieci ja odstawiałem go na wysoką półkę, żeby mała się przypadkiem nie napiła. Potem wyszedłem do łazienki a kiedy wróciłem widziałem, że dziecko biega trzymając w rączkach wysoką szklankę z alkoholem w środku ? Kto był winny - oczywiście ja...

          > To ty nie przypilnowałeś, żeby nie wzięła tego, to nie moja wina

          ...no tak - ja mam pilnować twoich drinków i alkoholu. Uprzedzając ew. pytania - tak, mała zdążyła liznąć tego co w środku :(

          Moja żona bardzo skrupulatnie odsuwa od siebie wszelką odpowiedzialność. Podobny wstrętny epizod miał miejsce w sobotę rano. Ona już wstała, ja leżałem dłużej w łóżku. Była w salonie, przy kuchni (aneks) i coś robiła. Podszedłem do niej, objąłem ją i nieco pożądliwie przytuliłem do siebie dotykając "tam i owam" tak żeby dziecko nie zauważyło czego skutkiem było ostentacyjne odepchnięcie mnie...

          > nie lubię takich rzeczy

          Potem jeszcze usłyszałem, że "co się tak dobierasz, dupa cię swędzi?" - co zniechęciło mnie do prób na najbliższy tydzień albo miesiąc.

          Strasznym problemem który powoduje poważne problemy w naszym małżeństwie jest jej totalna oziębłość i to, że nie okazuje mi żadnych - ale to żadnych uczuć. Jeśli ja jej nie przytulę - to ona nic nie zrobi. Nie pocałuję jej - ona mnie nie, albo tylko w policzek jak kolegę bez dotknięcia....
          Emocjonalnie jestem wyczerpany i pewnie dlatego psuje swoją relację z córeczką.
          • sorvina Re: Jestem złym ojcem 13.10.14, 13:31
            xsqr napisał(a):

            > Strasznym problemem który powoduje poważne problemy w naszym małżeństwie jest j
            > ej totalna oziębłość i to, że nie okazuje mi żadnych - ale to żadnych uczuć.


            To nie jest tak, że żona nie okazuje Ci żadnych uczuć. Ona nie okazuje Ci ciepłych uczuć, za to otwarcie okazuje Ci wrogość. Wydaje się, że drażni ją sama twoja obecność i każdy pretekst jest dobry, by Cię zjechać. Jak się kogoś nie lubi i nie szanuje to oczywiste, że nie ma się ochoty na kontakt fizyczny i żadne Twoje zabiegi tutaj nic nie dadzą.
            Czy żona wcześniej traktowała Cię ciepło, z szacunkiem ?
            Uczucia w związku czasem się wypalają, ale to nie usprawiedliwia takiego traktowania i nie można na nie pozwalać, traktować jako coś normalnego. Jak zareagowałeś np. na tą uwagę, że to Twoja wina, że dziecko liznęło alkohol z kieliszka żony?
            Jeśli nie szanujemy siebie, pozwalamy by nas nie szanowano to poziom frustracji jest ogromny. Mężczyzna dodatkowo czuje się wykastrowany i wtedy łatwo wyżyć się na dziecku - by choć przez chwilę poczuć się lepiej. Mój ojciec tak robił latami - nie miał odwagi postawić się matce gdy obwiniała go o wszystko, prawdziwe i urojone. Miał za niskie poczucie własnej wartości i dał się zmanipulować poczuciem winy - nie czuł się na siłach stwierdzić, że nie zrobił nic co by uzasadniało takie traktowania i go sobie nie życzy, nie potrafił asertywnie stawiać granic - znał tylko 2 sposoby reagowania - podporządkowanie z wiecznym staraniem się zasłużyć na uznanie mamy, albo agresja - wobec dzieci. Któregoś dnia dzieci dorosły i powiedziały, że jak jeszcze raz podniesie na nie rękę to mu ją złamią i wtedy nawet takie kozaczenie się skończyło i nie zostało mu nic. Żona i tak traktowała go jak skrzyżowanie służby z workiem treningowym, a nie partnera, dzieci nie szanowały i nie lubiły zwyczajnie.
            Tak się kończy tłumienie zdrowej złości i nie pozwalanie sobie na stawianie granic wobec partnera - on traktuje cię coraz gorzej, a złość i tak w końcu zostanie rozładowana, tyle że w destrukcyjnej formie wobec niewinnych i bezbronnych. Potem jest moralniak, więc tym bardziej tłumi się złość i zaciska zęby gdy trzeba coś powiedzieć, aż się wybucha przy dziecku i tak to się kręci... Nie idź tą drogą. Nie wiem czy da się naprawić Twój związek, na pewno warto spróbować, ale tkwienie w nim w tej formie nikomu nie zrobi dobrze, a najmniej dziecku.
            • xsqr Re: Jestem złym ojcem 13.10.14, 14:58
              sorvina napisała:

              > Czy żona wcześniej traktowała Cię ciepło, z szacunkiem ?
              W zasadzie to zawsze tak mnie traktowała. Tyle tylko, że z większym lub mniejszym natężeniem. Kiedyś rodziło to poważne awantury między nami. Mnie się jednak udało wyciszyć i częściowo przestać reagować na jej prowokacje - bo tak to trzeba nazywać, choć - czasem dotknie mnie niekiedy tak "do żywego", że trudno mi panować żeby jej czegoś wulgarnego nie odpowiedzieć. Zawsze też było źle z seksem, kilkukrotnie próbowałem się przed nią otwierać, wyznawać co lubię - a ona kilkukrotnie ordynarnie to wyśmiała i drwiła z tego. Sam nie jestem idealny, ale staram się dawać jej - nawet tonem głosu wyrażać, że ją kocham i zależy mi na małżeństwie, dziecku, dojściu do porozumienia.

              > Uczucia w związku czasem się wypalają, ale to nie usprawiedliwia takiego trakto
              > wania i nie można na nie pozwalać, traktować jako coś normalnego. Jak zareagowa
              > łeś np. na tą uwagę, że to Twoja wina, że dziecko liznęło alkohol z kieliszka ż
              > ony?
              Na jej zarzuty, że mam szukać w internecie co robić - powiedziałem jej, że jeśli będzie trzeba to pojedziemy do lekarza, ale to ona poniesie za to odpowiedzialność i oczekuję od niej przeprosin za to jak się w tej sytuacji ode mnie zachowała. Powiedziała tylko, że "ona jest zdenerwowana" dając mi tym samym do zrozumienia, żeby dać jej spokój.
              • ola_dom Re: Jestem złym ojcem 13.10.14, 15:14
                xsqr napisał(a):

                > W zasadzie to zawsze tak mnie traktowała. Tyle tylko, że z większym lub mniejszym natężeniem.

                Dlaczego jesteście razem?
                To nie "zarzut" ani podchwytliwe pytanie sugerujące, że przecież nie powinniście być małżeństwem, skoro żona tak Cię traktuje od zawsze. W żadnym razie.
                Coś musiało być dobrego, że związaliście się ze sobą? I bardzo chcieliście mieć dziecko?
              • sorvina Re: Jestem złym ojcem 13.10.14, 15:40
                Przepraszam jeśli zabrzmi to brutalnie, ale taki obraz wyłania się z Twoich wpisów:
                jeśli dobrze rozumiem ożeniłeś się z kobietą, która prawdopodobnie nigdy Cię nie kochała, nie szanowała (prawdopodobnie tego nie potrafi, bo wyszła z dysfunkcyjnego domu i tylko takie postawy i zachowania zna), zawsze traktowała Cię w lepszych chwilach nieżyczliwie i obojętnie, a w gorszych z drwiną i pogardą, przerzuca na Ciebie odpowiedzialność za swoje błędy, ciągle Cię krytykuje a jak próbujesz porozmawiać czy postawić jej granice, to tłumaczy się, że ma zły humor/źle się czuje i sprawy nie ma. A Ty przez ten cały czas wychodzisz z siebie by namówić ją do seksu i ćwiczysz się w nie reagowaniu na jej ataki i bardzo się dziwisz, że czasem nie wytrzymujesz i wrzaśniesz na dziecko??

                Jesteś absolutnie pewien, że tak powinno wyglądać małżeństwo i że taka sytuacja jest normalna? A może innej rzeczywistości, niż takiej, gdzie jesteś źle traktowany i słyszysz, że to całkiem usprawiedliwione, bo przecież nie jesteś sam ideałem, a ty starasz się zasłużyć na ochłap uczuć - nie znasz. I masz zbyt niskie poczucie własnej wartości by uwierzyć, że może być inaczej. Ale wtedy jedynym sensownym kierunkiem jest własna terapia - by dojść ZE SOBĄ do ładu. Pod edukować się by rozróżnić dysfunkcyjne zachowania od normalnych i wbić sobie do głowy, że nie musisz znosić tych pierwszych. Dostajesz to na co wierzysz, że zasługujesz, co uznajesz za normalne. Tolerujesz zachowanie żony, kupujesz jej usprawiedliwienia. Unikasz nazywania rzeczy po imieniu, pewnie dlatego, że łatwo Ci wmówić, że wszystko to Twoja wina. A Ty nie musisz być ideałem, by Cię dobrze traktować i chcieć być z Tobą, drwina i ciągła krytyka nie jest niczym usprawiedliwiona, jest przemocą i świadczy o tym, że skoro żona nie potrafi inaczej, to jest mniej lub bardziej zaburzona. Jej zachowanie świadczy o niej a nie o Tobie. Nie chodzi o to by ją przekonać, że ona nie ma racji, że zasługujesz na lepsze traktowanie, ale by samemu traktować to jako oczywistość i natychmiast przerywać tyrady na Twój temat.

                Niestety realny wpływ masz tylko na siebie i od siebie warto zacząć zmianę. To TY musisz wpierw uznać swoją wartość i swoje prawa. Nauczyć się stawiać granice zamiast tylko zaciskać zęby albo wybuchać. Może nie znasz zdrowych sposobów komunikacji tak jak nie zna ich Twoja żona. Możesz się nauczyć reagować inaczej, ale reagować, zamiast zaklinać rzeczywistość, że da się wszystko w sobie stłumić bez efektów ubocznych.
                • nowy99 Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 18:09
                  Popieram w 100% to, co napisałaś.
                  Ale to wszystko nie wygląda dobrze, bo ten typ (mowa o żonie) się nie zmieni.
                  Niestety pan mąż może powinien na ten związek postawić już malą kreseczkę...
                  Niech przy okazji też przyjrzy się swojej mamie, może jest, była całkiem podobna do żony. Na ogół wybieramy podświadomie partnerów podobnych do rodziców, żony do mam, mężów podobnych do ojców... Może ojciec jego nie bez powodu był nieobecny w związku z mamą, może ona nie była taka idealna, może zaniedbała relacje ze swoim mężem i dlatego on stał się zimny, nerwowy, nieobecny?
          • nowy99 Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 17:59
            Od pierwszego Twojego postu podejrzewałam, że Twoja nerwowość ma korzenie w złych relacjach z żoną. Twoja żona nie odpowiada na Twoje potrzeby, ma niskie libido, co jest baardzo częste po urodzeniu dziecka, może trwać kilka lat albo dłużej i wiąże się często z utraceniem atrakcyjności. Może jest gruba itp.
            Jeśli mieliście wcześniej problemy z częstością zbiżeń, to teraz może być jeszcze gorzej.
            Z wypowiedzi Twojej żony można wyczuć, że ona Ciebie albo nie lubi, albo nie szanuje, nie poważa, albo wręcz nie znosi. Być może ona nie ma z Tobą przyjemności w kontaktach intymnych. Bowiem kobiety unikają zbliżeń tylko i wyłącznie z tego właśnie powodu: nie mają z nich satysfakcji.
            Wątek próby przytulenia jej: nie dotykaj jej piersi, pupy, przyrodzenia, kiedy się do niej przytulasz. Ona chce byś był w tym momencie czuły, objął jak starego przyjaciela, pocałował czy to we włosy czy w czoło, a nie obmacywał. Zasada jest taka, że kobiety nie dotyka się tam, gdy nie jest dostatecznie rozpalona. A tu rozmiękczona rzecz jasna nie była. Szczerze mówiąc mam ten sam problem, co Twoja żona. I tylko mąż może tu coś zdziałać... Jeśli potrafisz, zapytaj ją o Wasze problemy łóżkowe, niech otwarcie powie, co się dzieje. Być może się otworzy...
            Nie wiem na ile jest osobą sztywną, ale jeśli okaże się, że ma problemy, kup dobry sprzęt typu wibrator i spróbujcie popracować;)
            No i na boga nie pozwalaj jej zwracać się do ciebie tak wulgarnie. Zwróć jej od razu na to uwagę. Naucz jej Ciebie szanować, bądź mężczyzną, z własnym, asertywnie acz spokojnie wyrażanym własnym zdaniem.
            • xsqr Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 18:30
              nowy99 napisał:

              > Od pierwszego Twojego postu podejrzewałam, że Twoja nerwowość ma korzenie w złych relacjach z żoną.
              Wszystko właśnie na to wskazuje i nie chce być inaczej. Dziękuję za twoją odpowiedź.

