heterofob2
04.03.10, 07:48
- Córeczko! Ludzie opowiadają, że to i tamto, a tak naprawdę chodziło o
usunięcie zygoty, czyli iluśtam komórek, z których nie wiadomo, co będzie. Z
jednych zygot rozwija się płód, z innych nie, tak samo jak wcześniej jedna
komórka jajowa dojrzała, inne nie. No więc gdy starałam się o aborcję, to
chodziło nie o ciebie, lecz o jedną z takich zygot. Ta zygota nie była tobą.
Zaczął tobą być płód po tym, gdy rozwinął się układ nerwowy na tyle, żeby
zacząć odbierać bodźce. Gdybym zdołała usunąć ten płód (aby ratować oczy), nic
by ci się nie stało: nie urodziłabyś się tu i teraz, ale urodziłabyś się u
innej mamusi. Opierzony Wąż Kecalkoatl wyjąłby twoją duszyczkę z tego
usuwanego płodu i włożył do innego. Zresztą prawdopodobnie przeniósł cię nie
raz: do mnie trafiłaś wtedy, gdy płód innej kobiety obumarł. Kocham cię i
zawsze cię kochałam, odkąd istniejesz. Nigdy bym cię nie dała skrzywdzić.
- Wiem, mamo! Wierzę ci. Kocham cię.