turing_machine EuroPride, heterowstyd 22.07.10, 13:53 Afiszowanie się, obnoszenie się, manifestowanie i epatowanie On: Widziała pani kiedyś, żeby heteroseksualiści obnosili się tak ze swoją seksualnością? Żeby nosili jakieś pióra, przebierali się za kobiety albo świecili golizną?" Ona: No, nie, nie widziałam. Ale właściwie czy prawo zabrania noszenia piór i przebierania się? Ale zaraz..., a karnawał w Rio? Tam to dopiero się dzieje! Miliony prawie całkiem nagich i dziwnie ubranych ludzi. Hetero, i homo pewnie też. Pióra i pióropusze. W rytm muzyki trzęsą się biusty i pośladki. Ale na codzień przecież nikt tam tak nie chodzi. Parada w Warszawie to przy tym pochód pierwszomajowy, tylko tyle, że idący w upale. A taką goliznę, jak na EuroPride, widać w lecie na głównej ulicy mojego miasta. Niektórym panom mamusie nie powiedziały, albo nie słuchali, kiedy mówiły, że same kąpielówki czy gatki są dobre na plaży, a nie do chodzenia po ulicy w centrum miasta. Ja też opalam się w kostiumie, ale nie poszłabym tak do pracy czy do centrum handlowego (śmiech). On: Sama pani mówi, że po ulicy tak się nie chodzi. Ona: Po pierwsze, jak na taką paradę, to golizny było naprawdę niewiele. W telewizji zauważyłam dwóch sympatycznych przebierańców w czerwonych majtkach z piórami na głowie. Wiele osób robiło sobie z nimi zdjęcia. Panie ubrane były w zwykłe letnie bluzki. Tylko niektóre w coś bardziej wymyślnego. W odróżnieniu od Rio, nie było widać nawet jednej gołej piersi. Po drugie, wszystko zależy od okoliczności. Podczas parad karnawałowych dozwolona jest większa swoboda niż zwykle. Legalna EuroPride, ustalona już pewną tradycją, jest właśnie taką karnawałową okazją. Wtedy ulica przestaje być tą codzienną ulicą. On: Ale wie pani, jakoś to dziwnie wygląda, kiedy oni się obściskują i całują publicznie. Ona: A obściskujące się publicznie pary hetero pana nie rażą? Te głośne cmoki, jakieś intymne gesty. On: Czasem rażą. No, ale widok parady może przecież gorszyć dzieci. Ona: Parada odbywa się raz w roku. Wiadomo, kiedy i którędy będzie szła. Jeśli ktoś chce zapobiec zgorszeniu dzieci, może ominąć trasę marszu albo zasłonić dzieciom oczy. A był pan kiedyś na plaży? On: Tak, byłem, a co? Ona: Widział pan ten tłum prawie nagich, obcych sobie ludzi? Wszędzie kręcą się dzieci. Biedactwa nie wiedzą, w którą stronę mają patrzeć. Samo zgorszenie! Nawiasem mówiąc, wielu ciał rzeczywiście lepiej nie oglądać (śmiech)! A taka uliczna parada to dla dzieci przedstawienie, wesoła kolorowa zabawa. Myślę, że dzieci nie robią z tego sensacji. Nie są jeszcze tak pruderyjne jak dorośli. On: Ale przyzna pani, że seksualność jest sprawą tak prywatną i intymną, że nie wypada się z nią publicznie obnosić. Ona: Niezupełnie prywatną. A właściwie całkowicie publiczną. Kiedy facet mówi na przykład "Jadę z żoną na urlop, obchodzimy 20-tą rocznicę ślubu, z synem mamy same kłopoty", to z czym się, za przeproszeniem, "obnosi", jeśli nie ze swoją heteroseksualnością? Jeśli ma narzeczoną, to o czym tak naprawdę mówi, jeśli nie o tym, że prędzej czy później dojdzie między nimi do seksu. Jeśli ma dzieci lub jego żona jest w ciąży, to przecież jest jasne, że uprawia z nią seks. Rzecz w tym, że jest to tak oczywiste, że aż spowszedniało. On: Niby ma pani rację. Ona: I dlaczego jedynie orientacja homoseksualna ma być prywatną sprawą? O tym, że ktoś jest hetero, wiedzą wszyscy naokoło. Wie rodzina, znajomi, a nawet obcy ludzie. Mężczyzna hetero nieustannie manifestuje swoją seksualność. On już nie musi manifestować na paradach. Homoseksualiści robią to może raz w roku właśnie przy takich okazjach, a na codzień nierzadko udają heteryków, po to żeby inni mieli spokój. Ich spokój jest nieważny. Lesbijka musi kręcić, kłamać i udawać, bo inaczej będzie oskarżona o to, że "afiszuje się ze swoją seksualnością". Jeśli powie w pracy "Przyjedzie po mnie moja dziewczyna", to obnosi się. Jeśli pocałuje ją na przywitanie, to manifestuje. Jeśli postawi sobie jej zdjęcie na biurku w pracy, to już epatuje! O, całe kontinuum synonimów mi się utworzyło! On: Całe co? Ona: A, taki ciąg wyrazów bliskoznacznych. On: Aha... Mnie właściwie jest obojętne, z kim kto leży pod kołdrą, byle tylko się z tym nie ujawniał. Ona: W domyśle: nie ma się ujawniać homo, ale hetero może. Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia dowiadujemy się, że premier naszego kraju jest gejem i postawił sobie zdjęcie swojego partnera na biurku w gabinecie. Momentalnie jego seksualność przestałaby być nam obojętna. Jego kołdra urosłaby do rangi sprawy państwowej. Polska by się chyba wywróciła! A na przykład taka premier Islandii jest lesbijką i kilka tygodni temu wzięła ślub ze swoją partnerką. I co? I nic. On: Może dlatego wybuchł ten wulkan? Ona: Nie, wulkan wybuchł już wcześniej (śmiech). A pani Sigurðardottir rządzi dalej. Państwo nie stanęło, ludzi to mało obeszło, a ona robi wszystko, by uratować kraj od bankructwa. Ale u nas kogo by to interesowało? Co tam Polska, Polska nieważna, byle tylko premier się nie ujawniał. On: Zawsze myślałem, że tylko związek kobiety i mężczyzny ma sens i jest zgodny z naturą. Po prostu ludzki samiec poszukuje ludzkiej samicy, a celem jest spłodzenie potomstwa. Tak to już jest. Ona: Szkoda tylko, że o miłości pan nie wspomniał. Czy odmawia pan prawa do zawarcia związku ludziom bezpłodnym, starszym, ludziom, którzy nie chcą już mieć więcej dzieci? A oni też chyba mają prawo do miłości, szczęścia i oficjalnego związku. Nawet Kościół nie twierdzi, że każdy stosunek małżeński ma prowadzić do ciąży. On: Ale jeśli będą małżeństwa jednopłciowe, to może zmaleć przyrost naturalny. Ona: Czy chce pan powiedzieć, że jeśli małżeństw jednopłciowych nie będzie, to geje będą "na siłę" poślubiać kobiety i płodzić z nimi dzieci? Chce pan, żeby je oszukiwali? Chciałby pan ożenić się z lesbijką, która oszukałaby pana, udając heteryczkę? Gratuluję! A przyrost nie zmaleje. Przecież wiele lesbijek, jak większość kobiet, chce mieć i ma dzieci. Można powiedzieć, że w miarę możliwości, żadna macica się nie marnuje (śmiech). On: A ten... no jak on się nazywa... a mniejsza o to, powiedział "Małżeństwo z definicji jest związkiem kobiety i mężczyzny". Ona: Definicje mogą się zmieniać, zawężać lub poszerzać. Definicja nie jest dana raz na zawsze. Już w dziesięciu państwach małżeństwem mogą być dwie osoby niezależnie od płci. A cywilne związki partnerskie możliwe są w większości państw europejskich. W niektórych mogą je zawierać także pary heteroseksualne, jeśli na razie nie chcą wziąć ślubu. On: A te związki i małżeństwa jednopłciowe nie zagrażają tradycyjnym małżeństwom? Ona: W jaki sposób? On: Nie wiem, ale tak się mówi. Ona: Ja też nie wiem. Przecież nikt nikogo nie będzie do takich związków zmuszał. Ona: A pan jest hetero, że tak zapytam? On: No, oczywiście, że hetero. Ona: Nie tak znowu oczywiście, bo jest prawdopodobieństwo przynajmniej 1 do 20, że pan nie jest. On: A pani? Ona: Powtórzę za panem, że seksualność jest tak prywatną i intymną sprawą, że nie wypada się z nią publicznie obnosić. (śmiech). On: Ale mnie pani podeszła! Ona: Po prostu dał się pan wyoutować (śmiech). On: Wyał...co? Ona: No, wyszedł pan z szafy. On: Z jakiej szafy? Ona: Racja, pan nigdy się w niej nie schował. Odpowiedz Link Zgłoś