do.ki
30.09.06, 21:58
z cyklu: ponarzekajmy na Belgie, drogie epsy!
Otoz bylo tak, zem (z rodzina) wybral sie na obiad z Paffiem (z rodzina) do
knajpy, ktorej nazwe i lokalizacje przemilcze, ale powiem, ze zaden z nas nie
musial jechac daleko.
Bylo milo i w ogole, az do deseru. Na deser wjechaly lody, ktorych nie dalo
sie zjesc, bo byly slone! Kelner i wlasciciel gieli sie w uklonach i
przeprosinach, przyniesli inne, ale najlepsze bylo wyjasnienie calej sytuacji:
"pan zobaczy, ten czarny tam, to u nas w kuchni pracuje. On nie bardzo rozumie
po niderlandzku, to i pewnie pomylil cukier z sola".
surrealizm?