Dodaj do ulubionych

Zaślepiająca nienawiść katolickich radykałów do...

    • adriankd Re: Zaślepiająca nienawiść katolickich radykałów 12.11.09, 22:10

      http://www.fotka.sex.pl/profil/nimfetka/


      zapraszam do oglądania i komentowania moich gorących foteczek
    • pl2512 takiego bełkotu nie czytałem już dawno, ten facet 05.03.10, 20:12
      myli akt miłosiernego wybaczenia grzechu przez Zbawiciela z wolną opinią
      każdego człowieka. I taki debil jest czołową postacią sztandarowej gazety
      propagandowej w Polsce.
      Durniu, żyd Jezus z Nazaretu na takich faryzeuszy darł się i krzyczał, że są
      jak groby bielone na zewnątrz, a wewnątrz jest robactwo. Aborcja jest potworną
      kaźnią istoty ludzkiej w chwili, kiedy jest ona pozbawiona wszelkich praw i
      zdana na łaskę i niełaskę swojej matki.
      Także ty łysy czubasie z propagandowego GóWna kiedyś rozwijałeś się w łonie
      swojej matki jako płód. To było twoje życie, a nie życie twojej matki. Tak
      rodzą się zwierzęta żyworodne. Takie są pierdolone, ale jedyne prawa natury na
      tej planecie. Naczelni nie rodzą się z jaj ty łysy przygłupie!
      Słowa kardynała Glempa były i są niezwykle delikatne w porównaniu z tym co te
      wstrętne babsko, szukające rozgłosu i promowane przez cwaniary z organizacji
      feministycznych, usłyszałoby od Jezusa.
      Jeżeli aborcja nie jest najbardziej obrzydliwą i wyrafinowaną formą kaźni
      istoty ludzkiej w okresie życia płodowego, to równie dobrze zabijanie ludzi z
      przyczyn rasowych czy religijnych nie posiada w sobie żadnych znamion zbrodni.
      Hitlerowscy zbrodniarze z całą charakterystyczną dla siebie hucpą mówili, że
      to żydzi zbudowali sobie komory gazowe. Z tą samą bezczelnością, ironią i
      hucpą wypisaną na głupich ryjach, tacy durnie jak autor powyższego bełktotu
      piszą, że zabijanie człowieka w łonie matki nie jest zabójstwem!
      Więc czym kurwa ono jest? Ostatecznym rozwiązaniem kwestii problemów
      finansowych mamusi i tatusia?
      A czymże innym były ustawy norymberskie i die Endlösung der Judenfrage?
      Argumenty używane przez tamtych zbrodniarzy są równie bezczelne i aroganckie
      jak przez takich ludzi jak dureń, który napisał ten najochydniejszy artykuł
      jaki czytałem w gazecie!
      Nie wycieraj sobie ty szmato ust osobą Chrystusa! Nie jesteś nawet godny pisać
      o Judaszu!
    • piotrek410 Etyka katolicka - oxymoron 05.03.10, 21:19
      Etyka czy religia

      Każda z wielkich religii monoteistycznych uznaje, iż jej misja nie
      ogranicza się do teorii zbawienia, ale także do wychowania
      moralnego, które ma to zbawienie wierzącym zapewnić. Każda z nich
      uznaje zarazem, iż jej wskazania moralne obowiązują zarówno
      wierzących, jak i niewierzących, podzielających ich wiarę, jak też
      wyznających z ich punktu widzenia herezje. Do dziś obecny jest
      zarówno w części kultury europejskiej, w USA, a zwłaszcza w kulturze
      islamskiej, pogląd, iż wychowanie religijne jest niezbędnym
      warunkiem zapewnienia w społeczeństwie ładu moralnego i społecznego
      szacunku dla wartości etycznych. W rzeczywistości jednak religia nie
      zapewnia żadnego uniwersalnego porządku etycznego, a propagowane
      przez nią ideały w dużej mierze nie są nawet wartościami w sensie
      etycznym.

      Prominenci religijni najważniejszych wyznań wpoili w ludzkość w
      przekonanie, że religia jest tożsama z etyką, co w najdoskonalszy
      sposób wyraził, sam mocno w to wierząc, autor Braci Karamazow, w
      słynnym stwierdzeniu, że jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno.
      Zgodnie z tym przekonaniem wychowanie religijne jest wychowaniem
      etycznym, bo religia ma kształtować normy religijne, niemożliwe do
      określenia poza nią. Jest to przekonanie podobnie fałszywe jak to,
      że religia stanowi podstawę etycznego ładu w społeczeństwie.

      Komentując udział polskiego Kościoła instytucjonalnego w pracach nad
      ustawą o in vitro abp Józef Michalik zadeklarował: "Kościół jest
      zainteresowany etyką, a nie polityką" ("Gazeta Wyborcza" z 7.10.
      2009 r.). To, co sprawia wrażenie pozornej oczywistości, jest w
      gruncie rzeczy świadomym fałszem. Kościół interesuje się bowiem
      przede wszystkim religią, a nie etyką i z całą pewnością prowadzi
      lobbing polityczny, w przypadku tej ustawy posuwając się zarazem do
      zupełnie nieetycznych środków (manipulacja pojęciami, znieważanie
      rodziców dzieci z probówki, szantaż i groźby wobec
      parlamentarzystów). Gdyby abp Michalik chciał powiedzieć całą
      prawdę, powinien stwierdzić, że Kościół jest zainteresowany, by
      wszelkimi dostępnymi metodami nadać tej ustawie kształt zgodny z
      katolicką normą religijną. Podobny sens miała ostatnia publikacja o
      in vitro przygotowana przez kilka pism katolickich, w tym przez
      zasłużony dla polskiej kultury "Tygodnik Powszechny", który być może
      w ten symboliczny sposób zamknął rozdział swojej historii, w której
      był on głosem rozważania wartości, a nie tylko tubą religijnej
      doktryny.

      Kościół w Polsce chce nas dziś ze szczególną mocą przekonać nie
      tylko do tego, że religia jest równoznaczna z etyką, ale także, że
      religia katolicka jest jedyną etyką możliwą do przyjęcia. Wynika to
      zapewne z poczucia zagrożenia światem wartości etycznych bez
      religii, którego wzór tworzy dziś zachodnia Europa. "Jeśli chcemy
      ocaleć, musimy poddać się etyce Boga" - pisał Franciszek Kucharczak
      w "Gościu Niedzielnym" (nr 45 z 2009 r.). Zgodnie z tą myślą Bóg
      zapewnia etyczny fundament dla ludzkości. Tyle tylko, że "etyka
      Boga" to nie etyka, lecz religia i zapewnia ona co najwyżej
      religijny fundament świata. O którego Boga zarazem chodzi? Zdaje
      się, że zawsze Boga tego wyznania, do którego przynależy ten, kto
      się na niego powołuje. I wciąż teza ta nie rozwiewa wątpliwości:
      skąd wiadomo, że Bóg w ogóle istnieje oraz że myśli o etyce to samo,
      co pan X lub jego autorytety religijne?

      Uznaliśmy za truizm twierdzenie, że religijność oznacza moralność i
      że jest jej warunkiem koniecznym. Że bez religii moralność jest
      niemożliwa. Tymczasem twierdzenia te są dużo mniej oczywiste niż się
      wydaje. Poziom ludzkiej moralności zasadniczo nie zależy bowiem od
      religijności. Zachowywanie religijnych norm, kultywowanie religii,
      nie musi wcale iść w parze z poziomem moralności ani jednostkowej,
      ani społecznej. I przeciwnie - brak religii, nie musi oznaczać
      etycznego ani społecznego zamętu, co pokazuje współczesna
      zachodnioeuropejska kultura. Gdyby poziom moralności rósł wprost
      proporcjonalnie do poziomu religijności, polskie społeczeństwo
      powinno być najbardziej moralne w Europie. Proste obserwacje nie
      potwierdzają tej tezy. Polacy z punktu widzenia praktykowania
      wymogów katolickiej świętości są na pewno w europejskiej czołówce.
      Liczba udzielanych Polakom sakramentów należy z pewnością do
      największych w Europie. Ale czy ktokolwiek uznałby z tego powodu, że
      jesteśmy najbardziej moralnym narodem Europy? Religijne państwa
      islamskie są dziś uważane w zachodnim świecie za największe źródło
      światowego zagrożenia. I to, im bardziej te państwa są religijne,
      tym bardziej zdają się być groźne dla wartości, które cenimy z
      etycznego punktu widzenia - ludzkiej wolności, godności, życia...

      Zatem także w powszechnej, choć nieartykułowanej świadomości, nie
      utożsamiamy wcale religijności z moralnością. Zarazem jednak, gdyby
      ktoś zapytał, jakimi wskazaniami mamy się kierować, by dobrze
      (etycznie) postępować w życiu, większość ludzi odeśle nas do
      religii. Skąd ta zdumiewająca sprzeczność? Dzieje się tak, bo
      chociaż wiemy, że wykonywanie religijnej normy nie uczyni nas
      lepszymi w sensie moralnym, to zarazem nie mamy innego, tak
      powszechnie uznawanego źródła moralności, niż religia.

      Za fundament euroatlantyckiej etyki uznawana jest Biblia. Akceptują
      to nawet ludzie ponadprzeciętnie wykształceni, dobrze znający
      okrucieństwo i antyhumanistyczną wymowę wielu jej fragmentów.
      Przyjmując za dobrą monetę twierdzenie o jej niedosłowności, nie
      zgłaszają żadnej etycznej wątpliwości wobec tekstu, w którym Bóg
      nakazuje wyrzynać całe miasta i krwawo mścić się na swoich wrogach.
      W którym za cnotę uznaje się wydawanie kobiet obcym, by "czynili z
      nimi, co zechcą", byleby nie naruszyć prawa gościnności. W którym
      bohaterstwem jest zabicie własnych dzieci Powszechne oburzenie
      wywołuje zaś piosenkarka, która wyraża brak szacunku dla stanu
      umysłowego autorów świętej księgi. Przekonanie o tym, iż księgi te
      (Biblia czy Koran) są źródłem moralności, rozpowszechniło się do
      tego stopnia, że uznajemy, iż wszystko, co związane z religią, jest
      etyczne, a także, iż podważanie twierdzeń religijnych jest atakiem
      na publiczną moralność.

      W istocie religia i etyka dość poważnie się różnią, choć mają
      wspólne pole zainteresowań - ludzkie działanie. Tyle tylko, że etyka
      polega na myślącym rozważaniu wartości; zajmuje się tym, co w tym
      działaniu dobre i złe. Religia zaś to przede wszystkim praktykowanie
      kultu i doktryna, która rozdziela święte od nieświętego w ludzkim
      życiu. Dla religii wszelkie wartości są podporządkowane świętości i
      o tyle są dla niej ważne, o ile świętości służą. Nie ethos jest dla
      religii bowiem ważny, lecz theos. Etyka, jako część filozofii, jest
      wyrazem wolności ludzkiego umysłu. Religia zaś to zbiór
      dogmatycznych twierdzeń, ustanawiających swą obiektywność i
      niepodważalność w tym, co uznawane za objawione.

      cdn
      • piotrek410 Re: Etyka katolicka - oxymoron 05.03.10, 21:21
        ciag dalszy..

        W ten sposób łatwiej zrozumieć, choć nie znaczy to: zaakceptować,
        uczucia i poglądy katolickiego księdza, profesora uniwersytetu,
        uznającego się za eksperta od etyki, który nie ubolewa nad krzywdą
        zgwałconej 14-letniej dziewczynki, ale ubolewa nad nieświadomym
        niczego zarodkiem, efektem tego gwałtu, który został poddany aborcji
        (ks. Alfred Wierzbicki, Przegrana sumienia? "Gazeta Wyborcza" z
        20.06. 2008 r.). Mamy tu istotnie do czynienia z przegraną sumienia
        etyka z sumieniem księdza. Ksiądz broni bowiem świętości, nie
        pozwalając etykowi rozważyć takich wartości etycznych, jak godność
        tej dziewczynki czy wartość oraz jakość jej życia. Etyka zawsze
        przegra z religią w takiej sytuacji, bo dla człowieka religii
        świętość stoi zawsze ponad innymi wartościami. Dlatego w
        konfrontacji: godność kobiety - świętość zarodka, ta pierwsza dla
        człowieka wyznającego wiarę w katolickie świętości musi zawsze
        przegrać.

        Świętość, czyli sacrum (w pierwotnych religiach - tabu), jest tym,
        co dana religia uznaje za boskie, Bogu należne lub zgodne z boską
        normą. Świętego nie wolno naruszyć, nie wolno przekroczyć, nie wolno
        w nie człowiekowi ingerować. Jak bardzo arbitralnie rozumieją treść
        tej świętości różne religie, łatwo dostrzec, obserwując różnice
        między nimi. W islamie święty jest np. wizerunek Mahometa, w
        hinduizmie przejawem boskości jest krowa, w katolicyzmie- wiem, że
        zabrzmi to tak, jakbym należnych proporcji nie zachował, ale
        powiedzmy to muzułmaninowi albo hinduiście - m.in. święta jest
        zygota.

        Źródłem świętości są święte księgi i interpretujący je głos
        religijnych autorytetów, w szczególności kapłanów. Na przykład
        grzeszność antykoncepcji - stosunkowo oryginalny pomysł wśród
        rozstrzygnięć różnych religii - jest wynikiem myśli Pawła VI, który
        określił katolicką normę moralną w tym względzie w encyklice Humanae
        vitae z r. 1968. Historia tworzenia tej normy jest pouczająca.
        Istniało duże prawdopodobieństwo, iż werdykt papieża będzie
        ostatecznie inny, ponieważ powołana przez niego komisja ekspertów
        nie wypowiedziała się w tej sprawie jednoznacznie. Przesłanką
        decyzji papieża nie był jednak sąd natury etycznej, ale czysto
        teologiczny, uznający akt ludzkiej prokreacji za święty. Paweł VI
        nie pytał o to, jakie dobro lub jakie zło wywołuje antykoncepcja.
        Pytał, co jest święte w ludzkiej seksualności. Religia rozważa
        bowiem świętość i konkluduje grzeszność - w tym przypadku świętość
        ludzkiego rozmnażania i grzeszność sztucznej ingerencji w ten akt.

        Etyka jest refleksją humanistyczną, a nie teologiczną. W obu
        dziedzinach mamy wprawdzie do czynienia z wartością, normą i oceną
        ludzkiego działania, ale kategorie te są odnoszone do różnych
        porządków. Można, owszem, mówić o moralności religijnej -
        motywowanej religijnie moralności ludzi wierzących. Ale
        pojęcie "etyka religijna" to metafora. W tym, co się określa takim
        mianem, chodzi o system norm teologicznych, które tylko w części i
        tylko przypominają etyczne. Przedmiotem etyki są bowiem wartości,
        normy i oceny ludzkich czynów, dla których odniesieniem jest jedynie
        człowiek. Kiedy zaczynamy mówić o ludzkim postępowaniu w stosunku do
        Boga czy świętości, wchodzimy w obszar teologii, porzucamy zaś
        etykę. Etyka to dziedzina spraw ludzkich, a nie boskich. Jednostka
        ludzka w perspektywie religijnej może określać się w działaniu
        jedynie w relacji do Boga. Dlatego nawet stosunek do innego
        człowieka rozpatruje się w kategoriach religijnych jako relację
        wobec boskości. Krzywdząc drugiego, wedle wyobrażeń religijnych, nie
        krzywdzimy przede wszystkim jego. Krzywdzimy Boga. Nie obrażamy
        innego człowieka, lecz obrażamy Boga.

        Na dziesięć przykazań Dekalogu przypada odwołanie do tylko pięciu
        wartości etycznych - życia, własności, małżeńskiej wierności,
        szacunku dla rodziców i prawdomówności. Pierwszym i najważniejszym z
        nich jest zaś przykazanie ściśle religijne, dotyczące zachowania
        monoteizmu. Wszystkie one mają zresztą przede wszystkim charakter
        religijny, a nie etyczny. Wyrażają stosunek do Boga i świętości, a
        nie do wartości etycznych. Mamy nie zabijać, bo życie jest święte, a
        nie dlatego, że życie jest wartością samą w sobie. Mamy nie kraść,
        bo własność jest święta. Mamy nie cudzołożyć, bo małżeństwo jest
        święte. Mamy szanować rodziców, bo macierzyństwo i ojcostwo są
        święte. Mamy mówić prawdę w sądzie, bo sąd jest święty.

        Przykazań tych mamy zarazem przestrzegać nawet, jeśli wiążą się z
        jawną i świadomą dla ich wykonawców nieetycznością, czyli, mówiąc
        wprost, ze złem. Mamy szanować własność, choćby pochodziła z
        wątpliwych etycznie źródeł. Rozwód nie jest dozwolony, nawet jeśli
        mąż jest alkoholikiem i brutalnym tyranem. Rodziców należy czcić,
        nawet jeśli ojciec jest potworem, a matka stręczycielką. Dwie normy
        świętości wedle Dekalogu, które daje się utożsamić z normami czysto
        etycznymi, to zakaz zabijania oraz składania fałszywych zeznań. Ta
        pierwsza okazuje się jednak względna w religii właśnie ze względu na
        ograniczenie dotyczącej jej świętości. Kościół katolicki nie
        wyklucza kary śmierci, zabijania wroga w czasie wojny, a także
        wszelkiego agresora w obronie własnej, odmawiając w ten sposób
        świętości życiu zbrodniarza i tego, kogo uznaje za naszego wroga.
        Ostatecznie jedyną norma z Dekalogu, która ostaje się po oddzieleniu
        od pojęcia świętości, jest prawdomówność...

        Przyzwyczailiśmy się utożsamiać świętość z tym, co dobre w sensie
        etycznym, a grzech z moralnym złem. Tymczasem, jak widać na
        przykładzie Dekalogu, religia i etyka w dużej mierze pozostają
        jednak rozłączne. Co oznacza, iż w większości to, co religijne, jest
        albo etycznie indyferentne albo wręcz nieetyczne, a to, co etyczne,
        nie jest religijne, a czasem z religijnego punktu widzenia bywa
        grzechem. Większość religijnych rytuałów nie da się kwalifikować ani
        jako dobre, ani jako złe w sensie etycznym. Istnieje jednak także
        wiele postaci zła etycznego, które są przez religie w pełni
        akceptowane. Z drugiej strony kategorie etyki zawodowej (np.
        rzetelność, staranność, odpowiedzialność za wykonywane dzieło) z
        punktu widzenia religii są nieistotne. A niektóre wartości etyczne
        są przez wiele religii uznawane za grzeszne - np. hedonistycznie
        rozumiane ludzkie szczęście.

        Nietrudno wskazać przykłady "świętego zła" - antywartości etycznych,
        realizowanych przez religie ze względu na zachowanie lub zapewnienie
        świętości. Pierwszym z nich jest "święta wojna". To w imię
        krzewienia chrześcijańskiej świętości poświęcano przecież życie
        autochtonów w czasach rekonkwisty i konkwisty, doskonale przecież
        wiedząc, że zabijanie innych jest złem w sensie etycznym. W tym
        samym celu odbyły się także wszystkie wyprawy krzyżowe, których
        islamskim odzwierciedleniem jest dzisiejszy Dżihad. Spory o różne
        rozumienie sacrum przerodziły się w europejskie wojny religijne XVI
        i XVII w., żywe do dzisiaj np. w nienawiści pomiędzy katolikami i
        protestantami w północnej Irlandii. I nieprawdą jest, że ludzie
        kiedyś nie uważali wojny za złą. Zarówno dziś, jak w przeszłości,
        chrześcijaństwo i islam doskonale wiedziały i wiedzą, czym jest
        wojna, bo też na co dzień głoszą pokój. To w imię świętości ("święte
        zabójstwo") ginęli także ludzie na stosach Inkwizycji, choć jej
        realizatorzy rozumieli etyczną wartość ludzkiego życia, sami byli
        bowiem żyjącymi ludźmi.

        cdn
        • piotrek410 Re: Etyka katolicka - oxymoron 05.03.10, 21:22
          ciag dalszy..

          Dla celów religijnych uprawnione jest także "święte kłamstwo", czyli
          głoszenie, w imię określonej świętości, jawnej nieprawdy wbrew
          wiedzy tego, kto ją wypowiada. Nie szukając odległych historycznie
          przykładów: czym innym, jak nie kłamstwem w imię obrony `świętości
          życia", było twierdzenie ks. Gancarczyka, iż Alicja Tysiąc
          zamierzała popełnić zabójstwo? ("mama, która bardzo chciała zabić
          swe dziecko", "Gość Niedzielny" z 7.10.2007 r.). Autor z pewnością
          odróżnia zbrodnię od legalnego zabiegu i nawet, jeśli w swym świętym
          misjonarskim zapale utożsamia aborcję z morderstwem, to użyte przez
          niego sformułowanie jest świadomą manipulacją. W polskiej dyskusji
          nad kwestiami etycznymi Kościół stale do takich manipulacji się
          posuwa, nie tylko nazywając legalne usuwanie ciąży zabójstwem, ale
          także m. in. twierdząc, że in vitro jest wyrafinowaną aborcją lub że
          eutanazja to sposób na fizyczne eliminowanie emerytów ze
          społeczeństwa. Czym innym także, jak nie kłamstwem w ustach
          wierzącego chrześcijanina, jest twierdzenie, że krzyże to wyraz
          uniwersalnej europejskiej kultury, a nie symbol jego wiary? "Święte
          kłamstwo" w obronie prenatalnych form ludzkiego życia i tak jest
          zresztą niczym przy "świętych zabójstwach" w tej samej sprawie
          dokonywanych - zamachach amerykańskich fundamentalistów
          chrześcijańskich na lekarzy wykonujących aborcję.

          Nietrudno będzie mi także wymienić przykłady "świętej zniewagi".
          Wiedza o tym, iż obrażanie innych jest nieetyczne, jest powszechnie
          dostępna już dla dzieci. Znieważanie innych z pułapu wyższości swej
          jedynie słusznej racji jest na porządku dziennym każdej religii. Czy
          polscy biskupi nie upokarzają w trwającej o in vitro dyskusji
          rodziców dzieci z probówki? Czy ks. Gancarczyk zważał na godność
          sędziów Trybunału w Strasburgu, porównując ich z hitlerowskimi
          zbrodniarzami, gdy zrozumiał, że nie podzielają oni jego poglądów? I
          czy ktokolwiek z ludzi polskiego Kościoła uznał to za
          nieuzasadnione? Czy rozgłośnia ks. Rydzyka nie dawała wzoru
          poniżania tych, których uznaje się za wrogów "świętej wiary
          katolickiej Narodu Polskiego"? Nie mogę przy tej okazji choćby nie
          wspomnieć tylko o najbardziej wstydliwej dla chrześcijaństwa
          historii zniewagi, którą obdarzano przez wieki Żydów tylko ze
          względu na przekonanie o ich zbiorowej winie za śmierć
          chrześcijańskiego Boga (a więc "zbiorową grzeszność"). Z tego powodu
          Żydów wiekami chrześcijanie prześladowali w Europie, choć dla
          prześladujących nie było tajemnicą, iż zadawanie cierpienia innym
          jest nieetyczne. Przykład znieważającego dla Żydów fałszu w postaci
          powielających okrutne antysemickie stereotypy wisi w postaci obrazów
          Karola de Prevosta w sandomierskiej katedrze do dziś, nie jest to
          więc tylko sprawa odległej przeszłości.

          Jan Paweł II (a za nim Benedykt XVI), który zakazywał Afrykanom
          użycia prezerwatywy w walce z epidemią AIDS, musiał mieć świadomość,
          że naraża w ten sposób życie wielu aktywnych seksualnie ludzi,
          którzy nie byli gotowi na abstynencję w tym względzie. A jeśli tak,
          świadomie narażał ich życie w obronie świętości aktu płciowego.
          Wybierał "świętą" rezygnację z ochrony życia i zdrowia ludzi w imię
          religijnych, arbitralnych twierdzeń, ogłoszonych przez swego
          poprzednika. Czy apelując do sarajewskich kobiet, by rodziły dzieci
          pochodzące z wojennego gwałtu, nie miał wątpliwości etycznych, które
          z taką zachętą muszą się wiązać? Zapewne miał, ale w tych
          przypadkach dokonywał świadomego wyboru na rzecz tego, co uważał za
          święte w konfrontacji z tym, co święte dla katolicyzmu nie jest
          (prawo kobiety do decydowania o swoim losie).

          Podstawową negatywną kategorią opisu ludzkich czynów w religii jest
          grzech. Teologia definiuje go jako zerwanie więzi z Bogiem,
          niepodporządkowanie się boskiemu nakazowi. Grzech nie jest więc
          kategorią etyczną, ale teologiczną. W zakresie etyki seksualnej
          niczym złym nie jest np. seks przedmałżeński, związki homoseksualne
          czy wolne związki heteroseksualne. Z punktu widzenia normy
          religijnej (zarówno katolickiej, jak i islamskiej) są to grzechy
          najcięższe (zaraz po świętokradztwie i zabójstwie), obciążone
          sankcją piekielną.

          Nie inaczej jest z cnotą w religijnym rozumieniu. Cnota ta wcale nie
          musi być etycznym dobrem. Owszem, miłosierdzie, rozpowszechnione
          przez chrześcijaństwo, rozpatrywane w kategoriach etycznych, wyraża
          istotne wartości - współczucie i pomoc potrzebującym, humanistyczne
          dostrzeżenie człowieka w każdym, nawet najbardziej pokrzywdzonym
          przez los. Ale nic etycznego nie ma już np. w dziewictwie,
          seksualnej abstynencji i celibacie - najdoskonalszych postaciach
          życia seksualnego dla wielu religii, włączywszy w to katolicyzm.
          Promocja tej wartości w różnych religiach ujawnia zarazem
          powszechną, choć skrywaną, niechęć religii do wartości życia. Gdyby
          bowiem wszyscy zachowali dziewictwo, życie nie przetrwałoby ani
          pokolenie dłużej niż jego konsekwentni realizatorzy. Notabene, w
          chrześcijaństwie kult dziewictwa powstał w wyniku powszechnie
          znanego biblistom błędu w tłumaczeniu Starego Testamentu z
          hebrajskiego na grecki. Zapowiadana przez Izajasza matka zbawiciela
          miała być "młodą dziewczyną", a nie dziewicą, którą uczyniono matkę
          Jezusa ze względu na to proroctwo.

          Religia nie jest etyką wreszcie także dlatego, że religia i etyka
          inaczej określają cele ludzkiego działania. Dla religii celem tym
          jest osiągnięcie zbawienia. Celem etyki jest zaś osiągnięcie jak
          najwyższej moralnej jakości ludzkiego działania. W związku z tym
          różne systemy etyczne tworzą różne odpowiedzi na pytanie o dobro i
          zło, o życie godziwe, o szczęście. Tak, jak różne religie udzielają
          różnych odpowiedzi na pytanie o to, co jest święte po to, by
          osiągnąć zbawienie. Człowiek etyczny będzie starał się w życiu o
          realizację etycznych wartości, człowiek religijny - świętości.

          Czym innym zatem w istocie są religia i etyka. Czym innym się
          zajmują, w innych obszarach działają, inne mają priorytety i inne
          obszary zainteresowań, choć czasem te obszary się na siebie
          nakładają. Innych porządków dotyczą, inne cele stawiają, a swych
          rozstrzygnięciach bardzo często się rozchodzą, sprawiając, że to, co
          dla religii wartościowe, nie jest takim dla etyki i na odwrót. Warto
          zatem zdać sobie z tego sprawę, zwłaszcza w kraju, w którym sędzia
          Trybunału Konstytucyjnego, rozstrzygając sprawę wliczania do
          średniej ocen państwowego świadectwa ocenę z prywatnego wyznania,
          stwierdza, iż religia służy przecież wychowaniu młodzieży i w
          związku z tym jest elementem publicznej edukacji, a więc nie ma nic
          dziwnego w tym, iż państwo tę edukację wspiera.

          Autor tekstu: Adam Kalbarczyk
          -------------------------------------------------
          • pl2512 Co za bełkot! Napisałeś dużo bzdetów ubranych w... 07.03.10, 13:20
            ładną stylistykę, ale całkowicie pominąłeś sens problemu o którym pisał ten łysy
            pajac z GW. Istotą problemu nie jest religia, światopogląd, reguły i zasady
            kierujące tymi lub innymi grupami etnicznymi czy kulturowymi. Zabójstwo jest
            zabójstwem niezależnie od tego jak tą sprawę definiują organizacje religijne,
            polityczne czy indywidualne tzw. autorytety.
            Żyjemy w XXI wieku i każdy lekarz, nawet najbardziej zdemoralizowany
            aborcjonista przyzna, że organizm dziecka jest osobną jednostką, życiem,
            człowiekiem, autonomicznym ustrojem organicznym.
            Durnie tacy jak Pacewicz, Środa czy Senyszyn i cała reszta tej lewicowej bandy
            określa religię jako zabobon i marksistowskie opium ludu (lub jak to przekręcili
            komuniści ,,Opium dla ludu"), jednocześnie całkowicie odrzucając wszelkie
            informacje i najnowsze odkrycia z dziedziny embriologii i endogenezy, które
            jasno i wyraźnie wskazują, że płód ludzki nie jest bezkształtną kupą komórek bez
            czucia, lecz całkowicie autonomicznym organizmem żywym, istotą identyczną jak
            podstarzały Pacewicz tylko we wczesnej fazie rozwoju, posiadającym czucie i już
            w szóstym tygodniu rozwoju wykształcającym narządy wewnętrzne jak i zewnętrzne.
            Ludzie pokroju Pacewicza i całej tej poprawno-politycznej czerwonej bandy
            zabiegają o prawa do humanitarnego traktowania bezpańskich psów, kotów
            piwnicznych czy karpi, jednocześnie wykazując głęboką pogardę dla życia
            ludzkiego w fazie prenatalnej. I co tutaj ma do tego kościół? Dlaczego wszyscy
            skupili się na typowej boksowance kościół - czerwoni? To jest konflikt o
            człowieczeństwo niezależne od religii czy przynależności politycznej. Ja jestem
            katolikiem, który w kościele ostatni raz był lata temu, ale mój stosunek do
            aborcji nie ma nic wspólnego z nauczaniem tej organizacji. Morderstwo nazywam
            morderstwem. I choćbym był ostatnim człowiekiem na ziemi uważanym za wstecznego
            i zabobonnego katolika, zawsze będę stawał w obronie życia, tak jak stanąłbym w
            obronie życia Pacewicza czy Tysiąc.
            A ty koleś wypisujesz jakieś pierdoły podpisując się pod nimi z nadzieją, że
            ktoś uzna ten twój bełkot za jakieś złożone przesłanie. Tymczasem to klasycznie
            sranie po ścianie. Poucz się jeszcze polonisto, bo zanim zaczniesz coś pisać, bo
            przed tobą jeszcze daleka droga!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka