My już są, zwarte i gotowe (tj. załoga) ale statek ciągle na
stoczni. Znowu im się coś opóźniło, no ale my już są. Cały dzień w
hotelu, to się w końcu znudziłem i poszedłem pozwiedzać Zhoushan.
Tj., sprawdzić ceny, przede wszystkim piwa. No i ceny jak u nas,
butla 0,6 ltr kosztuje ok. 2 złotych, w przeliczeniu.
No to podrałowałem do banku of China, odstałem swoje kilka minut w
kolejce, wręczyłem kasjerce 10 USD i już po 2 minutach się
porozumieliśmy, co ja chcę aby ona z tymi pieniędzmi zrobiła,
i wówczas padła prośba o mój paszport. No i d. blada, bo paszport
został w hotelu. Nic to, przynajmniej miałem spacerek, i ciut
zaoszczędziłem.
A co do miasta, to maszerowałem chodnikiem przy głównej ulicy,
szerokiej na 4 samochody, mającej po obu stronach dodatkowe pasy dla
motorynek i rowerów, plus chodniki. A przy tych chodnikach takie
otwarte boksy od 4 do 8 metrów szerokości, w których mieszczą się
wszelkiego typu drobne biznesy. Opony obok fryzjera, obok sklepiku
z napojami, obok sklepiku z komputerami, itp. I w każdym minimum
jeden Chińczyk lub Chinka. Interesantów nie widziałem, może dlatego,
że to środek dnia i ciut ciepło. Z nikim, poza w/w kasjerką nie
rozmawiałem, ale wszyscy z którymi rozmawiałem byli bardzo mili i
uśmiechnięci. Nawet jeden gościu na motorynce, któremu o mało nie
wpadłem pod koło, też się uśmiechnął. Może dlatego, że ja się do
niego uśmiechnąłem?
No i to by było na tyle, póki co. Krążą ploty, że jutro już nas
zawiozą na statek, przynajmniej na dzień, do pracy, a wieczorem
odstawią do hotelu. Zobaczymy.