              > Twoja żona nie odpowiada na Twoje potrzeby, ma niskie libido, co jest baardzo częste po
              > urodzeniu dziecka, może trwać kilka lat albo dłużej i
              > wiąże się często z utraceniem atrakcyjności. Może jest gruba itp. Jeśli mieliście wcześniej
              > problemy z częstością zbiżeń, to teraz może być
              > jeszcze gorzej.
              Problemem jest nie tylko to, że nie odpowiada na moje potrzeby - bo w tym można znaleźć kompromis. Problemem jest raczej to, że ona odmawia jakiejkolwiek rozmowy na ten temat, każdą próbę podjęcia tego tematu traktuje jako atak na siebie i odwraca się do mnie plecami zarzucając mi, że na pewno chcę zrobić awanturę. Wprowadza wtedy od razu wokół siebie atmosferę ofiary i ja natychmiast odstępuję od próby rozmowy. Fatalne jest również to, że - trochę dziwnie jak na faceta - ale ja seks traktuję bardzo duchowo. Od jego "fizyczności" znacznie ważniejsze jest w nim dla mnie to, że jest formą bliskości, zaufania i powierzenia się sobie nawzajem. Poza przyjemnością fizyczną jest dla mnie przede wszystkim "bardzo uczuciowym i emocjonalnym aktem" - i tym bardziej jego seks lub bardzo mizerna forma mnie boli.
              To co jest teraz - seks raz na kilka tygodni to raczej jakaś litość z jej strony. Inicjuję tylko ja, już powoli przestaję wierzyć, że ona cokolwiek zrobi. Kiedy do czegokolwiek dochodzi - nie mogę jej dotykać, nie ma też mowy o pieszczotach i grze wstępnej, odsuwa się nawet ode mnie kiedy chcę ją pocałować. W ułamku sekundy znajduje setki wymówek i mówi wprost, że ma być szybko więc tak jest - 2 minuty i koniec. Odchodzę z uczuciem jakbym ją gwałcił i coraz mniej tego chcę.

              > Z wypowiedzi Twojej żony można wyczuć, że ona Ciebie albo nie lubi, albo nie sz
              > anuje, nie poważa, albo wręcz nie znosi. Być może ona nie ma z Tobą przyjemnośc
              > i w kontaktach intymnych. Bowiem kobiety unikają zbliżeń tylko i wyłącznie z te
              > go właśnie powodu: nie mają z nich satysfakcji.
              > Wątek próby przytulenia jej: nie dotykaj jej piersi, pupy, przyrodzenia, kiedy
              > się do niej przytulasz. Ona chce byś był w tym momencie czuły, objął jak stareg
              > o przyjaciela, pocałował czy to we włosy czy w czoło, a nie obmacywał. Zasada j
              > est taka, że kobiety nie dotyka się tam, gdy nie jest dostatecznie rozpalona. A
              > tu rozmiękczona rzecz jasna nie była. Szczerze mówiąc mam ten sam problem, co
              > Twoja żona. I tylko mąż może tu coś zdziałać... Jeśli potrafisz, zapytaj ją o Wasze problemy łóżkowe, niech otwarcie powie, co się dzieje. Być
              > może się otworzy...
              Staram się to zmienić, okazuję jej więcej czułości bez podtekstu erotycznego. A to pocałunek w czoło "na miły dzień", delikatne przytulenie, objęcie za bok. Okazuję takie zwykłe ciepło i nie zaczynam rozmów o seksie tak jak ona o to prosiła - staram się dostosować dokładnie do tego co ona mówi i oczekuje ode mnie. Ale najgorsze jest to, że widzę, że staram się tylko ja. Ona wciąż jest zimna i obojętna, wciąż odnosi się do mnie arogancko i jest szorstka lub wręcz napada mnie o byle co sprawiając mi wiele przykrości - ale za każdym razem o swój zły humor obwinia mnie - jawnie lub niejawnie, a ja czuję się winny, czego skutkiem jest to, że jestem coraz bardziej uległy i coraz bardziej zmieniam swój charakter, żeby tylko się jej przypodobać.

              > Nie wiem na ile jest osobą sztywną, ale jeśli okaże się, że ma problemy, kup do
              > bry sprzęt typu wibrator i spróbujcie popracować;)
              Tak jak napisałem wyżej - temat seksu w ogóle nie istnieje, traktuje to prawie jak tabu i tematu jakichkolwiek urozmaiceń nie będę podejmował. Kilka razy próbowałem jeszcze przed ciążą. Rozmawiałem, kupowałem - próbowałem budzić w niej pożądanie i urozmaicać seks - ale ona zawsze miała obiekcje, coś jej się nie podobało - ale sama nigdy nie powiedziała czego chce.

              > No i na boga nie pozwalaj jej zwracać się do ciebie tak wulgarnie. Zwróć jej od razu na to uwagę. Naucz jej Ciebie szanować, bądź mężczyzną, z > własnym, asertywnie acz spokojnie wyrażanym własnym zdaniem.

              Jakakolwiek próba zwrócenia jej uwagi na to jak się odnosi skutkuje albo atakiem na mnie albo odwróceniem się plecami i zarzutem, że chcę awantury.

              Najgorsze są te samotne wieczory codziennie, kiedy ona idzie spać o 19 albo 20-tej a ja zostaję sam jak palec i pałętam się po mieszkaniu, te chwile kiedy czuję, że chciałbym "przeżyć coś z żoną i poczuć, że Ona tego chce a nie tylko ja się jej narzucam". Czuję wtedy jak buzuje we mnie wtedy ogromny żal, który potem przeradza się w nerwowość i pobudzenie. Czasem trudno jest być mi miłym dla żony, która ciągle mnie odpycha i jest szorstka.
              • nowy99 Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 18:53
                Ok. Czy zadałeś jej poważne pytanie: jak widzi Wasze małżeństwo dalej w kontekście braku bliskości i totalnego odtrącenia Ciebie jako partnera, człowieka, mężczyzny? Powiedz otwarcie, że Ty tego dalej nie widzisz i nie zgadzasz się na takie partnerstwo, bo to Cię poniża i upodla. Zadaj pytanie i czekaj na odpowiedź. Powiedz, że skoro jest dorosła, to niech się wypowie jak dorosła, nie jak dziecko.
                Szczerze Ci powiem, że nie rokuje to dobrze, jesteście małżeństwem młodym, co będzie dalej... Drugie dziecko, trzecie... Warto , żebyś sam ze sobą przegadał co dalej.
                Twój związek jest dalece odbiegający od dobrego związku, gdzie człowiek ma schronienie, przyjaźń, wsparcie, gdy mu źle.
                Wybacz, ale kobiety naprawdę potrafią być fajne, intersujące, inspirujące, przyjacielskie. I wiele takich wokół. Może całkiem niepotrzebnie zafiksowałeś się na tę, wcale niefajną. Poszukaj w sobie powodu/ów dlaczego z nią jesteś, i chcesz z nią taką być.
                Twoja żona winna jest Ci wyjaśnienie, dlaczego nie chce pocałunku, dlaczego nie chce się poprzytulać, tylko szybko i sprawnie max 2 minuty... Ktoś Cię tutaj nieźle poniża.
                • xsqr Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 19:05
                  No i tu jest przysłowiowy "pies pogrzebany". Ona odmawia rozmowy i nie traktuje tego w ogóle jako problem. Kilka razy mieliśmy z tego powodu awantury, bo kiedy dziecko już spało ja prosiłem ją o rozmowę, tłumaczyłem prowadząc monolog, że to dla mnie ważne i że zaniedbywanie bliskości, ciepła i intymności niszczy związek - a ona potrafi siedzieć i patrzeć w telewizor albo odpowiedzieć arogancko, że jej się nie chce rozmawiać i idzie spać - nie raz w takiej sytuacji zdarzało mi się płakać w sekrecie przed nią.
                  Jestem jej wierny i szczerze ją kocham choć - w rodzinnym domu u mnie było również bardzo "chłodno" i może jestem od niej po prostu uzależniony - ale tak czy inaczej bardzo zależy mi na zbudowaniu zdrowej rodziny i na tym, żeby nasze dziecko było szczęśliwe mając zgodnych rodziców. Czuję się za to mega samotny i odtrącony, ona potrafi świetnie manipulować i to co teraz widzę, to to, że ona oczekuje, że zmienię się tylko ja tak jak ona chce a temat seksu przestanie w ogóle istnieć. Ja przestałem już z nią o tym rozmawiać, bo boję się kolejnych kłótni i tego jak straszy mnie odejściem i zostawieniem mnie samego.
                  Brak partnerstwa w moim małżeństwie objawia się też w innych bardzo prostych rzeczach. Kiedy wracamy z pracy ja staram się zajmować domem. Ogarnę kuchnię, wstawię pranie albo zmywarkę, odkurzę - ona prawie zawsze zaś leży. Kiedy ona mnie o coś poprosi staram się robić to niemal od razu. Kiedy ja poproszę ją o coś - muszę cisnąć, bo "jej się nie chce" albo "jestem zmęczona" - no, ale przecież to ja chodzę spać kilka godzin później a pracujemy tak samo ciężko i na równi zajmujemy się małą. Ona zawsze ma wymówkę a ja nawet nie mówię jak bardzo jestem czasem zmęczony albo gdy coś mnie boli - żeby nie pogarszać atmosfery - bo nawet o to potrafiła mi przygadać - "jak mnie bolało to ciebie dzisiaj też musi?!?".

                  To co widzę, to że ona próbuje zrobić z nas swoją matkę i ojca. Oddala mnie i odpycha, buduje zimną i zdystansowaną atmosferę jak w jej rodzinnym domu a mnie prowokuje do złości i agresji (ale kiedy ona się wścieka i wydziera to nie wolno jej zwrócić uwagi).

                  Dziś też marzy mi się fajny seks - seans wśród świec, przytulanie, dotykanie się nawzajem i długie spojrzenia w oczy. Nie zainicjuję jednak niczego bo nie chcę znów "szybko i tylko mnie nie całuj" :(
                  • nowy99 Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 19:22
                    Urobiła Cię sobie, robi, jak tylko jej pasuje. Chciałam zapytać właśnie, jak relacje je rodziców. No i jest odpowiedź: takie same. Tam karty rozdaje matka. Tylko obie panie nie widzą, że zamiast facetów, mężczyzn (o których tak naprawdę marzy każda kobietka) zrobiły sobie kolejne dziecko. Pozbawiły ich tego pomiędzy nogami, przepraszam. I w konsekwencji tak naprawdę szczęśliwe nie są.
                    Pytanie, na ile Ty czujesz się facetem, ile więc wytrzymasz i czy wytrzymasz w takim układzie już na zawsze...
                    Myślę, że już dużo wytrzymałeś i jakoś sobie dajesz radę.
                    Facet z wyższym poziomem męskości wyszedłby już dziś, w ten piąteczek z domu, wcześniej wziąwszy kąpiel, wtarłszy zapach w kark. I poszedłby na podbój miasta. Nawet, gdyby to było tylko odwiedzenie kina, parę szklaneczek coli w wieczornym klubie. Niech by żona się zadręczała. Powiedziałby, że musi wyjść, bo... Musi. I tyle.
                    I, albo by ją to czegoś nauczyło (oczywiście szczegóły wyjścia to absolutna tajemnica przed nią), albo, jeśli głucha i niewzruszona, to lekcji żadnej z tego nie będzie.
                    ...ciekawi mnie, dlaczego, za co ją kochasz? Czyżby za tę jej siłę charakteru i te jej jaja pomiędzy nogami? Szczerze sobie odpowiedz, bo może masz to co w niej lubisz.
                    • nowy99 Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 19:59
                      Jeszcze jedno: naprawdę zastanawiające jest to, że straszy Cię odejściem. Proponuję delikatnie, ale dokładnie zbadać, co porabia żona, z kim się kontaktuje, co robi w necie... Może z kimś najzwyczajniej flirtuje. Bo generalnie Ciebie totalnie beszta i nie interesuje ją, jakie Ty podejmiesz wobec tego kroki...

                      Pomyśl też, czy może to Ty nie zaniedbałeś się: utyłeś, z higieną od święta, powyciągany, stary dres, dziurawe slipki itp.itd.
                      Może warto, żebyś pomyślał o sobie np. Po pracy siłownia, basen czy w wekend wyjście na koncert, zakup płyty ulubinego zespołu. Mężczyźni posiadający pasję przyciągają, insza inność, że analogicznie jest z kobietami.
                      A, czy wyciągasz żonę na jakieś ciekawe eventy? Ja tam wyciągam np.na koncerty do Stodoły, Progresji, mimo, że mój chyba średnio to lubi, ale co tam, ja lubię i chcę pójść, i on to rozumie...

                      Znajdź sobie pasję. Może kup sobie pod choinkę gitarę elektryczną z piecem, wiem, jakieś półtora tysiąca potrzeba, a le jaka to dla facetów frajda, nie ma lepszej. Otwierasz Youtube i się uczysz... Znajdź sobie pasję, to najlepszy sposób na lepsze życie:)
                      • xsqr Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 21:12
                        Wiesz co - choruję na tarczycę i leczę się na to i powinienem tyć jak diabli. Ale tak się nie dzieje. Pilnuję diety, ćwiczę w domu, gram w squasha, chodzę na basen. Próbowałem też biegać, ale nie weszło mi to w nawyk. Grywam kilka razy w tygodniu, czasem rano czasem wieczorami - staram się robić to tak, żeby nie zabierać czasu rodzinie ale lubię to i sprawie mi to wiele "frajdy".
                        W życiu mam też swoje pasje, kocham swoją pracę bo robię to o czym zawsze marzyłem i spełniam się w tym doskonale, jestem z tego bardzo zadowolony, te zadowolenie i satysfakcję staram się przynosić do domu ale kiedy wracam i widzę swoją wiecznie niezadowoloną żonę - to wszystko mi przechodzi.

                        Nie jestem adonisem ani jakimś playboy-em, jestem przeciętnym facetem z fajną bródką i trzy dniowym zarostem, mógłbym częściej używać perfum ale zawsze jestem świeży i czysty. Nie zaniedbuję się i nie pozwalam sobie nawet na kilogram nadwagi albo choćby centymetr brzucha.

                        ...w odróżnieniu od mojej żony, która jest uosobieniem marazmu. Wiecznie zmęczona i nic jej się nie chce, leży, wieczorami się objada jak szalona i tyje w oczach. Hormony zarzeka się, że w normie bo była u lekarza ale nic ze sobą robić nie chce, jest już tak leniwa, że nawet się nie goli i chodzi zarośnięta. Trudno ją nawet namówić na to żeby wyszła na spacer z psem - bo jej się nie chce albo jest "zmęczona" i woli leżeć całe popołudnie na kanapie.
                        Czy wyciągam żonę na eventy - o to raczej trudno bo oboje nie jesteśmy w typie imprezowiczów, raczej domatorzy - ale czasem wyjdziemy do kina. Kiedy tylko widzę, że jest okazja zachęcam ją do wyjść z koleżankami i na babskie imprezy (ktoś w końcu musi zostać z dzieckiem).

                        Mam pasję - to squash i pewien gatunek literatury, lubię dobry jazz i czasem słucham, uwielbiam TopGear i wiem o nich wszystko. Squasha kocham do tego stopnia, że kiedy w meczu o mało nie straciłem oka (trafienie piłką w oko) to wróciłem do gry najszybciej jak się dało i robiłem ku temu wszystko...

                        Nie udało mi się jej namówić nawet na fitness - bo ona albo "nie pójdzie sama" albo "jestem gruba".
                        • nowy99 Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 22:15
                          Czyli po weryfikacji wzdłuż i wszerz z Tobą generalnie okej.
                          Słowa klucz: jestem gruba.
                          Nie ma znaczenia, czy tak jest w istocie. Ona tak się czuje. Nie będzie się kochać, bo nie czuje się atrakcyjna. Smutki pociesza jedzonkiem, czyli się to nakręca.
                          Seksu nie będzie.
                          Jestt tu takie forum: Brak seksu w małżeństwie, jest tam wiele trafnych, życiowych porad. Poczytaj sobie.


                          Dlatego nie chce się kochać
                          • xsqr Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 23:02
                            Cóż, znów miałem monolog do kogoś kto leżał odwrócony do mnie plecami. W odpowiedzi na to, że prosiłem ją o rozmowę kazała mi spieprzac i gadać sobie do ściany.
                            • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 23:42
                              xsqr napisał(a):

                              > Cóż, znów miałem monolog do kogoś kto leżał odwrócony do mnie plecami. W odpow
                              > iedzi na to, że prosiłem ją o rozmowę kazała mi spieprzac i gadać sobie do ścia
                              > ny.

                              Zapytaj żonę dlaczego za Ciebie wyszła. I siebie też o oto samo.
                              Ja na prawdę nie wiem o co chodzi w tym Waszym związku. Z tego co piszesz wyłania się obraz nieszczęśliwej kobiety z porządną depresją, albo skrzywionej psychicznie. I masochisty, który wybrał sobie taką kobietę na żonę bo lubi być dołowany. Albo idealisty, który sądził, że po ślubie ona się totalnie zmieni. Tylko po co Wam do tego dziecko było?
                              • xsqr Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 11:08
                                aqua48 napisała:

                                > xsqr napisał(a):
                                >
                                > > Cóż, znów miałem monolog do kogoś kto leżał odwrócony do mnie plecami. W
                                > odpow
                                > > iedzi na to, że prosiłem ją o rozmowę kazała mi spieprzac i gadać sobie d
                                > o ścia
                                > > ny.
                                >
                                > Zapytaj żonę dlaczego za Ciebie wyszła. I siebie też o oto samo.
                                Próbowałem ją pytać o to wiele razy, ale bezskutecznie, zazwyczaj mnie ignoruje, traktuje jak powietrze albo odpowiada, że nie ma ochoty rozmawiać. Cóż, wtedy nie mogę nic zrobić, nie zmuszę jej do odpowiedzi, a próby nacisku mogą skończyć się straszeniem z jej strony, że odejdzie.

                                > Ja na prawdę nie wiem o co chodzi w tym Waszym związku. Z tego co piszesz wyłan
                                > ia się obraz nieszczęśliwej kobiety z porządną depresją, albo skrzywionej psych
                                > icznie. I masochisty, który wybrał sobie taką kobietę na żonę bo lubi być dołow
                                > any. Albo idealisty, który sądził, że po ślubie ona się totalnie zmieni. Tylko
                                > po co Wam do tego dziecko było?

                                Moja rodzina też była dysfunkcyjna (DDD), ale ja jestem tego świadom. Pomimo różnych przeciwności i "naleciałości" okazuję Żonie uczucia i angażuję się w związek. Ona jest zimna i szorstka, w wielu sytuacjach jest typową osobą DDA, często wręcz usiłuje sprowokować mnie do przemocy - słownej albo fizycznej - bardzo dotkliwie mnie raniąc i "dotykając czułych punktów" albo wręcz mówiąc - "no! przypie...mi, to pewnie potrafisz!". W błahych sytuacjach - kiedy sprzątam albo o coś się lekko posprzeczamy jak normalni ludzie potrafi do dziecka mówić "zobacz jak tatuś cię nie kocha", "tatuś nie ma dla ciebie czasu" itd.
                                • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 18:36
                                  xsqr napisał(a):

                                  >okazuję Żonie uczucia i angażuję się w zwią
                                  > zek. Ona jest zimna i szorstka, częst
                                  > o wręcz usiłuje sprowokować mnie do przemocy - słownej albo fizycznej - bardzo
                                  > dotkliwie mnie raniąc i "dotykając czułych punktów" albo wręcz mówiąc - "no! pr
                                  > zypie...mi, to pewnie potrafisz!".

                                  Nadal nie rozumiem dlaczego ożeniłeś się z taką kobietą. Mógłbyś na ten temat coś powiedzieć?
                                  I dlaczego pozwalasz aby wciągała dziecko w wasze problemy?
                            • nowy99 Re: Jestem złym ojcem 14.11.14, 23:54
                              Cóż, nie jest to dobry moment na tę rozmowę, pomyślała, że zmierzasz do seksu. Lepiej rozmawiać za dnia, nie będzie się czuła zagrożona;)

                              Kiepska ta Wasza komunikacja, jednak warto dbać o poziom zwracania się do siebie.
                              Na męskim forum doradziliby Ci znalezienie kochanki na boku. I wszyscy byliby zadowoleni. Prawie.

                              Nie tak dawno jak wczoraj rozmawiałam o tym, zastanawiałam się nad tym kto ma gorzej: ktoś z niskim libido, kto ma problem ze znalezieniem partnera, który sprawiłby, żeby mu było dobrze, czy ten, który ma problem z rozładowaniem napięcia seksualnego. I wysnułam wniosek, chyba trafny, że jednak gorzej temu drugiemu.
                              A może się mylę.
                              Nikt młodym ludziom nie mówi, że dopasowanie w tej materii jest takie ważne i tak mocno rzutujące na szczęście w małżeństwie.
                              • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 15.11.14, 00:04
                                nowy99 napisał:

                                > Na męskim forum doradziliby Ci znalezienie kochanki na boku. I wszyscy byliby z
                                > adowoleni. Prawie.

                                Nie, to bardzo zły pomysł - dalsze życie w oszustwie i wciąganie w to jeszcze jednej osoby. Wystarczy już tego samooszukiwania się, że nagle ktoś pstryknie palcami, i żona stanie się inna - ciepła, czuła, kochająca, tak się nie stanie. Ty musisz podjąć jakieś kroki - zdecydować czy chcesz być nieszczęśliwy i narzekać, czy nie.
                                • xsqr Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 11:10
                                  aqua48 napisała:

                                  > nowy99 napisał:
                                  >
                                  > > Na męskim forum doradziliby Ci znalezienie kochanki na boku. I wszyscy by
                                  > liby z
                                  > > adowoleni. Prawie.
                                  > Nie, to bardzo zły pomysł - dalsze życie w oszustwie i wciąganie w to jeszcze j
                                  > ednej osoby. Wystarczy już tego samooszukiwania się, że nagle ktoś pstryknie pa
                                  > lcami, i żona stanie się inna - ciepła, czuła, kochająca, tak się nie stanie. T
                                  > y musisz podjąć jakieś kroki - zdecydować czy chcesz być nieszczęśliwy i narzek
                                  > ać, czy nie.
                                  Nie mógłbym jej zdradzić, seks jest dla mnie zbyt mocno powiązany z uczuciami. Niestety - taki dziwny jak na faceta mam mózg. Tak samo niestety nie wyczerpuje problemu masturbacja - potrzebne są "emocje" i "oddanie".
                          • xsqr Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 11:02
                            nowy99 napisał:

                            > Czyli po weryfikacji wzdłuż i wszerz z Tobą generalnie okej.
                            > Słowa klucz: jestem gruba.
                            > Nie ma znaczenia, czy tak jest w istocie. Ona tak się czuje. Nie będzie się koc
                            > hać, bo nie czuje się atrakcyjna. Smutki pociesza jedzonkiem, czyli się to nakręca.
                            > Seksu nie będzie.

                            Wiesz co. U niej to mnie się wydaje, że to działa odwrotnie. Ona nie chce o siebie dbać i czasami mam wrażenie, że uważa to za coś próżnego. Dziwne tylko, że oczekuje ode mnie żebym dbał o siebie.
                        • marsylvik Re: Jestem złym ojcem 16.11.14, 17:57
                          xsqr napisał(a):

                          > ...w odróżnieniu od mojej żony, która jest uosobieniem marazmu. Wiecznie zmęczo
                          > na i nic jej się nie chce, leży, wieczorami się objada jak szalona i tyje w ocz
                          > ach. Hormony zarzeka się, że w normie bo była u lekarza ale nic ze sobą robić n
                          > ie chce, jest już tak leniwa, że nawet się nie goli i chodzi zarośnięta. Trudno
                          > ją nawet namówić na to żeby wyszła na spacer z psem - bo jej się nie chce albo
                          > jest "zmęczona" i woli leżeć całe popołudnie na kanapie.
                          ...
                          > Nie udało mi się jej namówić nawet na fitness - bo ona albo "nie pójdzie sama"
                          > albo "jestem gruba".

                          Jak dla mnie opisujesz tu osobę z ciężką depresją.
                          A z tym chodzeniem wcześnie spać, to jak to jest? Ile godzin na dobę w takim razie śpi żona? Zdrowy człowiek sypia około 7-9 godzin. Jeśli się kładzie spać o 20, to wstaje o 5 rano? Bo jak dłużej, to z dużym prawdopodobieństwem objaw jakiejś choroby, na tle pozostałych jej zachowań jakie opisujesz, wydaje mi się, że depresji. Żal do niej o to, że nie ma chęci na seks albo śpi powyżej 10h na dobę byłby podobny do żalu do chorego na zapalenie płuc że kaszle czy chorego na serce, że sapie... Inna sprawa, że chory powinien się leczyć, o to już można mieć żal. Ale też niezupełnie w przypadku depresji. Chory na depresję często nie jest w stanie "wziąć się za siebie". Nie na złość komuś, ani nie z lenistwa, tylko z myślenia "a po co? to i tak nie ma sensu..."
                          Sam też reagujesz lekko depresyjnie, tak na moje oko... Słowa "jestem złym ojcem" to tylko przykład tego, co mam na myśli. Poczucie totalnej niemocy aż bije z Twoich postów. Nic dziwnego w Twojej sytuacji, ale co będzie z Waszą córką, jeśli oboje jej rodziców zamiast rozwiązać swoje problemy, czyli iść do psychologa czy nawet psychiatry wybiorą nurzanie się w depresji i poczuciu skrzywdzenia, wypisywanie na forum i podjadanie w ramach niewiele pomagającej "autoterapii"?
                          Idź po pomoc, póki masz na to siły. Twoja żona najwyraźniej już nie ma.
                          A tej pomocy nie znajdziesz na żadnym z forów, Tobie jest psycholog (co najmniej, bo może nawet psychiatra) potrzebny, inaczej tego nie udźwigniesz.
                          W następnej kolejności, jak już sił nabierzesz żeby o Wasze życie walczyć, pewnie jakaś terapia małżeńska, żeby poprawić między Wami komunikację.
                          • ola_dom Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 10:51
                            marsylvik napisała:

                            > Jak dla mnie opisujesz tu osobę z ciężką depresją.
                            > A z tym chodzeniem wcześnie spać, to jak to jest? Ile godzin na dobę w takim razie śpi żona?
                            > Zdrowy człowiek sypia około 7-9 godzin. Jeśli się kładzie spać o 20, to wstaje o 5 rano?
                            > Bo jak dłużej, to z dużym prawdopodobieństwem objaw jakiejś choroby, na tle
                            > pozostałych jej zachowań jakie opisujesz, wydaje mi się, że depresji. Żal do niej o to, że nie
                            > ma chęci na seks


                            Na moje oko kobita ma hashimoto/niedoczynność tarczycy na 90% - co zresztą sugerował xsqr. Tyle, że skoro ona sama twierdzi, że ma "hormony w normie" i nic nie chce z tym zrobić - to niewiele da się zdziałać.
                            Zaznaczam, że 3 tutejsze fora tarczycowe pełne są osób, które "mają hormony w normie" i ciężką niedoczynność tarczycy. Z tą różnicą, że one CHCĄ sobie pomóc.
    • fanny Re: Jestem złym ojcem 09.10.14, 08:07
      Xsqr, wypowiadalam sie kiedys na innym forum w watku, w ktorym zalozyciel byl zalozycielka ale w sumie mial podobny problem do Twojego czyli poczucie niezaspokojenia swoich potrzeb w malzenstwie, ktory w sumie byl podobnym problemem do tego, ktory mialam ja. Kawalek mojej wypowiedzi skopiuje z tamtego watku, reszte gdybys chcial znajdziesz pod tym linkiem
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,153296691,153296691,dziewczyny_przeczytajcie.html
      "Ja czulam potrzebe opowiedzenia mojemu mezowi o samej idei zmiany swojego podejscia do malzenstwa z nim. Idei, ktora mnie uwiodla w swojej prostocie. Raczej zrobilam to po to, zeby sie z nim ta idea podzielic, chociaz oczywiscie tez mialam nadzieje, ze i jemu sie podejscie spodoba (ergo moze sie choc troche zmieni wink )
      Ale bylam jednoczesnie gleboko przekonana, ze nawet jesli nie poswieci tej idei jednej mysli, to dam sobie rade z tym przelotnym rozczarowaniem i nie potraktuje go jako wymierzonego we mnie.
      Czulam, ze zmieniajac swoje podejscie do malzenstwa, po prostu robie cos dobrego dla siebie.

      Pozwol, ze wroce do Patty i podejscia do zycia i zwiazkow, ktorego sie od niej nauczylam.

      "zakladaj milosc, czyli jak miec szczesliwsze malzenstwo bez czekania az on/ona sie zmieni" smile

      Trafilam na tego bloga zadajac kiedys googlowi pytanie podobne do tego zadanego przez zalozycielke watku: czego mozna oczekiwac od partnera w malzenstwie. Czulam wtedy, ze w moim zwiazku rozne moje wazne potrzeby pozostaja niezaspokojone i i chcialam dowiedziec sie czy moze nie wymagam zbyt wiele.

      Sa 2 drogi do bycia szczesliwsza w zwiazku - jedna, dluga i wyboista, polegajaca na ciaglej ciezkiej pracy nad malzenstwem by uczynic je lepszym, do czego potrzebujemy wydatnej wspolpracy partnera (poprawianie komunikacji, przezwyciezenie nasze i partnera roznych skryptow zapisanych w nas przez wczesniejsze doswiadczenia, nauczenie sie dochodzenia do kompromisow itp) oraz droga krotsza, praktycznie natychmiastowa - zmiana wlasnego nastawienia aby moc znow cieszyc sie malzenstwem takim jakie jest w tej chwili.

      assume love - przyjecie zalozenia, ze partner mnie kocha i chce dla mnie dobrze. Ze oczywiscie zdaza sie, ze zrobi on lub nie zrobi czegos, co mnie wydaje sie krzywdzace ale ja powstrzymuje sie od automatycznego przypisania mu zlych intencji - bo albo nie potrafie dostrzec sensu w jego postepowaniu albo bylo to dzialanie bezmyslne albo nie potrafil sie powstrzymac/zachowac nad soba kontroli. To przyjecie zalozenia, ze maz mnie kocha nawet kiedy robi mi przykrosc, nie wymagala jednoczesnie ode mnie zebym caly czas panowala nad soba i nie odczuwala zranienia, ktore odczuwam. Zalozenie milosci powoduje, ze zachowania mojego meza nie odbieram jako bezposredniego zagrozenia i nie uruchamia ono we mnie mechanizmu "dostaje cios w plecy - mam poczucie zagrozenia - spodziewam sie kolejnych ciosow - cala moja energia i uwaga jest skierowana na wypatrywanie kolejnych ciosow albo sygnalow ostrzegawczych przed kolejnymi ciosami - szukam ich wiec znajduje - czuje sie co raz bardziej zagrozona". Kiedy zakladam milosc, przerywam ten zautomatyzowany mechanizm w moim mozgu.

      expect love - od partnera oczekuje milosci, kiedy zaczynam oczekiwac czegos innego przestaje dostrzegac, ze milosc jest mi ofiarowana lub upewniam sie, ze nie dostaje jej zbyt wiele. Kiedy moja uwaga skierowana jest w kierunku milosci, ktorej nie otrzymuje, czuje sie nieszczesliwa i rozczarowana. Kiedy nakierowuje moja uwage na otrzymywana milosc, co za niespodzianka, czuje sie szczesliwsza smile
      Oczekiwanie milosci od partnera, a nie oczekiwanie zaspokajania moich potrzeb zaklada, ze przestaje partnera obciazac odpowiedzialnoscia za ich zaspokojenie. Zaczynam traktowac siebie jak osobe, ktora jest w stanie sama o siebie zadbac. Czyz nie to wlasnie robia samotne kobiety? Potrafie byc zaopiekowana bedac sama, jedynym wiec obowiazkiem mojego meza jest mnie kochac smile
      Jak zmienilam swoje nastawienie, zaczelam zauwazac i doceniac te wszystkie wielkie i male rzeczy ktore dla mnie robi, mile slowa, ktore do mnie kieruje, zaproponowanie szklanki soku nawet jesli przed chwila bylam dla niego bardzo niemila, spedzenie ze mna calej soboty na przewalaniu sie na kanapie choc uwielbia w wolny dzien pojsc na 6 godzin w gory, podjecie moich zachet do seksu o dzikiej nocnej godzinie mimo zmeczenia i tego, ze bedzie musial wstac wczesnie rano. Przestalam te wszystkie rzeczy traktowac jak oczywista oczywistoc, ktora mi sie nalezy a zaczelam je postrzegac jako to, czym sa - jako dowody jego milosci do mnie.

      find third alternatives - szukaj "trzeciej alternatywy" zamiast ograniczac sie do tych dwoch, ktore jako pierwsze przyszly wam do glowy i nawzajem sie z nimi nie zgadzacie. Malzenstwo to nie zawody - jedyna droga by wygrac wiedzie przez upewnienie sie, ze partner wygrywa. Kiedy zaczelam proponowac szukanie "trzeciej alternatywy" zamiast forsowac realizacje mojego najlepszego, swietnie przemyslanego pomyslu, kiedy moj maz przekonal sie, ze autentycznie i uwaznie go slucham zamiast polemizowac z jego warunkami brzegowymi, ku mojemu zaskoczeniu zaczal ze mna chetniej rozmawiac smile Poniewaz moj maz zaczal poswiecac uwazny czas, zeby wysluchac moich potrzeb, nie dyskutowal z nimi z pozycji zaatakowanej osoby, lecz staral sie je lepiej zrozumiec, zaczelam sie czuc dla niego wazna i bardziej zauwazona. Kazde z nas moglo caly swoj wysilek skierowac na wspolne szukanie takich rozwiazan, ktore spelniaja oczekiwania kazdego z nas w 100% zamiast na probie zminimalizowania (nie zawsze odbywajacej sie w uczciwy sposob) wlasnych ustepstw i wyrzeczen.

      f.
      • sebalda Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 12:43
        Dwie rzeczy uderzają mnie w opisie tego małżeństwa. Pierwsza, że autor w swoim opisie jest naprawdę fajnym facetem, o jakim niejedna kobieta mogłaby marzyć. W sumie ideał właściwie. Żona jest absolutnie straszna. Nie ma w niej grama czegoś, co mogłoby o niej dobrze świadczyć. Autora traktuje podle, jest gruba i gnuśna, jednym słowem jest odrażająca. Tak właśnie wynika z opisu. I teraz pytanie: jak taki fajny facet może kochać taką straszną babę? Przecież to abstrakcja. Boi się rozbicia rodziny, to rozumiem, ale on pisze o tym, że ją kocha. No kurcze, kto może kochać taką osobę, jaką tutaj maluje autor? O co ta laska może mieć do niego pretensje i jak chce, żeby on się zmienił? Taki ideał? Nasuwa się wniosek o wybielaniu się autora i oczernianiu żony.
        Z drugiej strony czytając to, myślałam cały czas o tym, ile jest kobiet dokładnie tak traktowanych w związku jak autor. Tutaj jakby się odwróciły role, to kobieta jest roszczeniowa, niedająca nic z siebie, leniwa (te opisy jego wykonywania jej poleceń na zawołanie, a jej ciągła odmowa pracy w domu), a facet zaangażowany, oddany, pracowity, pełen zapału i dobrych chęci. Wierzę, że i tak bywa. Tylko do licha, co on w niej widzi????????
        • ola_dom Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 12:46
          sebalda napisała:

          > Tylko do licha, co on w niej widzi????????

          Już kilka razy w tym wątku padło pytanie: DLACZEGO W OGÓLE SIĘ POBRALI?
          Bez odpowiedzi, co - przynajmniej dla mnie - już jest zastanawiające.
          • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 23:24
            ola_dom napisała:

            > sebalda napisała:
            >
            > > Tylko do licha, co on w niej widzi????????
            >
            > Już kilka razy w tym wątku padło pytanie: DLACZEGO W OGÓLE SIĘ POBRALI?
            > Bez odpowiedzi, co - przynajmniej dla mnie - już jest zastanawiające.
            >
            Może Xsqr po prostu lubi takie zimne, oschłe babony, rzucające mięsem, o seks z którymi trzeba błagać i czołgać się przed nimi i zasłużyć. Jest ok takie związki też bywają. Tylko po co u licha dzieciaka wciągają w te swoje gry wojenno-miłosne?
            • xsqr Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 08:51
              aqua48 napisała:

              > ola_dom napisała:
              >
              > > sebalda napisała:
              > >
              > > > Tylko do licha, co on w niej widzi????????
              > >
              > > Już kilka razy w tym wątku padło pytanie: DLACZEGO W OGÓLE SIĘ POBRALI?
              > > Bez odpowiedzi, co - przynajmniej dla mnie - już jest zastanawiające.
              > >
              > Może Xsqr po prostu lubi takie zimne, oschłe babony, rzucające mięsem, o seks z
              > którymi trzeba błagać i czołgać się przed nimi i zasłużyć. Jest ok takie związ
              > ki też bywają. Tylko po co u licha dzieciaka wciągają w te swoje gry wojenno-miłosne?

              Śpieszę wyjaśnić Drogie Panie ;)
              Najpierw taki wzorzec wyniosłem z domu. Moi rodzice nigdy nie okazywali sobie uczuć, nigdy nie miałem okazji zobaczyć jak jedno drugie całuje albo się przytulają czy spędzają razem czas. Moja matka ciężko pracowała na dom, wracała umęczona z pracy, robiła obiad, zabierała mnie na zakupy popołudniu albo - czasem - pomagała mi odrabiać lekcje do szkoły. Chodziła na wywiadówki sama. Sama też martwiła się o finanse domu, płacenie rachunków, nasze zdrowie i moją edukację.
              Mojego ojca nic nie obchodziło. Robił długi i pracował "tylko na siebie" - tak jak to się teraz zarzuca czasem kobietom "z bogatych domów, że pracują na swoje zachcianki i kosmetyki". A to ciągle coś sobie na raty kupował, a to nie chciało mu się pójść do pracy i parę lat siedział w domu i mówił, że "on do pracy nie pójdzie bo za mało płacą" - więc matka ciężko pracowała, ja sam też zacząłem pracować w wieku 17 lat. Nigdy nie interesowałem swojego ojca jako syn - nie poświęcał mi czasu, nie interesował się szkołą. Jako ojciec nie nauczył mnie nawet golić się. Nie pamiętam, żeby w ogóle uczestniczył w moim życiu, był typowym "piotrusiem Panem", dlatego też napisałem, że mogę sam być DDD.

              Z moją żoną to było tak, że na początku była bardzo opiekuńcza, troskliwa. Ja wynajmowałem mieszkanie i było mi ciężko. Ona była wtedy bardzo ciepła i dobra, ale teraz dopiero widzę, że już wtedy za dużo chciała mnie kontrolować - wmawiając mi choroby i różne problemy, obrażając moją rodzinę i krytykując mnie samego.

              Przykład z wczoraj - wieczorem zrobiła sobie sałatkę - majonez, ziemniaki, itd. Tłuste i ciężkie jak cholera. Grzecznie i dość delikatnie poprosiłem ją żeby nie objadała się czymś takim o 21-szej wieczorem. Co się stało - kazała mi spie...ć, twierdząc, że ona będzie gruba bo jej tak pasuje a jak mi nie pasuje to mam sobie zmienić. Rano też nie było fajnie. Zamiast zacząć dzień od "dzień dobry", albo chociaż obojętnie, to zanim jeszcze zdążyłem otworzyć zupełnie oczy dostałem "zjebę", że ona nie może znaleźć swoich spodni, mam wstać i szukać.

              Coraz częściej mam wrażenie, że ja wcale już jej nie kocham tylko jestem uzależniony jak jakaś ofiara psychicznego maltretowania. Pisałem kiedyś na innym forum, pod innym nickiem o swoich myślach samobójczych (ostatnio, kiedy mnie tak traktują są takie jakby "impulsywne" i czuję, że mocno mnie ciągnie, żeby to wreszcie skończyć, zdarza się że kończę płacząc sam w kącie) i stanach ciężkiego przygnębienia kiedy ona się tak zachowuje.
              • aqua48 Xsqr ! 18.11.14, 14:34
                xsqr napisał(a):

                > Z moją żoną to było tak, że na początku była bardzo opiekuńcza, troskliwa.
                > ale teraz dopiero widzę, że już wtedy za dużo chciała mnie kontrolować
                > Przykład z wczoraj - zrobiła sobie sałatkę - majonez, ziemniaki, itd.
                > Tłuste i ciężkie jak cholera. Grzecznie i dość delikatnie poprosiłem ją żeby n
                > ie objadała się czymś takim o 21-szej wieczorem. Co się stało - kazała mi spie.
                > ..ć,

                I na prawdę nie widzisz na tym przykładzie, że to TY kontrolujesz swoją żonę? W najgorszy z możliwych sposobów? Wtykając nos do jej talerza i pouczając "grzecznie i dość delikatnie"?

                Jeśli Wasze rozmowy tak wyglądają to ja się już przestałam dziwić, że twoja zona nie chce z tobą rozmawiać, odpowiada wyłącznie niegrzecznymi burknięciami i każe co spadać.
                Idź chłopie na terapię i naucz się prawidłowej komunikacji z drugą osobą, bo na razie nie rozmawiasz, tylko robisz uwagi, wykłady, poprawiasz żonę, chcąc ją zmienić. a to się nie uda, i powiem szczerze, że mało kto wytrzyma na dłuższą metę psychicznie tego rodzaju znęcanie jakie jej fundujesz.


                • sebalda Re: Xsqr ! 18.11.14, 14:53

                  > xsqr napisał(a):
                  >
                  > > Z moją żoną to było tak, że na początku była bardzo opiekuńcza, troskliwa
                  > .
                  > > ale teraz dopiero widzę, że już wtedy za dużo chciała mnie kontrolować
                  > > Przykład z wczoraj - zrobiła sobie sałatkę - majonez, ziemniaki, itd.
                  > > Tłuste i ciężkie jak cholera. Grzecznie i dość delikatnie poprosiłem ją
                  > żeby n
                  > > ie objadała się czymś takim o 21-szej wieczorem. Co się stało - kazała mi
                  > spie.
                  > > ..ć,

                  Ależ po pierwsze, to nie jest przykład na to, że ona Cię kontroluje, tylko, jak słusznie zauważyła Aqua, że to Ty ją kontrolujesz. Choćbyś nawet miał w tym przypadku rację, takie pouczenia dorosłej osoby nie są fajne.
                  Brak tu też konsekwencj. Z jednej strony piszesz, że ona na początku była opiekuńcza i troskliwa, ale że już wtedy chciała Cię kontrolować, po czym podajesz przykład współczesny. Żeby było z sensem, musiałbyś napisać, co na początkach Waszej znajomości ona robiła, że określiłeś ją wcześniej szorstką (od początku). Tutaj zaczynasz się jednak plątać w zeznaniach.
                  A co do przykładu z sałatką, ja jednak nie usprawiedliwiałabym takiego języka, nawet gdyby taka uwaga była wkurzająca. Niefajnie usłyszeć od bliskiej osoby: spier..laj.
                  • aqua48 Re: Xsqr ! 18.11.14, 14:58
                    sebalda napisała:

                    > A co do przykładu z sałatką, ja jednak nie usprawiedliwiałabym takiego języka,
                    > nawet gdyby taka uwaga była wkurzająca. Niefajnie usłyszeć od bliskiej osoby: s
                    > pier..laj.

                    Sebaldo jeśli ktoś ciągle wtyka Ci nos w talerz i poucza czego masz NIE jeść kiedy jesteś głodna to dziwię się, że tylko na takich słowach się skończyło. Ja bym po prostu wsadziła mu tę miskę z sałatką na głowę. Z całym majonezem.

                    Te wulgaryzmy u żony to chyba wraz kompletnej bezsilności. I jedyny sposób na zapewnienie sobie chwili spokoju od kłapania i "nawracania". Ja tak to widzę.
                    • xsqr Re: Xsqr ! 18.11.14, 15:04
                      aqua48 napisała:

                      > Sebaldo jeśli ktoś ciągle wtyka Ci nos w talerz
                      Tu już się sypie twoja teoria, bo niestety nie ciągle ani nawet wiele razy.
                      • aqua48 Re: Xsqr ! 18.11.14, 15:14
                        xsqr napisał(a):

                        > Tu już się sypie twoja teoria, bo niestety nie ciągle ani nawet wiele razy.

                        Wobec tego Twoja żona tak reaguje. Jakbyś ją nieustannie "poprawiał". Jeśli tego nie robisz, to tym bardziej potrzebna wam jest nauka poprawnej komunikacji.
                        • xsqr Re: Xsqr ! 18.11.14, 15:22
                          aqua48 napisała:

                          > Wobec tego Twoja żona tak reaguje. Jakbyś ją nieustannie "poprawiał". Jeśli teg
                          > o nie robisz, to tym bardziej potrzebna wam jest nauka poprawnej komunikacji.

                          Powiem ci gdzie (chyba) jest problem - ona każdą próbę rozmowy traktuje jak atak na siebie i się broni zimnem albo agresją słowną. Tak jakby w dzieciństwie wszyscy ją nieustannie krytykowali i jej dogadywali, że jest najgorsza. Tak jak już Ci powiedziałem, sam nie jestem ideałem (teraz na przykład pracuję intensywnie nad marudzeniem w samochodzie na innych kierowców, zdarza mi się to bardzo rzadko i tylko w ekstremalnych sytuacjach typu zajechanie, oślepienie światłem czy coś tego rodzaju) i nie zamierzam się tutaj wybielać.
                          Publikowanie na forum niestrety zawsze jest nieco subiektywne :(
                          • aqua48 Re: Xsqr ! 18.11.14, 15:40
                            xsqr napisał(a):

                            > Powiem ci gdzie (chyba) jest problem - ona każdą próbę rozmowy traktuje jak ata
                            > k na siebie i się broni zimnem albo agresją słowną. Tak jakby w dzieciństwie ws
                            > zyscy ją nieustannie krytykowali i jej dogadywali, że jest najgorsza.

                            No to skoro już wiesz na czym polega wasz problem to go rozwiąż. To bardzo proste - NIE KRYTYKUJ ŻONY. W zamian za to kiedy tylko masz taką okazję nie zapomnij jej pochwalić, docenić, powiedzieć co ma ładnego (oczy, włosy, uśmiech, kształt dłoni), w czym doskonale wygląda, co dobrego zrobiła. A kiedy będziesz chciał ją skrytykować gryź się do bólu w język i po prostu nic nie mów. Pytaj czy zechciałaby z Tobą zrobić to czy owo (jakaś przyjemność w realizacji której nie przeszkadza obecność dziecka) i jeśli odmówi - rób to sam z dzieckiem. Daj jej możliwość decyzji, nie komentuj odmowy, niech dziecko potem opowie jak było z Tobą fajnie. Na spacerze, na sankach, w kinie, na ciastach i czekoladzie w kawiarni. Kupuj żonie bez okazji kwiaty. To bardzo niewielki koszt sporej przyjemności. Mów, że przechodziłeś obok kwiaciarni spojrzałeś na nie i pomyślałeś o żonie. Tak Ci się skojarzyło. Nawet jak w odpowiedzi burknie i zezłości się to nie rezygnuj, kup za tydzień i za dwa. Jedną różyczkę, albo jakiś niewielki bukiecik.
                            I czekaj na efekty. Ale nie miesiąc czy dwa. Poczekaj dłużej - pół roku, rok. Powinna się odblokować i pomalutku zacząć zmieniać.
                            • sebalda Re: Xsqr ! 18.11.14, 16:07
                              > I czekaj na efekty. Ale nie miesiąc czy dwa. Poczekaj dłużej - pół roku, rok. P
                              > owinna się odblokować i pomalutku zacząć zmieniać.

                              To jest dobre zdanie, choć nie wiem, czy dotyczy tego przypadku, bo tu jednak widać więcej złych zachowań żony niż męża.
                              Ale zakładając, że jej zachowania są jednak pochodną Twoich zachowań, tych, o których nie chcesz pisać albo których sobie nawet nie uzmysławiasz, to powyższa rada jest bardzo dobra i ważna.
                              Powiem Ci na swoim przykładzie. Mój mąż mnie źle traktuje najdelikatniej to ujmując, jest uzależniony od swojej porcji gniewu, musi odreagowywać w domu. Po wybuchu z reguły próbował jakoś kompensować swoje zachowanie i stawał się uprzedzająco miły. Po czym oczekiwał, że ja to od razu kupię, natychmiast zapomnę wyzwiska i inne szykany i ochoczo się na niego rzucę z wielką miłością. A to tak nie działa. Obolała po ataku musiałam jakiś czas dochodzić do siebie. Wtedy on zniecierpliwiony moim chwilowym odsunieciem się od niego, znowu nie wytrzymywał i znowu atakował. Kółko się zamykało. Ja nie zdążyłam się do niego przekonać, gdy on już urządzał kolejną awanturę. Mówiłam mu otwartym tekstem, że muszę mieć czas, by na nowo uwierzyć w jego poprawę. Ale on tego czasu nie chciał mi dawać i obwiniał mnie o oschłośc. No ale jak nie być oschłą, gdy jest się poranioną? Gdyby okazał cierpliwość, gdyby naprawdę się zmienił, co obiecywał, gdyby naprawdę chciał, żeby miedzy nami było dobrze, okazałby, że stać go na dłuższy okres spokoju, braku awantur, normalności. Ale nie, niektórych nie stać na to, by choć miesiąc, dwa wytrwać w spokoju.
                              NIe piszę o Tobie, że brak Ci tej cierpliwości i dłuższej poprawy, ale o tym, że czasami zmiany na lepsze muszą być trwałe, by druga strona zaufała. Tylko z tego, co piszesz, to nie Ty masz się poprawić, a Twoja żona. Czemu więc to Ty ciągle o nią zabiegasz, a z drugiej strony wiedząc, jak ona tego nie znosi, jednak ją krytykujesz i strofujesz. Może ona ma zamęt, bo raz się o nią starasz, a raz krytykujesz?
                    • sebalda Re: Xsqr ! 18.11.14, 15:47
                      Aqua, ale my nie wiemy, czy on "ciągle". Nie możemy generalizować.
                      I powiem Ci tylko, że ja jestem ogólnie wielką przeciwniczką tego typu komunikacji, bo bardzo łatwo się zapędzić. Zbyt wiele razy słyszałam takie słowa zupełnie niezasłużenie, z pogardą, z nienawiścią, dlatego tak jak nie akceptuję przemocy fizycznej, tak nie pozwalam, by ktoś tak do mnie się zwracał. Ostatecznie można raz w wielkich nerwach przekląć, ale autor pisze, że żona notorycznie tak się do niego odzywa. A to nie jest fajne.
                      • aqua48 Re: Xsqr ! 18.11.14, 15:53
                        sebalda napisała:

                        > autor pisze, że żona notorycznie tak
                        > się do niego odzywa. A to nie jest fajne.

                        Nie, to jest bardzo niefajne, ale czymś spowodowane. Żona tak się przyzwyczaiła, coś dzięki temu osiąga. Natychmiastowy święty spokój? Nie wiem.
        • xsqr Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 13:08
          sebalda napisała:

          > Wierzę, że i tak bywa. Tylko do licha, co on w niej widzi????????

          Małżeństwo to nie odkurzacz który jak się zepsuje to można go wyrzucić. Tu jesteśmy nie tylko my. Jest przede wszystkim dziecko, któremu chcę dać inne dzieciństwo niż to które miałem sam - zimnych i obcych sobie rodziców.
          Przeczytaj uważnie to wszystko co napisałem, znajdziesz tam i moje wady i przywary, bo do ideału mi bardzo daleko. Wczytaj się uważnie :)
          • ola_dom Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 13:15
            xsqr napisał(a):

            > Małżeństwo to nie odkurzacz który jak się zepsuje to można go wyrzucić.

            No tak - tylko trudno oprzeć się wrażeniu, że Wy kupiliście od razu zepsuty odkurzacz...
            • xsqr Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 13:19
              ola_dom napisała:

              > xsqr napisał(a):
              > > Małżeństwo to nie odkurzacz który jak się zepsuje to można go wyrzucić.
              > No tak - tylko trudno oprzeć się wrażeniu, że Wy kupiliście od razu zepsuty odkurzacz...

              Raczej była to wada ukryta. Ja byłem po trudnym związku, żona z przeszłością z domu - w zasadzie bez żadnego większego "bagażu" z przeszłości i poważnego związku. Ja potrzebowałem bardzo dużo okazywania uczuć i sam to dawałem, żona - zawsze była szorstka. Ileś lat żyliśmy z tym nieświadomi, że to może kiedyś wybuchnąć kryzysem.
              • sebalda Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 14:13
                xsqr napisał(a):

                > Raczej była to wada ukryta.

                Nie, nie, wcześniej pisałeś, że ona od początku źle Cię traktowała, że była szorstka. To jakiś absurd: Ty, spragniony okazywania uczuć, byłeś nieświadomy tego, że żona źle Cię traktuje?
                Czekam na odpowiedź, co żona ma Ci głównie do zarzucenia: dbasz o dom, o finanse, o dziecko, okazujesz jej uczucia, jesteś oddany, wierny, nadal kochający, starający się. Co ona Ci konkretnie zarzuca?
                • xsqr Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 14:26
                  sebalda napisała:

                  > xsqr napisał(a):
                  >
                  > > Raczej była to wada ukryta.
                  >
                  > Nie, nie, wcześniej pisałeś, że ona od początku źle Cię traktowała, że była szo
                  > rstka. To jakiś absurd: Ty, spragniony okazywania uczuć, byłeś nieświadomy tego
                  > , że żona źle Cię traktuje?
                  > Czekam na odpowiedź, co żona ma Ci głównie do zarzucenia: dbasz o dom, o finans
                  > e, o dziecko, okazujesz jej uczucia, jesteś oddany, wierny, nadal kochający, st
                  > arający się. Co ona Ci konkretnie zarzuca?

                  Już odpisuję - nie denerwuj się, jestem w pracy :)

                  Potrafi się czepiać o byle co! Robi mi awanturę, że kiedy wracamy do domu albo wieczorem chcę poświęcić 15 minut i posprzątać kuchnię na której jest istny "sajgon" i szybko to chcę ogarnąć. Czepia się, że w łazience spadł ręcznik albo kosz od bielizny krzywo stoi - banalne rzeczy. Ja jej zwykle na to odpowiadam, że skoro zauważyła to każdemu może się zdarzyć i zamiast krzyczeć na mnie mogła by to po prostu poprawić - tak samo jak wiele razy ja to robię po niej i nigdy nie narzekam bo psuje się tym tylko atmosferę.
                  Napisałem, że przytulanie i bliskość są dla mnie bardzo ważne - bo są, ale moja żona sama z siebie nigdy mi tego nie daje. Nawet kiedy powiedziała, jak to niby powinno wyglądać - to jeśli ja tego nie zrobię to z jej strony nie ma co liczyć na żaden ruch. Czasem mówię jej wprost, żeby przyszła, żebyśmy się poprzytulali, poleżeli razem kiedy dziecko śpi - to zawsze ma zajęcie.
                  Kiedy poproszę ją żeby coś zrobiła - robiąc to grzecznie - to potrafi odpyskować, że ona będzie robiła co chce i nie będę jej wydawał poleceń. Tym oto sposobem zlew potrafi leżeć zawalony tydzień, tak samo śmieci. Mówiąc całkiem serio to gdybym ja nie zmywał i nie wynosiłbym śmieci to umarlibyśmy w brudzie.

                  Podobnie ma się z seksem - ona nigdy nie inicjuje a w łóżku jest totalnie bierna. Ostatnio zasugerowałem jej, żeby może zorganizowała jakiś fajny wieczór. Poparłem to tym, że byłoby mi bardzo miło gdyby okazała mi jakieś pożądanie albo zainteresowanie tą częścią życia. Odpowiedziała mi na to bezczelnie dość - bo kłamiąc w żywe oczy - "Ty tylko oczekujesz i nic w tym nie dajesz" - dosłownie mnie "zatkało" bo ona nigdy nie inicjuje i robi tylko to na co się ją usilnie namówi.
                  Czasem idąc na zakupy, czegoś zapomnę - od razu są pretensje. Podobnie - z moimi stosunkami z moją rodziną. Niby nic, ale sama do swojej matki dzwoni kilka razy dziennie, zaś kiedy ja raz w tygodniu zadzwonię pogadać ze swoją (tak poza tym - moja mieszka w innym mieście i ponad rok jej nie widziałem, a żona ze swoją widuje się codziennie) to robi mi wyrzuty, że za często dzwonię, że po co i pewnie coś ukrywam.
                  Problemem jest ciągłe czepianie się o drobiazgi i złośliwe dogadywanie, brak chęci rozmowy i ostatnio coraz większa wulgarność w wypowiedziach - "spie...j", "wypie...j", "kutasie" itd.

                  Sama na przykład nie potrafi zrobić przelewu i nie interesuje ją w ogóle ile płacimy rat, jakie są terminy i bieżące opłaty za czynsz itd. Ja mam wszystko sam na głowie, ale - ostatnio zwierzyłem jej się, że zapomniałem czegoś zapłacić - i co - dostałem opie... że przeze mnie musimy zapłacić odsetki od podatku od nieruchomości. Racja - mam tyle rzeczy na głowie, że zapomniałem.
                  • sebalda Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 16:06
                    Według Twojego opisu Twoja żona jest potworem. Naprawdę, to nie żart. Jak możesz pisać o jakiejkolwiek miłości i walce o związek z tak straszną osobą?!? Ty robisz wszystko w domu, sprzątasz, a ona zwraca Ci uwagę o krzywo stojący kosz na śmieci??? Realy?
                    Wiesz, z literatury i filmów znamy zakochanych w bardzo złych kobietach facetów, ale ich z reguły pociąga dziki i fascynujący seks, a u Was i w tej kwestii jest tragedia! Jak mogłeś się związać z taką kobietą, robić sobie z nią dziecko, jak możesz się jeszcze łudzić, że ona się zmieni???
                    Ta historia jest tak czarno-biała i tak skrajna, że aż niewiarygodna. To znaczy nie to, żebym Ci nie wierzyła, bo nie mam podstaw, zawsze zakładamy jednak prawdomówność autorów wątków, ale niewiarygodna jest Twoja naiwność i chęć bycia z tak straszną osobą. Twoja żona jest nawet gorsza od mojego męża;)
                    Jedyne wyjaśnienie tego wszystkiego to Twoja silna religijność i niewiedza, że nawet Kościół zezwala na separację w skrajnych przypadkach, bo jak inaczej to sobie wytłumaczyć. Czy tak jest? Bo jeśli Twoje opisy są prawdziwe, to dalsze pozostawanie z taką osobą jest dla mnie nie do pomyślenia. I będzie to z krzywdą dla Waszego dziecka, bo jakie ono wzorce wyniesie z takiego domu? Jeśli to wszystko prawda, to możesz nawet walczyć o opiekę nad małą. Możesz nagrywać żonę, spisywać wszystkie ekscesy, jeśli żona się awanturuje, to możesz nawet wezwać policję. No i koniecznie powinienieś iść na terapię. Musisz mieć niewiarygodnie niską samoocenę, że pozwalasz na takie traktowanie i jeszcze liczysz na poprawę.
                    Nadal jestem w szoku.
                    • sebalda Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 16:12
                      Mam jeszcze pytanie. Czy Ty na pewno nie zrobiłeś nigdy niczego złego żonie? Takiego naprawdę złego? Może coś tutaj zatajasz? Może miałeś romans, zawiodłeś jej zaufanie? Może ją kiedyś w kłótni uderzyłeś? Może ona ma do Ciebie jakiś wielki żal i cały czas się odgrywa? Czy na pewno wszystko tutaj napisałeś? Bo jeśli coś zatajasz, to nasze wszystkie rady i tak Ci w niczym nie pomogą, będę bezpodstawne.
                      Nie chcę Ci niczego wmawiać, ale ta historia jest naprawdę tak nieprawdopodobna, że aż budzi wątpliwości. Przepraszam, jeśli moja podejrzliwość Cię uraża i jeśli jest calkowicie bezpodstawna.
                      • sebalda Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 16:31
                        Twoja sprawa nie daje mi spokoju;)
                        Mam jeszcze pytanie, czy kiedykolwiek próbowałeś zignorować żonę? Przestać się tłumaczyć, gdy ona na Ciebie naskakuje? Przestać o nią zabiegać? Być wobec niej całkowicie obojętnym? Ale tak na dłużej, żeby zauważyła. Żeby się zdziwiła i zaczeła myśleć, że może jej się nie opłaca być jędzą?
                        • xsqr Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 08:55
                          Próbowałem ją ignorować, nie reagować na to w ogóle, ale to nic nie zmienia.
                      • xsqr Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 09:04
                        Nigdy jej nie zdradziłem ani nie zawiodłem zaufania. Jej tak samo zdarzają się niedopowiedzenia jak mnie. Różnica tylko jest taka, że ja nie robię afery, kiedy ona zapomni mi o czymś powiedzieć na czas, zaś ona od razu robi awanturę.
                        Raz w kłótni mocno ścisnąłem ją za nadgarstek. W długiej kłótni, kiedy błagałem o rozmowę, o to żeby mnie wysłuchała, żeby wstała z łóżka i nie leżała do mnie plecami kiedy wręcz na kolanach błagałem o rozmowę. Kiedy tylko Ją o coś się prosi albo próbuję z nią porozmawiać o jakimś problemie ona mnie zbywa albo idzie spać. To jest bardzo bolesne i dotkliwe, czuję się nie szanowany, pogardzany wręcz. Tyle, że jej zachowanie było już takie zanim "tak ją za ten nadgarstek chwyciłem" a potem kazałem jej iść do salonu.
                        Może jeszcze dla porównania - od żony zaliczyłem w łóżku dwa razy porządne kopy w udo i kolano i uderzenie pięścią pod żebra - ale ona tego do przemocy nie zalicza, to jej zdaniem nic nadzwyczajnego. A to wszystko kiedy po długich tygodniach chorób i nie przespanych nocach z płaczącym dzieckiem głośniej jęknąłem prawie przez sen "dlaczego mała znów ryczy, cholera" (cytując).
                        • sebalda Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 11:33
                          A to wszystko kiedy po długich tygodn
                          > iach chorób i nie przespanych nocach z płaczącym dzieckiem głośniej jęknąłem pr
                          > awie przez sen "dlaczego mała znów ryczy, cholera" (cytując).

                          Nie wiem, ile bym dała za to, by przeczytać opis tego zajścia ze strony Twojej żony.
                          Jakbym słyszała swojego męża. Robi potworne awantury, a potem słyszę, jak je opisuje przez telefon siostrze. W tych wywołanych i zdominowanych przez niego awanturach, gdy posługuje się wyzwiskami i krzykiem, to on jest ofiarą, nawet się nie zająknie, jakich używał słów, jak on się zachowywał, on niewinny, to ja lub dzieci go gnębimy. Nie mogłam wprost uwierzyć, jakich on używał eufemizmów, jak przeinaczał, jak się wybielał, a mnie opisywał jako potwora, który tylko czyha, by go zgnębić. Kiedyś nagrałam, jak wyzywał córkę (już dorosłą), a potem słuchałam, jak to opisywał siostrze. To był opis jakby kompletnie innego zajścia, równoległego świata niemal.
                          Inna sprawa, jak tutaj działają stereotypy płciowe i inne. Gdy kobieta pisze, że maż ją maltretuje, ale ona chce naprawiać związek i wciąż go w sumie kocha, jakoś to nie wydaje się takie dziwne. Wiele jest takich historii. Ale jak mężczyzna jest maltretowany (jeśli jest), ale twierdzi, że nadal mu zależy na żonie, to jest nie do pojęcia. Może to wynika stąd, że kobiety jednak długo były zależne od mężczyzn, a facet zawsze mógł się łatwiej wymiksować ze związku? Dlaczego zatem miałby być masochistą?
                          Jeśli Twoja historia jest prawdziwa, jesteś takim właśnie masochistą. Masz poważne problemy mentalne i żadne rady na forach Ci nie pomogą, musisz iść na terapię.
                          • xsqr Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 11:36
                            sebalda napisała:

                            > A to wszystko kiedy po długich tygodn
                            > > iach chorób i nie przespanych nocach z płaczącym dzieckiem głośniej jękną
                            > łem pr
                            > > awie przez sen "dlaczego mała znów ryczy, cholera" (cytując).
                            >
                            > Nie wiem, ile bym dała za to, by przeczytać opis tego zajścia ze strony Twojej
                            > żony.
                            > Jakbym słyszała swojego męża. Robi potworne awantury, a potem słyszę, jak je op
                            > isuje przez telefon siostrze. W tych wywołanych i zdominowanych przez niego awa
                            > nturach, gdy posługuje się wyzwiskami i krzykiem, to on jest ofiarą, nawet się
                            > nie zająknie, jakich używał słów, jak on się zachowywał, on niewinny, to ja lub
                            > dzieci go gnębimy. Nie mogłam wprost uwierzyć, jakich on używał eufemizmów, ja
                            > k przeinaczał, jak się wybielał, a mnie opisywał jako potwora, który tylko czyh
                            > a, by go zgnębić. Kiedyś nagrałam, jak wyzywał córkę (już dorosłą), a potem słu
                            > chałam, jak to opisywał siostrze. To był opis jakby kompletnie innego zajścia,
                            > równoległego świata niemal.

                            Przeczytaj bardzo uważnie pierwszy mój wpis. Tam jest wszystko, jak ta frustracja i smutek wywołuje złość na dziecko i problemy w relacjach z córką. Nie wybielam się, mam wiele wad - ale na takie traktowanie przez swoją żonę nie zasłużyłem sobie niczym.
                            • sebalda Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 13:48
                              > Przeczytaj bardzo uważnie pierwszy mój wpis. Tam jest wszystko, jak ta frustrac
                              > ja i smutek wywołuje złość na dziecko i problemy w relacjach z córką. Nie wybie
                              > lam się, mam wiele wad - ale na takie traktowanie przez swoją żonę nie zasłużył
                              > em sobie niczym.

                              Dlatego nie możesz się skupiać na swoim ojcostwie, pomijając kwestię żony, nie możesz myśleć, że wytrwasz w tym syfie dla dobra dziecka (też typowe myślenie kobiet), tylko natychmiast musisz szukać terapii dla siebie. Na pewno już tutaj dostałeś radę, że zmiany trzeba zaczynać właśnie od siebie. Żony nie zmienisz, co do tego nie ma żadnych szans, ale zmienić się możesz Ty sam. I wtedy są dwie opcje: mało realna i optymistyczna: Twoje zmiany wpłyną też na żonę, ona zacznie na Ciebie nieco inaczej patrzeć, coś jej zaświta w głowie. Druga, bardziej prawdopodobna, sama jej doświadczyłam i doświadczam: Twoja zmiana, wyleczenie ze współuzależnienia, odnalezienie swojego kawałka życia wprawi żonę w furię i ona będzie Cię jeszcze gorzej traktowała, poczuje, że ofiara jej się wymyka, więc będzie dochodziło do eskalacji agresji z jej strony. Tylko jest szansa, że wtedy Ty będziesz już wzmocniony, niezależny mentalnie i będziesz mógł się ewentualnie ewakuować. Najlepiej z córką, jeśli to wszystko, co piszesz, jest prawdą. Jeśli pozostawisz sprawy tak jak są, zniszczysz do końca siebie, ale też córkę, bo ona albo powieli wzorce z domu i poniesie je dalej, albo będzie musiała długo wychodzić z traumy dorastania w toksycznym domu.
                            • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 14:41
                              xsqr napisał(a):

                              > Przeczytaj bardzo uważnie pierwszy mój wpis. Tam jest wszystko, jak ta frustrac
                              > ja i smutek wywołuje złość na dziecko i problemy w relacjach z córką. Nie wybie
                              > lam się, mam wiele wad - ale na takie traktowanie przez swoją żonę nie zasłużył
                              > em sobie niczym.

                              Owszem, zasłużyłeś. Tak samo jak żona. Oboje jesteście siebie warci. Przypuszczam, że Ty nie mówisz do niej tylko robisz jej wykład, przedstawiasz swoje wymagania i oczekiwania. A ona nie słucha, bo to co mówisz absolutnie do niej nie trafia, nie ma związku z rzeczywistością i nie przekłada się na zachowania. Bez terapii nie tylko rozpadnie się Wasz związek ( a może i nie rozpadnie, tylko będziecie tak sobie tkwili we wzajemnej pogłębiającej się i uzależniającej nienawiści), ale i dziecku zmarnujecie życie. Do Was należy decyzja co z tym fantem zrobicie.
                              • xsqr Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 14:45
                                Oceniasz bardzo pochopnie i srogo. Naprawdę. Nie robię nikomu wykładów.
                                Ale cóż - w traktowaniu mnie źle przez żonę nie widzicie nic złego, za to byle co co ja robię nieodpowiednio to już zasługuje na najgorsze potępienie. Ja zmieniam się stale tak jak moja żona tego oczekuje i czego ode mnie żąda i o tym pisałem. Nie widziałyście w tym nic złego. Zaś kiedy ja napisałem, że o coś ją jednorazowo poprosiłem to od razu rozpętała się burza.
                                • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 15:07
                                  xsqr napisał(a):

                                  > Oceniasz bardzo pochopnie i srogo. Naprawdę. Nie robię nikomu wykładów.

                                  Jak nie skoro dałeś temu przykład, Ty po prostu nie widzisz, jak Twoje zachowanie może odbierać kobieta. Staram się oceniać sytuację realistycznie, nie pochopnie i nie srogo. A sam wiesz dobrze, że w Twoim związku nie dzieje się dobrze. Oczekiwałeś potwierdzenia, że wszystko jest winą złej żony?

                                  > Ale cóż - w traktowaniu mnie źle przez żonę nie widzicie nic złego

                                  Ależ owszem widzę i dałam temu wyraz pisząc że oboje jesteście siebie warci. I nie uważam żebyście zasługiwali na potępienie natomiast niewątpliwie zasługujecie na terapię - spojrzenie kogoś neutralnego z boku na wasze problemy, bo Wy możecie sie w nich tylko zakleszczać.

                                  >Ja zmieniam się stale tak jak moja żona tego oczekuje i czego ode mnie żąda
                                  > Zaś kiedy ja napisałem, że o coś ją jednorazowo poprosiłem to od razu rozpętała się burza.

                                  Wiesz nie wiemy jak te zmiany ocenia Twoja żona, znamy je tylko z Twojej strony. rozmawiałeś z nią na ten temat? Pytałeś czy jest zadowolona? a jeśli nie to dlaczego?
                                  Umówiliście się na wzajemność? Ty z czegoś rezygnujesz i ona także? Ty o coś prosisz - ona robi i ty odwzajemniasz się dla nie?



                                  • xsqr Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 15:12
                                    aqua48 napisała:

                                    > Umówiliście się na wzajemność? Ty z czegoś rezygnujesz i ona także? Ty o coś pr
                                    > osisz - ona robi i ty odwzajemniasz się dla nie?

                                    Kiedyś proponowałem jej "układ" i tłumaczyłem to tym, że najlepszy będzie efekt, kiedy razem będziemy budowali kompromisy małymi kroczkami, wspólnie i konsekwentnie - i przede wszystkim wzajemnie. Niestety moja żona założyła, że to tylko ja mam się zmienić a ona
                                    "zmienię się jak będę chciała a nie będę robiła to co ty chcesz i na pewno nie teraz. najpierw ty". Nie będę teraz oceniał które z nas jak duże zmiany powinien wypracować, ale widzę za to, że im lepiej ja się zachowuję tym gorzej moja żona mnie traktuje i odnosi się coraz to wulgarniej.
                                    Proponowałem jej nawet napisanie do siebie listów jeśli bała się mówić o tym wprost - siądźmy, spiszmy to na papierze, wręczymy sobie i potem spróbujemy chociaż chwilkę o tym porozmawiać - nie miała ochoty.
                                    • aqua48 Re: Jestem złym ojcem 18.11.14, 15:18
                                      xsqr napisał(a):

                                      > "zmienię się jak będę chciała a nie będę robiła to co ty chcesz i na pewno n
                                      > ie teraz. najpierw ty
                                      ".
                                      >siądźmy, spiszmy to na papierze, wręczymy sobie i potem spróbujemy choci
                                      > aż chwilkę o tym porozmawiać - nie miała ochoty.

                                      Wobec tego musisz tak postępować aby nabrała takiej ochoty. Aby chęć zmiany wypływała z niej samej, a nie z tego co Ty powiesz. Aby być może nie miała innego wyjścia jeśli chce z Tobą nadal być.
          • sebalda Re: Jestem złym ojcem 17.11.14, 13:32
            Po pierwsze, to co pisze Ola, od początku ta kobieta (według Twoich słów) Cię nie szanowała. Po drugie, zrobiłeś już bardzo wiele, żeby "naprawić ten odkurzacz", ale jakoś nic z tego nie wynika. Po trzecie, żeby naprawić związek, obie strony tego muszą chcieć, a tutaj jakoś tego nie widać, co powoduje, że ten związek jest bardzo chory, co zawsze za sobą pociąga szkodę dla dziecka, bo lepsza jest rodzina niepełna, niż wychowywanie się w rodzinie toksycznej, co widać jak na dłoni w przypadku Was obojga.
            Po czwarte, Twoje jedyne wady, to podniesienie czasami głosu w nerwach, co wydaje się śmieszną wadą w świetle tego, jak jesteś traktowany przez żonę. Tutaj akurat pasuje powiedzenie: i święty by nie wytrzymał. Podniesienie głosu przy takim traktowaniu (jakie opisujesz) nie tylko nie jest wadą, ale koniecznością. Która zresztą i tak nie działa, z tego, co piszesz.
            Napisz wyraźnie, co Twoja żona ma Ci do zarzucenia, jakie ona w Tobie widzi wady. Inicjowanie seksu wadą raczej nie jest, choć gdy się kogoś szczerze nienawidzi, to jest faktycznie przykre dla osoby, którą się do tego seksu próbuje nakłonić. Za co żona może Cię aż tak nienawidzić czy czuć aż tak wielki żal? Jest coś oprócz tego podniesionego czasami głosu?
            Widzę jeszcze pewną niespójność w tej historii. Raz piszesz, że żonę denerwuje, gdy chcesz zamiast ją czule przytulić, dotknąć jej piersi czy pupy (co może być czasami denerewujące), że ona wolałaby właśnie przytulenie, a nie tego typu zaloty, a zaraz potem szczegółowo opisujesz, jak dla Ciebie ważne są właśnie te czułe przytulenia, ta sfera duchowo-emocjonalna. Jak to w końcu jest?
    • sonia_siemionowna Re: Jestem złym ojcem 28.12.14, 17:59
      Nie jesteś złym ojcem. Miałam podobny problem do Twojego - emocjonalnie chłodna i nieobecna matka, chociaż nie aż tak fizycznie agresywna jak Twój ojciec, ale jednak, zła postać do identyfikacji - tak, jak Twój ojciec dla Ciebie. W dorosłym życiu wybierałam partnerów w jakiś sposób niedostępnych, odpychających nawet. Dopiero terapia mi to uświadomiła. Myślę, że Ty zrobiłeś podobnie- wybrałeś 'znajomą' emocjonalnie kobietę, która Cię nie szanuje i poniża. Nie chcę straszyć, ale z opisu wynika, że Twoja żona ma sporo cech aspołecznych i bardzo mało empatii, o szacunku dla innych nie wspominając.

      Myślę, że jesteś dobrym ojcem, a Twoja żona po prostu lubi się na Tobą pastwić. Wie, że krytykując Twoje umiejętności jako ojca uderza w bardzo czuły punkt. Przykro mi to pisać.
      • sonia_siemionowna Re: Jestem złym ojcem 28.12.14, 18:26
        Jeszcze dodam, że celowe zaniedbanie, brak dbałości o higienę i atrakcyjność to nie musi być depresja. Opisy zachowania żony nie pasują do depresji. Bycie na bakier z higieną, jakkolwiek dziwnie to brzmi, należy do zachowań bierno-agresywnych i często występuje w pewnej postaci narcyzmu. Żona wie, że chciałbyś atrakcyjną kobietę, dlatego tego nie robi. Jej jest dobrze i to się liczy. Przykro mi to pisać, ale apelowanie do uczuć żony na nic się zda, bo ona prawdopodobnie uczuć nie ma. Narcyzi i psychopaci 'szanują' tylko tych, których się boją. Nie idź tą drogą. Myślę, że to bardzo źle dla córki, że wychowuje się w takim domu.
        • xsqr Re: Jestem złym ojcem 29.12.14, 11:54
          Próbowałem namówić ją na wizytę u lekarza, żeby ewentualnie leczyła depresję jeśli cierpi na nią - ale odmawia wizyty mając setki wymówek. Oferuję jej wsparcie, umówienie terminu, wspólną wizytę - ale nic nie skutkuje. Poza tym - gdyby choć trochę jej zależało na poprawie naszych relacji to chociaż spróbowałaby skorzystać z mojej pomocy.
          Tak, chciałbym aby żona choć trochę o siebie dbała. Kobieta nie musi być piękna jak Wenus - wystarczy, że choć trochę o siebie dba i CHCE SIĘ PODOBAĆ partnerowi. Jeśli zaś robi wszystko żeby go zniechęcić do zbliżeń - łażenie po domu w obciągniętej starej koszuli nocnej i brudnym szlafroku, rozmazany na całą twarz makijaż, leżenie całymi dniami na kanapie i objadanie się - to długo jeszcze jej się nie uda, bo pomimo całego tego zaniedbania ja cały czas okazuję jej serdeczność i pożądanie. Może powinienem ochłodzić swój stosunek do niej i przestać doprowadzać do zbliżeń, ale wciąż jej pożądam, choć - ciągłe odpychanie mnie i wyśmiewanie moich potrzeb doprowadziło już do pewnych "problemów ze sprawnością", co też wyśmiała :(
          • sonia_siemionowna Re: Jestem złym ojcem 02.01.15, 03:11
            Myślę, że chłodne podejście może podziałać. Jeśli poczuje, że traci grunt pod nogami, może jej się zachce 'chcieć'. Póki co, ma wszystko na tacy, więc po co ma się starać?
          • amb25 Re: Jestem złym ojcem 02.01.15, 07:00
            Czytajac pierwsza twoja wypowiedz i kilka nastepnych nasunelo mi sie na mysl, ze obydwoje jestescie siebie warci. Ty przychodzac do domu robisz "rawantury krzycząc na żonę i dziecko o byle pierdoły" a ona na ciebie np. o krzywo ustawiony kosz. TO sie keidys zaczelo (bo na poczatku jak piszesz ona byla troskliwa i czula i ci pomogla kiedy miales problemy), moglo narastac stopniowo i teraz trudno ustalic pczyczyne a tym samym ja usunac.
            Trudno mi uwierzyc ze sytuacja jest taka jak ja postrzegasz (albo chcesz, zeby inni ja taka widzieli) - ty idealny - zona potwor. Jej i twoje zachowania maja jakas swoja przyczyne. Twoja frustracja i jej depresja (?). TO zamkniet kolo, ktore trudno przerwac bez pomocy z zewnatrz.
            Jesli ona nie chce isc do psychologa albo psychiatry to idz sam, dostaniesz wsparcie i moze jakies rady jak nalezy postepowac/rozmawiac z zona i jak sobie radzic z taka sytuacja.
            • kinkygirl Re: Jestem złym ojcem 02.01.15, 16:33
              Wlasciwie każda osoba wypowiadająca sie w t wątku zaproponowała autorowi terapię.
              Do tego nie odniósł sie ani razu, natomiast wszelkie wady i przywary zony o jego bezowocne próby naprawy sytuacji znalazły szczegółowy opis.
              Wiele mądrych słów już w tym wątku padło. I zgadzam sie w 100 % z amb25 - zmienianie innych trzeba zacząć od siebie - skoro żona nie pójdzie trzeba iść samemu - chociaż po to żeby sie zastanowić skąd ten caly układ sie wziął i jak z niego wyjsć, czy przez wyjście ze związku czy przez modyfikacje swojego zachowania i schematów myślenia.
              Dziecka szkoda, bo z takimi wzorcami związków międzyludzkich będzie pokiereszowane na pewno, a do tego dochodzą dziadkowie alkoholowi z innego wątku przed którymi autor nie ma odwagi i przekonania bronić własnego dziecka - czyli dziewczynka obrywa z każdej strony.
              Niestety bez woli zmiany nic sie nie wydarzy, i wydaje mi sie ze autor wątku trochę bawi sie w "tak ale" a trochę czerpie korzyści z bycia "tym dobrym" oraz uwagi i dostawania głaskow od otoczenia, chociażby przez i internet.
              Kochany - dużo udało ci sie zrozumieć ale cały ten wątek to takie rozkładanie rąk i coraz to nowsze litanie skarg.
              Nie wiem jakim jesteś ojcem na razie, oprócz tego ze jak z opisu wyglada wybrałeś mu na matkę osobę zaburzona, a jak tak dalej pójdzie to swoje dziecko na druga swoją zonę albo na drugiego siebie wychowasz. Oboje bardzo nieszczęśliwi i w sumie trudno powiedzieć które bardziej.
              Wiec jeśli chcesz być dobrym ojcem to przestań sie samobiczować i chodzić za żona i prosić żeby sie zmieniła, tylko poszukaj pomocy specjalisty. I tylko tyle i aż tyle.
              • kinkygirl Re: Jestem złym ojcem 02.01.15, 16:36
                Ps1 - Przepraszam za literówki z telefonu.
                Ps2 - Nowy Rok to dobry moment na postanowienia, więc mam nadzieję, ze jeszcze usłyszymy dobre wieści od autora.
                • molly_wither Re: Jestem złym ojcem 02.01.15, 19:44
                  Czytalam tylko Twoj pierwszy wpis i powiem,ze chcialabym,aby moj ojciec byl taki,jak Ty. No,ale ja juz jestem prawie babcia, ale zal pozostaje. Nie,nie jestes zlym ojcem,ale zawsze mozna starac sie byc lepszym niz wlasny i Ty to robisz. Martwie sie tylko,zebys kiedys nie traktowal corki przez pryzmat zony.Tak sie stalo w mojej rodzinie,kiedy malzenstwo sie rozpadlo, a ojciec przestal sie interesowac corka, bo wydawalo mu sie ,ze jest ustawiona i podobna do matki.
                  Nigdy tego nie zrob! Pamietaj,ze to corka bardziej kocha ojca niz syn i to corka jest bardziej podobna do ojca niz do matki. Jeden warunek - ojciec nie moze jej nigdy porzucic, w sensie doslownym i w przenosni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka