lubat
06.06.08, 09:48
Śledziłem przebieg tej wizyty w mediach rosyjskich, niemieckich i oczywiście w
polskich. I chociaż robiłem to powierzchownie, to jednak mogę powiedzieć o
pewnych niuansach, które również podkreśla w tekście B. Wieliński.
Na siłę próbuje się przypisać Miedwiediewowi "inność" w porównaniu z Putinem i
to pod każdym względem.
A mnie się wydaje, że Miedwiediew jest inny tylko w drobnych szczegółach,
zupełnie politycznie nieistotnych. Natomiast co do celów Rosji mówi dokładnie
to samo i tak samo.
Dlaczego więc odbiór jest inny i przypisuje się nowemu prezydentowi cnoty
ponad miarę? Celów jest pewnie kilka. Choćby zasianie między prezydentem a
premierem Putinem ziarna zawiści, czy próby podpuszczania jednego przeciw
drugiemu. Ale najważniejszą przyczyną jest, moim zdaniem, chęć wyjścia przez
Zachód ze ślepej uliczki w stosunkach z Rosją, w którą Zachód sam się zapędził
jeszcze w latach 90-tych, kiedy była rzeczywiście poważna szansa na
zwasalizowanie Rosji. W gruncie rzeczy Zachód wybaczył by Putinowi znacznie
więcej, niż wojnę w Czeczenii, wybaczył by nawet obóz koncentracyjny a la
Guantanamo, ale nigdy mu nie wybaczy odcięcia od źródełek ropy i gazu, i to
nie tylko w Rosji, ale i całej Środkowej Azji. A one były tuż, tuż w zasięgu
anglosaskich łapek. Putin więc uosabiał całe zło świata, ale nie dało się go
nominować na coś w rodzaju Bin Ladena, więc przypinało się mu różne zastępcze
łatki.
Zachód już jednak zrozumiał, że z Rosją musi się liczyć jak z w miarę
równorzędnym graczem, ale zrobić jakieś gesty za czasów Putina, równało by się
do pewnego stopnia z utratą twarzy. Stąd te podkreślane na siłę, czy wręcz
kreowane "przewagi" Miedwiediewa nad Putinem. Jest to po prostu alibi dla
własnych społeczeństw.