Dodaj do ulubionych

Co naprawdę jadł pan Zagłoba

25.04.11, 09:33
A dla mnie Schabowy z ziemniakami i kapustą to najlepsza potrawa świata!!! Wpisywać się pod spodem kto "za"!!!!!
Obserwuj wątek
    • koham.mihnika.copyright ale taki,jak smazy moja kobita albo tesciowa. 25.04.11, 09:40


      bartek.london napisał:

      > A dla mnie Schabowy z ziemniakami i kapustą to najlepsza potrawa świata!!! Wpis
      > ywać się pod spodem kto "za"!!!!!
      • venettina Re: ale taki,jak smazy moja kobita albo tesciowa. 25.04.11, 12:43
        O rany, skad sie biora takie "miszcze" jak Bartek.london???? Z Koziej Wolki?
    • astygmatyk Tatarak i Baby 25.04.11, 09:51
      W latach 50 i 60 tatarak kandyzowany (w cukrze) byl powszechnie stosowany do ozdabiania
      ciast i tortow w kazdej cukierni.. Az dziw, ze Jaroslaw Dumanowski o tym nie wspomina...
      Jakie to byly owe "polskie" baby? Dumanowski nie pisze, ze jeszcze na poczatku XX wieku
      drozdze piekarnicze byly niezbyt popularne... a ciasta musialy przeciez jakos "rosnac" wiec
      wyrabiano je na zakwasie co bylo duza sztuka... Duza i zbyt wyrafinowana by mozna o nia
      bylo podejrzewac polonusow... Nic tez dziwnego, ze obecnie ta prastara sztuka wymarla
      w Europie calkiem poza.... Italia. Wloskie baby (panettone) na zakwasie (levito naturale) maja
      wyjatkowy smak i sa jednym z filarow wloskiego eksportu gastronomicznego. Ostatnio mozna je rowniez nabyc i w Polsce.
      • mat.monika Re: Tatarak i Baby 25.04.11, 13:58
        ASTYGMATYK brawo :) teraz już wiem czemu te pakowane włoskie baby mają taki inny smak:) A faktycznie będąc dzieckiem uwielbiałam ściągac z tortów te zielone aromatyczne słodkie dodatki . Tak tatarak w cukrze jest znakomity. A wracając do treści to mam wrażenie ,ze sprawcą nieścisłości jest autor artykułu a nie bohater wywiadu
      • nesihonsu Re: Tatarak i Baby 25.04.11, 14:17
        A mnie sie wydaje, że to zielone na tortach to arcydziegiel - też bardzo aromatyczny.
        • begleri Re: Tatarak i Baby 25.04.11, 21:42
          i masz rację - to zielone w cukrze to były/są łodygi arcydzięgla, a nie jakiegoś tam tataraku (tfuuu!)
    • tamade Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 09:52
      Schabowy - ohyda. Ścierwo świni obsmażone z pokruszoną starą białą bułką.
      • tacx Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 10:37
        Za Chrobrego łamanie zasad postu kończyło się prosto - wybiciem zębów. ot gdzie tam jakieś jęki plebana z ambony nad grzesznikiem ...
        szkoda ze profesor nie powiedzial o najsławniejszych opojach Rzeczypospolitej. Był jakowys Sanguszko któren nie przypuszczał co znaczniejszych gości jadących przez jego dobra zanim nie stanęli w konkury na picie miodu lub wina. Raz jedyny przegrał - z zakonnikiem ;-)
        Na dworze medicich było to samo co w Polsce - tylko szybciej się skończyło. Wszystko na ostro, aromatycznie i dużo słodkiego. Sam widziałem pasztet z zajecy wypiekany z pięknym wzorem ułożonym z lisci laurowych oraz dekorowany płatkami złota
    • burina Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 10:07
      "Szlachcic schabowego by nie tknął, bo "obsypywanie potraw tartym chlebem żadnego smaku nie czyni, ale potrawę oczernia". Z drugiej strony, dla współczesnych prawdziwa "staropolska" kuchnia byłaby niejadalna. Góry pieprzu, szafranu, imbiru, cynamonu i goździków dodawane do każdej potrawy skutecznie odebrały by nam apetyt.WYBORCZA.PL"


      Gratuluję tak fantastycznego byka ortograficznego na głównej stronie portalu (jeszcze w powiększonym i wyróżnionym kolorem okienku). Artykułu, choć zapowiadał się ciekawie, na pewno nie przeczytam.
      • bene_gesserit Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 10:52

        A gdzie jest niby ten fantastyczny byk?
        • burina Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 13:03
          bene_gesserit napisała:

          >
          > A gdzie jest niby ten fantastyczny byk?
          >

          Na stronie już na szczęście poprawiony, w tym, co wkleiłam jest nadal - łatwo go chyba wysupłać.
          • bene_gesserit Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 13:10
            I z powodu takiego drobiazgu nie czytasz arcyciekawego artykulu, za to tkwisz w watku mu poswieconym? lol
          • jezdziec_apokalipsy Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 15:09
            No chyba nie. Z ciekawości wkleiłem ten tekst to worda. Też niczego nie znalazł. O co to święte oburzenie?
            • tomek854 Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 22:02
              Chyba odebrałyby jest osobno.

              Dziennikarzowi też widać nie pokdreśliło :-)

              jezdziec_apokalipsy napisał:

              > No chyba nie. Z ciekawości wkleiłem ten tekst to worda. Też niczego nie znalazł
              > . O co to święte oburzenie?
      • zigzaur Ogromne ilości przypraw ładowano z bardzo 25.04.11, 11:15
        prostej przyczyny: nie znano lodówek.
        Wyobrażacie sobie współczesną kuchnię bez lodówki?
        • aarvedui w tym wniosku tkwi nieścisłość...spora nieścisłość 25.04.11, 14:46
          zigzaur napisał:

          > prostej przyczyny: nie znano lodówek.
          > Wyobrażacie sobie współczesną kuchnię bez lodówki?

          ale znano lodownie i loszki, gdzie produkty wymagające chłodu trzymano baaaardzo długo.
          poza tym - co mają przyprawy do konserwacji ?
          aby zakonserwować wystarczy - peklować, wędzić, suszyć, kisić, marynować.
          ponadto wszystkie te metody podwyższają walory smakowe i żywieniowe produktów.
          po co dziś kisimy kapustę, skoro już mamy lodówki ? po co wędzimy ryby? przecież lodówki już są ?, etc...

          przyprawiano z prozaicznych powodów.
          po 1 - bo można było! Polska była w doskonałych stosunkach handlowych ze wschodem (chociażby przez Ormian), i wszelkie korzenie, cukry, przyprawy - były dość tanie i dostępne.
          po 2 - bo tak wypada! zwłaszcza na dużych ucztach - im więcej przypraw, potraw, alkoholu, tym "godniej" gospodarz wypadał w oczach gości. kutwienie na przyprawach było źle widziane, a filozofia "zastaw sie a postaw się" była mottem większości Polaków (a szlachty chyba całej)
          po 3 - bo to smacznie i zdrowo. ot tak po prostu. przyprawy są zdrowe i smaczne.

          historie o "zabijaniu smaku zepsutego mięsa przyprawami" to wymysły niektórych zdziecinniałych historyków. u nas mięso nie miało czasu się zepsuć =)
          a żelazne racje np ususzonej na wiór wołowiny były zakonserwowane lepiej niż gdyby maczać je dziś w wszystkich Exxx jakich się da


          • hypertryper Re: w tym wniosku tkwi nieścisłość...spora nieści 25.04.11, 15:00
            >poza tym - co mają przyprawy do konserwacji ?

            To, ze zabijają smak nieco już "przechodzonego" mięsa. Suszone, wędzone czy peklowane mieso też nie jest "wieczne", zwłaszcza trzymane w "loszku" latem...Pamietaj, ze z tego nie zywiła się jedna 4 osobowa rodzina , ale cala szlachecka zagroda, ze słuzbą włacznie, na polowanie nie jeżdziło sie co trzy dni, wiec mówimy o sporych ilosciach miesa, które trzeba było przechować i które nie było zawsze pachnące swieżością.
            • amesh Re: w tym wniosku tkwi nieścisłość...spora nieści 25.04.11, 22:04
              hypertryper napisał:

              > >poza tym - co mają przyprawy do konserwacji ?
              >
              > To, ze zabijają smak nieco już "przechodzonego" mięsa. Suszone, wędzone czy pek
              > lowane mieso też nie jest "wieczne", zwłaszcza trzymane w "loszku" latem...

              No, mięso to raczej u powały, niż w loszku. Po pierwsze proces wędzenia trwał kilka tygodni (nie tak jak teraz - nad ogień i po paru godzinach następne), po drugie po uwędzeniu to mogło wisieć miesiącami. I żeby nie było, że fantazjuję - tak się wciąż jeszcze robi np. na Bałkanach - przywiozłem sobie parę lat temu polędwicę (tak z półtora łokcia) - była tak przepyszna i pachnąca, że aż szkoda mi było zjeść od razu ;-) Nie wiem, dwa? trzy? No na parę miesięcy w każdym bądź razie starczyło - pod koniec trochę wyschła i pokryła się solą, ale żadnych "zapachów" nie nabrała. I zaznaczam, że nie mam "kuchni" (w sensie paleniska), przy którym powinno to wisieć... Inny przykład - za czasów PRLu, kiedy "nic nie było", ale na każdym stole było pełno wędlin ;-) pamiętam, jak się podchodziło do robienia "zapasów" - mój świętej pamięci ojciec "załatwiał" kabana albo jakąś owcę i potem przetwarzał mięso na wędliny. Proces trwał tygodniami, bo a to musiało "powisieć", a to się "pomoczyć" w jakichś tajemnych zalewach, a to w piwnicy swoje odleżeć w smalcu itd. Myślę, że w sumie starczało na dłużej, niż "od polowania do polowania" na szlacheckim dworze. I wierz mi - zero smaku "przechodzonego" mięsa. Co gorsza - jako, że miałem tą szansę nauczyć się smaku "prawdziwego" mięsa i wędlin, to mam przechlapane teraz - w dobie produktów "marketowych" i całego zestawy różnych "E..." widzę, że ludzie jedzą nieświeże mięso, a co najgorsze, przechodzą nad tym do porządku dziennego i może nawet sobie nie zdają sprawy... Nawet w restauracjach, i to czasem również tych drogich... I paradoksalnie - pomimo powszechnej dostępności lodówek i całej "hi-tech" technologii, to raczej teraz mamy większy problem z nieświeżym mięsem, niż nasi przodkowie. A przyprawy? Nadają finezji, nie ma to-tamto... Niby ten sam kawałek zwykłej krowy czy barana, a staje się niezwykły, jak się go odpowiednio przyrządzi i obsypie takimi różnymi... I znów, żeby nie było - miałem przyjemność próbować tego np. w Emiratach, czy Katarze - nie sądzę, żeby musieli zabijać smak "przechodzonego" mięsa w pięciogwiazdkowych hotelach, więc robili to raczej dla przyjemności podniebienia ;-)
              Więc sorry, ale nie zgadzam się z tezą.
          • hypertryper Re: w tym wniosku tkwi nieścisłość...spora nieści 25.04.11, 15:02
            >po co wędzimy ryby? przecież lodówki już są ?,

            Trzymasz wędzone ryby w upale przez tydzień -10 dni na wierzchu? Gratuluję ...
    • michalronsko Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 10:18
      "Da się to zjeść?"
      Widać Pan Szanowny Redaktor specjalista od kuchni włoskiej, francuskiej i Bóg wie jakiej nie zna staropolskiej kuchni, a na pewno jej nie szanuje. Kolego, myślę że da się to zjeść i chętnie bym skosztował prawdziwej polskiej kuchni!
      • doniec83 Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 11:22
        > "Da się to zjeść?"
        > Widać Pan Szanowny Redaktor specjalista od kuchni włoskiej, francuskiej i Bóg w
        > ie jakiej nie zna staropolskiej kuchni...

        Jak widac na podstawie artykulu, niewielu ja zna, bo nie jest to kuchnia wspolczesna jak francuska czy wloska.

        >... a na pewno jej nie szanuje.

        To u nas juz nawet kuchnie staropolska trzeba SZANOWAC? Dobrze sie czujesz? Abstrahujac od tego, kuchnia staropolska moze byc niejadalna dla wspolczesnego Polaka, o czym jest napisane kilka akapitow w artykule, przeczytales go w ogole?

        > Kolego, myś
        > lę że da się to zjeść i chętnie bym skosztował prawdziwej polskiej kuchni!

        To, ze ty myslisz ze da sie to zjesc jeszcze o niczym nie swiadczy. Kazdego dnia na tych forach spotykam coraz wiecej intenetowych specjalistow, ot tu kolejny: nie jadl, ale wie ze jest dobre.


        A artykul swietny, oby takich wiecej.
    • z.wyspy wspaniała rozmowa! jakież to ciekawe! brawo! 25.04.11, 10:34
      skąd przychodzimy...
    • myslacyszaryczlowiek1 A jak wyrabiano cukier? 25.04.11, 11:09
      Cukrownictwo jest najstarszą narodową gałęzią naszej gospodarki. Historia polskiego przemysłu cukrowniczego datuje się od założenia przez hrabiego Henryka Łubieńskiego w 1826 r. cukrowni w Częstocicach.
      To jak wyrabiano wcześniej?
      • zigzaur Re: A jak wyrabiano cukier? 25.04.11, 11:19
        Prawdopodobnie importowano trzcinowy. Produkcja cukru z buraków rozpoczęła się w czasach ogłoszonej przez Napoleona blokady kontynentalnej. Po raz pierwszy wyprodukowano cukier z buraków w okolicach Jeleniej Góry.
        • klara551 Re: A jak wyrabiano cukier? 25.04.11, 11:27
          Pierwsza na świecie cukrownia produkująca cukier z buraków powstała na Dolnym Śląsku w Konarach w 1802 . A wcześniej tylko bogaczy było stać na cukier trzcinowy.
          • hypertryper Re: A jak wyrabiano cukier? 25.04.11, 14:13
            www.wilanow-palac.pl/swiatowa_kariera_cukru.html
            • ardor przed 19 w nie bylo cukru 25.04.11, 15:20
              przed 18 w slodzono miodem, poniewaz cukier byl wytwarzany dopiero od 19 w na szersza skale.
              • kicior99 Re: przed 19 w nie bylo cukru 27.04.11, 05:41
                a jeszcze wcześniej słodem. Stąd zresztą wyrazy "słodki", "słodzić".
      • per_crucem Re: A jak wyrabiano cukier? 25.04.11, 11:40
        wcześniej po prostu stosowano miód jako naturalny słodzik
      • tymon99 Re: A jak wyrabiano cukier? 26.04.11, 08:44
        naszej, tzn. czyjej?
    • zigzaur No proszę! Nasi przodkowie potrafili obywać się 25.04.11, 11:26
      bez kartofli.

      Nie do pomyślenia!
    • pposiew Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 11:31
      Taka ilość przypraw na mięsie była niezbędna. Mięso w kuchni staropolskiej musiało skruszeć, co wiązało się często z tym, że było zepsute i śmierdziało.
    • titta Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 12:03
      Wiele osob przeklada kuchnie indyjska czy indonezyjska nad nudna wspolczesna kuchnie polska. Ja tez do nich naleze. Nie powiedziala bym, ze dodanie przypraw czyni potrawy niejadalnymi.
      • titta Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 12:07
        Dodam jeszcze, ze topinabor jest dosc czesto dzisiaj sadzony -choc glownie dla dzikow, zeby w szkody nie wchodzily. Mozna dostac go w wiekszosci supermarketow. Smakuje - jak slonecznik.
      • mat.monika Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 14:15
        Autor artykułu nadinterpretowal ( jak to goniacy za sesacją dziennikarzyna) wypowiedź o niejadalnej polskiej kuchni ,a czytelnicy mu uwierzyli . Przeczytajcie jeszcze raz uważnie a dowiecie sie ,że bogactwo przypraw-szczególnie ostrych,mieszanie smaków (jak w kuchniach wschodu ) ,czyniło potrawy niejadalnymi ale dla wydelikaconych kuchnią francuską podniebień. My obecnie chętnie skosztowalibyśmy dań słdko -kwaśnych z dużą ilością przypraw. Miło by było stwierdzić,że to co lubimy w kuchni indyjskiej, arabskiej czy chińskiej jest typowo polskim smakiem :) Oczywiście ze względów etycznych trudne by było dla mnie zjedzenie bociana, wiewiórki czy pawia tak jak nie zjem psa.
        • aarvedui była niejadalna dla francuzików i niemców 25.04.11, 14:52
          wszelkie opinie o niejadalności pochodzą od nudnych francuzów albo od topornych niemców.
          mieliśmy też opinie pochwalne - od bawarczyków, olędrów i niektórych włochów.

          więc słusznie zauważasz - nasza kuchnia była niesmaczna dla niektórych, ale naszej szlachcie służyła nieźle do trybu życia - ciągle w siodle, w podróży, kąpiele w strumieniach lub śniegu, etc.
          obcokrajowcy doceniali w relacjach krzepę i wytrzymałość naszych przodków.
          • ardor Re: była niejadalna dla francuzików i niemców 25.04.11, 15:14
            wszystko legendy ;)
    • aerobat Kuchnia, zaiste - nie na wasze gardła, chamy 25.04.11, 12:04
      wcinajcie to, na co rebbe zezwolił.
      Autor pominął był istotną w kuchni sarmackiej kwesti sosów.
      Ale... o czym i do kogo.
      Smacznego!
    • hypertryper Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 14:07
      No i własnie.

      Tyle się mozna nauczyć na historii w szkole o tym, kto , gdzie , kiedy i jak napadł, podbił, rozebrał i zniewolił, ale ANI JEDNEJ LEKCJI przez wszystkie lata edukacji o tym, jak wygladała kuchnia staropolska, a to cholernie ciekawe! I to jest właśnie (e)dukacja w szkole ...
      • amesh Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 23:04
        Och, daty też są fajne, gdyby się je tylko dało zapamiętać ;-) Ja tam żałuję, ze "nie uważałem" na lekcjach historii (no, to eufemizm trochę). Pamiętam taką scenę - stoimy sobie na dachu jakiegoś biurowca w Istambule z moim tureckim odpowiednikiem i palimy fajki. Naturalnie rozmowa zeszła na stosunki polsko-tureckie. I chyba obaj byliśmy podobnie przygotowani "historycznie", bo wiedzieliśmy "ogólnie", ze nasze narody to się łoiły raczej, niż żyły w zgodzie i pokoju, ale wspólnie doszliśmy do wniosku, ze na pewno był taki moment w historii, że razem daliśmy łupnia komuś innemu. Tyle, że nasza ignorancja historyczna nie pozwoliła tego nijak zweryfikować (chociaż może to i dobrze? ;-))

        Ale masz rację - nauczanie historii jest do bani. Tylko jak skompresować te kilka tysięcy lat naszej cywilizacji i wbić do głowy w parę lat? Co rzeczywiście jest najistotniejsze? Jak patrzę na to z perspektywy "szpakowatego już pana", to generalnie najistotniejsze wątki to kto/co/z kim pił, kto/kogo/jak wydutkał i kto/komu/kiedy ryja obił. I nie ma się co dziwić, że w szkole uczą tylko tego ostatniego, żeby nie gorszyć dzieci pijaństwem, czy seksem... ;-) A dopiero później człowiek sam odkrywa, czym się w świecie Polska może pochwalić (panny jak marzenie, Żubrówka i miody pitne, wprawdzie Litwini mają lepsze, ale kto tam w świecie Litwina z miodem widział, a Polaka to i owszem...)
    • nienoto śmieszne to wszystko 25.04.11, 14:19
      tak bronimy tych elementów polskości, które wydaje nam się że są od wieków, a wcale tak nie jest... bez ziemniaków, bez wieprzowiny, za to ślimaki i wiewiórki, a w imieniny post... szok :)
      to przykłady niby tylko z kuchni, ale ile mówią...
      świetny tekst
      • hypertryper Re: śmieszne to wszystko 25.04.11, 14:48
        Ale przecież wiadomo, ze to była kuchnia bez ziemniaków ! Jadło się głownie kasze na tysiace sposobów i tylko ubolewac trzeba , ze ten zwyczaj zaginał, bo zdrowsze to było niz ziemniaki...W zasadzie to jeszcze w XIX w. ziemniaki jadło się b. rzadko...
        • amesh Re: śmieszne to wszystko 25.04.11, 23:35
          hypertryper napisał:

          > Ale przecież wiadomo, ze to była kuchnia bez ziemniaków ! Jadło się głownie ka
          > sze na tysiace sposobów i tylko ubolewac trzeba , ze ten zwyczaj zaginał, bo zd
          > rowsze to było niz ziemniaki...W zasadzie to jeszcze w XIX w. ziemniaki jadło s
          > ię b. rzadko...

          e tam, chyba nie jest tak źle. Rzeczywiście, w głowie mam "standard" w postaci ziemniaków, kotleta i jakiejś surówki, ale kiedyś zrobiłem zaopatrzenie "na zimę" - do piwnicy dwa duże worki kartofli, worek cebuli, worek marchwi i takich różnych.. Dokupowałem inne warzywa, ale półtora worka kartofli zakopałem na wiosnę w ogródku i od tamtej pory przestałem robić zapasy... Wprawdzie wtedy gotowała moja "była", ale chyba potrafimy jeść inne rzeczy, nie tylko ziemniaki, a kartofle to mamy zakorzenione w psychice bardziej, niż naprawdę na codziennym stole.
    • aarvedui bat na wszystkie podróby"staropolszczyzny" 25.04.11, 14:23
      brawo, brawo - obowiązkowo trzeba to tłuc młotkiem do głowy wszelkim restauratorom.

      kuchnia polska była korzenna, aromatyczna, ostra, słodka, kwaśna i słynęła ze wspaniale przyrządzonych mięs, ale i warzyw strączkowych, "ogórków" i innych.

      dość tej taniej miernoty podpisywanej fałszywie "staropolszczyzną"
      • hypertryper Re: bat na wszystkie podróby"staropolszczyzny" 25.04.11, 14:51
        A gdzie ty znajdziesz restauratora, którego by było stac na kuchnię oparta na dziczyźnie? No i wtedy to 3/4 powierzni Polski pokrywały lasy - teraz zostały tylko skrawki tych lasów...
        • aarvedui przed komentowaniem - przeczytaj cokolwiek 25.04.11, 14:56
          tak to wysnujesz jakieś pierdoły o dzikich wołach, dzikich kurczakach, dzikiej kaszy, cebuli, smalcu, dzikich korzeniach i przyprawach i dzikich kiszonych warzywach.

          być może to zbyt dziki móżdżek każe ci dostrzegać wszędzie dziczyznę, nie wiem, psychiatrą nie jestem. ;>
          • hypertryper Re: przed komentowaniem - przeczytaj cokolwiek 25.04.11, 15:05
            Słuchaj człowieku, zanim się do kogokolwiek odezwiesz, zastanów się nad formą w jakiej się wypowiadasz. Bo jest niegrzeczna i wulgarna.
        • amesh Re: bat na wszystkie podróby"staropolszczyzny" 25.04.11, 23:16
          Och, przecież to nie musi być dziczyzna. Wystarczy, żeby mięso nie było pompowane wodą ani mrożone. No, może również niekoniecznie ze świni (nie mam żadnych oporów moralnych, schabowego nawet lubię, ale smakowo to świnia jest daleko z tyłu peletonu). Problem jest w tym, że współczesna "staropolskość" w rozumieniu restauratorów sięga jakieś 50 lat wstecz, a nie 500.
    • rraaddeekk Co naprawdę jadł pan Zagłoba 25.04.11, 15:04
      "Gdy w drodze do Warszawy złożony z protestantów orszak księcia Bogusława Radziwiłła pożywił się mięsem w czasie postu, wywołał tumult i bijatykę. O mało nie skończyło się to wymordowaniem "postołomców" przez pobożnych mieszkańców okolic Warszawy. "

      Pojmowanie pobożności i katolicka miłość bliźniego do dzisiaj niezmienne :)
    • 0ffka "smacznego" 25.04.11, 15:06
      www.youtube.com/watch?v=vGC9XtnHSU0&feature=related
      • tomek854 Re: "smacznego" 25.04.11, 22:09
        0ffka napisała:

        > www.youtube.com/watch?v=vGC9XtnHSU0&feature=related

        Wojująca wegetarianka jak mniemam? Nieważne, że nie na temat, nieważne, że nawet nie związane z tematem wegetarianizmu (jakby te świnki hodowano bo są piękne i pachnące, a nie do jedzenia, a dopadłaby je zaraza też by je trzeba było w jakiś sposób zabić) tylko z tematem nieludzkiego traktowania zwierząt które powinno się uśpić w sposób humanitarny, ale można wkleić, bo straszne, nie?

        Zgadzam się z Tobą straszne. Ale schabowy dalej lubię ;-) (abstrahujac od tego, czy to kuchnia polska, czy niemiecka ;-) )
    • ardor schabowy z kapusta i kartoflami 25.04.11, 15:12
      to jest typowa kuchnia niemiecka.
      Polska kuchnia jest beznadziejna.
      Mieszanka niemieckiej i rosyjskiej.
      • quanti Re: schabowy z kapusta i kartoflami 25.04.11, 17:15
        Z domieszka austro-wegier i zydowskiej. Kuchnia polska zaniknela jak widac z artykulu.
      • tymon99 Re: schabowy z kapusta i kartoflami 25.04.11, 22:40
        bzdura.
        schabowy pochodzi z kuchni austriackiej - to wieprzowa wersja wienerschnitzla.
        (choć włosi twierdzą, że wienerschnitzel to cotoletto milanese..)
    • jar-ry Co naprawdę jadł pan Zagłoba 26.04.11, 12:02
      Jadł to on takie "bele co" ale za to co i jak pił?
      I tu powinna zacząć sie prawdziwa polska sarmacka dyskusja.
    • mathias_sammer Co naprawdę jadł pan Zagłoba 26.04.11, 12:08
      wiecej takich artykulow!
      m.s.
    • kicior99 Co naprawdę jadł pan Zagłoba 27.04.11, 05:46
      Muszę podziękować za ten artykuł. Szkoda, że takich rzeczy nie uczą w szkole na historii - a powinni.
      • ardzuna Re: Co naprawdę jadł pan Zagłoba 05.09.11, 22:59
        Chciałabym trafić do restauracji, w której serwują prawdziwe staropolskie dania. Najlepiej te bezmięsne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka