Dodaj do ulubionych

Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzysztof...

12.02.12, 21:14
Nic dodać nic ująć. :-)
Obserwuj wątek
    • asiunia311 Re: Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzyszt 12.02.12, 21:57
      Doprawdy, wielcy mordercy ludzi: Lenin, Stalin, Dzierżyński, Jeżow, Beria, Hitler, Himmler, Heydrich, Mao Zedong, Pol Pot byli zupełnymi ateistami, wolnymi od wpływów "mitologii . Religijni byli wprawdzie Czingis-chan, Batu-chan i Timur, dwaj pierwsi wyznawali jednak szamanizm, a Timur - islam. W porównaniu z wyczynami tych osobników wszyscy chrześcijańscy inkwizytorzy razem wzięci mają na sumieniu kilka tysięcy spalonych heretyków i kolejne tysiące więzionych i torturowanych, wszystko to na przestrzeni 700 lat.



      Taaaa... wystarczy pocieszyć się, że Hitler i Pol Pot byli ateistami i zaraz się humor poprawia. A zwłaszcza, jak się podkreśli, że Czingis-chan i Timur nie mieli nic wspólnego z chrześcijaństwem. Doprawdy, nie powalił mnie tekst pana Vargi na kolana, był co najwyżej przeciętny; ale zniesmaczają za to pełne samozachwytu peany na cześć religii, która ma na sumieniu Inkwizycję. Żenujące.
      • piotr7777 Re: Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzyszt 13.02.12, 17:35
        asiunia311 napisała:


        > Taaaa... wystarczy pocieszyć się, że Hitler i Pol Pot byli ateistami i zaraz si
        > ę humor poprawia. A zwłaszcza, jak się podkreśli, że Czingis-chan i Timur nie m
        > ieli nic wspólnego z chrześcijaństwem. Doprawdy, nie powalił mnie tekst pana Va
        > rgi na kolana, był co najwyżej przeciętny; ale zniesmaczają za to pełne samozac
        > hwytu peany na cześć religii, która ma na sumieniu Inkwizycję. Żenujące.

        Inkwizycja istnieje do dziś w procesie karnym.
        Polega ona na tym, że sąd dąży do poznania prawdy obiektywnej i sam z urzędu przeprowadza dowody. W odróżnieniu od procesu kontradyktoryjnego gdzie sąd przyznaje rację temu, kto przedstawił bardziej przekonujące dowody. Czyli np. jeśli kupiłeś wybrakowany towar a nie masz paragonu to twój pozew zostanie oddalony.
        Oczywiście klasyczny proces inkwizycyjny zakładał swobodną teorię dowodów, dopuszczał tortury jako środek wymuszania zeznań etc., ale nie to było jego istotą.

        W tym sensie jeśli cywilizacja chrześcijańska stworzyła proces inkwizycyjny nie ma się czego wstydzić.
      • komarrek Re: Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzyszt 19.02.12, 14:16
        Według Ciebie gość, który w Mein Kampf napisał że wypełnia wolę boga był zadeklarowanym ateistą. Gratuluję pomysłowości. Kolejny z wielkich zbrodniarzy, a mianowicie tow. Stalin, był kształcony w seminarium... a skoro mówimy o II Wojnie Swiatowej to nie zapominajmy o WSZYSTKICH państwach walczących w koalicji z Hitlerem czyli m. in. Słowacji, która zaatakowała Polskę, a rządził tam wtedy ksiądz Josef Tiso... Kolejne państwo to Japonia, którą rządził wierzący cesarz Hirohito... Liczysz ofiary zbrodni jakich dopuścili się wierzący oraz ateiści? To nie zapomnij o obozie Jasenovac w którym zginęło kilkadziesiąt do kilkuset tysięcy ludzi. I co udowodniłaś Asiu? Najlepsze jest to że nawet gdyby oni wszyscy byli ateistami to i tak nie świadczyłoby o niczym ponieważ żaden z nich nie mordował dlatego że był ateistą bo ateizm to jedynie brak wiary w bogów, sam w sobie nie łączy się z żadną ideologią i żadnym systemem wierzeń, kodeksem itp. Innymi słowy ateista nie ma żadnego boga w imię którego powinien mordować. Jeżeli już morduje to z prozaicznych powodów, dla kasy, władzy albo dlatego że jest psycholem. Nie ma to nic wspólnego z wiarą w boga lub jej brakiem.
      • lord.wiader Re: Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzyszt 07.04.12, 15:33
        A najciekawsze jest to, ze obwinieni, o ile mieli wybor, woleli oddawac sie pod sledztwo inkwizycji niz sadow "cywilnych". Pod inkwizycja wieksza byla szansa na uniewinnienie. Nie mowi sie tez o dzialaniach kk zmierzajacych do utemperowania najbardziej zagorzalych inkwizytorow. Natomiast dzisiaj cala instytucja jest postrzegana przez pryzmat Torquemady... To tak jakby demokracje postrzegac przez pryzmat Robespierra. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego w Europie w takiej modzie jest deformowanie wlasnej historii.
    • benek231 A mnie zadne kazania nie podobaja sie :O) 12.02.12, 23:40
      "Główny argument za ateizmem okazuje się uwikłany w sprzeczność: jeśli dobry Bóg istnieje, jest on fałszywy; jeśli nie istnieje, nie ma znaczenia."

