vito3 05.02.10, 08:06 ten list jest swiadectwem tego ze opieka spoleczna jest fikcja i sluzy tylko sobie do utrzymania aparatu,jak miala sie matka siedmiorga dzieci krecic przy mopsie moze miala tam kleczec,skandal Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
wyszynek13 Tragedia Anny, matki - listy 05.02.10, 17:26 Jestem mamą kochanej, ślicznej, pogodnej dziewczynki... z czterokończynowym porażeniem mózgowym i jestem w stanie zrozumieć Panią Annę. Jest nam czasami tak ciężko, że trudno to nawet wyrazic słowami. Codzienność z takim dzieckiem wymaga naszego całkowitego oddania, trzeba je pielęgnować 24 godziny na dobę, bo w nocy np. może miec atak epilepsji. Praktycznie nie ma już czasu i miejsca na własne życie i samorealizację. Przy tak chorym dziecku najczęściej jedno z rodziców musi zrezygnowac z pracy, co pociąga za soba pogorszenie sytuacji materialnej. Najtrudniejsza jednak jest świadomość ciężkiego kalectwa własnego dziecka, jego całkowitej bierności oraz lęk o to co będzie dalej? Co będzie jak mi zabrakinie sił? Mam oparcie w rodzinie i w mężu, choc jakoś tak sie składa, że cały ciężar opieki, sprawy rehabilitacji i leczenia, pielęgnacja i cała ta przerażająca odpowiedzialnośc w wyborze terapii spada na mnie. Czasami wydaje się to pracą syzyfową, bo jeden atak padaczki niweczy miesiące rehabilitacji. Nawet w mojej sytuacji nie jestem sobie w stanie wyobrazic jak może sobie poradzić kobieta porzucona przez męża z 7 dzieci w tym dwójką niepełnosprawnych. To po prostu za dużo dla człowieka i gdzie u diabła jest tatuś? Jak sam nie chce pomóc i umywa ręce to może opłacić jakąś pomoc. Czemu na niego nie spada odpowiedzialność? Empatia urzędnicza: Gdy po przekroczeniu przez męża o parę złotych śmiesznie niskiego dochodu na członka rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem (583 zl- idiotyzm) zostały mi zabrane pieniądze ze świadczenia pielęgnacyjnego, pracownik opieki społecznej miał mi do powiedzenia z uśmiechem na ustach: "co się pani martwi, są bardziej potrzebujący". Poczułam się jakby mi ktos dał w twarz, bo co ten człowiek może wiedziec o wychowywaniu całkowicie sparaliżowanego dziecka. Przed urodzeniem córki do głowy mi nie przyszło, że będę zmuszona korzystać z pomocy państwa. Ci bardziej potrzebujący, których wspomniany pan, tryskający empatią, raczył wymienić to w większości rodziny patologiczne, wszelkiej maści pijacy i naciągacze. Z powyższych problemów przy odpowiedniej determinacji i sile woli można wyjść, z porażenia mózgowego niestety, już nie. Pomoc psychologa: Po urodzeniu dziecka, którego ciężki stan wynika z komplikacji okołoporodowych, nie doznałam żadnej opieki psychologicznej, ani w szpitalu, gdzie mówiono mi kilkakrotnie, że dziecko umiera i nie ma juz nadziei (zostawiając mnie z tą świadomością w pokoju z matkami karmiącymi swe zdrowe noworodki) ani już po wyjściu z dzieckiem. O możliwościach jakichkolwiek świadczeń dowiedziałam się po kilku miesiącach. Nigdy wcześnie nie miałam z tym do czynienia. Muszę dodać, że w tym czasie chodziłam z dzieckiem do ośrodka rehabilitacyjnego i do kilku lekarzy specjalistów. Myślę, że na tym etapie juz powinna być jakas informacja o możliwościach pomocy przewidzianej przez państwo. Nie jestem niezaradna ale po traumie jaką przeżyłam po porodzie starałam się skupic się na rehabilitacji córeczki - kilka razy dziennie, podawaniu leków, inhalacjach też kilka razy dziennie no i również na tym aby się nie załamać. Sama starałam się wychodzić z częstych napadów lękowych, z przytłaczającej odpowiedzialności za tą małą bezbronną istotę, zadająć sobie bez przerwy pytanie: czy podołam. Sama nie wiem jak to wytrzymałam, chyba wiedziałam, że musze byc silna dla Niej. Znów nie jestem w stanie wyobrazic sobie nawet ogromu problemów i lęków w przypadku Pani Anny. Córeczka ma 6 lat, w międzyczasie pojawił się zdrowy świetnie rozwijający się synek, dzięki któremu pewnie też jakoś się trzymam. Mam wsparcie w najbliższych. Oczywiście, że korzystam z róznych dopłat do sprzętów rehabilitacyjnych, turnusów itp. ale o tym że coś takiego funkcjonuje dowiadujesz się sama z internetu lub od innych rodziców przewlekle chorych dzieci - niezawodne źródło informacji. Co mają zrobic mniej zaradni, bez dostępu do sieci? W cywilizowanym kraju za jaki Polska ma ambicje uchodzić, rodzice wychowujący poważnie chore dziecko powinny miec jakąś pomoc psychologiczną i powinny mieć zagwarantowaną informację o świadczeniach przysługujących im z tego tytułu. Takie osoby jak Pani Anna nie moga byc pozostawione same bo człowiek jest istota krucha i takiego ogromu nieszczęśc nie da sie znieść bezboleśnie. Joanna Wyszyńska-Gralak - mama Wandy Odpowiedz Link Zgłoś
lexus_400 A wikary z Bogatyni pomyka Audi :) 05.02.10, 17:54 I o swoje dzieci sie nie musi przejmowac ... on tylko dba o ministrantow :) Odpowiedz Link Zgłoś