Dodaj do ulubionych

Badania do leczenia

24.07.10, 09:44
Za każdym członkiem białej mafii trzeba postawić policjanta.
Takie czasy.
Naród nie trzymany za mordę degeneruje się, gdy ma ku temu skłonności uwarunkowane genetycznie...
Obserwuj wątek
    • opinia-pollpressagency Plaga cywilizacji "brudny handel lekami". 24.07.10, 10:44
      Najwieksze brudne pieniadze dostarcza BRUDNY HANDEL LEKAMI przed
      narkotykami, hazardem, prostytucja, przemyslem zbrojeniowym,
      atomowym, lichwiarskimi bankami, ubezpieczeniowym i innymi
      swinstwami.Razem z handlem lekami wystepuja pseudo eksperymenty
      testowania zwierzecego specyfikow na nieswiadomych
      pacjentach.Trudno oceniac koszty spOleczne tej plagi cywilizacji ale
      wynosza one dziesiatki miliardow Euro plus tysiace ofiar
      smiertelnych u kalek. BONAWENTURA.
    • yacek67 Badania do leczenia - nie tylko to o czym w artyku 24.07.10, 10:47
      Dlaczego pacjent ma też nie dostawać wynagrodzenia? Ponosi przecież największe ryzyko. Może ktoś mi to wyjaśni.
      • agulha Re: Badania do leczenia - nie tylko to o czym w a 24.07.10, 14:50
        Takie są międzynarodowe zasady etyczne. Wynagrodzenie dostają tylko ochotnicy w
        I fazie (osoby, które nie są chore), a pacjenci tylko w przypadku wyjątkowo
        uciążliwych procedur - w praktyce nie stosuje się tego. Zapewne zasady te
        ustalono po to, żeby jedynym motywem pacjenta do wyrażenia zgody na udział i do
        pozostawania w badaniu [pacjent ma prawo w każdej chwili się wycofać] były
        spodziewane korzyści ZDROWOTNE, a nie finansowe, żeby pacjent szczerze zgłaszał
        prowadzącemu badanie wszelkie dolegliwości i żeby przyjmował leki zgodnie z
        zaleceniem (bo jak nie chce przyjmować leków, to w obecnym stanie prawnym po
        prostu oświadcza, że "nie będzie tego świństwa więcej brał" i już). Gdyby było
        wynagrodzenie, co by się mogło dziać: zatajanie przed lekarzem istotnych
        okoliczności, które powinny skutkować nieprzyjęciem do badania lub wykluczeniem
        z badania (na przykład: zakażenie HIV albo fakt bycia w ciąży); świadome
        nieprzyjmowanie leków i udawanie, że się je bierze (czyli wyniki byłyby z gruntu
        nierzetelne, fałszywe), umniejszanie odczuwanych szkodliwych skutków leku. Sam
        pomyśl, gdyby za jedną wizytę pacjent dostawał np, tysiąc złotych, to na głowie
        by stawał, żeby go nie wykluczono...A tu chodzi o rzetelną wiedzę.
        • dar61 ludzki materiał 24.07.10, 17:58
          {Agulha} naświetla:

          ...Takie są międzynarodowe zasady etyczne...

          Etyczne, mówi?
          Zawsze mnie ciekawi, jak dzieli się ludzkie króliki doświadczalne na
          grupę do badań i na kontrolną - np. w krucjacie przeciwrakowej.

          Losowo?
          Na rokujących poprawę i tych, co zawalą badania konając przed czasem
          ich zakończenia?
          Wg parytetów dochodów [kopertowych]?

          To, że badania takie są jednostronnym dorodziejstwem - wiadomo od
          dawna...
          • agulha Re: ludzki materiał 24.07.10, 18:26
            Poczytaj te zasady, np. tu: www.ich.org/LOB/media/MEDIA482.pdf.
            Badania kliniczne to nie jest żadna krucjata.
            W ramach programu rozwoju leku X opracowuje się kolejne protokoły. Strategia
            zależy oczywiście od tego, o jaki lek chodzi: ratujący życie/wydłużający
            życie/poprawiający jego jakość, w chorobie nieuleczalnej, czy na przykład
            poprawiający wyniki leczenia w chorobie zupełnie nieźle kontrolowanej lekami
            konwencjonalnymi.
            W badaniach klinicznych nad chorobami nowotworowymi grupa kontrolna również
            otrzymuje leczenie. Porównuje się zazwyczaj grupę (grupy) badane, które dostają
            najlepsze możliwe leczenie standardowe PLUS nowy lek, z grupą kontrolną, która
            dostaje tylko najlepsze możliwe leczenie standardowe. W warunkach polskich
            notabene "najlepsze możliwe leczenie standardowe" oznacza zwykle "leczenie
            lepsze i bardziej nowoczesne od normalnie finansowanego przez NFZ, tym razem
            finansowane przez firmę organizującą badanie kliniczne".
            Stan zdrowia pacjentów rozpoczynających badanie jest zwykle względnie taki sam,
            a jaki ma być - to określa protokół badania, zatwierdzony przez komisję
            bioetyczną i ministerstwo zdrowia. Z reguły prowadzi się badania u pacjentów w
            niezłym stanie ogólnym, tzn. bez powikłań i bez ciężkich dodatkowych chorób
            (jeżeli nie wiesz, dlaczego, chętnie wytłumaczę).
            W badaniach dotyczących ciężkich, nieuleczalnych, śmiertelnych chorób istotnie,
            część pacjentów lub nawet wszyscy oni umierają w trakcie badania. I z grupy
            (grup) otrzymujących nowy lek, i z grupy kontrolnej. Z reguły niezależna komisja
            (poza Polską) na bieżąco ocenia wyniki badania. Ta komisja dostaje wyniki
            "odślepione", to znaczy wie, którzy pacjenci zmarli/mieli poważne problemy
            zdrowotne: czy ci z grupy badanej, czy ci z grupy kontrolnej. Jeżeli nie daj
            Boże okazuje się, że nowy lek stanowi zbyt duże ryzyko (pogarsza wyniki
            leczenia, stwarza dodatkowe komplikacje "gorsze niż sama choroba") albo po
            prostu nie poprawia wyników w porównaniu z badaniem standardowym, zapada decyzja
            o zakończeniu badania, o czym powiadamiane są ośrodki badawcze, pacjenci,
            komisje bioetyczne i urzędy rejestracyjne (w Polsce - minister zdrowia).
            Czy jest coś jeszcze, co chciałbyś wiedzieć o badaniach klinicznych?
            • dar61 Re: ludzki materiał 24.07.10, 22:34
              Cóż, gdybym mógł
              tamże (?)
              mieć wgląd, nie padłoby może z mej strony jedno
              jeszcze pytanie:
              - czy można by wskrzesić mą matkę [o tuż zmarłym po niej moim wuju
              już zmilczę], której czasu na kliniczne eksperymenty na jej
              schorzałym ciele nie starczyło?
              Ale, z rozsądku - i szacunku dla niej, dla wizji idealistycznej
              roztoczonej przez {Agulhę} - pytania tego nie zadam...
              Jednak za próbę wyjaśnienia Szanownej {A.} dziekuję.
            • dar61 Żeński materiał 24.07.10, 22:54
              Zanim sie przekopię przez to podsunięte
              źródło
              miałbym jedno pytanie: jednak nie znajduję
              tam
              właściwe odpowiedzi, dlaczegóż tak w Japonii odyskutowywano potrzebę
              szerszego zastanawiania się nad udziałem kobiet w klinicznycg
              badaniach.
              Czyżby regionalnie były one, hmmm... odsuwane od badań, pozbawiane
              szans na badania nad ich przypadłościami?
              Nie chce mi się wierzyć, by mężczyźni tak desymetryzowali
              eksperymenty badawcze...

              Na razie wracam do grzebania w źródle.
              • agulha Re: Żeński materiał 24.07.10, 23:17
                Hej,
                O, i to jest konkretne pytanie. Nie wiem, dlaczego akurat tam trwały dyskusje na
                ten temat, jednak podejrzewam, że istotnie kobiety mogą być niedostatecznie
                reprezentowane w badaniach klinicznych, ponieważ żelazną regułą we wszystkich
                badaniach jest wykluczenie udziału kobiet ciężarnych i karmiących. Ponadto
                spośród kobiet w wieku rozrodczym tylko te panie mogą uczestniczyć w badaniach,
                które zgadzają się stosować uznawane za skuteczne środki antykoncepcyjne (chyba,
                że styl życia wyklucza tę konieczność - np. u zakonnic). Często stawia się
                również warunek, żeby była to kobieta, która już ma wprawę w stosowaniu danego
                środka. Od pewnego czasu obserwuję zresztą, że od pacjentów obu płci wymaga się
                dołożenia starań, żeby nie zostać rodzicem w określonym czasie jeszcze PO
                badaniu (chodzi o możliwy utrzymujący się wpływ leku, pozostającego jeszcze
                jakiś czas w organizmie, na komórki rozrodcze i na zarodek), i od mężczyzn -
                zobowiązania do starań o niezostanie ojcem w czasie badania. Niektórzy lekarze w
                związku z tym niechętnie włączają do badań pacjentki w wieku rozrodczym.
                Pamiętaj, że badania bywają różne, absolutnie nie tylko w chorobach ciężkich i
                nieuleczalnych. Ja sama uczestniczyłam w badaniu klinicznym jako pacjentka -
                chodziło o leczenie migreny. Skąpa firma zresztą była - na tym etapie mieli już
                zgromadzone dane o wielu napadach migreny i chcieli jak najtańszym kosztem
                zebrać dane o działaniu leku u jak największej liczby chorych, w związku z czym
                badanie obejmowało leczenie tylko 1 napadu i ew. nawrotu. Lek był nowy, z nowej
                grupy, z której jeden lek był wówczas zarejestrowany, był jeszcze objęty ochroną
                patentową (czyli nie było tańszych odpowiedników) i kosztował za 2 tbl. 150 zł,
                to sam rozumiesz moją motywację do udziału w badaniu.
                • dar61 Żeński, wyselekcjonowany materiał 25.07.10, 20:54
                  Niesamowite rzeczy naświetla mi {Agulha} - że też tak badania mogą
                  ingerować w życie osobiste kobiet, żeby nie powiedzieć, że w ich w
                  seksualizm...

                  Przepraszam za dociekliwość, ale łącząc sobie ze źródeł wypatrzony
                  tam wymóg "cost-effective" z regionem, skąd są stowarzyszone w ICH
                  kraje [unijne, Japonia i usańskie stany], wydaje się mi dość
                  prawdopodobnym zarzut o z góry odrzucaniu w badaniach pewnej grupy
                  populacji ludzi. Opowieść o selekcji kobiet ku badaniom mi się z tym
                  ładnie komponuje!
                  Czyżby kraje niezbyt zamożne nie przystawały do badań?
                  Pewnie tam miałyby leki małą per capita skuteczność?
                  Za dużo tu znaków zapytania.
                  Trzeba mieć zdrowie, by chorować [w cyklu badawczym] ;)

                  Co do naszych chęci udziału w badaniach, to chętnie dałbym się
                  skusić tymi, co mogłoby skutecznie u mnie zwalczyć alergie :)

                  Życzę zdrowia i mniej nachalnych dyskutantów samej {Agulhii}
                  [niesamowity nick!].

                  Może jeszcze recepta mała - mnie na me (choć rzadkie, odpukać)
                  głowobóle zawsze skutkuje higiena wzroku, maks. czas snu i palming,
                  co zachwalam!
                  A że pochodzą u mnie właśnie z przeciążania wzroku świadczy, że
                  mijają w sekundę, jak palminguję oczy.

                  Aha - i jeszcze dodam, że mam takie ustawienie w monitorze mym LCD
                  kontrastu i jaskrawości ku minimum, potem - na poziomie ustawień
                  przeglądarki internetowej plus zaawansowanych właściwości ekranu
                  [też krój i wielkość czcionek, ignorujące tu ustawienia narzucane
                  przez np. gazety internetowe!], by pole wszelkich plansz ekranu
                  miało odcień zieleni
                  , dowolnie ciemnej.
                  Działa to w każdym moim edytorze tekstu, mej przeglądarce i
                  internetu, i graficznej.
                  Przyzwyczaiłem się do tego, odzwyczaiłem od bieli ekranów - to
                  działa!
                  Proszę, by {Agulha} sobie tę zieleń przetestowała.
                  • agulha Re: Żeński, wyselekcjonowany materiał 25.07.10, 23:13
                    Dobry wieczór,
                    Z tą zielenią i ustawieniami to może być trochę prawdy, dużo czasu spędzam przed
                    kompem, aczkolwiek łeb mnie potrafi zacząć boleć także zupełnie z dala od
                    komputera...A cp to jest palming?
                    Co do krajów niezbyt zamożnych: 1) uważa się za nieetyczne prowadzenie badań na
                    populacjach, które najprawdopodobniej nie będą miały dostępu do danych leków
                    (wyobraź sobie teraz testowanie leków wyłącznie na Białorusi i Ukrainie, bo
                    tanio, a potem wprowadzanie ich na rynek tylko w Europie Zachodniej, bo tam
                    można uzyskać wysokie ceny - niekoniecznie od samych pacjentów, a np. od
                    niemieckiej kasy chorych) 2) bierze się pod uwagę różnice genetyczne (czy lek
                    sprawdzony na milionie Chińczyków na pewno byłby dobry dla agulhy i dar61?) 3)
                    prowadzenie badań wymaga pewnej bazy - lekarze, sprzęt (część sprzętu się
                    dostarcza, ale nie sposób wszystko), szpitale, przychodnie, firmy kurierskie
                    zapewniające z danego miejsca transport próbek np. w ciągu 48 godzin do
                    laboratorium w Europie Zachodniej czy USA, brak przeszkód celnych przy imporcie
                    leków, sprawnie i etycznie działające władze nadzorujące rejestrację leków i
                    komisje bioetyczne [jeżeli chodzi o sprawność, czyli tempo załatwiania, to
                    Polska niespecjalnie ma się czym chwalić], komunikacja itd itp. Prawdopodobnie
                    są i inne powody, których mogę nie znać (np. wzgląd na przyszłe aspekty
                    marketingowe).
                    Co do alergii, to w Polsce nie ma niestety urzędowego obowiązku podawania do
                    wiadomości publicznej trwających badań klinicznych, w sensie tych, gdzie jeszcze
                    otwarta jest rekrutacja, ale stosowne informacje (także o Polsce) można znaleźć
                    na stronie bodajże www.clinicaltrials.gov - w każdym razie jest link na stronie
                    FDA www.fda.gov. Taki Amerykaniec może sobie poszukać badania na swoją chorobę w
                    pobliżu swojego miejsca zamieszkania.
                    Co do alergii, to mnie na katar sienny radykalnie pomaga prosty, głupi Zyrtec.
                    Bez niego natomiast kicham i mam oczka jak królik.
                    • dar61 Ludzki, odeuropeizowany materiał 26.07.10, 00:39
                      Dobry wieczoronoc!

                      Pamiętam takie czasy, kiedy człeka nie goniło do telewizji, komputer
                      był w powijakach, a ze wzrokiem było wszystko w porządku. I w
                      mózgoczaszce też nic nie rypało.... :)
                      To jedyny chyba, prócz nawyku do lektur, powód naszych kłopotów z
                      bólami głowy - nieprawdaż, {Agulho}?
                      Damskie organiczne skłonności ku temu zmilczę ;)

                      Palming - ...
                      www.self-healing.org/palming/
                      ... ładnie to po polsku brzmi, ale to trywialny i b. skuteczny
                      sposób na higienę wzroku, no i na głowobóle. Żebyż jeszcze starczyło
                      samozaparcia na ćwiczenia mięśni oczu do kompletu, to może by i
                      rzeczywiście te metody umniejszyłyby nam dioptrii do tych z
                      dzieciństwa...

                      ***

                      Badania leków nie powinny mieć miejsce tylko w wyselekcjonowanych
                      krajach. Jeśli mają być potem skuteczne dla populacji żyjących np. w
                      tropikach, z inną presją warunków środowiska, z niską kulturą
                      sanitarną, zestawem pasożytów w trzewiach, jakich np. Europejczycy
                      nie tolerują, to nie dziwiłaby mnie później ograniczona skuteczność
                      niebadanych tam leków,
                      Badania tam mogłyby sprzyjać też, co logiczne chyba, dostosowaniem
                      cen do warunków pozaeuropejskich, do relacji kosztów-nakładów.

                      Jeśli naukowcy chcieliby sterylnych, neutralnych warunków badań,
                      musieliby znów wyhodować sobie człowieka mutanta, wzorem szczura
                      takowego, myszy linii specjalnych, "wygładzonych" w swym DNA...

                      A przecież to nie pozbawi ich potem niespodzianek w reakcji
                      nietypowej, we wpółgraniu z jakimiś niezbadanymi, nieuwzględnionymi
                      warunkami lokalnymi, właśnie w innych klimatach, innych dietach,
                      innej kulturze,
                      Na razie, jak dla mnie, tkwi rasizm w szczegółach założeń
                      tych badań.
                      O pieniądzu, przez wzgląd na otwarty tu do wglądu nasz agorowy
                      dyskurs, nie wspomnę, ale i on pachnie tam mocno.

                      Można w dywagacjach zabrnąć i w pomysły o pozbawianiu prywaciarzy
                      mocy decyzyjnych ku badaniach, o dotowaniu ich czy zamawianiu wręcz
                      przez państwo, a nie niepubliczne koncerny farmakologiczne.
                      Dziś to byłoby nierealne...

                      Choć wtedy może taki wstyd nie miałby miejsca, wstyd jaki się
                      zdarzył w aferach o zakaz produkcji leków-generyków przez
                      nieposiadające patentów fabryki w krajach o dużym problemie z AIDS,
                      co miało miejsce z 10 lat temu.

                      Europa i pochodne naprawdę nie orientuje się, jakie są potrzeby
                      lecznictwa w krajach Południa, jej kłótnie o nazewnictwo czy
                      pierwszeństwo produkcji leków są tak małostkowe, niehumanitarne,
                      merkantylne.
                      Musiał powstać aż taki moloch, jak to ICH, by w branżę wprowadzić
                      trochę racjonalizmu.

                      Ale się nawymądrzałem...
                      A przyczyna?
                      W pamięci mam opowieść bliskiej mi w rodzinie osoby o lokalizowaniu
                      przez prywatny [?] kapitał brytyjski [?] w Polsce ośrodków badań i
                      kuracji radiologicznych, w l. 50./ 60. zeszłego wieku w Z. Górze -
                      może właśnie z przyczyn obchodzenia jakichś surowych procedur,
                      szukania królików doświadczalnych...[?]
                      Ale dzięki tej przeprowadzce ta, opowiadająca osoba, żyła długo.

                      Tu odpuszczę i dam {Agulhiowym} oczom czas na odpoczęcie od mych ...
                      [KLIK!]
                      • agulha Głowa 26.07.10, 13:37
                        No, nie, niestety z tymi bólami głowy to nie tylko to. Od 10 roku życia głowa
                        mnie czasem boli, już to od zmiany pogody, już to od zdenerwowania, nadmiaru
                        słońca, a od ok. 20 lat także po pewnych pokarmach. To rodzinne: bóle głowy typu
                        migreny miewała też prababcia i dziadek (zginął w 1939 r.), no a oni ani z
                        telewizji, ani z komputera nie korzystali.
    • dar61 Badania kliniczne muszą się opłacać 24.07.10, 18:11
      Kto pamięta polskie dzieje wdrożenia jakiejś, np. samochodowej
      licencji na produkcję samochodu, tego artykuł nie zaskoczył.
      Kilkanaście wtedy lat rozmów na poziomie ministerstwa, gdzie przy
      każdej zmianie składu rządu następcy chcieli też swoje uszczknąć.

      Czuli na podstolikowe rąsia-rąsia Japończycy wiedzieli, dlaczego w
      polską rzeczywistość nie chcieli wdepnąć...

      Bardzo się z tym komponuje opowieść pokontrolna w artykule, oj
      baaardzo!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka