Gość: x
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
07.12.06, 12:59
Chciałam się z Wami podielic takimi małymi spostrzeżeniami opartmi jednak na
własnym zyciu.
Wtjazd za granicę zrodził się w naszym małżeństwie samoistnie biorąc pod
uwagę otwarcie granic na zachód czyli tzw Unia Europejska. Niesprzyjająca
sytuacja finansowa tym bardziej przekonywała ze trezba się samemu dorobić nie
mogąc liczyć na rodziców którzy defakto nie zyja. Dlatego po burzliwych
dyskusjach z kochajacym mężem podjelismy decyzję o wyjeździe na wyspy. Nie
chcąc jednak spalic za sobą wszystkich mostów stwierdzilismy że najpierw on
wyjedzie przecierając szlaki i gdy juz będziemy mieli pewność że obydwoje
będziemy mogli tam pracować legalnie dołączę do niego. W tym czasie
zakoczyłam prace w Polsce która mimo iz nie dawała wystarczających srodków
fonansowych pozwalała na choć małą satysfakcję że męcząc sie na studiach
dosyć ciężkich jednak miala wystrczającą wiedze. Mimo tego wziełam urlop
bezplatny roczny bo tak uzgodniliśmy z męzem że po tym czasie wrócmy do domu
z jakis zapasem gotowki na inwestycje o której marzylismy.
Wyjechałam więc do Colchester.... miasto niestety pomimo że najstarsze w
Anglii nie przypadło mi do gustu, wszędobylski bród, smieci napawały mnie
odrazą. No ale nie przyjechałam tam w celach turystycznych. Zacisnełam więc
zeby i zaczelam pracowac razem z mężem w tej samej fabryce. Praca jak to
praca fizyczna nie należała do łatwych i lekkich. Zauważyłam też że moj mąż
to juz nie mój mąż..... jak kolwiek dziwnie to brzmi to okazało się faktem.
To ze bylismy już razem dobrych kilka lat i znalismy się od przysłowiowej
podszewki okazało sie że tak naprawdę to go wcale nie znam. Wyjazd tak bardzo
go zmienił że nie potrafoło mi sie to zwyczajnie zmieścić w głowie. Polacy
których poznał i poźniej ja to była jakaś pomyłka. Zero uczciwości, dobrego
słowa nie wspominając o zwyczajnym usmiechu. Było to środowisko w którym
najważneijsze okazywało się to kto jeździ lepszym wozem, nowszym i bardziej
wypasionym. Rozrywka w każdy wekend było chodzenie na zakupy i wydawanie
całych zarobionych pięniędzy, dyskoteki kluby i cóz podrywanie i sex.
Ponieważ ja jestem człowiekiem weołym lubiącym pożartować ale znającym
granice rozsądku zwyczajnie nie mieściło mi sie w głowie to hamstwo,
szpaniactwo i Bóg wie co jeszcze. To było tak ochydne i obrzydliwe że zcasami
się zastanawiałam gdzie ja jestem i czy to przedsionek piekła. Polak polaka
by w przysłowiowej łyżce wody utopił gdzyby ten miał lepszy sprzęt lub
drożdsze orginalne ciuchy..... Dodam że sa to ludzie w wieku 25-40lat, więc
nie nastolatkowie.
Niestety mój mąz dotad kochajacy, ponieważ tez tam był juz kilka miesięcy sam
stał sie taki sam. Jaka kolwiek próba dialogu kończyla sie na niczym. Wczaski
i kłótnie były na dziennym porządku. Ja nie mogłam uwierzyć gdzie podział się
tem człowiek za którego wyszłam z prawdziwej miłości.
Zaczełam się przyglądać temu dokładniej, długo nie musiałam patrzeć by
zauważyć ze "koleżanka" z pracy podrywa męża udając jaka to ona jest biedmna
bo rozwódka itd. Poźniej sie okazało że wcale nie rozwódka tylko mężatka a
mążi syn w Polsce. Jednak ona tym zbyt sie nie przejmowała wszystko co
zarobiał wydawała na ciuchy kosmetyki id dobraz zabawę. Nie byłam w stanie
zapanowac na tym co robi mój mąż i każde wyjście z domu było podejrzeniem dla
mnie że idzie do niej. zreszta nie było to bezpodstawbe.
Nadeszły swięta Bożego Narodzenia w Polsce które były koszmarem ,cała rodzina
pytała sie co się dzieje z moim mężem ja nie potrafiłam odpowiedzieć bo on
nie chciał rozmawiać. Potem jego wyjazd i pojostanie pozostanie w Polsce
przez planowany miesiac bo on chce odpocząc (ocd czego?) teraz wiem ze to
była zwyczajna zagrywjka na moje zaufanie. Co było dalej? łzy rozpacz, nie
wyjechala a on zerwał kontakt. Szczępy informacji jakie dochodziły do mnie to
to że zamieszkał z nią ze zarejestrował na nią samochód, potem że juz nie
mieszka. Do mnie napisał jedno zdanie w maju potem latem i bardzo skruszony
zadzwonił we wrzesniu po to aby znów zerwać kontakt. Dziś miał przyjechac
jednak wczoraj dostałam meila od niego że nie ma siły spojrzeć mi w twarz i
rodzinie po tym co zrobił.... ale....nadal prosi abym ja go nie skreslała.
Wiem natomiast że przyjeżdza do Polski jutro na wekend.
Co ja w tym czasie przeszłam to chyba jeden Pan Bóg wie, schudłam 10kg, włosy
mi posiwiały, zmuszona byłam szukac pracy bo przecież są opłaty a on przez
cały rok nie przysłał ani grosza a ni się tym nie zainteresował mimo że wie
że mam do zapłaty jego zobowiązania.
Dlaczego to piszę? po to aby zony i męzowie którzy pozwalaja aby ta druga
połówka wyjechala dobrze się zastanowili zanim podejmą ta decyzję. W naszym
małżeństwei było idealnie, nie kłóciliśmy się, mielismy podobne poglady i
zdania na swoj temat, uwielbialismy spędzac razem czas w każdy sposób,
zwyczajnie kochaliśmy się.
Okazało się jednak że wyjazd za granice i styczność z inna kultura, polakami
których "stać" na więcej niż w Polsce, stać ale nie tylko finansowao ale
również na inne postepowanie powoduje że ludziom "odbija" i ich zachowanie
nie jest do przewidzenia.
Wiem że nie mozna wszystkich wrzucać do jednego worka bo tak postapił mój
mąż, skadinąd wiem że kochany mąż ojciec trójki dzieci "odmłodził się" tak
sypiając z dziewczynami które mogły by być w jego wieku, gdy go poznalam nie
posadziąłbym go o to. Wiem tez że chłopak bardzo sympatyczny mający w Polsce
dziewczyne znalazł tam sposób na zycie a raczej rozrywki seksualne
bo "testuje" kobiety z róznych krajów".
Teraz po roku czasu jak nie widziała swojego męża zastanawiam sie co bym
zrobila gdybym mogła go spotkac czy zwyczajnie dałabym mu w twarz czy
spojrzała mu głęboko w oczy, czy też stwierdziła ze nie chcę go juz nigdy
widzieć po tym co przeszłam przez niego ja i moja rodzina.
Dlaczego tak się dzieje, że ludzie wyjeżdżający za granice tak szybko
zapominaja? dlaczego robią takie głupoty? dlaczego niszczą sobie zycie, sobie
i innym? Dlaczego tak bardzo brak im samokontrolii?