magik222
15.02.08, 19:08
Profesor Kozminski ma racje, ze zagraniczne slawy beda trudne do
przyciagniecia. Jest jednak jedna grupa, ktora mozna przyciagnac -
Polacy pracujacy na zagranicznych uczelniach czy tez robiacy tam
doktoraty. Znaja jezyki i maja doswiadczenie w pracy z najlepszymi.
Co jednak czeka Polakow powracajacych z zagranicy? Po pierwsze,
upokarzajacy wymog nostryfikacji zagranicznego doktoratu w polskiej
jednostce, przy obowiazujacej obecnie w polskim srodowisku
profesorskim tezie, ze poziom doktoratow w Polsce obniza sie. Czy
znaczy to, ze posiadacz doktoratu dajmy na to z Oxfordu musi przejsc
polska nostryfikacje, zeby poziom tego doktoratu tez jakos
retrospektywnie obnizyc i dostosowac do polskich standardow?
Dodatkowo, mowiac powaznie, posiadacz polskiego doktoratu nie musi
go nostryfikowac podczas staran o prace w krajach bardziej
cywilizowanych. Po drugie, w Wielkiej Brytanii czy Irlandii
pracownik bezposrednio po doktoracie, przyjety na najnizsze
stanowisko ("Lecturer"), posiada od razu wszystkie uprawnienia
akademickie, wlaczajac w to mozliwosc promowania doktoratow. W
Polsce takich praw nie bedzie mial. O jakim wiec przyciaganiu
Polakow (czy tez osob innych narodowosci) pracujacych w
zagranicznych uczelniach mowimy? Nasz system jest kompletnie
zamkniety na swiat, co dobitnie swiadczy o jego kompletnej
zasciankowosci. I nie ma sie co ludzic. Duza czesc obecnego
polskiego srodowiska naukowego nie wytrzymalaby konkurencji z
powracajacymi z zagranicy z prostego powodu. Ci ludzie nigdy nie
stawali do uczciwego konkursu, nie mowiac o jego wygraniu. Dlatego
bedzie jak bylo, chyba ze UE sie za to wezmie, bo niektore jej
dyrektywy sa w polskim prawodawstwie i praktyce akademickiej
ewidentnie lamane. Ale to srodowisko zrobi wszystko, zeby nie
dopuscic ludzi z zewnatrz, bo dla duzej czesci tego srodowiska
egzystencja w tym patologicznym zamknietym systemie jest jedyna
wyobrazalna forma egzystencji.