      Więcej... wyborcza.pl/1,76842,11125456,Nie_podoba_mi_sie_panskie_kazanie__Do_Krzysztofa_Vargi.html#ixzz1mD6p5Hws

      Cos sie szanownemu panu pokickalo, bo ateisci nie probuja rozumowac w ten sposob, a wiec nie moga byc uwiklani w imputowna sprzecznosc. A juz z cala pewnoscia nie ma w naszych rozwazaniach slowa "jesli". To wy uwiklani jestescie w sprzecznosci, co staracie sie wygladzic tajemniczymi minami, w polaczeniu hurra optymistyczna wiara, ze juz ten wasz bog dobrze wie co robi, gdy nasyla na chlopaczka ksiedza pedofila, bo tym wieksza nagroda spotka go w niebie. Tyle, ze po takim bogu to ja i w niebie spodziewalbym sie podobnego psikusa. :P
    • youngcontrarian Czerwono-brunatno-czarne odcienie totalitaryzmu 13.02.12, 07:29
      Czy boski kult Kim Dzong badz wyciety z kartonu rocznicowy Chomeini az tak bardzo roznia sie od zbiorowej schizofrenii i paranoi na punkcie Karola Wojtyly? Czy te otumanione, nie zdolne do racjonalnego i samodzielnego myslenia twarze na wiecach w Pnonjangu czy Teheranie nie przypominaja wam stada bezmyslnych i bezwolnych owiec i baranow na katolickich spedach na Jasnej Gorze czy Licheniu? (pragne od razu uprzedzic obrazonych religijnych entuzjastow, ze okreslanie wiernych w kategoriach trzody nie jest moim wymyslem).
      Coraz czesciej slysze wsrod swoich “wierzacych” przyjaciol, znajomych a nawet czlonkow mojej rodziny glosy krytykujace hierarchie KK. Niektorzy – co odwazniejsi - posuwaja sie nawet do otwartego oskarzania instytucji koscielno-watykanskich o naduzywanie wladzy, chciwosc, zaklamanie, o wykorzystywanie "dobrego imienia boga" i wypaczanie “chrzescijanskiej moralnosci” i nauk Jana Pawla II. (Dla mnie flirt z Wojtyla zakonczyl sie bardzo wczesnie; tuz po jego wizycie w Chile w kwietniu 1987. Polski papiez tak się "przejął" losem ofiar Pinocheta, że..... odznaczył kata Narodu Chilijskiego orderem za długoletnie pożycie małżeńskie.) sacolargo.files.wordpress.com/2011/02/jp2-pinochet.jpg
      Naiwnosc tych rozpaczliwych, zdesperowanych apologetow chrzescijanstwa jest wrecz tragikomiczna. Przeciez jeszcze 300 lat temu za te slowa zostaliby oni spaleni na stosie jako heretycy przez hierarchow SWOJEGO WLASNEGO KOSCIOLA. Jak bardzo przypominaja mi oni idealistow/apologetow konajacego komunizmu gloszacych/zapowiadajacych “oczyszczenie wlasnych szeregow z ideowo wrogich/obcych elementow (czytaj “czystki)” , “ideologiczne reformy” , "odnowe/perestrojke", "socjalizm z ludzka twarza" czy "socjalizm-tak - wypaczenia-nie"?
      Ilez razy to przerabialismy? Nieszczesnicy nie zdaja albo niechca zdac sobie sprawy z tego, ze TOTALITARYZM jest nie reformowalny.

      Doktrynalne klotnie pomiedzy glownymi swiatowymi wyznaniami a nawet pomiedzy ich odlamami (protestanci i katolicy, szyici i sunnici..) do zludzenia przypominaja (rowniez czesto bardzo krwawe) rozrachunki pomiedzy roznymi frakcjami komunistycznego totalitaryzmu: marksisci, stalinisci, trockisci, maoisci, titoisci, eurokomunisci. Wszyscy oni twierdza, ze sa tymi prawdziwymi reprezantami jedynie slusznej ideologii, posiadajacymi wylacznosc we wlasciwym jej rozumieniu i praktycznym jej egzekwowaniu.
      Stoi za tym zwykle samozwanczy arcy-oportunista/manipulator potrafiacy nakarmic zglodniale masy demagogiczna papka i to we WLASCIWYM momencie historycznym. Papka ta z reguly sklada sie z martyrologii, wskazywania winnych, pochlebstw i obietnic bez pokrycia (zblizona metoda stosowana jest rowniez przez uwodzicieli) . Po objeciu emocjonalnej kontroli na rozhisteryzowanym plebsem pozostaje otoczenia sie slepo wiernymi i uprzywilejowanymi pretorianami i bezwzglednym aparatem ucisku (Inkwizycja, Gestapo, NKWD/KGB, Ub, Stasi) znika potrzeba ukrywania pozorow. Obowiazkowym elementem jest obecnosc wrogow wewnetrznych i zewnetrznych ...a jak sie ich nie ma to sie ich wymysla (szatan czy szpieg i sabotazysta). Pozostaje stworzenie nowej historii i mitow, potem przyswojenie sobie atrybutow nieomylnego zbawiciela i droga do niepodzielnej DOZYWOTNIEJ wladzy absolutnej jest nie zagrozona. Nie obchodzi sie rowniez bez totalitarnych “cudow i zabobonow”. Wyjatkowo przesadni Goebbels i Hitler wierzyli, ze smierc Roosevelta jest znakiem zbawienia od Boga. Ludzili sie, ze jest ona proroctwem ostatecznego zwyciestwa III Rzeszy. Hitler panicznie unikal tradycyjnej medycyny oddajac swoje zdrowie w rece lekarzy-szarlatanow.
      Kierowany poczuciem “boskosci” i strachem przed smiercia Stalin finansowal prace “prof.” Bogomolca nad ...“eliksirem mlodosci”. Inny slynny stalinowski “akademik” Lysenko wslawil sie bajeczno-biblijna doktryna o podwojnych zniwach kazdego roku w Zwiazku Radzieckim. Oczywiscie jego wymyslona na potrzeby rezimu pseudonaukowa propagandowa mitologia przestala byc obowiazujaca wraz ze smiecia jej sponsora.
      O groteskowosci “przemyslu cudotworczego” Kosciola Katolickiego nikomu nie trzeba przypominac.
      Trudno nie oprzec sie analogiom istniejacym pomiedzy relacjami Stalina z “mini-stalinkami” w krajach satelickich Bloku Wschodniego a Watykanem i bezwarunkowo podporzadkowanym mu wasalom w tym komercyjno-teopolitycznym katolickim imperium. Bardzo podobne mechanizmy obowiazywaly w relacjach Hitlera z jego karykaturalnymi satrapami w Rumunii, Slowacji, Chorwacji, Norwegii, we Francji czy na Wegierzech w okresie II wojny swiatowej.
      W tym wewnetrznie badz zewnetrznie narzuconym, zamknietym modelu/ustroju spoleczno-politycznym kazda forma sprzeciwu czy nawet niezaleznego myslenia lacznie z kwestionowaniem sfabrykowanych mitow jest odstepstwem od “wiary” i w istocie przestepstwem. Dodac mozna do tego pokazowe procesy/Inkwizycja, podczas ktorych zmuszano ideologicznych “heretykow” do publicznego wyrazania skruchy co zreszta i tak nie uchronilo ich przed najgorszym. Totalitaryzmy maja to do siebie, ze przyznanie badz nie przyznanie sie “oskarzonego” do winy jest interpretowane zawsze w ten sam sposob. Poprzez indoktrynacje, propaganda i zastraszanie waska samozwancza/samowybierajaca sie klika z czasem uzyskuje absolutna kontrola nad oglupionymi/zastraszonymi masami. Jego samokontrola opieraja sie na patologicznej podejrzliwosci i powszechnie aprobowanym donosicielstwie. Ewentualnie taki skoszarowany system spoleczny staje sie latwo kierowanym prawie samonapedzajacym sie mechanizmem manifestujacym sie uniformizacja wszystkich aspektow zycia danej grupy spolecznej/religijnej kolektywnym dzialaniu i stadnym wyrazaniu uczuc (na rozkaz). Nad wszystkim dominuje STRACH przed okrutna kara: obozem pracy/koncentracyjnym badz pieklem.
      Przewaga i sukces kazdej ideologii/demagogii religijnej polega na tym, ze jest ona przekazywana w formie miedzy-pokoleniowej indoktrynacji pod plaszczykiem tzw. tradycji i na dodatek cieszac sie spolecznym i konstytucyjnym immunitetem od jakiejkolwiek racjonalnej/naukowej weryfikacji.
      Najwieksza trudnoscia, przed ktora stoja swieccy humanisci (i ludzkosc) jest fakt, ze w momencie kiedy pisze te slowa na calym globie ziemskim narodzily sie miliony istnien ludzkich, ktore nie majac szans na swiadome okreslenie swojego swiatopogladu nadmuchuja statystyki korporacjom religijnym.

      "Te wszystkie bzdury o komunizmie to bajki na potrzeby ludu. Ludzie musza miec jakas wiare. Zabrano cerkwie... rozstrzelano cara. Przeciez to trzeba czyms zamienic. Wiec niech lud buduje sobie ten komunizm... "Leonid Brezniew – z rozmow w zamknietym kregu rodzinnym
      (Лaриca Вacильевa – "Дети Кремля")
    • wersal-55 Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzysztof... 13.02.12, 17:52
      Ma pan racje,glupota kazan to wyrafinowany sposob na glupote wiernych.Watykan doskonale zdaje sobie sprawe z konca kosciola.Koscol popelnil wiele zbrodni,panska TZ.wiara to niewiedza i to gleboka.Czy wasza wiara bedzie istniec nie,odpowiedz bedzie bezwgledna.
    • komarrek Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzysztof... 19.02.12, 14:05
      Panie Dariuszu jako ateista mam do pana pytanie - jeżeli pana bóg jest istotą doskonałą (a co za tym idzie samowystarczalną) to po jaką cholerę tworzył cokolwiek? Istota doskonała, nieskrępowana czasem ani prawami fizyki nie potrzebuje do szczęścia wszechświata, jego planet, ludzi, zwierząt, świętych ksiąg... a zwłaszcza aniołów. No bo na co pomocnicy, asystenci istocie doskonałej? Po nic. Wniosek nasuwa się sam i można go zobaczyć albo zasłonić sobie oczy. Wybór należy do pana.
      • 6burakow Re: Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzyszt 19.02.12, 14:27
        bo bog jest niezbadany...
        a wiara jest tajemnicza...
        i nie mozna nic wyjasnic bo byloby to swietokradztwem...

        Ale dlaczego takie moronskie rozwazania sa prowadzone na uniwersytetach i nauczane w szkole?
    • ju-li1 Re: Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzyszt 19.02.12, 14:13
      kirdan1 napisał:

      > Nic dodać nic ująć. :-)

      Ja bym jednak ujęła ten wybór między kazaniami abpa Michalika, a ateistycznym kaznodziejstwem. Oba niestrawne.
      Poza tym tekst OK.
    • taglinda niewiedza nie broni, kłamstwo plami 19.02.12, 14:33
      Autor bardzo lekko przechodzi do porządku dziennego nad faktami.

      Taki Hitler to nie Kuba Rozpruwacz, i dosłownie rąk swoich krwią nie brudził, wobec czego jego osobista wiara/niewiara nie ma większego znaczenia. Znaczenie ma miejsce Boga wskazane Mu w ideologii nazistowskiej. "Gott mit uns" coś Panu mówi?

      No i ta lekkość w szacunku ofiar prześladowań religijnych oraz wyjątkowa wybiórczość we wskazywaniu okoliczności tychże... Niesmaczne, Panie Autor, niesmaczne....

      konkludując - nie dziwię się, że czuje się Pan bezpieczniej w intelektualnych objęciach biskupa Michalika. Ale nie wiem, dlaczego uznał Pan za stosowne, aby tym się pochwalić.
    • jabmax Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzysztof... 19.02.12, 23:36
      "Inkwizycje i wojny religijne to zresztą sprawy z przeszłości, wielokrotnie odgrzewane kotlety, w dzisiejszym świecie to chrześcijanie są prześladowani ..."

      -kotlety powiadasz? Przyjrzyj się... "kucharzom":

      Pewien chłopiec(Rudolf) urodzony( w Baden-Baden) i wychowywany w porządnej, katolickej rodzinie, ministrant(ojciec chciał aby został księdzem), wzorowy mąż, ojciec 5-ciorga dzieci...oraz ...komendant obozu w Oświęcimiu- odpowiedzialny za śmierć 1,2-1,5 mln, (w 90% Żydów z całej Europy), przed egzekucją złożył katolickie wyznanie wiary, wyspowiadał się i przyjął komunię św...- apostata, ba, można powiedzieć rasowy ateista... -Rudolf Franz Ferdinand Höß, SS-Obersturmbannführer, komendant niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau w latach 1940–1943.

      Symbioza faszyzmu z religią

      A tu m.in. kościólek do którego biegał mały Adolfek Nazi Artifacts . Tam nauczył się miłości chrześcijańskiej do wszystkich ...zwłaszcza do Żydów.
    • hazibula Re: Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzyszt 23.02.12, 14:48
      nic dodac, wszystko ujac. Pan Grzybek sobie pozartowal i tyle.
    • kotek.filemon Re: Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzyszt 23.02.12, 15:04
      "Dodam jeszcze, że nie podzielam Pana wiary w "racjonalny ateizm". W istocie jest on sam pewnym rodzajem wiary, w dodatku mocno uwikłanym emocjonalnie."

      To, że ateizm jest rodzajem wiary jest debilnym argumentem religijnie opętanych. Ateista nie tyle nie wierzy w nieistnienie bóstw, ateista po prostu wie, że ich nie ma. Opozycją wiary jest wiedza, nie niewiara.
    • princealbert ten list jest smieszny 23.02.12, 15:43
      ateisci musza wypracowac dobre argumenty by przekonac swiat o nieistnieniu Boga?

      Jako ateista wisi mi czy ktos wierzy (w krasnoludki, Jezusa czy UFO) czy nie. Kaznodziejstwo jest domena ludzi religijnych.
    • herbapol Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzysztof... 26.02.12, 16:44
      Problem w tym,że te całe rozważania nie wiele są warte.Wiara towarzyszy ludziom od zarania dziejów i jest odpowiedzią na ich bezsilność i niewiedzę.Jakoś trzeba było wytłumaczyć sobie ogniste gromy bijące z hukiem w ziemię.I sobie je tłumaczono.Raz tak, raz inaczej.Dyskutowanie czy religijność lepsza jest od ateizmu (bądź odwrotnie) nie ma najmniejszego sensu,bowiem religijność oparta jest na wierze,co oznacza przyjmowanie za prawdę twierdzeń których zweryfikować nie można.Ponadto człowiek jako stworzenie stadne,zawsze będzie szukał oparcia w grupie,bo tylko tam czuje się bezpiecznie.Ateizm zawsze pozostanie domeną ludzi,którzy takiego oparcia nie potrzebują.ludzi którzy nie kupują opasek magnetycznych leczących wszelkie choroby,plastrów wysysających trucizny przez pięty i nie oczekujących odpustu wiecznego po wielkim poście.Człowiek ma mały wybór:albo wie,albo wierzy.Tertio non datur.
    • piotrek410 Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzysztof... 07.04.12, 20:59
      Ten bełkot religionistów staje się coraz bardziej agresywny...

      a te teologiczne zawijasy coraz bardziej schizofreniczne...
    • piotrek410 Etyka i religia 07.04.12, 21:05
      Każda z wielkich religii monoteistycznych uznaje, iż jej misja nie ogranicza się do teorii zbawienia, ale także do wychowania moralnego, które ma to zbawienie wierzącym zapewnić. Każda z nich uznaje zarazem, iż jej wskazania moralne obowiązują zarówno wierzących, jak i niewierzących, podzielających ich wiarę, jak też wyznających z ich punktu widzenia herezje. Do dziś obecny jest zarówno w części kultury europejskiej, w USA, a zwłaszcza w kulturze islamskiej, pogląd, iż wychowanie religijne jest niezbędnym warunkiem zapewnienia w społeczeństwie ładu moralnego i społecznego szacunku dla wartości etycznych. W rzeczywistości jednak religia nie zapewnia żadnego uniwersalnego porządku etycznego, a propagowane przez nią ideały w dużej mierze nie są nawet wartościami w sensie etycznym.

      Prominenci religijni najważniejszych wyznań wpoili w ludzkość w przekonanie, że religia jest tożsama z etyką, co w najdoskonalszy sposób wyraził, sam mocno w to wierząc, autor Braci Karamazow, w słynnym stwierdzeniu, że jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno. Zgodnie z tym przekonaniem wychowanie religijne jest wychowaniem etycznym, bo religia ma kształtować normy religijne, niemożliwe do określenia poza nią. Jest to przekonanie podobnie fałszywe jak to, że religia stanowi podstawę etycznego ładu w społeczeństwie.

      Komentując udział polskiego Kościoła instytucjonalnego w pracach nad ustawą o in vitro abp Józef Michalik zadeklarował: "Kościół jest zainteresowany etyką, a nie polityką" ("Gazeta Wyborcza" z 7.10. 2009 r.). To, co sprawia wrażenie pozornej oczywistości, jest w gruncie rzeczy świadomym fałszem. Kościół interesuje się bowiem przede wszystkim religią, a nie etyką i z całą pewnością prowadzi lobbing polityczny, w przypadku tej ustawy posuwając się zarazem do zupełnie nieetycznych środków (manipulacja pojęciami, znieważanie rodziców dzieci z probówki, szantaż i groźby wobec parlamentarzystów). Gdyby abp Michalik chciał powiedzieć całą prawdę, powinien stwierdzić, że Kościół jest zainteresowany, by wszelkimi dostępnymi metodami nadać tej ustawie kształt zgodny z katolicką normą religijną. Podobny sens miała ostatnia publikacja o in vitro przygotowana przez kilka pism katolickich, w tym przez zasłużony dla polskiej kultury "Tygodnik Powszechny", który być może w ten symboliczny sposób zamknął rozdział swojej historii, w której był on głosem rozważania wartości, a nie tylko tubą religijnej doktryny.

      Kościół w Polsce chce nas dziś ze szczególną mocą przekonać nie tylko do tego, że religia jest równoznaczna z etyką, ale także, że religia katolicka jest jedyną etyką możliwą do przyjęcia. Wynika to zapewne z poczucia zagrożenia światem wartości etycznych bez religii, którego wzór tworzy dziś zachodnia Europa. "Jeśli chcemy ocaleć, musimy poddać się etyce Boga" - pisał Franciszek Kucharczak w "Gościu Niedzielnym" (nr 45 z 2009 r.). Zgodnie z tą myślą Bóg zapewnia etyczny fundament dla ludzkości. Tyle tylko, że "etyka Boga" to nie etyka, lecz religia i zapewnia ona co najwyżej religijny fundament świata. O którego Boga zarazem chodzi? Zdaje się, że zawsze Boga tego wyznania, do którego przynależy ten, kto się na niego powołuje. I wciąż teza ta nie rozwiewa wątpliwości: skąd wiadomo, że Bóg w ogóle istnieje oraz że myśli o etyce to samo, co pan X lub jego autorytety religijne?

      Uznaliśmy za truizm twierdzenie, że religijność oznacza moralność i że jest jej warunkiem koniecznym. Że bez religii moralność jest niemożliwa. Tymczasem twierdzenia te są dużo mniej oczywiste niż się wydaje. Poziom ludzkiej moralności zasadniczo nie zależy bowiem od religijności. Zachowywanie religijnych norm, kultywowanie religii, nie musi wcale iść w parze z poziomem moralności ani jednostkowej, ani społecznej. I przeciwnie - brak religii, nie musi oznaczać etycznego ani społecznego zamętu, co pokazuje współczesna zachodnioeuropejska kultura. Gdyby poziom moralności rósł wprost proporcjonalnie do poziomu religijności, polskie społeczeństwo powinno być najbardziej moralne w Europie. Proste obserwacje nie potwierdzają tej tezy. Polacy z punktu widzenia praktykowania wymogów katolickiej świętości są na pewno w europejskiej czołówce. Liczba udzielanych Polakom sakramentów należy z pewnością do największych w Europie. Ale czy ktokolwiek uznałby z tego powodu, że jesteśmy najbardziej moralnym narodem Europy? Religijne państwa islamskie są dziś uważane w zachodnim świecie za największe źródło światowego zagrożenia. I to, im bardziej te państwa są religijne, tym bardziej zdają się być groźne dla wartości, które cenimy z etycznego punktu widzenia - ludzkiej wolności, godności, życia...

      Zatem także w powszechnej, choć nieartykułowanej świadomości, nie utożsamiamy wcale religijności z moralnością. Zarazem jednak, gdyby ktoś zapytał, jakimi wskazaniami mamy się kierować, by dobrze (etycznie) postępować w życiu, większość ludzi odeśle nas do religii. Skąd ta zdumiewająca sprzeczność? Dzieje się tak, bo chociaż wiemy, że wykonywanie religijnej normy nie uczyni nas lepszymi w sensie moralnym, to zarazem nie mamy innego, tak powszechnie uznawanego źródła moralności, niż religia.

      Za fundament euroatlantyckiej etyki uznawana jest Biblia. Akceptują to nawet ludzie ponadprzeciętnie wykształceni, dobrze znający okrucieństwo i antyhumanistyczną wymowę wielu jej fragmentów. Przyjmując za dobrą monetę twierdzenie o jej niedosłowności, nie zgłaszają żadnej etycznej wątpliwości wobec tekstu, w którym Bóg nakazuje wyrzynać całe miasta i krwawo mścić się na swoich wrogach. W którym za cnotę uznaje się wydawanie kobiet obcym, by "czynili z nimi, co zechcą", byleby nie naruszyć prawa gościnności. W którym bohaterstwem jest zabicie własnych dzieci Powszechne oburzenie wywołuje zaś piosenkarka, która wyraża brak szacunku dla stanu umysłowego autorów świętej księgi. Przekonanie o tym, iż księgi te (Biblia czy Koran) są źródłem moralności, rozpowszechniło się do tego stopnia, że uznajemy, iż wszystko, co związane z religią, jest etyczne, a także, iż podważanie twierdzeń religijnych jest atakiem na publiczną moralność.

      W istocie religia i etyka dość poważnie się różnią, choć mają wspólne pole zainteresowań - ludzkie działanie. Tyle tylko, że etyka polega na myślącym rozważaniu wartości; zajmuje się tym, co w tym działaniu dobre i złe. Religia zaś to przede wszystkim praktykowanie kultu i doktryna, która rozdziela święte od nieświętego w ludzkim życiu. Dla religii wszelkie wartości są podporządkowane świętości i o tyle są dla niej ważne, o ile świętości służą. Nie ethos jest dla religii bowiem ważny, lecz theos. Etyka, jako część filozofii, jest wyrazem wolności ludzkiego umysłu. Religia zaś to zbiór dogmatycznych twierdzeń, ustanawiających swą obiektywność i niepodważalność w tym, co uznawane za objawione.

      W ten sposób łatwiej zrozumieć, choć nie znaczy to: zaakceptować, uczucia i poglądy katolickiego księdza, profesora uniwersytetu, uznającego się za eksperta od etyki, który nie ubolewa nad krzywdą zgwałconej 14-letniej dziewczynki, ale ubolewa nad nieświadomym niczego zarodkiem, efektem tego gwałtu, który został poddany aborcji (ks. Alfred Wierzbicki, Przegrana sumienia? "Gazeta Wyborcza" z 20.06. 2008 r.). Mamy tu istotnie do czynienia z przegraną sumienia etyka z sumieniem księdza. Ksiądz broni bowiem świętości, nie pozwalając etykowi rozważyć takich wartości etycznych, jak godność tej dziewczynki czy wartość oraz jakość jej życia. Etyka zawsze przegra z religią w takiej sytuacji, bo dla człowieka religii świętość stoi zawsze ponad innymi wartościami. Dlatego w konfrontacji: godność kobiety - świętość zarodka, ta pierwsza dla człowieka wyznającego wiarę w katolickie świętości musi zawsze przegrać.

      c d n ...
      • piotrek410 Re: Etyka i religia 07.04.12, 21:12
        Świętość, czyli sacrum (w pierwotnych religiach - tabu), jest tym, co dana religia uznaje za boskie, Bogu należne lub zgodne z boską normą. Świętego nie wolno naruszyć, nie wolno przekroczyć, nie wolno w nie człowiekowi ingerować. Jak bardzo arbitralnie rozumieją treść tej świętości różne religie, łatwo dostrzec, obserwując różnice między nimi. W islamie święty jest np. wizerunek Mahometa, w hinduizmie przejawem boskości jest krowa, w katolicyzmie- wiem, że zabrzmi to tak, jakbym należnych proporcji nie zachował, ale powiedzmy to muzułmaninowi albo hinduiście - m.in. święta jest zygota.

        Źródłem świętości są święte księgi i interpretujący je głos religijnych autorytetów, w szczególności kapłanów. Na przykład grzeszność antykoncepcji - stosunkowo oryginalny pomysł wśród rozstrzygnięć różnych religii - jest wynikiem myśli Pawła VI, który określił katolicką normę moralną w tym względzie w encyklice Humanae vitae z r. 1968. Historia tworzenia tej normy jest pouczająca. Istniało duże prawdopodobieństwo, iż werdykt papieża będzie ostatecznie inny, ponieważ powołana przez niego komisja ekspertów nie wypowiedziała się w tej sprawie jednoznacznie. Przesłanką decyzji papieża nie był jednak sąd natury etycznej, ale czysto teologiczny, uznający akt ludzkiej prokreacji za święty. Paweł VI nie pytał o to, jakie dobro lub jakie zło wywołuje antykoncepcja. Pytał, co jest święte w ludzkiej seksualności. Religia rozważa bowiem świętość i konkluduje grzeszność - w tym przypadku świętość ludzkiego rozmnażania i grzeszność sztucznej ingerencji w ten akt.

        Etyka jest refleksją humanistyczną, a nie teologiczną. W obu dziedzinach mamy wprawdzie do czynienia z wartością, normą i oceną ludzkiego działania, ale kategorie te są odnoszone do różnych porządków. Można, owszem, mówić o moralności religijnej - motywowanej religijnie moralności ludzi wierzących. Ale pojęcie "etyka religijna" to metafora. W tym, co się określa takim mianem, chodzi o system norm teologicznych, które tylko w części i tylko przypominają etyczne. Przedmiotem etyki są bowiem wartości, normy i oceny ludzkich czynów, dla których odniesieniem jest jedynie człowiek. Kiedy zaczynamy mówić o ludzkim postępowaniu w stosunku do Boga czy świętości, wchodzimy w obszar teologii, porzucamy zaś etykę. Etyka to dziedzina spraw ludzkich, a nie boskich. Jednostka ludzka w perspektywie religijnej może określać się w działaniu jedynie w relacji do Boga. Dlatego nawet stosunek do innego człowieka rozpatruje się w kategoriach religijnych jako relację wobec boskości. Krzywdząc drugiego, wedle wyobrażeń religijnych, nie krzywdzimy przede wszystkim jego. Krzywdzimy Boga. Nie obrażamy innego człowieka, lecz obrażamy Boga.

        Na dziesięć przykazań Dekalogu przypada odwołanie do tylko pięciu wartości etycznych - życia, własności, małżeńskiej wierności, szacunku dla rodziców i prawdomówności. Pierwszym i najważniejszym z nich jest zaś przykazanie ściśle religijne, dotyczące zachowania monoteizmu. Wszystkie one mają zresztą przede wszystkim charakter religijny, a nie etyczny. Wyrażają stosunek do Boga i świętości, a nie do wartości etycznych. Mamy nie zabijać, bo życie jest święte, a nie dlatego, że życie jest wartością samą w sobie. Mamy nie kraść, bo własność jest święta. Mamy nie cudzołożyć, bo małżeństwo jest święte. Mamy szanować rodziców, bo macierzyństwo i ojcostwo są święte. Mamy mówić prawdę w sądzie, bo sąd jest święty.

        Przykazań tych mamy zarazem przestrzegać nawet, jeśli wiążą się z jawną i świadomą dla ich wykonawców nieetycznością, czyli, mówiąc wprost, ze złem. Mamy szanować własność, choćby pochodziła z wątpliwych etycznie źródeł. Rozwód nie jest dozwolony, nawet jeśli mąż jest alkoholikiem i brutalnym tyranem. Rodziców należy czcić, nawet jeśli ojciec jest potworem, a matka stręczycielką. Dwie normy świętości wedle Dekalogu, które daje się utożsamić z normami czysto etycznymi, to zakaz zabijania oraz składania fałszywych zeznań. Ta pierwsza okazuje się jednak względna w religii właśnie ze względu na ograniczenie dotyczącej jej świętości. Kościół katolicki nie wyklucza kary śmierci, zabijania wroga w czasie wojny, a także wszelkiego agresora w obronie własnej, odmawiając w ten sposób świętości życiu zbrodniarza i tego, kogo uznaje za naszego wroga. Ostatecznie jedyną norma z Dekalogu, która ostaje się po oddzieleniu od pojęcia świętości, jest prawdomówność...

        Przyzwyczailiśmy się utożsamiać świętość z tym, co dobre w sensie etycznym, a grzech z moralnym złem. Tymczasem, jak widać na przykładzie Dekalogu, religia i etyka w dużej mierze pozostają jednak rozłączne. Co oznacza, iż w większości to, co religijne, jest albo etycznie indyferentne albo wręcz nieetyczne, a to, co etyczne, nie jest religijne, a czasem z religijnego punktu widzenia bywa grzechem. Większość religijnych rytuałów nie da się kwalifikować ani jako dobre, ani jako złe w sensie etycznym. Istnieje jednak także wiele postaci zła etycznego, które są przez religie w pełni akceptowane. Z drugiej strony kategorie etyki zawodowej (np. rzetelność, staranność, odpowiedzialność za wykonywane dzieło) z punktu widzenia religii są nieistotne. A niektóre wartości etyczne są przez wiele religii uznawane za grzeszne - np. hedonistycznie rozumiane ludzkie szczęście.

        Nietrudno wskazać przykłady "świętego zła" - antywartości etycznych, realizowanych przez religie ze względu na zachowanie lub zapewnienie świętości. Pierwszym z nich jest "święta wojna". To w imię krzewienia chrześcijańskiej świętości poświęcano przecież życie autochtonów w czasach rekonkwisty i konkwisty, doskonale przecież wiedząc, że zabijanie innych jest złem w sensie etycznym. W tym samym celu odbyły się także wszystkie wyprawy krzyżowe, których islamskim odzwierciedleniem jest dzisiejszy Dżihad. Spory o różne rozumienie sacrum przerodziły się w europejskie wojny religijne XVI i XVII w., żywe do dzisiaj np. w nienawiści pomiędzy katolikami i protestantami w północnej Irlandii. I nieprawdą jest, że ludzie kiedyś nie uważali wojny za złą. Zarówno dziś, jak w przeszłości, chrześcijaństwo i islam doskonale wiedziały i wiedzą, czym jest wojna, bo też na co dzień głoszą pokój. To w imię świętości ("święte zabójstwo") ginęli także ludzie na stosach Inkwizycji, choć jej realizatorzy rozumieli etyczną wartość ludzkiego życia, sami byli bowiem żyjącymi ludźmi.

        Dla celów religijnych uprawnione jest także "święte kłamstwo", czyli głoszenie, w imię określonej świętości, jawnej nieprawdy wbrew wiedzy tego, kto ją wypowiada. Nie szukając odległych historycznie przykładów: czym innym, jak nie kłamstwem w imię obrony `świętości życia", było twierdzenie ks. Gancarczyka, iż Alicja Tysiąc zamierzała popełnić zabójstwo? ("mama, która bardzo chciała zabić swe dziecko", "Gość Niedzielny" z 7.10.2007 r.). Autor z pewnością odróżnia zbrodnię od legalnego zabiegu i nawet, jeśli w swym świętym misjonarskim zapale utożsamia aborcję z morderstwem, to użyte przez niego sformułowanie jest świadomą manipulacją. W polskiej dyskusji nad kwestiami etycznymi Kościół stale do takich manipulacji się posuwa, nie tylko nazywając legalne usuwanie ciąży zabójstwem, ale także m. in. twierdząc, że in vitro jest wyrafinowaną aborcją lub że eutanazja to sposób na fizyczne eliminowanie emerytów ze społeczeństwa. Czym innym także, jak nie kłamstwem w ustach wierzącego chrześcijanina, jest twierdzenie, że krzyże to wyraz uniwersalnej europejskiej kultury, a nie symbol jego wiary? "Święte kłamstwo" w obronie prenatalnych form ludzkiego życia i tak jest zresztą niczym przy "świętych zabójstwach" w tej samej sprawie dokonywanych - zamachach amerykańskich fundamentalistów chrześcijańskich na lekarzy wykonujących aborcję.

        Nietrudno będzie mi także wymienić przykłady "świętej zniewagi". Wiedza o tym, iż obrażanie innych jest nieetyczne, jest powszechnie dostępna już dla dzieci. Znieważanie innych z pułapu wyższości swej jedynie słusznej racji jest na porządku dziennym każdej religii. Czy polscy biskupi nie upokarzają w trwającej
    • fedorczyk4 Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzysztof... 07.04.12, 21:25


      . Stworzył Człowieka, dając mu wolność, i tym samym umożliwił istnienie zła. Zło jest ceną za wolność, przetrzymując Człowieka w tym złym świecie, Bóg pozwala mu zaznać wolności, której raczej już nie będzie w stanie zbawienia, kiedy Człowiek postawiony wobec całego Boskiego Majestatu nie zdobędzie się na sprzeciw wobec Niego

      Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć co autor chciał przez to powiedzieć???

      Zresztą za tłumaczenie reszty byłabym równie wdzięczna.

      --
      - Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka