Dodaj do ulubionych

Najtrudniejsze chwile.......

12.10.06, 11:14
Wiadomo- gdy zostaje sie sama- cale dnie chodzi sie jak *zombie*, nawet
jesli ma sie dziecko /-ci , to i wszystko przy nim robi sie automatycznie,
niemal bez udzialu mysli.... Ja tak mialam dosc dlugo przynajmniej. Ale.
ALE - najgorsze byly zawsze wieczory- dziecie juz spalo, za oknem ciemno, u
sasiadow wesolo a ja......... najczesciej z glowa w poduszce , beczac do bolu
oczu. Zwyczajnie dlatego,ze wieczorem wlasnie gros czasu ja i maz
poswiecalismy sobie nawzajem:on robil herbatke kolo 22.00 :) , gadalismy o
wydarzeniach dniach, o corce, komentowalismy program w tv.......
Nienawidzilam tych samotnych wieczorow. A jak u Was?
Obserwuj wątek
    • iwk2 Re: Najtrudniejsze chwile....... 12.10.06, 12:18
      Witam,

      u mnie takze tragizm mojej sytuacji i świadomośc bezsensu życia najbardziej
      dociera do mnie wieczorem. W ciągu dnia jestem nakręcowna pracą i innymi
      sprawami, w które się zangażowałam i które mam na głowie. A wieczorem jak mój
      synek juz zaśnie jest strasznie. Jestem całkiem sama. Wtedy wszystko do mnie
      dociera, właściwie codziennie od początku przeżywam to samo i nie wierzę w to
      co sie satło, mam nadzieję, ze to mi śni. Czasem jest tak, że chciałabym z kimś
      rozmawiać i wtedy dzwonię do bliskich mi osób. A czasami nie mam ochoty z
      nikim gadać , bo wydaje mi sie, że oni nie rozumieją tej mojej samotnosci i
      bólu. Wtedy sobie siedzę i myśle, myślę i się nakręcam. I bardzo brakuje mi
      mojego męża. I ciagle go proszę żeby sie nami opiekował, zeby pomógł mi jakoś,
      poradził, nawet w takich zwykłych codziennych sprawach. I wierzę w to że on
      jest z nami, bo czy inaczej dawałabym radę, przecież jest beznadziejnie, ale
      jakoś tam brnę przez to moje życie.
      Jak czytam Wasze wypowiedzi dziewczyny to jakbym widziala siebie. To samo
      cierpienie, ten sam ból i duszy i ciała, kompletna bezsilność, a jednak siła,
      którą dają nam dzieci. straszne to wszystko.

      Pozdrawiam bardzo mocno

      Iwona
      • mirkadebert Re: Najtrudniejsze chwile....... 12.12.06, 15:31
        ja stracilam meza miesiąc temu boze bedze caly cas aha jestem w 7 miesiacu
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 12.10.06, 12:20
      Nie uwierzysz. Myslalam wlasie o tym samym po czym wlanczylam nasze forum i co
      widze...? Z ust mi ten temat wyjelas. Dla mnie koszmarne sa wieczory. Czesto
      sie budze w nocy, spie niespokojnie, budze sie nad ranem i sie mecze bo zasnac
      nie moge a zeby wstac jeszcze za wczesnie. Caly czas w kolko mysle o moim mezu.
      Ide spac mysle o nim, sny moje sa z nim zwiazane wstaje mam go przed oczami. W
      ciagu dnia jest lepiej, jak mam duzo zajec to jest lzej. Ale to nie znaczy ze
      nei mysle o Macku- mysle caly czas tylko ze jest lzej zdecydowanie. Mam
      piosenki ktore kojarza mi sie z nim- jak je slysze...widze Jego i beczec mi sie
      chce przeokropnie czasami nie potrafie dusic lez choc plakac nie chce. Wracaja
      do mnie wspaniale wspomnienia z nim zwiazane- a mialam tylko takie. Wspolnie
      spedzane chwile, wspolne wyjazdy. Co do tych wieczorow wspolnie spedzanych-
      wygladalo u nas podobnie jak i u Was. Tez nienawidze tych samotnych wieczorow.
      Brakuje mi jego cieplych ramion w ktore sie wtulalam i budzilam sie w nich.
      Czulam sie taka kochana, czulam sie bezpiecznie, czulam sie wspaniale. Brakuje
      mi wspolnych spacerow brakuje mo Jego tak bardzo. Chodze
      czesto "naszymi "drogami- chodze bo widze wtedy Jego, choc sciska nieraz i to
      bardzo w gardle. Kiedy chowam kolejne rzeczy malej bo z nich powyrastala- ktore
      jeszcze kupilismy lub dostalismy za zycia Macka- czuje sie okropnie, czuje ze
      chowam czesc jego razem z tymi rzeczami- moze glupio zabrzmi, ale tak jest.
      Niewiele juz mi rzeczy coroni takich pozostalo. Mam sms-y meza w telefonie-
      czytam je niekiedy, kartki ktore tak uwielbialam z okazji imienin, urodzin czy
      innych okazji- powracaja wspomnienia. Boje sie nadchodzacych swiat bozego
      narodzenia, pierwszych urodzin corki, walentynek, swiat wielkiej nocy,dnia
      kobiet, dnia matki...Bo to beda pierwsze takie wazne dni bez niego. Dnia ojca
      niestety nie dozyl- pierwszego jego swieta- zastanawialm sie nad
      prezentem...ale zycie pokazalo inaczej...poszlam do niego na grob. Jak ja sie
      wtedy czulam. Bol rozrywal mnie od srodka.
      CZasami mam tak ze wrzeszczec, krzyczec mi sie chce- z tej bezsilnosci wobec
      losu...

      blue_ice1- tak sie kiedys zastanawialam jak czytalam Twoje posty, jak Twoje
      zycie sie potoczylo ze w koncu znalazlas sie poza granicami Polski?
      Nadia Oliwia
      • blue_ice1 Re: Najtrudniejsze chwile.......-edyta 12.10.06, 15:22

        blue_ice1- tak sie kiedys zastanawialam jak czytalam Twoje posty, jak Twoje
        zycie sie potoczylo ze w koncu znalazlas sie poza granicami Polski?
        -----------
        o rany- to dluuuuuuga historia- temat na ksiazke o zawilym zyciu:) Ale
        to,ze jestem w Nl to przypadek, bo gdyby nie moja przyjaciolka,zamieszkala
        wlasnie w NL nie zadzwonila,ze jest tu ktos, kto o mnie duzo wie....:) Jednym
        slowem- ona mojemu obecnemu mezowi nagadala, kazala mi przyslac zdjecie, i choc
        nie chcialam, ona nie ustapila dopoki nie postawila na swoim.:) No i
        jestem.
        Ale przyznaje,ze bardzo zaluje........ ale to juz inna historia.......

    • inquisitive Re: Najtrudniejsze chwile....... 12.10.06, 19:24
      Chyba dla nas wszystkich wieczory sa najtrudniejsze. Ja przez trzy miesiace nie
      spalam w naszym wspolnym lozku. Nie moglam, nie potrafilam. Spalam na malym
      jednoosobowym lozku wraz z moim synkiem, potrzebowalam czuc jego bliskosc, choc
      wiekszosc nocy i tak bylo nie przespanych. Probowalam zasypiac tez na sofie
      przy wlaczonym telewizorze, nienawidzilam tej ciszy i pustki. Dopiero po
      przeprowadzce zaczelam ponownie spac w naszym lozku i wtedy uswiadomilam sobie
      jak duze i puste jest ono bez mojego meza. Jednak nadal nie moglam sobie
      znalezc miejsca wieczorami, przez pare miesiecy plakalam w poduszke prawie noc
      w noc. Tez wieczorami ogladalismy wspolnie tv, lub rozmawialismy o minionym
      dniu, o jego pracy..o wszystkim. Tak bardzo mi tego brakuje. I wciaz nie lubie
      wieczorow.
      • blue_ice1 Re: Najtrudniejsze chwile.....-..inquisitive - 12.10.06, 23:51
        nop wlasnie- tez spalam dlugo z coreczka. zasypiala u siebie w lozeczku ale
        gdy ja wchodzialm do sego pustego lozka - czulam sie strasznie samotna i
        wyciagalam spiace dziecko z lozeczka. Tyle,ze corka tak to polubila, ze
        potem , gdy chcialam spac juz sama - byly placze i histeryczne sceny....... A
        juz najgorzej bylo gdy pojawil sie inny mezczyzna w mym zyciu - wielkie
        problemy istnialy do konca jej do 9 roku zycia.......
    • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 14.10.06, 19:17
      minął dopiero tydzień...

      w sypialni oprócz brania bielizny w ciągu 3-4 sekund rano w ogóle nie jestem,
      nie mówiąc o zbliżaniu się do naszego łózka, śpię z synkiem, 6 nocy przespałem,
      siódmej nocy przyszedł kryzys, cała noc nieprzespana

      najgorsze dla mnie są ranki, jak wstanie dziecko, włączę mu bajeczke i siadam
      sam w jego pokoju. Wtedy powinna wstać żona, wyjść z sypialni i powiedzieć
      cześć kochani... ale nie wychodzi...

      wieczorem po prostu kładę się z synem i zasypiam, nie piję kawy od rana żeby
      się o 20.00 położyć spać. Widok śpiącego synka działa kojąco. Dzisiaj będzie
      druga kryzysowa noc, wiem po tym jaki mam dzień. Dzisiejszy dzień (dzień po
      pogrzebie) trwał jakieś 1000 godzin, a każda godzina 1000 minut.
    • inka_sama Re: Najtrudniejsze chwile....... 14.10.06, 23:50
      podczytuje to forum
      nie miałam zamiaru sie odzywać
      rónowaga która osiągnęłam po paru latch
      wciąż jest dośc krucha, choc wydawało mi sie że jest inaczej

      ale ten wątek przypomniał mi tamte pierwsze chwile

      może komuś pomoże lektura tamtych watków w których wylałam z siebie cały żal do
      świata
      może komuś pomoga słowa które wtedy wielu dobrych ludzi do mnie skierowało

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=869325&a=869325
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=1255781&a=1255781
      co wam moge napisać?
      da sie żyć
      da się
      • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 15.10.06, 07:29
        Inka, czytam co Ty przeżywałaś i czuję jak by to były moje uczucia...

        moich myśli tu nie ma, szukają JEJ tam, jeszcze JEJ nie znalazły, ale może
        kiedyś. zostało tylko tyle myśli i świadomości ile jest potrzebne dla
        piotrusia (naszego dziecka), reszta myśli nie wróci bo nie znajdzie we mnie domu
        • zeng rzeczy zmarłego 15.10.06, 08:18
          w domu czuję się teraz jak w muzeum, tyle, że patrzenie na eksponaty mnie
          boli...

          są dziesiątki książek żony, setki dokumentów, szafu ubrań, kosmetyki,
          biżuteria... same(i) wiecie

          psycholog dziecięcy powiedziała, że dzieck musi mieć kątek pamięci, choćby
          jedno zdjęcie, żeby miał kontakt z mamą

          ja może (na pewno) kiedyś będę chciał powrócić do zdjęć itp, dzisiaj byłem o
          krok od wyslania maila do administratora, żeby skasował stronę z naszymi
          zdjęciami ze ślubu, ale tego nie zrobiłem, za kilka lat może będę chciał je
          obejrzeć lub pokazać synkowi

          ale co z tymi wszystkimi rzeczami, ubrania, kosmetyki, papiery... chcę się od
          nich uwolnić i jednocześnie nie chcę się z nimi rozstawać. Boję się podnieść
          wzrok wyżej niż podłoga (tam jest najmniej pamiątek) a jednocześnie boję się
          (przed sobą, rodziną Ani (żona) i samą Anią) się tego pozbyć...
          • edyta.g.25 Re: rzeczy zmarłego 15.10.06, 10:24
            Mi patrzenie dotykanie rzeczy przynosilo ulge. Szlam do naszego mieszkania
            bralam jego rzeczy i wachalam je- czulam wtedy jego zapach. Po smierci meza
            przez kilka pierwszych nocy spalam z Jego koszula bo czulam ten zapach...JA
            wiem ze te rzeczy "przedmioty" bola. To co bylo kiedys niewidoczne,
            niezauwazalne- uwiera. Nie mialam nawet odwagi wyrzucic z lodowki- rzeczy ktore
            jadl tylko moj maz. Zrobil dopiero za mnie moj tato. Nie mialam odwagi i nie
            potrafilam zdjac jego prania z suszarki ktore zrobilam w dniu jego
            smierci.Pozostawilam sobie kilka ulubionych jego rzeczy. Kurtki wisza u mnie w
            szafie i nie mam odwagi ani zamiaru je przelozyc w inne miejsce. Wiekszosc
            rzeczy wziela jego mama- poprala i poukladala w Jego niegdys pokoju.Dokumenty
            tylko te co potrzebne - zatrzymalam reszta poszla do zniszczenia.
            Znowu wszystko wrocilo i znowu rycze...jak mi Go brakuje tak bardzo Go kocham.
            Dlaczego takie rzeczy wogole maja miejsce
            Nadia Oliwia
            • blue_ice1 Re: rzeczy zmarłego 15.10.06, 13:46
              pamietam z,e gdy tylko zostalam sama w mieszkaniu w dniu gdy maz zmarl-
              dostalam jakiegos amoku: z wsciekloscia (na co? dlaczego?) wlecialam do
              lazienki i zaczelam zrzucac na podloge wszystkie jego rzeczy w tym kosmetyki-
              wszystko wyladowalo w koszu...... co bylo pod reka- w pokoju , w szafie- won!
              Nie moglam zniesc mysli,ze Jego juz nie ma a te parszywe, niepotrzebne juz
              rzeczy tak sobie leza ; uspokoilam sie po godzinie chyba, i ocalalo tylko
              kilka rezczy- zegarek (nosi do dzis moj tato) , skorzana czarna kurtka (tez
              nosil moj tato) , no i fotografie. Fotografie ,ktorych nie mialam sily ogladac
              wiecej niz rok. Teraz stoja rzadkiem przy lozku mojej (naszej) corki- na
              nocnej szafce, i nikt nie moze ich dotykac, tylko ja i cora......
              ....po niedoszlym narzeczonym zas zostaly mi tylko 2 niezbyt wyrazne fotki,
              ktore co jakies pol roku wyciagam (trzymam je w swojej szufladzie coby mego
              obecnego meza nie klulo w oczy) i - mysle, jakby to bylo gdyby dane nam bylo
              wziac slub i razem wychowywac dzieci- jego syna i moja core....... eeeech......
              • inquisitive Re: rzeczy zmarłego 15.10.06, 14:25
                15 msc po wypadku i nadal nie potrafie pozbyc zadnej rzeczy meza. Wszystko
                trzymam, nawet jakies papiery i dokumenty, ktore sa nie wazne, ale ja nie
                potrafie wyrzucic niczego. Nosze jego koszulki, wacham perfumy ktorych uzywal,
                przez dlugi czas spryskiwalam poduszke jego woda kolonska zeby czuc jego
                bliskosc. Mam zdjecia w ramkach prorzsypywane po calym domu, od samego
                poczatku. Jedyne na co nie potrafilam sie zdobyc i jeszcze nie potrafie to
                ogladania filmow z nami, czuje, ze jakbym uslyszala jego glos, zobaczyla go na
                filmie, moje serce ponownie rozpadlo by sie na milion kawalkow. Blue Ty
                przezylas to wszystko podwojnie, jak Ty to wytrzymalas??

                Pozdrawiam cieplutko

                Edyta
            • edyta.g.25 Zaluje i to bardzo... 09.12.06, 20:26
              ...ze tak malo rzeczy pozostawilam sobie po moim Macku!
              • zeng Re: Zaluje i to bardzo... 09.12.06, 22:54
                nie żałuj Edyta, to nie ma znaczenia czy jedna rzecz czy całe mieszkanie
                rzeczy. I tak z całego mieszkania kilka naprawdę przywołuje wspomnienia,
                zatrzymuje zawsze wzrok i myśl... Zostawiłaś to co najważniejsze dla Ciebie, to
                jest ważne.
    • iwk2 Re: Najtrudniejsze chwile....... 15.10.06, 14:35
      Osoby, które doswiadczyły takiego cierpeinia jak my wszystkie(-y), szargane są
      skrajnymi emocjami. Czasem jest to rozpacz, kompletna bezsilność, czasem ciepłe
      i dobre wspomnienia, które wzbudzają uśmiech na twarzy, czasem tez pojawia sie
      wściekłość, skierowana do Boga, do tej zmarłej osoby, do całego swiata. I te
      skrajne emocje ciagle powracają. I nie można od tego uciec, trzeba uczyć sie z
      tym żyć, ale na to potrzeba pewnie dużo czasu.
      Ja na początku (we wrześniu minał rok odkąd zmarł mój mąż) wszystkie jego
      rzeczy traktowałam jak amulety, zyłam w jakomś amoku. Jednak z czasem obecność
      tych wszystkich rzeczy, jego rzeczy, w sytuacji gdy Roberta już nie było, nie
      pozwalała mi funkcjonowac. Nie mogłam na nie patrzeć, nie mogłam ich dotykać.
      Po kilku miesiącach powoli zaczęłam je "usuwać"(wiem, że to okrutne słowo) z
      naszego domu. Teraz zostały mi zdjecia, jego książki, dyplom doktoratu, który
      obronił kilka miesiecy przed śmiercią, zostawiłam, też wszystkie jego materiały
      i artykuły ( to głównie dla naszego synka, na pamiątkę) i kilka rzeczy, które
      miał przy sobie w chwili śmierci, a które oddała mi policja. Jednak nigdy do
      nich nie zagladam. Poprosiłam nawet moją siostrę, żeby schowała je tak, abym ja
      nie wiedziała gdzie są. Choć minął rok nie obejrzałam żadnego filmu video, ma
      którym byliśmy dobrą, szcześliwą rodziną, nie ogladałam tez zdjęć z naszego
      ślubu. Nie mogę i nie wiem czy kiedyś odważę sie na to.
      Zrobiłam remont w mieszkaniu, poprzestawiałam meble. Takze śpie z moim synkiem.
      I dopiero teraz po roku przełamałam sie i śpimy z Konradkiem w "naszym
      pokoju" tzn. moim i męża. I to chyba tylko dlatego, że juz sie nie mieścilismy
      na metrowym łóżeczku Konradka.
      Nigy nie robie na obiad ryby, może to głupie, ale wtedy przygotowałam obiad
      (m.in. rybę)i nałozyłam na talerz dla niego, bo Robert zawsze późno wracał. I
      czekałam, ale wtedy on nie wrócił. nigdy już nie wrócił.
      Może kiedyś będę żałowała. Jak pakowałam jego rzeczy to czułam sie jakbym
      wyrzucała go ze swojego życia. Jednak tak nie jest, on jest w moim sercu na
      zawsze i we wspomnieniach. A te materialne pamiątki po nim, budziły moją
      rozpacz i ogromny ból.

      Pozdrawiam
      Iwona
      • magdatysz Re: Najtrudniejsze chwile....... 18.10.06, 13:11
        Iwonka ja większości rzeczy po moim mężu nie tknęłam, zrobiłam tylko jako -
        taki porządek w ubraniach. Ale i tak sporo rzeczy zostało. Nie mam komu oddać a
        wyrzucać jakoś nie mam serca. Filmów też do tej pory nie oglądałam, zdjęć przez
        długi czas również. Z małym wyjątkiem - po prawie roku postawiłam jego zdjęcie
        w ramce na swoim biurku. Książki, figurki, modele i wiele innych rzeczy stoi
        nadal tak jak stało. I pewnie tak przez jakiś czas zostanie.
        A ostatnio wyjęłam ze skrzynki list adresowany do Rafała... I to taka jedna z
        tych trudnych chwil...
        • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 18.10.06, 16:45
          nie mogę wytrzymać jednego dnia w jednym nastroju, znów mam doła. Przeczytałem
          w komórce żony 100 smsów które wysłała i 100 które dostała w ciągu ostatniego
          roku. W każdym widzę jej szczęście. I znów męczy mnie pytanie czemu. I znów
          dopadła mnie niechęć do układania sobie życia na nowo i niemoc, że nie poradzę
          sobie z dzieckiem. Wszystko przy nim zrobię, o dom zadbam, to i owszem. Ale to
          ona się z nim codziennie bawiła, uczyła go nowych rzeczy, pokazywała mu świat.
          Pójście do pracy i zarobienie na to pieniędzy to była przy tym pestka.
          • ania77 Re: Najtrudniejsze chwile....... 22.10.06, 20:29
            Kochani,czuję to samo...Mój mąż Rafał zmarł 30 wrzesnia,miał 24 lata,nagła
            śmierć-tak określił lekarz bo jakiś paproszek dostał się do naczynia
            włosowatego w mozgu,zdrowy człowiek umiera...Nie ma przy nim nikogo bo wyjechał
            w delegację,w nocy,zdazył zjechac na pobocze,był sam...Dzien po nim po długiej
            chorobie zmarł mój ojciec...Mamy córeczkę która ma 1rok i 8 miesiecy,woła
            go,tęskni...Mnie to przerosło ,już nie daję rady,tak bardzo Go kocham,tak
            bardzo za nim tęsknie......
            • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 22.10.06, 22:44
              Ania... nikt Cię nie rozumie tak jak my... przedwczoraj minął tydzień od
              pogrzebu mojej żony. Spróbuj znaleźć swoje uczucia w temacie:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=41083&w=50068848
              Coś jak pamiętnik tego co czułem przez pierwszych kilka dni...
              Dzisiaj umysł zaczyna pracować, nawet od kilku dni mam wrażenie, że czas znów
              wystartował, ból jest ten sam, tylko ja chyba coraz bardziej znieczulony...

              A dziecko... dzięki temu, że nasze dzieci nie mają jeszcze 5 lat (taka
              psychologiczna granica), sporą część cierpienia możemy im zabrać na swoje
              barki...
            • iwk2 Re: Najtrudniejsze chwile....... 24.10.06, 20:32
              Aniu kochana,
              to co spotkało Ciebie i Twoich najbliższych jest niepojęte w zwyklych ludzkich
              kategoriach, dlatego nie będę próbowała Cie pocieszać. Tylko chcę Ci napisac,
              ze wiem co teraz przeżywasz,myślę o Tobie i Twojej córeczce i bardzo mocno
              przytulam.
              Iwona
              • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 24.10.06, 21:45
                znów dzisiaj kilka trudnych chwil...

                po kilku dniach bez łez, wydawało mi się, że się skończyły, że nie mam czym
                płakać. Dzisiaj na cmentarzu pierwszy raz nie rozmawiałem z Anią, pierwszy raz
                nie czułem jej obecności... Stałem jak kamień a łzy ciekły jedna po drugiej.
                Bez wspomnień, bez myśli, myśli były gdzie indziej, nie wiem gdzie. Na
                cmentarzu byłem tylko 10 minut. Tam są drzewa, jest jak las, niebo tylko
                prześwituje. Gdy wchodziłem na cmentarz świeciło słońce i było ciepło. Po 10
                minutach, gdy wychodziłem było ciemno, zimno, wiatr napędził chmury deszczowe,
                po chwili padało...

                Spotkałem pacjentkę Ani. Wysłuchałem historii jaką była wspaniałą lekarką, jak
                ona się cieszyła, że Bóg jej zesłał takiego lekarza, który ujmie cierpieniu jej
                choremu dziecku. Myliła się.

                Na dobitkę wieczorem przyszedł teść. Tata Ani. Przyszedł i zadał jedno pytanie.
                Czy wiem czemu. Nie wiedział, że słowo CZEMU jest słowem, które w moich myślach
                pojawia się tysiąc razy dziennie i że największy ból sprawia mi myśl, że nigdy
                nie będę wiedział czemu...

                Do tego Piotruś ma 39 stopni gorączki od 3 dni. Może podświadomie woła w ten
                sposób mamę, ona zawsze była przy nim kiedy był chory...
                • inquisitive Re: Najtrudniejsze chwile....... 24.10.06, 22:30
                  Lzy byly, sa i beda. Ja wciaz placze czasami w poduszke, szczegolnie gdy mam
                  zle dni i doly. Przeciez my nigdy nie przestaniemy ich kochac. Zawsze bedzie ta
                  rana w sercu, ze odebrano nam to co kochalismy tak bardzo mocno. I zawsze beda
                  miliony pytan i na niektore z nich nigdy nie znajdziemy odpowiedzi.
                  Ale przyjdzie czas, ze nauczymy sie z tym zyc.

                  Mozliwe, ze tesknota za mama objawia sie w ten sposob u Piotrusia. DZieci
                  bardzo czesto goraczkuja z roznych powodow, jednymi z nich jest stres i tez
                  tesknota. Ich organizm reaguje w taki a nie inny sposob. Teraz pewnie
                  potrzebuje Cie jeszcze bardziej. Trzymaj sie mocno, wiesz ze dopinguje CIe
                  kazdego dnia, jak i Was wszystkie dziewczyny. Jestescie w moich myslach bardzo
                  czesto..

                  Pozdrawiam

                  Edyta
                  • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 01.11.06, 07:55
                    Śniło mi się, że wróciła, że wszystko okazało się nieprawdą. Chodziliśmy za
                    rękę, dzwoniliśmy do wszystkich z wiadomością, że to nieprawda, zastanawialiśmy
                    się jak odkręcić formalności, jak powiedzieć Piotrusiowi, że to była nieprawda.
                    Nigdy nie byłem szczęśliwszy we śnie...
                    • ania77 Re: Najtrudniejsze chwile....... 01.11.06, 08:49
                      Miałam podobny sen trochę wcześniej...Po przebudzeniu wszystko bolało jeszcze
                      bardziej..Bo to był tylko sen,piękny sen..
                      • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 01.11.06, 09:32
                        To było takie realne... Cieszyła się, że ponad 200 osób przyszło ją pożegnać,
                        śmialiśmy się ze śmierci, była taka nierealna, odległa. Zastanawialiśmy się kto
                        tam leży. Zastanawialiśmy się co powiedzą w ZUSie, czy oddadzą jej dowód
                        osobisty, że musimy jechać po jej prace naukowe na uczelnię, bo je już
                        oddałem... Nawet zastanawialiśmy się nad pieniędzmi, nad jej samochodem, który
                        sprzedałem... To było takie realne, czułem jej dotyk, oddech...

                        A potem Piotruś mnie obudził i dotarło do mnie, że już jest 1-szy listopada...
                        • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 01.11.06, 11:19
                          Tez mialam dzis taki ralny sen. Zawsze wiem ze Jego nie ma ze nie zyje. Dzis
                          bylo inaczej. Bylam z Mackiem, chodzilismy po placu zabaw razem i ktos nam
                          robil zdjecia... czulam go tak - jak za zycia. Poprostu moj kochany Macius.
                          Czulam jego bliskosc kiedy mnie przytulal. Obudzila mnie Nadia... dziwny sen
                          ale czulam Jego...
                          Nadia Oliwia

                          "Kochać Cię było łatwo, zapomnieć niemożliwe"
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 01.11.06, 14:27
      Bylam u maciusia na grobie...poszlam wczoraj wieczor z przyczyn
      osobistych...ale to inna dluga histora. Kupilam mu takie sliczne serduszko z
      suszonych kwiatuszkow- powiesilam mu je na grobie, czerwona roze i zapalilam
      znicze. To jest straszne stac nad grobem ukochanej osoby. dzis jestem rozbita
      rozdrazniona i chce mi sie plakac. Wiecie- tak jakby moja mala( ma 9 miesiecy)
      wyczuwala ze jestem smutna. Plakalam, ona sie wlasnie wtedy obudzila , kiedy
      podeszla mdo niej popatrzyla na mnie i sie tak cudownie usmiechnela. Tak
      strasznie na mnie patrzyla, tak gleboko...usmiech sam pojawil mi sie na
      twarzy. Nigdy wczesniej nie plakalam przy niej. Pozniej ona zaczela bardzo
      plakac ale szybko sie uspokoila. Gdyby nie ona- nie wiem co by bylo ze mna.
      dzieki niej zyje...oddycham...chcoc jest tak strasznie ciezko. Moj maly kochany
      lobuziak. JAk patrze na nia widze mojego Macka. Jest tak bardzo, niesamowicie
      do Niego podobna. Kiedy sie usmiecha- widze cudowny usmiech Macka. I taka
      zywa, energiczna wlasnie jak On. To jest moja mala miniaturak mojego meza. Jego
      wierne odbicie...pod kazdym wzgledem.
      • zeng jesień po wiośnie 01.11.06, 18:58
        jesień wiosnę dogoniła
        lato dane nam nie było
        koronę tego roku
        jesień ma jakby cierniową

        są dwa światy i nas jest dwoje
        do swych miejsc przypięci jas rzepy
        ty masz pewnie więcej spokoju
        ja mam dzieci

        są dwa światy i jedno słońce
        które u nas słabiej coś grzeje
        ty masz łzy szczęścia stygnące
        ja mam nadzieję...

        (zeng na podstawie tekstu Maryli)

        Ps. stałem nad grobem, dookoła ciemno, zimno i pusto, padał śnieg a mnie grzały
        dziesiątki zniczy. Czułem ciepło, błogą bliskość. Stałem i stałem, nie było mi
        zimno. Stałem i nie wierzyłem że tu stoję, że tu muszę stać. Ten dzień miał
        nigdy nie nadejść.
        • edyta.g.25 Re: jesień po wiośnie 01.11.06, 19:22

          Wlasnie wrocilam z cmentarza. Podobnie jak i Ciebie- grzala mnie przeogromna
          ilosc zniczy. Macka grob wyroznial sie - wlasnie przez ilosc zniczy i kwiatow.
          Mial wielu przyjaciol i znajomych ktorzy dzis pokazali jaka wazna byl i jest
          dla nich osoba i ze pamiec o nim jest zywa...
      • hafal Re: Najtrudniejsze chwile....... 01.11.06, 19:19
        ..dobrze, że kończy się ten dzień...
        to dziwne, przeczytałam kilka postów i stwierdzam, ze wszyscy mamy te same sny.
        Ja, po 2 latch, w ubiegłym tygodniu, obudziłam się w środku nocy, po tym jak
        znów okazało się, ze to nie prawda, że żyje, że to jakaś kosmiczna pomyłka i
        trzeba to teraz odkręcić...przebudzenie jestjak kubeł zimnej wody:(
        A dzisiaj przypomniałam sobie, jak te 2 lata temu moje dwie małe pociechy
        uczyły mnie, jak się znów uśmiechać. Rozciągały mi usta swoimi małymi
        paluszkami i myślały, że w ten sposób się nauczę....Jakoś mi nawet teraz
        idzie...
        A dziś...smutno, szaro, zniknęło gdzieś ciepło tego dnia, które było wtedy,
        kiedy byliśmy wszyscy razem...Szczecin tonie we łzach deszczu,zamarza...
        Jutro będzie lepiej, podobno ma padać śnieg. Pokryje wszystko, trochę
        znieczuli...będzie lepiej.
        Pozdrawiam was
        • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 01.11.06, 20:45
          dociera do mnie okrutna prawda... dopiero ten dzień przypieczętował
          rzeczywistość, przebił się przez osłonę świadomości. Dociera do mnie, że ona
          nie żyje, że nie wróci, nie zadzwoni, nie dotknie. Zostały spirytystyczno-
          parapsychologiczno-magiczne mżonki. Na razie surrealistyczno-romantyczny wzlot
          pozwala mi na takie marzenia. Ale nadejdzie i ten dzień, kiedy moja zwykle
          logiczna natura będzie musiała stoczyć walkę z nierealnymi marzeniami. I wiem,
          że wygra, zawsze wygrywała. I zostanie tylko pustka i tęsknota. Bez nadziei.

          Nie chcem ale muszem.

          Trzymajcie się dziewczyny.

          Ps. Dopiero jak się zrobiło ciemno i zimno to się opłącało pójść na centralny w
          Szczecinie. Ludzie nie są na tyle zdesperowani żeby w taką pogodę się wybierać.
          Było prawie pusto. Przyjemnie.
    • iwk2 Re: Najtrudniejsze chwile....... 01.11.06, 22:34
      dobrze,ze ten dzień się już kończy. tylko że jutro będzie nastęny, tudniejszy.
      No ale mam jeszcze kilka godzin na to aby się do niego przygotować i "stawić
      mu czoła". nie poddam się .

      pozdrawiam Was wszystkich
      • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 04.11.06, 21:44
        zebrałem się na porządki w jednej szufladzie, chyba tej najważniejszej, z
        pamiątkami... znalazłem pozostałe czyste zawiadomienia z naszego ślubu z
        tekstem:

        "Prawdziwa miłość nie podlega zmianie,
        Żadnym nas brakiem nigdy nie zniechęci,
        W zaćmieniu szczęścia wierną nam zostanie,
        W nieszczęściach życia boleść nam uświęci"

        Prorocze okazały się te słowa, choć ich autor pewnie nie to miał na myśli co
        ja...
        • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 05.11.06, 09:46
          Pieknie napisane...Wiesz- szukajac kiedys "czegos" w szufladzie "wpadly" mi w
          rece kartki slubne z zyczeniami od rodziny, znajomych...Przyznam ze dopiero
          wtedy wszystkie przeczytalam- wczesniej jeszcze za zycia Macka tego nie
          zrobilam...bo wiecznie czasu nam na wszystko brakowalo. Tak samo byly tam
          kartki- dla mnei od Mojego Macka- z okazji dnia kobiet,
          walentynek...itp...itd. Zawsze mi dawal takie- bo wiedzial jak ja to lubie.
          Scisnelo oropnie w gardle lzy same splywaly mi po twarzy.

          Miewam czasmi takie "okropne" momenty. Ostatnio w pracy to byl czwartek dzien
          po 1 listopada. Rano jak przyszlam do pracy- czulam sie tak zle w
          sensie "psychicznym" chcialo mi sie tylko plakac, krzyczec na ten zly los. Caly
          czas tylko myslalam dlaczego to sie stalo, jak to sie moglo wszystko stac. Jaka
          ja jestem nieszczesliwa...wybawili mnie moi znajomi ktorzy zadzwonili ze sa w
          tej instytucji co pracuje- bo cos zalatwiaja i przy okazji odwiedza mnie.
          Przyszli- wyzalilam im sie przy okazji rozkleilam choc wcale tego nie chcialam.
          Lepiej mi sie zrobilo.
          • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 05.11.06, 10:34
            ja właśnie przeglądałem jej biżuterię, zdjęcia paszportowe jej najbliższych
            osób, pamiątki, które jej dawałem jak się poznaliśmy, ogólnie wszystko co miała
            najcenniejsze. I nachodzi taka myśl, że człowiek żył tyle lat, tyle dokonał,
            tyle rzeczy jest jego na tym świecie i nagle znika. Wszystko teraz jest rzekomo
            moje. Jej ubrania, biżuteria, perfumy. To jest moje. Wiadomo w małżeństwie są
            rzeczy nasze i są rzeczy osobiste, należące do jednej osoby. A teraz wszystkie
            te rzeczy są moje, wszystko co ona uważała za tylko i wyłącznie swoje.

            Znowu wszyscy wyjechali i zostaliśmy sami. I znowu ta pustka i cisza. Tu i tam
            zdjęcie. Już w ogóle jej nie czuję, czuję że to przeszłość. Tylko mówię w
            czasie teraźniejszym "moja żona". I kocham tak samo. Ale kogo kocham ? Ją ? Czy
            może jej wyobrażenie w moim umyśle ? A może samą pamięć po niej ? Przecież nie
            mam prawa mówić, że to moja żona... "Póki śmierć nas nie rozłączy..." To czemu
            nie czuję tego rozłączenia ?

            Kłębowisko myśli.
            • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 05.11.06, 11:00
              "... I znowu ta pustka i cisza. Tu i tam
              zdjęcie. Już w ogóle jej nie czuję, czuję że to przeszłość. Tylko mówię w
              czasie teraźniejszym "moja żona". I kocham tak samo. Ale kogo kocham ? Ją ? Czy
              może jej wyobrażenie w moim umyśle ? A może samą pamięć po niej ? Przecież nie
              mam prawa mówić, że to moja żona... "Póki śmierć nas nie rozłączy..." To czemu
              nie czuję tego rozłączenia ?

              Kłębowisko myśli."

              Z tym sie zgadzam co napisales bo czuje tak samo i mysle jak i Ty.
              JA zawsze o MAcku bede mowila moj maz- bo niby czemu nie mamy miec do tego
              prawa? Nigdy nie powiem "moj byly maz" nie przeszlo by mi to przez gardlo.
              Zawsze tylko mowie w czasie przeszlym o nim- byl, mowil, robil...itp...itd. To
              takie przykre i bolesne...

              "Póki śmierć nas nie rozłączy..." - ja czuje to rozlaczenie...milosc pozostala
              ta sama. Czuje te rozlake przez bol ktory n"rozdziera" od srodka, przeogromna
              tesknote za nim. Tesknie i kocham kogos kogo juz nigdy nie bedzie...kogo juz
              nigdy nie zobacze...nie poczuje...nie pocaluje....Jest to rozlaka na cale
              zycie... tutaj nie ma powrotu.
              • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 05.11.06, 12:14
                cytując "póki śmierć nas nie rozłączy" miałem na myśli, że zarówno według prawa
                jak i według kościoła przysięga małżeńska a zarazem i sam związek małżeński
                przestał istnieć. Śmierć jednej strony to przerwała i zakończyła. I w urzędzie
                i w kościele jesteśmy stanu wolnego. Formalnie nie mamy małżonków. Nasze
                małżeństwo funkcjonuje nadal tylko w naszych umysłach, na zewnątrz nie
                istnieje...

                Więc czemu tego nie rozumiemy. Prawo, prawem, kościół kościołem a my sobie. W
                nas obietnica trwa nadal, ani prawo ani kościół tego nam nie są w stanie zabrać.

                I dobrze. Nie myślałem, że miłość jest silniejsza od smierci...
                • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 05.11.06, 12:29
                  Tak tak zgadzam sie z Toba w zupelnosci. Masz racje. Wymownie
                  napisane...glebokie i prawdziwe.
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 05.11.06, 12:25
      Straszne doly mnie biora i plakac mi sie chce...znowu. Za oknem
      szaro...ponuro...deszczowo. Nadia spi. Wiecie- tak wiele mi osob powtarza-
      zobaczysz jeszcze Ci sie w zyciu ulozy, jeszcze bedziesz szczesliwa, jestes
      mloda, cale zycie przedz toba, poznasz kogos. Ja juz sie nic nie odzywam bo nie
      chce mi sie tlumaczyc ciagle tego samego...wiem ze chca mnie tym pocieszyc...JA
      nie chce ukladac sobie zycia z kims innym, niewyobrazam sobie nawet tego. To z
      nim przezylam najpiekniejsze momenty w moim zyciu. Zaczelo sie w dniu kiedy go
      poznalam...takie wszystko to bylo szalone i cudowne, pelne radosci... poczucie
      ze mam kogos przy kim sie czuje spelniona, dowartosciowana, przy kim czuje sie
      bezpiecznie...swiadomosc ze kogos tak bardzo bardzo kocham ze
      wzajemnoscia...ciaza...radosc z narodzin Nadii i te wszystkie piekne chwile
      ktore nam byly dane razem. Wiem ze czas ktory mielismy dla siebie
      wykorzystalismy maksymalnie. Kiedy go nie bylo przy mnie juz tesknilam. Co to
      byla za tesknota w porownaniu z tesknota ktora czuje teraz. Pustaka ktorej sie
      nie da niczym wypelnic. Wspomnienia bola...choc sa takie cudowne. Nie potrafie
      sie od tego odciac...Siedze i placze. Jest mi tak potwornie zle bez Macka.
      • inquisitive Re: Najtrudniejsze chwile....... 06.11.06, 10:25
        Wiesz pamietam rok temu, tylko cztery krotkie miesiace po smierci meza,
        listopad, szaro, zimno deszczowo..przechodzilam wtedy najgorsze doly.
        Potrafilam nie wychodzic z domu przez pare dni jesli nie musialam. Siedzialam i
        wylam w poduszke. Do tego dochodzily inne problemy o ktorych nie bede teraz
        pisac. Wiem jak sie czujesz Edytko. I ludzie mowili to samo, bedziesz jeszcze
        szczesliwa...itp, a ja zastanawialam sie, czy oni juz zupelnie nic nie
        rozumieja? CZy nie wiedza, ze ja nie takie slowa chce slyszec?
        Pisalas wczesniej, ze wydaje Ci sie, ze Nadia wie kiedy jestes smutna. Wierz
        mi, dzieci wiedza. Gdy bylam w tej najgorszej depresji, w tych najgorszych
        dolach, moj maluch zaczynal chorowac. Dzieci wyczuwaja nasze emocje..
        Pozdrawiam Cie Edytko
        I wszystkich
        Edyta
    • magdatysz Re: Najtrudniejsze chwile....... 06.11.06, 13:47
      "Mamusiu jak ja umrę to będziesz mi zapalała światełko...." to taka jedna z
      trudniejszych chwil...
      Moje dziecko takie tematy podejmuje zazwyczaj jak jedziemy samochodem, gdy
      kieruję. Ostatnio najechaliśmy na wypadek. Makabryczna scena. A ja to wszystko
      nie tylko widze ale czuję i słysze. Każdą gniecioną blachę...
      • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 06.11.06, 14:49
        Dreszcz przeszedl mi po calym ciele...
        A tak na marginesie- ja dopiero jestem w trakcie robienia prawka...ale zaraz
        jak zrobie chce wsiasc i jezdzic...czarno to widze bo wiem ze bede sie
        panicznie bala glownie ze wzgl. na to w jakich okolicznosciach stracilam meza.
        Pan ktory prowadzil zajecia (teorie) zawsze powtarzal ze samochod to taka
        maszynka do zabijania.
        • inquisitive Re: Najtrudniejsze chwile....... 07.11.06, 08:39
          Wiesz Edytko, ja tez po wypadku meza nie wsiadlam za kierownice przez pare
          tygodni, Jakos stracilam zaufanie dla samochodow i glownie dla motorow. ALe
          sytuacja zmusila mnie do przejechania 1600 km. Teraz bez auta czuje sie jak bez
          reki. Musisz przelamac strach. Zobaczysz pojezdzisz troche i polubisz to.
          Najwazniejsze to miec zaufanie do samej siebie.

          Pozdrawiam

          Edyta
        • magdatysz Re: Najtrudniejsze chwile....... 07.11.06, 08:44
          Wiesz co ... ja do samochodu jako kierowca wsiadłam jakieś 3 tygodnie po
          wypadku, jak już trochę doszłam do siebie i mogłam swobodnie siedzieć. Z
          malucha, którym jeździłam dość rzadko (głównie jeździł Rafał) przesiadłam się
          na służbowe combi... Wielkie bydle - tak mi sie na początku wydawało. I
          zaczełam jeździć codziennie - mieszkam na jednym końcu miasta, a pracuję na
          drugim. Pomimo tego wszystkiego co przeżyłam nie mam większych problemów z
          jazdą. Mam tylko uraz do małych samochodów. Jak kupowałam samochód to też
          combi - czuję się w nim trochę bezpieczniejsza. Jeżdżę dużo. I dziwne - lubię
          to.
          • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 07.11.06, 09:27
            Teraz kiedy jezdze z instr. to sie nie boje bo czuje sie pewnie. Wiem ze jest
            obok mnie. Bedzie gorzej jak przyjdzie mi jezdzic samej- no ale wiem ze musze,
            strach- strachem...z czasem napewno poczuje sie pewniej...praktyka czyni
            mistrzem.
            • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 07.11.06, 16:44
              miesiąc temu o tej godzinie się zaczęło... najbliższe godziny spędzę na
              przypominaniu sobie każdej sekundy sprzed miesiąca... to będą najtrudniejsze
              chwile.

              A jutro kolejne ciężkie chwile w Warszawie na przymusowym wyjeździe na który
              miałem jechać z nią, bardzo chciała ze mną tam jechać a teraz muszę jechać
              sam...

              zeng
              • edyta.g.25 Trzymajmy sie mocno!!!! 07.11.06, 17:47
                Naprawde Ciebie rozumie doskonale co przezywasz. Dzis mija 5 miesiecy jak
                MAciek nie zyje. Zginal 7.06.06 zaraz przed godzina 12 w poludnie. Zginal na
                przeciwko kapliczki...Tez wlasnie tak jak Ty wracam i rozpamietauje to wszystko-
                przypominam sobie...5 miesiecy temu dzien wczesniej przezd dniem jego smierci-
                wieczorem bylismy jeszcze w hipermarkecie, robilismy zakupy, spotkalismy
                znajomych...zjedlismy kolacje, jak zawsze wieczorem ogladelismy cos wspolnie w
                tv, zasnelismy wtuleni razem...to byla nasza ostatnia noc ...ostatni raz
                obudzilismy sie obok siebie...poraz ostatni zrobilam mu sniadanie....poraz
                ostatni mnie przytulil mocno, pocalowal, powiedzial ze kocha...godzine przezd
                smiercia przezd godzina 11 slyszalam jego glos przez telefon...to wtedy poraz
                ostatni powiedzial ze bardzo mnie kocha...powiedzial to na pozegnaie tylko
                wtedy nie wiedzialam ze jest to nasze pozegnanie na zawsze! Kilka minut przed
                godz. 12 juz nie zyl. A ja do niego dzwonilam co kilkanascie minut tak przez
                kika godzin i wiedzialam ze cos sie stalo czulam to. Wlączylam radio i tv czy
                czasami cos nie mowia o jakims wypadku- podobno mowili wczesniej o tym wypadku
                i ze droga w zwiaku z tym na kilka godzin bedzie zamknieta. Nie wiem czemu
                pojawila mi sie przed oczami kolezanka mojej siostry ktora kilka lat temu
                stracila meza w wypadku- zotala ona-wowczas 22letnia dziewczyne z
                kilkumiesiecznym dzieckiem i pomyslalam sobie- Boze a gdyby mi sie cos takiego
                przytrafilo. Ale zaraz odgonilam od siebie te wstretne mysli...Niestety
                przeczuwalam- ze cos zlego jednak sie wydarzylo...i przeczucia mnie nie mylily.
                Tuz po 17 dowiedzialam sie o tej strasznej tragedii.
                Wrzask...krzyk...szok...niedowierzanie... pamietam wzielam Jego kurtke
                rzucilamm sie na ziemie i wrzeszczalam jak oszalala...biegalam histeycznie po
                calym mieszkaniu i mowilam do kazdego kto byl wtedy ze mna, prosilam ich a
                wrecz blagalam- zeby mi powiedzieli, ze to wszystko nie prawda, ze maciek zyje,
                ze to niemozliwe...nikt mi nie odpowiadal na pytania, kazdy milczal. Pozniej
                nie pamietam za wiele co sie dzialo. Męka niesamowita, bol niedoopisania,
                cierpienie takie- jakiego w zyciu jeszcze nie zaznalam. Tej nocy i kolejnej nie
                zmruzylam oka nawet na sekunde, mialam dreszcze, ryczalam i tylko tak pragnelam
                zasnac...choc na chwile...pamietam po kiku nocach nieprzespanych...udalo mi sie
                zasnac na chwile snilo mi sie ze to wszystko nie prawda i ze on zyje.
                Opowiadalam mu o tym wszystkim...obudzilam sie z swiadomoscia ze MAciek jest
                kolo mnie...to byl moment bo zaraz dotarla do mnie przerazajaca rzeczywistosc.

                Pamietam jak Maciek jeszcze zyl. Mialam wtedy strasznie zly sen ( nie jestem
                teraz w stanie sobie przypomniec o czym byl ten sen) pamietam kiedy sie
                obudzilam- spojrzalam na Niego ze lezy kolo mnie, pocalowalam Go, kamien spadl
                mi z serca- bylam taka szczesliwa ze to tylko koszmarny sen...wtulilam sie w
                niego...poczulam sie taka bezpieczna w Jego ramionach i zasnelam.
                • hafal Re: Trzymajmy sie mocno!!!! 08.11.06, 14:44
                  hej, Edytko, scenariusze ludzi, którzy kochali i nagle stracili, są
                  podobne...Za 10 dni minie 2 rocznica śmierci mojego męża. Byliśmy ze sobą 10
                  lat. To jeszcze za krótko,zeby się sobą znudzić, a z drugiel strony już tyle
                  razem przeżyliśmy. Mam całe mnóstwo wspomnień, które bolą cholernie, bo są już
                  tylko wspomnieniami. Więc wolę nie wspominać za często....Kilka grubaśnych
                  albumów z naszymi zdjęciami...pierwsze wspólne wakacje, ślub, pierwsze
                  mieszkanko, dzieći. Uśmiechnięte buzie na wszystkich zdjęciach...leżą zamknięte
                  w szafce.
                  Wiesz, też miałam przed wypadkiem Czarka dziwny sen. Śniło mi się,ze
                  zmieniliśmy mieszkanie na takie, które miało być niby lepsze, ale nie było w
                  nim tych rzeczy, które mieliśmy w starym mieszkaniu i strasznie mi tego
                  brakowało. W tym śnie wiedziałam, ze muszę teraz mieszkać tu, że nie mam
                  wyjścia, bo stare mieszkanie sprzedane.I parę dni później okazało się, ze muszę
                  żyć w tym życiu, które mi teraz nie pasuje, bo nie ma w nim jego...I co to niby
                  jest?? szósty zmysł, przeczucie?
                  Czarek też zginął ok.12 w południe. A ja do 17-stej wydzwaniałam niezliczoną
                  ilość razy na jego komórkę....
    • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 12.11.06, 21:08
      ciemność stoi wokoło
      światło tu nie dociera
      nuty płyną z głośników
      echem jak od pustych ścian
      wzrok szuka pustki, ale jej nie znajduje
      wzrok ucieka a wciąż ją widzi
      tu ona, tam ona
      w nicości zawieszona

      Ciemność za oknem ciemniejsza się stała.
      Tak, to ona znów przychodzi,
      znów woła mnie niewidocznie bezgłośnie.
      Pójdę z nią czy zostanę ? Wraca pytanie.
      Każdego wieczora takie samo powitanie.
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 16.11.06, 08:01
      Wczorajszy dzien byl dla mnei koszmarny- kiedy sie dowiedzialam o zakonczeniu
      sprawy mojego kochanego meza. Przezylam to wszystko jeszcez raz- od poczatku.
      Jestem w "dole" choc myslalam ze zaczelam sie dzwigac. Do dzis jestem
      jakas "nieobecna", rozbita, czuje sie okropnie. Wczoraj tak samo bliskie mi
      osoby z rodziny ktore twierdza ze mnie rozumieja - zawiodly mnie i to bardzo.
      JA przezywam dramat, meczarnie- a to co uslyszalam wczoraj z ust pewnej
      osoby "nogi mi podcielo". Strasznie sie wtedy poczulam i zreszta czuje sie tak
      do tej pory. Mam przyjaciol ktorzy mi mowia otwarcie- ze mnie nie rozumieja, ze
      moze sa za glupi by to wszystko pojac ale choc troche potrafia sobie to
      wyobrazic. W nich mam wsparcie i pomoc- czuje to i wiem ze starja mi sie pomoc
      jak tylko potrafia. Bo takie mowienie jakie slysze od co niektorych- ze mnie
      rozumieja itp...itd denerwuje mnie i to niesamowicie. Bo nikt nie zrozumie kto
      tego nie przezyl, kto nie doswiadcza tego codziennego zmagania sie z ta
      potworna rzeczywistoscia, tego cierpienia ktore az dusi od srodka- nikt poza
      Wami. Wiem ze mam Was, mam tu wsparcie, bardzo mi to pomaga ze istnieje cos
      takiego jak to forum. Nawet nie zdawalam sobie sprawy ze jestescie dla mnie
      naprawde wazni.

      Nadia Oliwia

      "Kochać Cię było łatwo, zapomnieć niemożliwe"
      • iwk2 Re: Najtrudniejsze chwile....... 16.11.06, 08:23
        Rozumiem Cię Edytko, u mnie jest to samo. Im więcej mija czasu tym bardziej
        zrozumienie otoczenia maleje i współczucie też mija. Pewnie zostaje u ludzi
        tylko ta jedna myśl - jak to dobrze,ze to nie mnei spotkało. I lepiej już nic
        nikomu nie tłumaczyć bo szkoda nerwów. Trzymaj się.

        Dla mnie także to forum i Wy wszyscy jesteście bardzo ważni i choc czasem nie
        mam czasu żeby tu zaglądać, to cały czas o Was myślę.
        Pozdrawiam Iwona
    • agama30 Re: Najtrudniejsze chwile....... 27.11.06, 14:58
      Dni są podobne do tych, jakie były przed wypadkiem, praca, obowiązki, dziecko.
      Wieczory i noce są inne, bo puste, zostajemy same, nie masz do kogo się
      przytulić, nie masz z kim podzielić się radościami czy smutkami, nie usłyszysz
      kocham cię, pięknie wyglądasz. na codzień jestem zadbana, uśmiechnięta podobno
      nawet atrakcyjna, jak kobieta potrzebuję adoracji, uwielbienia ze strony
      mężczyzn i to w sumie mam ale nagle nie wiem dlaczego gdy obcy mężczyzna zwraca
      na mnie uwagę przez moment cieszę się i nagle mam straszne poczucie winy, czuję
      niechęć do siebie i do niego, wycofuję się do skorupy
      Pozdrawiam Aga
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 02.12.06, 13:22
      Dzis zreszta jak co roku- moi rodzice robia podowjne imieniny i urodziny (
      barbary i Andrzeja). Pamietam jak to bylo rok temu- doslownie jak dzis. Bylismy
      tacy szczesliwi. Byalm w 8 miesiacu w ciazy. Jakie to wszystko bylo wtedy
      cudowne, cieszylo mnie zycie, cieszyl mnie kazdy dzien...ten czlowiek nadal
      sens mojemu zyciu. A dzis jestem smutna, plakac mi sie chce, dusi od wewnatrz.
      Dzis bede sama bez niego z nasza corenka kochana. Najchetniej jakbym miala swoj
      wlasny dom- zaszylabym sie w nim -byloby mi prosciej. Przyjda ciotki, wujkowie
      i przyjdzie moja siostra ze swoim swiezo upieczonym mezem. Niby tak podobnie
      jak to bylo rok temu ale jakze inaczej!
      • inquisitive Re: Najtrudniejsze chwile....... 02.12.06, 21:40
        Napewno jest Ci zle dzisiaj Edytko. Jestem z Toba calym sercem. Ja trzymalam
        sie z dala od tego typu imprez przez jakis czas. Na pierwsza rodzinna jaka
        poszlam, to byly Swieta, 6 msc po wypadku. Czulam sie wtedy wystarczajaco na
        silach stawic czola rodzinie. Bylo dobrze, rozmawialismy o mezu czesto, to
        dawalo mi poczucie jakby wciaz byl miedzy nami...

        Pozdrawiam goraco

        Edyta
    • iwles Re: Najtrudniejsze chwile....... 22.12.06, 23:27
      Najtrudniejsze są dla mnie chwile radosne.
      Bo nie mam z kim dzielić tej radości. I wtedy najbardziej brakuje mi męża.

      Nie mówiąc już o świętach i innych "rocznicach".
    • edyta.g.25 No coz... 23.12.06, 15:05
      Wyslalam kilka dni temu zdjecia mojej malej na poczte mamy MAcka- wchodze tearz
      na poczte i widze maila z podziekowaniem za zdjecia ale zamurowalo mnie kiedy
      zobaczylam ze jako adresata mama Macka wpisala moje imie i nazwisko panienskie
      czyli Edyta L. a nie Edyta G. No coz chyba nie jestem godna tego zeby nosic to
      nazwisko. A zresza nosze je i moja NAdia po MAcku a nie po jego rodzicach bo
      byl moim mezem i ojcem naszej corki- czy komus sie to podoba czy tez nie i
      napewno by nie chcial zeby bylo inaczej!!!!
      Nadia Oliwia

      "Kochać Cię było łatwo, zapomnieć niemożliwe"
      • zeng Re: No coz... 23.12.06, 15:48
        nieważne co mówią inni, ty wiesz wszystko najlepiej
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 24.12.06, 16:31
      Wrocilam walsnie z cmentarza -bylam podzielic sie z MAckiem oplatkiem...
    • magdatysz Re: Najtrudniejsze chwile....... 02.01.07, 20:53
      Dziś byłam z Łukaszem na cmentarzu. Szliśmy do Rafała w pewnej chwili Łukasz zapatrzył się na taki podwójny grób złączony krzyżem i pełan zachwytu woła: "mamo ja taki bym chiał mieć - byśmy się wszyscy zmieślili - ja tata i dziadek......."
      • hendik Re: Najtrudniejsze chwile....... 16.01.07, 14:30
        Trudno jest wieczorem, gdy zasypiam. Zawsze trzymaliśmy się za ręce zasypiając.
        Trudno jest w pracy gdy zwykle zdzwanialiśmy się by ustalić co z obiadem.
        Trudno jest gdy widzę lub przydaża mi się coś co by Pawłowi się spodobało, czym
        chciałabym się z nim podzielić.
        Trudno mi gdy widzę moje dwie przyjacióki w ciąży czule obejmowane przez swoich
        mężów.
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 30.01.07, 08:41
      Dzis sa Twoje imieniny. Kocham Ciebie-:(
    • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 09.02.07, 06:09
      Dzisiaj jest 5 rocznica naszego ślubu...

      jadę do źródeł, mam nadzieję, że tam będzie jej więcej...
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 25.02.07, 17:46
      Wczoraj poraz pierwszy od momentu kiedy wyprowadzilam sie z mieszkanie kt
      wynajmowalismy- bylam w tych okolichach ( u znajomych), widzialam "nasz" blok,
      sciezki- ktorymi chodzilismy na spacerki z NAdusia w piekne sloneczne wiosenne
      dni. A pozniej koszmar. Cala noc nieprzespana praktycznie -meczarnia. Snil mi
      sie MAciek. Tak sie rozgladam dookola- po moich bliskich, znajomych -blizszych
      i dalszych i caly czas zadaje sobie pytanie- dlaczego ja nie moge byc taka
      szczesliwa jak oni? Dlaczego musze sie z tym wszystkim tak strasznie meczyc?
      Dlaczego tak musialo sie stac!
      • zeng Re: Najtrudniejsze chwile....... 25.02.07, 18:08
        Jeszcze wczoraj ważne było wszystko, Mario,
        róże dla Ciebie, smak pierogów na patelni,
        wyprawa Łukasza do Krakowa,
        sen o domku w górach, jakieś śłowa,
        zdarzenia, pocałunek, drobne rzeczy,
        ziarnko piasku, liść, pyłek.

        I oto wędrujesz przez białe kontynenty
        szpitalnej ciszy, wśród kanionów
        urywanych oddechów, przez piaski
        pustynne skóry, po zboczach
        zachodzacego spojrzenia,
        między stanami zjednoczonymi
        dziurawych płuc.

        I odpływają w ciemność róże,
        ty, Mario, Łukasz, niewinność, sny i żółty liść
        pamięci.

        Na morze czarne czoła wypływa
        samotny żagiel śmierci.
        Próbujesz jeszcze zrozumieć
        znaczenia rzeczy, idei i szeptów
        ciemności.

        Otwierasz szeroko oczy,
        gdy Archanioł Gabriel
        z twarzą doktora chirurgii
        pochula się nad Toba
        z polisą ubezpieczeniową
        na długa nicość.

        Wszelki sens i bezsens
        znaczą jedno
        - Bóg tonie w ostatnim oddechu.

        -----------------------------------

        Pić, chłeptać cię, Mario, dy wichry pod Kalidhromo
        rwą namioty, a ciemne fale liżą nam stopy u wód
        Epidauros, skąd wzlatywała biała mewa,
        a na wiciokrzewie śpiewał kos.
        (...)dzikie psy miłości(...)
        kiedy czekamy
        na słodkie sny, zanim przemienimy się
        w jakiś kamień, słoną falę, gałąź figowca,
        albo białą chmurę na niebie.

        Malutkie ziarna piasku w ogromnym, pustym
        i zimnym kosmosie, przemijamy w pyłkach
        księżyca i smutnym śpiewie gwiazd.

        Oto wschodzi słońce ciemnej skały,
        nasz nagrobek,
        i jużmaszerują wrzosowe wzgórza,
        wznosi się głos fletu na zboczach Peloponezu,
        u szczytu Parnonas i nasycamy się pieśniami
        harfy, jej złotym tonem, rzeką piękna,
        która płynie ze zboczy Erimanthos.

        Zdążyć, Mario, przed pieczęcią smierci, która
        zamknie nam usta.

        Umieramy w chwili,
        gdy delfiny wykonuja niebieskie pętle
        nad głową Morza Jońskiego,
        a płótna nieba wciąż nie płowieją.

        Śpiewa powietrze, w którym
        zamieszkały nasze spojrzenia,
        odpływa na kutrach i wiosłuje nicość.

        A ja
        ja, korzeń życia, w smutku śpiewam
        radosną pieśń
        przemijania.

        ------------------------------

        Przepraszam za niepocałunek
        przepraszam za nieuśmiech
        przepraszam za niespojrzenie
        przepraszam za niechcenie

        Jeźdźcy nieistnienia okrążają
        nasze życie
        i cwałuje kawaleria niebytu
        pośród naszych niedowidzeń
        by ujawnić niepojętość świata
        który się spełnia w niemożliwościach
        i niedopowiedzeniach.

        A twoje niedotknięcie
        parzy moje nieme usta
        a twoja niepamięć
        pogrąża mnie
        w smutku

        Jestem na końcu
        niczego.

        -------------
        Stanisław Srokowski

    • magdatysz Re: Najtrudniejsze chwile....... 26.02.07, 09:13
      dziś są urodziny Rafała. Kończyłby 34 lata..
      takie dni sa szczególnie trudne...
    • edyta.g.25 Re: Najtrudniejsze chwile....... 10.03.07, 22:20
      Dzis pierwsza noc na naszym nowym mieszkaniu i zarazem pierwsza noc od smierci
      Macka -kiedy jestesmy tylko we dwie. Przez 9 miesiecy mieszkalysmy z moimi
      rodzicami. Nadia spi a mi sie spac nie chce i predko nie poloze sie napewno.
      Dziwnie sie czuje. Dociera do mnie ze jestem sama...niby pelno Macka...ale Go
      nie ma...taka wielka pustka. Nie przyjdzie, nie przytuli, nie pocaluje, nie
      uslysze Jego cudownego glosu, nie poczuje Jego ciepla, nie zobaczy jaka ma
      cudowna coreczke, nie pojdziemy juz nigdy na spacer w cieply wiosenny dzien-
      jak to bylo rok temu, nie usiadziemy juz razem na naszej ulubionej lawce w
      parku. Dlaczego tylko ja udaje ze Ty nadal jestes? Przeciez juz nigdy nie
      bedzie tak jak kiedys....
    • edyta.g.25 Pierwszy nasz taniec... 16.03.07, 21:33
      na naszym weslu. Wlasnie slucham tej piosenki...na zawsze bedzie mi sie
      kojarzyla z Mackiem.
      www.wrzuta.pl/audio/khSLqj4ITP/seweryn_krajewski_-_wielka_milosc
      • zeng pół roku... 07.04.07, 07:59
        dzisiaj... wieczorem...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka