Dodaj do ulubionych

Wyższa szkoła zachwytu

19.10.09, 07:47
cos w tym jest. polowa zajec na Pwr wydz. elektroniki to strata czasu.
pierwsze przedmioty ktore jako tako wykorzystuje w mej pracy (a pracuje w
zawodzie) pojawily sie dopiero na IV roku
Obserwuj wątek
    • zuzur Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 07:48
      Ja protestuję, żeby pacjentów wyższej szkoły tego i owego (czyt.
      kliniki leczenia kompleksów wykształcenia) nazywać studentami.
      • mistrzkungfu Odp. 19.10.09, 08:27
        Rozumiem, że ten tekst ma rozpocząć jakąś debatę publiczną o edukacji wyższej.
        No cóż... nie wiem ile osób ten artykuł wzburzy i ilu podniesie ciśnienie. Ale
        żeby to zrobić musiałby podawać zapewne jakieś merytoryczne argumenty. A tych
        trudno znaleźć. 80% studentów nie kupiłoby pracy - to duża liczba. Ściąganie - a
        kto nie ściągał? Czy pokolenie redaktora nie zżynało za przeproszeniem?

        Ktoś z zewnątrz może by znalazł zmarszczki - no to gdzie jest ta osoba, bo
        chętnie bym dowiedział się czegoś o edukacji wyższej u nas. Sam uważam, że nie
        jest idealna i możnaby zmienić trochę. Ale to są konkretne przypadki, konkretne
        zmiany w konkretnych miejscach.
        • suunto2002 Wyższa Szkoła Handlu Dyplomami im. 19.10.09, 09:53
          Kup Sobie Dyplom
          • mistrzkungfu Re: Wyższa Szkoła Handlu Dyplomami im. 21.10.09, 14:20
            Od Ciebie?
        • zdzichudyrma Re: Odp. 19.10.09, 09:59
          dokładnie
      • mikelondon Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 10:11
        zuzur napisał:

        > Ja protestuję, żeby pacjentów wyższej szkoły tego i owego (czyt.
        > kliniki leczenia kompleksów wykształcenia) nazywać studentami.

        Tak samo protestuję, zeby głąbów ściągających na egzaminach,
        kopiujących cudze sprawozdania, przesyłających sobie rozwiązania
        MMSami itp nazywac studentami. A to niestety codziennośc na
        uczelniach publicznych.
    • kapitan.kirk O czym to jest??? 19.10.09, 07:52
      Zdumienie godne zaiste Faktu albo SE - no bo rzeczywiście, jak tak może być,
      że studenci i wykładowcy są z siebie dumni, skoro przecież zdarzają się wśród
      nich różni kombinatorzy...? Czekam na artykuł wyrażający zdumienie, że lekarze
      i pielęgniarki są z siebie dumni mimo że wśród nich zdarzają się łapówkarze,
      że policjanci są z siebie dumni mimo że wśród nich bywają lenie i wspólnicy
      przestępców oraz, że matki są na ogół dumne, mimo że tak często rodzą dzieci
      głupie, złośliwe i pełne kompleksów, z których później wyrastają gazetowi
      Katoni na umowę zlecenie.

      Pzdr
      • dzielanski Kapitan.kirk -- poziom jak zwykle 19.10.09, 10:47
        Zazwyczaj nie pisuję peanów na cześć innych uczestników forum, lecz
        tym razem nie mogłem się powstrzymać: miałem zamiar skomentować
        artykuł, ale przeczytałem powyższy post i okazało się, że
        jakikolwiek dodatkowy komentarz jest zbędny. Postanowiłem więc
        zamiast komentarza napisać niniejszy peanik.
        Pozdrawiam.
    • easy.teraz Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 07:54
      Statystyki zaskakują, bo są produkowane w oderwaniu od głębszej
      wiedzy o mechanizmach funkcjonowania systemu, są wytwarzane
      bezmyślenie.

      Nauczyciele akademiccy i studenci, jak słusznie metaforycznie
      zauważa pani minister, w większości są w niepisanej zmowie. Ci
      pierwsi nieźle sobie dorabiają na studentach i co więcej się
      odciążają od pracy naukowej (zawsze mają dydaktyczną wymówkę). Tym
      drugim daje się poczucie dumy akademickiej, wmawia się, że uczą się
      czegoś i to bardzo dobrze, gdy oni w zasadzie niemal niczego nie
      uczą się. Mechanizmy demokratyczne w kompleksie akademickim dawno
      straciły swoje lecznicze działanie. Większość nie ma motywacji do
      pozytywnych przemian. I w związku z tym nie należy ich pytać!!!!!

      Gdybysmy spojrzeli na wybór kierunków studiów przez studentów, to
      ten marny obraz jeszcze się pogłębia. Mozna powiedzieć, że jest to
      exodus z krainy nauk ścisłych i inzyniesrkich do, i tutaj jest spora
      niejdnorodność z olbrzymim kontynentem zarządzania i marketingu.
      Oznacza to w skali społecznej, że w przszłości najmniej produktywna
      część społeczeństwa będzie "zagospodarowywać" tę najbardziej
      produktywną. Efekty takiej gospodarki widzimy od ponad pięćdzisięciu
      lat i wszystko wskazuje na to, że dla zdolnych i pracowitych ciągle
      wyjazd "na zachód" będzie najlepszym rozwiązaniem... No chyba, że
      wreszcie minister zrobi to, co do niego należy i dokona smiałych
      reform w szkolnictwie i nauce.
      • pis_fujara Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 16:03
        easy.teraz napisał:

        > Statystyki zaskakują, bo są produkowane w oderwaniu od głębszej
        > wiedzy o mechanizmach funkcjonowania systemu, są wytwarzane
        > bezmyślenie.
        >
        > Nauczyciele akademiccy i studenci, jak słusznie metaforycznie
        > zauważa pani minister, w większości są w niepisanej zmowie. Ci
        > pierwsi nieźle sobie dorabiają na studentach i co więcej się
        > odciążają od pracy naukowej (zawsze mają dydaktyczną wymówkę). Tym
        > drugim daje się poczucie dumy akademickiej, wmawia się, że uczą się
        > czegoś i to bardzo dobrze, gdy oni w zasadzie niemal niczego nie
        > uczą się. Mechanizmy demokratyczne w kompleksie akademickim dawno
        > straciły swoje lecznicze działanie. Większość nie ma motywacji do
        > pozytywnych przemian. I w związku z tym nie należy ich pytać!!!!!
        >
        > Gdybysmy spojrzeli na wybór kierunków studiów przez studentów, to
        > ten marny obraz jeszcze się pogłębia.
        Piącha!! Zgadza się!!!
        • w.korczynski Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 17:06

          Ja pisałem o takiej wyższej szkole zachwytu osiem lat temu m.in. w :
          www.forumakad.pl/archiwum/2008/06/45_zwyczaje_akademickie.html
          www.slowoludu.com.pl/gazeta/codzienna/2002/IV/22/8.pdf
          www.forumakad.pl/archiwum/2002/07-08/ARTYKULY/11-za-taki_wydzial.htm
          www.forumakad.pl/archiwum/2003/02/artykuly/10-za-skandalu_ciag_dalszy.htm
          www.forumakad.pl/archiwum/2003/05/artykuly/14-za-tepienie_szkodnikow.htm
          i wielu innych miejscach. Sprawę znało Ministerstwo, do którego napisałem kilkadziesiąt pism, KRASP, jakiś Komitet Etyczny i parę innych instytucji. Znali ją tez kieleccy radni i ówczesny wojewoda. W Internecie, m.in. na forum „Gazety Wyborczej” toczyła się żenująca (choć czasem komiczna, np. w wątkach forum.gazeta.pl/forum/w,60,12807543,23310168,Skromnosc_profesorska_.html?s=0 czy forum.gazeta.pl/forum/w,60,21740498,21740498,Czy_ten_smieszny_profesor_szplit.html)
          dyskusja o wartości kieleckiej uczelni pt. „Akademia Świetokrzyska im. Jana Kochanowskiego” (zob. m.in. watki
          forum.gazeta.pl/forum/w,60,7501690,7518766,Massalski_Adam.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,60,2739674,3411086,Re_Filie_Akafemii_Swietokrzyskiej.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,60,2268163,0,Akademia_przechowalnia_pseudonaukowcow.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,60,3847550,3964952,Re_Kadra_Akademii.html). Pokazywałem ewidentną lipę, facet po szkole partyjnej (historyk lub spec od teorii partii) uczył marketingu, inny pracował 32 godziny w ciągu jednej doby, kilku „prowadziło” po ponad sto prac dyplomowych i podobne bzdury. Cześć opisałem w portalu Niezależnego Forum Akademickiego (www.nfa.pl, można wpisać moje nazwisko). I NIC SIĘ NIE STAŁO. Nikt niczego nie uczynił, aby cokolwiek zmienić. Poza tym, że mnie postawiono przed komisją dyscyplinarną (m.in. za wypowiedzi o sytuacji w uczelni) i wywalono z pracy. To tak właśnie działa. I nie ma szans na zmiany, bo naprawiać mają dokładnie ci sami ludzie, którzy toto spieprzyli. No może nie wszyscy naprawiacze są winni, ale znakomita większość jest. Gdzież to dzisiejsi krytycy byli 8 lat temu, kiedy o lipie w szkolnictwie wyższym pisali nie tylko tacy jak ja dysydenci, ale również NIK? Jakby Państwo nie wiedzieli, to ja podpowiem. Sprawowali wówczas poważne funkcje w rozmaitych szkołach wyższych. I po raporcie NIK wypowiadali się jak to będą wszystko reformować, naprawiać i stawiać na nogi. A forsę brali za to całkiem niezłą. Boję się, że dziś będzie tak samo. Ja parę lat temu proponowałem zmiany polegające generalnie na oddzieleniu nauczania od oceniania i większą jawność rozmaitych informacji. Obawiam się, że propozycje te są nadal aktualne. (zob. moje dwa teksty „Co robić z masowością kształcenia” w portalu NFA; trzeba wejść w www.nfa.pl i tam poszukać wyszukiwarką). Ja myślę, że bez dania studentowi do ręki bonu edukacyjnego i umożliwienia mu wybierania u kogo chce wiedzę zdobywać nic się nie zrobi. Dziś uczelnie traktują studenta jak drewno, które trzeba „obrobić”. Traci na tym student, ale wbrew pozorom więcej traci pracownik uczelni, o społeczeństwie nie wspominając. Być może jest jeszcze czas, aby to zmienić. Ale nikt nie zrobi nic bez aktywnego udziału samych studentów.
          • popisuarka Panie dr Korczynski! 01.10.10, 15:00
            Prosze o kontakt na lech.keller@gmail.com.
          • popisuarka Co robic? 01.10.10, 15:03
            REFORMOWAC, i to gruntownie!
            Obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.

            Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
            1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
            2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
            3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
            4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
            5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
            64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
            6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
            7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
            8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
            9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
            10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.
            lech.keller@gmail.com
      • popisuarka Re: Wyższa szkoła zachwytu sie wali! 01.10.10, 14:58
        Przeciez gmach polskiej nauki wali sie na naszych oczach, a reforme jego trzeba przeciez zaczac od fundamentow, czyli od stworzenia (raczej niz odtworzenia, bo z niego niewiele juz zostalo) polskiego nowoczesnego przemyslu, ktory niekoniecznie bedzie musial miec swe fabryki w Polsce, ale bedzie wymagac polskiej bazy B+R (R&D), a co za tym idzie takze dobrej polskiej nauki i dobrych polskich wyzszych uczelni. Stary brodaty Zyd mial przeciez racje: to baza decyduje o nadbudowie, a nie odwrotnie. Ale przeciez taki przemysl bylby konkurencja dla przemyslu zachodniej Europy, wiec UE (Bruksela) na to nie pozwoli. Trzeba wiec najpierw wyjsc z Unii, i ustawic sie, tak jak Norwegia czy Szwajcaria, czyli byc w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA) i w Strefie Szengen, czyli miec wszelakie korzysci z bycia w ramach europejskich instytucji, ale bez poddania sie niszczacemu Polske dyktatowi Brukseli.
        lech.keller@gmail.com
    • stasieczek5 Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 07:54
      Wszyscy sie - nawzajem - chwalą ? Dziwice się, Panowie Redaktorowie ?
      Przecież jedni ( kadra ) ma z tego niezły pieniądz a żacy - dyplomy.
      I tak sie kręci interes od blisko 20 lat. Że, zupa sie wylała ?
      Najwyższy czas. Choć i tak zbyt późno.
      Po raz kolejny,w ramach "hurra optyzmizmu" i przemyślanej,
      finansowej "bonanzy" osiagnęlismy - statystycznie - lepsze wskaźniki
      szkolnictwa wyższego, iluś tam setek tysięcy osób z wyższym
      wykształceniem itd.
      No, ale kiedyś trzeba "wyjąć przysłowiową rękę z nocnika". Moze ten
      mement własnie nadszedł ?
    • bf109 Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 07:55
      Powiedzmy szczerze: dzisiaj każdy neandertal dostaje nową maturę,
      każdy może iśc na studia, absolwentów jest jak psów, polskie
      uczelnie to druga, trzecia światowa liga, wielka przechowalnia
      bezrobotnych. Problem nie zaczyna się na uczelniach a juz w
      gimnazjach i liceach.
      • ms_brightside Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 10:08
        Niestety jest to prawda - uczelnie polskie włącznie z uniwersytetami
        to niestety nie jest pierwsza liga. Nie wiedziec czemu Polacy zyja w
        dziwacznym przeswiadczeniu, że lipne uczelnie są w Anglii i Stanach.
        Rok temu rozpoczęłam studia prawnicze na jednej z angielskich
        dobrych uczelni (wcześniej studiowałam przez 3 lata na Uniwersytecie
        Warszawskim) i większość moich znajomych z Polski kiwa w przekąsem
        głową pytając jak jest w Anglii - i mowią pewnie dno totalne bo ich
        uniwersytety są do dupy. A ja otwieram ze zdziwienia oczy i nawet
        nie tłumaczę tym ludziom, że w Anglii uniwerki to nie są fabryki,
        gdzie się produkuje przygłupów tylko miejsca gdzie idą ludzie,
        którzy CHCĄ się uczyć, pomimo iż mają inne ciekawe alternatywy na
        zycie (mogą zarabiac całkiem sporo nie posiadając wykształcenia co w
        Polsce jest raczej niemożliwe). Podobnie - wydaje nam się ze w USA
        nie ma dobrych szkół (bo oglądamy bzdurne programy na MTV i VIvie),
        a przecież amerykańskie uniwersytety są najlepsze na świecie (nie
        wszystkie, naturalnie) i ogólnie Stany są potęgą naukową. Szkoda że
        Polacy cierpią na zbiorową megalomanię. Kolega z SGH pojechał na
        roczne stypendium do Holandii i był zakoczony, że był tam mocno
        przeciętnym studentem chociaż cięzko pracował, podczas gdy na SGH
        błyszczy i należy do czołówki.
      • hohvar Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 10:47
        druga, trzecia liga? A polska służba zdrowia to która liga? A gospodarka?
        Budownictwo? Energetyka? Drogi? Cała Polska to druga/trzecia liga, a uniwerki i
        nauka to musi być pierwsza, bo jest akurat taka akcja w gazecie...
        Wiem, że to nie usprawiedliwienie, ale patrzmy w kontekście.
        • popisuarka Re: Wyższa szkoła zachwytu 01.10.10, 15:05
          No coz, reforme trzeba zaczac od fundamentow!
          Gmach polskiej nauki wali sie na naszych oczach, a reforme jego trzeba przeciez zaczac od fundamentow, czyli od stworzenia (raczej niz odtworzenia, bo z niego niewiele juz zostalo) polskiego nowoczesnego przemyslu, ktory niekoniecznie bedzie musial miec swe fabryki w Polsce, ale bedzie wymagac polskiej bazy B+R (R&D), a co za tym idzie takze dobrej polskiej nauki i dobrych polskich wyzszych uczelni. Stary brodaty Zyd mial przeciez racje: to baza decyduje o nadbudowie, a nie odwrotnie. Ale przeciez taki przemysl bylby konkurencja dla przemyslu zachodniej Europy, wiec UE (Bruksela) na to nie pozwoli. Trzeba wiec najpierw wyjsc z Unii, i ustawic sie, tak jak Norwegia czy Szwajcaria, czyli byc w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA) i w Strefie Szengen, czyli miec wszelakie korzysci z bycia w ramach europejskich instytucji, ale bez poddania sie niszczacemu Polske dyktatowi Brukseli.
          lech.keller@gmail.com
    • jkauf Wogóle nauka to strata czasu 19.10.09, 07:56
      Jak jesteś elektronikiem to nawet czytanie nie jest ci do niczego
      niepotrzebne. Przecież od podstawówki nie przeczytałeś żadnej
      książki.
      • josef_miejski Re: Wogóle nauka to strata czasu 19.10.09, 09:03
        jkauf napisał:

        > Jak jesteś elektronikiem to nawet czytanie nie jest ci do niczego
        > potrzebne. Przecież od podstawówki nie przeczytałeś żadnej
        > książki.
        Po co poszedles na studia? Przeciez elektroniki ucza doskonale zawodówki. jezeli
        dla ciebie matematyka, fizyka, jezyki, teria obwodów,..., czyli temat pierwszych
        2-3 lat studiów to byla strata czasu, to jestes i zostaniesz
        robotnikiem-elektronikiem, nigdy nie bedziesz prawdziwym inzynierem. Zawsze
        zostna ci kompleksy mlota, który nie pojal ukladów równan calkowo-rózniczkowych,
        algebry liniowej, teorii macierzy i setek podobnych "robotnikowi nieprzydatnych
        rzeczy", które wlasnie stanowia prawdziwa "inzynierska glowe". Pomyliles
        inzyniera z montazysta, drobny mózdzku :)
        • 8y Re: Wogóle nauka to strata czasu 19.10.09, 09:57
          Powiedz, kiedy ostatnio w pracy cos calkowales? Powiem Tobie, ze od czasów
          studenckich nie mialem potrzeby uzywac matmy prawie wcale. Wszystko sie opiera
          na programach komputerowych - jest XXI wiek.
          • zdzichudyrma Re: Wogóle nauka to strata czasu 19.10.09, 10:06
            najwyrazniej pomyliłes studia z kursem elektroniki
    • fufunia81 statystyka w soczewce 19.10.09, 07:59
      poziom szkolnictwa mogę szybko podsumować na przykładzie mojej
      rodzinki: na 8 radosnych wnucząt mojej Babci, sześcioro jest
      po "wyższych studiach", z czego niestety tylko dwoje po porządnych
      (państwowych) uczelniach i kierunkach i studiach dziennych (co
      pomimo krzyków zaoczniaków nadal znajduje uznanie u pracodawców,
      zwłaszcza jak starałeś się zdobyć jakieś doświadczenie); pozostała
      czwórka to zaoczno-prywatne "magistry" startujące z pozycji zawodu
      kolejno: krawcowej, cukiernika, kucharki i kucharza.
      Nie chodzi mi tu bynajmniej o krytykę takich studentów (bo skoro
      jest okazja to czemu nie) ani o wskazywanie kto lepszy, a kto
      gorszy, tylko o uswiadomienie nam wszystkim, że gdyby nie cały
      szkolny przemysł to w tej rodzinie byłoby 2 magistrów czyli
      25% "społeczeństwa" (i to jest ok) a nie 75%, co siła rzeczy musi
      odbić się na poziomie tego wykształcenia
      • ritsuko Re: statystyka w soczewce 19.10.09, 09:16
        Zaoczno-prywatne "magistry"... Dziękuję za podsumowanie, bo Twoim zdaniem ja
        również nie powinnam w życiu studiować... :)
      • pandzik Re: statystyka w soczewce 19.10.09, 12:27
        I niech zgadnę, ty należysz do tej wyjątkowo utalentowanej mniejszości po
        porządnych - bo państwowych - studiach? To co powiesz na to, że ja mam studia
        niepubliczne, a nawet - o zgrozo! - zaoczne, dzięki czemu mam 5 lat
        doświadczenia zawodowego więcej niż ty, to po pierwsze, bo zamiast włóczyć się
        po knajpach i kolejnymi piwami świętować elitarność mojej uczelni zarabiałam na
        swoją edukację i inne potrzeby. A po drugie, w miejscu gdzie pracuję, jest nas
        dwie - ja i taka porządna jak ty. Ta druga ledwie potrafi sensowne zdanie
        sklecić, a błędy ortograficzne sadzi takie, że oczy bolą. Ja robię studia
        podyplomowe - bez większego trudu i szkody dla aktywności zawodowej i prywatnej.
        Ale to ona, tak, to ona - i ty - jesteście elitą tego społeczeństwa, bo po
        cudownych, nieskazitelnych, jedynie porządnych państwowych studiach...
      • winniepooh Re: statystyka w soczewce 19.10.09, 17:58
        rozumiem, że TY jesteś po porządnych państwowych ;)
        zdaje się, że wasza szóstka stanowi reprezentatywną próbę.
        kiedy kończyłam LO absolwenci studiów stanowili 20% w ciągu 20 lat
        ich liczba wzrosła ponad 3-krotnie!
        1/4 społeczeństwa z wyższym wykształceniem bez trudu znalazłaby
        zatrudnienie na poziomie odpowiadającym kwalifikacjom. nie ma
        zapotrzebowania na 3/4 inteligentów i tak ludzie z wyższym
        wykształceniem trafiają na bezrobocie, a biznes edukacyjny pokazując
        że nie warto inwestować w wykształcenie podcina gałąź na której
        siedzi.
    • bella96 Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 08:03
      Połowa zajęć ma na celu nauczenie ludzi myślenia, nie wiedzy.
      Pojawienie się na czwartym roku zajęć, które zdaniem przedmówcy są do czegoś
      potrzebne w pracy praktycznej jest faktem, natomiast osoba ta nie zdaje sobie
      sprawy, że gdyby nie wcześniejsze zajęcia, raczej nie dałaby sobie rady z tymi
      i wieloma innymi przedmiotami.
      Może z punktu widzenia studentów można by je wyrzucić (będzie czas na picie i
      imprezowanie) niemniej jednak prowadzi to do produkcji inżynierów wycelowanych
      w konkretną tematykę, którzy nie dają sobie rady w zmieniającym się otoczeniu
      (vide młode społeczeństwo niemieckich dwudziesto- i trzydziestolatków, które
      prawie rozłożyło czwartą Rzeszę ;-) ).
      Inną sprawą jest tzw. minimum programowe, które każda uczelnia musi wykonać
      (mówię tutaj głównie o uczelniach technicznych, nie wiem, jak jest na
      humanistycznych).
      "Odwalanie" roboty przez "naukowców" to jedno, płace które oferują w
      szczególności jednostki publiczne to drugie - nie sposób nie dorabiać - po
      prostu nie wyżyjesz (mowa o personelu niższego stopnia, tj. magistrzy,
      doktoranci i doktorzy, generalnie poniżej "samodzielnego").
      Szanownemu Panu Redkatorowi przypominam, że "pracę na kilku etatach" reguluje
      Ustawa o Szkolnictwie Wyższym - przepisy te są znacznie bardziej rygorystyczne
      od prawa pracy. Samodzielny pracownik naukowy ma prawo pracować wyłacznie na
      jednym etacie podstawowym oraz "dorabiać" na innej uczelni w niepełnym
      wymiarze czasu pracy. Natomiast jeśli tam (na innej uczelni) nie pracuje w
      swoim podstawowym miejscu pracy to poza ew. prestiżem dla niej nie stanowi on
      żadnej wartości bezpośredniej, bo nie można go podać w "obłożeniu". Stąd też
      wynika walka prywatnych uczelni o "profesorów i habilitowanych" oraz ich
      podkupywanie z uczelni publicznych.
      Środowisko akademickie od kilku lat zmienia się dynamicznie i ewoluuje w
      kierunku modelu amerykańskiego (tak, dotyczy to również uczelni państwowych,
      szczególnie technicznych), w którym ludzie szukają sami finansowania i w
      którym przychodzi się i odchodzi "do projektu", a nie na stałe. Taka ewolucja
      nie dokona się jednak w rok, czy w dwa lata - ze względu na pewne zaszłości
      systemowe. Tutaj problem jest podobny jak ze skostniałym modelem służby zdrowia.

      Pozdrawiam,

      P.
    • mbrechtacz Program Socrates - Erasmus 19.10.09, 08:03
      Półroczne wakacje na koszt podatnika bez obowiązków. Jedynie chlanie
      i orgie seksualne. To, co wyprawiają tam Polki przechodzi ludzkie
      pojęcie. Mają chłopaka w Polsce a idą do łóżka z pierwszym lepszym
      cudzoziemcem - im egzotyczniejszy tym lepiej.

      Wszystkie slogany typu "poznawanie kultur" to pic na wodę. Jest
      jedynie chlanie.

      ------------------------
      keje.ueuo.com - Kampania Przeciw Zoofobii
      • mamaningin Wypowiedział się frustrat 19.10.09, 09:32
        swoje kompleksy lecz u psychoanalityka a nie na forum publicznym
      • kotek.filemon Re: Program Socrates - Erasmus 19.10.09, 10:09
        > Półroczne wakacje na koszt podatnika bez obowiązków

        Abstrahuję od oceny moralnego prowadzenia uczestników programów, bo mi to prawdę mówiąc dynda. Natomiast nie rozumiem polityki uczelni, które wysyłają w ramach Erasmusa żałosne miernoty, które było nie było reprezentują uczelnię i wystawiają swoją durnotą "odpowiednie" świadectwo jej poziomu. Nawet powtarzającym rok zdarza się łapać na wyjazdy, co jest dla mnie swoistą zagadką.

        Na obronę polskich uczelni dodam tyle, że uczelnie z Europy Zach. nie pozostają w tyle i w zamian też przysyłają stada nieprzeciętnych durni, więc się wyrównuje.
        • mamaningin Jest mało chętnych na takei wyjazdy 19.10.09, 11:52
          uczelnie po prostu nie mają z czego wybierać - na Erasmusa może wyjechać każdy
          kto zna odrobinę język
          • ritsuko Re: Jest mało chętnych na takei wyjazdy 19.10.09, 14:37
            No nie do końca :)
      • smartbonnie Na Erasmusie zderzyłam się z rzeczywistością 21.10.09, 15:02
        Nie wiem, kim są Erasmusowcy, o ktorych mówisz. Byłam "na
        Erasmusie", spędziłam pół roku we Francji, w laboratorium. Pracy
        bylo ogromnie dużo - po raz pierwszy zetknęłam się z zachodnimi
        standardami pracy laboratoryjnej, bezpieczeństwa, kształcenia
        naukowców - ilość seminariów i imprez naukowych była przytłaczająca,
        nikt nie puszył się pojedynczą publikacją w PNASie, bo ludzie po
        prostu produkowali.
        Jednocześnie okazało się, że ta cała moja nauka jest zwyczajnie
        trudna. Wróciłam pięć kilo lżejsza (a że jestem lekkich gabraytów,
        musiałam reperować zdrowie), niewyspana i koszmarnie zestresowana.
        Omal nie zrezygnowałam z zawodu. W pubie byłam. Dwa razy.
        Minęło kilka lat i zostałam tym naukowcem, ale lekcję pamiętam i
        staram się trzymac w pracy zachodnie standardy. Od tamtej pory byłam
        jeszcze parę razy za granicą i już się tam sprawdzam. Pewnie bez
        wyjazdu zostałabym byle jakim naukowcem, łudzącym się co do
        niezbędności i jakości swojej "nauki", kiszącym się w polskich
        towarzystwach i nigdzie więcej. To, że omal nie przypłaciłam nauki
        ciężką chorobą, nie wystawia chyba najlepszego świadectwa naszemu
        masowemu kształceniu metodą 3z, bo wysoka średnia o niczym nie
        mowiła, a uczyłam się pilnie...! I tak szczęście, że robiłam
        magisterkę w dobrym zakładzie, u dobrych profesorów, że miałam
        podstawy, żeby nadrobic braki. Widuję czasem w pracy jednostki,
        które nie miały podobnej szansy.
      • popisuarka Re: Program Socrates - Erasmus 01.10.10, 15:07
        Niestety, ale tak jest. Wiem, gdyz pracuje na zagranicznym uniwersytecie, do ktorego przyjezdza sporo studentow, a szczegolnie studentek z Polski. Moze to ten poludniowy klimat?
    • ritsuko Nie rozumiem po co ta wstawka o absolwentach 19.10.09, 08:03
      Chyba ocenia się przekazaną wiedzę, szacunek kadry dla studentów, możliwości
      dyskusji, rozwijania zainteresowań itd. A wg teorii przedstawionej w tekście
      najlepiej by było, gdyby absolwenci zaczęli winić uczelnie za brak etatów, małe
      możliwości pracy w danym zawodzie itd.
      To od czego jest Państwo? Jakie są środki finansowe przekazywane dla ośrodków
      naukowych? Ile z osób, które mogą i chciałyby się rozwijać naukowo nie może, bo
      są tak śmieszne pieniądze dla doktorantów? Zamiast czepiać się studentów i kadry
      należałoby pogonić Państwo, żeby w końcu doceniło naukę i jej wpływ również na
      gospodarkę!
    • wiaderko.stefana Kadra kopiuje prace naukowe - standard 19.10.09, 08:12
      Ukonczylem najlepsza uczelnie ekonomiczna w tym kraju. Po studiach wyjechalem
      na stypendium doktoranckie do USA i zobaczylem, jak na prawde wyglada dobra
      uczelnia. Nie bede pisal referatu o porownaniach, ale chce zwrocic uwage na
      jedna rzecz, o ktorej wie kazdy, kto samodzielnie napisal magisterke w polskim
      stylu, ktora byla na rzadki temat - materialy zrodlowe napisane opracowane
      nasza kadre ludzaca sa do siebie podobne. Maja wrecz te same zdania...
      Zabawnie sie to czyta. A firmują to nawet nazwiska profesorskie:)
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Kadra kopiuje prace naukowe - standard 19.10.09, 09:27
        > Ukonczylem najlepsza uczelnie ekonomiczna w tym kraju. Po studiach wyjechalem
        > na stypendium doktoranckie do USA i zobaczylem, jak na prawde wyglada dobra
        > uczelnia.

        Myślę, że głosy rozczarowania pochodzą głównie od takich ludzi. Polska jest
        teraz na etapie, gdy ludzie zaczynają wychylać nos na zewnątrz i porównywać swój
        kraj z innymi. Oceniam, że za jakieś 20 lat będzie widać efekty w Polsce - tyle
        czasu trzeba, aby uzbierała się tutaj masa krytyczna ludzi z odpowiednim
        doświadczeniem zagranicznym i w odpowiednim wieku, którzy będą potrafili coś
        pozmieniać na dużą skalę.
        • popisuarka Re: Kadra kopiuje prace naukowe - standard 01.10.10, 15:14
          Tych ludzi obecne elity nie dopuszcza w Polsce do czegokolwiek. Wyksztalceni Polacy zostana wiec za granica, gdyz w Polsce nie bedza sie liczyc ani ich dyplomy, ani tez ich doswiadczenie (jak to jest w moim przypadku).
          lech.keller@gmail.com
      • popisuarka Re: Kadra kopiuje prace naukowe - standard 01.10.10, 15:12
        Pociesze cie wiec, ze w Polsce nie uznaja mego stopnia MA z ekonomii, ktory uzyskalem na The University of Mebourne (najlepszy uniwersytet w Australii, na wydziale ekonomii wykladaja na nim noblisci) oraz doktoratu (PhD) z nauk politycznych z Monash University (jeden z najlepszych australijskich uniwersytetow badawczych).
        Tzw. otwarcie polskiej nauki na swiat to dzis glownie wysylanie na tenze swiat polskich studentow i szczegolnie studentek, ktorzy nam tam sporo wstydu produkuja...
        lech.keller@gmail.com
    • aeromonas Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 08:13
      "polowa zajec na Pwr wydz. elektroniki to strata czasu.
      pierwsze przedmioty ktore jako tako wykorzystuje w mej pracy (a
      pracuje w zawodzie) pojawily sie dopiero na IV roku.

      błędne rozumowanie. po pierwsze - nigdy nie wiesz, w jakim zawodzie
      będziesz pracował i czego będziesz musiał się nauczyć. po drugie -
      te "niepotrzebne" przedmioty stanowiły podstawę (nie zauważyłeś
      tego?) dla tych "potrzebnych". kiedyś to zrozumiesz.
    • stopierwszy Politechnika Koszalińska wstydu 19.10.09, 08:23
      A jakie "zabawne" jest studiowanie dziennikarstwa i komunikacji społecznej na
      Politechnice Koszalińskiej. Kierunek otwarty 2 lata temu, dziś nie ma wiele
      wspólnego z nazwą. Zmieniają się programy studiów, mnożą przedmioty rozbijane
      z jednego. Przerażający brak kadry łata się pożyczaniem z innych wydziałów
      technicznych. Zmieniono władze instytutu ze specjalistów PR na ludzi z
      wykształceniem technicznym. A nowy dyrektor unika studentów i wykładowców.
      Zdaje się, że nie są spełniane kryteria PKA. A niebawem pierwszy rocznik złoży
      swoje prace dyplomowe. Wielu studentów ma wrażenie, że są dojnymi krowami
      dającymi czesne.
      Historie o niekompetentnych wykładowcach można opowiadać godzinami. Jeden
      doktor (dziś dyrektor samorządowej spółki) na pierwszym wykładzie z PR
      powiedział, że nie będzie wykładał przedmiotu, tylko nauczy nas "jak żyć", a
      pani od redagowania tekstów PR (dr językoznawca) powiedziała, że nie widzi
      różnicy między redagowaniem tekstu zwykłego,a PR-owskiego, wykładowca z
      filozofii wyjaśniał głownie dlaczego nowi scyzoryk w kieszeni. A co powiecie
      na takie przedmioty na tym kierunku: klasycy reportażu, prasowy dział kultury,
      podstawy sprawnego działania?
      A na warsztaty z dziennikarstwa radiowego bez ani jednej wizyty w radio. To
      samo nt. warsztatów telewizyjnych. Albo wymóg publikacji w konkretnym tytule
      (współwłaściciel - Politechnika) lokalnym felietonów, które mają być
      obowiązkowym elementem pracy dyplomowej - to jest niezgodne z prawem. Chcecie
      więcej kwiatków? Mogę tak pisać godzinami...
      • hohvar Re: Politechnika Koszalińska wstydu 19.10.09, 10:56
        a cóż to za kwiatek: dziennikarstwo na politechnice???? To powinno jako
        oksymoron odpychać każdego potencjalnego kandydata, dziwię się że w ogóle ktoś
        tam studiuje... Otwiera się modne kierunki wszędzie, a potem mamy takie wpisy.
    • heraldek Wyrastaja nowe polskie smietnikowe "elyty"... 19.10.09, 08:25
      .....produkowali lipne dyplomy za komuny, robia to i teraz....
      • mamaningin Re: Wyrastaja nowe polskie smietnikowe "elyty"... 19.10.09, 14:49
        A ty masz chociaż taki lipny dyplomik z komuny?
    • paolo74 A neoliberalna szajka chce dać publiczne pieniądze 19.10.09, 08:31
      Czy wiecie o tym, że od 10 lat państwo płaci dotacje dla niepublicznych placówek od żłobka po liceum. Dotacja wynosi 75% kosztu jakie wydaje na dziecko publiczna oświata. Z tą różnicą, że publiczna musi za 100% tej dotacji się utrzymać, a prywatne szkoły kasują czesne i to niemałe, prywatne placówki są zwykłymi biznesami jak i dostają dotacje. Teraz rozgrywa się kolejny lobbing pod dywanem, bo prywatne uczelnie za chwilę wpadną w kłopoty w związku z niżem demograficznym i chcą też załapać się na podobne dotacje.
      Moim zdaniem dotowanie powinno wyglądać tak, np. gmina ma obowiązek zapewnić przeszkole dla mojego dziecka, jeśli nie ma publicznego wysyłam do prywatnego, a rachunek za przedszkole wysyłam do urzędu gminy. Ale tak nie będzie dopóki rządzi nami banda zdrajców i złodziei o styropianowych korzeniach, albo renegaci i zdrajcy lewicy z SLD (nota bene za Łybackiej te dotacje podniesiono z 50 do 75%)
    • dudala76 Egzaminy zawodowe po szkole średniej są trudniejsz 19.10.09, 08:36
      e
      Zewnętrzne egzaminy zawodowe kończące szkołę średnią są trudniejsze niż
      ukończenie niejednego kierunku studiów. Warto zastanowić się nad egzaminami
      zewnętrznymi kończącymi dane studia
      • grzesiek1212 Re: Egzaminy zawodowe po szkole średniej są trudn 21.10.09, 21:07
        Sporo materiałów o egzaminie zawodowym jest na www.egzaminzawodowy.info oraz www.testy.egzaminzawodowy.info
    • baron13 Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 08:44
      Kochana ReDakcjo! Jakzesz ja lubię ten trynd w dziennikarstwie polskim:
      przedstawić czarne jako białe i na odwrót. A w ramach (tryndu) dopieprzyć
      każdemu. Otóż jak to jest z Nauką Polską? We współczynniku Hirscha jako całość
      lądujemy gdzieś na 20 miejscu. Trochę dawno grzebałemza tymi danymi ale pewnie
      gdzieś tak się to trzyma. Dodajmy na 20 miejscu w świecie. Biorąc pod uwagę
      inne współczynniki gdzie zajmujemy chlubne od 24 do 60-go któregoś miejsca w
      światowych rankingach, obejmujących ciekawe takie konkurencje jak na przykład
      takie rzeczy jak branie w łapę, to jest bardzo dobrze. cholerenie dobrze,
      jeśli się weźmie pod uwagę dwie rzeczy: chocby na przykład PKB na twarz i
      nakłady na naukę, które są po prostu skandalicznie niskie. Wstydzić to
      powinien się rząd i naród który kolejnych karierowiczów nie wykopał z ciepłych
      posadek za osiągnięcia. Ogólnie rzecz biorąc sprytne posunięcia w stosunku do
      nauki sprowadziły się do tego, że po 1989 roku kilkukrotnie podniesiono liczbę
      studentów, powiedzmy sobie szczerze, w celach głównie propagandowych, oraz dla
      złagodzenia bezrobocia, a w nagrodę naukowcom obniżono dotcje pi razy drzwi 10
      razy. kolejny Cud Nad Wisłą, że się totalnie nie wy... Otóż nie. Pomimo
      takiego skandalicznego potraktowania nauka polska nadal się trzyma.

      Moi Kochani Pismacy. Wstydzić się to Wy powinniście, że DEZINFORMUJECIE ludzi.
      Robicie to dla pieniędzy i tylko dla pieniędzy. Wiem że zmartwić Was może
      tylko jedno: że nie bardzo wychodzi. Sumienie? Nie...
      Dlaczego jestem dumny? Bo... na przykład koledzy wygrzebali dane dotyczące
      pozycji polskiej fizyki w tymże współczynniku Hirscha i wyszło, że lądujemy
      około 4 miejsca w świecie. Nawet uwzgledniając błąd pomiaru.
      • pbl1 Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 09:11
        W pełni zgadzam się z baron13. Oczywiście, że jest wiele rzeczy, których można
        się czepić zarówno jeśli chodzi o poziom studentów, jak i poziom nauczycieli
        akademickich. Ale tytuł (nagłówek) artykułu "Wyższa Szkoła Wstydu" jest
        żenujący. Bardzo jestem ciekawy jaki odsetek dziennikarzy jest dumnych z tego co
        robi. Zarzucanie naukowcom przez dziennikarzy Gazety "chałturzenia" jest
        śmieszne, zważywszy jak spada w tej gazecie poziom dziennikarstwa. Nie chodzi
        już o przekazywanie informacji tylko o rywalizacje z tabloidami. Czym bardziej
        krzykliwy tytuł, tym większa szansa, że ktoś na niego kliknie. Czym większe
        kontrowersje się sugeruje tym lepiej. A co z rzetelnym przekazywaniem informacji
        - czy nie tego uczono Was na studiach dziennikarskich?
      • adam02138 zachwyt, moze, ale trzeba umiec czytac dane 19.10.09, 10:54
        Polska jest na 19 miejscu h index, a nie nq 20 tym.

        Fizyka i astronomia na 13 tym, nie na 4 tym.

        www.scimagojr.com/index.php
        Trzeba jednak brac pod uwage ze taki rozlozony na caly kraj h index
        ma silna korelacje z iloscia naukowcow co ma korelacje z ludnoscia.

        Chiny, Indie czy Rosja maja jeszcze wiekszy h index niz my. Zas
        Finlandia i Norwegia mniejszy.

        Dlatego dobrym dodtakowym wskaznikiem jest ilosc srednich cytowan na
        dany artykul. Polacy maja okolo 6. Finowie i Norwedzy okolo 13-14.
        Chiny czy Indie maja okolo 4-5.

        Te 20 miejsce to troche jak to ze Polska juz wlasciwie powina byc w
        G20. Tam tez jak sie rozlozy ten PKB na mieszkanca to nagle jestesmy
        w tyle.
        • baron13 Re: zachwyt, moze, ale trzeba umiec czytac dane 19.10.09, 11:51
          Dzięki za inne źródło danych. Tamte rewelacyjne wyniki były gdzieś ze stron
          ministerialnych. Tak czy owak, 13, czy 4 (sama fizyka?), jest rewelacyjnie
          dobrze. Szybciutko kraje z którymi nie możemy nawet marzyć o konkurowaniu:
          Niemcy, Anglia, Francja, Szwajcaria, Dania, Holandia, Szwecja, Finlandia,
          Norwegia (mały kraj , ale zawsze w okolicy I miejsca w PKB na twarz), Austria,
          USA, Kanada, Japonia. Oczywiście, że ta lista nie koreluje ze współczynnikiem H.
          W części krajów (Francja) ciągle robi się badania których wyniki są
          "confidential". Jest stary dobry sposób (kilka sposobów) by osiągnąć bardzo
          wysoki współczynnik cytowań, np napisać bzdurę. Wystarczy wymyślić jak
          opublikować (znowu kilka sposobów). Oczywiście pomysł "mierzenia nauki" jest
          wysoce ryzykowny. Ale jednak uczciwie trzeba powiedzieć, że mówi wiele, pewnie
          gdzieś z 3/4 prawdy. No i chyba widać, że akurat nauka jest dziedziną, która się
          w Przywiślańskim Kraju trzyma wyjątkowo dobrze.
          • adam02138 nie wiem czy jest az tak dobrze 19.10.09, 14:23
            Po pierwsze jak nie mamy co aspirowac do pozycji krajow co
            wymieniles, to do jakich? Nam rowniez daleko do Korei czy Hiszpanii.

            Nasza pozycja wedlug h-index w 1996 byla 16, teraz (2007) jest 20-ta
            (to co padalem wczesniej to bylo usrednienie przez 10 lat)

            Fizyka w 1996 roku nasza fizyka byla wyzej notowana niz hiszpanska
            (poz 11 Polski vs poz 12 Hiszpanii). Teraz (2007) polska fizyka jest
            na 15 miejscu a hiszpanska na 11 (znowu dane troche inne niz
            przedtem bo poprzednie liczby byly usrednione).

            Ostatnie 10 lat dalo nam upadek polskiej nauki srednio o 4 punkty
            czyli 3% w rankingach opartych o index h.

            Jest to niepokojace biorac pod uwage ze to byl okres naszego
            otwarcia na swiat, wejscia do Unii i dostepu do grantow, bardziej
            swobodnego przeplywu informacji, inetrnetu, etc.

            Jest stary dobry sposób (kilka sposobów) by osiągnąć bardzo
            > wysoki współczynnik cytowań, np napisać bzdurę. Wystarczy wymyślić
            jak
            > opublikować (znowu kilka sposobów).

            Owszem i dlatego h-index mierzy postep w publikacjach a nie stukanie
            bzdur. Poza tym bierze sie wtedy pod uwage cytowanie samego siebie.
            Niestety jak sie zerknie na te statystyki to Polska wyglada nie
            najlepiej. Prawie 35% cytwan to cytowanie samego siebie.

            Dobrze radze zerknac na podany link zapoznac sie z danymi.
            • adam02138 poprawka 20.10.09, 01:26
              Te poprzednie rankingi byly odnosnie ilosci publikacji an nie indeksu
              h. Zle ustawilem sortowanie.

              Polecam samemu sie bawic www.scimagojr.com/

              Mozna odkryc wiele ciekawych statystyk na temat poszczegolnych
              dziedzin.
      • popisuarka Mamy za duzo uczelni i studentow! 01.10.10, 15:17
        Przeciez mamy po prostu za duzo uczelni wyzszych, za duzo naukowcow i za duzo studentow. Przykladowo: w roku akademickim 1937-1938 studiowalo w calej Polsce 48 tysiecy studentow i nadawano wowczas niewiele ponad 200 doktoratow na rok. Habilitacje mozna bylo wtedy policzyc na palcach jednej, gora dwoch rak. Zas w roku akademickim 2008-2009 studiowalo zas w calej Polsce prawie dwa miliony (dokladnie 1,928 tysiecy) studentow, w tym ponad 32 tysiace na studiach doktoranckich i nadano wtedy w ciagu jednego jedynego roku 2008 ponad 5 tysiecy doktoratow i prawie tysiac habilitacji. Biorac wiec pod uwage, ze w roku 1938 bylo nas 35 milionow a w roku 2008 tylko o 3 miliony wiecej (38 mln), nalezy stwierdzic ogromna INFLACJE wyzszego wyksztalcenia, szczegolnie iz gospodarka RP jest dzis tak samo zacofana w stosunku do czolowki swiatowej jak w roku 1938, a wiec nie potrzebujemy wcale az tylu wysokiej klasy specjalistow. Po prostu studia wyzsze, w tym tez i doktoranckie, sa dzis w Polsce (i nie tylko) glownie sposobem na opoznienie wejscia mlodych ludzi na mocno niezrownowazony rynek pracy. Chodzi wiec nie o wiedze, a o zmniejszenie oficjalnej stopy bezrobocia.lech.keller@gmail.com
      • popisuarka Po co sa uczelnie wyzsze? 01.10.10, 15:19
        Prawdziwa rola tzw. uniwerstytetow w polskim spoleczenstwie to dzis niestety, ale nie dzialalnosc naukowa i naukowo-dydaktyczna, ale:
        1. dla mlodych ludzi;
        - "dorosle" wakacje na koszt panstwa oraz
        - rynek matrymonialny.
        2. Dla wladzy:
        - sposob na walke z bezrobociem, szczegolnie wsrod mlodziezy,
        - sposob na walke z bezrobociem wsrod fizykow i archeologow,
        - dyspozycyjny "autorytet" polityczny; na skinienie palcem,
        - przechowalnia dla politykow chwilowo na bocznym torze,
        - podkladka i przykrywka pod przekrety (...naukowo udowodniono...).
        4. Dla gospodarki:
        - nakrecanie rynku wynajmujacym mieszkania i firmie Durex (ogolnie producentom srodkow antykoncepcyjnych)
        5. Dla pracownikow owych “wyzszych” uczelni:
        - platnik ZUSu dla urodzonych w niedziele,
        - biuro podrozy (tzw. konferencje),
        - pretekst do towarzyskiej afirmacji (...jak wykladalem/bylem na Oxfordzie...).
        (forum.gazeta.pl/forum/w,245,102112498,102176585,W_wiezy_z_kosci_slonioniowej.html).
        Tyle, ze w krajach z realna stopa bezrobocia dobrze ponad 10%, a wiec w dzisiejszej Polsce, to jednak jest to glownie sposob na walke z bezrobociem, szczegolnie wsrod mlodziezy.
        Tak sobie pisze ten post, zdajac sobie sprawe, ze to nic nie zmieni, gdyz jakakolwiek zmiana w systemie polskiej nauki i wyzszej edukacji musiala by sie zaczac od usuniecia wplywu na nia obecnej polskiej profesury, wyksztalconej i uformowanej w PRLu i przez ludzi wyksztalconych i uformowanych w PRLu. A do tego, to potrzebna jest rewolucja, zgodnie z tym, co glosil V. Pareto. Polska profesura, a za nia docenci, adiunkci, asystenci, doktoranci i studenci glosza wiec potrzebe zwiekszenia nakladow na polska nauke i polskie szkolnictwo wyzsze, choc w obecnej sytuacji praktycznie kompletnej zapasci owej nauki i owego szkolnictwa, nalezalo by, z punktu widzenia interesow gospodarstwa narodowego, zmniejszyc owe wydatki do zera, gdyz w obecnej sytuacji to kazdy grosz wydany na polska nauke i polskie szkolnictwo wyzsze jest groszem straconym.
        lech.keller@gmail.com
    • ludwikowiec KAŻDY jełop zdaje maturę. 19.10.09, 08:53
      Później płaci co miesiąc 300zł i staje się magistrem. Przykro mi, ale żaden
      tytuł tak szybko nie tracił na wartości...
      • stypendysta Re: KAŻDY jełop zdaje maturę. 19.10.09, 09:15
        ludwikowiec napisał:

        > Później płaci co miesiąc 300zł i staje się magistrem. Przykro mi, ale żaden
        > tytuł tak szybko nie tracił na wartości...

        Do czego ręki przyłoży szefowa MNiSW zapowiadająca, że uczelnie zamiast podziału funduszu pomocy materialnej w proporcjach 50:50 będą miały stosować 75:25 (socjalne:naukowe). Oznacza to, że promować będziemy nie tylko średniaków (oby tylko), ale i beztalencia lub pospolitych leni - MNiSW prezentuje opinię, że podczas powtarzania roku nie można odmówić studentowi świadczeń pomocy materialnej, choć już otrzymane środki zmarnował. Niech więc p. minister zastanowi się, czy nie należałoby zacząć egzekwować nie tylko prawa studentów, ale i ich obowiązki. Nawiasem mówiąc znam wyrok WSA, w którego uzasadnieniu wskazano, że opinia Ministerstwa prowadzi do nierówności studenta wobec prawa, gdy niektórzy z nich mogliby otrzymywać pomoc np. przez siedem lat, podczas gdy inni - dobrzy i bardzo dobrzy - tylko przez pięć, bowiem na drugim kierunku świadczenia nie przysługują.
        • ludwikowiec Masz rację, niestety. 19.10.09, 18:57
          Wszystko równa do bardzo niskiego poziomu. Orwellem to pachnie...
    • nfajw lustro nauki 19.10.09, 08:56
      Widać, ze potrzebny jest zakup lustra aby to środowisko mogło się w nim
      przejrzeć. Ale chyba sondaż nie do końca jest reprezentatywny,. Opinie
      ankiety np. na NFA są bardziej wiarygodne - bez zachwytu, stąd NFA
      jest pod obstrzałem. Lustro pokazujące prawdziwe, ale niezbyt przyjemne
      oblicze trzeba rozbić ! nieprawdaż ?
    • jowitkaw1 Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 08:58
      Witam,
      Zanim zaczniemy krytykę wyższych uczelni może trzeba by się zastanowić kto
      opuszcza szkołę średnią z maturą.
      Jest różnie ale bardzo często są to ludzie którzy nie rozumieją napisanego
      tekstu, więc jak wykładowcy mogą prowadzić zajęcia z pracą w grupach, jak
      przeprowadzać analizę tekstów.
      Młodzież opuszczająca szkołę średnią musi być najpierw nauczona rozumienia
      słowa pisanego,następnie poinstruowana gdzie można znaleźć potrzebne
      informacje, i że internet nie jest dobry na wszystko.
      Co do ściągania to według mnie to nie jest uczciwe ale jeśli ktoś z
      wykładowców zaczyna to tępić sam wpada w tarapaty i później jest źle postrzegany.
      Ja mam doświadczenie w pracy z młodymi ludźmi na uczelni i wiem że tępienie
      ściągania to nie jest łatwa sprawa.Jeśli tępi się ściąganie to tym samym ma
      się więcej pracy.Dlaczego? Jeśli student-"ściągacz" nie skorzysta z
      nielegalnych pomocy naukowych to tym samym nie zaliczy kolokwium a jak nie
      zaliczy to później trzeba go umwawiać,odpytywać,jeszcze raz organizować
      pisanie sprawdzianów.
      Drodzy studenci ściągać też trzeba umieć i jeśli nie potrafisz nie bierz się
      za to.
      A poza tym jestem za formalną walkę ze ściągającymi.
      Dlaczego? Zastanówcie się czy osoba kończąca studia i korzystająca na każdym
      sprawdzianie ze ściąg to jeszcze magister czy może człowiek ściąga?
      • lingus Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 10:02
        A ja napiszę trochę pod prąd. Otóż według mnie walkę ze ściąganiem należałoby
        zacząć od uporządkowania programów... Jeśli na każdej uczelni istnieją
        przedmioty dodane do programu tylko po to, by profesor X czy docent Y mógł
        zarobić, jeśli nauka takiego przedmiotu składa się z bezmyślnego rycia na pamięć
        podręcznika czy skryptu, oczywiście autorstwa X lub Y, i to obowiązkowo
        najnowszego wydania - wówczas ściąganie staje się zwykłym aktem obywatelskiego
        nieposłuszeństwa. Jestem wrogiem ściągania en masse, bo pójście na skróty nawet
        w tak kontrowersyjnej sprawie obniża szacunek studenta dla prawa i porządku, i
        wyrabia złe nawyki. Jednak likwidacja przedmiotów z grupy tzw. 3xZ (zakuć, zdać,
        zapomnieć) wydaje mi się warunkiem sine qua non uporządkowania tego całego
        bałaganu...
    • josef_miejski Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 08:59
      lai21 napisał:

      > cos w tym jest. polowa zajec na Pwr wydz. elektroniki to strata czasu.
      > pierwsze przedmioty ktore jako tako wykorzystuje w mej pracy (a pracuje w
      > zawodzie) pojawily sie dopiero na IV roku
      Po co poszedles na studia? Przeciez elektroniki ucza doskonale zawodówki. jezeli
      dla ciebie matematyka, fizyka, jezyki, teria obwodów,..., czyli temat pierwszych
      2-3 lat studiów to byla strata czasu, to jestes i zostaniesz
      robotnikiem-elektronikiem, nigdy nie bedziesz prawdziwym inzynierem. Zawsze
      zostna ci kompleksy mlota, który nie pojal ukladów równan calkowo-rózniczkowych,
      algebry liniowej, teorii macierzy i setek podobnych "robotnikowi nieprzydatnych
      rzeczy", które wlasnie stanowia prawdziwa "inzynierska glowe". Pomyliles
      inzyniera z montazysta, drobny mózdzku :)
    • josef_miejski Re: Wyższa szkoła zachwytu 19.10.09, 09:01
      lai21 napisał:

      > polowa zajec na Pwr wydz. elektroniki to strata czasu.
      > pierwsze przedmioty ktore jako tako wykorzystuje w mej pracy (a pracuje w
      > zawodzie) pojawily sie dopiero na IV roku
      Po co poszedles na studia? Przeciez elektroniki ucza doskonale zawodówki. jezeli
      dla ciebie matematyka, fizyka, jezyki, teria obwodów,..., czyli temat pierwszych
      2-3 lat studiów to byla strata czasu, to jestes i zostaniesz
      robotnikiem-elektronikiem, nigdy nie bedziesz prawdziwym inzynierem. Zawsze
      zostna ci kompleksy mlota, który nie pojal ukladów równan calkowo-rózniczkowych,
      algebry liniowej, teorii macierzy i setek podobnych "robotnikowi nieprzydatnych
      rzeczy", które wlasnie stanowia prawdziwa "inzynierska glowe". Pomyliles
      inzyniera z montazysta, drobny mózdzku :)
    • maciejkozlowski Magister obecnie ma poziom maturzysty lat 80-tych! 19.10.09, 09:07
      Ja skończyłem medycynę w latach 80-tych. Piekielne studia. Tylko, że ja do
      dziś mogę opowiadać "z głowy" dziesiątki wykładów. Wiem ciągle w ogólnym
      zarysie większośc wbitej mi do głowy wiedzy. Jestem z dziewczyną , która
      skończyła socjologię zaoczną w Rzeszowie w 2000r. Nigdy nie zabiera głosu na
      tematy fachowe pomimo moich zachęt. Podejrzewam, że jej wiedza jest żadna. To
      smutne. Takie studia dla zaświadczenia. Skandal. Co tu porównywać ? Nawet nie
      jestem pewny czy zna poziom maturalny L.O. Nie pytam bo nie chcę jej poniżać .
      • mamaningin Re: Magister obecnie ma poziom maturzysty lat 80- 19.10.09, 09:42
        Poziom maturalny po wprowadzeniu Nowej Matury jest żenujący. Nie wiem komu chce się utrzymywać, że jest inaczej. Jedynie matura z języków obcych zmieniła się na plus, reszta to ściema aby poprawić statystyki (a już największa to matura z jęz.polskiego - piszesz linijkę po linijce co w tekście jest napisane i żadnego punktu z klucza na pewno nie opuścisz... możesz to robić bez żadnego przygotowania, bo wymaganą ilość punktów do zdania zbierzesz już za samą umiejętność czytania - tzw. test czytania ze zrozumieniem). Inna sprawa, że nie można mieć o to pretensji do maturzystów, bo to nie ich wina. Jest bardzo wielu zdolnych ludzi, którzy sami potrafią się uczyć, nawet jeśli się czegoś od nich nie wymaga. Nie dramatyzowałabym aż tak bardzo.

        Co do uczelni medycznych zachowały one swój poziom. Mam kuzynkę na medycynie i nie leniuchuje. Tam naprawdę trzeba być zdolnym i pracowitym. Już w sierpniu zaczęła się uczyć do następnego semestru (a nie miała żadnych poprawek)
      • osmin.1 Re: Magister obecnie ma poziom maturzysty lat 80- 19.10.09, 09:46
        maciejkozlowski napisał:

        > Ja skończyłem medycynę w latach 80-tych. Piekielne studia. Tylko, że ja do
        > dziś mogę opowiadać "z głowy" dziesiątki wykładów. Wiem ciągle w ogólnym
        > zarysie większośc wbitej mi do głowy wiedzy. Jestem z dziewczyną , która
        > skończyła socjologię zaoczną w Rzeszowie w 2000r.

        Nieźle. To ja chyba powinienem uganiać się za galeriankami. ;)

        To nieprawda, że dzisiejszy magister = maturzysta z lat 80-ych. Chociażby z tego względu, że program liceum nigdy nie obejmował zaawansowanych zagadnień naukowych. Poza tym matura wówczas też nie była elitarna.
        Oczywiście są tacy (zwłaszcza po prywatnych uczelniach), którzy zaliczyli studia obecnością, co skutecznie deprecjonuje wartość magisterki. Niemniej nie jest aż tak źle. Dyplom porządnej uczelni i dobrego kierunku (najlepiej technicznego) nadal ma znaczenie. A jak ktoś się łudzi, że w wyższej szkole mydła i powidła otrzymuje rzetelne wykształcenie, to jego problem.
      • d_jak_zupa lekarz to brzmi dumnie 19.10.09, 12:00
        maciejkozlowski napisał:

        > Ja skończyłem medycynę w latach 80-tych. Piekielne studia. Tylko,
        że ja do
        > dziś mogę opowiadać "z głowy" dziesiątki wykładów.

        Ciekawe czy umiesz leczyc, bo za 150 zl za wizyte to ja nie chce
        sluchac wykladu...

        Wiem ciągle w ogólnym
        > zarysie większośc wbitej mi do głowy wiedzy. Jestem z dziewczyną ,
        która
        > skończyła socjologię zaoczną w Rzeszowie w 2000r. Nigdy nie
        zabiera głosu na
        > tematy fachowe pomimo moich zachęt. Podejrzewam, że jej wiedza
        jest żadna.

        Moze nie lubi gadac na tematy fachowe z kims kto jest tak zachwycony
        soba? Ja z narcyzami tez nie lubie gadac.
        A moze uwaza ze ty jestes glupi bo ciagle recytujesz te wyklady na
        pamiec i nic od siebie.

        To
        > smutne. Takie studia dla zaświadczenia. Skandal. Co tu porównywać
        ? Nawet nie
        > jestem pewny czy zna poziom maturalny L.O. Nie pytam bo nie chcę
        jej poniżać .

        Ale z ciebie buc! Chcesz odpytywac parnerke z zakresu LO?

        Ciekawe jak po tych 20 latach studiow by cie tak odpytac na temat
        ostanich 20 lat medycyny. Dopiero bys piszczal.

        Kolejna grupa zawodowa niewiadomo dlaczego zadowolona z siebie.
    • piotrek0m 10 lat temu zaczynałem studia techniczne 19.10.09, 09:13
      i brakowało na rynku pracy inżynierów. Minęło 10 lat i na rynku dalej brakuje
      inżynierów. Za to jest nadmiar psychologów, socjologów, pracowników
      administracji, no i zarządzających czymś tam jeszcze... Współczuję młodym
      ludziom wybybierającycm łatwe kierunki. Lepiej już być dobrym specjalistą
      tokarzem - cenionym w swoim fachu niż pseudo licencjatem po czymś tam ....
      Dojdzie pewno do tego, że 80 % młodych ludzi będzie miało "wyższe"
      wykształcenie, ale czy powstała w Polsce jakaś prywatna uczelnia techniczna?
      Nie - za to ogrom, łatwych w zorganizowaniu i nie wymagających kadry uczelni
      pseudo społeczno-ekonomiczno-humanistycznych. Wypuszczających rzesze pseudo
      licencjatów - młodych ludzi przekonanych o własnej wyjątkowości, których rynek
      pracy pracy zeryfykijue przy pierwszym zatrudnieniu. Tymczasem na
      politechnikach pojawiają się kierunki zamawiane, na których rząd wypłaca
      bezzwrotne stypendia a na które nie ma chętnych. Studia techniczne do łatwych
      nie należą. Inna sprawa, że błędy w edukacji pojawiają się na wczesnym jej
      etapie, gdzie skutecznie zniechęca się dzieci do nauki matematyki...
      • mamaningin NIE MA PRACY dla inż. wiec nie opowiadaj bajek!!! 19.10.09, 09:24
        Bzdury opowiadasz. Następny co się dał nabrać na tą propagandę. Akurat znam
        bardzo wielu BEZROBOTNYCH inżynierów i takich którzy pracują jako, nazwijmy to
        po imieniu - akwizytorzy (i to świetntych studentów, z bardzo dobrymi wynikami,
        nieraz najlepszymi). W Polsce nie ma przemysłu więc nie ma zapotrzebowania.
        Chyba jedynie do MediaMarkt aby się co nieco znał na elektronice i umiał polecić
        klientowi.
        • makova_panenka Re: NIE MA PRACY dla inż. wiec nie opowiadaj baje 19.10.09, 09:34
          A nawet jeśli ktoś ma pracę, to przecież nie wszyscy są informatykami z 10kPLN
          na miecha. Większość zarabia zdecydowanie mniej. Zwłaszcza ci zaraz po studiach.
          • hexon Re: NIE MA PRACY dla inż. wiec nie opowiadaj baje 19.10.09, 09:46
            Niech sobie ktoś zapyta inżyniera po studiach ile dostał ofert w urzędzie pracy!
            Albo ile znalazł ofert które dawały by mu szanse pracy w zawodzie! Dosłownie
            pracy brak...czasem może coś wyskoczy. Wiem bo sam szukałem i jedynie za granicą
            udało się znaleźć.
            • piotrek0m Kto szuka pracy w urzędach pracy ?? 19.10.09, 11:25
              Chyba jakiś desperat !!! Jeżeli absolwent po studiach technicznych idzie do
              urzędu pracy i liczy na to, że urząd znajdzie mu pracę - to zmarnował lata
              studiów! Studia poza wiedzą merytoryczną są czasem na naukę samodzielności i co
              najmniej umiejętności radzenia sobie z obecną rzeczywistością. Podczas studiów -
              szczególnie dziennych - student ma czas na działanie w licznych
              stowarzyszeniach, wolontariacie, może podjąć praktyki lub pracę, może się uczyć
              języków - możliwości są setki. Nie jest większym problemem ułożenie sobie
              grafiku zajęć na ostatnich latach, tak, żeby 1-2-3 dni w tygodniu były wolne. I
              ten czas student powinien poświęci na coś więcej niż zakuwanie i imprezy.
              Większość obrotnych, pewnych siebie i chcących coś osiągnąć studentów zwykle
              nawiązuje kontakt z przyszłym pracodawcą jeszcze na studiach. Owszem, spora
              część marnuje lata studiów a potem narzeka, że w urzędach pracy nie mają dla
              nich ofert! Współczuję. Tego typu postawa obrazuje podejście współczesnej
              młodzieży - z braku pomysłu na życie pójść na studia (byle łatwe) a potem
              beznamiętnie czekać na oferty pracy z urzędu pracy... Koszmar.
              • mamaningin Re: Kto szuka pracy w urzędach pracy ?? 19.10.09, 11:50
                Ale który maturzysta jest tego świadomy. Racja, jak ktoś jest obrotny to nawet
                bez studiów się urządzi...
              • popisuarka Re: Kto szuka pracy w urzędach pracy ?? 01.10.10, 15:24
                Od czego niby sa te urzedy, jak nie od znajdowania pracy dla bezrobotnych? Sek w tym, ze w dzisiejszej Polsce to pracy po prostu nie ma, a studia wyzsze, w tym tez i doktoranckie, sa dzis w Polsce (i nie tylko) glownie sposobem na opoznienie wejscia mlodych ludzi na mocno niezrownowazony rynek pracy. Chodzi wiec nie o wiedze, a o zmniejszenie oficjalnej stopy bezrobocia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka